Fernando Vargas (26-5, 22 KO) - najmłodszy w historii wagi junior średniej mistrz świata, powróci na ring po ponad 40. miesiącach. Przypomnijmy, że dwukrotny champion tej dywizji ostatni raz walczył w 2007 roku, kiedy musiał uznać wyższość Ricardo Mayorgi.
- Wracam! - zapowiedział na antenie ESPN "El Feroz". Vargas stanie między linami 16 kwietnia i zmierzy się w limicie kategorii super średniej z Henry Buchananem (20-2, 13 KO).
- Zrobiłem sobie trzy lata wolnego, ale wciąż jestem młody. Czuję się podekscytowany, ponieważ wiem dobrze iż stać mnie jeszcze na zdobycie mistrzostwa świata. Andre Ward nie dał rady znokautować Buchanana. Jeżeli ja tego dokonam udowodnię wszystkim, że jestem w stanie zdobyć mistrzostwo świata - powiedział Vargas, który ma na swoim rozkładzie świetnego Ike'a Quarteya i nie mniej znanego Ronalda "Winky" Wrighta, a jego porażka z Felixem Trinidadem jest do dziś wspominana jako jedna z najwspanialszych wojen w historii boksu.
Piotr Wilczewski (28-1, 9 KO) przygotowuje się do pojedynku z Aminem Asikainenem (28-3, 19 KO), z którym 4 marca w Helsinkach zmierzy się o wakujący tytuł mistrza Europy kategorii super średniej. polak przygotowuje się obecnie w klubie "Maximus" ze swoim trenerem Andrzejem Gmitrukiem. Zapraszamy na film z treningu dystansującego, gdzie pięściarz trenuje poruszanie się po ringu i reagowanie na ruch przeciwnika.
Emanuel Steward, szkoleniowiec mistrza świata federacji IBF, IBO i WBO w wadze ciężkiej Władimira Kliczki (55-3, 49 KO) wyraził swój niepokój związany z najbliższą walką swojego podopiecznego. 30 kwietnia w Mannheim „Dr Stalowy Młot” skrzyżuje rękawice z niepokonanym Dereckiem Chisorą (14-0, 9 KO). Jeśli 34-letni Kliczko ulegnie Brytyjczykowi, to we wrześniowej walce z Tomaszem Adamkiem zastąpi go jego brat Witalij. Oczywiście pod warunkiem, że starszy Kliczko pokona w marcu Odlaniera Solisa, oficjalnego pretendenta do pasa WBC.
- Chisora jest najbardziej niebezpiecznym przeciwnikiem Władimira w ostatnich kilku latach. Dereck ma w sobie energię, pewność siebie i młodość, a więc elementy, którym nie musieliśmy stawiać czoła w ostatnich pojedynkach. Sądzę, że Chisora sprawi, że będzie to bardzo twarda walka. Jeśli wszystko zależałoby ode mnie, to wolałbym uniknąć tej walki – twierdzi Steward.
EMANUEL STEWARD O TOMASZU ADAMKU W ROZMOWIE Z BOKSER.ORG >>
- Wolałbym walkę z Davidem Haye’em, ale decyzję zawsze powinien podejmować Władimir. To uczciwy człowiek, który zdaje sobie sprawę, że jest winny ten pojedynek Dereckowi, ponieważ wcześniej był on odwołany z powodu jego kontuzji. Nie było w tym winy Derecka i Władimir rozumie, że musi spełnić swój obowiązek wobec Chisory – tłumaczy legendarny szkoleniowiec.

