Mistrz świata federacji WBA w wadze super średniej Andre Ward (23-0, 13 KO) oraz jego najbliższy przeciwnik Arthur Abraham (32-2, 26 KO) wzięli udział w wideokonferencji zapowiadającej pojedynek, który odbędzie się 14 maja w kalifornijskim Carson. Stawką walki będzie awans do finału turnieju Super Six.
- Nie mogę doczekać się walki, tak jak zawsze - wyznał 27-letni Ward. - Znam Arthura i jego współpracowników. Wiem również, że przygotowują się, aby godnie zakończyć ten turniej. Jednak ja jestem gotowy do obrony tytułu. Mam rodzinę, którą muszę karmić. Powinienem wygrać w bardzo przekonujący sposób. Zostały mi jeszcze dwie walki, po których zostanę najlepszym bokserem świata w wadze super średniej - powiedział pewny siebie Amerykanin.
31-letni Abraham w dwóch ostatnich turniejowych walkach uległ Andre Dirrellowi i Carlowi Frochowi, ale przekonuje, że nadszedł czas, aby odwrócić złą passę. - Przygotowania idą dobrze i chociaż niedawno chorowałem na grypę, obecnie jestem zdrowy i kontynuuję treningi - zapewnia Abraham. Wiem, że Ward jest faworytem, ale to jeszcze bardziej mnie motywuje. Historia boksu zna wiele przypadków, kiedy faworytom się nie powodziło. 14 maja wszyscy będą zdziwieni. (...) 14 maja dam z siebie 120 procent, a następnie wygram też finał - zapowiada były mistrz świata w kategorii średniej.
Chris Olech jest niezależnym dziennikarzem polskiego pochodzenia z Londynu w Ontario. Aktualnie pracuje nad książką na ten temat sztuk walki, do której zbiera informacje. Niedawno odwiedził obóz szkoleniowy Tomasza Adamka. Nagrał krótki wywiad o życiu i boksie. W jego książce znajdzie się rozdział poświęcony Adamkowi.
Już w następną sobotę Marcos Rene Maidana (29-2, 27 KO) walką z Erikiem Moralesem (51-6, 35 KO) spróbuje powrócić na salony kategorii junior półśredniej, natomiast Meksykanin postara się o niespodziankę. Pięściarz z Argentyny jest jednak przekonany o swojej wyższości, choć nie ukrywa, że kiedyś wzorował się na wspaniałym rywalu.
- On był kiedyś jednym z moich ulubionych zawodników, a wszystko to dzięki jego agresywnemu stylowi boksowania. Mam dla niego wiele szacunku, ale on zaniknie w momencie, gdy wyjdę na ring. Kiedy pokonam już Erika, a zrobię to na pewno, wówczas będę oczekiwać pojedynku z Timothy Bradleyem bądź Juanem Manuelem Marquezem. Naturalnie także chciałbym się zrewanżować Khanowi, lecz wątpię by on chciał drugiej naszej walki - powiedział mocno bijący Maidana.
Mistrz świata organizacji WBA w kategorii cięzkiej David Haye (25-1, 23 KO) uważa, że pojedynki jego najbliższego przeciwnika Władimira Kliczki (55-3, 49 KO) są najczęściej nudne i nie dostarczają zapowiadanych emocji. 30-letni Brytyjczyk ocenia, że jedyną ciekawą walką Ukraińca w ciągu ostatnich dziesięcu lat było jego pierwsze starcie z Samuelem Peterem (34-4, 27 KO), które odbyło się we wrześniu 2005 roku. Kliczko wygrał wówczas na punkty, choć wcześniej padał na matę ringu.
- Kliczko nie podoba mi się jako człowiek i nie podoba mi się jako bokser. Nie podoba mi się nic, co on robi. Nie podoba mi się jego styl, opierający się na lewym prostym i klinczu. Nie sądzę, aby choć jednemu miłośnikowi boksu na świecie podobały się walki Władimira. Jeśli spojrzymy na ostatnie dziesięć lat jego kariery, to jedynym jego widowiskowym pojedynkiem było pierwsze starcie z Samuelem Peterem, kiedy upadał na deski pięć lub sześć razy. Wszystkie pozostałe walki Władimira były zwyczajnie nudne. Jeśli Kliczko nie byłby bokserem, a zwykłym sympatykiem boksu, to byłby ostatnim z tych, który takie walki chcieliby oglądać - twierdzi Haye, którego unifikacyjny pojedynek z posiadaczem pasów IBF, IBO i WBO ma odbyć się 25 czerwca lub 2 lipca.
