Meksykańskie media od wielu miesięcy rozpisują się o konflikcie dwóch największych gwiazd młodego pokolenia. Na łamach prasy trwa nieustanna debata na temat ewentualnego pojedynku Saula Alvareza (36-0-1, 26 KO) z Julio Cesarem Chavezem Jr. (42-0-1, 30 KO). Kogo w roli faworyta widziałyby największe gwiazdy meksykańskiego boksu?
- Dla obydwu byłaby to trudna walka, ale postawiłbym na Chaveza, bo jest lepszym pięściarzem, ma przewagę wzrostu, bije lepsze kombinacje i zadaje więcej ciosów na tułów - ocenia król wagi lekkiej, Juan Manuel Marquez (52-5-1, 38 KO).
- Na 100% wygrałby Julio Cesar Chavez Jr. Do tej pory to on walczył z lepszymi przeciwnikami. Swobodnie bije kombinacjami ciosów i powinien zwyciężyć bez żadnych problemów - uważa młodszy brat "Juanmy", Rafael Marquez (39-6, 35 KO).
- Chavez powinien wygrać. Zebrał więcej doświadczeń na zawodowych ringach. Ma za sobą kilka ringowych wojen i choć nie walczył z wielkimi nazwiskami, to pokazał do tej pory więcej niż "Canelo" - twierdzi Fernando Montiel (44-3-2, 34 KO).
- Myślę, że Chavez powinien wygrać. Jest bardziej doświadczony, ale dla obydwu byłaby to trudna walka - powiedział Carlos Zarate.
W starciu dwóch niepokonanych pięściarzy podczas gali organizowanej przez O'Chikara Gmitruk Team w Olsztynie lepszy okazał się Dariusz Sęk (11-0-1, 4 KO), który po ośmiu rundach pokonał Miguela Velozo (12-1-1, 4 KO). Wszyscy sędziowie byli zgodni co do przewagi tarnowianina i przyznali mu wygraną w stosunku 79:74, 79:75 i 79:74.
Pojedynek nie należał do zbyt efektownych, w pierwszych rundach tempo nie było zbyt wysokie, głównie za sprawą dość asekuracyjnie walczącego Kubańczyka. Dopiero w siódmej oraz ostatniej rundzie Sęk kilka razy wstrząsnął 37-letnim przeciwnikiem, który jednak bez większych kłopotów dotrwał do końcowego gongu. Mimo wszystko utalentowanemu podopiecznemu Andrzeja Gmitruka należą się pochwały za kolejny dobry, prowadzony w rozsądny sposób pojedynek. 24-latek "odczarował" halę Urania, w której we wrześniu 2010 roku w pechowy sposób zaledwie zremisował z Seyedinem Syroosem.
Po dwuletnich próbach dojścia do porozumienia w końcu David Haye (25-1, 23 KO) oraz Władimir Kliczko (55-3, 49 KO) dogadali się i skrzyżują rękawice 25 czerwca bądź 2 lipca, gdzieś na terenie Niemiec. Z tego właśnie powodu Anglik gościł w programie telewizji Sky Sports i mówił o taktyce na ten pojedynek. Jak sam przyznał mistrz świata federacji WBA, kluczem do jego sukcesu będzie ominięcie długiego lewego prostego Ukraińca.
- Do tego jest potrzebna szybkość, nieustanny balans ciałem i poruszanie głową, a także moje przygotowanie fizyczne. On jeszcze nigdy nie spotkał się z kimś tak atletycznym i wysportowanym jak ja, znaczy się kimś, kto mógłby ominąć jego najgroźniejszą broń w postaci lewego prostego. Ta akcja była dobra na bokserów pokroju Samuela Petera, czyli grubych i źle przygotowanych zawodników. Bo przecież taki Peter wyszedł do walki kompletnie bez żadnej taktyki, licząc chyba na to, że Kliczko się wystrzela. Ja na to nie liczę, bo zdaję sobie sprawę, iż Kliczko nie opadnie z sił po sześciu rundach. Moją przewagą będzie więc niższa waga, co zagwarantuje mi lepszą szybkość i większe pole manewru. Pokażę mu coś, z czym jeszcze w swojej karierze się nie spotkał - odgraża się Haye.
Dzisiejszej nocy w Planet Hollywood Resort & Casino w Las Vegas rękawice skrzyżują dwaj kolosi. Tye Fields (45-2, 41 KO), którego przed kilkoma laty Bob Arum określał nadzieją wagi ciężkiej i jej przyszłym dominatorem, zaboksuje na dystansie dziesięciu rund z pogromcą Andrzeja Gołoty i dawnym pretendentem do tytułu WBC - Michaelem Grantem (46-4, 34 KO).