Już wkrótce do ringu na stadionie Silverdome w Pontiac (Michigan) wyjdą mistrz federacji WBO dywizji junior półśredniej, Timothy Bradley (26-0, 11 KO) i posiadacz pasa WBC - Devon Alexander (21-0, 13 KO). Kto wygra pierwszą od 24 lat walkę unifikacyjną z udziałem dwóch niepokonanych Amerykanów? Czy znajdujący się u szczytu formy Bradley upora się z ambitnym 23-letnim "Aleksandrem Wielkim"? Czy szybkość Devona okaże się zabójcza dla "Pustynnej Burzy"? Doświadczenie i obycie w ringu zdecydowanie po stronie Tima, szybkość i siła powinny być z kolei domeną Alexandra. Co przeważy? To miejsce, w którym możecie wymieniać się opiniami i na bieżąco komentować wydarzenia z gali i przebieg pojedynku.

Jason Estrada (16-4, 4 KO), niegdyś bardzo dobry amator, który trzykrotnie zdobywał mistrzostwo Stanów Zjednoczonych w wadze super ciężkiej i reprezentował USA na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach, nieoczekiwanie zanotował pierwszą porażkę przed czasem. Pogromcą 30-letniego mieszkańca Providence okazał się Franklin Lawrence (14-2-2, 9 KO). We wrześniu ubiegłego roku "Yah-Yah" dopuścił się podobnej niespodzianki, nokautując w siódmym starciu olbrzymiego Lance'a Whitakera (35-7-1, 28 KO).
Wczorajszy pojedynek od początku nie układał się po myśli Estrady. Pięściarz, który w przeszłości dawał wyrównane walki Tomaszowi Adamkowi i Aleksandrowi Powietkinowi, omal nie został znokautowany już w trzeciej rundzie. Później Jason przez pewien czas radził sobie nieco lepiej, bijąc z defensywy i kontrując nacierającego rywala. W ósmej odsłonie Estrada znów znalazł się na skraju nokautu po podbródkowym Lawrence'a. W tym samym starciu przy prawym oku Jasona pojawiło się rozcięcie spowodowane lewym sierpowym 35-letniego zawodnika z Indianapolis.
Wyczerpany i rozbity Estrada w dziesiątej rundzie stracił punkt za zadawnie ciosów poniżej pasa, a po wznowieniu walki przyjął kombinację lewy-prawy. Sędzia wyratował zamroczonego Jasona, przerywając pojedynek.
Poniżej przedstawiamy wywiad z zawsze mającym wiele do powiedzenia, byłym czempionem kategorii półciężkiej Antonio Tarverem (28-6, 19 KO). Chociaż ‘Magic Man’ ma już na karku 42 lata, to wcale nie myśli o zakończeniu kariery, a wręcz przeciwnie. Ten walczący z odwrotnej pozycji zawodnik z Florydy, który przed laty gromił takie sławy jak chociażby Montella Griffina, Roya Jonesa Jr, Glena Johnsona, czy Clintona Woodsa, zamierza teraz podbić wagę ciężką.
- Jak teraz z perspektywy czasu oceniasz swoje dwie porażki z Chadem Dawsonem?
Antonio Tarver: Myślę, że podczas naszej drugiej walki byłem w fenomenalnej formie i wykonałem świetną robotę. Zawsze będę powtarzał, że to ja wtedy powinienem był wygrać, niestety sędziowie byli innego zdania. Muszę także dodać, że za każdym razem gdy walczyłem w kategorii półciężkiej musiałem zrzucać jakieś 30 funtów. Gdy nie miałem żadnej walki ważyłem około 220 funtów i czułem się świetnie. To ciągłe zrzucanie kosztowało mnie zawsze dużo sił. Moja żona zawsze mi powtarzała, że wyglądam strasznie słabo przed swoimi pojedynkami w porównaniu do tego jak prezentuję się na co dzień. Zazwyczaj cały obóz przygotowawczy moja forma wzrastała z dnia na dzień po to, aby w ostatnim tygodniu spadać w dół przez to odchudzanie. Ale nie było innego wyjścia. Całą moją karierę amatorską i zawodową walczyłem jako półciężki, a przecież widać, że jestem strasznie dużym gościem. Dlatego uważam, że teraz w tym wieku kategoria ciężka jest dla mnie idealna. W moim debiucie przeciwko Nagy Aguilerze czułem się super.
