Yusaf Mack (29-3-2, 17 KO) jest od dzisiaj oficjalnym pretendentem do tronu IBF wagi półciężkiej, na którym zasiada Tavoris Cloud. 31-letni Amerykanin zasłużył sobie na ten status niejednogłośnym zwycięstwem nad Otisem Griffinem (23-7-2, 9 KO).
Przez większą część pojedynku obaj bokserzy próbowali się szachować, a taktyka brała górę nad widowiskiem. W samej końcówce Mack jednak przyspieszył i pięknym lewym sierpowym posłał na minutę przed końcem rywala na deski. Tym samym przypieczętował swoją wygraną u dwóch sędziów - 116:111 i 119:108, a trzeci z nich typował Griffina, punktując 113:114.
Jak nieoficjalnie dowiedziała się redakcja BOKSER.ORG, telewizja publiczna zakupiła prawa do pokazania walki o tytuł mistrza świata wagi ciężkiej federacji WBC pomiędzy Witalijem Kliczko (41-2, 38 KO) i Odlanierem Solisem (17-0, 12 KO).
Przypomnijmy, iż długo panujący na tronie wszechwag Ukrainiec skrzyżuje rękawice z uciekinierem z Kuby 19 marca w Kilonii.
Po jednostronnym pojedynku Andrzej Wawrzyk (21-0, 10 KO) pokonał jednogłośnie na punkty z nastawionym wyłącznie na obronę Ivica Perkovicem (15-10, 11 KO).
Rywal powracającego na ring Polaka w pierwszych minutach wyglądał na przestraszonego, a gdy w trzeciej i czwartej rundzie ruszył w końcu do ataku i nadział się kilka razy na prawy krzyżowy Andrzeja. Szybko więc powrócił do lin i klinczów, przez co zepsuł trochę widowisko. Wawrzyk z kolei rzeczywiście się wzmocnił trochę fizycznie, jednak widać też było w jego poczynaniach tę dłuższą przerwę.
David Haye (25-1, 23 KO) kontaktował się ze swoim przyjacielem – Amirem Khanem (24-1, 17 KO), za pomocą Twittera. Jego wiadomość dotyczyła walki unifikacyjnej z Władimirem Kliczko (55-3, 49 KO). "Haymaker" przebywa aktualnie w Londynie próbując ustalić warunki pojedynku.
W wiadomości do swojego rodaka mistrz WBA wagi cięzkiej napisał – Nie jestem już w Miami. Muszę być w Londynie, aby załatwić kontrakt na następną walkę. Sprawa walki z Kliczko w lipcu ma się bardzo dobrze.
David napisał też, że nie planuje walczyć przed lipcem, a jego następna walka odbędzie się we wrześniu lub w październiku, a po niej Anglik zamierza przejść na sportową emeryturę.
- Będę walczył nie wcześniej niż w lipcu, a we wrześniu lub październiku stoczę swój ostatni pojedynek – napisał czempion federacji WBA w wadze ciężkiej.
Grzegorz Proksa (23-0, 16 KO) nie miał najmniejszych problemów z pokonaniem Joe'a Rea (7-3-1, 4 KO). Występujący w wadze średniej Polak dwukrotnie posłał bojowego Irlandczyka na deski - raz ciosem na korpus, a za drugim razem na górę. Ostatecznie wszystko skończyło się w czwartej rundzie.
Retransmisję z walki zobaczymy już pojutrze w cyklu "Bokserskie Poniedziałki" w telewizji Sportklub, którą odbierać można za pośrednictwem sieci kablowych, jak i cyfrowych platform N i Cyfra +.
Sergio Gabriel Martinez (46-2-2, 25 KO) oddał regularny pas WBC, by 12 marca zaboksować z Sergiejem Dzinzirukiem (37-0, 23 KO) o wakujący tytuł WBC Diamond.
Stacja HBO, która pokazuje walki Argentyńczyka, odmówiła przeprowadzenia transmisji z pojedynku z anonimowym w USA Sebastianem Zbikiem (30-0, 10 KO). Niemiec był wówczas posiadaczem pasa tymczasowego, a więc obowiązkowym pretendentem dla "Maravilli". Martinez oddał tytuł, co uczyniło Zbika pełnoprawnym mistrzem. Za kilka miesięcy Niemiec zmierzy się z Julio Cesarem Chavezem Jr. (42-0-1, 30 KO), a zwycięzca zostanie zobligowany do potyczki z tryumfatorem walki Martinez-Dzinziruk.
- HBO chce dla mnie jak najlepiej. Wiadomo nam, że walka ze Zbikiem nie jest tak ciekawa jak z Dzinzirukiem. Zgodziłem się zwakować tytuł, bo wiedziałem, że i tak go odzyskam. World Boxing Council da mi taką możliwość - powiedział 36-letni już Argentyńczyk.
Dnia wczorajszego podczas ważenia przed bojem o pas WBC wagi junior średniej młody Saul Alvarez (35-0-1, 26 KO) nie wyrobił wagi przez co będzie zmuszony wypłacić swojemu przeciwnikowi Matthew Hattonowi (41-4-2, 16 KO) 35 tys dolarów ze swojej gaży. Promotor Meksykanina, szef Golden Boy Promotion Oscar De La Hoya wypowiedział się dziś na temat incydentu na ważeniu oraz przyszłości swojego podopiecznego.
George Groves (12-0, 10 KO), który przed momentem zastopował Daniela Attoleya (13-2, 6 KO), nie może doczekać się walki z mistrzem Wielkiej Brytanii - Jamesem DeGalem (9-0, 7 KO).
Adam Booth, trener i manager Grovesa, zapewnia, że jest już bardzo blisko porozumienia z Frankiem Warrenem, promotorem "Chunky'ego".
- Nie ma dla mnie znaczenia czy pokonam go na punkty, czy przez nokaut. Mam wszystko, co jest potrzebne do wygrania z DeGalem. Naprawdę nie potrzeba tak wiele, by go pokonać - twierdzi blisko 23-letni Brytyjczyk.
