Po twardej i wyrównanej walce Michał Olaś (91 kg) przegrał z Teymurem Mammadovem (AZE) 2:3, zajmując tym samym drugie miejsce w debreczyńskich zmaganiach.
Dużo wyższy od naszego zawodnika Azer rozpoczął ten pojedynek od serii ciosów prostych, przez które Polak nie mógł się przedrzeć. Starcie to zakończyło się wynikiem 2:0 dla rywala naszego reprezentanta. W drugiej odsłonie – mimo konsekwentnie bitych przez Azera serii ciosów prostych z obu rąk – Polakowi kilkakrotnie udało się przejść do półdystansu i walka nieco się wyrównała. Bilans punktowy tej rundy to 1:1. W ostatniej odsłonie inicjatywa należała do Olasia, który wygrał to starcie 1:0. W ogólnym bilansie jednak nie wystarczyło to do odniesienia zwycięstwa. Mimo tego Polakowi należą się słowa uznania.
Warto także dodać, że ćwierćfinałowy zwycięzca Michała Syrowatki (64 kg) – Colin Richarno (MRI), po kolejnych dwóch wygranych stanął na najwyższym stopniu turniejowego podium.
Podsumowując cały turniej należy zaznaczyć, że od strony sportowej stał on na bardzo wysokim poziomie. Klasą dla siebie byli Rosjanie, którzy na 6-ciu swoich reprezentantów w finale zdobyli aż 4 pierwsze miejsca. Dwukrotnie triumfowali Kubańczycy, którzy zdobyli także dwa drugie miejsca. Po jednym zwycięstwie w turnieju odnieśli zawodnicy: Węgier, Anglii, Mauritiusa i Azerbejdżanu.
Były pretendent do pasa WBO kategorii super średniej, Eduard Gutknecht (20-1, 8 KO), na dystansie ośmiu rund wypunktował Oleksandra Czerwiaka (9-2, 1 KO). 28-letni Niemiec, którego federacja World Boxing Organization notuje na 11. pozycji w swym najnowszym rankingu, był dziś w ringu aktywniejszy od rywala, dzięki czemu większość starć sędziowie zapisali na jego koncie.
Po ostatnim gongu punktowi byli jednogłośni - wyniki na ich kartach to 78-74, 79-73 i 80-72. Dla "Eddy'ego" było to drugie z rzędu zwycięstwo. W kwietniu ubiegłego roku Gutknecht nie wykorzystał swojej szansy i nie zdołał odebrać Robertowi Stieglitzowi (39-2, 23 KO) mistrzowskiego tytułu. Po wygaśnięciu kontraktu z grupą Universum pięściarz przeniósł się pod skrzydła Sauerlanda.
Przed momentem na gali w Muelheim Steve Cunningham (24-2, 12 KO) po raz pierwszy obronił tytuł federacji IBF w wadze junior ciężkiej. 34-letni "USS" wypunktował ambitnego i twardego Enada Licinę (19-3, 10 KO) na dystansie dwunastu rund.
Amerykanin kontrolował większą część walki i zapisywał na swoim koncie kolejne rundy głównie dzięki dużo większej aktywności. Cunningham zadawał mnóstwo ciosów, z których tylko nieznaczna część dochodziła celu. Po niezłym początku Licina szybko stracił koncepcję walki i dał się zepchnąć do obrony. Na każde czyste trafienie Serba "USS" odpowiadał całą serią ciosów. Po ostatnim gongu sędzowie punktowali: 118-110, 117-111 i 115-113.
Ulli Wegner, szkoleniowiec półfinalisty turnieju Super Six w wadze super średniej Arthura Abrahama (31-2, 25 KO) nie chce, aby jego podopieczny zakończył dzisiejszą walkę przed czasem. W niemieckim Muelheim były mistrz świata w wadze średniej podejmie Stjepana Bozicia (24-4, 15 KO). Walka odbędzie się oczywiście poza Super Six.
