18 października 1991 roku w ringu spotkali się dwaj niepokonani pięściarze, z których jeden miał po walce dobić do poziomu takich gwiazd wagi ciężkiej, jak chociażby Mike Tyson, czy też Evander Holyfield. Pretendent, Tommy Morrison (wówczas legitymujący się rekordem 28-0, 24 KO), rozpoczął walkę lepiej i wygrał trzy pierwsze odsłony. Dopiero w czwartej rundzie broniący pasa WBO Ray Mercer (wtedy 17-0, 12 KO) przebudził się i zaczął coraz częściej trafiać, sprawiając spore problemy 22-letniemu "Duke'owi". Roztrzygnięcie przyniósł początek piątego starcia, kiedy Mercer sprytnie wpuścił Morrisona w liny, a tam najpiew go zranił, a chwilę później brutalnie wykończył. Pomimo efektownego zwycięstwa "Merciless" nigdy nie zdobył wielkiej popularności, ani nawet szacunku wielu krytyków, którzy zarzucali mu brak charyzmy i cenili go głównie za wielkie serce do walki i odporną szczękę. Przegrany Morrison odbudował karierę i dwa lata później sięgnął po mistrzowski pas, wygrywając z Georgem Foremanem. Tommy tylko raz obronił trofeum i przegrał już w pierwszej rundzie z Michaelem Benntem.
Wielki mistrz kategorii muszej Pongsaklek Wonjongkam (78-3-1, 42 KO) przed momentem zanotował kolejne zwycięstwo, choć tym razem w walce non-title i to z bardzo przeciętnym rywalem.
W oczekiwaniu na poważniejsze wyzwania mistrz świata federacji WBC zastopował przed momentem na początku czwartej rundy Heri Purnomo (1-4), który - ciekawostka, wcześniejsze trzy porażki poniósł wyłącznie w pojedynkach o tytuły młodzieżowe.
Były mistrz świata wagi ciężkiej federacji WBA jest gotów zmierzyć się z aktualnym championem - Davidem Haye'em (25-1, 23 KO), jeśli ten nie dogada się ostatecznie w sprawie unifikacyjnego pojedynku z Władimirem Kliczko.
Rusłan Czagajew (27-1-1, 17 KO), bo o nim mowa, nabył prawa pretendenta WBA w maju, kiedy pokonał jednogłośnie na punkty Kali Meehana.
- Czagajew i grupa Universum są gotowi by zastąpić Kliczkę i skrzyżować rękawice z Davidem. Spotkałem się z nim oraz jego menadżerem w USA w grudniu i rozmawialiśmy na temat potencjalnego pojedynku. Według mnie to byłaby świetna walka - twierdzi Dietmar Poszwa, druga z najważniejszych osób w grupie Universum Box-Promotion.
- Czagajew może jechać gdziekolwiek, byleby tylko walczyć o mistrzostwo świata. To mogą być Niemcy, może być Anglia, to nie ma dla niego żadnego znaczenia. W przeszłości walczył już przecież w różnych krajach. Haye może stoczyć potyczkę unifikacyjną z Kliczko, albo musi zmierzyć się z oficjalnym challengerem do swojego tytułu, którym jest Rusłan. Wiem o tym, że David liczył na pojedynek z Władimirem Kliczko, jednak teraz ta historia jest już chyba zakończona, a my jesteśmy gotowi by zacząć negocjacje w sprawie walki Czagajewa z Haye'em - zakończył Poszwa.
W dniach 19-21 listopada w hali widowiskowo-sportowej im. Arkadiusza Gołasia w Ostrołęce, odbywały się rozgrywki bokserskie o Puchar Polski Juniorów, których finały transmitowaliśmy na żywo. Zapraszamy na film z walki w kategorii 64 kg: Konrad Bystroń vs Przemysław Zyśk - 2:1.
19 lutego na gali boksu zawodowego "Brick City Brawl" w Newark, na zawodowym ringu zadebiutuje 19-letni brązowy medalista Młodzieżowych Mistrzostw Europy z 2009 r., Kamil Łaszczyk.
