Kontrakt już podpisany, stacje telewizyjne oraz podział zysków dogadane, więc pozostała już tylko promocja. A kto potrafi lepiej promować walkę niż David Haye (25-1, 23 KO)?
Anglik 2 lipca w Hamburgu zmierzy się z mistrzem federacji WBO i IBF wagi ciężkiej Władimirem Kliczką (55-3, 49 KO) i choć większość ekspertów faworyzuje Ukraińca, to jednak Anglik przekonuje ciągle o swojej wyższości nad nim. Najczęściej powołuje się na rzekome problemy młodszego z braci z szybkimi pięściarzami i wierzy, że dzięki swoim ciosom uda mu się znokautować Kliczkę.
- Jestem podobnych rozmiarów jakich był Corrie Sanders. Do tego prezentuję taki sam, bardzo agresywny styl walki, z tą tylko różnicą, że w przeciwieństwie do niego jestem gotowy na pełen dystans dwunastu rund. Dlatego kiedy zacznę wyprowadzać swoje bomby jak zrobił to Corrie, moja walka z Kliczko stanie się jednostronna i bardzo brutalna, a on zostanie znokautowany - odgraża się Haye.
7 maja dojdzie do kolejnej wojny Meksyku z Portoryko. Na gali w MGM Grand w Las Vegas, Jorge Arce (56-6-2, 43 KO) skrzyżuje rękawice z niepokonanym Wilfredo Vazquezuem Jr. (20-0-1, 17 KO). Stawką walki będzie należący do tego drugiego pas WBO w kategorii super koguciej.
31-letni "Travieso" zapewnia, że nie przerwie dobrej passy meksykańskich wojowników. W ostatnim czasie Giovani Segura po raz drugi znokautował Ivana Calderona, a Orlando Salido sprawił ogromną niespodziankę, stopując Juana Manuela Lopeza.
- Mam odpowiednią motywację, by zdobyć czwarty tytuł mistrza świata - twierdzi Arce. - Chcę zostać championem w czwartej dywizji i zrobię wszystko, by to osiągnąć. Mam za sobą odpowiednie przygotowania i wraz z Miguelem Montielem wypracowaliśmy odpowiednią strategię na tę walkę. Czuję, że jestem szybki i nie muszę niczego poświęcać, by osiągnąć limit 122 funtów, więc będę w szczytowej formie.
7 maja podczas gali w Neubrandenburgu były pretendent do mistrzostwa świata IBF w kategorii junior ciężkiej, Enad Licina (19-3, 10 KO) zmierzy się z Michele De Meo (13-4, 4 KO). Serb od czasu porażki ze Steve'em Cunnighamem nie wchodził do ringu. Teraz przyznał, że pomimo, iż to Amerykanin był górą, to walka ta wiele go nauczyła, a doświadczenie które podczas niej zdobył zaprocentuje w przyszłości.
- Oczywiście jestem bardzo rozczarowany, że nie udało mi się wygrać pojedynku z Cunninghamem. Z drugiej strony Steve, to światowa czołówka, porażka z nim nie jest powodem do wstydu. Podczas tego starcia wiele się nauczyłem. Wydaję mi się, iż w przyszłości mam szansę na zdobycie któregoś z najważniejszych pasów. Jeżeli chodzi o najbliższy pojedynek z De Meo, to wynik inny, jak moje zwycięstwo nie wchodzi w grę - powiedział Licina.
Kermit Cintron (32-3-1, 28 KO) dopiero co podpisał kontrakt z grupą Top Rank, a już poznał datę swojego debiutu dla nowego pracodawcy. Dwukrotny mistrz świata wagi półśredniej na stałe przeniósł się do dywizji junior średniej i właśnie w tej kategorii zaboksuje 9 lipca z nieznanym jeszcze rywalem podczas gali "Antillon vs Rios".
Przypomnijmy, że szef Top Rank - Bob Arum przyznał niedawno, iż właśnie Cintron czeka na rozstrzygnięcia wrześniowej potyczki rewanżowej Miguela Cotto z Antonio Margarito, gdyż na początku przyszłego roku skrzyżuje rękawice z lepszym z tej dwójki.