- Wolałbym, aby walka potrwała całe dziesięć rund. Arthurowi potrzeba z powrotem nabrać pewności. Chcę zobaczyć, jak radzi sobie w krytycznej sytuacji. Przez jedną rundę Abraham powinien zbadać rywala, a później przejąć inicjatywę. Powinien go solidnie punktować, dużo uderzając nakorpus - mówi Wegner, główny szkoleniowiec pięściarzy grupy Sauerland Event.
2 kwietnia na stadionie Wembley w Londynie dojdzie do pojedynku mistrza świata federacji WBO w wadze półciężkiej Juergen Braehmer (36-2, 29 KO) z tymczasowym czempionem tej organizacji Nathanem Cleverlym (21-0, 10 KO). Obaj pięściarze wyrażają zadowolenie, że dojdzie do ich walki i są pewni zwycięstwa.
- Jestem bardzo zadowolony, że ta potyczka się odbędzie. Już sama lokalizacja walki jest piękną melodią dla moich uszu. Jestem wielkim fanem piłki nożnej. Cleverly to wspaniały pięściarz, dysponuje świetną techniką i może walczyć w wysokim tempie. Jednak to ja jestem mistrzem i wygram – zapowiada Braehmer.
Cleverly (na zdjęciu) jest pełen uznania dla Niemca, ale dodaje. – Będę szybszy i zasypię go silnymi uderzeniami. To wielki mistrz, ale mam potencjał, żeby dać sobie z nim radę. Obiecuję znakomite widowisko – mówi pretendent.
Chauncy Welliver (46-5-5, 16 KO) w poprzedni piątek zanotował już jedenaste zwycięstwo z rzędu, co daje mu póki co dziesiąte miejsce w rankingu WBC i ósme w zestawieniu WBO wagi ciężkiej. 28-letni pięściarz z Nowej Zelandii kolejny pojedynek stoczy już 4 marca, a jego przeciwnikiem będzie prawdopodobnie przymierzany kiedyś do Tomka Adamka, dwumetrowy Lance Whitaker (35-7-1, 28 KO).
- Prowadzimy z nim rozmowy i wszystko wygląda póki co dobrze. Nie podpisaliśmy jeszcze kontraktu, ale nawet jeśli się nie dogadamy, to i tak kolejny rywal będzie właśnie pokroju Lance'a. Obóz Whitakera powiedział jednak "Tak", a dla mnie walka z kimś takim jak on to kolejny krok do przodu. Z kolei pokonanie kogoś takiego jak Whitaker sprawi, że ludzie w końcu zaczną traktować mnie poważnie, a ja dostanę z kolei pojedynek eliminacyjny jednej z liczących się federacji - powiedział Welliver.
Zwycięstwem naszych 14:10 zakończył się kolejny mecz niemieckiej Bundesligi, w którym bierze udział jeden zespół z Polski, PKB Poznań. Drużyna z Wielkopolski stanęła przed duńskim zespołem Boxteam Nord, z którym w zeszłym roku zremisowała na wyjeździe. Publiczność dopisała, ponieważ dla wielu kibiców zabrakło miejsc siedzących, musieli oni tłoczyć się na schodach i w przejściach.
Wspaniały pokaz charakteru dał Patryk Szymański. Po dwóch rundach przegrywał Puriy Ahaidari, ale w ostatniej odsłonie dał z siebie przysłowiowe "wszystko" i całą walkę wygrał, ku uciesze publiczności. Ciężką walkę miał Igor Jakubowski, jego przeciwnik przez cały pojedynek faulował, aby na sam koniec pojedynku zostać zdyskwalifikowanym za cios poniżej pasa.
W ciekawym pojedynku kategorii półśredniej Ionut Dan Ion (28-1, 15 KO) pokonał po sześciu rundach techniczną decyzją byłego mistrza świata, Steve'a Forbesa (35-9, 11 KO).
W ostatniej minucie szóstej rundy bokserzy zderzyli się głowami i Amerykanin nie był już zdolny do kontynuowania walki. Podliczono karty punktowe i okazało się, że wszyscy sędziowie typowali wygraną Rumuna 58:56.
