Juan Carlos Reveco (26-1, 15 KO) nie jest już mistrzem świata federacji WBA w wadze junior muszej. Argentyńczyk wczoraj oficjalnie oddał swój pas. Włodarze federacji narzucali mu obowiązkową obronę z tymczasowym championem - Romanem Gonzalezem (27-0, 23 KO), na co Reveco (na zdjęciu) nie miał specjalnej ochoty. Tym samym słynący z nokautującego ciosu Gonzalez stał się od dzisiaj pełnoprawnym mistrzem.
Przy okazji Reveco wysłał list do WBA z prośbą o umieszczenie go w kolejnym rankingu na pierwszym miejscu pretendentów w wyższej dywizji - muszej, co gwarantowałoby mu spotkanie z Jeanem Piero Perezem (18-3-1, 13 KO).
Niestety z przyczyn technicznych nie uda nam się dzisiaj przeprowadzic dla was transmisji na żywo z zawodów z cyklu Grand Prix PZB, które od wczoraj odbywają się w Białymstoku. Obiecujemy jednak zarejestrować dla naszych czytelników półfinały i finały tej bardzo interesującej imprezy, i bedziemy je sukcesywnie pokazaywać na naszym kanale YouTube.
Tymczasem w rozwinięciu prezentujemy wyniki wczorajszych walk eliminacyjnych.
W najbliższy poniedziałek ma zostać wyjaśniona sytuacja Rusłana Czagajewa (27-1-1, 17 KO), oficjalnego pretendenta do tytułu WBA w kategorii ciężkiej, który czeka na decyzję w sprawie pojedynku z czempionem tej organizacji, Davidem Haye’em (25-1, 23 KO). Tego dnia obradować będzie brytyjska komisja do spraw kontroli wydarzeń bokserskich, która podejmie decyzję, czy 32-letni Uzbek będzie mógł stoczyć walkę na terenie Wielkiej Brytanii.
Czagajew cierpi na wirusowe zapalenie wątroby typu B, a na Wyspach obowiązują bardzo restrykcyjne przepisy organizowania walk bokserskich. Zawodnik niemieckiej grupy Universum wielokrotnie zapewniał jednak, że ryzyko zarażenia rywala podczas walki praktycznie nie istnieje. - Absolutnie nie ma możliwości, że pięściarz, z którym walczę, zarazi się ode mnie. Z tego co tłumaczyli mi lekarze wynika, że antygen nie dostanie się do organizmu drugiego człowieka, bo nie jest to żaden wirus. Jeśli w miejsce rany rywala wlalibyśmy całe wiadro mojej krwi, wówczas i tak szanse na dostanie się antygenu do jego organizmu wynosiłyby zaledwie jedną tysięczną - tłumaczy Czagajew.
„Biały Tyson” był już mistrzem świata WBA w latach 2007-2009. Pas zdobył w 2007 roku po zwycięstwie nad Nikołajem Wałujewem. Swojego trofeum obronił dwa razy w walkach z Mattem Skeltonem i Carlem Drummondem. Z powodu dolegliwości nie dopuszczono go do rewanżu z Wałujewem, który miał odbyć się pod koniec maja 2009 roku w Helsinkach. Trzy tygodnie później Czagajew przegrał walkę o pasy IBF, IBO i WBO z Władimirem Kliczką, Mimo że tytuł WBA nie mógł być stawką pojedynku. "Biały Tyson" stracił trofeum, a pełnoprawnym mistrzem uczyniono Wałujewa, który wcześniej posiadał tytuł tymczasowy.
- Proces rehabilitacji Aleksandra po kontuzji ręki idzie zgodnie z planem i jest już praktycznie zakończony – poinformował Władimir Hriunow, menedżer mistrza olimpijskiego z Aten Aleksandra Powietkina (21-0, 15 KO). Poważnej kontuzji prawej ręki 31-letni Rosjanin nabawił się w początkowej fazie grudniowej walki z Nicolaiem Firthą, ale mimo to zdołał wygrać ten pojedynek na punkty.
W połowie lutego Powietkin uda się na obóz treningowy w Kisłowodsku. Pierwotnie planowano, że podopieczny Teddy’ego Atlasa pojedzie tam już w pierwszych dniach lutego, jednak trenerzy dokonali korekty w planie przygotowawczym niepokonanego na zawodowych ringach zawodnika. - W tej chwili Sasza trenuje w dobrze znanych przez siebie warunkach w Czechowie. W środku lutego pojedzie na obóz do Kisłowodska, który potrwa trzy tygodnie – zdradził Hriunow. Jak informowano wcześniej, kolejna walka Rosjanina powinna odbyć się w kwietniu.
