Według Teddy'ego Atlasa, trenera jednego z czołowych zawodników wagi ciężkiej Aleksandra Powietkina (21-0, 15 KO), jego podopieczny prawdopodobnie zmierzy się z Jeanem Mormeckiem (36-4, 22 KO) o regularny tytuł WBA w kategorii ciężkiej. Ten pojedynek będzie efektem tego, że aktualny mistrz WBA David Haye zostanie najprawdopodobniej wyniesiony przez WBA do statusu "super czempiona" tej organizacji, jeżeli zdecyduje się na unifikacyjną walkę z Władimirem Kliczką w lipcu.
- Mój pięściarz zajmuje drugą lokatę w rankingu WBA, a Mormeck jest następnym dostępnym kandydatem. Jeśli zdobędziemy tytuł, to będziemy szukali okazji na unifikację z Haye'em albo z braćmi Kliczko – powiedział szkoleniowiec Powietkina, dodając przy tym, że ewentualny pojedynek tych dwóch bokserów odbyłby się w pierwszym lub drugim tygodniu lipca w Niemczech.
Chris Meyer, dyrektor wykonawczy niemieckiej grupy promotorskiej Sauerland Event stwierdził jednak, że trener Rosjanina nieco się zagalopował i mimo że Francuz jest kandydatem do lipcowego starcia, nie podpisano jeszcze żadnego kontraktu. To już nie pierwszy raz kiedy Meyer i Atlas podają rozbieżne informacje. W 2010 roku, gdy "Sasza" wycofał się z pojedynku z Władimirem Kliczką, Meyer oświadczył, że pięściarz jest w złym stanie psychicznym po śmierci ojca, natomiast Atlas zdradził, że wycofał podopiecznego, gdyż nie był on jeszcze gotowy na tak poważne wyzwanie.
Mistrz świata federacji IBF i WBO, a także mniej prestiżowej organizacji IBO Władimir Kliczko (55-3, 49 KO) po raz drugi odwołał walkę przeciwko Dereckowi Chisorze (14-0, 9 KO), z którym miał zmierzyć się 30 kwietnia w Mannheim. Jak podano do wiadomości, powodem anulowania potyczki jest wciąż niezaleczona kontuzja mięśni brzucha 34-letniego Ukraińca, której doznał w grudniu, na kilka dni przed planowanym starciem z 27-letnim Brytyjczykiem. W tłumaczenia obozu Kliczki trudno jednak wierzyć. Nikt nie ma wątpliwości, że w całej sytuacji chodzi o walkę unifikacyjną z czempionem WBA Davidem Haye'em (25-1, 23 KO).
Oficjalnie o odwołaniu kwietniowej walki poinformował doktor Hans-Wilhelm Müller-Wohlfahrt. - W chwili obecnej trudno przewidzieć dokładną datę wyleczenia kontuzji. Udział Władimira w kwietniowym pojedynku wiązałby się z dużym ryzykiem - oznajmił lekarz braci Kliczków. Sytuacja z uraz Kliczki wzbudza spore wątpliwości, ponieważ po pierwszym odwołaniu starcia z Chisorą (walka miała odbyć się 11 grudnia), lekarze obiecywali, że "Doktor Stalowy Młot", będzie mógł wrócić do treningów za miesiąc lub półtora. Na sali treningowej pięściarz bez problemu mógłby zatem zjawić się już pod koniec stycznia. Warto przy tym wspomnieć, że jeszcze w grudniu w mediach ukazało się zdjęcie, na którym widać, jak młodszy z braci Kliczków gra w golfa i bierze energiczny zamach, dość ryzykowny jak na osobę zmagającą się z kontuzją mieśni brzucha.
Znany amerykański dziennikarz Dan Rafael uważa, że wiadomości o złym stanie zdrowia Kliczki to tylko wymówka, gdyż w decydującą fazę weszły negocjacje z Haye'em. - Kliczko odwołał walkę z Chisorą, skarżąc się na niezaleczoną kontuzję. Przede wszystkim może to jednak świadczyć o tym, że w lipcu zmierzy się z Haye'em - twierdzi ekspert stacji ESPN. Z Rafaelem trudno się nie zgodzić, ponieważ sytuacja przypomina tę sprzed trzech miesięcy, kiedy starcie z Chisorą odwoływano po raz pierwszy. Wówczas także prasa informowała o progresie w rozmowach Kliczki z Haye'em. Kiedy trzy tygodnie później w negocjacje skończyły się fiaskiem, strona Ukraińca po raz kolejny ogłosiła, że Władimir zmierzy się z "Del Boyem". Identycznie jest teraz. Media twierdzą, że 30-letni Haye przyleciał w ostatnich dniach z Miami do Londynu, aby podpisać kontrakt na walkę z Kliczką.