- Ale czy nie uważasz, że przeskoczenie od razu dwóch kategorii to trochę za dużo?
AT: Od dłuższego już czasu obserwuję wagę ciężką i oprócz braci Kliczko i Davida Haye nie ma w niej żadnych innych znanych nazwisk. Zwłaszcza jeżeli chodzi o USA. Ameryka potrzebuje gwiazdy w wadze ciężkiej. Pamiętacie jak wielkim wydarzeniem była wycieczka Roya Jonesa Jr do królewskiej kategorii? Mam ogromną nadzieję, że któryś z obecnych mistrzów da mi szansę zawalczenia o pas. Mogę pokonać każdego z nich, bo mam wielkie umiejętności i ciągle jestem w wyśmienitej kondycji jak na swoje 42 lata. Spokojnie będę mógł jeszcze występować w ringu przez wiele lat, dopóki nadal będę tak o siebie dbał jak dotychczas. Przyznaję, że przegrałem parę razy, ale nigdy przed czasem. Nawet podczas mojej najgorszej nocy w życiu, czyli porażki z Bernardem Hopkinsem kiedy sprawił mi lanie, ani przez moment nie byłem zraniony. Ludzie mówią, że jestem szalony bo przeszedłem do dywizji ciężkiej, ale ja marzę o walce z Davidem Haye i dziwię się czemu jeszcze do mnie nie zadzwonił. Dałbym mu możliwość pokazania się w USA, a nasze starcie bez problemu pokazałaby telewizja Showtime, albo HBO.
Od kilku godzin Timothy Bradley (27-0, 11 KO) jest mistrzem federacji WBO i WBC kategorii junior półśredniej po tym jak pokonał techniczną decyzją Devona Alexandra (21-1, 13 KO). Sędziowie punktowali dość wysoko na korzyść Bradleya (96:95, 97:93 i 98:93), ale analiza CompuBox PunchStat pokazuje, że ta potyczka wcale nie była tak jednostronna.
Poniżej przedstawiamy Wam statystyki ciosów z tej walki:
Ciosy celne/zadane:
Bradley 128/419 (31%), Alexander 129/475 (27%)
Ciosy proste:
Bradley 39/162 (24%), Alexander 31/171 (18%)
Tzw. silne ciosy:
Bradley 89/257 (35%), Alexander 98/304 (32%)
Przed tym pojedynkiem Don King obiecywał, że zwycięzca w kolejnym rankingu federacji WBC w wadze ciężkiej awansuje do czołowej piętnastki. Stawka była więc wysoka.
Bermane Stiverne (20-1-1, 19 KO) wziął więc sprawy w swoje ręce i szybko rozprawił się z niepokonanym dotąd Kertsonem Manswellem (20-1, 15 KO). Egzekucja zaczęła się pod koniec pierwszej minuty drugiej rundy. Urodzony na Haiti pięściarz przycelował rywala mocnym prawym prostym, po którym ten zapoznał się z deskami. Po doliczeniu do ośmiu był teoretycznie gotowy do kontynuowania walki, ale Stiverne szybko dopadł go w narożniku i po mocnym lewym sierpowym sędzia wkroczył do akcji i przerwał potyczkę. Tym samym Bermane wywalczył aż trzy wakujące pasy - międzynarodowy WBC, WBA Fedelatin oraz WBC USNBC.
- To był dla mnie bardzo trudny rok i wszystkie te złe emocje wyszły na ringu. To zwycięstwo znaczy dla mnie naprawdę wiele - powiedział Stiverne, który przygotowywał się do tego występu sparując z Hasimem Rahmanem.
Na gali w Culiacan kolejne zwycięstwo zanotował Julio Cesar Chavez Jr. (42-0-1, 30 KO), który na dystansie dziesięciu rund wypunktował Billy'ego Lyella (22-9, 4 KO) i obronił pas WBC Silver w kategorii średniej.
