Co prawda doniesienie prasy tabloidowej należy zawsze traktować z przymróżeniem oka, ale z drugiej strony często podawane informacje się sprawdzają. Według "The Star" znany brytyjski promotor Frank Warren zaczął starania do zorganizowania wielkiego pojedynku jednemu ze swoich pupilków, złotemu medaliście olimpijskiemu z Pekinu.
James DeGale (9-0, 7 KO), bo o nim mowa, miałby skrzyżować 19 marca rękawice z mistrzem świata kategorii super średniej federacji WBA, Dimitrijem Sartisonem (27-1, 17 KO).
Urodzony w Kazachstanie a reprezentujący dziś barwy niemieckie Sartison zdobył tytuł w listopadzie 2009 roku i dotąd obronił go raz - w lipcu, pokonując na punkty Khorena Gevora. Na zdjęciu James DeGale.
- Dzięki tej walce mogę ponownie dostać szansę boksowania o tytuł mistrza świata. Derric zmienił się od czasu naszej pierwszej walki i próbuje już więcej boksować, a nie tylko się bić. Kiedyś myślał, że jak będzie większy i silniejszy, to będzie lepszy. Teraz zrozumiał już, iż boks to trochę inna gra. Wciąż jednak nie ma szans by mnie pokonał, bo nadal jestem kilka kroków przed nim - uważa Eddie Chambers (35-2, 18 KO), który przygotowuje się do zaplanowanej na 11 lutego potyczki z Derriciem Rossy (25-2, 14 KO), gdzie stawką będzie druga pozycja w rankingu federacji IBF kategorii ciężkiej.
- Tym razem będę nawet lepiej przygotowany fizycznie i zdeterminowany niż za pierwszym razem - powiedział Amerykanin, który cztery lata temu zastopował Derrica pod koniec siódmej rundy.
Na wstępie chciałbym podziękować wszystkim fanom boksu za ponad 165 tys. głosów oddanych na mnie w plebiscycie Przeglądu Sportowego i TVP. Piąte miejsce w plebiscycie jest dla mnie dużym wyróżnieniem. Statuetkę, którą mi przyznano za piąte miejsce przeznaczę na aukcję a uzyskane z aukcji środki finansowe przeznaczę na cele charytatywne - zadeklarował na swoim blogu Tomasz Adamek (43-1, 28 KO).
- A teraz czas na informacje o negocjacyjnym slalomie równoległym. W sportach zimowych występuje konkurencja slalom równoległy, a zawodnicy zmierzają trasą pełną zakrętów do napisu - META. Ja mam takie samo wrażenie, że podwójne negocjacje prowadzone w sprawie organizacji dwóch moich walk w Katowicach i Wrocławiu osiągają już metę. Nie mogę z racji klauzuli poufności zdradzać szczegółów, ale obie walki odbędą się. Nadrzędne negocjacje dotyczą walki z Wladimirem Kliczko we Wrocławiu w ramach imprezy otwarcia stadionu, budowanego na potrzeby EURO 2012. Jestem przekonany, że trakcie negocjacji zostały ustalone wszystkie najważniejsze zasady regulujące zarówno przygotowania do walki, jej organizacji i rozliczeń biznesowych. W najbliższych dniach należy oczekiwać rozpoczęcia procesu składania podpisów przez strony kontraktu. Po zebraniu podpisów rozpoczęte zostaną działania organizacyjne związane z promocją walki. Wierzę w to, że nie wydarzy się już nic, co zniweczy pracę wykonaną przez prawników i promotorów. Już dziś należy im się pochwała za dobra pracę. Wkrótce po podpisach należy spodziewać się konferencji prasowej, gdzie oficjalnie zostaną ogłoszone niektóre szczegóły zaplanowanej walki.
- Jestem bardzo zawiedziony - mówi Evander Holyfield (43-10-2, 28 KO) kilkadziesiąt minut po walce z Shermanem Williamsem (34-11-2, 19 KO) - On przyjął taką taktykę, jaką przyjąć tak naprawdę powinien. Kiedy uderzał prawym sierpowym nisko schodził głową w dół, a ja musiałem robić krok w tył, bo inaczej zderzylibyśmy się głowami. Takie rzeczy się zdarzają w boksie. Zaszyją mi rozcięty łuk brwiowy i życie będzie toczyć się nadal - stwierdził czterokrotny król wagi ciężkiej.