Rywalem byłego pięściarza wrocławskiej Gwardii, który występować będzie w limicie kategorii super piórkowej, będzie Corey White. Dla Amerykanina będzie to drugi płatny pojedynek, gdyż zadebiutuje on 22 stycznia na gali w Chester (Pensylwania).
Przypominamy, że walką wieczoru będzie rywalizacja Mariusza Wacha (23-0, 11 KO) z leworęcznym Amerykaninem Jonathanem Hagglerem (23-3, 18 KO). Stawką pojedynku będzie tytuł WBC Baltic wagi ciężkiej.
W dniach 19-21 listopada w hali widowiskowo-sportowej im. Arkadiusza Gołasia w Ostrołęce, odbywały się rozgrywki bokserskie o Puchar Polski Juniorów, których finały transmitowaliśmy na żywo. Zapraszamy na film z walki w kategorii 69 kg: Ireneusz Zakrzewski vs Bartosz Szczotka - 2:1.
- Ta wiadomość była niczym świetny i spóźniony prezent świąteczny - mówi Dereck Chisora (14-0, 9 KO) o ponownej propozycji potyczki z Władimirem Kliczko (55-3, 49 KO) o tytuł mistrza świata wszechwag według federacji WBO i IBF. Przypomnijmy, że obaj panowie mieli już skrzyżować rękawice 11 grudnia, ale kilkadziesiąt godzin przed wyjściem na ring młodszy z braci nabawił się kontuzji pleców.
- Zawsze wierzyłem w to, iż mogę walczyć i wygrać z Kliczko. Obawiałem się szczerze mówiąc, że on może wybrać sobie teraz łatwiejszych przeciwników, ale dostanę szansę, na którą naprawdę zasłużyłem. Władimir to wielki mistrz, ale jego czas na samym szczycie dobiega końca - zapowiada Anglik. Chisora i Kliczko zmierzą się 30 kwietnia.
Mistrz świata WBO/IBF/IBO w wadze ciężkiej, Władimir Kliczko (55-3, 49 KO) w jednym z ostatnich wywiadów dla niemieckiej telewizji powiedział, że cieszy się, iż jego walka z Derekiem Chisorą (14-0, 9 KO) dojdzie do skutku. 'Dr. Steelhammer' chce ukarać Brytyjczyka za słowa, które wypowiadał na jego temat.
- Jestem szczęśliwy, że udało nam się tak szybko znaleźć nowy termin na potyczkę z Chisorą. Ten Brytyjczyk wielokrotnie mnie obraził dlatego w ringu spotka go za to kara. Derek to bardzo dobry bokser, ale jako człowiek jest skończony. Miałem mu udzielić lekcji boksu już w grudniu, ale walka musiała zostać odwołana, jednak nic straconego zrobię to 30 kwietnia - zapowiedział młodszy z ukraińskich braci.
Przypominamy, że pojedynek Kliczko - Chisora pierwotnie miał się odbyć 11 grudnia, lecz ze względu na kłopoty zdrowotne Władimira został anulowany.
Manager i trener mistrza WBA w wadze ciężkiej, Adam Booth, ostro krytykuje Władimira Kliczko (55-3, 49 KO), który wybrał walkę z Dereckiem Chisorą (14-0, 9 KO), choć David Haye (25-1, 23 KO) zgodził się na wszystkie proponowane przez Ukraińca warunki.
- Teraz wielu ludzi wie, że wina cały czas leżała po stronie Władimira. On nie chce walczyć z Davidem. To wstyd dla boksu, prawdziwa żenada. Champion królewskiej kategorii woli bić się z nieznanym nikomu zawodnikiem, zamiast stanąć do pojedynku unifikacyjnego. Zgodziliśmy się na wszystkie jego warunki - powiedział Booth.
Manager opowiedział o wszystkich zachciankach Władimira. Jedynym punktem spornym była data i właśnie z tego powodu Kliczko postanowił odłożyć walkę z Hayem.