Mierzący 203 cm wzrostu "Big Sky" wniósł na wagę 278 funtów, czyli mniej więcej tyle, co w dwóch poprzednich walkach. Znacznie lżejszy był od niego 38-letni Grant (201 cm wzrostu przy zasięgu ramion 218 cm), który zanotował 252 funty, a więc o blisko dziesięć mniej niż przed zeszłorocznym pojedynkiem z Tomaszem Adamkiem.
Po czarnej serii John McDermott (26-7, 17 KO) w końcu powrócił do gry trzy tygodnie temu, kiedy w niespełna 80 sekund zdemolował Larry'ego Olubamiwo. Z kolei David Price (9-0, 7 KO) ciągle czeka na poważniejsze wyzwania i właśnie McDermott będzie chyba jego pierwszym poważnym testem w zawodowej karierze.
Brytyjska federacja wyznaczyła bowiem tych dwóch pięściarzy do eliminacyjnego pojedynku, a jego zwycięzca zyska status oficjalnego pretendenta do tytułu mistrza Wielkiej Brytanii. Przetarg na organizację tej walki odbędzie się 13 kwietnia, chyba że obozy bokserów wcześniej dojdą między sobą do porozumienia.
Przypomnijmy, że championem jest Dereck Chisora (14-0, 9 KO), ale jeśli w kolejnym występie nie skrzyżuje rękawic z Tysonem Fury (14-0, 10 KO), niemal na pewno zostanie pozbawiony pasa. Tak więc w brytyjskiej wadze ciężkiej jak zwykle ciekawie... Na zdjęciu brązowy medalista olimpijski z Pekinu, David Price.
Były mistrz 3 kategorii wagowych - Erik Morales (51-6, 35 KO) kontynuuje przygotowania do walki z argentyńskim puncherem - Marcosem Rene Maidaną (29-2, 27 KO). Ich potyczka odbędzie się 9 kwietnia w Las Vegas.
- Jestem zmotywowany i spragniony by zdobyć swój 4 tytuł. Maidana jest silny, twardy i ma moc w obu rękach. Zwycięstwo będzie dla mnie bardzo ważnym krokiem i głęboko w nie wierzę. Dużo ludzi twierdzi, że nie jestem już tym samym pięściarzem co kiedyś, ale wszyscy wiemy, że w boksie styl robi walkę – powiedział Meksykanin.
"El Terrible" nie przejmuje się nowym trenerem Maidany, którym został Rudy Perez. Trenował on innego bardzo znanego pięściarza z Meksyku – Marco Anotnio Barrerę. Nowy szkoleniowiec "El Chino" twierdzi, że rozpracował styl jego rywala.
- Nie wiedziałem, że Rudy odkrył moje słabe punkty, lecz ja cały czas je poprawiam. Na każdą walkę mam ułożony inny plan i taktykę, mimo że podstawowe założenia pozostają te same. Chętnie się przekonam jaką niespodziankę dla mnie szykują, chyba że są to jakieś niedozwolone zagrania. Nie mam żadnych problemów z wagą i jak widać jestem bardzo zrelaksowany – zakończył Erik.
Podczas gali organizowanej przez O'Chikara Gmitruk Team swoją pierwszą zawodową potyczkę stoczył Przemysław Opalach (1-0, 0 KO). Walczący przed własną, olsztyńską publicznością 25-latek pokonał na punkty Adama Gawlika (0-15). Ku uciesze licznie zgromadzonej publiczności w hali Urania, Opalach zwyciężył na kartach sędziów w stosunku 40:37, 40:36 i 39:37.
Od początku tempo walki było dość szybkie. Pierwsza runda upłynęła pod znakiem nieznacznej przewagi Opalacha, skutecznie wyprowadzającego ciosy na dół. W drugiej odsłonie do głosu doszedł Gawlik, który zdołał zaskoczyć faworyta gospodarzy serią szybkich ciosów przy linach. Opalach opanował sytuację i dobrze zaczął trzecie starcie, ale w jego drugiej fazie do głosu ponownie doszedł Gawlik, który nie odpuszczał również w ostatniej, czwartej rundzie.
- Ciągle myślę o wadze ciężkiej. Dlaczego? Bo zawsze lubiłem walczyć z silniejszymi, ale wolniejszymi bokserami. Mam dobre warunki fizyczne i nie musiałbym przed walką zrzucać po 10 kg, jak robię to teraz, i mógłbym jeść bez umiaru. Kuszą także większe pieniądze. Z drugiej strony straciłbym czas na walki ze słabszymi rywalami. A promotor zapewnił mnie, że jeśli ktoś z Super Six doznałby kontuzji, to wskoczę na jego miejsce - tłumaczy Paweł Kołodziej (28-0, 16 KO).
Po ostatnim zwycięstwie notowania Kołodzieja wzrosły, a oferta walki o pas mistrzowski może się szybko nie pojawić. Wiele zależy m.in. od tego, czy w tym roku będzie kolejna edycja turnieju Super Six, w której udział biorą mistrzowie wagi juniorciężkiej. Impreza trwa dwa lata i przez ten czas bokser z Krynicy nie miałby szans na tytuł.