- Walczyłem z legendą, dlatego też trenowałem do tego pojedynku wyjątkowo ciężko. Nie mogę powiedzieć o nim nic złego. W moim odczuciu powinienem zostać ogłoszonym zwycięzcą, bo rozciąłem mu łuk prawym overhandem, jednak wciąż mam dla niego wiele szacunku. Ma prawie 50 lat i wciąż trenuje. Cztery razy był mistrzem świata wagi ciężkiej, występował na Igrzyskach Olimpijskich, ale nadeszła już nowa era, a w mojej opinii Holyfield nie powinien zbierać już ciosów od młodszych pięściarzy. Powinien już odejść, lecz jeśli będzie miał na to ochotę, możemy spotkać się po raz drugi - odparł Williams.
- Teraz wszystko wygląda inaczej. Kiedyś zajeżdżałem swoich rywali swoją fizycznością, a teraz po prostu muszę ich przechytrzać - mówi szczerze Evander Holyfield (43-10-2, 28 KO) na godziny przed potyczką z Shermanem Williamsem (34-11-2, 19 KO).
- Wraz z wiekiem traci się szybkość i zwinność, ale człowiek jest też mądrzejszy. Muszę zminimalizować jak najbardziej swoje błędy, gdyż moje ciało nie regeneruje się już tak szybko jak za dawnych czasów. Nie boję się śmierci na ringu. Nie boję się żyć, a w mojej ocenie zaczynasz umierać gdy nie żyjesz tak jakbyś chciał. Teraz w wieku 48. lat wszyscy mi mówią żebym zrezygnował, ale to byłaby tylko ucieczka i szukanie łatwego rozwiązania, a ja wierzę w siebie - powiedział były król kategorii cruiser, czterokrotny mistrz świata wagi ciężkiej i medalista olimpijski sprzed... 27 lat.
Kadr z walki Evandera Holyfielda z Shermanem Williamsem. Z powodu rozcięcia łuku brwiowego "Święty" wycofał się z pojedynku po trzeciej rundzie.
Mocno bijący David Lemieux (25-0, 24 KO) 8 kwietnia w Bell Centre w Montrealu spotka się z doświadczonym Marco Antonio Rubio (49-5-1, 42 KO). Parę dni temu federacja WBC ogłosiła Sebastiana Zbika (30-0, 10 KO) pełnoprawnym regularnym mistrzem i zobligowała go by w pierwszej obronie stanął naprzeciw Julio Cesara Chaveza (41-0-1, 30 KO).
Prawdopodobną datą, wg Seana Gibbonsa, który jest współpromotorem Chaveza, jest 14 lub 21 maja, a do pojedynku miałoby dojść w Tuluca w Meksyku. Po walce WBC zezwoliła zwycięzcy na jedną dobrowolną obronę, jednak w następnej kolejności musi spotkać się z puncherem z Kanady.
- Zobaczymy co się wydarzy. Zbik i Chavez mają walkę w maju, Lemieux natomiast walczy w kwietniu z Rubio. WBC obiecało nam, że zwycięzca pojedynku będzie miał jedną wolną walkę, może to być z Sergio Martinezem lub kimkolwiek innym. Jednak następnie są zobowiązani spotkać się z nami - powiedział Yvon Michel, promotor Lemieux.
Po dosyć interesującym boksersko 2010 roku, wielu z nas zadaje sobie pytanie, jak na jego tle wypadną kolejne 365 dni. Czy będzie nam dane zobaczyć w ringu kolejne niezapomniane bitwy, potężne ciosy, krew, pot i łzy? Niezmiernie interesujący jest także fakt kto stanie naprzeciwko siebie ‘w klatce’, czy najlepsi będą chcieli sprawdzić się z najlepszymi. Czy dumni promotorzy, wpływowe telewizje i kapryśni zawodnicy dojdą pomiędzy sobą do porozumienia i zaserwują nam kolejne porcje pięściarskich emocji? Miejmy nadzieję, że tak. Tymczasem poniżej przedstawiamy pięć najbardziej oczekiwanych pojedynków na Wyspach Brytyjskich, gdzie podobnie jak w Polsce, boks zawodowy cieszy się ogromną popularnością. Oto czego żądają Brytyjczycy w 2011 roku.