Po walce z nałogiem alkoholowym Kelly Pavlik (36-2, 32 KO) przypomni o sobie kibicom na całym świecie 7 maja podczas gali w Las Vegas, gdzie przyjdzie mu się zmierzyć z niezwyciężonym dotąd Alfonso Lopezem (21-0, 16 KO). Nieaktywny od ponad roku "Duch" raczej na stałe przenosi się do dywizji super średniej i ma świadomość, iż po problemach osobistych ten pojedynek ma dla rozwoju jego kariery jeszcze większe znaczenie niż te z przeszłości.
- To dla mnie wyjątkowo ważna walka i muszę zaprezentować się w niej z dobrej strony. Chcę by znów moje nazwisko znaczyło coś w boksie oraz bym tak jak kiedyś uważany był za jednego z najlepszych pięściarzy świata. Możecie wierzyć lub nie, ale dla mnie to najważniejsza jak dotąd walka w mojej całej karierze - stwierdził Pavlik, jeszcze do niedawna uważany za króla wagi średniej.
Już 2 lipca w Hamburgu dojdzie do najbardziej wyczekiwanej walki w wadze ciężkiej od bardzo dawna, bowiem zmierzą się mistrz WBA David Haye (25-1, 23 KO) oraz mistrz IBF i WBO Władymir Kliczko (55-3, 49 KO). Haye w swoim stylu zaczyna budować atmosferę przed wielkim pojedynkiem zapowiadając brutalny nokaut zarówno na młodszym jak i starszym bracie.
W ostatnich dniach na jednym z najbardziej popularnych portali społecznościowych facebook.com na profilu fanclubu Ricky'ego Hattona ukazała się jego fałszywa wypowiedź, w której Ricky nieprzychylnie wypowiadał się na temat klubu Manchesteru United. Teraz prawnicy pracują nad tym, by wszystkie nieoficjalne fancluby oraz profile zostały usunięte. Sam Ricky całą sytuacją jest oburzony.
Już jutro w ramach turnieju wagi koguciej Vic Darchinyan (35-3-1, 27 KO) zmierzy się z Yonnhy Perezem (20-1-1, 14 KO). Wczoraj obaj panowie spotkali się na ostatniej konferencji prasowej promującej ich potyczkę i trzeba przyznać, że choć pewni swego, to wyrażali się z szacunkiem o sobie.
- Razem stworzymy niezłe widowisko. To już trzeci raz w mojej karierze, gdy w ostatniej chwili moja walka zostaje przesunięta jako główny punkt programu. Dwa razy wygrywałem i jestem przekonany, że i tym razem będzie podobnie. Yonnhy to miły facet i walczy czysto w ringu, jednak jutro poczuje moc moich pięści. Przekona się, że jeszcze nigdy dotąd nikt nie uderzał go z taką siłą. Co prawda jest ode mnie większy, lecz jutro ludzie się przekonają jak naprawdę potrafię mocno bić. Nie mogę się już doczekać rewanżu z Agbeko oraz Maresem i mam nadzieję, że ta wygrana mi to zagwarantuje - powiedział Darchinyan (na zdjęciu).
- Nie mogę się już doczekać tego pojedynku. Vic powiedział wcześniej w wywiadach kilka rzeczy, między innymi jak walka będzie przebiegać. Ciężko mu jednak będzie spełnić te obietnice, choć jest groźnym i niebezpiecznym zawodnikiem. Czuję się bowiem bardzo mocny i jestem gotowy na wszystko co on mi zaproponuje. Spodziewam się, iż od początkui agresywnie się na mnie rzuci, lecz gdyby chciał ze mną boksować, na to również będę przygotowany. Po ostatnim gongu to moja ręka powędruje w górę - zapowiada z kolei Perez.
Już 7 maja w Neubranderburgu Daniel Geale (24-1, 15 KO) zaatakuje Sebastiana Sylvestra (34-3-1, 16 KO) i należący do niego pas federacji IBF wagi średniej. Australijczyk wydaje się nie przejmować ciążącą nad nim presją i wygląda na pewnego siebie, choć potrafi też docenić klasę najbliższego rywala.
- Jestem zrelaksowany i koncentruję się tylko na tym, by być dobrze przygotowanym do tego pojedynku. Sylvester to bardzo doświadczony pięściarz, który przeboksował już wiele rund o mistrzostwo świata. Wie jak przetrwać w trudnych chwilach, lecz potrafi też świetnie operować lewym prostym i zbierać punkty, tak więc dla nas to spory przeskok - uważa Geale, sugerując także, że aby zwyciężyć w Niemczech na terenie mistrza musi pokazać więcej niż zazwyczaj.
