Jeden z najlepszych pięściarzy przełomu wieków, Marco Antonio Barrera (67-7, 44 KO), od dawna bardzo pochlebnie wyraża się o Mannym Pacquiao (52-3-2, 38 KO), którego wyższość musiał dwukrotnie uznać.
"Morderca o Twarzy Dziecka" uważa, że Filipińczyk w pełni zasługuje na miano "Pogromcy Meksykanów", jakie przylgnęło do niego, gdy pokonał trzy tamtejsze legendy boksu.
- To oczywiste, że Pacquiao zasłużył na to lub jakiekolwiek inne miano, które sobie wybierze. On zdemolował nie tylko mnie i moich rodaków, ale pięściarzy z całego świata. Wygrywał nie tylko w wadze lekkiej, ale też w półśredniej i junior średniej. W pełni zasługuje na to, by nazywać go w ten sposób - twierdzi 37-letni Barrera.
24-letni Daniel Jacobs (21-1, 18 KO), który jest uważany za jednego z czołowych prospektów kategorii średniej 5 marca w Anaheim stoczy kolejny pojedynek. Jego karierę przystopowała porażka z Dmitrijem Pirogem i Amerykanin musi się teraz odbudować przede wszytkim psychicznie przed walkami z mocniejszymi rywalami.
Jego rywalem będzie rok młodszy rodak Robert Kliewer (11-12-2, 5 KO), który pomimo słabego rekordu mierzył się już z uznanymi nazwiskami, takimi jak Anthony Dirrell czy Robert Hearns. Ostatnio pokonał nawet doświadczonego Anthony'ego Bonsante, znanego z pierwszego odcinka progamu "Contender".
Na gali zaprezentują sie także Brytyjczyk George Groves (11-0, 9 KO) oraz James Kirkland (25-0, 22 KO). Ich rywale nie zostali jeszcze oficjalnie potwierdzeni.
- Cieszę się, że będę mógł zaboksować u siebie. Jest co prawda przez to większa presja, ale teraz poradzę sobie z tym lepiej niż za pierwszym razem, gdy walczyłem w Krynicy - powiedział Paweł Kołodziej (27-0, 16 KO).
Przypomnijmy, że wysoko notowany (WBC #6, WBA #4, IBF #6, WBO #11) w kategorii cruiser Polak już 5 marca w swoim rodzinnym mieście skrzyżuje rękawice z cenionym Felixem Corą (22-4-2, 12 KO) podczas gali "Wojak Boxing Night".
Nieczęsto zdarzało się w boksie zawodowym, aby pojedynki w niskich wagach cieszyły się zbyt dużym zainteresowaniem opinii publicznej i mediów. Oczywiście takie legendy jak Ruben Olivares, Carlos Zarate, czy Lupe Pintor przyciągały tłumy, jednakże gdzież im tam było do wagi ciężkiej. Dzisiaj czasy się zmieniły, a ubogość i przewidywalność królewskiej kategorii sprawiła, że dotąd zapomniane dywizje przeżywają swój rozkwit.
Na potwierdzenie tego faktu, wystarczy chociażby dzisiejsze starcie na szczycie kategorii koguciej, do którego dojdzie w Las Vegas. Pojedynek w którym naprzeciwko siebie staną doświadczony meksykański wojownik, mistrz świata federacji WBC i WBO Fernando Montiel (44-2-2, 34 KO) i głodny sukcesów, niezwykle utalentowany Filipińczyk Nonito Donaire (25-1, 17 KO).
Mający wyjątkowego pecha do sędziów John McDermott (26-7, 17 KO) tym razem wziął sprawy w swoje ręce i zastopował olbrzymiego Larry'ego Olubamiwo (10-2, 9 KO) już w pierwszej rundzie.
Dużo silniejszy fizycznie Olubamiwo zaraz po pierwszym gongu rzucił się na swojego rywala, ale po pół minuty nadział się na kontrujący lewy sierpowy. Zamroczony poleciał na liny, a kilka sekund później po bezpośrednim prawym prostym po raz pierwszy zapoznał się z deskami. Podniósł się z wielkim trudem na osiem, ale po kilku kolejnych uderzeniach leżał po raz drugi, a sędzia po tym jak spojrzał Larry'emu w oczy postanowił przerwać pojedynek.
Po zakończeniu trasy promującej ich pojedynek, który odbędzie się 7 maja, Shane Mosley (46-1-6, 39 KO) i Manny Pacquiao (52-2-3, 38 KO) udali się w swoje strony. "Sugar" już wkrótce rozpocznie obóz przygotowawczy w Big Bear w stanie Kalifornia.
W ogólnym przekonaniu, Mosley spędzi dwa miesiące na przygotowywaniu się do tego, co nieuniknione - do jednostronnej porażki z królem rankingów P4P. Amerykanin rozumie obawy wszystkich niedowiarków. We wrześniu skończy 40 lat i nie zachwycił w swoich dwóch ostatnich walkach. Jedną z nich była wysoka porażka na punkty z Floydem Mayweatherem Jr. (41-0, 25 KO), a drugą remis z Sergio Morą (22-2-2, 6 KO). Wynik drugiej walki wygląda jeszcze gorzej, zważywszy na fakt, że "Latynoski Wąż" przegrał swoją ostatnią walkę z Bryanem Verą. Wszystko to sprawiło, że Filipińczyk jest faworytem bukmacherów aż 7 do 1.
- Nie przejmuję się tym – mówi Mosley odnośnie zakładów. – Tak długo jak to moja ręka będzie w górze, nie mam z tym żadnego problemu. Myślę, że parę osób nieźle wzbogaci się na tym pojedynku.
Amerykanin zarobi za tę walkę co najmniej 6 milionów dolarów, ale utrzymuje, że mimo problemów finansowych związanych z rozwodem, walczy o coś więcej, niż tylko o wypłatę. Sugar docenia osiągnięcia Pacquiao, ale jest pewien, że to on będzie zwycięzcą.