- Nie zawracamy sobie tym głowy, bo nic nie zależy od nas. Pozostaje czekać - tłumaczy Andrzej Wasilewski, promotor Kołodzieja.
Tradycją stało się, że przed wszystkimi najważniejszymi walkami Erik Morales (51-6, 35 KO) wraz z całym obozem przenosi się na kilka tygodni wysoko w góry. "El Terrible" trenuje w Centro Ceremonial Otomi, gdzie przygotowywał się do pamiętnych trylogii z Mannym Pacquiao i Marco Antonio Barrerą.
9 kwietnia w Las Vegas Erik zaboksuje z bardzo niebezpiecznym Marcosem Rene Maidaną (29-2, 27 KO).
- Wszystko idzie zgonie z planem - oświadczył Meksykanin. - Przygotowuję się na bitwę i robię wszystko, by jak najlepiej przygotować się na Maidanę. Wierzę, że plan zadziała. Przygotujemy taktykę, która nas nie zawiedzie i 9 kwietnia pokonam mojego przeciwnika.
Michael Moorer (52-4-1, 40 KO) ostatni pojedynek stoczył trzy lata temu, po czym zakończył swoją piękną karierę. Teraz spełnia się w roli trenera, a jego pierwszym podopiecznym został Polak, Mariusz Wach (24-0, 12 KO).
- Pierwsza runda była trochę nerwowa, ale potem Mariusz się rozluźnił i znokautował rywala w trzeciej - mówi Moorer, opisując wygraną Wacha w trzecim starciu z Jonathanem Hagglerem. Przypomnijmy, że amerykański szkoleniowiec był w przeszłości trzykrotnym mistrzem świata wagi ciężkiej, a wcześniej nawet półciężkiej.
Były pogromca Evandera Holyfielda czy Wasillija Żirowa nie ukrywa, że chciałby jeszcze poprawić pracę lewej ręki Polaka, a przede wszystkim jego lewy prosty.
- W skali od jeden do dziesięciu dałbym Mariuszowi za walkę z Hagglerem coś około pięciu. Pomiędzy nami wytworzyła się dobra chemia i zobaczymy jak to będzie wszystko wyglądało w kolejnych pojedynkach. Chciałbym by walczył około sześciu razy w tym roku, bo przecież ma już 31 lat - powiedział.
Zapytany o podobne warunki fizyczne "Polskiego olbrzyma" do panujących na tronie wagi ciężkiej braci Kliczko, Moorer odparł - Braciom Kliczko należy się wielki szacunek, bo doskonale wiedzą jak wykorzystać swój zasięg ramion i warunki fizyczne. Pracujemy teraz z Mariuszem nad tym, by on robił podobnie - zakończył Moorer.
-
Wiem, że życie może się różnie potoczyć, ale chciałbym kiedyś kończyć z boksem w takim stylu, jak Adam Małysz ze skokami narciarskimi - powiedział w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego Tomasz Adamek.
Przegląd Sportowy: Będzie pan walczył z którymś z braci Kliczków? Pytam, bo David Haye znowu zapowiada - podobno już na poważnie - że najpierw pobije Władymira, a później Witalija, więc może dla pana zabraknąć miejsca.
Tomasz Adamek: Znowu żartujemy? Przecież Haye ma z Kliczkami dokładnie taką samą umowę jak ja. On sam nie wie jeszcze na sto procent, z którym z Ukraińców spotka się w ringu, więc o czym mówimy? Ja wiem, że on dużo gada, ale prawda jest taka, że całkowitą pewność co do rywali będziemy mieli dziewięćdziesiąt dni przed walką.
- Nieoficjalne doniesienia są takie, że to jednak Brytyjczyk zmierzy się z Władymirem.
TA: Rzeczywiście, wszystko na to wygląda. Mnie jednak nie robi to większej różnicy. Chcę być mistrzem świata, więc muszę pokonać Kliczkę. Proste. Haye też ma pas, ale ja mam kontrakt z Kliczkami. Jestem wysoko w rankingach, więc walka o tytuł się odbędzie. Spotkamy się z Kliczką w ringu. Mój cel to pas mistrza świata. (...)
- W Polsce ostatnio wszyscy żyją końcem kariery Adama Małysza.
TA: Czytałem o tym. Kiedyś mieliśmy z Adamem dobry kontakt, ale kiedy wyjechałem do USA, trochę się urwał. Szkoda, bo chciałem nawet do niego zadzwonić. Mam nadzieję, że jeszcze będzie okazja porozmawiać. Szkoda, że kończy występy, bo myślałem, że jeszcze poskacze. Dziwnie będzie bez niego na skoczni. Poza tym to fajny chłopak. Pokazał, jak kończyć będąc na szczycie, jako czołowy zawodnik w swojej dyscyplinie. Ostatnio widziałem zdjęcia Riddicka Bowe handlującego rękawicami na bazarze. Wiem, że życie może się różnie potoczyć, ale chciałbym kiedyś kończyć z boksem w takim stylu, jak Adam Małysz ze skokami.