Coraz wyżej stoją akcje byłego zawodnika futbolu amerykańskiego, Setha Mitchella (21-0-1, 15 KO). Dziś w nocy ten trenujący boks zaledwie od pięciu lat zawodnik zdemolował w niespełna dwie rundy cenionego Charlesa Davisa (19-22-3, 4 KO), który dopiero co zremisował z Monte Barrettem, a wcześniej pokonał między innymi Eliesera Castillo, Javiera Morę czy Arthura Williamsa.
Mitchell (na zdjęciu) już w końcówce pierwszego starcia posłał rywala na deski potężnym sierpem, ale tego wyratował jeszcze gong. Egzekucja została więc odłożona do drugiej odsłony, kiedy Seth jeszcze trzykrotnie przewracał Davisa zanim sędzia zdecydował się przerwać potyczkę.
- Cora to chyba najlepszy bokser z jakim dotąd przyszło mi walczyć - przyznał chwilę po ogłoszeniu werdyktu Paweł Kołodziej (28-0, 16 KO), który pokonał przed momentem jednogłośnie na punkty Felixa Corę (22-5-2, 12 KO).
- Potrafił wywierać presję, ale również wciągać i kontrować. Był nawet moment, gdy trafił mnie mocno w brodę i z pewnością ta walka była dla mnie kolejną dobrą lekcją. Wyrwał mi ze trzy rundy, chyba siódmą, dziesiątą i jedenastą. Wyszedłem kilka razy dziś z trudnych sytuacji i to z pewnością zaprocentuje w przyszłości - dodał zadowolony z siebie "Harnaś" (WBC #6, WBA #4, IBF #6, WBO #11).
Kilka godzin temu zakończył się pojedynek o pas WBC w wadze junior średniej pomiędzy Saulem Alvarezem (36-0-1, 26 KO) , a Matthew Hattonem (41-5-2, 16 KO). Po ostatnim gongu sędziowie byli jednomyślni punktując wysoko wygraną młodego Canelo. Statystyki ciosów są przytłaczające - Alvarez trafiał Hattona prawie trzykrotnie częściej, nie mówiąc już o ogromnej przewadze w tak zwanych power punches. Jak widać różnica siły fizycznej jak i umiejętności między Canelo, a młodszym z braci Hattonów była ogromna.
Ciosy zadane/trafione:
Alvarez 636/394 (47%)
Hatton 546/138 (25%)
Ciosy proste:
Alvarez 140/37 (26%)
Hatton 258/63 (24%)
Tak zwane mocne ciosy:
Alvarez 486/257 (53%)
Hattom 288/75 (26%)
To, co jeszcze kilka dni temu wydawało się mało realne, dziś stało się faktem. Mistrzowie świata w wadze ciężkiej Władimir Kliczko (55-3, 49 KO) oraz David Haye (25-1, 23 KO) oznajmili, że osiągnęli porozumienie odnośnie walki unifikacyjnej. Jak poinformował menedżer Kliczki Bernd Boente, pojedynek odbędzie się 25 czerwca lub 2 lipca w Niemczech, na piłkarskim stadionie Borussii w Dortmundzie bądź obiekcie Schalke 04 w Gelsenkirchen.
- Jestem bardzo szczęśliwy, że w końcu zdołaliśmy dojść do porozumienia - powiedział 34-letni Kliczko, czempion federacji IBF, IBO i WBO. Jego przeciwnik, 30-letni mistrz organizacji WBA, dodaje. - Wszystkie warunki są ustalone, to uczciwa umowa i podział dochodów będzie wynosił 50-50. Tego chcieli oni i tego chciałem ja. Nie mogę się doczekać, kiedy znajdę się z Władimirem w ringu. Tak długo czekałem na tę walkę. Odbędzie się ona pod koniec czerwca lub na początku lipca. Przygotujmy się na grzmoty - zapowiada Haye, który już wcześniej poinformował, że pojedynek w obowiązkowej obronie pasa WBA z Rusłanem Czagajewem lub Aleksandrem Powietkinem nie dojdzie na razie do skutku.