Cztery lata temu Noe Gonzalez Alcoba (26-1, 18 KO) dostał straszne lanie od Felixa Sturma. Od tego czasu przeniósł się do wyższej kategorii, super średniej, a także wygrał tuzin walk i w międzyczasie zdobył "srebrny" pas federacji WBC - cokolwiek to znaczy...
Teraz sam pięściarz z Urugwaju poinformował, że włodarze WBC wyznaczyli go na pretendenta dla zasiadającego na tronie Carla Frocha (27-1, 20 KO), który 21 maja w ramach półfinału turnieju "Super Six" skrzyżuje rękawice z Glenem Johnsonem. Alcoba ma nadzieję, że po finałowej rozgrywce zwycięzca całego przedsięwzięcia pod tytułem "Super Six" spotka się właśnie z nim, choć plany może mu pokrzyżować Mikkel Kessler, który otrzymał od WBC zapewnienie, że gdy wróci do sportu, dostanie bez kolejki szansę boksowania o ich tytuł.
2 kwietnia w niemieckim Halle, Marco Huck (31-1, 23 KO) stanie do szóstej obrony tytułu mistrza świata federacji WBO w wadze junior ciężkiej, przeciwnikiem Niemca będzie, doskonale nam znany, Giacobbe Fragomeni. (27-3-1,11 KO) Tymczasem trener 'Capitana', Ulli Wegner uważa, że Włoch to dobry bokser, który prezentuje podobny styl walki do byłego oponenta Hucka, Victora Emilio Ramireza (15-2, 12 KO).
- Starcie z Fragomenim będzie dla Marco bardzo trudne. Włoch przypomina mi Ramireza. Podobnie jak Victor, przez całą walkę naciera na swojego rywala - mówił niemiecki szkoleniowiec. - Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że od pojedynku z Argentyńczykiem, Huck poczynił ogromne postępy. Jeśli Marco nie zlekceważy przygotowań i będzie trenował tak ciężko, jak do walki z Ramirezem, znokautuje Fragomeniego - dodał Wegner.
Infekcja zatok zmusiła Luana Krasniqi (30-4-1, 14 KO) do odwołania zaplanowanej na przyszłą sobotę walki z Johnathonem Banksem (25-1-1, 17 KO). Problem jest tym większy, że sprzedano niemal wszystkie bilety.
- Jest mi strasznie przykro i nie ukrywam, że czuję się mocno zawiedziony. Chciałbym naprawdę przeprosić wszystkich kibiców, jednak występ za tydzień był po prostu niemożliwy w zaistniałej sytuacji - powiedział przygnębiony Niemiec.
- Mam tylko nadzieję, że nasz pojedynek odbędzie się, tylko w innym terminie - skomentował całą sprawę Banks.
Kolejne przekonywujące zwycięstwo zanotował młody i obiecujący pięściarz wagi średniej, Fernando Guerrero (21-0, 16 KO). 24-letni bokser urodzony na Dominikanie notowany odpowiednio na miejscach - WBC #6, WBA #8, WBO #2, pokonał dziś w nocy cenionego Derricka Findleya (17-5, 11 KO).
Guerrero (na zdjęciu) od początku przejął kontrolę nad pojedynkiem, skutecznie punktując rywala ciosami prostymi. Ten za wszelką cenę próbował zbliżyć się do niego lub zepchnąć go do lin, ale Fernando sprowadziłwalkę na środek ringu, a tutaj dzięki dobrej pracy nóg i właśnie ciosom prostym ograniczał poczynania Findleya do minimum. Z czasem karcił też zasłoniętego za podwójną gardą rywala uderzeniami na korpus, które w końcówce odebrały mu kondycję. To wszystko wpłynęło na punktację - 99:91, 99:91 i 100:90. Tym samym Guerrero po raz pierwszy obronił pas NABA kategorii średniej. A oto statystyki ciosów:
Ciosy zadane/celne:
Guerrero 291/1019 (29%), Findley 113/429 (26%)
Ciosy proste:
Guerrero 77/470 (16%), Findley 4/117 (3%)
Tzw. silne ciosy:
Guerrero 214/549 (39%), Findley 109/312 (35%)
Zapraszamy na wywiad z Heather Wolak, małżonką bardzo popularnego wśród kibiców Pawła Wolaka (28-1, 18 KO). Przy okazji wywiadu poznacie również syna "Wściekłego Byka", Pawła Wolaka Juniora. Serdecznie zapraszamy.
Dziś w Londynie dojdzie do dwóch walk o mistrzostwo Wielkiej Brytanii. W wadze półśredniej zmierzą się John O'Donnell (24-1, 11 KO) i Craig Watson (19-3, 8 KO), a w junior półśredniej Lenny Daws (21-1-2, 9 KO) z Ashleyem Theophane'em (28-4-1, 7 KO).
7 WALK DO OBSTAWIENIA NA DZIŚ >>
Bukmacherzy z firmy UNIBET nie mają swojego faworyta w pierwszej potyczce, bowiem zarówno na O'Donnella jak i na Watsona kurs wynosi 1,90, a na remis 21,00. W drugim pojedynku wyżej stoją akcje Dawsa, za którego sukces UNIBET wypłaci pieniądze w stosunku 1,60, przy stawce 2,25 na jego rywala i 25,00 na remis.
W swoim stylu Felix Sturm (35-2-1, 15 KO) rozmontował obronę rywala - tym razem Ronalda Hearnsa (26-2, 20 KO). Mistrz świata federacji WBA wagi średniej zastopował syna legendy w siódmej odsłonie, wcześniej jednak mocno rozbijając twarz Amerykanina.
Felix po kilkudziesięciu rozpoznawczych sekundach zaczął robić to, z czego słynie najbardziej, czyli bić długim i mocnym lewym prostym. Ciosy rywala zbierał na rękawice i karcił go niemiłosiernie wciąż tą samą akcją.
Hearns na początku piątej rundy w końcu przestał bezmyślnie obijać gardę championa i po zwodzie mocno uderzył lewym hakiem na wątrobę. Sturm musiał odczuć ten cios, bo przez pół minuty miał mały przestój, ale po chwili wszystko wróciło do normy. Podrażniony trochę Niemiec w szóstym starciu mocniej przycisnął, standardowo na głowie rywala ulokował kilkanaście "jabów", a wszystko zakończył potężnym prawym krzyżowym. Hearns się zachwiał, ale wyratował go gong.