Kevin Johnson (24-1-1, 10 KO), który w grudniu 2009 roku przez dwanaście rund nie dał sobie zrobić krzywdy w walce z Witalijem Kliczko (41-2, 38 KO), przed chwilą rozbił Juliusa Longa (15-15, 13 KO). Pojedynek trwał pełne osiem rund, z których aż siedem sędziowie przypisali na konto "Kingpina".
W ostatniej odsłonie mierzący 216 cm (przy niewiarygodnym zasięgu 229 cm) i ważący 300 funtów "Towering Inferno" dwukrotnie zapoznał się z deskami. Trójka sędziowska zgodnie wypunktowała wysokie zwycięstwo Johnsona: 79-71, 79-71, 79-71.
Członkowie "Boxing Writers Association of America" jak co roku wyróżnili najlepszych pięściarzy mijającego sezonu. Nagrodę dla najlepszego zawodnika otrzymał Sergio Martinez (46-2-2, 25 KO), który w kwietniu wypunktował Kelly Pavlika, a w listopadzie znokautował Paula Williamsa.
Freddie Roach dostał nagrodę dla najlepszego trenera, a za najlepszą walkę uznano starcie Amira Khana z Marcosem Rene Maidaną.
Mikkel Kessler (43-2, 32 KO) potwierdził swoje słowa sprzed kilku dni, że w marcu zamierza wznowić treningi, a w okolicach czerwca powrócić oficjalną walką. Duńczyk nie ukrywa, iż bardzo mu zależy na spotkaniu ze zwycięzcą turnieju "Super Six", którego był jednym z głównych faworytów.
- Mam nadzieję na czerwcowy powrót na ring, a kiedy turniej się już skończy chciałbym być pierwszym w kolejce do walki z najlepszym. To śmieszne co wyczytuję w prasie i Internecie. Carl Froch rozpowiada na około, że zakończył moją karierę, a przecież to zmoich rąk poniósł dotąd pierwszą i jedyną porażkę. Z kolei Lucian Bute ustawia się w kolejce po zwycięzcę "Super Six", jednak nie powinien zapominać, że to ja mam zagwarantowane pierwszeństwo w tej sprawie. Ja po prostu zrobiłem sobie małą przerwę by uporać się z kontuzją oka, nic więcej - powiedział trzykrotny mistrz świata kategorii super średniej.
Boksujący w wadze junior średniej Vanes Martirosyan (28-0, 17 KO) czekając na duże wyzwania ciężko trenuje. Za sparingpartnerów wybrał sobie dwóch cenionych pięściarzy dywizji super średniej - Petera Quillina (22-0, 16 KO) oraz Craiga McEwena (19-0, 10 KO).
- Craig i ja znamy się już od jakiegoś czasu i jeśli tylko mamy zaplanowane pojedynki w zbliżonym terminie zawsze wspólnie sparujemy. Z kolei Peter ma wszystko by niedługo zostać mistrzem świata. Lubię z nim sparować, ponieważ muszę wtedy dawać z siebie wszystko co najlepsze - wyznał Martirosyan.
Zapytany o ofertę dla McEwena stoczenia walki z Andym Lee, Vanes nie kryje, że liczy na niespodziankę ze strony swojego przyjaciela - Oczekuję iż Craig z nim wygra. Ma sporo talentu oraz najlepszego trenera świata w narożniku, Freddie Roacha - powiedział chyba trochę mało obiektywny Martirosyan, który przecież także trenuje pod okiem Roacha.
Gwiazda wagi piórkowej mistrz WBO Juan Manuel Lopez (30-0, 27 KO) swoją najbliższą obronę pasa stoczy 16 kwietnia w Portoryko, a jego przeciwnikiem będzie były mistrz IBF Orlando Salido (34-11-2, 22 KO). Dziś Lopez przedstawił swoje najbliższe plany, zakładając przy tym, że w kwietniu zdoła utrzymać swój pas.
Po serii 25. kolejnych nokautów drugą walkę z rzędu "tylko" na punkty rozstrzygnął na swoją korzyść Hugo Ruiz (27-1, 25 KO). Tym razem był to jednak dla niego wyjątkowy pojedynek, bowiem jego zwycięzca miał zostać mistrzem świata federacji WBA w wersji tymczasowej.