- Od początku chcieli równego podziału zysków. David się zgodził, choć wnosimy do interesu trzy lub cztery razy więcej ze względu na transmisję PPV w telewizji Sky. Pomimo tego David odpowiedział: "Niech będzie, możemy podzielić się równo". Zażądali, by w Niemczech walkę pokazała ich starcja, choć ta wybrana przez nas gotowa była zapłacić znacznie więcej. Zgodziliśmy się. Powiedzieli, że nie przyjadą do Anglii, więc David zaproponował, że to on pojedzie do Niemiec. Potem zażądali, by Władimir był w czerwonym narożniku, Władimir musi wejść do ringu jako drugi, jego imię musi być pierwsze na plakacie i kilka innych nic nie znaczących bzdur. David zgodził się na wszystko, byle tylko dostać w końcu tę walkę. Potem my zaproponowaliśmy jedyną możliwą datę, lecz oni odwrócili się i natychmiast dogadali się z Chisorą. Władimir powinien się wstydzić - oznajmił Adam Booth.
Bernd Boente z grupy K2 zapowiedział, że przetarg na walkę Witalija Kliczki (41-2, 38 KO) z Odlanierem Solisem (17-0, 12 KO) jest raczej nieunikniony, ponieważ bardzo mało prawdopodne, aby obozy osiągneły kompromis do dnia jutrzejszego.
- Cały czas rozmawiamy z promotorami Solisa, lecz mamy bardzo mało czasu na porozumienie. Jesteśmy przygotowani na to, że dojdzie do przetargu - mówi menadżer braci Kliczko.
Boente zapewnia, iż ewentualna oferta na organizację pojedynku będzie bardzo dobra i powątpiewa, aby Don King i Ahmet Oner zdołali ją przebić.
- Nie boimy się Dona Kinga. On przez ostatnie 15 lat nic wielkiego nie osiągnął, więc dlaczego teraz miało by być inaczej? Oczywiście w takich sytuacjach nigdy nic nie wiadomo, ale jesteśmy dobrej myśli - zakończył Boente.
Freddie Roach radzi swemu ulubionemu podopiecznemu, by ten nie zlekceważył Shane'a Mosleya (46-6-1, 39 KO), z którym zmierzy się 7 maja na MGM Grand w Las Vegas. Szkoleniowiec nie chce, by Manny Pacquiao (52-3-2, 38 KO) stracił koncentrację lub zlekceważył przygotowania, słysząc głosy krytyków, którzy nie dają Amerykaninowi żadnych szans na pokonanie "Pacmana".
- Nie chcę, by Manny słuchał tych, którzy twierdzą, że czeka go łatwa walka. Nie ma nic gorszego niż takie podejście. Manny jest najlepszy na świecie. Jeżeli Shane go pokona, to ludzie zapomną mu gorsze walki z Mayweatherem i Morą - twierdzi Roach.
Trener nie chce, by jego podopieczny przyjął podobny cios, jak kilka miesięcy temu Floyd Mayweather. "Money" był mocno zraniony w drugiej rundzie pojedynku z Mosleyem.
- Musimy być gotowi na coś takiego, nie zamierzamy lekceważyć Shane'a. Przygotujemy znakomitą formę i spodziewamy się, że Mosley też będzie w wybornie dysponowany. Mosley jest większym puncherem od Manny'ego. Jest niesamowicie szybki. To pierwszy przeciwnik w karierze Manny'ego, który ma tak szybkie ręce. Musimy mieć dobry plan i zarzucić Mosleya gradem ciosów - uważa Roach.
Dereck Chisora (14-0, 9 KO) ostro wypowiedział się na temat Davida Haye'a (25-1, 23 KO), który od jakiegoś czasu zapowiada zakończenie sportowej kariery na koniec października.