W obliczu udanych negocjacji Kliczki z Haye'em, raczej niemożliwe jest, że młodszy z ukraińskich mistrzów świata zmierzy się z Tomaszem Adamkiem (43-1, 28 KO) we wrześniu. Jak przewiduje kontrakt Polaka z Klitschko Management Group, w takiej sytuacji z "Góralem" powienien zmierzyć się Witalij Kliczko (41-2, 38 KO). 39-letni mistrz świata organizacji WBC. Oczywiście jeśli 19 marca w Kolonii "Doktor Żelazna Pięść" nie straci swojego tytułu w starciu z obowiązkowym pretendentem Odlanierem Solisem.
Niemiecka grupa Sauerland Event podała informację o kolejnej walce podczas gali "Huck vs Fragomeni", do której dojdzie 2 kwietnia w Halle. Przed pierwszą poważną szansą stanie utalentowany Artur Hein (14-1, 8 KO), 25-letni bokser wagi półciężkiej. Niemiec skrzyżuje rękawice z młodzieżowym mistrzem federacji IBF Francesco Versacim (17-1, 5 KO), a stawką ich potyczki będzie wakujący tytuł Unii Europejskiej (EU).
- To dla mnie wielka szansa. Głęboko wierzę, że jestem gotowy już nie tylko na to, lecz również na większe wyzwania. W przeszłości robiłem głupie i szalone rzeczy, niejednokrotnie lekceważąc swoich przeciwników. Dzisiaj jest już zupełnie inaczej - powiedział Hein (na zdjęciu).
Na gali, której głównym wydarzeniem będzie starcie Hopkins-Pascal zobaczymy także walkę dwóch byłych mistrzów świata – Chada Dawsona (29-1, 17 KO) i Adriana Diaconu (27-2, 15 KO).
Dla obydwu bokserów jest to starcie o powrót do czołówki, więc z pewnością żaden nie da łatwo za wygraną. Zarówno Dawson jak i Diaconu swoje jedyne przegrane ponieśli z rąk tego samego zawodnika – Jeana Pascala (26-1-1, 16 KO), którego pojedynek będzie główną walką wieczoru. Gala na której będzie można obejrzeć to starcie, odbędzie się 21 maja.
Historia zatoczyła wielkie koło i po jedenastu latach Zab Judah (41-6, 28 KO) ponownie zdobył wakujący pas IBF w kategorii junior półśredniej. "Super" zastopował Kaizera Mabuzę (23-6-3, 14 KO) w siódmej odsłonie.
Judah, który do walki przygotowywał się pod okiem Pernella "Sweat Pea" Whitakera, jak zwykle zaprezentował niesamowitą szybkość, którą tym razem poparł bardzo dobrą defensywą. Atakował Mabuza, lecz "Super" znajdował miejsce na kontry i dobrze temperował zapędy ambitnego przeciwnika.
W szóstym starciu Mabuza zranił Judaha, lecz nie potrafił pójść za ciosem. Na początku siódmej odsłony jego błędu nie powtórzył "Super", który kapitalnie skontrował rywala i choć Mabuza nie padł na deski, był już w innym miejscu. Po liczeniu walka została wznowiona, a rozpędzony Judah chwilę później dokończył dzieła.
Paweł Kołodziej (28-0, 16 KO) wciąż jest niepokonany. Polski pięściarz walczący w kategorii juniorciężkiej odniósł w sobotni wieczór w hali MOSiR w swoim rodzinnym mieście - Krynicy-Zdroju podczas gali Wojak Boxing Night 28. zwycięstwo na zawodowych ringach. W pojedynku o pas mistrza organizacji WBA International pokonał jednogłośnie na punkty Amerykanina Felixa Corę Jr (22-5-2, 12 KO).
- Czy to był pana najlepszy występ w karierze?