TEDDY ATLAS O PRZYCZYNACH ODWOŁANIA WALKI Z KLICZKĄ W ROZMOWIE Z BOKSER.ORG >>
W zestawieniu WBA Powietkin zajmuje drugą pozycję, w rankingu WBO – trzecią, a na liście WBC – czwartą. We wrześniu ubiegłego roku pięściarz miał walczyć z Władimirem Kliczką o pasy IBF, IBO i WBO, ale na ten pojedynek nie zgodził się Atlas, argumentując, że jego zawodnik nie dysponuje jeszcze odpowiednim doświadczeniem.
Po niedawnym zwycięstwie nad Devonem Alexandrem (21-1, 13 KO), aktualny mistrz WBO i WBC w junior półśredniej Timothy Bradley (27-0, 11 KO) zrobił się dużo pewniejszy siebie. Po ostatnich zaczepkach w stronę Floyda Mayweathera Jr, Bradley postanowił sprowokować lidera większości list P4P Manny'ego Pacquiao (52-3-2, 38 KO), twierdząc, że jest właśnie tym, który go pokona.Coraz częściej w świecie boksu pojawia się pytanie, dlaczego Amir Khan (24-1, 17 KO) nie dąży do rewanżu z jedynym swoim dotąd pogromcą, mocno bijącym Breidisem Prescottem (23-2, 19 KO), który ponad dwa lata temu znokautował Anglika w niecałą minutę. Mistrz świata federacji WBA kategorii junior półśredniej w końcu zabrał głos w tej sprawie.
- Gdybym go teraz pokonał, to byłby dla mnie krok w tył. Prescott przecież przegrał dwie z ostatnich czterech walk. Pozwólmy mu najpierw odbudować się w rankingach, a wtedy się do niego odezwiemy. Nie chciałbym usłyszeć po tym jak go znokautowałem, że dokonałem tego, ponieważ on ma słaby okres i jest na pochyłej. Nie chcę potem słuchać żadnych wymówek - powiedział Khan.
Mistrz świata IBF w wadze półśredniej, Dejan Zaveck (30-1, 17 KO) 18 Lutego przystąpi do swojej trzeciej obrony tytułu. Przeciwnikiem doskonale znanego polskim kibicom Słoweńca, będzie Paul Delgado (25-9-1, 4 KO). Zaveck liczy, że walka z Amerykaninem może być dla niego przepustką do zrobienia kariery w Stanach Zjednoczonych.
- Starcie z Delgado sprawi, iż kibice za Oceanem usłyszą moje nazwisko, dlatego ta potyczka jest dla mnie bardzo ważna. Jeśli chce myśleć o walkach z takimi pięściarzami jak Mayweather czy Mosley, muszę w najbliższym starciu pokazać klasę - mówił Zaveck, który w swoim ostatnim pojedynku pokonał na punkty Rafała Jackiewicza.
Mistrz olimpijski z Pekinu, James DeGale (9-0, 7 KO), narzucił sobie bardzo mocne tempo na zawodowych ringach. 25-letni Brytyjczyk nie ma jeszcze na koncie dziesięciu walk, a już ostrzy sobie zęby na pojedynek ze sławnym Carlem Frochem (27-1, 20 KO), który obecnie zasiada na tronie WBC w kategorii super średniej.
"Kobra" ma ogromną przewagę w doświadczeniu, ale na innych polach bynajmniej nie dystansuje swego młodego rodaka. Pewny siebie DeGale jest więc przekonany, że poradziłby sobie z dwukrotnym mistrzem świata i ma nadzieję, że szansa na walkę z nim nadarzy się w ciągu najbliższych osiemnastu miesięcy.
- Wygrałbym z nim. Nigdy nic nie wiadomo, ta walka może się odbyć w ciągu najbliższych osiemnastu miesięcy - uważa "Chunky". - Kiedy skończy się Super Six, to nasz pojedynek byłby wielkim wydarzeniem na Wyspach. Jeżeli nadal będę szedł jak burza, a Carl wygra turniej, to będziemy mieć kapitalną okazję na zorganizowanie tego przedsięwzięcia. Na chwilę obecną trudno mówić mi o przyszłości, ale wkrótce ogłosimy nazwisko mojego następnego rywala.