Wszystko jednak na nic, bo w siódmej rundzie Sturm po lewym prostym trafił "na punkt" prawym sierpowym. Ronald już wtedy był znokautowany, ale mistrz zdążył jeszcze poprawić w locie kolejnym prawym sierpem i pretendent bezwładnie zawisł na linach. Sędzia bez zbędnego liczenia przerwał potyczkę, ogłaszając zwycięstwo Niemca przez TKO.
Tym samym Felix Sturm już po raz dziewiąty obronił tytuł mistrza świata federacji WBA.
Trzy miesiące temu Mike Jones (23-0, 18 KO) w męczarniach, stosunkiem głosów dwa do remisu, pokonał Jesusa Soto Karassa (24-5-3, 16 KO), choć zdaniem niektórych wynik mógł pójść w drugą stronę. Mimo wszystko bukmacherzy z firmy UNIBET przed zaplanowaną za kilkanaście godzin rewanżową potyczką wyraźnie stawiają na Jonesa, na którego kurs wynosi tylko 1,33. Za wygraną Karassa UNIBET wypłaci zaskakująco dużo - 3,25, natomiast za remis 21,00 za każdą postawioną złotówkę.
TYPUJ, WYGRYWAJ I ZARABIAJ Z UNIBETEM >>
Jones przed czasem - 3,75
Jones na punkty - 1,80
Karass przed czasem - 7,00
Karass na punkty - 7,00
Blisko rok czasu po porażce z Andre Berto dochodził do siebie Carlos Quintana (28-3, 22 KO). Były mistrz świata wagi półśredniej według federacji WBO wystąpił w dywizji junior średniej i zastopował w dziewiątej rundzie Yoryi Estrella (10-5-2, 7 KO).
Dawny pogromca samego Paula Williamsa od początku dominował nad bezradnym rywalem, a w końcówce ósmego starcia pojedynek był już bardzo jednostronny. Ostatecznie doświadczony sędzia Luis Pabon chwilę po gongu rozpoczynającym dziewiątą odsłonę zdecydował się przerwać męczarnie pięściarza z Dominikany i poddał go, ogłaszając wygraną Quintany przez TKO.
Za około osiem godzin Tyson Fury (13-0, 9 KO) wyjdzie na ring w Londynie, by zmierzyć się z najtrudniejszym dotąd w swojej karierze rywalem, czternastym według federacji WBO Marcelo Luizem Nascimento (13-0, 11 KO). Mimo tego angielski olbrzym już rozprawia o swojej przyszłości, zamiast zająć się groźnym Brazylijczykiem.
- Nigdy nie będę nikogo unikać, nawet jeśli zostanę bezdyskusyjnym mistrzem świata. W przyszłości mogę być jak Lennox Lewis. Jestem silny, dobrze wyszkolony technicznie i mogę dać kibicom to, na co naprawdę zasługują - uważa wciąż młody, zaledwie 22-letni Tyson. Zapytany wprost o najbliższego rywala, Fury w końcu odrzekł - To naprawdę trudny i twardy zawodnik.
Nikt się nie spodziewał takiego przebiegu wydarzeń. Być może dlatego, że przyjechało aż 128 zawodników z całej Polski, od potentatów jak PKB Poznań (14 zawodników) do klubu z Jeleniej Góry z 1 zawodnikiem. Liczyło się wyzwanie sportowe jakie rzuciło PZB: kto chce startować na mistrzostwach Polski, musi mieć kwalifikacje z Grand Prix. Być może dlatego te finałowe IV GP będące dla niektórych ostatnią szansą na wdarcie się swoimi pięściami w strefę walk na mistrzostwach Polski, przyniosły tak wiele emocjonujących pojedynków.
Przecież karty eliminacyjne rozdane, a tu od pierwszych walk poziom rósł błyskawicznie. Dla najbardziej wytrwałych kibiców prawdziwe pojedynki tytanów: Śnitko vs Głowacki jeszcze bardziej podgrzały atmosferę, a następna Guzek vs Brzeski poderwały z krzeseł kibiców serwując przez całe trzy rundy potężną kanonadę ciosów, to się mogło podobać. Wśród obserwatorów słychać było opinię, że coś się dzieje dobrego w polskim boksie amatorskim, coś drgnęło. Czyżby zbliżające się igrzyska rozbudziły apetyty młodych adeptów, a wśród trenerów pojawia się coraz częściej odważne wspomnienie dawnej chwały Polaków na arenach światowych.
- Mosleyowi zawsze udawało się wspiąć na szczyt, kiedy musiał udowadniać, że jeszcze go na to stać. Głupcami są ci, którzy uważają, że Shane nie ma w tej walce szans na zwycięstwo – tak o majowym pojedynku Shane’a Mosleya (46-6-1, 39 KO) z Mannym Pacquiao (52-3-2, 38 KO) mówi Bernard Hopkins (51-5-2, 32 KO), były absolutny mistrz świata w kategorii średniej. Starcie o należacy do Filipińczyka pas WBO w kategorii półśredniej odbędzie się 7 maja w Las Vegas.
Zdaniem 46-letniego Hopkinsa, wielkim atutem Mosleya w przygotowaniach do walki z Pacquiao, uważanym za najlepszego pięściarza globu bez podziału na kategorie wagowe, będzie osoba jego szkoleniowca Naazima Richardsona. Amerykanin trenuje również wciąż aktywnego na zawodowym ringu Hopkinsa, którego dwa tygodnie po walce Mosleya czeka rewanżowe starcie z Jeanem Pascalem o pasy WBC i IBO w wadze półciężkiej. - Richardson to człowiek, który zwraca uwagę na każdy szczegół, który nie nadużywa pochwał, a zamiast tego przekazuje pięściarzowi uwagi i umiejętności. Do późnej nocy pracuje nad planem walki. Często trzeba go budzić i wyłączyć telewizor, ponieważ przed nim zasnął. Na ekranie bynajmniej nie leciał wówczas żaden serial – opowiada Hopkins.