W innej ciekawej walce dywizji półśredniej Antonin Decaire (25-1, 7 KO) pokonał jednogłośną decyzją sędziów (97:91, 98:90, 99:89) Shamone Alvareza (21-4, 12 KO).
Jak już Was informowaliśmy, Siergiej Liachowicz (25-3, 16 KO) podpisał kilka dni temu kontrakt z grupą promotorską Main Events, która odpowiada również za rozwój kariery naszego Tomasza Adamka (43-1, 28 KO). Jak poinformował sam Białorusin, najprawdopodobniej zadebiutuje u nowego pracodawcy podczas gali Adamek vs McBride.
- Moim celem jest znów walka z jednym z mistrzów świata. Wcześniej jednak wystąpię podczas gali Tomasza Adamka. Szczerze mówiąc nie mamy jeszcze żadnego rywala, ale już niedługo powinno się wszystko wyjaśnić. Cały czas uważam się za zawodnika z pierwszej dziesiątki wagi ciężkiej - powiedział były champion federacji WBO.
Sześciokrotny mistrz świata, Marco Antonio Barrera (66-7, 43 KO) i jego przeciwnik, 43-letni Jose Arias (15-1, 9 KO), zmieścili się w limicie kategorii junior półśredniej. Legendarny meksykański wojownik zanotował na wadze 139.5 funta, a jego oponent był o pół funta cięższy.
Dla "Mordercy o Twarzy Dziecka" dzisiejszy występ na gali w Guadalajarze będzie pierwszym od czerwca ubiegłego roku, kiedy to wypunktował Adailtona De Jesusa (27-6, 22 KO). Z kolei Arias w maju wrócił do ringu po przerwie trwającej ponad dekadę, by w przeciągu pół roku błyskawicznie odprawić sześciu kolejnych rywali.
Nie udał się Derricowi Rossy'emu (25-3, 14 KO) odwet za porażkę przed czasem sprzed czterech lat. Eddie Chambers (36-2, 18 KO) znów okazał się lepszy, z tą tylko różnicą, że tym razem wypunktował "El Leona" na dystansie dwunastu rund. Po drodze 30-letni Rossy zapoznał się nawet z deskami. Po ostatnim gongu wszyscy trzej sędziowie opowiedzieli się za "Szybkim Eddiem", choć wyniki na poszczególnych kartach punktowych były bardzo rozbieżne: 115-112, 117-110 i 120-107.
Przed walką, która wyłoniła pierwszego finalistę turnieju eliminacyjnego organizacji International Boxing Federation, Chambers notowany był w rankingu na czwartym miejscu, natomiast Rossy okupował jedenastą lokatę. W drugim pojedynku spotkać mają się Samuel Peter (34-4, 27 KO) i Maurice Harris (24-14-2, 10 KO). Na zwycięzcę tej potyczki czeka już Chambers. Triumfator turnieju powinien w 2012 roku zaboksować z Władimirem Kliczko (55-3, 49 KO) lub pięściarzem, którzy zamieni go na tronie federacji IBF.
Dzisiaj w Koninie, w Hali Sporotwej KDK przy ul. Dworcowej 2, Poznański Klub Bokserski i Klub Bokserski Zagłębie Konin będą organizatorami meczu rewanżowego pomiędzy PKB Poznań i duńskim Boxteam Nord. Przypominamy, że w pierwszym meczu pięściarze z Poznania zremisowali na wyjeździe 12:12.
- W zespole Danii zastaliśmy ostre przetasowania wprowadzone przez trenera. Przyjedzie więc do nas jakby nowa drużyna, co może doprowadzić do zaciętego pojedynku. Jak będzie to się okaże. Natomiast nie bez znaczenia jest fakt, że niemcy wprowadzili system sędziowania w oparciu o jednego Polaka, trzech Niemców (którzy na codzień pracują w Danii) oraz jednego Duńczyka. Zapowiada się więc cięzki bój nie tylko w ringu - pwoiedział trener PKB Poznań Michał Nowak.