Mistrz WBA oznajmił, że nie swojego rywala zwyczajnie nie lubi i nie może doczekać się chwili, w której pośle go na deski. - Kliczko mówił o tym, że go unikam, że nie chcę z nim walczyć, a później zdecydował się na walkę z Dereckiem Chisorą, która nie odbyła się z powodu jego kontuzji. Władimir nie podoba mi się jako człowiek i nie podoba mi się, jak prowadzi swoje sprawy. Nie mogę doczekać się chwili, w której będzie leżał nieprzytomny na deskach - mówi Haye.
Podczas trzeciego turnieju o Puchar Skorpiona udział wzięło 73 zawodników z Ukrainy, Niemiec i Polski. Cieszy kolejny raz duża frekwencja oraz poziom walk. Gościliśmy zawodników ze szkoły mistrzostwa sportowego we Frankfurcie, reprezentujących Frankfurt Oder, zawodników z zaprzyjaźnionego klubu Ring Tarnopol Ukraina oraz polską czołówkę kadetów reprezentujących różne województwa, szykujących się do OOMŁ w Sokółce.
Polskę reprezentowały: Boxing Sokółka, Polonia Leszno, Sokół Piła, Sparta Złotów, Boxing Team Chojnice, Róża Karlino, Bukowina Wałcz, FC Koszalin, Garda Chojna, Sztorm Szczecin, Olimp Szczecin oraz gospodarze Skorpion Szczecin.
Przed turniejem odbyły się walki niepunktowane, w których mogliśmy zobaczyć najmłodszych adeptów szlachetnej szermierki na pięści z klubów Boxing Team Chojnice, Polonia Leszno, Garda Chojna oraz Skorpiona Szczecin.
Bardzo dobry sparing zobaczyliśmy także w wykonaniu Natalii Holińskiej, która sprawdziła Mistrzynię Europy Kadetek wychowankę Józefa Warchoła z FC Koszalin. Szykującą się do Mistrzostw Świata Kadetek na przełomie kwietnia i maja w Antalya (Turcja).
Już w najbliższą sobotę gala w Halle i kolejna obrona pasa WBO przez Marco Hucka. Do programu doszła dziś walka w wadze ciężkiej, a w niej wystąpi ósmy w rankingu federacji WBA Kali Meehan (36-4, 29 KO).
Były pretendent do tronu wszechwag zmierzy się na dystansie sześciu rund z Estończykiem Valerym Semiskurem (17-27-1, 9 KO).
Andre Dirrell (19-1, 13 KO) nie podziela zdania tej części ekspertów, która uważa, że mistrz WBC w wadze super średniej, Carl Froch (27-1, 20 KO), jest już pewnym finalistą turnieju Super Six. W październiku 2009 roku "The Matrix" był o krok od zadania "Kobrze" pierwszej w karierze porażki, jednak Daniel Van de Wiele i Massimo Barrovecchio najwyraźniej nie chcieli sprawiać zawodu licznie zgromadzonej w Nottingham widowni i wytypowali trzypunktowe zwycięstwo Frocha.
4 czerwca na Boardwalk Hall w Atlantic City Brytyjczyk zmierzy się z 42-letnim Glenem Johnsonem (51-14-2, 36 KO). W swym ostatnim występie pochodzący z Jamajki "Gentleman" znokautował w ósmej odsłonie Allana Greena. Dirrell jest przekonany, że Johnson nie podda się bez walki i zawiesi poprzeczkę bardzo wysoko.
- Myślę, że Froch wygra tę walkę, bo jest sporo młodszy. Carl jest wysoki i bardzo niewygodny, ale Johnson zmusi go do wielkiego wysiłku. Czeka nas znakomity pojedynek, który może zakończyć się niejednogłośnym werdyktem - typuje 27-letni Amerykanin.
Dirrell po raz kolejny podkreślił, że przebolał już porażkę poniesioną w starciu z Frochem i rewanż miałby sens tylko w jednym przypadku - jeżeli "Kobra" utrzyma mistrzowski pas.
- To jedyna możliwość - twierdzi brązowy medalista olimpijski z Aten. - Nic się nie stanie, jeśli nigdy nie dojdzie do tego rewanżu. Nie zależy mi na tym, choć nie unikam nikogo. Walczyłem z Abrahamem i Frochem. W obydwu tych pojedynkach pokazałem się z najlepszej strony. Teraz celuję w zwycięzcę turnieju i wszystkich posiadaczy mistrzowskich pasów. Mogę bić się z każdym czołowym zawodnikiem tej dywizji.
Poniżej przedstawiamy wywiad z niepokonanym mistrzem świata federacji WBA - Austinem Troutem (22-0, 13 KO). 25-letni mańkut to chyba najmniej znany z aktualnych czempionów, który wakujący tytuł zdobył 5 lutego, zwyciężając Rigoberto Alvareza (26-3, 19 KO). Pochodzący z Las Cruces zawodnik poniżej opowiada między innymi o tym jak trafił do boksu i dlaczego chce urwać głowę Vanesowi Martirosyanowi.