Wczorajszej nocy w Lake Buenta Vista na Florydzie Ukrainiec Ismayl Sillakh (15-0, 12 KO) pozostał wciąż niepokonany na zawodowym ringu. Rywalem Sillakha był doświadczony amator z Kuby, Yordanis Despaigne (8-1, 4 KO). Ukrainiec przez większość pojedynku kontrolował walkę, ani razu nie dając sobie zagrozić. Despaigne był liczony w drugiej rundzie. Sędziowie po 10 rundach punktowali: 98-91, 98-91 i 99-90 wszyscy dla Sillakha. Stawką pojedynku był pas NABF w kategorii półciężkiej.
Despaigne był świetnym amatorem, na Olimpiadzie w Atenach w 2004 roku doszedł do ćwierćfinału pokonując Jeana Pascala i Karoly'ego Balzsaya. Przegrał dopiero jednym punktem z późniejszym brązowym medalistą Andre Dirrellem. Kubańczyk w 2009 roku ociekł ze swojego kraju aby móc rozpocząć karierę zawodową.
Według Dana Raphaela, walka między Devonem Alexandrem (21-1, 13 KO) i Lucasem Matthysse (28-1, 26 KO) może odbyć się w czerwcu lub w lipcu. Potyczka zostałaby pokazana w telewizji HBO.
Nad zorganizowaniem tego pojedynku pracuje Richard Schaefer. Jego zdaniem, Argentyńczyk chce tej walki i jest gotowy na to, aby walczyć w rodzinnym mieście przeciwnika – Saint Louis, jednak pod warunkiem, że zostaną przydzieleni neutralni sędziowie. Chęć walki w jaskini lwa, pokazuje pewność siebie Lucasa, gdyż walka Alexander-Kotelnik, która toczyła się właśnie w Saint Louis, zakończyła się kontrowersyjnie.
Promotor Devona Don King nie ma nic przeciwko temu starciu i jedyna rzecz jaką musi jeszcze uzgodnić, to kwestie finansowe. Były mistrz świata WBC i WBO bardzo potrzebuje teraz zwycięstwa, zwłaszcza jeśli chce, żeby kibice zapomnieli o jego niezbyt imponującym występie przeciwko Kotelnikowi oraz przegranej z Timothy Bradleyem.
HBO jest ciągle winne Alexandrowi występ na antenie ich stacji i walka z Argentyńczykiem może załatwić tę sprawę. Dla Amerykanina to ryzykowna walka, gdyż Matthysse prezentował ostatnio bardzo dobrą formę. Jego ostatnie dwa pojedynki to kontrowersyjnie przegrana walka z Zabem Judah, w której zaprezentował się jednak dobrze oraz zwycięstwo przed czasem nad DeMarcusem Corleyem.
Już dziś dojdzie do wyczekiwanego starcia między Matthew Hattonem (41-4-2, 16 KO), a niepokonanym Saulem Alvarezem (30-0-1, 26 KO). Do pojedynku dojdzie w Honda Center w Anheim, a stawką będzie pas WBC w wadze junior średniej. Bardziej utytułowany z braci, Ricky Hatton wypowiedział się dziś na temat swoich odczuć co do największego pojedynku swojego brata w karierze.Fiński fotoreporter Pasi Taavitsainen fantastycznie złapał moment prawego sierpowego Piotra Wilczewskiego (29-1, 10 KO), którym zapewnił sobie tytuł mistrza Europy kategorii super średniej. Tym samym pięściarz spod Dzierżoniowa jako czwarty Polak w historii boksu zawodowego został championem Starego Kontynentu.
Amin Asikainen (28-4, 19 KO) przegrał przez techniczny nokaut w 11. rundzie z Piotrem Wilczewskim (29-1, 10 KO) i nie zdołał po raz drugi w karierze zdobyć pasa mistrza Europy. Fin sprawił tym samym wielki zawód licznie zgromadzonym w Hartwall Arenie fanom oraz promotorowi Pekce Makiemu, głównemu organizatorowi gali w Helsinkach. Asikainen uważa, że do momentu przerwania pojedynku, starcie z Polakiem było wyrównane i jeśli przegrywał na punkty, to tylko nieznacznie.
- Uważam, że boksowałem dość dobrze, ale Piotr okazał się twardym przeciwnikiem. Dzisiaj był lepszym zawodnikiem i z rundy na rundę walczył coraz lepiej, dlatego wygrał. Nie mogłem go trafić, być może tylko w pierwszej i siódmiej rundzie miałem szanse na zadanie kończącego ciosu. Moim zdaniem, wynik po dziesięciu rundach powinien oscylować wokół remisu, Wilczewski wygrał może z jedną rundę więcej - stwierdził zaraz po pojedynku Asikainen.
Fin nie chciał jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie dotyczące swojej przyszłości w boksie jako czynny pięściarz, ale sporo wskazuje na to, że starcie z Wilczewskim było jego ostatnim na zawodowym ringu. - Co dalej z moją karierą? Potrzebuję jednego dnia, aby przespać się i poważnie się nad tym zastanowić, ale być może to koniec - powiedział 35-latek.
Tymczasowy mistrz świata WBC w wadze średniej, Sebastian Zbik (30-0, 10 KO) zakomunikował ostatnio, że chętnie wziąłby udział w ewentualnym turnieju "Super Six" kategorii średniej. Wśród uczestników zawodów mieliby znaleźć się tylko niemieccy pięściarze. Według Zbika, oprócz jego osoby, w turnieju powinni wystąpić tacy bokserzy jak: Felix Sturm, Sebastian Sylvester, Mahir Oral, Dominik Britsch oraz Benjamin Simon.