Ruiz zyskał na początku przewagę, lecz wraz z kolejnymi minutami potyczka zaczęła się wyrównywać. W dziewiątej rundzie po faulu Alvaro Pereza (19-3-1, 12 KO) Hugo był niezdolny do kontynuowania walki. Perez został ukarany ostrzeżeniem, a jako iż faul nie został sklasyfikowany jako umyślny, podliczono karty punktowe. Okazało się, że sędziowie stosunkiem głosów dwa do remisu opowiedzieli się za wygraną Ruiza, typując 86:86, 86:84 i 87:83.
Zazwyczaj bukmacherzy mają rację, jednak czasami warto zaryzykować. Firma UNIBET we wczorajszym spotkaniu o wakujące mistrzostwo Europy wagi półciężkiej stawiała na Francuza Thierry Karla (28-5, 18 KO), ale to Danny McIntosh (13-1, 7 KO) jest od blisko trzech godzin nowym championem Starego Kontynentu.
31-letni Anglik zastopował Karla na jego terenie w jedenastej rundzie, a kto postawił na taki obrót spraw wzbogacił się w UNIBECIE w stosunku 2,70 za każdą postawioną złotówkę. Przypomnijmy również, że całkiem niedawno UNIBET ustawił kurs aż 2,30 na wygraną Frocha nad Abrahamem, więc w listopadzie także była okazja do niezłego zarobku.
A tak swoją drogą, to ciekawe jak na tle nowego mistrza Europy pokazaliby się nasi "półciężcy" - Dawid Kostecki (35-1, 24 KO), Aleksy Kuziemski (20-2, 5 KO), Grzegorz Soszyński (19-1-1, 10 KO) czy nawet Paweł Głażewski (14-0, 4 KO)? Na pewno nie staliby na straconej pozycji...
Walka wieczoru na gali w The Greenbier w White Sulphur Springs (Zachodnia Wirginia) została uznana za nieodbytą. Evander Holyfield (43-10-2, 28 KO), po bardzo słabej trzeciej rundzie, w której Sherman Williams (34-11-2, 19 KO) przynajmniej dwukrotnie "podłączył go do prądu", po naradzie z członkami swojego teamu postanowił nie wychodzić do kolejnego starcia.
Oficjalnie przyczyną decyzji czterokrotnego mistrza wagi ciężkiej było groźne rozcięcie przy oku, spowodowane zderzeniem głowami w drugiej odsłonie. Po odczytaniu werdyktu "The Real Deal" miał spore trudności z odpowiadaniem na pytania reportera i choć nie zdecydował jeszcze, czy planowana na 5 marca potyczka z Brianem Nielsenem (64-2, 43 KO) dojdzie do skutku, zapewnił, że w przyszłości ponownie zmierzy się z Williamsem.
Andrzej Fonfara (15-2, 6 KO), młodzieżowy mistrz świata WBC, w piątek dwudziestego ósmego stycznia zmierzy się z Amerykaninem Adamem Jaco (9-4-3, 1 KO). Pojedynek odbędzie się na gali w Chicago, w UIC Pavilion, gdzie Polak stoczył pięć swoich ostatnich walk. Pojedynkiem wieczoru będzie walka Davida Diaza (35-3-1, 17 KO) z Robertem Frankelem (27-9-1, 4 KO).
- Jak wyglądają Twoje przygotowania do najbliższej walki?
Andrzej Fonfara: Trenuje intensywnie, dwa razy dziennie. Pierwszy trening mam w Chicago Boxing Club pod okiem Sama Colonny, drugi zaś w swoim klubie sportowym Hyper Fight Club. W przygotowaniach do tej walki główny nacisk kładłem na rozwinięcie techniki i szybkości. Mój przeciwnik trzydziestotrzyletni pięściarz Adam Jaco z Florydy, legitymuje się rekordem 9-3-1 i sądząc po wieku jest doświadczonym pięściarzem, którego na pewno nie zlekceważę.
- Na twoje treningi zagląda czasami Andrzej Gołota?
AF: Rzeczywiście był u nas kilka razy na sali, lecz nie ćwiczył. Tylko przyglądał się sparingom. Najwyraźniej ciągnie wilka do lasu (śmiech).
- Co sądzisz o walce Tomasza Adamka z Władimirem Kliczką? Na kogo stawiasz w tym pojedynku, jeśli do niego dojdzie?