NAAZIM RICHARDSON O WALCE PACQUIAO - MOSLEY W ROZMOWIE Z BOKSER.ORG >>
Według „B-Hopa”, 32-letniemu Pacquiao w treningach i samej walce z Mosleyem może przeszkadzać medialna wrzawa wokół jego osoby. -Chodzi o to, czym obecnie zajmuje się Pacquiao, czym zajęta jest jego głowa. Jeśli ktoś o tym zapomniał, muszę powiedzieć, że Pacquiao jest również tylko człowiekiem. Myślę, że podobnie jak my wszyscy, również musi od czasu do czasu usiąść na desce klozetowej. Każdy człowiek może zostać ofiarą własnej sławy i pochwał pod swoim adresem. Pacquiao wie, czym jest sukces, a sukces prowadzi ludzi do takiego stanu, w którym potrzebują otrzeźwienia – twierdzi amerykański pięściarz, czempion kategorii średniej w latach 1994-2005.

Mistrz WBC i WBO w kategorii koguciej, Fernando Montiel (44-2-2, 34 KO), podczas oficjalnego ważenia przed pojedynkiem z Nonito Donaire (25-1, 17 KO) zaprezentował najlepszą w karierze sylwetkę. Pretendent najwyraźniej przygotował się równie dobrze, a to tylko zaostrza apetyt na pierwszą wielką walkę 2011 roku...
11 marca w Las Vegas szykuje się bardzo ciekawa gala z udziałem weteranów zawodowego ringu. 38-letni Michael Grant (46-4, 34 KO) wraca po porażce, którą przyjął z rąk Tomasza Adamka. Jego rywalem będzie mierzący 203 cm Tye Fields (45-2, 41 KO) dla którego wcześniejsza wycieczka ponad średni poziom sportowy rywala zakończyła się sromotną klęską. W 2008 roku został zmieciony z ringu przez solidnego Monte Barretta.
Dla obu gigantów kategorii ciężkiej jest to bardzo ważny pojedynek. Fields jeżeli przegra nie pozbędzie się łatki pogromcy jedynie bokserów co najwyżej przyzwoitych, natomiast dla Granta jest to ostatnia szansa aby zbliżyć się do walki o pas mistrza świata, nie może już przegrywać.
Na ringu zobaczymy również Joela Casamayora (37-5-1, 22 KO), którego motywy powrotu nie są do końca jasne. 39-letni Kubańczyk od walki z Michaelem Katsidisem nie nawiązuje już do dawnego poziomu. Jego rywalem będzie 11 lat młodszy Michael Anchondo (30-3, 19 KO). Anchondo to były mistrz świata WBO w kategorii super piórkowej.
Już 1 marca rozpoczną się Indywidualne Mistrzostwa Polski Seniorów w Boksie. Będzie to już 82. impreza tej rangi, pierwsze w historii mistrzostwa Polski rozegrane zostały w 1924 roku w Poznaniu. Wszystko potrwa aż do 5 marca, kiedy to zostaną rozegrane finały turnieju. Miejscem zmagań najlepszych Polskich pięściarzy amatorskich będzie Rekreacyjno Sportowy Obiekt "Rondo" przy ul. Aleje 1 Maja 1a, w Koninie.
W mistrzostwach weźmie udział ok. 150 zawodników z całego kraju. Obywające się obecnie w Śremie zawody z cyklu Grand Prix PZB są ostatnia szansą na zakwalifikowanie się do mistrzostw Polski.
Już dzisiaj na ringu w Stuttgarcie 32-letni Ronald Hearns (26-1, 20 KO) spróbuje odebrać Felixowi Sturmowi (34-2-1, 14 KO) tytuł mistrza świata federacji WBA w kategorii średniej. Poniżej amerykański pięściarz opowiada o tym jak trudno jest być synem legendy. Szczególnie jeżeli chce się pójść w jej ślady.
Dokładnie 6 lat miał malutki Ronald, kiedy jego ojciec, wielki Thomas ‘Hitman’ Hearns padał pod ciosami Marvina Haglera na ringu w Caesars Palace w Las Vegas. Doszło do tego 15 kwietnia 1985 roku, podczas jednego z najsłynniejszych i najbrutalniejszych pojedynków w historii boksu zawodowego.
- Pamiętam tę walkę - stwierdza Ronald prawie 26 lat później. - Następnego dnia kiedy poszedłem do szkoły wszyscy mówili tylko o tym. Wszyscy krzyczeli mi do ucha ‘Twój tata przegrał z Haglerem! Widziałem to, widziałem! Znokautował go!’. Skończyło się na tym, że pobiłem się prawie ze wszystkimi za te docinki. Później mama powiedziała mi, żebym się tym nie przejmował i że biciem w naszej rodzinie niech zajmuje się tylko mój tata i ja nie powinienem się tak zachowywać.
Niezwyciężony prospekt kategorii super muszej, Cesar Seda Jr. (20-0, 15 KO), mierzy w obecnego mistrza WBO - Omara Narvaeza (33-0-2, 19 KO). 25-letni Portorykańczyk jest obowiązkowym challengerem wyznaczonym przez federację dla argentyńskiego mistrza.
- Jestem bardzo skupiony na mojej pracy. Moi promotorzy negocjują, aby moja następna walka była o tytuł mistrza świata. Bardzo zależy mi na tym starciu, ponieważ chcę zdobyć ten pas. Chcę tej szansy, aby udowodnić ludziom, że jestem wart tego tytułu. Posiadam wielki talent, udowadniam to każdego dnia na treningu. Obecnie jestem obowiązkowym pretendentem i prędzej czy później Narvaez musi dać mi tą walkę - powiedział Seda.
Były mistrz świata federacji WBA w wadze junior półśredniej Andrij Kotelnik (31-4-1, 13 KO) wyjaśnia, dlaczego w wywiadach niejednokrotnie krytykował swoich rodaków – mistrzów świata w kategorii ciężkiej Witalija (41-2, 38 KO) i Władimira Kliczków (55-3, 49 KO). Pięściarz nie kryje zdziwienia faktem, że Kliczkowie niedawno przedstawiali zawodnika swojej grupy Wiaczesława Użełkowa jako przyszłego mistrza świata, trzeciego po braciach pochodzącego z Ukrainy.