24-letni Meksykanin obiecywał, że pokaże się z jak najlepszej strony, ale w ringu był bardzo ospały i wolał kontrować nacierającego przeciwnika, niż samemu rozpoczynać akcje. Nie zmienia to faktu, że jego ciosy robiły na Lyellu duże wrażenie, lecz do zastopowania rywala zabrakło aktywności.
Chavez bez zmrużenia okiem przyjmował wszystkie najmocniejsze uderzenia Amerykanina, dużą ich część przyjął też na gardę. Lewy prosty i sierpowe z obu rąk nie działały na Lyella, jak na Johna Duddy'ego, ale i tak były skuteczną bronią Julia. Spore zniszczenie robiły również ciosy na korpus, po których na twarzy rywala Chaveza pojawiał się grymas bólu. Po ostatnim gongu sędziowie punktowali: 99-92, 96-94 i 98-92 - wszyscy zgodnie dla syna legendy.
Przed walką o mistrzowski pas największą wadą Meksykanina wydaje się być wciąż kiepska praca nóg i wspomniana ringowa ospałość. Jeśli Chavez będzie co najmniej tak aktywny jak w zeszłorocznym starciu z Irlandzkim twardzielem Duddym, to tytuł najprawdopodobniej przyjedzie do Meksyku.
W walce wieczoru gali rozgrywanej na stadionie Silverdome w Pontiac, Timothy Bradley (27-0, 11 KO) okazał się lepszy od Devona Alexandra (21-1, 13 KO), dzięki czemu do posiadanego wcześniej pasa WBO dorzucił trofeum federacji WBC.
Pojedynek zakończył się w dziesiątej odsłonie, kiedy po zderzeniu głowami Alexander nie mógł kontynuować walki. Podliczono karty punktowe i ogłoszono zwycięstwo Bradleya (97-93, 96-95, 98-93).
Mariusz Wach (23-0, 11 KO) 19 lutego na gali w Newark stanie do pojedynku o pas WBC Baltic wagi ciężkiej. "Polski Olbrzym" przygotowuje się do tej walki pod okiem byłego mistrza świata wagi ciężkiej Michaela Moorera w Memphis, w stanie Tennessee. Zapraszamy na wywiad z trenerem.
- Mariusz Wach przyjechał do Stanów Zjednoczonych z Polski. W ostatnim czasie do USA napłynęło kilku utalentowanych pięściarzy, tym najbardziej znanym jest oczywiście Tomasz Adamek. Jak daleko myślisz, że możesz dojść do Mariuszem?
Michael Moorer: Myślę, że z Mariuszem możemy osiągnąć bardzo wiele. Z tego co do tej pory zobaczyłem, Mariusz jest bardzo pojętnym uczniem, ma ogromną motywacje do pracy, ciężko wspólnie pracujemy.
- Jakiego typu bokserem jest Wach? Czy ma dość czasu aby zagrozić kiedyś takim pięściarzom jak bracia Kliczko?
MM: Jest bardzo wysokim pięściarzem, o bardzo dużym zasięgu ramion. Ma 31 lat, jest już więc dojrzałym pięściarzem. Mariusz podkreśla, że właściwie nigdy nie miał trenera, który by mu poświęcał całą swoją uwagę, tak jak ma to miejsce teraz. Mimo to jest bardzo dobry, ale wciąż można go wiele nauczyć. Jeśli chodzi o braci Kliczko, ponieważ są na świeczniku każdy się z nimi porównuje. Ja natomiast nie chcę tego robić, mówię Mariuszowi aby robił wszystko by być najlepszym, aby stale piąć się w górę. Jeśli będzie robił postępy, jeśli będzie wygrywał z coraz lepszymi rywalami, przyjdzie też i czas na pojedynek z braćmi Kliczko.