- Każdy kibic boksu w Niemczech skarży się, że w naszym kraju za mało jest dobrych pojedynków. W kategorii średniej mamy trzech mistrzów świata oraz trzech bardzo ciekawych pretendentów. Tylko przez doprowadzenie do walk tych najlepszych, możemy zadowolić fanów - mówił Zbik, który póki co, 4 czerwca zmierzy się z Julio Cesarem Chavezem.
Arkadiusz Małek (10-35-2, 4 KO), dla niektórych bokserski anonim, dla wielu bokserskich kibiców znany z wielkiego serca zawodnik z Jaworzna, który w swej karierze mierzył się z takimi zawodnikami jak Jan Zaveck, Gianluca Branco, Karlo Tabaghua i wieloma innymi stawiając im czynny opór, zawsze wierząc w zwycięstwo. Czy wiedzieliście o tym, że Arkadiusz sam przygotowuje się do walk? Czy wiedzieliście, że tylko raz w karierze zawodowej leżał na deskach? Jeśli nie, to zapraszamy do lektury wywiadu, w którym będziecie mogli się dowiedzieć, więcej o polskim journeymanie.
- Jak trafił Pan na salę bokserską?
Arkadiusz Małek: Na treningi boksu namówił mnie mój kuzyn Piotrek, który sam już trenował od kilku miesięcy. Opowiadał mi dużo o treningach, jak one wyglądają i co się na nich robi. Zaciekawił mnie tym, a ponieważ byłem zapalonym sportowcem, pojechałem z nim na trening zobaczyć czy faktycznie jest jak mi opowiadał. Tak się zaczęła moja przygoda z boksem.
- Może Pan przypomnieć nam swoje amatorskie osiągnięcia?
AM: Moje największe osiągnięcia amatorskie to: II miejsce w Mistrzostwach Polski Juniorów Młodszych w 1994r, I miejsce w Pucharze Polski w 1994r, I miejsce w Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży w 1995r, II miejsce w Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży w 1996r, I miejsce w Międzynarodowym Turnieju Gazety Pomorskiej w 1996r, II miejsce w Młodzieżowych Mistrzostwach Polski w 1998r, III miejsca w Mistrzostwach Polski Seniorów w latach 2001,2002, III miejsce w Międzynarodowym Turnieju w Hale w 1999r.
- Jak doszło do przejścia na zawodowstwo?
AM: W 2002 roku postanowiłem zakończyć karierę, odwiesiłem rękawice na przysłowiowym kołku. Do przejścia na zawodowstwo i powrotu do czynnego uprawiania boksu namówił mnie mój znajomy, który interesował się boksem. Tak po siedmiu miesiącach przerwy wróciłem do treningów.
Najnowszy Oficjalny Rocznik Polskiego Boksu 2010 oraz starsze do nabycia w sklepie internetowym supergymsports.pl.
KUP OFICJALNY ROCZNIK POLSKIEGO BOKSU 2010 za 59 zł >>
KUP OFICJALNY ROCZNIK POLSKIEGO BOKSU 2009 za 19 zł >>
KUP ZESTAW OFICJALNYCH ROCZNIKÓW POLSKIEGO BOKSU 2009 + 2010 za 75 zł >>
Marlena Mańkowska nie zawiodła na mistrzostwach Polski kobiet w boksie. Dla klubu sportowego Paco wywalczyła złoto. W ćwierćfinale wygrała 3:0 z Aleksandrą Trojanowską (Skorpion Szczecin), a w półfinale zwyciężyła przed czasem w drugiej rundzie z Anną Kirpisz (Boxing Sokółka).
- Marlena opowiedz jak wyglądały przygotowywania do Mistrzostw Polski?
Marlena Mańkowska: Nie było łatwo. Codziennie biegałam na bieżni, później trening. Trener nie dawał forów, starał się, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Głównie stawialiśmy na wytrzymałość, szybkość i siłę czyli to, co jest najważniejsze.
- Miałaś obawy przed zawodami?
M.M.: Tak, powiem szczerze, że trochę się obawiałam. Kilka dni przed zawodami miałam gorączkę, ponad 38 stopni i kaszlałam. W trakcie Mistrzostw nie byłam do końca wyleczona ale na szczęście dałam radę, a choroba tak bardzo mnie nie osłabiła.
Bernd Boente, manager i wspólnik braci Kliczko, w rozmowie z Aleksandrem Pawłowem zaprzeczył, jakoby mistrz IBF i WBO, Władimir Kliczko (55-3, 49 KO), zamierzał wycofywać się z planowanego na 30 kwietnia pojedynku z Dereckiem Chisorą (14-0, 9 KO).
Młodszy z ukraińskich championów wznowił niedawno negocjacje z Davidem Haye (25-1, 23 KO), do którego należy tytuł WBA i natychmiast pojawiły się donosy, że "Del Boy" może ustąpić miejsca bardziej znanemu rodakowi. Słowa Boente dowodzą, że Kliczko najwyraźniej zamierza stoczyć dwie walki na przestrzeniu dziewięciu tygodni, a przecież ma już zaplanowany również wrześniowy występ...
Wczoraj w nocy Piotr Wilczewski pięknie zapisał się w historii nie tylko polskiego boksu, ale i całego sportu, zdobywając w Finlandii tytuł zawodowego mistrza Europy wagi super średniej. Styl w jakim tego dokonał był absolutnie spektakularny i wydawać by się mogło, że skoro ów sukces "Wilka" jest powodem do dumy wszystkich prawdziwych kibiców boksu w Polsce, to zadaniem sportowych mediów będzie pomoc w jego promowaniu.
Niestety tak się nie stało ani kilka dni temu, ani wczoraj i nie działo się dzisiaj. Jak to możliwe, że nie znalazł się w Polsce ŻADEN kanał telewizyjny, który zainteresowałby się rywalizacja polskiego sportowca o tytuł mistrza Starego Kontynentu?! Rywalizacją - dodajmy - z bokserem (Amin Asikainen), który miał uznaną w Europie markę? Jak to możliwe, że żaden z serwisów sportowych największych ogólnopolskich witryn na stronie głównej przez długie godziny (dokładnie do 8:51 w sobotę) nie zamieścił informacji o sukcesie Wilczewskiego? Dlaczego w Polsce media nie traktują sprawiedliwie wszystkich sportowców oraz opiekunów ich karier?