Mistrz WBO w wadze super piórkowej Ricky Burns (30-2, 7 KO) swą kolejną obronę stoczy już jutro z Josephem Laryeą (14-4, 11 KO). Do pojedynku dojdzie na Braehead Arena w Glasgow. Na konferencji poprzedzającej walkę, zawodnik z Ghany próbował przestraszyć mistrza, jednak Burns zaznaczył, że nie zwraca uwagi na groźne miny pretendenta.
2 kwietnia w niemieckim Halle, gdzie głównym wydarzeniem wieczoru będzie walka Marco Hucka z Giacobbe Fragomenim, dojdzie również do bardzo ciekawie zapowiadającego się starcia pomiędzy fińskim prospektem wagi ciężkiej Robertem Heleniusem (14-0, 9 KO), a byłym mistrzem świata wszechwag Samuelem Peterem (34-4, 27 KO). Tymczasem trener Heleniusa, Ulli Wegner powiedział ostatnio, że nadal uważa Nigeryjczyka za jednego z najlepszych pięściarzy w HW. Według niemieckiego szkoleniowca kwietniowy pojedynek nie będzie dla Fina przysłowiowym "spacerkiem".
- W mojej opinii Peter, to w dalszym ciągu bardzo solidna marka. Jest jednym z najlepszych bokserów w obecnej wadze ciężkiej - przekonywał trener grupy Sauerland Event. - Szczerze powiedziawszy pokładam w Heleniusie ogromne nadzieje. Obok Pablo Hernandeza i Dominika Britscha, to jeden z najbardziej obiecujących zawodników których trenuję - zakończył Wegner.
Kiedy Felix Sturm (35-2-1, 15 KO) odchodził z grupy Universum i zakładał swoją, argumentował to przede wszystkich chęcią mierzenia się wyłącznie z najlepszymi bokserami świata. Teraz wyszło na jaw, że niedawno temu złożył ofertę powracającemu na ring Kelly Pavlikowi (36-2, 32 KO), która została jednak odrzucona.
Sturm chciał pójść nawet na ugodę i stanąć do walki w umówionym limicie 165. funtów. "Duch" z powodu zbyt długiej przerwy powiedział "Nie" i wybrał propozycję stoczenia pojedynku z niepokonanym, lecz mało znanym Alfonso Lopezem (21-0, 16 KO).
Tak więc niemiecki mistrz świata wagi średniej według federacji WBA nadal pozostaje bez przeciwnika na galę organizowaną 25 czerwca.
Dzisiejszy rywal Dariusza Sęka (10-0-1, 4 KO) nie wygląda na ukończone 37 lat, ani na to, że ma już za sobą aż 23 lata bokserskiej kariery. Warto wspomnieć, że 1/3 swojego życia Miguel Velozo Lopez (12-0-1, 4 KO) spędził w Czechach. Gdy przyjeżdżał tam w 1998 r. jako student zapewne nie spodziewał się, że na tak długo i mocno zwiąże się z krajem naszych południowych sąsiadów.
Miguel bynajmniej nie był w swoim kraju anonimowym pięściarzem (stoczył tam ok. 180 walk). W styczniu 1996 r. w Santiago de Cuba zdobył brązowy medal (w wadze półśredniej) mistrzostw swojego kraju. Na awans do reprezentacji nie miał co liczyć, gdyż najlepszy wówczas Kubańczyk, Juan Sierra Hernandez był poza zasięgiem większości pięściarzy na świecie. Pierwszym jego startem w Czechach (już w kat. średniej) był turniej im. Vaclava Prochazki w Ostrawie. 25-letni Velozo wygrał wówczas trzy pojedynki, pokonując m.in. na punkty Roberta Pietrzaka. Trenował już wówczas w barwach klubu z Usti nad Łabą, deklasując kolejnych przeciwników.
Tak oto jego sława dotarła nad Wisłę. Skutecznym i przy tym efektownym pięściarzem z Gorącej Wyspy najpierw zainteresowali się działacze Polonii Świdnica, w barwach której zadebiutował w polskiej lidze. Najdłużej związany był jednak z Walką Zabrze, którą reprezentował w latach 1999-2003. Co ciekawe przez lata występów w polskiej lidze Miguel nie przegrał ani jednej walki, wychodząc zwycięsko z rywalizacji z Januszem Roterem, Pawłem Kakietkiem, Józefem Gilewskim, czy Aleksym Kuziemskim (tylko dwaj nasi rodacy - Andrzej Włodarczyk i Robert Gortat - zdołali z nim zremisować)
W 2001 r. czeska federacja bokserska czyniła starania odnośnie uprawnienia Velozo do reprezentowania ich barw w międzynarodowych turniejach mistrzowskich, ale ten ostatecznie ani razu nie wystąpił jako Czech na wielkiej imprezie sportowej. Nie stało się tak nawet wówczas, kiedy ogrywał ulubieńca miejscowej publiczności, Rudolfa Kraja.