- Z całą pewnością muszę być jeszcze bardziej przekonywujący. Zdaję sobie sprawę, że gdy nasza walka będzie choć trochę wyrównana, sędziowie dadzą wygraną jemu. Cały czas powinienem atakować i wygrywać każdą rundę. Nie mogę sobie również pozwolić na przestrzeliwanie ciosów, bo żeby zwyciężyć, muszę po prostu zdominować Sylvestra od początku do końca - zakończył Daniel, który zapewnił sobie pozycję oficjalnego pretendenta IBF zeszłorocznym nokautem nad Romanem Karmazinem.
- Zawsze powtarzam, że pokonam Władimira, zabiorę jego pasy i wtedy przystąpię do pojedynku ze starszym bratem. Gdy już policzę się z Kliczkami, zakończę karierę jako niekwestionowany mistrz świata wagi ciężkiej. Władimir walczy jak tchórz. Obiecuje kibicom, iż 2 lipca pokażę mu gdzie jest jego miejsce - powiedział w wywiadzie dla jednego z niemieckich portali internetowych, David Haye (25-1, 23 KO).
Władimir Kliczko (55-3, 49 KO) jak zwykle zachował spokój, lecz zapewnił, że 'Hayemaker' poniesie karę za wszystkie swoje prowokacje, jakie kierował pod adresem zarówno jego jak i Witalija.
- Cieszę się, iż Haye w końcu odważył się ze mną walczyć. Brytyjczyk wiele razy obrażał mnie oraz mojego brata, zakładając jakieś głupie koszulki, czy też udzielając nędznych wywiadów. Teraz obaj spotkamy się w ringu, więc w końcu będzie miał okazję do pokazania swoich umiejętności bokserskich. Czekam na ten wieczór już dwa lata, a fakt, że starcie odbędzie się w Hamburgu, jeszcze bardziej mnie motywuje - mówił w swoim stylu młodszy z ukraińskich braci.
Znany z bardzo efektownego stylu, były mistrz świata w dwóch kategoriach wagowych Jose Antonio Rivera (39-6-1, 24 KO) powróci po prawie 3 letniej przerwie. Jego powrotna walka zaplanowana jest na 20 maja w The Palladium w Worcester. Jego przeciwnikiem będzie 40 letni weteran, Luis Maysonet (32-11, 25 KO).
Brytyjskie media podają, że ostatnim pięściarzem w stawce kolejnego "Prizefightera" będzie były mistrz WBC w wadze cruiser - Juan Carlos Gomez (49-2, 37 KO). Międzynarodowa edycja turnieju odbędzie się 7 maja w Londynie.
Swój udział wcześniej potwierdzili już: Mike Perez (13-0, 10 KO), Fres Oquendo (32-7, 21 KO), Tye Fields (45-3, 41 KO), Konstantin Airich (16-3-2, 13 KO), Kevin Johnson (24-1-1, 10 KO), Gregory Tony (14-1, 12 KO) i Michael Sprott (36-15, 17 KO). Czy w takiej obsadzie możliwe jest, by nie doszło do żadnej niespodzianki?

Kubrat Pulev (11-0, 5 KO) zaboksuje tak jak pierwotnie podawano 7 maja podczas gali "Holyfield vs Nielsen" w Kopenhadze, ale nie z tym rywalem, jaki anonsowany był wcześniej.
Tak więc nie Ray Austin, a ostatecznie Derric Rossy (25-3, 14 KO) stanie naprzeciw bojowego Bułgara, a potyczkę zakontraktowano na osiem rund.
W ostatnim występie Amerykanin przegrał co prawda w walce eliminacyjnej do tronu IBF z Eddie Chambersem, lecz wciąż w rankingu tej organizacji zajmuje wysokie, dwunaste miejsce.
Mistrz WBO w wadze super koguciej, Wilfredo Vazquez Jr (20-0-1, 17 KO) stanie przed wielkim wyzwaniem broniąc swojego pasa z utytułowanym Jorge Arce (56-6-2, 43 KO) na gali Pacquiao vs Mosley 7 maja. "Papito" zapowiedział dziś świetną formę oraz obiecał kibicom, że pas zostanie w jego rękach, by wynagrodzić kibicom ostatnie niepowodzenia Portorykańczyków.