Największa polska grupa boksu zawodowego Knockout Promotions przyspiesza, w przeciągu 3 miesięcy zorganizuje aż 5 gal bokserskich z cyklu Wojak Boxing Night. Pierwsza gala czeka nas już 5 marca w Krynicy, jej główny wydarzeniem będzie 12-rundowa walka o pasy WBC Baltic i WBA International z udziałem Pawła Kołodzieja (27-0, 16 KO).
Druga gala, również zapowiadana na BOKSER.ORG odbędzie się 2 kwietnia w Bydgoszczy, gdzie w walce wieczoru tytułu mistrza świata federacji WBC w kategorii junior ciężkiej bronił będzie Krzysztof Włodarczyk (44-2-1, 32 KO). Rywalem Polaka będzie oficjalny pretendent wyznaczony przez organizację WBC Francisco Palacios (20-0, 13 KO). Na tejże gali wystąpią też inni pięściarze grupy Knockout Promotions walczący w kategorii junior ciężkiej.
Trzecia gala odbędzie się 14 maja w Rzeszowie, które jest rodzinnym miastem bardzo popularnego w tym miejscu Dawida Kosteckiego (35-1, 24 KO). Za wcześnie jeszcze wyrokować z kim o co zawalczy popularny "Cygan", ale włodarze grupy zapowiadają walkę o pas WBA bądź o pas EBU.
Czwarta gala z cyklu Wojak Boxing Night ma się odbyć 28 maja w Kętrzynie. Miejscem zmagań pięściarzy Knockout Promotions będzie tamtejsza hala MOSiR. Karta walk i bohater wieczoru nie są jeszcze publicznie znani.
Wreszcie piąta gala ma się odbyć w Ełku, gdzie grupa Andrzeja Wasilewskiego gościła już w listopadzie 2009 roku. Miejscem rozgrywek bokserskich również będzie hala MOSiR, a zawody planowane są na 25 czerwca.
25 kwietnia były mistrz świata w pięciu kategoriach wagowych Floyd Mayweather Jr (41-0, 25 KO) stanie przed sądem i odpowie na zarzuty dotyczące pobicia ochroniarza.
Do zajścia pomiędzy 33-letnim Amerykaninem a pracownikiem firmy ochroniarskiej doszło 15 listopada. Jeśli pięściarz zostanie uznany za winnego, wówczas grozi mu sześć miesięcy pozbawienia wolności i kara w wysokości 1000 dolarów.
Kwietniowa rozprawa nie będzie jedynym spotkaniem z wymiarem sprawiedliwości, które w najbliższym czasie czeka Mayweathera. 10 marca odbędą pierwsze przesłuchania w sprawie pobicia byłej partnerki i matki jego dzieci Josie Harris.
Po porażce z Odlanierem Solisem, dziś w nocy Chauncy Welliver (46-5-5, 16 KO) zanotował już jedenaste zwycięstwo z rzędu. To wszystko zapewniło mu 12. miejsce w rankingu federacji WBC oraz 9. według WBO.
Broniący regionalnego pasa WBC Continental Americas pięściarz z Nowej Zelandii już w trzeciej rundzie posłał na deski powracającego do sportu po dwunastu latach Jamesa Hayesa (22-3, 18 KO). Amerykanin dotrwał do przerwy, jednak już w czwartym starciu Welliver (na zdjęciu) dokończył dzieło zniszczenia. Tym samym przedłużył swoje szanse na czerwcową potyczkę z Davidem Tuą, o której w kuluarach mówi się od jakiegoś czasu.
Niezbyt dobre stosunki panowały ostatnio na linii Władimir Kliczko (55-3, 49 KO) kontra stacja HBO. Wszystko zaczęło się od absurdalnej decyzji tej telewizji, której włodarze postanowili bojkotować większość walk ukraińskich braci. Podobno ich pojedynki bywały nudne - no i może czasem bywają, ale tylko dlatego, że bracia po prostu o kilka klas wyprzedzają swoich rywali.
Konflikt ten narastał, a gdy ostatnio Bob Arum ze swoim Mannym Pacquiao dogadali się z Showtime zamiast HBO, Władimir (na zdjęciu) głośno i dosadnie przyklaskiwał im takiej decyzji. Ponadto w każdym wywiadzie zapytany o największe zło światowego boksu, konsekwentnie mówi... HBO.