Zawodowcem został dość nieoczekiwanie w 2005 roku (mając 32 lata). Trzy lata później kończył karierę na specjalnej gali rozegranej w Decinie, gdzie od lat mieszka. W grudniu ub. roku, skuszony przez czeskich promotorów, postanowił przyjąć wyzwanie Tomasa Adamka, z którym przed laty zremisował zawodowy pojedynek i ...nieoczekiwanie dla siebie zdobył tytuł mistrza Czech. Teraz przyszła oferta walki z Darkiem Sękiem i oby perspektywiczny tarnowianin wysłał Kubańczyka na zasłużona emeryturę. Najlepiej po ładnej walce...
Dziś drugi odcinek rozmowy z największą - według wielu – nadzieją polskiego pięściarstwa zawodowego, wrocławianinem Mateuszem Masternakiem (21-0, 15 KO), który już dziś skrzyżuje w Olsztynie rękawice z groźnym Ali Ismaiłowem.
- Bijesz się w wadze cruiser, ale wyglądasz, jakbyś się ostatnio mocno rozrósł. Czyżby czekała Cię przeprowadzka do królewskiej kategorii ciężkiej? Nie jesteś na nią zbyt niski?
Mateusz Masternak: Spokojnie, nie muszę zbijać wagi. Rano ważę 90 kg. Statystycznie człowiek po 20. roku życia przybiera jeden kilogram na rok. Czyli za pięć lat będę ważył 95 kg. A nie zamierzam się katować zrzucaniem kilogramów, więc wtedy przejdę do kategorii ciężkiej. Najpierw zobaczę jak wówczas będzie się klarowała sytuacja w mojej wadze cruiser. Prawdą jest, że w USA karierę można zrobić tylko, albo głównie w ciężkiej. W związku z czym mistrz świata IBF w cruiser Amerykanin Steve Cunningham podpisał kontrakt w Europie.
Niezwykle popularny mistrz WBC w wadze junior średniej, Saul Alvarez (36-0-1, 26 KO), jeszcze dwukrotnie wyjdzie na ring w 2011 roku. "Canelo" swój pierwszy poważny tytuł zdobył w ubiegłą sobotę po zwycięstwie nad Matthew Hattonem (41-5-2, 16 KO).
Szefowie Golden Boy Promotions już zarezerwowali datę 18 czerwca, na kiedy planowana jest pierwsza obrona 20-letniego Alvareza. Młodziutki Saul wystąpi przed własną publicznością w Guadalajarze.
"Canelo" wróci między liny 17 września w Las Vegas. Pojedynek z Hattonem zgromadził przed telewizorami nadspodziewanie dużą liczbę widzów, wobec czego prawdopodobnie kolejne dwie walki Saula zostaną pokazane w systemie PPV.
Eddie Hearn poinformował na antenie Sky Sports, że na początku zostanie rozegrany kolejny program z cyklu Prizefighter - już po raz piąty w wadze ciężkiej. Tym razem jednak organizatorzy planują urozmaicenie, bowiem dotąd w turnieju brali udział tylko zawodnicy brytyjscy, bądź boksujący na brytyjskiej licencji (była nawet opcja z Albertem Sosnowskim przyp. Redakcja). Teraz impreza ma być jednak międzynarodowa.
Przypomnijmy, że wcześniejsze edycje wygrali: Martin Rogan, Sam Sexton, Audley Harrison i Michael Sprott.
Przez lata Siergiej Dzindziruk (37-0, 23 KO) był niedoceniany i nawet gdy pokonał świetnego Daniela Santosa, zdobywając przy okazji pas WBO, w grupie Universum wciąż był tylko jednym z wielu. Już jutro w nocy stanie jednak przed wyśmienitą okazją by udowodnić niedowiarkom, iż jest kimś więcej niż tylko jednym z przypadkowych mistrzów, kiedy skrzyżuje rękawice z liderem wagi średniej, Sergio Martinezem (46-2-2, 25 KO). Póki co kibice, jak również bukmacherzy z firmy UNIBET nie dają Ukraińcowi większych szans. Ustalono bowiem stawkę na wygraną Dzindziruka w stosunku 3,75 do jednego, przy zaledwie 1,25 na Martineza. Standardowo najwięcej można zarobić trafnie typując remis. Tu za każdą postawioną złotówkę otrzymamy w zamian 23,00.
OBSTAWIAJ, WYGRYWAJ I ZARABIAJ Z UNIBETEM >>
Ustalono również dwie granice - 8,5 rundy oraz 9,5 rundy. W pierwszym przypadku, jeżeli walka potrwa krócej, kurs wynosi 3,20, a jeśli dłużej - 1,30. Przy drugiej linii za nokaut przed można się wzbogacić w stosunku 2,70, a przy dłuższym czasie trwania pojedynku 1,40.