Mistrz WBA w wadze cruiser, Guillermo Jones (37-3, 29 KO) jest zawiedziony i zły, ponieważ zaplanowana na 25 czerwca obrona z niepokonanym Ryanem Coyne (16-0, 6 KO) prawdopodobnie nie dojdzie do skutku. Federacja wyznaczyła termin 28 kwietnia, w którym odbędzie się przetarg na pojedynek Jonesa z tymczasowym mistrzem Yoanem Pablo Hernandezem (24-1, 13 KO) co oznacza, że następna obrona odbędzie się właśnie z Hernandezem.Zapraszamy na walkę finałową w kategorii +91 kg, która odbyła się na 28. Międzynarodowym Turnieju Bokserskim im. Feliksa Stamma. W ringu walczą Roberto Cammarelle (Włochy) i Muhhamet Guner (Turcja). Starcie finałowe wygrał Włoch stosunkiem punktów 14-5.
Victor Ortiz (29-2-2, 22 KO), mistrz federacji WBC w wadze półśredniej, uważa, że nadszedł najwyższy czas na walki z najlepszymi pięściarzami P4P. Po nieoczekiwanym, ale bardzo przekonujacym zwycięstwie nad Andre Berto (27-1, 21 KO), "Vicious" rzucił wyzwanie dwóm największym gwiazdom zawodowego boksu - Floydowi Mayweatherowi Jr. (41-0, 25 KO) i Manny'emu Pacquiao (52-3-2, 38 KO).
24-letni Ortiz nie przejmuje się już czołówką wagi junior półśredniej. Zdaniem młodego mistrza najlepsi zawodnicy z kategorii do 140 funtów zawsze go unikali.
- Mam dość unikających mnie junior półśrednich, nie będę dłużej ich gonił - stwierdza Ortiz. - Chcę walczyć z najlepszymi pięściarzami P4P, interesuje mnie tylko elita. Nie muszę nawet wymieniać nazwisk, bo wszyscy wiedzą kogo mam na myśli. Naprawdę jestem gotowy. Jestem młody, głodny sukcesów, nie można mnie zatrzymać.
Zorganizowanie pojedynku z gwiazdą Top Rank, Mannym Pacquiao, będzie bardzo trudne z dwóch powodów. Bob Arum, szef konkurencyjnej dla Golden Boy Promotions grupy, nie zamierza podejmować współpracy ze stajnią należącą do Oscara De La Hoyi. Dodatkowo Arum w przeszłości niepochlebnie wypowiadał się o Ortizie, co może oznaczać jego niechęć do młodego pięściarza.
- Nie obchodzą mnie wypowiedzi Boba. Tak długo jak jestem mistrzem WBC, to ja pociągam za sznurki - oświadczył "Vicious". - Nie obchodzi mnie czy będzie to Pacquiao, czy Mayweather. Po prostu chcę dostać swą szansę.
20 lipca do Australii po raz kolejny przyleci wielka gwiazda zawodowego boksu. W 2009 roku był tam Roy Jones Junior, a w jego ślady pójdzie Antonio Tarver (28-6, 19 KO). Magnesem przyciągającym te sławy jest Danny Green (31-3, 27KO), obecny mistrz świata IBO w kategorii junior ciężkiej. W Entertainment Center w Sydney "Magic Man" postara się zabrać pas ulubieńcowi miejscowej publiczności.
Tarver to jeden z najlepszych przedstawicieli dywizji półciężkiej, posiadacz prestiżowych tytułów i kilku spektakularnych zwycięstw. Obecnie jest to już 42-letni bokser, który pomału będzie schodził ze sceny, ale zamierza podjąć jeszcze jedną mistrzowską próbę, w nowej dla siebie kategorii. Green bardzo szanuje rywala i z niecierpliwością czeka na sportową rywalizację, zaznaczając, że z jego zdrowiem wszystko już jest w porządku.
- To będzie wielka walka dla mnie i dla całej Australii. Antonio Tarver w przyszłości trafi do "Galerii Sław" pięściarstwa zawodowego, muszę ciężko trenować, nie można go lekceważyć. Amerykanin jest czterokrotnym mistrzem świata, w tym absolutnym czempionem w kategorii półciężkiej, ma też w dorobku wyróżnienia magazynu "The Ring". Próbował sił w najcięższej dywizji, na pewno będzie gotowy mentalnie i fizycznie. Jestem w pełni zdrowia i nie mogę się doczekać kolejnego wyzwania w mojej karierze – powiedział "Green Machine".