- Jak to zaczęła się twoja pięściarska przygoda?
Austin Trout: Po raz pierwszy zacząłem trenować w wieku około 10 lat. Pamiętam, że od zawsze podobał mi się boks, dlatego któregoś dnia znalazłem klub w moim mieście Las Cruces. Następnie zacząłem błagać moją mamę, aby mnie puściła na treningi. To trwało chyba z kilka tygodni, a kiedy w końcu powiedziała ‘Tak’ i poszedłem tam, to była to od razu miłość od pierwszego wejrzenia. Wówczas na fali był film ‘Rocky’, więc kiedy na tej sali zobaczyłem ćwiczących zawodników i usłyszałem odgłosy uderzeń, to poczułem się jakbym był w filmie (śmiech)!
- Miałeś za sobą owocną karierę amatorską, przypomnij jakie były twoje największe sukcesy?
AT: Byłem mistrzem kraju w wadze super półśredniej w roku 2004, a także mało brakowało żebym pojechał na igrzyska olimpijskie, bo byłem w kadrze. To było moim wielkim marzeniem, niestety przegrałem 4 punktami pojedynek, który miał decydować o tym kto tam pojedzie. Moim pogromcą był Vanes Martirosyan i to on wystąpił w Atenach. Do dzisiaj uważam, że przegrałem z nim minimalnie i nadal pomiędzy nami jest rywalizacja. Poza ringiem nie mogę o nim powiedzieć złego słowa, to w porządku facet. Natomiast w ringu chcę mu urwać głowę! On pokonał mnie w czasach amatorskich, dzisiaj jestem dużo lepszym pięściarzem i uważam, że nikt by mi nie sprostał.
- Wcześniej boks był dla mnie jedynie pracą, teraz pojawiło się marzenie - zostać mistrzem świata i długo, długo nim pozostać. Jest to cel, nad osiągnięciem którego pracuję. - stwierdził Odlanier Solis,(17-1, 12 KO), który półtora tygodnia temu w Kolonii przegrał przez techniczny nokaut w 1. rundzie z Witalijem Kliczką (42-2, 39 KO), obrońcą tytułu federacji WBC w wadze ciężkiej. Wynik walki może mylić, ponieważ przyczyną przerwania pojedynku była poważna kontuzja prawego kolana 30-letniego Kubańczyka.
Skąd taka zmiana w sposobie myślenia Solisa? - To proste - wyjaśnia mistrz olimpijski z Aten i trzykrotny mistrz świata w boksie amatorskim. - Po prostu przekonałem się, jak łatwo można pokonać Witalija. Jeśli nie nabawiłbym się kontuzji, to rozłożyłbym go. Z bokserskiego punktu widzenia jest zerem. Niespodzianką był dla mnie fakt, że Witalij był tak słaby. Pomyślałem wówczas: jeśli taki jak on może być tak długo mistrzem i wspólnie z bratem dominować w wadze ciężkiej, to dlaczego nie miałbym tego osiągnąć ja? - retorycznie pyta Solis.
Po artroskopii kolana w kolońskiej klinice uniwersyteckiej, 24 marca Solis przeszedł operację w prywatnej klinice "St. Wolfgang" w Bad Griesbach, podczas której wstawiono mu sztuczne więzadło krzyżowe. Kubańczyka czeka jeszcze jeden zabieg, który odbędzie się 15 kwietnia. Jak twierdzi dr Hans-Juergen Eichhorn, pięściarz będzie mógł wrócić na ring za 7 miesięcy. Solis wygląda na zdeterminowanego, aby jak najszybciej wnowić treningi i w niedługim czasie ponownie zmierzyć się z 39-letnim Kliczką.
Kilka dni temu Aleksander Dimitrenko (31-1, 21 KO) obronił pas mistrza Europy w wadze ciężkiej, nokautując w 12. rundzie Alberta Sosnowskiego. Klaus-Peter Kohl, promotor 28-letniego pięściarza z niemieckiej grupy Universum zdradził, że kolejnym pojedynkiem "Saszy" będzie najprawdopdobniej starcie w dobrowolnej obronie tytułu federacji EBU. Kohl przekonuje, że w Dimitrence drzemią wielkie możliwości, które pięściarz prezentuje najlepiej wtedy, gdy w ringu jest rozluźniony.