Zapraszamy na konkretny i szybki wywiad z Tomaszem Adamkiem (43-1, 28 KO) w wykonaniu naszych przyjaciół z boxingcommunity.org. "Góral" obecnie trenuje w górach Poconos do walki z Kevinem McBride'em (35-8-1, 29 KO), która już 9 kwietnia odbędzie się w Prudential Center.
Tomasz Dworczyk: W swojej karierze stoczyłeś łącznie 44 pojedynki, z czego przegrałeś tylko ten w 2007 roku z Chadem Dawsonem. Która z tych walk była dla Ciebie najtrudniejsza?
Tomasz Adamek: Najtrudniejsza była pierwsza walka o pas. Miałem wtedy złamany nos.
- 9 kwietnia stoczysz pojedynek z Kevinem McBridem. Mogłbyś nam powiedzieć skąd taki wybór, dlaczego właśnie Kevin McBride?
TA: Szykuję nam się walka o mistrzostwo świata, więc trzeba było znaleźć zawodnika na przetarcie o odpowiednim wzroście. W taki sposób znaleźliśmy McBride’a. Walkę trzeba było stoczyć, żeby do września nie siedzieć w domu. Cały czas trzeba trenować i rozwijać się.
- Walkę z McBridem stoczysz w USA. Jakiej frekwencji spodziewacie się na tym pojedynku?
TA: Myśl że na pewno będzie to ponad 10,000 ludzi.
- Zacząłeś już przygotowania z Rogerem Bloodworthem. Macie jakieś specjalne menu na Irlandczyka, czy będą to przygotowania ściśle zaplanowane już pod braci Kliczko?
TA: Szykujemy się pod McBride’a. Każda walka jest szykowana pod styl przeciwnika.
Po dwóch zmianach rywala dla Dimitrija Suchotskiego (16-1, 11 KO) teraz okazało się, że ma jeszcze inne plany. Pogromca naszego Aleksa Kuziemskiego ostatecznie wybierze się do Madrytu, by tam 15 kwietnia spróbować swych sił z niedawnym mistrzem świata federacji WBA wagi półciężkiej, Gabrielem Campillo (20-3, 7 KO).
Początkowo Hiszpan (na zdjęciu) miał tego dnia powalczyć o tytuł tymczasowy, ostatecznie jednak on i Suchotski spotkają się w pojedynku rankingowym.
Niepokonany prospekt wagi super piórkowej Luis Cruz (17-0, 14 KO) potwierdził dziś negocjacje z byłym mistrzem WBO dywizji do 130. funtów, Rocky Martinezem (24-1-1, 15 KO). Walka miałaby odbyć się 16 kwietnia na gali w Ruben Rodriguez Coliseum w Bayamon, gdzie pojedynkiem wieczoru będzie kolejna obrona mistrza WBO w wadze piórkowej Juana Manuela Lopeza (30-0, 27 KO) z Orlando Salido (34-11-2, 22 KO) i miałaby być transmitowana przez dużą telewizję Showtime.
Podczas gali boksu zawodowego w olsztyńskiej hali Urania Michał Starbała (2-0, 0 KO) stoczył swój drugi pojedynek w zawodowej karierze. Na dystansie czterech rund "Azazel" pewnie wypunktował 25-letniego Rusłana Rodiwicza (7-2, 7 KO) z Białorusi.
Pierwsze dwie rundy nie przyniosły wielkich emocji. Starbała podkręcił tempo od trzeciego starcia i od tamtej pory trafiał rywala zdecydowanie częściej. Polak górował nad rywalem szybkością i siłą, dzięki czemu wygrał każdą z czterech rund, jednak jego uderzenia nie zrobiły Rodiwiczowi wielkiej krzywdy. Walka zakończyła się jednogłośną decyzją sędziów punktowych. Wszyscy z nich zapisali na swoich kartach rezultat 40:36 na korzyść polskiego zawodnika.
Ali Szamil Ogly Ismaiłow mimo iż jest pełnej krwi Azerem, urodził się prawie 37 lat temu w Doniecku (dzisiaj Ukraina), gdzie prze krótki okres czasu mieszkali jego rodzice. Całą amatorska karierę związał z jednym klubem - stołecznym Dynamem Baku.
Na arenie międzynarodowej zadebiutował w 1994 r. w Bangkoku podczas turnieju o amatorski Puchar Świata. 20-letni Ali dotarł wówczas aż do półfinału wagi lekkośredniej (71 kg), gdzie uległ na punkty wspaniałemu Rumunowi, Franciscowi Vastagowi. W kolejnym roku reprezentował Azerbejdżan podczas mistrzostw świata W Berlinie, gdzie w drugim pojedynku minimalnie (7-8) przegrał z Olegiem Kudinowem z Ukrainy. W podobnym stylu przegrał mistrzostwa Europy w Vejle (1996), gdzie po sensacyjnej wygranej (17-8) z Rosjaninem Sergiejem Karawajewem, o jedno "oczko" przegrał (6-7) z Madziarem Gyoergy Mizsei.