Może czas więc zakopać topór wojenny? Wszak Władimir mając nawet lukratywny kontrakt z niemiecką telewizją RTL nigdy nie zarobi tyle, ile mógłby zarobić z HBO. Druga strona natomiast w końcu mogłaby pokazać amerykańskiej publiczności może nie najefektowniejszego, lecz z pewnością jednego z najlepszych w historii mistrzów wagi ciężkiej.
Władimir kolejny pojedynek stoczy 30 kwietnia w Mannheim z Dereckiem Chisorą (14-0, 9 KO) - pięściarzem na pewno utalentowanym, lecz dużo mniej utytułowanym niż jego poprzednicy, jak choćby Rusłan Czagajew. Mimo wszystko, przynajmniej według informacji podanych w serwisie ESPN, szefowie stacji HBO zaczęli negocjacje w sprawie transmisji tej potyczki. Czyżby więc nastąpił jakiś przełom? A może po prostu specjaliści amerykańskiej stacji widzą w pyszałkowatym Angliku nowego mistrza?
Jedno jest pewne - Kliczce należy się szacunek, który niestety czasem nie jest mu okazywany...
W Białymstoku wystartował wczoraj Turniej o Grand Prix PZB, którego finały zostaną rozegrane jutro. Turniej zapowiada się niezwykle interesująco. Jak mówi Stanisław Wąsowski – znany szkoleniowiec białostockiego „Hetmana” i przedstawiciel Organizatora – zawody te cieszą się olbrzymim zainteresowaniem. Dość powiedzieć, że mamy już 112 zgłoszonych zawodników z 35 klubów, reprezentujących barwy wszystkich Okręgów.
Tak duże zainteresowanie turniejem jest z pewnością powodem do zadowolenia dla Wydziału Wyszkolenia. Daje bowiem szansę na przegląd aktualnego stanu poziomu startowego zawodników, zarówno jeżeli chodzi o czołówkę, jak i o bezpośrednie zaplecze.
- Jest to niezwykle istotne, szczególnie w tym sezonie, który zadecyduje o możliwości ubiegania się polskich zawodników o olimpijskie laury – mówi V-ce Prezes PZB ds. Wyszkolenia Zdzisław Nowak. – Wiadomo bowiem, że tegoroczną kwalifikacją do londyńskich Igrzysk dla mężczyzn będą Mistrzostwa Świata.
Warto jednak zwrócić uwagę, że tak duża ilość startujących zmusza Organizatorów do intensyfikacji działań gwarantujących sprawne przeprowadzenie turnieju. Stąd apel Organizatorów do uczestników białostockiego Grand Prix PZB – związany z koniecznością wprowadzenia pewnych przesunięć czasowych do Programu Turnieju – aby dotarli oni do miejsca zawodów możliwie jak najwcześniej (HOTEL TURKUS, Białystok, ul. Jana Pawła II 54).
Teddy Atlas, ekspert telewizji ESPN i szkoleniowiec mistrza olimpijskiego Aleksandra Powietkina (21-0, 15 KO) dokonał porównania Władimira i Witalija Kliczków, a więc dwóch potencjalnych rywali jego podopiecznego w kategorii ciężkiej. Zdaniem Amerykanina, minimalnie trudniejszym rywalem dla jego zawodnika byłby starszy z braci, 39-letni Witalij.
Atlas uważa, że głównymi atutami Władimira Kliczki (55-3, 49 KO), mistrza świata federacji IBF, IBO i WBO jest siła fizyczna, dobre wyczucie dystansu, świetny lewy prosty oraz konsekwencja w prowadzeniu walki - Władimir jest bardzo silny fizycznie i dysponuje bardzo mocnym ciosem – mówi szkoleniowiec. - Potrafi świetnie utrzymywać dystans. Odległość od przeciwnika kontroluje lewym prostym i wychodzi mu to na dobre, w przeciwieństwie do rywala.. Sprawia, że przeciwnik musi podjąć ryzyko. Wtedy Kliczko szuka sposobności, aby skarcić go uderzeniem z prawej ręki. Jest w tym wszystkim bardzo konsekwentny. Kiedy rywal podchodzi zbyt blisko, wówczas Kliczko go przytrzymuje. Doskonale wie, że nie jest stworzony do walki w półdystansie – tłumaczy Atlas.