Nie napracował się Alex Leapai (22-3-3, 17 KO) w rozegranym dziś w nocy na ringu australijskim pojedynku. Zajmujący czternaste miejsce w rankingu federacji WBO wagi ciężkiej zawodnik już w pierwszej rundzie zdemolował Jasona Barnetta (12-13, 6 KO).
Zaraz na samym początku Leapai zepchnął rywala do lin, a tam zasypywał całą lawiną ciosów. Polował prawym overhandem i za wszelką cenę chciał urwać rywalowi głowę. Po 90. sekundach tej kanonady w końcu uderzył lewym hakiem na wątrobę i Amerykanin musiał przyklęknąć. Po liczeniu do ośmiu Alex poprawił znów na korpus - tym razem prawym hakiem i Barnett był liczony po raz drugi. Sędzia dopuścił go dalej do walki. Teraz Jason już skoncentrował się na ochronie dołu, a Leapai wystrzelił akcją lewy-prawy sierp na głowę. Przeciwnik padł na matę, a sędzia bez zbędnego liczenia przerwał egzekucję.
Mistrz federacji WBC i WBO dywizji junior półśredniej, Timothy Bradley (27-0, 11 KO), jasno określił swój kolejny cel. Numerem jeden na liście życzeń "Pustynnej Burzy" jest champion WBA - Amir Khan (24-1, 17 KO).
W kontrakcie na walkę z Devonem Alexandrem (21-1, 13 KO znajdował się zapis o możliwości rewanżu, lecz pochodzący z St. Louis pięściarz będzie zapewne wolał stoczyć najpierw pojedynek rozgrzewkowy. Grupa Golden Boy Promotions chce, by starcie Khan-Bradley odbyło się 30 lipca w Stanach Zjednoczonych.
- Khan jest numerem jeden na mojej liście, ale zmierzę się z tym, kogo wskażą mi kibice - zapewnia 27-letni Bradley.
Mistrz czterech kategorii wagowych i wieloletni król P4P, Roy Jones Jr. (54-7, 40 KO), ostrzega przed skreślaniem szans Shane'a Mosleya (46-6-1, 39 KO), który 7 maja na MGM Grand w Las Vegas zmierzy się z Mannym Pacquiao (52-3-2, 38 KO).
Większość ekspertów uważa ten pojedynek za niepotrzebny, lecz Jones twierdzi, że 39-letni "Sugar Shane" może sprawić filigranowemu Filipińczykowi nieco problemów i dać wyrównaną walkę.
- Manny Pacquiao jest na samym szczycie. Bez trudu wygrywa z wszystkimi groźnymi przeciwnikami. W tym pojedynku też powinien zwyciężyć, ale nie należy do końca skreślać Shane'a. Pacquiao wygrywa z większymi od siebie rywalami w kolejnych kategoriach, lecz Mosley pomimo wieku wciaż ma duże umiejętności. Czasem nawet podstarzały mistrz może zdobyć się na ostatni kapitalny występ. Oczekują po nich wspaniałej walki i na pewno nie zamierzam przegapić tej gali - powiedział 42-letni Roy.
Były mistrz WBO dywizji junior półśredniej na gali Bradley-Alexander powrócił po blisko rocznej przerwie od boksu. W swoim ostatnim występie Kendall Holt (26-4, 14 KO) nieoczekiwanie przegrał przed czasem z Kaizerem Mabuzą (23-6-3, 14 KO). Na stadionie Silverdome w Pontiac "Rated R" już w pierwszej rundzie znokautował journeymana Lenina Arroyo (20-15-1, 4 KO).
Zapytany o to czy nie chciałby zrewanżować się Timowi Bradleyowi (27-0, 11 KO), z którym przegrał w kwietniu 2009 roku, Holt odparł, że będzie gotowy po stoczeniu kolejnych trzech walk. Tymczasem na jego celowniku znajduje się mistrze federacji WBA - Amir Khan (24-1, 17 KO), który wciąż nie znalazł przeciwnika na kwietniową galę w Manchesterze.