Już wówczas niewysoki (177 cm) Ismaiłow miał spore kłopoty z wagą, w konsekwencji czego w ciągu jednego sezonu awansował z lekkośredniej do półciężkiej (limit 81 kg). W 1998 r. podczas turnieju w Stambule skrzyżował rękawice z Tomaszem Borowskim, dość wyraźnie przegrywając na punkty. Niebawem jednak wygrał tradycyjny turniej we włoskim Mestre i pełen nadziei pojechał na europejski czempionat do Mińska. W pierwszym pojedynku wylosował Courtneya Fry, z którym przegrał po bezbarwnej szarpaninie (0-2). Z tamtego występu Ali szybko wyciągnął wnioski, bo w kolejnym pojedynku - podczas zwycięskiego dla siebie turnieju w Stambule w 1999 r. - nie dał mistrzowi Anglii szans, punktując go wyraźnie (8-0). W tym samym sezonie wygrał także turniej w Atenach, gdzie w półfinale oddał mu zwycięstwo walkowerem David Haye a w finale słabszym okazał się Niemiec Kai Kurzawa.
Wciąż bez zwycięstwa przez nokaut na zawodowym ringu pozostaje Mateusz Malujda (3-0, 0 KO), który na gali organizowanej przez O'Chikara Gmitruk Team w Olsztynie pokonał na punkty Jevgenijsa Andrejevsa (6-36, 1 KO). Pierwszą w karierze walkę na dystansie sześciu rund Polak zakończył z wygraną na kartach punktowych u sędziów, którzy jednogłośnie wskazali jego zwycięstwo w stosunku 60:54.
Pojedynek toczył się pod dyktando wrocławianina, jednak zawodnik trenera Ryszarda Furdyny (tym razem nieobecnego w narożniku Malujdy) miał spore kłopoty z przełamaniem defensywy zaskakująco twardego Łotysza. Polakowi na pewno nie brakowało siły, ale przede wszystkim dynamiki, wobec czego pojedynek toczył się w dość wolnym tempie i nie mógł zachwycić licznie zgromadzonej publiczności w hali Urania.
Mistrz WBA w wadze junior muszej, Roman Gonzalez (27-0, 23 KO) szykuje się do swojej pierwszej obrony pasa z byłym misrzem wagi słomkowej Manuelem Vargasem (29-7-1, 14 KO). Do pojedynku dojdzie już 19 marca na Tecate Boxing Tour w Pueblo. Gonzalez był już wcześniej mistrzem WBA w dywizji słomkowej broniąc tytułu trzykrotnie. Tytuł w wadze junior muszej zdobył nokautując w październiku zeszłego roku Francisco Rosasa (21-8-2, 12 KO) już w drugiej rundzie. Gonzalez zapewnia, że znajduje się w świetnej dyspozycji, ale wypowiada się z szacunkiem o swoim przeciwniku. Już w najbliższą niedzielę podczas gali boksu zawodowego w Tbilisi, Mariusz Cendrowski (21-2-2, 8 KO) stanie do pojedynku o pas mistrzowski organizacji IBO wagi średniej, przeciwko Gruzinowi Avtandilowi Khurtsidze (22-2-2, 13 KO). Zapraszamy na wywiad z trenerem Zygmuntem Gosiewskim, który miał jedynie trzy tygodnie by przygotować do występu wrocławianina.
Były mistrz wag piórkowej i super piórkowej Jorge Linares (30-1, 19 KO) w 2010 roku odniósł trzy cenne zwycięstwa pokonując Francisco Lorenzo, potem łatwo uporał się z Rockym Juarezem, by zakończyć rok wygraną z byłym mistrzem dwóch dywizji - Jesusem Chavezem. Teraz "El Nino de Oro" liczy na pojedynki z największymi zawodnikami w swojej kategorii wagowej.
Matthew Hatton (41-5-2, 16 KO) w pojedynku z Saulem Alvarezem zaprezentował się dość przeciętnie, jednak jeszcze w tym roku stanie do kolejnej walki o tytuł. Przeciwnikiem jego będzie mistrz WBC Andre Berto (27-0, 21 KO), a pojedynek miałaby pokazać największa stacja HBO. Dziś "Magic" wypowiedział się na temat kolejnej potencjalnej szansy walki o pas.
Podczas gali boksu w Olsztynie piąte zawodowe zwycięstwo zanotował Maciej Sulęcki (5-0, 2 KO). Bardzo chwalony za wspólne sparingi przez mistrza Europy Piotra Wilczewskiego pięściarz pokonał Dzianisa Makara (1-2, 1 KO) przez techniczny nokaut w piątej rundzie i udowodnił, że jego kariera idzie w dobrym kierunku.