- Starszy z braci Kliczków również walczy na dystans, z korzyścią dla siebie i szkodą dla rywala. Witalij daje przeciwnikowi więcej szans, częściej pozwala mu na włączenie się do prawdziwej walki. Wyprowadza więcej ciosów i podejmuje nieco większe ryzyko. Jest też trochę mocniejszy psychicznie od brata – tak Amerykanin charakteryzuje Witalija Kliczkę (41-2, 38 KO) mistrza świata organizacji WBC.
Atlas twierdzi, że decyzja należała tylko do niego, to wolałby, aby w ringu z Powietkinem stanął 34-letni Władimir. - Wybierając rywala dla mojego zawodnika, zawsze wolałbym wskazać mocniejszego fizycznie, ale słabszego mentalnie. Wybrałbym zatem Władimira. Uważam, że mocna psychika jest większym atutem niż siła fizyczna – twierdzi Atlas, który w przeszłości trenował takich pięściarzy, jak Mike Tyson, Michael Moorer czy Michael Grant.
Do zawodów Grand Prix PZB na ringu w hali I LO w Białymstoku przy ul. Brukowej 2 przystąpiło 99 pięściarzy z 36 klubów z całej Polski. Emocjonujące pojedynki obserwował Prezes PZB, Jerzy Rybicki, dając schodzącym z ringu pięściarzom cenne uwagi mistrza - troska jest tym większa że zbliżają się Igrzyska Olimpijskie w Londynie, a nic tak nie motywuje jak widoczne zainteresowanie Mistrza (dla przypomnienia: medalista mistrzostw świata i Europy, brąz na Igrzyskach w Moskwie (1980) i złoty krążek olimpijski w Montrealu (1976), legenda i wzór dla polskich bokserów w zeszłym i obecnym stuleciu - to budzi respekt i poważanie)
Na trybunach nie zabrakło oczywiście Jerzego Kuleja - jedynego - jak dotąd - podwójnego złotego medalistę olimpijskiego w boksie. Fenomenalny, charyzmatyczny człowiek boksu, który wie kiedy zaatakować, a kiedy odpuścić - to taka wewnętrzna intuicja napędzająca tego Małego Rycerza z wielkim sercem. Ten magnetyzm i teraz przyciąga młodych adeptów pięściarstwa i kibiców którzy co chwila podbiegali do uśmiechniętego fechmistrza pięści.
Może właśnie dlatego walki stały na tak wysokim poziomie, a może wzrasta poziom wyszkolenia naszych zawodników? Dlatego zapraszamy wszystkich sympatyków pięściarstwa na niedzielne finały na godzinę 11.00. Białystok zaprasza!
W rozwinięciu wyniki walk półfinałowych
38 lat temu, 4 lutego 1973 roku w Montebello w słonecznej Kalifornii Cecilia De La Hoya urodziła chłopczyka, któremu nadano imię Oscar. Bardzo szybko okazało się, że podobnie jak dziadek Vicente i ojciec Joel, również i on zakochał się w boksie. Z wzajemnością.
Ukoronowaniem owocnej kariery amatorskiej, podczas której Oscar zwyciężył w ponad 200 turniejach, było wywalczenie w 1992 roku złotego medalu w kategorii lekkiej na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie. W sumie De La Hoya stoczył 223 zwycięskie pojedynki, w tym aż 163 zakończył przed czasem, przy zaledwie 5 porażkach. Po przejściu na zawodowstwo, gwiazda ‘Złotego Chłopca’ rozbłysła pełnym blaskiem. Zdobywał mistrzostwo świata w sześciu różnych kategoriach wagowych. Zwyciężał między innymi takie sławy jak Jesse James Leja, Julio Cesar Chavez, Pernell Whitaker, Ike Quartey, Arturo Gatti, czy Fernando Vargas.
Obecnie Oscar De La Hoya (39-6, 30 KO) przebywa na sportowej emeryturze, zarządzając jedną z najpotężniejszych grup promotorskich ‘Golden Boy Promotions’. Jeden z najbardziej znanych i lubianych pięściarzy świata jest żywym ucieleśnieniem amerykańskiego snu. To utalentowany biznesmen, na którego koncie znajduje się ogromna fortuna. Poniżej przedstawiamy wypowiedź mistrza, która dotyczy jego pierwszego finansowego przedsięwzięcia.