- Chcę jechać do Wielkiej Brytanii! Możemy się bez trudu dogadać. Chcę jechać na jego teren i zabrać mu pas. Amir Khan nie ma ze mną szans - zapewnia 29-letni Amerykanin.
Jak pisaliśmy kilka dni temu, grupa Sauerland Event, złożyła ofertę Robertowi Stieglitzowi (39-2, 23 KO), na mocy której Niemiec miałby zmierzyć się z Mikkelem Kesslerem (43-2, 32 KO). Tymczasem obóz mistrza świata WBO w kategorii super średniej, ani myśli godzić się na warunki zaproponowane przez niemiecką 'stajnię'.
- Szczerze powiedziawszy mamy całkiem inne plany dla Roberta. Właśnie dlatego wykluczamy pojedynek z Kesslerem - mówił menadżer Stieglitza, Ulf Steinforth. - Nie prowadziliśmy żadnych rozmów z Sauerlandem. Dostaliśmy tylko maila z propozycją walki, w tej sprawie nikt z nikim nie negocjował - zakończył.

Sześć tysięcy kibiców przybyło na stadion Silverdome Pontiac, by obejrzeć pierwszą od 24 lat walkę unifikacyjną, w której udział bierze dwóch niepokonanych Amerykanów. Pojedynek zakończył się w dziesiątej rundzie, gdy po groźnie wyglądającym zderzeniu głowami rozcięty i posiniaczony (wcale nie od ciosów przeciwnika) Devon Alexander (21-1, 13 KO) nie był zdolny do kontynuowania. Podliczono karty punktowe, na których słusznie prowadził Timothy Bradley (27-0, 11 KO).
Ringowy lekarz, Peter Samet, wytłumaczył, że postanowił przerwać walkę w obawie o zdrowie 23-letniego pięściarza z St. Louis. Rozcięcie przy oku Devona istotnie wyglądało groźnie, lecz powtórka wykazała, że przy ostatnim zderzeniu głów ucierpiała raczej druga strona twarzy zawodnika. Samet kilkukrotnie prosił Alexandra, by ten otworzył oko, lecz obolały bokser najwyraźniej nie miał już ochoty walczyć i świadomie "wymusił" przerwanie pojedynku. Devon i jego trener Kevin Cunningham prawdopodobnie liczyli na werdykt "no contest", lecz sędzia ringowy błędnie uznał, że to cios Bradleya spowodował rozcięcie na samym poczatku walki.
- On dosłownie nie mógł otworzyć oka. To było coś więcej niż tylko rozcięcie. Bałem się, że ucierpiał nerw, a oko zostało sparaliżowane - powiedział Samet.
Nkosinathi Joyi (21-0, 15 KO) po raz pierwszy obronił tytuł mistrza świata federacji IBF kategorii słomkowej, choć na pewno champion z RPA nie tak sobie wyobrażał zakończenie pojedynku.
W połowie trzeciej rundy on i pretendujący do jego pasa Katsunari Takayama (24-4, 10 KO) zderzyli się przypadkowo głowami. Obaj panowie doznali poważnych rozcięć, przez co walka została zastopowana i uznana za nieodbytą.
W malowniczych wysokogórskich krajobrazach szlifują swoją formę na pierwszą część sezonu 2011 podczas zgrupowania w Zakopanem pięściarze KnockOut Promotions, Babilon Promotion i Krzysztofa Zbarskiego w tym także Grzegorz Proksa i Albert Sosnowski.Codziennie biegi na Kasprowy Wierch po kolana w śniegu to już standard bokserskiego rzemiosła.
Od poniedziałku Grzegorz wraca do Warszawy gdzie pod okiem Fiodora Łapina będzie się przygotowywał do kolejnego pojedynku.