Paweł Kołodziej: Nie zaliczyłbym go do swoich najlepszych występów. Początkowe rundy były bardzo dobre, później troszeczkę się rozluźniłem, dałem przeciwnikowi miejsce. On cały czas przyciskał, wywierał na mnie presję. Na początku sobie z tym radziłem. Później mnie mocno trafił, trochę się pogubiłem. Myślę, że urwał mi ze dwie, trzy rundy. Ale to wszystko. Prowadziłem walkę, czułem, że wygrywam i nie podejmowałem dużego ryzyka, bo wiedziałem, że Cora jest bardzo niebezpieczny, kiedy jest "zraniony". To chyba było widać. Kiedy mocno go trafiłem, mogłem skończyć przed czasem, ale nie odbijałem, bo wiedziałem, że on pochyla bardzo mocno głowę i bije takie "cepy". Jest niebezpieczny.
- Cora zaskoczył pana w 10. rundzie...
PK: Kondycyjnie czułem się bardzo dobrze. Na moment uciekła gdzieś koncentracja i dałem mu się niepotrzebnie zepchnąć. Trzeba było włożyć lewą nogę pod niego i walczyć o środek ringu. Wtedy nie miałby nic do powiedzenia. Bo kiedy boksowałem w dystansie on praktycznie nie istniał. Nie było z jego strony żadnego zagrożenia. A kiedy stawałem w miejscu on wchodził we mnie, wciągał mnie. Był w tej walce bardzo inteligentny, bardzo dobrze się do niej przygotował. Tego się spodziewałem i fajnie, że takie doświadczenie też wyniosłem.
Już dziś na kanale Animal Planet rusza emisja sześcioodcinkowego programu z udziałem byłego mistrza świata wszechwag Mike'a Tysona, który słynie ze swojego zamiłowania do hodowli gołębi. Dokument "Taking on Tyson" nie będzie wyłącznie poświęcony pasji boksera, ale także refleksji samego zawodnika nad życiem.
- Pierwszą miłością mojego życia były gołębie. Uwielbiam je do dziś. Czuję się nawet nieco śmiesznie, gdy mam wytłumaczyć dlaczego je pokochałem tak bardzo. Są częścią mojego życia - opowiada "Żelazny Mike". Tyson przyznaje, że jako dzieciak na ulicach Brooklynu przyglądał się gołębiom z zaciekawieniem. Obserwacja ptaków, które są dla niego idealnym symbolem pokoju, dawała zawsze ukojenie jego duszy, także przed najważniejszymi walkami w karierze. - Jeśli dożyję szczęśliwej starości na pewno będę hodował gołębie - dodał bokser, który już teraz ma 2500 tych ptaków, ale z powodu trybu życia nie może poświęcić się swoim ulubieńcom tak bardzo, jakby chciał.
Do bokserskiego klubu "Wild Card Gym", należącym do słynnego trenera Freddiego Roacha ściągają najlepsi pięściarze z całego świata. Utalentowani młodzi gniewni zawodowego boksu dają z siebie wszystko w nadziei, że jeden z najlepszych na świecie szkoleniowców poświęci im chwilkę i przekaże choć jedną cenną wskazówkę. Jest jednak jeden chłopak, który postąpił na odwrót. Nazywa się Jose Benavidez (10-0, 9 KO) i ma 18 lat.
Młodziutki pięściarz promowany przez grupę Top Rank, spędził długie miesiące, trenując pod okiem słynnego trenera i sparując z jego najlepszymi podopiecznymi. Jednakże niedawno porzucił Los Angeles, Roacha, jego klub i powrócił do swojego domu w Arizonie. Tam ponownie w rolę trenera wcielił się jego ojciec. Dlaczego tak postąpił? Dlaczego zrezygnował z czegoś o czym inni młodzi bokserzy śnią po nocach?
- Trenowanie pod okiem Freddiego było czymś niezwykłym. On w pełni zasługuje na swoją reputację, jest naprawdę doskonałym nauczycielem. Jednak problem polega na tym, że jest aktualnie strasznie zajęty i brakuje mu czasu dla takich, jak ja.- wyjaśnia Benavidez.- Najwięcej uwagi, co zresztą jest dla mnie w pełni zrozumiałe, poświęca swoim dwóm najlepszym zawodnikom, czyli Manny'emu Pacquiao i Amirowi Khanowi. Przecież nie może się rozdwoić. Podczas mojego pobytu w jego sali i tak zyskałem dużo, za co jestem mu ogromnie wdzięczny.