W najbliższym czasie czekają nas kolejne wielkie bokserskie emocje, związane z występami m.in. Tomasza Adamka, Krzysztofa Włodarczyka, Pawła Wolaka, Alberta Sosnowskiego, Mateusza Masternaka, Grzegorza Proksy, Mariusza Cendrowskiego czy Pawła Kołodzieja. Z uwagą będziemy przyglądać się którzy z nich - dla mediów - są równi, a którzy równiejsi.
I na koniec jeszcze jedno - klasa Piotrka obroni się sama. On nie musi już nikomu na siłę udowadniać, że jest znakomitym sportowcem. "Wilka" po prostu nie da się nie lubić i nie doceniać. Wiedzą to bokserscy kibice i dziennikarze, dla których zawsze miał czas na "słówko" po swoich występach. Nigdy nie był jednak bohaterem żadnego skandalu, nigdy nie był przedmiotem zainteresowania mediów, nie miał parcia na szkło... I to się zapewne nie zmieni.
Zapraszamy na dwa wywiady zarejestrowane w pierwszy i drugi dzień turnieju Grand Prix w Śremie. Rozmawiamy o klubie Boks Poznań.
O tym zdarzeniu angielska bulwarówka rozpisywała się od dawna. James DeGale (9-0, 7 KO) i George Groves (11-0, 9 KO) to najgłośniejsze nazwiska nie tylko w wadze super średniej ale w całym bokserskim światku na Wyspach Brytyjskich. Do planowanego starcia pomiędzy nimi może dojść nawet przed końcem kwietnia. Szef Hayemaker Promotion Dave Coldwell, który czuwa nad interesami Grovesa twierdzi, że do ustalenia pozostała tylko data pojedynku. Najgłośniej mówi się o 9 kwietnia.
Groves jest obowiązkowym pretendentem do posiadanego przez DeGale'a pasa BBBofC. Zanim 22-letni Groves będzie myślał o walce, której stawką będzie hegemonia w Anglii musi wpierw uporać się z jutrzejszym przeciwnikiem którym jest Daniel Allotey (13-1, 6 KO).
Co prawda Tarik Sahibeddine (12-8, 2 KO) to żaden wymagający rywal, ale śmiało można powiedzieć, że przed momentem widzieliśmy starego dobrego Rafała Jackiewicza (38-9-1, 19 KO).
W pierwszym starciu Rafał przez trzy minuty karcił przeciwnika lewym prostym, do którego kilka razy dołączył lewy hak w okolice wątroby. Zaraz na początku drugiej odsłony posłał Marokańczyka na deski, a kilka sekund przed końcem po akcji lewy prosty-prawy sierpowy znów przewrócił Sahibeddine'a na deski, z tą tylko różnicą, że tym razem nie zdołał on powstać przed doliczeniem do dziesięciu.
- Wróciłem i jeszcze namieszam. Ja jestem jak wino i czym starszy, tym czuję się lepiej - skomentował swój występ Rafał.
Piotr Wilczewski (29-1, 10 KO) w świetnym stylu pokonał Amina Asikainena (28-4, 19 KO) i zdobył tytuł mistrza Europy oraz interkontynentalny pas federacji WBO w kategorii super średniej. 32-letni Polak wygrał przez techniczny nokaut w 11. rundzie, prowadząc na kartach u wszystkich sędziów.punktowych. Podopieczny Andrzeja Gmitruka sprawił niemiłą niespodziankę fińskim kibicom, licznie zgromadzonym w helsińskiej Hartwall Arenie i został czwartym polskim pięściarzem, który sięgnął po prymat na Starym Kontynencie jako zawodowy bokser.
- Piotr, wielkie gratulacje. W walce z Asikainenem zrealizowałeś wszystko, co co założyłeś sobie wcześniej z Andrzejem Gmitrukiem, czy momentami ponosiły cię emocje i szedłeś na żywioł?
Piotr Wilczewski: Trener z narożnika cały czas instruował mnie, co mam robić. Z góry założone mieliśmy trzy akcje. Nawet gdy jedna z nich nie wychodziła, kazał mi wykonywać drugą, a następnie trzecią, która była już skuteczna. Stosowałem pressing, przepuszczałem jego ciosy, a po uderzeniu rywala odpowiadałem swoim. W dzisiejszym pojedynku czułem wielkie zgranie mojego narożnika ze mną.
- Aplauz kilkutysięcznej fińskiej widowni przy wyjściu Asikainena do ringu podziałał na ciebie destrukcyjnie, czy przez cały czas byłeś wewnętrznie wyciszony?
PW: Nie zrobiło to na mnie jakiegokolwiek wrażenia, chociaż mój trener od razu zaczął mnie uspokajać. Mówił, żebym nie zwracał uwagi na publiczność, bo w ringu znajduje się tylko dwóch bokserów. Miał rację, ale ja byłem wyjątkowo spokojny. Nie chcę się teraz przechwalać, ale tak naprawdę było. To zdecydowało, że nerwy trzymałem na wodzy i w ringu widziałem wszystko. Pierwsza runda mogła być remisowa, oprócz niej może jeszcze tylko jedna lub dwie. Resztę wygrałem.
- Podczas walki miałem okazję siedzieć dość blisko Andrzeja Gmitruka, który w pierwszej rundzie stwierdził, że jesteś spięty. Nie było tak w początkowej fazie walki?