– Byłem piątym ukraińskim mistrzem świata, po braciach Kliczko, Dzinziruku i Sidorence. Wygląda na to, że Kliczkowie, mający niemały wpływ na sportowe media na Ukrainie, robią wszystko, aby ludzie myśleli, że poza nimi w naszym kraju nikt nie zajmuje się boksem. Kiedy walczyłem z Gavinem Reesem w Cardiff, podszedł do mnie znajomy z Rosji i powiedział: „Wiesz, że na Ukrainie twoja walka nie jest transmitowana, za to w rosyjskiej telewizji odwrotnie?”. Czy to normalna sytuacja? – retorycznie pyta Kotelnik.
- Witalij kiedyś wspomniał, że mi współczuje (chodziło o podpisanie umowy przez Kotelnika z promotorem Donem Kingiem, przyp. red.). A ja współczuję pięściarzom, których obowiązuje umowa z grupą promotorską braci. Kliczko proponował mi kiedyś miejsce w K2, jednak na całkowicie niedogodnych dla mnie warunkach – informuje Ukrainiec.
- Bracia to marka Ukrainy, nie ma dwóch zdań. Jednak ich pozycja wynika również z braku konkurencji. Kiedy Kliczkowie otwierali własną grupę promotorską, mówili, że będą pierwszymi, którzy zorganizują na Ukrainie walkę o mistrzostwo świata. Tymczasem taką walkę stoczyłem ja – we Lwowie zmierzyłem się z Japończykiem Norio Kimurą – przypomina Kotelnik, który po raz ostatni walczył w sierpniu ubiegłego roku, przegrywając na punkty z Devonem Alexandrem w pojedynku o pasy IBF i WBC w wadze junior półśredniej.
Były rywal "Wojownika" Jackiewicza Jackson Osei Bonsu (33-4, 25 KO) jest jednym z niewielu tak świetnie zorganizowanych pięściarzy na świecie. Zna wszystkie terminy swoich walk w tym roku oraz nazwiska dwóch pierwszych rywali.
Już 4 marca w Antwerpii zmierzy się z Hiszpanem Jose Del Rio (11-1, 4 KO). Następnie 1 kwietnia jego rywalem będzie dobrze znamy z polskich ringów Szwed Karlo Tabaghua (16-3, 12 KO). Walka odbędzie się w Gent. Kolejne dwie walki Bonsu stoczy w czerwcu i listopadzie w Antwerpii.
Gorący prospekt kategorii lekkiej, Filipińczyk Mercito Gesta (21-0-1, 11 KO), nie dał wczorajszej nocy najmniejszych szans swojemu rywalowi. Znokautował w 3. rundzie Meksykanina Genearo Trazancosa (22-14-1, 13 KO). Pojedynek został zatrzymany przez lekarza zawodów w następstwie brutalnych ataków Filipińczyka.
- Mam wiele szacunku dla tego faceta, ponieważ pokazał w ringu wolę walki. Wszyscy wiemy, że mogłem go naruszyć już w pierwszej odsłonie walki. Uderzyłem go bardzo mocno ciosem ponad jego ręką, ale w jakiś sposób nie przewrócił się - powiedział o walce Gesta.
- Chcę walczyć z najlepszym w moim limicie. Mogę walczyć absolutnie z każdym - zakończył pewny siebie "No Mercy".
Jego promotor Don Chargain uważa, że 23-letni Mercido jest już bardzo ukształtowanym pięściarzem, jednak zbyt nonszalancko opuszcza ręce i nie może tak walczyć z lepszymi zawodnikami.
W piątek mistrz IBF Jan Zaveck (31-1, 18 KO) obronił swój tytuł, nokautując w piątej rundzie pretendenta – Paula Degado (25-1-10, 4 KO). Chęć Słoweńca na pojawienie się na rynku amerykańskim, została zauważona. Były mistrz kategorii półśredniej - Kermit Cintron (32-1-3, 28 KO), który niedawno podpisał kontrakt z grupą Top Rank, planuje wrócić do tej wagi i wyraża chęć walki z czempionem IBF.
- Planuję zejść do 147 funtów i ponownie zostać tam mistrzem świata. Czuję, że nigdy nie skończyłem tego, co zacząłem w półśredniej. Chciałbym zdobyć tytuł, a potem postarać się o unifikację – powiedział "El Asesino".
Cintron uważa, że najlepsi zawodnicy nie walczą ze sobą i on chciałby to zmienić. Były mistrz także niepochlebnie wypowiada się o Andre Berto, któremu rzucił wyzwanie w ubiegłym roku.
- Żaden z mistrzów nie chce walczyć innymi mocnymi pięściażami. Berto jest tego dobrym przykładem - dodał Kermit. Kiedy Jan Zaveck oświadczył, że chciałby walczyć w USA, Portorykańczyk stwierdził, że byłby on idealnym przeciwnikiem dla czempiona z Europy.
- Zaveck szuka większych walk i ja chcę z nim walczyć. Jeśli chce udać się do USA, to ja z chęcią zabiorę mu tytuł. Nie mogę się doczekać, by wrócić na ring i znowu zacząć nokautować przeciwników – zakończył Cintron, który nie stoczył jeszcze żadnego pojedynku od czasu przegranej z Paulem Williamsem w maju ubiegłego roku.
Przed zaplanowaną na 19 marca walką o pas federacji WBC w wadze ciężkiej pomiędzy Witalijem Kliczką (41-2, 38 KO) i Odlanierem Solisem (17-0, 12 KO), główni bohaterowie wieczoru przygotowują się w górach. 39-letni obrońca tytułu tradycyjnie na miejsce swojego obozu wybrał austriackie Alpy, a oficjalny pretendent do jego pasa udał się do pasma górskiego Sierra Nevada w Hiszpanii. Starcie Ukraińca z 30-letnim Solisem odbędzie się w hali Lanxess-Arena w Kolonii.