Zapraszamy na wywiad ze Steve'em Hereliusem (21-1-1, 12 KO), który już 12 Lutego będzie bronił tytułu mistrza świata WBA interim, w pojednyku z Pablo Hernandezem (23-1, 12 KO). Walka ta będzie o tyle ciekawa, iż jej zwycięzca zostanie zaproszony do organizowanego w kategorii cruiser, turnieju 'Super Six' i niewykluczone, że w pierwszej fazie turnieju zmierzy się z naszym Krzysztofem Włodarczykiem.
- Wcześniej z powodzeniem radziłeś sobie w wadze ciężkiej, zdecydowałeś się jednak przejść kategorię niżej. Co było powodem takiej decyzji?
Steve Herelius: Zdecydowałem się na taki krok, ponieważ wraz moim obozem uznaliśmy, że w cruiser lepiej wykorzystam swoje atuty. Po prostu jestem w wadze junior ciężkiej szybszy i bardziej wszechstronny.
We wrześniu oczy świata będą zwrócone na Wrocław. Tomasz Adamek zmierzy się z jednym z braci Kliczków. O najsłynniejszych walkach bokserskich mistrzów staczanych na stadionach świata - pisze Tomasz Targański z Gazety Wrocławskiej.
Wrześniowa walka Tomasza Adamka z którymś z braci Kliczków będzie historycznym wydarzeniem z paru powodów: będzie pierwszym w dziejach pojedynkiem o mistrzostwo świata kategorii ciężkiej, który odbędzie się w Polsce, po drugie będzie to pierwsza walka o mistrzostwo świata, którą zawodnicy stoczą na polskim stadionie.
Propozycja walki na stadionie piłkarskim sama w sobie jest nobilitacją. Boks od zawsze był i pozostał starciem wielkich osobowości. Coś więcej poza umiejętnościami musi bowiem ściągnąć kilkadziesiąt tysięcy ludzi na trybuny.
W upalny wieczór 8 czerwca 1933 roku naprzeciw siebie stanęli Max Baer i Max Schmeling. Żaden z nich nie był wówczas mistrzem świata, a obserwowało ich 65 tys. kibiców. Tego dnia reprezentowali coś więcej niż samych siebie. Max Baer był dotychczas znany jako błazen i dandys. Teraz wszedł do ringu ze śmiertelnie poważną miną. Na czarnych spodenkach widniała sześcioramienna gwiazda Dawida - Baer był z pochodzenia Żydem. Parę miesięcy wcześniej w Niemczech do władzy doszła odwołująca się do antysemickich haseł partia nazistowska. Schmeling był zaś postrzegany jako narzędzie w rękach Hitlera.
Tomas Rojas (35-12-1, 23 KO) obronił po raz pierwszy tytuł mistrza świata federacji WBC kategorii super muszej. Meksykanin po dwunastu rundach jednogłośnie na punkty pokonał na japońskim ringu miejscowego "zabijakę", Nobuo Nashiro (14-3-1, 9 KO).
Obraz walki nie zmieniał się praktycznie od początku do końca. Pretendent natychmiast ruszył do ostrego ataku, a znacznie wyższy Rojas wdał się w rolę defensywnego boksera, kontrując ciosami prostymi rozpędzonego przeciwnika. Japończyk dodatkowo w siódmym starciu został ukarany ostrzeżeniem za niebezpieczny atak głową. Nashiro zyskał w końcu przewagę w dziesiątej i jedenastej odsłonie, ale mistrz przypieczętował swoją wygraną w ostatnich sekundach. Po ostatnim gongu sędziowie punktowali 114:113, 116:113 i 116:111 na korzyść Tomasa.
- Jestem bardzo szczęśliwy. Nashiro okazał się twardzielem, bił mocno, ale pokonałem go moją techniką i szybkością - powiedział zaraz po ogłoszeniu werdyktu Rojas.
Ubiegłej nocy kolejną dużą niespodziankę sprawił Brian Vera (18-5, 11 KO), który po dziesięciu rundach okazał się lepszy od byłego mistrza świata wagi junior średniej i zwycięzcy pierwszej edycji "Contendera" - Sergio Mory (22-2-2, 6 KO).
Przed walką obydwaj zawodnicy zmieścili się w umownym limicie 163 funtów. Zaraz po pierwszym gongu zarysowała się przewaga silniejszego fizycznie Very. "Latynoski Wąż" wyraźnie przegrał trzy pierwsze starcia i dopiero czwarta odsłona była w jego wykonaniu nieco lepsza.