PW: Delikatna nerwówka była, pierwsza runda była przecież remisowa. W drugiej rundzie wiedziałem, że wszystko idzie po mojej myśli, podobnie w trzeciej i tak z rundy na rundę. Obawiałem się trochę o sprawy kondycyjne. Wszyscy mówili, że Asikainen jest mistrzem przygotowania fizycznego i obawiałem się, że w drugiej fazie walki może mnie zdominować. Czułem, że trafiam go na wątrobę i korpus, tak jak zalecał mi trener. Tymi ciosami zabrałem mu oddech. W dziewiątej, dziesiątej rundzie wiedziałem, że będzie super, ale bałem się o wyniki na kartach sędziowskich. Trener przekonywał mnie, abym starał się skończyć walkę przed czasem.
Przed momentem zakończyły się walki finałowe 82. Mistrzostw Polski Seniorów Boksie. W Koninie w sportowe szranki stanęło ogółem 82 zawodników (w 10 kategoriach wagowych) z 36 klubów. Najliczniej reprezentowany był PKB Poznań, który do rywalizacji wystawił aż 15 swoich pięściarzy, z których czterech zdobyło tytuły mistrzowskie a dwóch wicemistrzowskie.
WYNIKI WALK FINAŁOWYCH >>
Kibiców boksu w Polsce, czekających od wielu lat na medal olimpijski, z pewnością ucieszyła postawa najmłodszych uczestników krajowego czempionatu. Jeśli tytuły mistrzowskie zdobywa dwóch pięściarzy niespełna 18-letnich a czterech innych mistrzów liczy sobie od 19 do 22 lat, to mamy prawo do optymizmu. Spora cześć niejednogłośnych werdyktów świadczy o zażartości walk finałowych, co jest zapowiedzią wyrównanej rywalizacji o miejsca w kadrze narodowej na najważniejsze przedolimpijskie miesiące.
Mistrzami Polski A.D. 2011 zostali w kolejności wag: Dawid Jagodziński (BSB Astoria Bydgoszcz), Piotr Gudel (Cristal Białystok), Dawid Michelus (Sokół Piła), Michał Chudecki (PKB Poznań), Michał Syrowatka (BKS Hetman Białystok), Marcin Łęgowski (UKS 8 Chojnice), Igor Jakubowski (PKB Poznań), Włodzimierz Letr (PKB Poznań), Michał Olaś (Fenix Warszawa) i Marcin Rekowski-Jerzyk (PKB Poznań).
Dla tych, którzy bokserskie emocje lubią wzmacniać dodatkową porcją niepewności, sporą gratką będzie obstawienie wyniku pojedynku Alvarez-Hatton.
Niepokonany Saul Alvarez (35-0-1, 26 KO) za kilka godzin stanie przed szansą wywalczenia pierwszego mistrzowskiego tytułu. Na drodze 20-letniego Meksykanina stanie wychodzący z cienia starszego i sławniejszego brata Matthew Hatton (41-4-2, 16 KO).
Kurs na zwycięstwo "Canelo" wynosi zaledwie 1.10, lecz czy kreowany na wielką gwiazdę Alvarez jest w stanie pokonać "Magicznego" z łatwością, jaką przypisują mu specjaliści z UNIBETU? Meksykanin w dwóch próbach nie zdołał osiągnąć umownego limitu 150 funtów i Hatton był bliski wycofania się z walki. Ostatecznie zawarto umowę, na mocy której waga Alvareza nie może przekroczyć 160 funtów.
Skazywany na porażkę Hatton w ostatnim czasie zanotował kilka istotnych zwycięstw. Nieco ponad rok temu zremisował z Lovemorem N'dou, który w grudniu sprawił "Canelo" sporo problemów. Rzecz w tym, że punktacja obydwu walk nie oddaje ich przebiegu i Matthew nie wypadł wiele gorzej od Meksykanina, a od tego czasu prezentował się w ringu już tylko lepiej. Kurs na jego zwycięstwo wynosi 6.00. Znakomicie zarobić można na poprawnym wytypowaniu remisu - w tym wypadku kurs wynosi aż 35.00.
Zwycięstwo Hattona należy będzie rozpatrywać w charakterze niespodzianki, lecz czy naprawdę jego szanse w pojedynku z niedoświadczonym Alvarezem, który po raz pierwszy zmierzy się z przeciwnikiem znajdującym się u szczytu formy, jest tak mało prawdopodobne?
Niezwykle efektownie zadebiutował na zawodowym ringu sześciokrotny amatorski mistrz Polski oraz brązowy medalista Młodzieżowych Mistrzostw Europy, wrocławianin Kamil Łaszczyk (1-0, 1 KO). W zakończonym przed chwilą pojedynku na gali w Cordon Bleu Banquet Hall w Nowym Jorku, zastopował swojego przeciwnika Emila Brooksa (0-3) już w drugiej rundzie.
Dzięki Mariuszowi Kołodziejowi i Global Boxing otrzymałem szansę, którą na pewno wykorzystam w stu procentach - zapowiadał przed walką polski pięściarz. Przygodę z zawodowym boksem wrocławianin rozpoczął w kategorii super piórkowej (do 58,96 kg).
- Felix Cora będzie siedemnastym rywalem, którego Pan znokautuje?
Paweł Kołodziej: Chciałbym po prostu wygrać. A przed czasem, czy na punkty? Nie nastawiam się na to, że muszę Amerykanina koniecznie znokautować. Na zwycięstwo trzeba będzie ciężko zapracować.
- Jakiej walki Pan się spodziewa?
PK: Ostra, dynamiczna i zawzięta. Taka będzie. Spodziewam się na pewno dobrej postawy przeciwnika. Amerykanie, którzy przyjeżdżali wcześniej, dużo mówili przed starciami, a po otrzymaniu mocnego ciosu szybko kapitulowali.
- Ten przeciwnik jest dużo bardziej wytrzymały?
PK: To czołowy bokser tej wagi na świecie. Chłopak ma charakter. Jest naprawdę bardzo mocnym pięściarzem. Jest spokojny, uprzejmy. Często jednak tak się zdarza, że w ringu sytuacja jest odwrotna. Między linami będzie ostra rywalizacja.