- Jestem przekonany, że wspaniały nokaut pod koniec walki zniszczył psychiczną blokadę, jaką sam na siebie kiedyś narzucił Dimitrenko. Sasza odnalazł pewność siebie, która jest mu potrzebna do znalezienia się na szczycie. Po repertuarze ciosów, jakim dysponuje Sasza, można się przekonać jak wielki jest jego potencjał, kiedy tylko jest rozluźniony. Jaki jest jego najbliższy cel? Na razie nie mogę tego powiedzieć. Możemy teraz zorganizować dobrowolną obronę. Zobaczymy, jakie nadarzą się szanse - mówi Kohl. Innymi pięściarzami Universum z czołówki światowej kategorii ciężkiej są świetnie rokujący Denis Bojcow (28-0, 23 KO) i były mistrz świata federacji WBA Rusłan Czagajew (27-1-1, 17 KO). Ten pierwszy ostatnio zmagał się z kontuzjami, Czagajew zaś miał stanąć do walki z Davidem Haye'em, ale ten dogadał się w sprawie walki unifikacyjnej z Władimirem Kliczką.
- Operacje Denisa udały się. W maju lub w czerwcu Bojcow znów wyjdzie na ring. Dla mnie jest to najbardziej perspektywiczny bokser dla ery, która nastąpi po zakończeniu dominacji braci Kliczków. Denis jest nadzwyczaj silny mentalnie, nikogo się nie boi, strach jest mu obcy. Mógłby nawet wyjść na ring z jedną ręką przeciwko komukolwiek. Rusłan jest obowiązkowym pretendentem do walki z Davidem Haye'em. Ciekawi mnie, jaką WBA wyda decyzję odnośnie unifikacyjnej walki Haye-Kliczko. My tego tak nie zostawimy - zapewnia niemiecki promotor.
Zapraszamy na wywiad z Przemysławem Majewskim (15-0, 10 KO), który już w piątek wystąpi na gali "Unfinished Business" w Filadelfii, organizowanej przez KEA Boxing. Rywalem Majewskiego będzie pochodzący z Denver, Colorado Amerykanin Allen Medina (8-18, 1 KO).
- Oleg, który z pięściarzy wagi ciężkiej jest obecnie w stanie pokonać braci Kliczko?
Oleg Maskajew: Myślę, że tylko David Haye, który ma mocny cios i szybkość. Niech więc spróbuje, ale nie wiem, czy da radę. Bracia Kliczko są świetnie zorganizowani, mają doskonałe zaplecze marketingowe i szkoleniowe. Są przy tym bardzo zdyscyplinowani i zawsze w dobrej formie. Niemal nad każdym zawodnikiem swojej kategorii mają przewagę wzrostu, przez co nie jest łatwo z nimi walczyć. Dlatego są mistrzami.
- A Aleksander Powietkin, największa nadzieja Rosji?
OM: Znam Saszę doskonale i wiem, że ma wielkie perspektywy. Miał okazję walczyć z Władimirem, ale mu odmówił. I myślę, że miał rację. On uważa, że musi jeszcze ciężko popracować, by być gotowym do takiej walki. Tym bardziej jest to zrozumiałe, że nie ucierpiała na tym jego pozycja. Po prostu nie wykonał ruchu, do którego nie był jeszcze przygotowany. Musi złapać odpowiedni moment, jak przed laty bracia Kliczko. Ukraińcy wyławiają przeciwników, ktorzy nie są w stanie im zagrozić. Ma to m.in. związek z wcześniejszymi porażkami oraz ciężkimi kontuzjami braci Kliczko.
- W tej chwili sądzisz się z federacją WBC. Jakie stawiasz jej zarzuty?
OM: Po operacji prawego łokcia zmusili mnie do walki, grożąc odebraniem tytułu i przekazaniem go Samuelowi Peterowi, co też ostatecznie stało się faktem. Popełnili błąd. Czy się to skończy z korzyścią dla mnie, czy dla nich - oceni sąd. Sprawa dotyczy nie tylko mnie, ale także mojego promotora, którego obowiązkiem była opieka nad zawodnikiem. Ludzie z WBC dawno wykreślili mnie ze swoich rankingów. Skorzystali z pierwszej okazji, jaka się tylko pojawiła. Czas najwyższy, by odpowiedzieli za straty finansowe, jakie poniósł mój team.
- Co robiłeś od ostatniej przegranej walki z Aguilerą, którą stoczyłeś w 2009 roku?
OM: Zajmowałem się wszystkim tym, co pozwalało psychicznie odpocząć od boksu: spędzałem czas z rodziną, jeździłem na ryby. Podróżowałem też jak misjonarz po świecie. Był jednak również czas, który trwał dłużej niż miesiąc, kiedy przeszedłem depresję. To podobno naturalny proces. Dziękuję Bogu, że miałem w sobie siłę, by to przejść. Starałem się jak najmniej myśleć o tym co się stało i przez długi czas w ogóle nie oglądałem boksu. Ba, wcale nie interesowałem się sportem.