Ta walka miała być dla Arthura Abrahama (32-2, 26 KO) przetarciem przed pojedynkiem z uznawanym za głównego faworyta turnieju Super Six Andre Wardem (23-0, 13 KO). Niestety nie była, bo już w drugiej rundzie Stjepan Bozic (24-5, 15 KO) odniósł groźną kontuzję i zmuszony był zrezygnować z dalszej walki.
Po kilkudziesięciu sekundach drugiej odsłony 36-letni Chorwat zepchnął "Króla Artura" na liny i tam zaatakował jego korpus, lecz niefortunnie trafił w łokieć i najprawdopodobniej złamał lewą rękę. Oficjalny werdykt brzmi: Arthur Abraham wygrywa przez techniczny nokaut.
O samym pojedynku wiele napisać nie można, bo zakończył się, nim na dobre się zaczął. Abraham wydawał się być aktywniejszy niż zwykle, lecz można to tłumaczyć niższą klasą przeciwnika. Sam Bozic ambitnie podejmował wymiany i z pewnością nie zamierzał poddać się bez walki. Założeniem 30-letniego Abrahama miało być przeboksowanie dziesięciu rund i przywrócenie pewności siebie.
Po przerwaniu walki Arthur rozkładał bezradnie ręce, lecz to wszystko co mógł w tej sytuacji zrobić. Na plus można odnotować jego postawę po zakończeniu pojedynku. Dwie porażki z rzędu były dla aroganckiego niegdyś Abrahama prawdziwą lekcją pokory. "Król Artur" wyznał, że wkrótce rozpocznie przygotowania do walki ze znakomitym Amerykaninem i da z siebie wszystko oraz będzie posłusznie wykonywał polecenia swojego trenera.
Szybki wywiad mistrzem świata w kategorii cruiser Steve'em Cunninghamem (23-2, 12 KO), który już dzisiaj wieczór wejdzie do ringu w Muelheim, aby bronić swojego pasa federacji IBF. Naprzeciwko niego stanie pochodzący z Serbii, 31-letni oponent Enad Licina (19-2, 10 KO). Na uwagę zasługuje fakt, że utalentowany ‘USS Cunningham’, jedyne porażki w karierze poniósł tylko z Polakami, Krzysztofem Włodarczykiem w 2006 roku i Tomaszem Adamkiem dwa lata później. Dzisiaj pięściarz z Philadelphii, wystąpi w roli murowanego faworyta, za którym będą przemawiać zarówno warunki fizyczne, szybkość, jak również doskonała technika. Poniżej Steven zdradza kto jest jego ulubionym bokserem, kiedy ostatni raz płakał, a także między innymi jakiej muzyki słucha, kogo zaprosiłby na obiad i nad jakim komiksem pracuje.
- Wiek rozpoczęcia treningów bokserskich?
Steve Cunningham: Miałem wtedy 19 lat.
- Pierwsze bokserskie wspomnienie?
SC: Moja pierwsza amatorska walka. Byłem wtedy w wojsku i pokonałem mistrza marynarki w wadze półciężkiej.
- Co cię motywuje?
SC: To, aby być zawsze najlepszym.
- Najlepszy pięściarz wszech czasów?
SC: Chris Byrd, ponieważ znam go osobiście i to super gość. Dwa razy był mistrzem świata wagi ciężkiej pomimo, że jest taki mały. On bardzo wierzy w Jezusa i na pewno to mu również pomogło.
Jak poinformowała Europejska Unia Boksu (EBU), Jamel Bahki (21-3-2, 5 KO) zrezygnował z tytułu oficjalnego pretendenta do będącego w posiadaniu Grzegorza Proksy (22-0, 15 KO) pasa mistrza Unii Europejskiej. Pięściarze mieli się o to trofeum zmierzyć w marcu lub kwietniu, ale Belg nie ma ochoty wchodzić do ringu z utalentowanym Polakiem. Wcześniej status oficjalnego pretendenta oddawali bez walki między innymi Affif Belghecham i Thomas Troelenberg.