Po kolejnej bardzo wyrównanej rundzie ulubieniec publiczności odzyskał kontrolę nad przebiegiem walki w szóstym starciu. Następne starcie to znów dominacja Very, który coraz mocniej rozbijał pogromcę samego Vernona Forresta. W tym czasie Mora miał już poważne rozcięcie nad lewym okiem i świeże nad prawym.
"Latynoski Wąż" nie zaboksował w ostatnich dziewięciu minutach, jak pięściarz, któremu zależy na odrobieniu strat i zwycięstwie, lecz wolał się skupić na dotrwaniu do ostatniego gongu. Skuteczna okazała się wprawdzie taktyka obijania tułowia rywala, lecz nawet gdy ciosy ex-championa zaczęły robić wrażenie, Mora nie skorzystał i nie postawił wszystkiego na jedną kartę. Sędziowie nie byli jednomyślni, ale ostatecznie wskazali właściwego pięściarza. Punktacja: 94-96, 96-94, 94-96.
Tym samym nie udał się Sergio Morze powrót po głośnym remisie z Shanem Mosleyem (46-6-1, 39 KO) we wrześniu ubiegłego roku. Z kolei Vera odniósł zwycięstwo, którego potrzebował, by zachować pozycję cenionego testera, mocno zachwianą po czterech porażkach we wcześniejszych pięciu walkach. Przypomnijmy, że w marcu 2008 roku Brian sensacyjnie zastopował Andy'ego Lee, któremu Emanuel Steward wróży wielką karierę.
Tomasz Adamek pokonał Pawła Zagumnego w piątkowym starciu w 1/8 finału plebiscytu Asy Dekady. W ćwierćfinale naszego boksera czeka pojedynek z Robertem Kubicą. Tomasz Adamek uzyskał blisko 70 tysięcy Waszych głosów (64 procent) i awansował do kolejnej fazy naszego plebiscytu.
Paweł Zagumny żegna się a plebiscytem - na siatkarza zagłosowało blisko 40 tysięcy Internautów (36 procent). Teraz na Tomasza Adamka czeka Robert Kubica. Kto z tej dwójki awansuje do półfinału? Odpowiedź na to pytanie poznamy w następnym tygodniu.
Piotr Wilczewski (28-1, 9 KO) przygotowuje się do pojedynku z Aminem Asikainenem (28-3, 19 KO), z którym 4 marca w Helsinkach zmierzy się o wakujący tytuł mistrza Europy kategorii super średniej. Polak przygotowuje się obecnie w klubie "Maximus" ze swoim trenerem Andrzejem Gmitrukiem. Zapraszamy na fragment tarczowania.
Zdaniem niektórych dysponujący nokautującym ciosem Lateef Kayode (16-0, 14 KO) jest przyszłym championem kategorii cruiser, ale dziś w nocy teoria ta została trochę podważona przez Nicholasa Iannuzzi (16-2, 9 KO).
Co prawda Kayode (na zdjęciu) wygrał jednogłośną decyzją sędziów, ale gdyby nie ostrzeżenie za uderzenie po ostatnim gongu, jeden z nich dałby nawet Iannuzziemu remis. Wszystko zaczęło się zgodnie z planem i Lateef zyskał sporą przewagę, lecz wraz z upływem czasu pojedynek stawał się coraz bardziej wyrównany. Ostatecznie po dziesięciu rundach obchodzący niedługo 28. urodziny Nigeryjczyk (WBC #6, WBA #4, IBF #13, WBO #4) wygrał 95:94, 98:91 i 97:92.
Australijczyk o polskich korzeniach Ben Wrotniak (3-0, 1 KO) dobrze przygotował się w Polsce, dzięki czemu wygrał swoją trzecią walkę zawodową i zaliczył pierwszy nokaut w karierze. Rywalem pięściarza był Bob Gasio (11-17, 3 KO). Zapraszamy na ostatni film z udziałem sympatycznego Bena, który zarejestrowaliśmy w warszawskiej Gwardii.
Pracujący jeszcze niedawno z Tomaszem Adamkiem amerykański trener Ronnie Shields pomagał naszemu "Góralowi" pokonać Chrisa Arreolę (30-2, 26 KO). Teraz zmienił obóz i pomaga "Koszmarowi". Pierwsze efekty było widać w miniony piątek, kiedy Chris już w pierwszej rundzie rozprawił się z groźnym Joeyem Abellem.