- Cora po przylocie do Polski przyznał, że dla niego walka z Panem jest jak bój o mistrzostwo świata.
PK: A dla mnie to duże wyzwanie. Cieszę się, że rywal jest mocny. Wygrana z tym zawodnikiem podniesie na pewno moje morale i potwierdzi pozycję w tej kategorii wagowej. Do pojedynku podchodzę bardzo solidnie. Cora od kilku lat jest w światowej czołówce. Będzie w ringu co robić.
Po raz drugi z rzędu Władimir Kliczko (55-3, 49 KO) ogłosił swoją kontuzję i wycofał się z planowanej potyczki z Dereckiem Chisorą (14-0, 9 KO). Jest więc niemal pewne, że w takim wypadku Ukrainiec wyzdrowieje na 2 lipca i spotkanie Davidem Haye'em (25-1, 23 KO) o trzy pasy wagi ciężkiej.
- Przepraszam wszystkim, a w szczególności swoich kibiców - poweidział mistrz federacji WBO i IBF.
To wszystko najprawdopodobniej pokrzyżuje niestety plany Tomasza Adamka (43-1, 28 KO) z młodszym z braci we wrześniu.
Niewielkie zmiany zaszły w najnowszym, lutowym rankingu federacji IBF. W porównaniu z tym styczniowym na przykład Tomasz Adamek (43-1, 28 KO) jest wciąż trzeci, ale Eddie Chambers po ostatniej wygranej przeskoczył na pierwszą lokatę.
W kategorii cruiser piętnaste miejsce zachował Łukasz Janik (21-1, 12 KO), a trzynasty pozostaje Mateusz Masternak (21-0, 15 KO). Minimalny spadek o jedno oczko na siódmą lokatę zanotował Paweł Kołodziej (27-0, 16 KO), który przecież już za kilkanaście godzin skrzyżuje rękawice z groźnym Felixem Corą (22-4-2, 12 KO).
W dywizji półciężkiej zarówno Aleksy Kuziemski (20-2, 5 KO) jak i Dawid Kostecki (35-1, 24KO) utrzymali swoje miejsca - odpowiednio piętnaste i piąte.
Występujący w kategorii junior średniej Paweł Wolak (28-1, 18 KO) okupuje dziesiąte miejsce, natomiast "półśredni" Rafał Jackiewicz (37-9-1, 18 KO) nadal pozostaje piąty w tym zestawieniu.
półśrednia - Krzysztof Bienias (41-4-1, 16 KO) Remis 6 Juan Martinez Bas (8-16-1, 2 KO)
półciężka - Maciej Miszkiń (13-0, 4 KO) TKO 1 Roland Horvath (9-23-3, 1 KO)
półciężka - Dawid Kostecki (36-1, 24 KO) PKT 6 Juan Nelongo (21-12-1, 9 KO)
ciężka - Andrzej Wawrzyk (21-0, 10 KO) PKT 8 Ivica Perkovic (15-10, 11 KO)
półśrednia - Rafał Jackiewicz (38-9-1, 19 KO) KO 2 Tarik Sahibeddine (12-8, 2 KO)
Wyjątkowego pecha ma Ronald "Winky" Wright (51-5-1, 25 KO), który od jakiegoś czasu bezustannie próbuje powrócić na ring. Gdy ostatnio się tego podjął, w ostatniej chwili jego rywal nabawił się kontuzji. Potem długo przebierał w ofertach, aż gdy już w końcu podjął rękawicę rzuconą przez Matthew Macklina (28-2, 19 KO) okazało się, że tym razem to jego problemy zdrowotne zadecydują o odwołaniu walki.
Jak podaje stacja ESPN, "Winky" nabawił się podczas jednego ze sparingów kontuzji ręki i podał informację o tym, iż z całą pewnością nie zaboksuje w wyznaczonym na 9 kwietnia terminie.
- Zraniłem rękę podczas sparingu i nie jestem w stanie ani trenować, ani wystąpić w kwietniowym terminie - przyznał były król kategorii junior średniej.
1 kwietnia w Indio w stanie Kalifornia były mistrz świata w dwóch kategoriach wagowych 35-letni Eric Morel (43-2, 21 KO) z Portoryko zmierzy się z równie doświadczonym Martinem Castillo (35-4, 18 KO). Meksykanin przez dwa lata posiadał pas WBA w kategorii super muszej.
w 2005 roku Morel bezskutecznie próbował odebrać pas WBA należący do Castillo. Sędziowie bezdyskusyjnie przyznali zwycięstwo Meksykaninowi punktując zgodnie 119-110. Pojedynek miał miejsce w MGM Grand W Las Vegas. W innych walkach można było zobaczyć m. in Manny'ego Pacquiao z Erikiem Morales oraz Alberta Sosnowskiego, który znokautował szybko Travisa Fultona.
Zapraszamy na wywiad z sześciokrotnym amatorskim mistrzem Polski oraz brązowym medalistą Młodzieżowych Mistrzostw Europy, który wczoraj w Nowym Jorku zadebiutował na ringach zawodowych. Kamil Łaszczyk (1-0, 1 KO) zastopował swojego przeciwnika Emila Brooksa (0-3) już w drugiej rundzie. Grupa Global Boxing Promotion planuje kolejną walkę wrocławianina już za dwa tygodnie, 17 marca.
Już za kilka godzin Zab Judah (40-6, 27 KO) stanie przed szansą odzyskania tytułu IBF w kategorii junior półśredniej. Na gali w Prudential Center w Newark "Super" zmierzy się z Kaizerem Mabuzą (23-6-3, 14 KO), który miano pretendenta uzyskał nieoczekiwanie stopując bardzo dobrego Kendalla Holta.
Wspomniane trofeum może mieć dla Judaha szczególne znaczenie, bo to właśnie tytuł International Boxing Federation był pierwszym z wielkich osiągnięć Zaba. Później "Super" zdobył też pas WBO (również w limicie 140 funtów), a po przeniesieniu do kategorii półśredniej zunifikował tytuły WBC, WBA i IBF.