Statystyki z pojedynku Daniela Ponce De Leona (41-3, 34 KO) z Adrienem Bronerem (20-0, 16 KO) potwierdzają, że to Meksykanin był aktywniejszym bokserem, choć dokładniej bił jego przeciwnik. Na przestrzeni dziesięciu rund zarysowała się optyczna przewaga byłego mistrza świata, choć zwycięstwem uhonorowany został niepokonany "The Problem".
Ponce De Leon był rażąco nieskuteczny przy zadawaniu ciosów prostych, lecz nadrabiał to dużą ilością celnych mocnych uderzeń. Choć w całej walce wyprowadził 200 jabów, tylko 8 z nich doszło celu. W ciosach mocnych Meksykanin miał przewagę w siedmiu odsłonach, przy jednej remisowej i dwóch dla młodego Amerykanina.
Wszystkie ciosy:
Ponce De Leon - 127 z 592 - 21% skuteczności
Broner - 126 z 351 - 36% skuteczności
Ciosy proste:
Ponce De Leon - 8 z 200 - 4%
Broner - 25 ze 108 - 23%
Ciosy mocne:
Ponce De Leon - 119 z 392 - 30%
Broner - 101 z 243 - 42%
Saul Alvarez (36-0-1, 26 KO) okazał się zdecydowanie za silny dla Matthew Hattona (41-5-2, 16 KO) i był lepszy w każdej z dwunastu rund walki wieczoru w Honda Center (Anaheim, Kalifornia). Po ostatnim gongu wszyscy trzej sędziowie punktowali 119-109 dla 20-letniego "Canelo", który tym samym zdobył wakujący pas WBC dywizji junior średniej.
Już pierwsza odsłona przyniosła odpowiedź na pytanie czy młodszy brat "Hitmana" ma szanse na zwycięstwo. Pozbawiony silnego ciosu "Magic" nie był w stanie wywrzeć wrażenia na Alvarezie i jego uderzenia spływały po twarzy i ciele nowego mistrza. Najlepsza w wykonaniu Hattona była czwarta odsłona, lecz i w niej nie zrobił wystarczająco wiele, by uzyskać uznanie sędziów. W siódmym starciu "Canelo" stracił punkt za uderzenie po komendzie "stop".
Alvarez nie opadł z sił i do samego końca pozostawał niebezpieczny. W samej końcówce zranił Brytyjczyka, lecz nie starczyło czasu na dokończenie dzieła, a ambitny Hatton, który walczył dziś nie o zwycięstwo, lecz o dotrwanie do ostatniego gongu, zdołał wytrzymać do samego końca.
Powracający po dwuletniej przerwie James Kirkland (26-0, 23 KO) błyskawicznie znokautował Ahsandi Gibbsa (10-3, 4 KO) na gali w Honda Center w Anaheim.
"Mandingo Warrior" nie kłamał, twierdząc, że czuje głód boksu i natychmiast po gongu rzucił się na swojego przeciwnika. Gibbs próbował podjąć wymianę, lecz po serii ciosów Kirklanda znalazł się na deskach i został wyliczony przez sędziego ringowego. Oficjalny czas przerwania walki: 34. sekunda.
Szefowa Main Events, Kathy Duva, poinformowała media, że 20 maja odbędzie się pojedynek Joela Julio (36-4, 31 KO) z Antwonem Smithem (20-2-1, 12 KO).
Gala zostanie zorganizowana w Prudential Center w Newark (New Jersey). W Stanach Zjednoczonych transmisję przeprowadzi stacja ESPN.
26-letni Julio dotychczas przegrał wszystkie najważniejsze walki. Blisko pięć lat temu dał się wypunktować Carlosowi Quintanie (28-3, 22 KO). W 2008 roku przegrał z Sergiejem Dzinzirukiem (37-0, 23 KO) pojedynek o pas WBO w wadze junior średniej. Kilka miesięcy później został znokautowany przez Jamesa Kirklanda (26-0, 23 KO), a w kwietniu ubiegłego roku zastopował go również Alfredo Angulo (19-1, 16 KO).
Kolumbijczyk wygrał ostatnią walkę i ma nadzieję, że kolejne zwycięstwo zapewni mu awans w rankingach najważniejszych federacji.
- Przyjeżdża do mnie trzech sparingpartnerów i zaczynamy się tłuc. Na pewno z Palaciosem trzeba będzie mądrze boksować i więcej uderzać lewą ręką. Mój rywal bije mocno, popełnia jednak dużo błędów, które ja zamierzam wykorzystać - powiedział podczas rozmowy z Mateuszem Borkiem mistrz świata federacji WBC kategorii cruiser, Krzysztof Włodarczyk (44-2-1, 32 KO).