Jednocześnie EBU postanowiło jako kolejnego obowiązkowego rywala Grzegorza wyznaczyć Hiszpana Pablo Navascuesa (25-1-1, 16 KO). Przetarg na walkę odbędzie się 1 marca.
Navascues do tej pory wygrał 25 z 26 zawodowych pojedynków. W przeszłości dzierżył pas mistrza Hiszpanii i interkontyneantalny pas WBF. W swoim ostatnim występie pokonał większościową decyzją sędziów Luisa Rodrigueza i zdobył mało znaczący tytuł WBC Latino.
Pierwszym tegorocznym rywalem Marco Hucka (31-1, 23 KO) w kolejnej obronie pasa WBO będzie ex-mistrz świata WBC wagi jr. ciężkiej, Giacobbe Fragomeni (27-3-1, 11 KO). Do wspomnianej rywalizacji dojdzie 2 kwietnia podczas gali boksu zawodowego w Halle.
Przypominamy, że niewiele brakowało by prawie 42-letni Włoch skrzyżował rękawice z Alexandrem Frenkelem, innym podopiecznym Wilfrieda Sauerlanda, w pojedynku o pas czempiona Starego Kontynentu. Tym razem stawka pojedynku będzie wyższa...
Ostatnio głośno w świecie boksu o obiecującym zdaniem niektórych Tysonie Fury (13-0, 9 KO). Teraz jednak na chwię głośniej zrobiło się o jego ojcu - Johnie, który usłyszał właśnie wyrok skazujący go na jedenaście lat więzienia. To konsekwencja bójki ulicznej, w jakiej John pozbawił swojego "przeciwnika" oka.
Ojciec Tysona (obaj na zdjęciu) również był bokserem wagi ciężkiej. Skończył swoją przygodę z ringiem zawodowym z bilansem 8-4-1, a najważniejszą walkę stoczył w październiku 1991 roku, przegrywając przez nokaut w trzeciej rundzie z późniejszym mistrzem świata Henrym Akinwande.
Notowany na 14. miejscu przez federację World Boxing Organization Karo Murat (23-1, 13 KO) udanie powrócił do ringu po porażce z rąk Nathana Cleverly (21-0, 10 KO). 27-letni Niemiec nie miał większych problemów z pokonaniem twardego jak skała Christiana Cruza (12-12-1, 10 KO).
Precyzyjny i chłodno myślący Murat przeważał we wszystkich ośmiu odsłonach, w drugim starciu zafundował nawet rywalowi deski. Ciosy, które przyjął dziś Cruz mogłyby znokautować kilku innych pięściarzy, ale ambitny Amerykanin ani przez chwilę nie myślał o poddaniu się i dzięki swojej wojowniczej postawie dał kibicom niemało emocji.
37 lat temu w Sheffield przyszedł na świat Naseem Hamed (36-1, 31 KO), syn pochodzących z Jemenu emigrantów, którego na zawodowych ringach nazywano ‘Księciem’. Jeden z najlepszych i najbardziej efektownie walczących pięściarzy kategorii piórkowej w historii boksu zawodowego.
Na mistrzowskim tronie panował od 1995 do 2000 roku, staczając w tym czasie 15 udanych obron. Każdy jego pojedynek przyciągał kibiców jak magnes, gdyż znany z niecodziennego stylu, szybkości i refleksu ‘Prince’, szokować i prowokować potrafił jak chyba nikt inny przedtem, ani potem.
Z okazji urodzin życzymy temu nietuzinkowemu pięściarzowi i showmanowi, który od 9 lat przebywa na sportowej emeryturze, wszystkiego najlepszego!
Kalle Sauerland, promotor Arthura Abrahama (31-2, 25 KO) nie ukrywa, że kierowana przez jego ojca grupa, Sauerland Event nadal pokrywa ogromne nadzieję z "Królem Arthurem". Kalle zdaje sobie sprawę, iż podczas dzisiejszej walki ze Stjepanem Bozicem (24-4, 15 KO), Abraham będzie pod ogromną presją kibiców.