AF: Boks, a szczególnie waga ciężka jest nieprzewidywalna ponieważ o przebiegu całej walki może zaważyć tylko jeden cios. Dla Tomka na pewno nie będzie to łatwy pojedynek, ponieważ Kliczko jest silnym i doświadczonym bokserem wagi ciężkiej, ale jeżeli Tomek będzie wierzył w swoje zwycięstwo i dobrze się przygotuje do tego pojedynku, to na pewno zostanie mistrzem.
41-letni Cedric Boswell (33-1, 26 KO) bardzo szybko uporał się z Dominiquem Alexandrem (19-10-1, 9 KO). Pojedynek zakończył się już w drugim starciu. Do rozbicia przeciwnika "The Bos" używał potężnych lewych haków na korpus, po których "Diamond" trzykrotnie lądował na deskach.
Jedyna porażka Boswella pochodzi z 2003 roku, kiedy to został zastopowany przez Jameela McCline'a (39-10-3, 23 KO). Po tamtej przegranej Cedric nie wychodził do ringu przez blisko trzy lata. Wrócił i po kilku zwycięstwach nad przeciętnymi przeciwnikami nieoczekiwanie wygrał już w drugiej rundzie z niepokonanym Romanem Greenburgiem (27-1, 18 KO). Po tamtym sukcesie Boswell wrócił jednak do obijania kelnerów i nie zanosi się na kolejną dużą walkę w jego wykonaniu.
Były dwukrotny pretendent do mistrzowskich tytułów, Monte Barrett (34-9-2, 20 KO), zaledwie zremisował z journeymanem Charlesem Davisem (19-21-3, 4 KO) na gali w White Sulphur Springs.
Nie był to już ten sam "Two Gunz", który w lipcu wywalczył remis w pojedynku z Davidem Tuą (51-3-2, 43 KO) i był o krok od znokautowania Nowozelandczyka w ostatniej odsłonie.
Po ośmiu kiepskich rundach z Davisem, dwóch sędziów oceniło walkę remisowo (76-76), a jeden widział miminalne zwycięstwo pochodzącego z Tucson mańkuta.
- To będzie pierwszy polski mistrz świata wagi ciężkiej! Sparowałem z nim kilka razy i wiem, że ma ku temu predyspozycje - tak jeszcze półtora roku temu o Joeyu Dawejko (4-0, 1 KO) mówił dwukrotny mistrz wszechwag Hasim Rahman. Amerykanin z polskimi korzeniami w 2008 roku zdobył w Meksyku tytuł mistrza świata juniorów w boksie amatorskim i podpisując zawodowy kontrakt kreowany był na przyszłą gwiazdę wagi ciężkiej.
Ograniczony jednak trochę warunkami fizycznymi Dawejko (na zdjęciu) spisuje się znacznie poniżej oczekiwań. Wygrał trzy pierwsze walki, ale z bardzo przeciętnymi rywalami, a dziś w nocy powrócił po dziesiąciu miesiącach przerwy ważąc prawie dziewięć kilogramów więcej niż w marcu ubiegłego roku. Co prawda pokonał jednogłośnie na punkty po dwunastu minutach Taffo Asongweda (0-6-3), lecz bił się tak marnie, iż jeden z sędziów dał nawet jedną rundę jego przeciwnikowi.
W sumie nic dziwnego, ponieważ "Polski Piorun" przy wzroście 179. centymetrów wniósł dziś w nocy na ring aż 111,6 kilograma! Czyżby więc kolejny zmarnowany talent?
- 7 czerwca do sklepów trafi moja autobiografia, nad którą pracowałem ponad dwa lata. To była świetna podróż po tych wspaniałych chwilach, ale również i tych gorszych. Bogu dzięki tych lepszych momentów było znacznie więcej - mówi legendarny pięściarz "Sugar" Ray Leonard (36-3-1, 25 KO), jeden z najwybitniejszych zawodników w boksie zawodowym.
Karierę amatorską Leonard zakończył złotym medalem olimpijskim w Montrealu. W drodze po najwyższe podium w półfinale uporał się z Polakiem Kazimierzem Szczerbą. Już jako "Pro" sięgał po tytuł mistrza świata wagi półśredniej, junior średniej, średniej, super średniej oraz półciężkiej. Na rozkładzie ma takie legendy jak Thomas Hearns, Roberto Duran, Wilfredo Benitez czy Marvin Hagler. Dla prawdziwego kibica boksu szykuje się więc pozycja obowiązkowa!