W minioną sobotę Rachim Czakijew (9-0, 7 KO) dał po raz kolejny popis swojej ogromnej siły, kiedy już w pierwszej rundzie zastopował Alexa Mogylewskiego. Krótka robota spowodowała, iż mistrz olimpijski z Pekinu już za dziesięć dni stoczy kolejny pojedynek. Będzie on nie tylko jubileuszowy, ale również okaże się debiutem Rosjanina na ziemi amerykańskiej, bo dotąd boksował wyłącznie w Niemczech.
ZOBACZ WALKĘ CZAKIJEW vs MOGYLEWSKI >>
Czakijew 9 kwietnia powalczy podczas gali "Morales vs Maidana", a jego rywalem na dystansie czterech rund będzie niezły journeyman, Harvey Jolly (11-16-1, 6 KO), o którego sprycie miał okazję się przekonać swego czasu nasz Andrzej Wawrzyk.
Przypomnijmy, że niedawno grupa Universum podpisała umowę z Golden Boy Promotions i od tego momentu Rachim jest współpromowany na terenie USA przez najpotężniejszą obecnie stajnię w boksie zawodowym.
2 kwietnia będzie dniem, który z pewnością zapisze się na kartach współczesnej historii polskiego boksu. Podczas gali z cyklu „Wojak Boxing Night” w Bydgoszczy, Krzysztof „Diablo” Włodarczyk zmierzy się z portorykańskim pięściarzem Francisco Palaciosem. Stawką wydarzenia, któremu patronuje marka piwa Wojak, jest pas mistrza świata wagi junior ciężkiej federacji WBC. Oprócz głównej walki wieczoru, na uczestników gali czeka wiele innych atrakcji – związanych zarówno z pojedynkami czołowych pięściarzy, jak też z oprawą widowiska.
Francisco Palacios jest portorykańskim bokserem, który pod opieką Dona Kinga mieszka i trenuje w Stanach Zjednoczonych. Pojedynek z „Diablo” Włodarczykiem będzie jego pierwszą próbą zdobycia mistrzowskiego pasa w jego zawodowej karierze. Dla Polaka natomiast będzie to już druga obrona tytułu wywalczonego w maju ubiegłego roku. Co ciekawe, będzie to też pierwsza tzw. obowiązkowa obrona tytułu Mistrza Świata w Polsce. Zgodnie z zasadami, to federacja WBC wyznaczyła dla Polaka przeciwnika, którym jest Francisco Palacios.
Obaj zawodnicy są zdeterminowani i nastawieni tylko na jeden cel – zwycięstwo. „Włodarczyk nie poradzi sobie z moją szybkością i techniką, znokautuję go, nawet jeśli jakimś cudem uda mu się dotrwać do ostatniego gongu” – twierdzi Palacios, posiadający bilans 6 nokautów, na które potrzebował średnio niespełna półtorej rundy. Jednak o wiele bardziej doświadczony „Diablo” Włodarczyk (44 wygranych walk, w tym 32 przez nokaut) odpowiada ze spokojem: „Nie robią na mnie wrażenia pokrzykiwania Palaciosa, choć doceniam jego klasę. (...) On jest dobrym zawodnikiem, ale ja po prostu jestem od niego lepszy.”
- Nie ździwcie się gdy on umrze w ringu - mówi poddenerwowany ostatnimi zachowaniami Jeana Pascala (26-1-1, 16 KO) jego wielki rywal, już 46-letni Bernard Hopkins (51-5-2, 32 KO).
- Tak właśnie się teraz czuję i nie mówię tego dla promocji na konferencji. Nie bądźcie zdziwieni jak go zabiję na ringu. Jeszcze nikt mnie tak nie pomawiał jak on, dlatego musze mieć pewność, że to ja wygram tę walkę. To wszystko co on wyprawia pokazało mi jednak, jak bardzo jest zdenerwowany. Może sobie gadać co chce, ale dzień egzekucji dla niego nadchodzi - powiedział między innymi "Kat", który zdaniem większości obserwatorów powinien wygrać pierwszą potyczkę w połowie grudnia.
Podczas sobotniej gali w Bydgoszczy Tomasz Hutkowski (19-0-2, 13 KO) zmierzy się z Henrym Saenzem (22-7-1, 18 KO) z Nikaragui. Walka 24-letniego pięściarz grupy KnockOut Promotions poprzedzi główne wydarzenie wieczoru, mianowicie drugą obronę pasa WBC Krzysztofa Włodarczyka, tym razem w starciu z Francisco Palaciosem.