Specjaliści z UNIBETU większe szanse na zwycięstwo dają doświadczonemu Judahowi, który w swoim ostatnim występie minimalnie pokonał groźnego Lucasa Martina Matthysse (28-1, 26 KO). Kurs na wygraną Zaba wynosi 1.40. Jeżeli poprawnie wytypujemy zwycięstwo Mabuzy, postawiona stawka pomnoży się przez 2.85. Bukmacherzy wyznaczyli również stosunkowo niski kurs na remis (23.00).
Jeden z najlepszych pięściarzy bez podziału na kategorie wagowe, Juan Manuel Marquez (52-5-1, 38 KO), nie przepada za młodą gwiazdą Golden Boy Promotions - Saulem Alvarezem (35-0-1, 26 KO). W ostatnim czasie "Canelo" wyraził nawet chęć walki ze swym znacznie starszym rodakiem. Blisko 38-letni Marquez ostro skrytykował Alvareza za kłopoty z wagą, dodając, że taki incydent nie powinien mieć miejsca przy pierwszej walce o mistrzowski tytuł.
- To pokazuje, że on nie powinien być mistrzem. Jak można nie osiągnąć limitu, na który samemu się nalegało i to w dodatku w pierwszej walce o pas? - dziwi się Marquez. - Trenujesz właśnie po to, by zgubić dodatkowe funty. Pierwszym przeciwnikiem jest waga. Najpierw musisz przygotować się na nią, a dopiero potem myśleć o strategii na walkę w ringu. On nie dał rady, choć tyle się o tym mówiło. To zachowanie nie do zaakceptowania. Nie można tego określić inaczej niż brakiem odpowiedzialności.
Alvarez tłumaczył się, twiedząc, że pojedynek mistrzowski nie powinien odbywać się w umownym limicie i obowiązywać powinna granica 154 funtów.
- On chce zrobić z ludzi idiotów, ale to mu nie wyjdzie niezależnie od tego jak bardzo Televisa pomoże mu w zamaskowaniu tej sytuacji. Wszyscy od początku wiedzieli, że limit wynosi 150 funtów i stawką walki będzie tytuł. Kibice to wiedzą i nie są zadowoleni. Alvarez i tak powinien wygrać, bo ma wrodzony talent, a poza tym jest znacznie większy i silniejszy od przeciwnika, który tak naprawdę wywodzi się z dywizji junior półśredniej, a najwyżej półśredniej - uważa "Dinamita".
Niesamowity Filipińczyk Manny Pacquiao (52-3-2, 38 KO) 7 maja stanie w ringu w oko w oko z byłym mistrzem trzech dywizji wagowych Shanem Mosleyem (46-6-1, 39 KO). Pojedynek odbędzie się w słynnym MGM Grand w Las Vegas, a stawką pojedynku będzie pas WBO wagi półśredniej. Dziś doradca Filipińczyka, Michael Koncz, zdradził, kto będzie pomagał Manny'emu w walkach kontrolnych podczas przygotowań, a będą to zawodnik wagi lekkiej David Rodela (15-3-3, 6 KO) oraz mocno bijący niepokonany półśredni Shawn Porter (18-0, 13 KO).
Po wczorajszym pojedynku w Doncaster wszyscy są zadowoleni. Szybko nokautujący ostatnio swoich rywali Mike Perez (13-0, 10 KO) przeboksował w końcu osiem pełnych rund, natomiast Ismail Abdoul (38-20-2, 15 KO) zachował miano ekskluzywnego journeymana, który za żadne skarby nie daje się przewrócić.
Kubańczyk - dawny mistrz świata juniorów z ringów amatorskich, zepchnął doświadczonego przeciwnika do głębokiej defensywy, ale tak naprawdę ani razu nie zagroził mu "czasówką". Po ostatnim gongu sędzia Howard John Foster nie miał problemów z ocenieniem tego co działo się na ringu i wytypował wygraną Pereza (na zdjęciu) 80:72.
Tak oto Krzysztof Włodarczyk pozostaje jedynym pięściarzem, jakiemu udała się sztuka zastopowania Abdoula, a przecież potem próbowali tego tacy mocarze jak David Haye, Tomasz Adamek czy Marco Huck.
Statystyki ciosów potwierdzają ringową dominację wciąż niepokonanego Ismayla Sillakha (15-0, 12 KO), który ubiegłej nocy gładko wypunktował bardzo mocnego Kubańczyka Yordanisa Despaigne (8-1, 4 KO).
Reprezentujący Ukrainę 26-latek w ciągu dziesięciu rund wyprowadził 634 ciosy, z których 252 doszły celu. Jego przeciwnik nie ustępował szczególnie aktywnością (551 wyprowadzonych), lecz nie był tak skuteczny (148 trafień).
Wszystkie ciosy:
Sillakh - 252 z 634 - 40% skuteczności
Despaigne - 148 z 551 - 27% skuteczności
Ciosy mocne:
Sillakh - 134 z 284 - 47%
Despaigne - 69 z 220 - 31%
Ciosy proste:
Sillakh - 118 z 350 - 34%
Despaigne - 79 z 331 - 24%
Ricky Hatton uważa, że szybkość i uderzanie kombinacjami mogą zapewnić jego bratu Mattew Hattonowi (41-4-2, 16 KO) zwycięstwo nad Saulem Alvarezem (35-0-1, 26 KO). "Hitman" wypowiedział się na temat walki brata w czasie publicznej sesji treningowej w Westside Boxing Gym w Los Angeles.
- To kolejna duża walka. Mój brat jest dobrze przygotowany i szczęśliwy, że ma okazję walczyć o pas WBC w Stanach Zjednoczonych. Ciężko trenował i znacznie poprawił się jako pięściarz, jest gotowy na zwycięstwo. Jako mistrz Europy wierzy w swoje możliwości, lecz ma świadomość, że to trudna walka, gdyż Alvarez jest od niego większy. Publika nie daje mu większych szans na wygraną, ale cały nasz team wie, że nie przyjechał tu przegrać. Saul jest silniejszy fizycznie, lecz Matthewbędzie bazował na szybkości i kombinacjach. Uważam, że używając tych atutów może pokonać swojego przeciwnika – powiedział Ricky.