Przypomnijmy, że "Diablo" już 2 kwietnia w Bydgoszczy stanie do drugiej, tym razem obowiązkowej obrony swojego pasa z oficjalnym pretendentem organizacji WBC, Francisco Palaciosem (20-0, 13 KO).
Drugie z rzędu zwycięstwo zanotował Daniel Jacobs (22-1, 19 KO), który nie potrzebował nawet dwóch minut na rozbicie Roberta Kliewera (11-13-2, 5 KO).
"The Golden Child" lepiej radził sobie w wymianie i po kilkudziesięciu sekundach posłał rywala na deski prawym krzyżowym. Kliewer zdołał powstać, ale chwilę później ponownie wylądował na macie ringu, a Ray Corona podjął słuszną decyzję o przerwaniu walki.
Jedyna porażka w karierze 24-letniego Jacobsa pochodzi z lipca ubiegłego roku, kiedy Amerykanin został dość nieoczekiwanie znokautowany przez niepokonanego Dmitrija Piroga (17-0, 14 KO) w pojedynku o pas WBO w kategorii średniej.
Tym razem Humberto Soto (55-7-2, 32 KO), mistrz WBC w wadze lekkiej, nie pozostawił żadnych wątpliwości i łatwo wypunktował Fidela Monterrosę Munoza (25-3, 19 KO) na dystansie dziesięciu rund w pojedynku non-title.
W pierwszej potyczce, która odbyła się we wrześniu, 22-letni Kolumbijczyk sprawił championowi nieoczekiwane problemy. W rewanżu Meksykanin zaprezentował się już znacznie lepiej i może już ze spokojem myśleć o planowanej na 7 maja drugiej walce z Urbano Antillonem (28-2, 20 KO).
Już w pierwszej odsłonie "La Zorrita" posłał rywala na deski i dominował w ringu do samego końca. Dodatkowo Kolumbijczyk stracił punkt w ósmym starciu, co tylko powiększyło przewagę Soto. Po ostatnim gongu sędziowie punktowali 100-90, 98-92 i 100-88.
Adam Booth - trener i menadżer Davida Haye'a (25-1, 23 KO) w jednym przyznał, że negocjacje z obozem Władimira Kliczki (55-3, 49 KO) nabrały rozpędu i być może już w przyszłym tygodniu dojdzie do podpisania kontraktu na tak bardzo wyczekiwaną przez świat walkę. To wszystko zbiega się z podejrzaną kontuzją Ukraińca, który wycofał się z potyczki w dobrowolnej obronie z Dereckiem Chisorą.
- Jesteśmy już naprawdę blisko, bardzo blisko dogadania się. Wszystko wydaje się prostsze i bardziej zaawansowane niż kiedykolwiek. Jeszcze nigdy nie byliśmy tak daleko w negocjacjach, a David jest gotowy na ten pojedynek - powiedział Booth.
Przypomnijmy, iż najbardziej prawdopodobną datą spotkania Władimira - mistrza federacji IBF i WBO, z Haye'em - championem według WBA, jest drugi dzień lipca.
Paweł Kołodziej (28-0, 16 KO) pokonał w zakończonej przed momentem walce Felixa Corę (24-5-2, 12 KO). Po dwunastu rundach sędziowie punktowali na jego korzyść 118:110, 116:112 i 118:110
Pierwsze minuty to przede wszystkim badanie nawzajem swoich możliwości i taktyczne ustalenia. Paweł dobrze jednak dystansował rywala lewym prostym i z daleka zbierał małe punkty. Przyśpieszył również trochę w trzecim starciu i jak zwykle akcentował końcówki, gdy padał sygnał ostatnich dziesięciu sekund. W piątej odsłonie Cora uderzył go mocno poniżej pasa i lekko rozdrażniony Polak w końcu agresywnie zaatakował. Po bezbarwnej szóstej odsłonie, przegrywający na punkty Amerykanin ruszył do przodu. To wszystko było na rękę Kołodziejowi, który szeroko stojąc na nogach kilka razy przepuścił rywala i skontrował bezpośrednim prawym. "Harnaś" kontrolował spokojnie to co działo się na ringu i gdy wydawało się już, że Amerykanina nie stać na nic więcej, w połowie dziesiątej rundy zaskoczył Polaka potężnym lewym sierpowym na szczękę. Paweł musiał odczuć to uderzenie, bo przez blisko minutę cofnął się do defensywy. Dziesiąta runda więc wyraźnie na korzyść Felixa, który zachęcony takim obrotem spraw podkręcił jeszcze tempo i ostro ruszył do ataku w przedostatniej odsłonie. Kołodziej odpowiadał, jednak zeszło trochę z niego powietrze i nie był już tak dynamiczny jak na początku. W ostatniej rundzie nie zdarzyło się już nic wielkiego, a Paweł spokojnie dowiózł wygraną do końca.