Jak przed każdym pojedynkiem, Kliczko zorganizował sobie sześciotygodniowy obóz w austriackim Going, gdzie trenuje pod okiem Fritza Sdunka. – Zmierzy się ze mną doświadczony, utalentowany, niełatwy rywal, do tego młody, agresywny i pełen energii – mówi Ukrainiec. – Celem Solisa jest zostanie mistrzem świata. Jest bardzo niebezpieczny, to jeden z najlepszych zawodników w wadze ciężkiej, złoty medalista olimpijski i dwukrotny mistrz świata w boksie amatorskim. Odlanier jest jednym z moich najtrudniejszych rywali w ciągu całej kariery zawodowej. Jednak o swoim zwycięstwie przekonany jestem w stu procentach. Nie wiem dokładnie, na ile groźny będzie Kubańczyk, tak więc nie zamierzam go lekceważyć – powiedział mistrz świata.
Solis przygotowuje się z kolei hiszpańskiej Andaluzji, gdzie trenuje na wysokości 2700 metrów nad poziomem morza. Wśród jego sparingpartnerów znalazł się między innymi David Price, brązowy medalista olimpijski z Pekinu, który dzięki swoim gabarytom ma naśladować styl Kliczki. Wcześniej Brytyjczyk pomagał też innemu zawodnikowi, którego czekało starcie z Ukraińcem – Albertowi Sosnowskiemu. Solis jest przekonany, że w marcu kibice zobaczą najlepszą walkę wszechczasów, a jego promotor Ahmet Oner dodaje. – Przejdziemy do historii i skończymy erę braci Kliczków.
- Jestem szczęśliwy, że mogę stoczyć tę walkę. Zobaczycie, to czego nigdy w życiu jeszcze nie widzieliście. Nie odjadą z Kolonii bez mistrzowskiego pasa! Moje marzenie może się spełnić i zostanę pierwszym kubańskim czempionem wagi ciężkiej. Bracia Kliczko unikali walki ze mną, ale teraz Witalij nie ma się już gdzie przede mną schować. Położę kres panowaniu braci w kategorii ciężkiej – zapowiada niepokonany na zawodowym ringu Solis, który prawo do walki ze starszym z braci Kliczków wywalczył sobie w grudniu ubiegłego roku. W Miami pokonał wówczas Raya Austina przez dyskwalifikację rywala.
Złoty medal mistrzostw świata amatorów sprawił, że jeszcze przed rozpoczęciem zawodowej kariery Frankie Gavin (9-0, 8 KO) został okrzyknięty przyszłym królem ringów profesjonalnych. Przed momentem ten utalentowany 25. latek zdał pierwszy test, gdy musiał wyjść do siódmej rundy potyczki z Michaelem Lomaxem (17-4-1, 2 KO), a przecież tak długo jeszcze nigdy nie walczył.
Gavin od pierwszej minuty górował nad swoim przeciwnikiem szybkością i po kilku bezpośrednich ciosach prostych Lomax skoncentrował się głównie na szczelnej gardzie. Frankie konsekwentnie wówczas bił na korpus, a Michael słabł z każdym takim ciosem. W końcu w siódmym starciu po kolejnym lewym haku na wątrobę został zapędzony do narożnika, tam Gavin poprawił mocno na głowę i z narożnika porozbijanego, zmęczonego Lomaxa poleciał ręcznik na znak poddania.
Czempion WBA w wadze ciężkiej - David Haye (25-1, 23 KO) wyjaśnił, czemu nie chce walczyć z Witalijem Kliczką (41-2, 38 KO) , a zamiast tego w pełni skupić się na jego młodszym bracie Władimirze (55-3, 49 KO). Haye nie ukrywa, że już od początku negocjacji bardziej interesowała go walka z młodszym Kliczką.
Wideo Władimira, które znalazło się w serwisie internetowym Youtube.com, przykuło uwagę Davida. Przyznaje on, że brytyjscy fani często pytają go o filmik, na którym Władimir rzuca mu wyzwanie.
- Chcę walki z Władimirem – zapewnia 30-letni Brytyjczyk. - Jego brat jak dotąd nie nagrał żadnych filmików dotyczących walki ze mną. Ludzie nie pytają mnie, czemu nie będę walczył z Witalijem, ale kiedy stoczę pojedynek z jego bratem. Widzieli w telewizji, jak młodszy Kliczko rzuca mi wyzwanie. Od walki Witalija z Lennoxem Lewisem minęło już dużo czasu. Uważam, że z dwójki braci, to ten młodszy jest bardziej wysportowany, a przecież to on nalega na potyczkę. Jeśli wybiorę starszego, ludzie powiedzą, że unikam Władimira. „Jest młodszy i ma więcej pasów” - powiedzą. Zapytają też, dlaczego zajmuję się tym Kliczką, który ma już 40 lat. To Władimir jest tym, z którym muszę się zmierzyć – stwierdził mistrz WBA.
Juan Manuel Marquez (52-1-5, 38 KO) nie jest zadowolony z decyzji federacji WBC, która zdecydowała, że walka Saula Alvareza (35-1-0, 26 KO) z Matthew Hattonem (41-4-2, 16 KO) będzie o mistrzowski tytuł. "Dinamita" zastanawia się w jaki sposób "Canelo" został pretendentem nie walcząc z innymi wysoko notowanymi zawodnikami.
Najlepszy bokser wagi lekkiej nazywa ten pojedynek naruszeniem zasad WBC, gdyż Hatton nie widnieje w ich rankingu w wadze junior średniej, jest za to piąty w półśredniej. Dwaj czołowi zawodnicy w kategorii do 154 funtów, Ryan Rhodes i Vanes Martirosyan, twierdzą, że federacja nie kontaktowała się z żadnym z nich w sprawie walki z Alvarezem.