Ciekawe widowisko stworzyli przed momentem Dawid Kostecki (36-1, 24 KO) oraz Juan Nelongo (21-12-1, 9 KO). Po sześciu rundach wszyscy sędziowie typowali 60:54 na korzyść Polaka.
Od początku "Cygan" zyskał sporą przewagę. Popisywał się zróżnicowanymi akcjami, bił na zmianę po dole i na głowę, z kolei jego przeciwnikiem wykazał się dużą odpornością na ciosy.
- Miałem go podłączonego, ale dałem mu przetrwać bo chciałem sobie trochę poboksować. Gdybym chciał, to wyrwałbym go z butów - powiedział szczerze po pojedynku Dawid.
I rzeczywiście tak było, bo w piątym starciu Kostecki najpierw zranił oponenta lewym sierpowym, a chwilę potem skontrował po odchyleniu prawym, ale zamiast dobić, dał mu dojść do siebie. Z kolei w szóstej rundzie bardzo mocno trafił prawym krzyżowym i sytuacja znów się powtórzyła. Dawid wygrał bardzo wyraźnie, choć z pewnością bokser takiej klasy co on powinien już niedługo stoczyć poważniejszy pojedynek.
Komisja sportowa stanu Kalifornia ukarała Saula Alvareza (35-0-1, 26 KO) grzywną w wysokości 20% jego przewidzianej wypłaty za to, że nie zdołał osiągnąć umówionego limitu 150. funtów przed walką z Matthew Hattonem (41-4-2, 16 KO).
Jako iż gaża Meksykanina była przewidziana na 350 tysięcy dolarów, aż 70 tysięcy teraz straci. Połowę tej sumy, czyli 35 tysięcy "zielonych", powędruje na konto Hattona, a druga połowa wzbogaci komisję sportową tegoż stanu.
Już 20 marca w Nowym Dworze Mazowieckiem na kibiców czekają bokserskie emocje. Na gali organizowanej przez grupę Babilon Promotions zobaczymy Pawła Głażewskiego (14-0, 4 KO), który w walce wieczoru zmierzy się z Albańczykiem Orialem Kolajem (5-4, 3 KO). Zapraszamy na fragment treningu sklasyfikowanego na 13. miejscu w rankingu WBC "Głaza".
- Trudno było go trafić, bo dużo i sprytnie chodził na nogach - powiedział zaraz po walce Krzysztof Bienias (41-4-1, 16 KO), który przed momentem zaledwie zremisował ze słabiutkim Juanem Martinezem Basem (8-16-1, 2 KO).
Początkowo wyglądało to nieźle, bo jeden z prawych krzyżowych Polaka rozciął lewy łuk brwiowy rywala. Potem było już trochę niemrawo, a 38-letni Hiszpan - choć przegrał siedem z ostatnich ośmiu pojedynków, toczył o dziwo wyrównany bój z doświadczonym Bieniasem. Ostatecznie po sześciu bezbarwnych starciach sędziowie ogłosili sprawiedliwy remis.
Menadżer Władimir Hriunow oznajmił, że treningi Aleksandra Powietkina (21-0, 15 KO) przebiegają bardzo dobrze. Jednak mistrz Olimipjski z 2004 roku nie jest jeszcze w stanie sparować. Rosjanin nabawił sie kontuzji prawej ręki podczas grdniowej walki z Nicolai'em Firthą.
Powietkin trenuje ostrożnie, powoli przechodzi na kolejne etapu przygotowań. Wynika to z obaw przed odnowieniem się kontuzjii. W kwietniu prawdopodobnie Rosjanin będzie mógł trenować na 100%. Powrót na ring jest realny w maju bądź czerwcu.
Co prawda limit kategorii junior średniej wynosi 154 funty, ale już dawno temu Saul Alvarez (35-0-1, 26 KO) i Matthew Hatton (41-4-2, 16 KO) umówili się, że w walce o wakujący pas federacji WBC spotkają się ważąc jedynie 150 funtów. Starszy brat Matthew - sławny Ricky Hatton groził nawet, iż jeśli młody Meksykanin nie wywiąże się z obietnic, będzie radził Matthew wycofanie się z potyczki.
Przyszła godzina ważenia i okazało się, że Alvarez wniósł na skalę 151,4 funta, czyli 0,65 kilograma więcej niż powinien. Kilkanaście minut wcześniej wniósł nawet na skalę 151,8 funta, a udało mu się zbić zaledwie 200 gramów. Ostatecznie do walki dojdzie, tylko Saul będzie musiał zapłacić Hattonowi karę finansową nieznanej nam kwoty.
Już dzisiaj w nocy w mieście Anaheim w słonecznej Kalifornii bokserskich kibiców czeka bardzo interesująca gala. Oczywiście daniem głównym będzie starcie Matthew Hattona (41-4-2, 16 KO), z utalentowanym Saulem Alvarezem (35-0-1, 26 KO), o koronę mistrza świata federacji WBC w kategorii junior średniej, ale nie zabraknie również apetycznych przystawek.
Danie główne.
Po zwakowaniu mistrzowskiego pasa przez Manny'ego Pacquiao, pojawiło się pytanie kto stanie w wyścigu, aby przejąć trofeum. Na wieść, że będzie to młodziutki Alvarez i prawie nieznany w Ameryce młodszy z braci Hattonów, wielu zaczęło zadawać sobie pytanie, czy był to najlepszy wybór. Oprócz nich jako kandydatów wymieniano bowiem Alfredo Angulo, Kermita Cintrona, a także pochodzącego z Sheffield Ryana Rhodesa.