Po werdykcie Cora przyznał, że nie zasłużył na zwycięstwo, jednak jego zdaniem przegrał minimalnie.

Wczorajszej nocy w pojedynku poprzedzającym starcie o pas WBC wagi junior średniej, były misrz WBO wagi super koguciej Daniel Ponce De Leon (41-3, 34 KO) uległ niepokonanemu Adrienowi Bronerowi (20-0, 16 KO) po dziesięciu wyrównanych rundach. Meksykanin zdecydowanie nie zgadza się z werdyktem i stwierdza, że przejście wagę wyżej nie było dla niego korzystne.
- Czuję różnice w wadze. Jestem naturalnym zawodnikiem wagi piórkowej, idąc wyżej bardzo dużo tracę. Jednak nie poczułem siły Bronera i moim zdaniem wygrałem przynajmniej siedem rund - powiedział zawiedziony Ponce De Leon.
Dowiedziawszy się o domniemanym porozumieniu na linii Kliczko-Haye, Eddie Chambers (36-2, 18 KO) wyraził chęć zrewanżowania się swemu pierwszemu pogromcy - Aleksandrowi Powietkinowi (21-0, 15 KO).
"Szybki Eddie" kilka tygodni temu po raz drugi pokonał Derrica Rossy'ego (25-3, 14 KO) i teoretycznie jest już o krok od pozycji pretendenta z ramienia federacji IBF. 28-letni Amerykanin najwyraźniej nie zamierza jednak walczyć ze zwycięzcą potyczki Peter-Harris i domaga się rewanżowego starcia z Rosjaninem.
- Skoro Kliczko i Haye doszli do porozumienia, chcę rewanżu na Powietkinie. Zwycięzca tej walki zmierzy się z tryumfatorem pojedynku unifkacyjnego - proponuje Chambers.
Życzenie Amerykanina raczej się nie spełni, bo "Hayemaker" nie znajdzie czasu na potyczkę z Eddiem, jeśli po ewentualnym zwycięstwie nad Władimirem będzie mógł stanąć do walki z Witalijem, natomiast "Dr. Steelhammer" porozumiał się już z Tomaszem Adamkiem. Sam Powietkin być może jest już o krok od pojedynku z Jean Marciem Mormeckiem (36-4, 22 KO). Mówi się, że stawką walki ma być wakujący regularny pas WBA, a dotychczasowy mistrz (Haye) zostanie wywindowany do statusu Super Championa, gdy tylko podpisze kontrakt na walkę z Kliczko.
Zapraszamy na wywiad zarejestrowany w pierwszy dzień turnieju Grand Prix w Śremie. Rozmawiamy o klubie Tygrys Elbląg.
Menadżer grupy K-2 Bernd Boente potwierdza, że negocjacje w sprawie organizacji pojedynku Władimira Kliczko (55-3, 49 KO) z Davidem Haye'em (25-1, 23 KO) są coraz bliżej realizacji. W grę wchodzą dwie daty - 25 czerwca albo 2 lipca, a potyczka na pewno odbędzie się w Niemczech.
- Na 99 procent się dogadamy. Mamy do wyboru dwie daty, 25 czerwca bądź 2 lipca, a walka odbędzie się na stadione Schalke w Gelsenkirchen lub Borussi w Dortmundzie - wyznał Boente.