- Powinni przyznać mistrzowską walkę tym, którzy uczciwie wspinali się w rankingach. Saul nie walczył z nikim poważnym w wadze junior średniej, a nagle znalazł się na pierwszym miejscu w rankingu. Jeszcze bardziej absurdalne jest to, że jego przeciwnika nie ma nawet w klasyfikacji wagi junior średniej. To narusza zasady, gdyż jego przeciwnikiem powinien być następny najwyżej sklasyfikowany zawodnik – powiedział Marquez.
Wielokrotny mistrz świata i król rankingów P4P, Manny Pacquiao (52-3-2, 38 KO), obiecuje, że odejdzie na emeryturę w odpowiednim momencie. Genialny Filipińczyk wraca do ringu 7 maja. Na MGM Grand w Las Vegas jego rywalem będzie 39-letni "Sugar" Shane Mosley (46-6-1, 39 KO). "Pacman" zapewnia, że zakończy karierę będąc u szczytu sławy.
Pacquiao twierdzi, że nie powtórzy błędu Roya Jonesa Juniora (54-7, 40 KO), który pomimo wyraźnej obniżki formy kontynuuje swą przygodę z boksem i zalicza porażki w walkach z pięściarzami, którzy nie mogli by się z nim równać, gdy był jeszcze w formie. Manny przekonuje, że podejmie decyzję o zawieszeniu rękawic na kołku, kiedy tylko zauważy u siebie pierwsze oznaki starości.
- Jeśli poczuję się leniwy i stracę ochotę do treningów lub biegania, natychmiast odejdę. Nie można uprawiać sportu, jednocześnie będąc leniem - powiedział 32-letni Filipińczyk.
- Nie chcę powtarzać błedu Roya Jonesa, który kiedyś łatwo wygrywał ze wszystkimi, nagle nieoczekiwanie przegrał i zakończył karierę, a potem wrócił na ring. Nie chcę być przez nikogo obijany. Póki co boks mnie ekscytuje. Uwielbiam trenować i skupiać się na walce. Gdy to się zmieni, pomyślę o emeryturze - zapewnia "Pacman".
Tyson Fury (14-0, 10 KO) znokautował przed momentem ciężko czternastego w rankingu WBO Marcelo Luiz Nascimento (13-1, 11 KO).
Fury od początku przejął inicjatywę. W końcu znalazł kogoś o podobnych warunkach fizycznych, ale powtarzając akcję lewy, lewy - prawy całkowicie rozmontował defensywę rywala. Nokaut przyszedł w piątym starciu. Tyson (na zdjęciu) zrobił unik przy lewym prostym oponenta i wykorzystał to, że jest odsłonięty, wystrzelił bezpośrednim prawym w okolice skroni, ciężko nokautując Nascimento.
Dzisiejszej nocy kibiców boksu czeka prawdziwa uczta. Wszystko zacznie się o godzinie 20:00 na Polsacie Sport, gdzie na żywo będzie można zobaczyć galę z Londynu, a tam między innymi olbrzymi Larry Olubamiwo oraz wielka nadzieja Anglików na podbój dywizji junior półśredniej, były mistrz świata amatorów, Frankie Gavin.
Od 17:45 na antenie Orange Sport przypomnienie gali "Sturm vs Lorenzo", a już od 20:00 bezpośrednia relacja z gali w Stuttgarcie i pojedynku Felixa Sturma z Ronaldem Hearnsem o pas federacji WBA wagi średniej (powtórka jutro od 9:30). W niedzielę o 23:15 na tym samym kanale odtworzenie wczorajszej potyczki pomiędzy Fernando Guerrero i Derrickiem Findleyem.
Dzisiejsza noc skończy się dopiero nad ranem, bowiem od 3:00 na Polsacie Sport Extra początek transmisji wieczoru z Las Vegas, a tam kilka ciekawych potyczek, z daniem głównym w postaci walki Fernando Montiela z Nonito Donaire'em.
Gdy emocje już opadną, w niedzielny wieczór - od godziny 23:00, Eurosport przypomni galę "Huck vs Lebiediew".
Wczoraj odbyła się ceremonia ważenia przed galą "Brick City Brawl" w Newark, na której mieliśmy zobaczyć aż trzech Polaków. Swój debiut zawodowy miał zawalczyć wrocławianin Kamil Łaszczyk, a jego rywalem miał być Antonio Parker (0-2). Polak wniósł na wagę 58,05 kg, ale jego amerykańskiemy rywalowi nie udało się zejść poniżej limitu, ważył tego dnia aż 61,25 kg. Tym samym walka Łaszczyka została odwołana.
W drugim polski pojedynku, okazję do poprawienia rekordu będzie miał Rafał Jastrzębski (3-6-1, 1 KO), dla którego jako rywala wyznaczono Randy Campbella (3-3, 2 KO). Nasz rodak okazał się cięży o jeden funt, waga wskazała mu 75,30 kg, gdy Amerykaninowi 74,85 kg.
Wreszcie w walce wieczoru w Newark pokaże się niepokonany Mariusz Wach (23-0, 11 KO). Jego przeciwnikiem w starciu o pas WBC Baltic w kategorii królewskiej będzie Jonathan Haggler (23-3, 18 KO). "Polski Olbrzym", mimo że jest znacznie wyższy, okazał się tylko nieznacznie cięższy. Wskazówka wagi pokazała Polakowi 112,95 kg, jego sobotniemu rywalowi 110,90 kg. Od swojej ostatniej walki, Wach stracił na wadze, mimo że przybrał mięśni. W ostatnim pojedynku z Galenem Brownem (33-15-1, 20 KO) ważył 259 funtów, co przekłada się na 117,5 kg. Dzięki morderczym treningom byłego mistrza świata wagi ciężkiej Michaela Moorera, mamy lżejszego o 5 kg "Polskiego Olbrzyma".
W Las Vegas odbyła się ostatnia konferencja prasowa przed dzisiejszym pojedynkiem pomiędzy mistrzem świata WBC i WBO w wadze koguciej Fernando Montielem (44-2-2, 34 KO) a Nonito Donaire’em (25-1, 17 KO). 28-letni pretendent, który do USA przybył w wieku dziesięciu lat wraz z rodzicami, zapowiada, że będzie walczył o honor swojej ojczyzny.