- Postaram się, żeby to Saenz zakończył walkę na deskach - obiecuje Hutkowski, który w rankingu WBC zajmuje wysokie, szóste miejsce.- Wielkie walki są już naprawdę blisko. Na treningach zasuwam jak wariat, żeby nie zmarnować szansy. Trenuję tak ciężko, że nie mam już ani siły, ani czasu, żeby grać w pokera. A to moja pasja. Ale boks jest ważniejszy. Najpierw chcę zostać mistrzem świata w boksie, potem wezmę się na poważnie za pokera - podkreśla Hutkowski.

W najbliższą sobotę Krzysztof Włodarczyk (44-2-1, 32 KO) stanie do drugiej obrony pasa WBC w kategorii junior ciężkiej. Jego przeciwnikiem będzie znany z mocnego ciosu i niepokonany Francisco Palacios (20-0, 13 KO), który jest pewny swego zwycięstwa.
- Często jestem skazywany na porażkę i niespecjalnie mi to przeszkadza. Wykonam moją misję, przecież po to ciężko trenowałem. Nie obawiam się o sędziowanie, wierzę, że wykonam dobrze swoją robotę i wrócę z tarczą dzięki wsparciu Boga – powiedział obowiązkowy pretendent z ramienia World Boxing Council.
Pięściarz z Portoryko nosi pseudonim "Czarodziej" i zapowiada w sobotę specjalny pokaz czarów przed bydgoską publicznością.
- Ludzie z mojego teamu krzyczą „To czas Czarodzieja!”, ponieważ wiedzą, że między linami stanę się magiczny i Diablo nie będzie już taki pewny siebie – buńczucznie opowiada zawodnik promowany przez słynnego Dona Kinga.
Rywal "Diablo" ostatnie sześć walk zakończył ekspresowymi nokautami, zwyciężając m.in. Luisa Andresa Pinedę, byłego oponenta Tomasza Adamka. 33-letni challenger ma wielki szacunek do Włodarczyka, ale nie odczuwa żadnej presji związanej z pojedynkiem mistrzowskiej rangi.
- Nie mam jednej wybranej taktyki na tę walkę. Potrafię się dostosować w trakcie, nie jestem prostym pięściarzem. Oglądałem taśmy z jego walk, Włodarczyk to świetny bokser i mamy do niego wielki szacunek. Jestem bardzo wyluzowany, walka o mistrzostwo świata WBC zupełnie mnie nie spina. Niech Bóg Was błogosławi! – zakończył sympatyczny Portorykańczyk.
Rozmawiał: Piotr Jagiełło
Prawdopodobnie 25 czerwca lub 2 lipca dojdzie do długo oczekiwanego pojedynku mistrzów świata wagi ciężkiej, Davida Haye`a (25-1, 23 KO) i Władimira Kliczko (55-3, 49 KO). Jednakże organizatorzy wspomnianej walki mogą napotkać na swojej drodze nieoczekiwaną przeszkodę w osobie niemieckiego promotora, Klausa-Petera Kohla.
Szef grupy Universum reprezentuje interesy Uzbeka Rusłana Czagajewa (27-1-1, 17 KO), który w ubiegłym roku stał się oficjalnym pretendentem do tytułu WBA. Według Kohla, to właśnie jego zawodnik powinien być - w związku z tym - najbliższym przeciwnikiem aroganckiego Brytyjczyka.
- Nie pozwolę na to! Nie może być tak, że WBA organizuje oficjalny eliminator, a następnie pozbawia jego zwycięzcę prawa do walki o tytuł mistrzowski. To jest oszustwo, zarówno w odniesieniu do Rusłana, jak i do mojej osoby. Taka decyzja może się okazać bardzo kosztowna dla federacji WBA - zapowiedział Kohl, obiecując, że podejmie w tej sytuacji, odpowiednie kroki prawne.
Sytuację może dodatkowo zaognić wypowiedź menedżera braci Kliczko, Bernda Boente:
- Walka Kliczko-Haye tak, czy inaczej się odbędzie, nawet jeśli jej stawką nie będzie tytuł mistrza świata WBA - powiedział Boente.
Chris Arreola (30-2, 26 KO) kolejny pojedynek stoczy 14 maja, a jego rywalem na dystansie dziesięciu rund będzie Nagy Aguilera (16-5, 11 KO). "Koszmar" wziął udział w konferencji prasowej promującej tę potyczkę, a podczas niej mówił między innymi o zmianach jakich doszło w ostatnim czasie w jego życiu.