- Biorąc pod uwagę, że razem pracowaliśmy zaledwie trzy tygodnie, uważam występ Chrisa za bardzo udany. Zawsze wiedziałem, że fajny z niego chłopak, co było jednym z powodów podjęcia z nim współpracy. Co do jego wagi jeszcze nie mam wyrobionego zdania, bowiem dopiero zacząłem z nim pracować. Powiedziałem mu jasno, że nie przywiązuję uwagi do jego kilokramów, a przecież wszyscy go ciągle o to pytają. Dla mnie ważniejsze od jego wagi jest to, żeby regularnie i bardzo ciężko trenował. On się zgodził, ostro pracował z moim trenerem od przygotowania fizycznego Brianem Caldwellem i choć nie kazałem mu tego kontrolować, to jednak Arreola zbił trochę wagi. Wniósł na skalę 113 kilogramów, a i tak myślę, iż następnym razem, gdy na przygotowania będziemy mieli już sześć tygodni, będzie wazył jeszcze mniej. Nie chcę prorokować ile, jednak po sześciu tygodniach ciężkiego treningu będzie to pewnie około 109. kilogramów.
Shields przyznał również, że obserwuje Arreolę jeszcze od czasów amatorskich i podobno już wtedy wróżył mu wielką karierę - Zanim on jeszcze zaczął boksować w wadze ciężkiej mówiłem, że on może zostać w przyszłości mistrze królewskiej kategorii. Jest wystarczająco duży, szybki i silny, czyli jednym słowem ma wszystko co potrzebne. W mojej ocenie Chris może być jednym z najlepszych bokserów wagi ciężkiej, a jedyne czego potrzebuje, to dyscyplina. Ja natomiast nie wywieram na nim żadnej presji, tylko powiedziałem "Jeśli nie chcesz trenować i nie przyjdziesz na salę, mnie jutro tam też nie będzie". On się zgodził na taki układ i nie opuścił żadnego dnia. Pracował bardzo ciężko i wykonywał wszystko o co go poprosiłem, dlatego szczerze wierzę iż jeśli będzie konsekwentny, to już niedługo dopnie swego.
Zapytany o możliwości Arreoli, jego nowy trener przyznał szczerze - W mojej ocenie Chris może pokonać Davida Haye'a czy Władimira Kliczkę. Nie chciałbym jedynie rewanżu z Witalijem, bo Chris przegrał z nim wcześniej i nie wiem czy nie straciłby swojej pewności. Kiedy już jednak będzie często walczyć i w końcu zdobędzie tytuł mistrza świata, wtedy jego położenie się zmieni. On może być o 60% lepszy niż pokazał to w pojedynku z Witalijem - uważa były szkoleniowiec Mike'a Tysona czy Evandera Holyfielda.
Oscar De La Hoya (39-6, 30 KO), były mistrz sześciu kategorii wagowych, a obecnie szef potężnej grupy Golden Boy Promotions, po obejrzeniu ostatniej walki Julio Cesara Chaveza Jr. (42-0-1, 30 KO), uznał, że młody Meksykanin nie ma talentu do boksu.
DE LA HOYA KRYTYCZNIE O CHAVEZIE
Numer jeden listy WBC w kategorii średniej, który dodatkowo związany jest z konkurencyjną grupą Top Rank, postanowił odpowiedzieć na słowa "Złotego Chłopca".
- Jestem nieco zdziwiony, że Oscar mógł obejrzeć dwie walki, które odbywały się w tym samym czasie, ale cieszę się, że ustanowiłem nowy rekord w telewizji Fox Sports - zauważył Chavez. - Ani ja, ani mój ojciec nigdy go nie krytykowaliśmy. Żaden z nas nie pozwolił sobie na uszczypliwy komentarz, gdy Oscar przegrał przez nokaut z Hopkinsem, nie krytykowaliśmy go też za postawę w pojedynku z Mannym Pacquiao.
Chavez Junior, którego ojciec dwukrotnie mierzył się z De La Hoyą i w obydwu przypadkach przegrywał przed czasem, wiele miesięcy temu rzucił wyzwanie Oscarowi, domagając się szansy rewanżu. Dziś Julio ponownie rzuca rękawicę.
- Wracaj do treningów i stań ze mną do walki we wrześniu. Za całe moje wynagrodzenie zawrę zakład, że na stałe odeślę cię na emeryturę. A potem życzę szczęścia w karierze promotora.