- Porażka z Frochem była dla całej naszej grupy ogromnym rozczarowaniem. Kilka dni temu rozmawiałem z Abrahamem, który powiedział mi, że wymazał już z pamięci ostatnie niepowodzenia. Starcie z Bozicem będzie świetnym testem dla jego psychiki - mówił Sauerland. - Wszyscy wiedzą, iż potyczka z Andre Wardem jest priorytetem. To będzie niezwykle ciężka walka, ale Abraham nie raz udowadniał, że potrafi podnieść się po upadku. Wydaję mi się, iż styl Warda powinien bardziej odpowiadać Arthurowi. Zresztą teraz trzeba się skupić na pokonaniu Bozica, a dopiero potem myśleć o półfinale Super Six.
Bezpośrednią transmisję z gali w Mulheim przeprowadzi Polsat Sport Extra (od 18.00) i Polsat Sport (od 19.30).
Na 30 dni przed walką z niepokonanym Sergiejem Dzinzirukiem (37-0, 23 KO), król wagi średniej zmieścił się w wymaganym limicie 176 funtów. 12 marca w Foxwood Resort Casino w Mashantucket (Connecticut) blisko 36-letni Sergio Gabriel Martinez (46-2-2, 25 KO) zaboksuje o wakujący pas WBC Diamond.
- Trenuję do tej walki tak ciężko jak do pozostałych. Czuję się bardzo silny i 12 marca będę w doskonałej formie - oświadczył ważący 173 funty "Maravilla". - Nie mam wątpliwości, że ten rok będzie dla mnie jeszcze lepszy niż poprzedni. Chcę wspiąć się na szczyt P4P, więc zacznę od spektakularnej wygranej z groźnym Dzinzirukiem.
Francesco Pianeta (22-0-1, 13 KO), który w kwietniu 2009 roku zremisował z Albertem Sosnowskim w pojedynku o pas EBU-EU wagi ciężkiej, przed chwilą wygrał kolejny pojedynek. 26-letni Włoch wypunktował na dystansie ośmiu rund Samira Kurtagica (9-2, 7 KO).
Przypomnijmy, że dla Pianety była to zaledwie druga walka po ponad rocznej przerwie spowodowanej zmaganiami z ciężką chorobą.
Larry Holmes (69-6, 44 KO) to jeden z najwybitniejszych w historii mistrzów świata wagi ciężkiej, a zdaniem wielu nawet największy. Mało kto więc tak jak on ma prawo skrytykować stan obecnej królewskiej kategorii.
- To nawet nie są prawdziwi zawodnicy - mówi śmiejąc się pogromca między innymi Muhammada Ali czy Kena Nortona. - Nie oglądam dziś za dużo boksu. Oglądałem z ciekawości Evandera Holyfielda, lecz w mojej ocenie nie postępuje on dobrze dalej walcząc. On po prostu nie rozumie, że jest już stary.
Najciekawiej było jednak, gdy Larry został poproszony o porównanie wagi ciężkiej z lat 80. i tej obecnej - Najlepsi z obecnych bokserów mogliby być co najwyżej dobrymi sparingpartnerami. Moi partnerzy do treningu, czy choćby sparingpartnerzy Muhammada Ali, jak choćby na przykład Jimmy Young, pokonaliby obecnych mistrzów świata. Ron Lyle, Gerry Quary czy Ken Norton, oni wszyscy by byli dziś championami - stwierdził Holmes.
Przedstawiamy Wam w rozwinięciu niezwykle interesujący film o kubańskim boksie, wyprodukowany przez kanał Discovery Travel. W pierwszej części tego obrazu, autorzy ujawniają m.in. trzy główne sekrety, dzięki którym Kubańczycy od wielu lat królują na bokserskich ringach.