- Teraz wszystko wygląda dużo lepiej. Podstawowa zmiana w porównaniu z przeszłością to fakt, że po ostatniej walce nie wróciłem do nawyków i trybu życia jaki prowadziłem wcześniej. Teraz jestem bardziej zaangażowany oraz skupiony na tym co robię i bez żadnych zakłóceń mogę trenować pomiędzy występami w domu. Wszystko zmieniło się w grudniu, gdy zdałem sobie sprawę, że rok 2009 i 2010 był dla mnie beznadziejny. Co najgorsze, to była tylko moja wina. Zadałem sobie pytanie, czego ja tak naprawdę chcę i już nie tyję po dziesięć kilogramów pomiędzy pojedynkami. Żarty się skończyły - powiedział Arreola, który wciąż jest wysoko notowany przez światowe federacje (WBC #3, WBA #15, IBF #5, WBO #12).
- Nie sądzę by walka potrwała na pełnym dystansie. Adamek to klasowy pięściarz, ale jest przecież lżejszy ode mnie o 30 kilogramów. Jego obóz chyba lekceważy moją siłę i determinację - uważa Kevin McBride (35-8-1, 29 KO), który już 9 kwietnia skrzyżuje rękawice z naszym Tomaszem Adamkiem (43-1, 28 KO).
- To będzie dobry pojedynek, ponieważ on nie będzie unikać wymian i prawdziwej walki. Jestem dużo większy, a także silniejszy i mam nadzieję, że uda mi się go czysto trafić na szczękę. A kiedy już go trafię, odeślę go do Polski. Sparuję z szybkimi bokserami i czuję, iż sam jestem teraz dużo szybszy. Czuję się również dużo silniejszy. Wyciskam na ławce 193 kilogramy, biegam codziennie po pięć mil, a pracując nad swoją szybkością robię też dużo sprintów. Także na przyborach mogę teraz ćwiczyć z coraz większą intensywnością. Adamek to bokser światowej klasy, jednak moim zdaniem dotąd nikt nie przetestował dobrze jego szczęki i odporności na ciosy. Nie jestem faworytem, lecz tak samo było przed spotkaniem z Tysonem. On może uciekać po ringu, ale nie będzie w stanie się przede mną ukryć. Jestem na tyle silny, by zakończyć wszystko jednym ciosem i potrzebuję tylko raz dobrze trafić - powiedział między innymi McBride.
German Titow, promotor mistrza świata WBO wagi średniej, Dmitrija Piroga (19-0, 14 KO), który w minioną sobotę pomyślnie obronił swój tytuł, mówi o najbliższych planach swojego podopiecznego. Jego zdaniem najbliższym rywalem Piroga będzie któryś ze znanych pięściarzy, występujących na amerykańskich ringach.
- Właśnie prowadzimy rozmowy ze stacją HBO, aby ustalić dokładną datę kolejnej walki Dmitrija, która może się odbyć w czerwcu lub lipcu - mówi Titow. - Naszym głównym celem jest przygotowanie Piroga na wielkie walki ze znanymi w USA pięściarzami. Wśród kandydatów są m.in. Ishe Smith, Peter Manfredo jr., czy Fernando Guerrero. Możliwa jest również walka z rodakiem Dmitrija, Giennadijem Martirosjanem, który zajmuje pierwsze miejsce w rankingu WBO, choć zorganizowanie takiego pojedynku byłoby trudne z uwagi na fakt, że żadna rosyjska stacja telewizyjna nie jest nią zainteresowana. Dlatego - być może - będziemy musieli ten pojedynek zorganizować w Chinach, ale naszym priorytetem jest transmisja w HBO.
Titow skomentował także oświadczenie Sampsona Lewkowicza, konsultanta Sergio Martineza (47-2-2, 26 KO), który rozczarowany poziomem jaki Pirog zaprezentował w ostatniej walce, powiedział, że Dmitrij nie ma szans na walkę z argentyńskim czempionem.
- W tej chwili team Martineza nie jest zainteresowany walką z Pirogiem, ale uważam,że w przyszłości do takiej walki jednak musi dojść - powiedział Titow.
Kendall Holt (26-4, 14 KO) i Julio Diaz (38-6, 27 KO), dwaj byli mistrzowie świata, 13 maja skrzyżują rękawice na ringu w Santa Ynez w Kalifornii. Do ścisłej czołówki bardzo mocno obsadzonej dywizji junior półśredniej powróci tylko zwycięzca. Pojedynek zakontraktowano na dziesięć rund.
29-letni Holt od lat znany był z podejrzanej szczęki i niedocenianej siły ciosu. "Rated R" ma na rozkładzie m.in. Isaaca Hlatshwayo oraz Demetriusa Hopkinsa, jednak największy rozgłos przyniosły mu dwie potyczki z Ricardo Torresem. W 2009 roku Holt stanął do pojedynku unifikacyjnego z Timothym Bradleyem. Tamtej nocy "Desert Storm" dwukrotnie lądował na deskach, lecz po dwunastu rundach i tak okazał się nieznacznie lepszy na kartach trójki sędziowskiej. Kendall powrócił między liny 10 miesięcy później, lecz dość nieoczekiwanie przegrał przed czasem z Kaizerem Mabuzą. W końcówce stycznia, na gali Bradley-Alexander, "Rated R", zanotował pierwsze od ponad dwóch lat zwycięstwo, gdy swym firmowym lewym sierpowym efektownie znokautował Lenina Arroyo.