Mistrz EBU w wadze cruiser Alexander Frenkel (23-0, 18 KO) pierwszą obowiązkową obronę stoczy przeciwko weteranowi Silvio Branco (61-10, 37 KO) promowanego przez grupę OPI 2000. Miejsce i data pojedynku zostanie podana wkrótce. Frenkel był wyłączony przez jakiś czas z treningów przez kontuzję ręki.
Dzisiaj w nocy kolejny raz w ringu zaprezentuje się Breidis Prescott (23-2, 19 KO). Rywalem pogromcy Amira Khana będzie Bayan Jargal (15-1-3, 10 KO) z dalekiej Mongolii, który do tej pory nie został solidnie przetestowany.
Kolumbijczyk wniósł na wagę 63.5 kg, zaś jego oponent 62.6 kg. Obaj pięściarze zmieścili się w limicie kategorii junior półśredniej. Podczas gali w stanie Connecticut zaprezentuje się również Demetrius Andrade (12-0, 8 KO). Amerykański Olimpijczyk z Pekinu podejmie Omara Bella (8-1-1, 5 KO), a w wadze ciężkiej niepokonany Joe Hanks (15-0, 10 KO) na dystansie sześciu rund powalczy z Terrellem Nelsonem (8-11, 5 KO). Gala będzie transmitowana przez ogólnokrajową telewizję ESPN2.
Jeden z najsilniej bijących zawodników wagi ciężkiej - Earnie Shavers (75-14-1, 69 KO), występował na ringach w czasach, gdy królewska kategoria aż roiła się od wielkich gwiazd. Mający dzisiaj 65 lat "Czarny Niszczyciel z Alabamy" krzyżował swoje rękawice z samą ówczesną śmietanką, czyli między innymi z takimi sławami jak Ali, Holmes, czy Norton.
Mieszkający aktualnie w Wirginii pięściarz, słynął z potężnego ciosu, którym siał pogrom na ringach całej Ameryki. Jego najlepsze lata przypadały pomiędzy rokiem 1973-1979 i jak wspomina dzisiaj ten mierzący 183 centymetry wzrostu zawodnik, zawsze lubił walczyć z większymi od siebie. Podobnie też jak inni pięściarze z jego okresu, nie ma zbyt pochlebnej opinii o współczesnej wadze ciężkiej.

Rudy Perez, jeden z najsłynniejszych meksykańskich trenerów, spodziewał się, że Marcos Rene Maidana (30-2, 27 KO) będzie boksował z Erikiem Moralesem (51-7, 35 KO) na pełnym dystansie. Po 12 zaciekłych rundach na punkty zwyciężył zdecydowany faworyt bukmacherów, ale sam scenariusz tej bity wprawił w osłupienie chyba wszystkich ekspertów szermierki na pięści.
Były opiekun m.in. Marco Antonio Barrery w żaden sposób nie nastawiał swojego podopiecznego na nokaut, a wymagał by argentyński panczer przez cały czas był w pełni skoncentrowany.
- Nie nastawialiśmy się na nokaut. Chciałem widzieć Maidanę, który cały czas jest skoncentrowany, ponieważ wiedziałem, że Erik będzie w ten sposób walczył. Na początku Marcos miał bić na korpus i ta taktyka przyniosła skutek w późniejszych rundach. Morales pod koniec był zmęczony, myślałem że jego narożnik go podda, ale "El Terrible" przypomniał sobie lata swojej świetności. Mój zawodnik wygrał bo nie odpuścił dwóch ostatnich rund, a to one zadecydowały – powiedział słynny trener, który zamienił w narożniku Maidany Miguela Diaza.

Nowo koronowany mistrz świata WBA Interim w kategorii junior półśredniej, Marcos Rene Maidana (30-2, 27 KO) miał kolejny powód do radości. W środę wojownik wrócił do rodzinnego miasteczka Margarita w Argentynie, gdzie zgotowano mu gorące powitanie. Prawie 3000 osób wyszło na ulicę, by móc zobaczyć swojego bohatera, który triumfalnie wiwatował i pokazywał wszystkim zacny tytuł czempiona.