- Jesteśmy przyjaciółmi, ale musimy być dumni ze swojej ojczyzn i z siebie samych. Fernando pochodzi z Meksyku, ja z Filipin. Wiem, że Montiel chce mnie znokautować, a ja chcę znokautować jego. Właśnie dlatego walka zapowiada się tak interesująco. Obaj chcemy nokautu pomimo tego, że jesteśmy przyjaciółmi – twierdzi Donaire.
31-letni obrońca tytułów uważa, że zwycięstwo nad Donaire’em sprawi, że kibice w jego kraju będą mogli stawiać go na równi z takimi pięściarzami, jak Erik Morales, Marco Antonio Barrera i Juan Manuel Marquez. – Sądzę, że ta walka przyczyni się do tego – mówi Montiel. – Nikt nie zostanie nowym Julio Cesarem Chavezem, nikt się do niego nie zbliży. Jednak kiedy pokonam Donaire’a, znajdę się na równym poziomie z pozostałymi.
Montiel zdradził, że chce zostać pierwszym Meksykaninem, który zdobędzie tytuły w czterech kategoriach wagowych. Na jego koncie dotychczas znalazły się pasy w wagach muszej, super muszej i koguciej. Pięściarz zapowiada, że jego kolejny pojedynek odbędzie się w kategorii piórkowej (limit ok. 57,2 kg, o blisko 3,5 kilograma większy niż w wadze koguciej). – Nie miałem takich rywali, takiej konkurencji, jak moi wielcy rodacy. Właśnie dlatego są bardziej sławni. Jednak po walce z Donaire’em wszyscy o mnie usłyszą – mówi Montiel.
Odlanier Solis (17-0, 12 KO) nie będzie jedynym kubańskim pięściarzem, który 19 marca stoczy pojedynek o mistrzostwo świata. Drugim Kubańczykiem jest Guillermo Rigondeaux (7-0, 5 KO), który w irlandzkim Dublinie zmierzy się z Willie’em Caseyem (11-0, 7 KO) w pojedynku o tymczasowy pas federacji WBA w wadze super koguciej.
- Szkoda, że ja i Odlanier walczymy w tym samym dniu, ale wiem, że obaj zakończymy nasze pojedynki z jednakowym rezultatem – zwycięstwem. Wszystkich, którzy uważają, że Solis nie zdoła pokonać Witalija Kliczki, czeka wielka niespodzianka. Odlanier to jeden z najbardziej inteligentnych pięściarzy, jakich znam. Nic dziwnego, że nazywają go „The Shadow” („Cień”) – powiedział 30-letni Rigondeaux, złoty medalista olimpijski z Sydney i Aten.
Szybki wywiad z brązowym medalistą Młodzieżowych Mistrzostw Europy, 19-letnim Kamilem Łaszczykiem. Były reprezentant wrocławskiej Gwardii miał już dzisiaj wieczór rozpocząć swoją profesjonalną karierę, krzyżując rękawice z Desi Williamsem (0-1, 0 KO), podczas gali boksu zawodowego ‘Brick City Brawl’ w Newark. Przypomnijmy, że ten utalentowany i ambitny chłopak jest najświeższym nabytkiem prężnie rozwijającej się grupy promotorskiej Global Boxing. Życzymy mu powodzenia i mamy nadzieję, że już wkrótce swoimi występami dostarczy kibicom niezapomnianych emocji i wrażeń.
Wojciech Czuba: Wiek rozpoczęcia treningów bokserskich?
Kamil Łaszczyk: Miałem wtedy 13 lat.
Szybki wywiad z 28-letnim Nonito Donaire (25-1, 17 KO), który już jutro w stolicy hazardu Las Vegas, zmierzy się z Fernando Montielem (44-2-2, 34 KO). Stawką pojedynku, na który z niecierpliwością czekają miliony fanów na całym świecie, będą mistrzowskie pasy federacji WBC i WBO w wadze koguciej. Poniżej ‘Filipiński Błysk’ zdradza kto jest jego ulubionym bokserem, kiedy ostatni raz płakał, a także między innymi co lubi jeść i kogo nazywa ‘Brzydula’.
- Wiek rozpoczęcia treningów bokserskich?
Nonito Donaire: Miałem wtedy 11 lat.
- Pierwsze bokserskie wspomnienie?
ND: Zsikanie się w spodenki ze strachu przed moją pierwszą walką. Jakże mógłbym o tym zapomnieć (śmiech)! Żartuję oczywiście!
- Co cię motywuje?
ND: Boksowanie sprawia mi ogromną przyjemność, robię to także dla wszystkich ludzi którzy mnie wspierają i wierzą we mnie.
- Najlepszy pięściarz wszechczasów?
ND: Jest ich bardzo wielu, począwszy od Raya Leonarda, Muhammada Ali, Marvina Haglera, Roberto Durana, Thomasa Hearnsa, czy Alexisa Arguello.
Ismayl Sillakh (14-0, 12 KO) nie unika ciężkich bojów w drodze na szczyt kategorii półciężkiej. Wieczorem 4 marca stanie do walki z Yordanisem Despaigne (8-0, 4 KO) w obronie posiadanego tytułu NABF. Sillakh to niezwykle utytułowany zawodnik, o czym dobitnie świadczy jego rekord z kariery amatorskiej: 302 wygrane i tylko 16 porażek.
Warto dodać, iż ten zawodnik sięgnął także po tytuł mistrza świata oraz Europy w 2001 roku. Na swoim koncie ma także srebro z 2005 wywalczone w mistrzostwach świata, natomiast w 2006 doszedł do finału mistrzostw Europy, gdzie również musiał się zadowolić srebrem.
Pochodzący z Kuby Despaigne jest godnym rywalem dla Ukraińca i ma za sobą równie bogatą karierę amatorską. Jest wielokrotnym mistrzem Kuby, a w 2003 roku zdobył złoto na mistrzostwach świata w kategorii średniej. W 2004 roku reprezentował swój kraj na olimpiadzie w Atenach. Kibice 4 marca muszą się przygotować na rzucane z obu stron grzmoty.