Sulęcki walczył w swoim stylu, imponował bardzo dobrą techniką. Umiejętnie ustawiał przeciwnika szybkim lewym prostym i jego przewaga od początku walki była bezdyskusyjna. 27-letni rywal w sumie aż pięciokrotnie był liczony, po raz pierwszy po świetnym lewym sierpowym w trzeciej rundzie. Późniejsze nokdauny przyszły w rundzie czwartej oraz aż trzykrotnie w starciu numer pięć. Widząc bezradność Makara, sędzia ringowy Włodzimierz Kromka podjął słuszną decyzję o przerwaniu walki.
We wcześniejszym pojedynku rozegranym w kategorii junior ciężkiej na dystansie czterech rund, pierwsze zawodowe zwycięstwo odniósł Artur Kadłubek (1-3, 0 KO). 25-latek z Bytomia jednogłośnie na punkty pokonał debiutującego Olivera Jamesa (0-1, 0 KO). Sędziowie widzieli przewagę Kadłubka w stosunku 40:37, 39:37 i 39:37.
Jeden z najzdolniejszych polskich bokserów - Mateusz Masternak (22-0, 16 KO), pokonał przed momentem Ali Ismaiłowa (18-5-1, 13 KO) i obronił po raz pierwszy interkontynentalny pas federacji IBO kategorii junior ciężkiej.
Pierwsze trzy minuty "Master" dystansował pięściarza z Azerbejdżanu konsekwentnie bitym lewym prosty, a starcie zakończył ładną kontrą z prawej ręki. W drugiej odsłonie Ismaiłow natarł trochę bardziej agresywnie, ale Mateusz dzięki świetnej pracy nóg i stopującemu lewemu prostemu utrzymywał go w bezpiecznej odległości i zbierał małe punkty. W trzecim starciu zarysowała się już widoczna przewaga wrocławianina, który do swojego arsenału dodał lewy hak w okolice wątroby i prawy sierpowy, jakim kilka razy złapał doświadczonego przeciwnika. Czwartą rundę Masternak zaczął dwoma ciosami na korpus i pięknym lewym podbródkowym, a chwilę potem na głowie Ismaiłowa wylądował długi prawy prosty naszego rodaka. Dosłownie kilka sekund przed gongiem Mateusz skontrował jeszcze rozpędzonego oponenta prawym sierpowym i nikt nie mógł mieć wątpliwości, kto rozdawał w tym momencie karty.
Zaraz po rozpoczęciu piątej rundy Masternak uderzył potężnym prawym sierpem i rozciął głęboko lewy łuk brwiowy Ismaiłowa. Po konsultacji z lekarzem sędzia dopuścił go do dalszej walki, ale Mateusz poczuł krew, podkręcił tempo, trafił jeszcze parę razy mocno i sędzia po drugiej konsultacji z lekarzem przerwał pojedynek, ogłaszają zwycięstwo Masternaka przez TKO.
- Jestem już zmęczony pytaniami o moje kolano. Wszystko jest już dobrze, a ja nie wracam do tej sprawy, tylko koncentruję się na przyszłości - mówił podczas wczorajszej, ostatniej konferencji prasowej Yuri Foreman (28-1, 8 KO), który jutro w nocy czasu polskiego spróbuje odeprzeć ataki naszego Pawła Wolaka (28-1, 18 KO).
- Paweł z pewnością zasłużył na swój przydomek "Wściekły Byk" i to właśnie wniesie na ring z sobą. Trenowałem jednak ciężko i w sobotę zamierzam wcielić się w rolę matadora - dodał do niedawna jeszcze mistrz świata.
- Czuję się podekscytowany, a to wszystko jest dla mnie ogromnym wyzwaniem. Jestem świetnie przygotowany i dam trudną walkę. Przy okazji chciałbym podziękować Yuri, że przyjąłeś propozycję tego pojedynku. Panowie, to wszystko, jestem po prostu szczęśliwy, ponieważ mogę powalczyć w Las Vegas. To coś wspaniałego - powiedział krótko Paweł.
Według najnowszych informacji, mistrz WBA w wadze koguciej, Anselmo Moreno (30-1-1, 10 KO), odrzucił opiewającą na $300,000 ofertę walki unifikacyjnej z Nonito Donaire (25-1, 23 KO). Pojedynek miał odbyć się 28 maja na Boardwalk Hall w Atlantic City.
- Zostawiłem mu wiadomości wczoraj i dzisiaj. Na żadną nawet nie odpowiedział - wyznał Roberto Grimaldo, agent "Chemito". - Skoro się nie odzywa, to najwyraźniej nie jest zainteresowany. Oferta jest dobra. Nie jest szczytem naszych marzeń, ale lepszej nie będzie. Słyszałem, że Moreno ma zamiar wznowić treningi, więc postaram się go złapać w gymie.