"El Chino" wywalczył to trofeum 9 kwietnia, pokonując na punkty legendarnego Erika Moralesa (51-7, 35 KO). Po zaciętej wojence dwóch sędziów opowiedziało się za młodszym panczerem, zaś jeden wskazał remis.
- Jestem dumny z powrotu do domu i z faktu, że godnie reprezentuję osoby pochodzące z moich okolic. Mam nadzieję, że będzie mi dane bronić tytuł przed moimi kibicami – powiedział szczęśliwy Argentyńczyk.
Miguel Vazquez (28-3, 12 KO), mistrz federacji IBF w wadze lekkiej, oświadczył, że chętnie zmierzy się z legendarnym Marco Antonio Barrerą (67-7, 44 KO). Do walki może dojść już 4 czerwca na gali Chavez-Zbik w Los Angeles.
24-letni champion spotkał się w Tijuanie ze swoim promotorem - Fernando Beltranem z grupy Zanfer Promotions. Vazquez wyznał, że zależy mu na pojedynku z "Mordercą o Twarzy Dziecka".
"Titere" jest bardzo aktywnym mistrzem. Zdobył tytuł w sierpniu ubiegłego roku, lecz już zdążył dwukrotnie go obronić. Wszystkie walki toczyły się na dystansie dwunastu rund. Marco Antonio Barrera był już przymierzany dla mistrza federacji WBA - Brandona Riosa (27-0-1, 20 KO), lecz ostatnio sporo mówi się o czwartej potyczce z Erikiem "El Terrible" Moralesem (51-7, 35 KO). W ciągu najbliższych dni 37-letni Meksykanin powinien dokonać wyboru.
Mocno bijący bokserzy często mają problemy z pięściami. Tak też było w przypadku Denisa Bojcowa (28-0, 23 KO), lecz po dwóch udanych operacjach rosyjski pięściarz tryska optymizmem i zapowiada nadejście swojego czasu. W przeszłości mistrz świata juniorów wciąż jest młodym oraz perspektywicznym bokserem i być może już wkrótce dostąpi zaszczytu walki o mistrzostwo świata wagi ciężkiej. Póki co jednak wznowił treningi.
- Jestem szczęśliwy, że w końcu ten długi okres, gdy nie byłem w pełni sprawny, w końcu się skończył, a ja mogę boksować tak jak lubię. Jestem podekscytowany i nie mogę się już doczekać by powrócić jak to tylko możliwe do szczytowej formy i być w pełni gotowym na następną walkę. To będzie dla mnie udany rok - odgraża się słynący z nokautującego uderzenia Bojcow, który nawet na święta nie zrobi sobie przerwy. Denis kolejny pojedynek stoczy najprawdopodobniej w czerwcu i być może będzie nim debiut na ringu amerykańskim, bo przecież od jakiegoś czasu jest współpromowany przez grupę Golden Boy Promotions.
Joseph Agbeko (28-2, 22 KO) wciąż nie może pogodzić się z myślą, że koło nosa przejdzie mu walka z Abnerem Maresem (21-0-1, 13 KO) w ramach turnieju prowadzonego przez telewizję Showtime. Mistrza świata IBF wykluczyła kontuzja, której nabawił się zaledwie kilka dni przed pojedynkiem.
- Nawet trudno opisać jak bardzo czuje się zawiedziony z powodu mojej absencji. Ta walka jest dla mnie wszystkim, całe życie trenowałem by dostać taką okazję. Została mi odebrana szansa na to starcie, jest to naprawdę przykre.
W równie nieszczęśliwym tonie wypowiadał się Don King, zajmujący się promowaniem Ghańczyka.
- Wielkie nieszczęście przytrafiło się temu facetowi. Trenował ciężko i chciał pokazać wszystkim, że jest najlepszym zawodnikiem w wadze koguciej. Takich wypadków ludzie nie są w stanie kontrolować. Bóg ma do powiedzenia ostatnie słowo – powiedział w swoim stylu "Dziadek".
- Najważniejsze by Kell został teraz przetestowany - uważa nowy menadżer pięściarza, Eddie Hearn. Sam Kell Brook (23-0, 16 KO) skomentował za to ostatnią potyczkę Amira Khana (25-1, 17 KO), którego wyzywa do pojedynku od ponad roku.
- To była amatorka. Khan przestrzelił wiele ciosów, a kibice nie obejrzeli tego na co czekali. Powinniśmy dać ludziom czego chcą, ale Khan boi się tej walki, podobnie jak cały jego obóz - powiedział Brook.