- Dawid wspiął się już chyba na najwyższy poziom na jaki mógł się wspiąć, ale przy takich nazwiskach jak Pascal czy Hopkins musimy po prostu czekać na swoją szansę. Bardzo podobnie prowadziliśmy karierę Krzysztofa Włodarczyka i próbujemy robić to samo z karierą Dawida, czyli przede wszystkim działać cierpliwie. Taka polityka opłaciła się z Krzysztofem i miejmy nadzieję, że sprawdzi się również z Dawidem. Jesteśmy już tylko krok od walki Dawida o mistrzostwo świata - powiedział Andrzej Wasilewski, komentując najbliższe plany wobec drugiego na liście WBC kategorii półciężkiej Dawida Kosteckiego (36-1, 24 KO).
Przypomnijmy, iż "Cygan" wczoraj wieczorem pokonał w Krynicy wyraźnie na punkty Juana Nelongo po sześciu jednostronnych rundach.
Na siedem dni przed obroną tytułu mistrza świata wagi średniej według federacji WBC broniący tego pasa Sergio Martinez (46-2-2, 25 KO) został zgodnie z przepisami dokładnie zbadany i przeważony. Okazało się, że ma do zbicia jeszcze siedem funtów, czyli dokładnie 3,2 kilograma.
Przypomnijmy, iż Argentyńczyk za tydzień skrzyżuje rękawice z byłym podopiecznym Andrzeja Gmitruka, Siergiejem Dzindzirukiem (37-0, 23 KO).
Nie opłaciło się Danielowi Ponce De Leonowi (41-3, 34 KO) przyjęcie walki z niepokonanym Adrienem Bronerem (20-0, 16 KO). Po dziesięciu wyrównanych rundach sędziowie przyznali zwycięstwo 21-letniemu Amerykaninowi, który mimo wszystko wydawał się być gorszym pięściarzem.
Były mistrz WBO kategorii super koguciej rozpoczął walkę znakomicie. Ponce De Leon (na zdjęciu) dominował w pierwszych trzech rundach, a w czwartej poczuł się tak pewnie, że gonił po ringu znacznie większego przeciwnika. Z czasem Broner zaczął boksować mądrzej i to na jego korzyść należy zapisać środkowe odsłony. Adrien zadawał pojedyczne ciosy i nie dawał rywalowi szansy na kontry. Pojedynek ponownie się wyrównał w rundach siódmej i ósmej. Ponce De Leon zadawał znacznie więcej ciosów, lecz skuteczniejszy był Broner. Ostatnie dwie odsłony wyglądały podobnie i na przestrzeni dziesięciu rund lepszy zdawał się być Meksykanin.
Sędziowie mieli jednak inną wizję walki i każdy z nich zwycięstwo przyznał Bronerowi. Dwóch punktowało 96-94, a trzeci aż dziewięć odsłon zapisał na konto Amerykanina (99-91). Werdykt został przywitany gwizdami, z których nic nie robił sobie zwycięzca. W tej sytuacji Ponce De Leonowi znów oddala się wizja upragnionego rewanżu na Juanie Manuelu Lopezie.
David Haye (25-1, 23 KO) zamierza zostać niekwestionowanym mistrzem wagi ciężkiej, nim odejdzie wraz z końcem 2011 roku. Brytyjski champion WBA jest rzekomo bardzo bliski podpisania kontraktu na walkę z Władimirem Kliczko (55-3, 49 KO), który dzierży tytuły IBF, WBO i IBO.
"Hayemaker" ma nadzieję, że pojedynek odbędzie się 25 czerwca lub 2 lipca, dzięki czemu znajdzie się czas na potyczkę z Witalijem Kliczko (41-2, 38 KO) - posiadaczem tytułu WBC i starszym z ukraińskich mistrzów.
- Ich imiona będą pierwsze na plakatach, mogą wybrać którzy chcą wejść między liny i pozwolę im na wszystkie zachcianki, bo znaczenie ma tylko to, co wydarzy się w ringu - mówi pewny siebie Haye. - Potrzebny będzie sędzia, który potrafi liczyć do dziesięciu. Najpierw chcę zmierzyć się z Władimirem, a potem z jego bratem Witalijem.
- Niezależnie od tego jak zakończą się te walki, zapiszę się w historii jako jeden z największych. Byłem przecież niekwestionowanym mistrzem kategorii junior ciężkiej i nie można zaprzeczyć, że walczyłem z najlepszymi i to na ich terenie. Nigdy przed nikim nie uciekałem. Byłem szczęśliwy, mogąc bić się z najlepszymi pięściarzami świata - powiedział 30-letni Brytyjczyk.