W trwającej ponad dekadę karierze 31-letni Diaz dwukrotnie zasiadał na tronie IBF w kategorii lekkiej. Pierwszy tytuł wywalczył w 2004 roku, lecz zrzekł się go bardzo szybko, by zmierzyć się z mistrzem WBC - Jose Luisem Castillo. Diazowi przyszło później żałować tej decyzji, bo "El Temible" okazał się dla niego za mocny i wygrał przez TKO w dziesiątej odsłonie. Po tamtej porażce "The Kidd" błyskawicznie wrócił do czołówki po dwóch szybkich nokautach na średniej klasy przeciwnikach. Na pojedynek o kolejny pas musiał jednak trochę poczekać. Szansa pojawiła się w połowie 2006 roku. Diaz wykorzystał ją i gładko wypunktował Ricky'ego Quilesa, zdobywając tytuł IBF Interim. Nieco ponad pół roku później Julio stanął do walki z pełnoprawnym mistrzem - Jesusem Chavezem, którego zastopował już w trzecim starciu. Kilka miesięcy później rozpędzony Juan "Baby Bull" Diaz znokautował Julia w pojedynku unifikacyjnym. Od tamtej pory "Kidd" ze zmiennym szczęściem (najpierw dwa pewne zwycięstwa, później dwie porażki i znów dwie wygrane) stara się utrzymywać w szerokiej czołówce, lecz dopiero starcie z Kendallem Holtem pokaże czy Diaz może jeszcze coś zwojować na zawodowych ringach.
Ambitny Gruzin ze szwedzkim paszportem, Karlo Tabaghua (16-3, 12 KO), znany z występów w Polsce, będzie najbliższym rywalem byłego mistrza Europy, Jacksona Osei Bonsu (34-4, 25 KO), podczas piątkowej gali boksu zawodowego w Gent.
Pojedynek odbędzie się limicie koronnej kategorii Belga, czyli półśredniej. Przypominamy, że w swojej ostatniej walce (z Piotrem Wilczewskim w Grodzisku Mazowieckim), Tabaghua boksował w kategorii super średniej, a wcześniej stoczył kilka pojedynków w limicie wagi jr. średniej.
Były mistrz świata w trzech kategoriach wagowych Shane Mosley (46-6-1, 39 KO) zapewnia, że doskonale wie, w jaki sposób walczyć z Mannym Pacquiao (52-3-2, 38 KO), aby zwyciężyć i odebrać mu pas mistrza świata federacji WBO w wadze półśredniej. Pojedynek 39-letniego Amerykanina z siedem lat młodszym "Pacmanem" odbędzie się 7 maja w Las Vegas.
- Wszystko idzie zgodnie z planem i w tej chwili ważę 69,4 kilograma, limit wynosi 66,8 kilograma - zdradził Mosley. - Z wagą nie będę miał zatem problemów. Sparingi już rozpocząłem. Pięściarze zmieniają się co rundę i dają z siebie sto procent. Dzięki temu będę gotowy na intensywność walki, jaką w ringu narzuca Pacquiao. Widziałem wiele jego walk i zauważyłem, czego nie powinno się robić w ringu stając naprzeciw niego. Obserwowowałem jego pojedynki na żywo, widziałem jego treningi, sparingi i bardzo dobrze zbadałem jego silne i słabe strony - powiedział "Sugar".
W ostatnich dniach sparingi zaczął też obrońca tytułu. - Manny trenuje tak jak zazwyczaj. Jego sparingpartnerami są Sean Porter i David Rodela, z którymi Pacquiao już odbył czterorundową walkę. Manny wypadł dobrze, co świadczy o jego świetnej formie fizycznej - poinformował Michael Koncz, doradca Pacquiao.
Breidis Prescott (23-2, 19 KO) cały czas próbuje doprowadzić do drugiego spotkania z Amirem Khanem. Anglik póki co jednak nie bierze takiej opcji pod uwagę, dlatego mocno bijący Kolumbijczyk toczy walki rankingowe z innymi bokserami.
Prescott kolejny pojedynek rozegra już 22 kwietnia, a jego rywalem na dystansie dziesięciu rund będzie Bayan Jargal (15-1-3, 10 KO). Już po raz kolejny występ Breidisa będzie można zobaczyć w USA na antenie stacji ESPN.