Jak przyznał Hearn, sławny Oscar De La Hoya jest poważnie zainteresowny promocją Kella na terenie USA, jednak najpierw pochodzący z Sheffield zawodnik 25 czerwca stoczy pojedynek w obronie interkontynentalnego pasa federacji WBO we własnym mieście.
- Rywalem będzie na pewno ktoś ze znanym nazwiskiem - zapewnia menadżer boksującego w wadze półśredniej Brooka.
Były mistrz Wspólnoty Brytyjskiej, Sam Sexton (13-2, 6 KO), wraca na ring po ubiegłorocznej porażce poniesionej z rąk Derecka Chisory. 26-letni "Big Sam" wystąpi na majowej gali Franka Warrena.
Tego samego wieczoru rękawice skrzyżują niepokonani James DeGale (10-0, 8 KO) i George Groves (12-0, 10 KO), a na deser odbędzie się pojedynek Nathana Cleverly'ego (21-0, 10 KO) z Juergenem Braehmerem (36-2, 29 KO).
Jorge Arce (56-6-2, 43 KO) od dawna nie miał całych ośmiu tygodni na przygotowanie się do walki. Tym razem "Travieso" nie może narzekać ani na brak czasu, ani na problemy z wagą. 31-letni Meksykanin ma idealne warunki do treningów przed pojedynkiem z niepokonanym mistrzem WBO wagi super koguciej - Wilfredo Vazquezem Jr. (20-0-1, 17 KO). Walka odbędzie się 7 maja na gali w Las Vegas.
- To najlepszy obóz przygotowawczy od bardzo dawna - oznajmił Arce. - Sparingi dały mi odpowiednią szybkość i siłę. Dodatkowo nie musiałem się głodzić, chcąc osiągnąć limit. W wadze super koguciej osiągnąłem szczyt moich możliwości. W tym wieku nie mogę być już lepszy.
Meksykańscy pięściarze zawsze specjalnie motywują się na pojedynki z Portorykańczykami. Rywalizacja pomiędzy tymi dwoma narodami wciąż przyciąga zainteresowanie mediów. Ostatnimi czasy lepiej radzą sobie Meksykanie. Giovani Segura po raz drugi rozprawił się z Ivanem "Iron Boyem" Calderonem, a Orlando Salido sprawił wielką niespodziankę, stopując niepokonanego wcześniej Juana Manuela Lopeza.
- Dla nas walka z Portorykańczykiem zawsze jest czymś szczególnym. Vazquez to groźny rywal. Niepokonany, młody, silny. Ja jednak mam niezbędne doświadczenie, dzięki któremu mogę wygrać tę wojnę - uważa Arce. - Nikt nie spodziewał się, że Tyson Marquez i Siri Salido wygrają swe walki, jednak udało im się. Wciąż mam w sobie ten głód, chcę zdobyć mistrzowski pas i zapisać się w historii. Przygotowując się do tej walki poświęciłem zwiększeniu siły. Wzmocniłem się i jestem prawdziwym zawodnikiem tej kategorii, lecz zachowałem swą dawną szybkość.

Julio Cesar Chavez Jr. (42-0-1, 30 KO) rozpoczyna trudny etap fizycznych przygotowań do walki z Sebastianem Zbikiem (30-0, 10 KO). Stawka jest duża, ponieważ do zgarnięcia będzie tytuł WBC w kategorii średniej. Pięściarze zmierzą się w słynnej Staples Center w Los Angeles, gdzie na co dzień grają koszykarze Lakersów. Syn legendy meksykańskiego boksu w przyszłym tygodniu ma rozpocząć pierwsze sparingi pod okiem Freddiego Roacha.
- To nie tylko najważniejsza walka w mojej karierze, to najważniejsze starcie w moim życiu! Bardzo poważnie podchodzę do treningów. Nadchodzi czas, by pokazać to co potrafię robić w ringu. Chcę być prawdziwym mistrzem, jak mój ojciec. Moje przygotowania są już na zaawansowanym poziomie. W tej chwili pracuję dużo z moim trenerem od przygotowania fizycznego, Alexem Arizą. Potem zacznę trenować z Freddie Roachem, z pewnością będę gotowy na Sebastiana – powiedział niepokonany dotąd Meksykanin.