Sekret pierwszy: boks na Kubie przetrwał izolację. Bardzo niski standard życia Kubańczyków nie zabił w nich chęci, motywacji i talentu, dlatego wychowani na Gorącej Wyspie pięściarze zostają mistrzami świata. Tutaj zamiast gruszek używa się zużytych opon, a rękawice szyje się z płótna. To też jeden z powodów dlaczego Kubańczycy - jak mało którzy pięściarze - potrafią improwizować.
Druga tajemnica sukecesu kubańskiego boksu mówi: początkujący powinni najpierw nauczyć się bronić. Dlatego pierwszy rok treningów nowicjusze poświęcają na poznawanie tylko technik obronnych, mogąc przy tym zadawać od czasu do czasu tylko jedno uderzenie. Kubańczycy mówią: dobra obrona zabija strach.
Trzecią tajemnicą kubańskiego boksu jest to, że nie ma w nim miejsca na gniew i agresję. Dla małych chłopców z Wyspy Wolności boks jest po prostu zabawą. Nie mają oni zwykle dostępu do innych rozrywek, nie oglądają w telewizji bajek, czy np. kanału MTV. Dla nich największą przyjemnością jest wolny czas, który można wypełnić sportem.
Znakomite metody szkoleniowe i atmosfera podczas treningów to - rzecz jasna - kolejne powody dlaczego kubańscy bokserzy są uznawani za najlepszych na świecie. Na Kubie sekcje sportowe są często suplementem rodzin. Trenerzy-instruktorzy biorą czynny udział w życiu małych sportowców. Np. zwracają pilną uwagę na postępy w szkolnej edukacji swoich podopiecznych i jeśli mają oni niedostateczne wyniki w nauce, nie mają prawa przychodzić na salę treningową tak długo, aż się nie poprawią.
Z kolei większość rodziców doskonale rozumie jak ważną rolę odgrywa boks w rozwoju ich dzieci. Nie widzą oni w nim jedynie walki na pięści, czyli sportu, ale dostrzegają budowanie całego systemu motywacyjno-filozoficznego, który daje młodym adeptom boksu nadzieję na to, że mogą osiągnąć lepszą przyszłość i pomaga przezwyciężyć większość ich bieżących problemów.
Yoan Pablo Hernandez (24-1, 13 KO) odebrał Steve'owi Hereliusowi (21-2-1, 12 KO) pas tymczasowego mistrza WBA wagi junior ciężkiej, nokautując go w siódmym starciu.
26-letni Kubańczyk rozpoczął agresywnie, lecz szybko oddał inicjatywę walczącemu chaotycznie i bez pomysłu rywalowi. Problemy Hereliusa zaczęły się w czwartym starciu, kiedy odniósł kontuzję lewej nogi.
Francuz dotrwał do gongu, a w przerwie między rundami sędzia Steve Smoger pojawił się w jego narożniku i zapytał czy może kontynuować walkę. Herelius najpierw potwierdził, ale gdy obejrzał go lekarz, a Smoger zapewnił, że pojedynek zostanie uznany za nieodbyty, pięściarz zmienił zdanie i stwierdził, że nie wyjdzie do następnej odsłony. Po krótkiej konsultacji Smoger powrócił do narożnika mistrza i poinformował, że podliczone zostaną karty punktowe. Zaniepokojony Herelius natychmiast podjął decyzję i zapewnił, że może kontynuować walkę.
W piątej rundzie radził sobie całkiem dobrze i choć nie mógł ruszać się tyle co zwykle, to i tak nacierał na przeciwnika i o dziwo nie dawał mu się trafiać, popisując się dobrym balansem tułowia i odchyleniami głowy. Szóste starcie było już znacznie gorsze w wykonaniu championa, a Hernandez zwęszył szansę i rozpoczął rozbijanie przeciwnika. Pojedynek zakończył się w kolejnym starciu, kiedy Kubańczyk najpierw zranił Hereliusa lewym sierpowym, a chwilę później rzucił go na deski. Francuz zdołał powstać, ale chwilę później znów wylądował na macie ringu, a Steve Smoger przerwał walkę bez liczenia.
Hernandez zdobył tymczasowy pas WBA w wadze junior ciężkiej, co uczyniło go trzecim mistrzem tej dywizji z grupy Sauerland Event. Chwilę po zakończeniu pojedynku kubański uciekinier wyznał, że po raz kolejny będzie się ubiegał o wizę i zamierza odwiedzić swoją ojczyznę oraz zobaczyć się z członkami rodziny, których nie widział od ponad sześciu lat.

Dzisiejszej nocy na ringu w Guadalajarze powróci wspaniały Marco Antonio Barrera (66-7, 43 KO). Marzeniem "Mordercy o Twarzy Dziecka" jest zakończenie kariery z tytułami w czterech kategoriach wagowych. 37-letni wojownik pragnie dokonać tego jako pierwszy Meksykanin, lecz może zostać uprzedzony przez swego odwiecznego rywala Erika Moralesa (51-6, 35 KO), który już 9 kwietnia stanie przed szansą zdobycia pasa w czwartej dywizji. Jeżeli "El Terrible" nie zdoła uporać się z niebezpiecznym Marcosem Rene Maidaną (29-2, 27 KO), o swoją szansę będzie mógł zabiegać Barrera. Pierwszym warunkiem jest jednak pokonanie Jose Ariasa (15-1, 9 KO).
Miło nam poinformować, że ruszyła sprzedaż Oficjalnego Rocznika Polskiego Boksu 2010.
Oficjalny Rocznik Polskiego Boksu 2010 dokumentuje najważniejsze wydarzenia, jakie miały miejsce w polskim boksie zawodowym i amatorskim (olimpijskim) w ubiegłym roku. Oprócz kompletu wyników polskich pięściarzy i pięściarek osiągniętych w ciągu 2010 roku oraz wywiadów z Ludźmi Boksu, oferuje ciekawą dokumentację fotograficzną zawodów. Nasi dziennikarze i fotoreporterzy oprócz dokumentowania wydarzeń, które miały miejsce na polskich ringach, pracowali bowiem także poza granicami kraju: w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych.
ZOBACZ OFICJALNY ROCZNIK POLSKIEGO BOKSU 2010 >>
Oficjalny Rocznik Polskiego Boksu 2010 można kupić w sklepie Super Gym Sports . Do końca miesiąca lutego do nabycia w promocyjnej cenie 49 zł.
KUP OFICJALNY ROCZNIK POLSKIEGO BOKSU 2010 za 49 zł >>
KUP OFICJALNY ROCZNIK POLSKIEGO BOKSU 2009 za 19 zł >>
KUP ZESTAW OFICJALNYCH ROCZNIKÓW POLSKIEGO BOKSU 2009 + 2010 za 65 zł >>
Podczas gali w El Paso doszło do dwóch ciekawych dla kibiców potyczek. Pierwszy na ring wyszedł wielki David Rodriguez (34-0, 32 KO), który pomimo śiwetnego rekordu i jeszcze lepszych warunków fizycznych wciąż nie może doczeka się poważnego wyzwania. Dziś w nocy spotkał się ze skazanym na pożarcie Mattem Hicksem (13-6, 12 KO) i już pod koniec pierwszego starcia posłał na deski. Hicksa uratował jeszcze gong, ale Rodriguez dokończył egzekucję w drugiej odsłonie.
Znacznie więcej roboty miał Hector Camacho Jr (53-4-1, 28 KO), który już chyba nigdy nie dorówna sławą swojemu ojcu. Póki co jednak mańkut z Portoryko skrzyżował rękawice z Juanem Astorgą (14-6-1, 9 KO) i pokonał go po ośmiu jednostronnych rundach. Po ostatnim gongu sędziowie zgodnie punktowali przewagę Camacho (na zdjęciu) 79:73.
Teraz "Macho" zrobi sobie krótki odpoczynek i szybko powróci na salę treningową, bo już 11 marca czeka go o wiele trudniejsze zadanie, czyli potyczka z Juanem De la Rosą (20-3-1, 15 KO).