- Żeby uczynić wszystko bardziej interesującym, ja i Haye powinniśmy się spotkać z braćmi Kliczko tego samego wieczoru i pod jednym dachem. Potem Haye mógłby już zakończyć karierę, bo świat boksu na pewno nie będzie za nim tęsknić. On nie dał nam żadnej porządnej walki. Pamiętacie kiedy ostatni raz mogliście powiedzieć "To była dobra walka David?" Jeśli on zechce odejść, "bon voyage" - zakończył Chisora.
11 lutego na ekrany polskich kin trafi film "The Fighter". Jest to film biograficzny, oparta na autentycznych wydarzeniach opowieść o życiu bostońskiego boksera "Irisha" Micky'ego Warda (38-13, 27 KO) i jego przyrodniego brata Dicky'ego Eklunda (19-10, 4 KO), który po zawodowej porażce stoczył się na samo dno i wylądował w więzieniu. Teraz, by odkupić grzechy przeszłości, odzyskać utraconą dumę i uratować rodzinę, zostaje trenerem młodszego brata i pomaga mu przygotować się do walki o tytuł mistrza świata.
Micky Ward na koniec swojej kariery stoczył trylogię z Arturo Gattim (40-9, 31 KO). Oprócz bardzo ciekawej histori i gratki dla fanów boksu, zapowiada się kawałek naprawdę dobrego kina. W głównych rolach zobaczymy Marka Wahlberga (Micky Ward) i Christiana Bale'a (Dickie Eklund).
Mistrz WBA w wadze ciężkiej, David Haye (25-1, 23 KO), uznał swojego niedoszłego rywala, Władimira Kliczko (55-3, 49 KO) za tchórza. 34-letni Ukrainiec, do którego należą pasy federacji WBO, IBF i IBO, 30 kwietnia zmierzy się z Dereckiem Chisorą. Na początku tygodnia wydawało się, że walka unifikacyjna pomiędzy Hayem a młodszym Kliczko jest już pewna, lecz wówczas obóz Władimira ogłosił, że doszedł do porozumienia z "Del Boyem". Kliczko wciąż uważa, że w żaden sposób nie koliduje to z planem walki unifikacyjnej, lecz "Hayemaker" nie wierzy w jego słowa i negocjacje uważa za zakończone.
- Dogadaliśmy się, że będziemy walczyć 2 lipca. Pojedynek miały pokazać Sky i RTL. Wszyscy byli szczęśliwi. Przez cały czas wydawało mi się, że Władimir szuka wymówki. Ciągle wymyślał nowe problemy i wierzcie mi, to były bzdury. Odmówił przyjazdu do Wielkiej Brytanii, chciał użyć własnych rękawic, wejść do ringu jako drugi, zająć czerwony narożnik i zapewnić sobie niemieckiego lekarza. Oczywiście zażądał, by jego imię było w lepszym miejscu na plakacie promocyjnym. Zgodziłem się na wszystko, bo nie chciałem go wystraszyć - powiedział Haye.
Gdy wszystkie szczegóły zostały dograne, Kliczko postanowił stoczyć pojedynek rozgrzewkowy na dwa miesiące przed walką unifikacyjną.
- To nigdy nie powinno się wydarzyć. Mówiłem, że mogę walczyć w maju i czerwcu, ale Kliczko powiedział, że w grę wchodzą dwie daty: 30 kwietnia i 2 lipca. Pierwsza odpadła automatycznie, bo chwilę wcześniej walczy Amir Khan i niewielki odstęp między jego pojedynkiem a moim byłby nie na rękę telewizji Sky. Bez wahania zgodziłem się więc na lipiec. Kliczko twierdzi, że będzie walczył i ze mną, i z Chisorą. To nonsens, nie możemy się tego spodziewać po pięściarzu, który tylko raz bił się w 2009 roku, a dwa razy w 2010. Teraz miałby stoczyć dwie walki w odstępie dziewięciu tygodni? To niedorzeczne, zwłaszcza, że pojedynek ze mną jest najważniejszy w całej jego karierze. Dajcie sobie powiedzieć - Władimir nie będzie ze mną walczył dziewięć tygodni po Chisorze. Kliczko chciałby, żebym ja też stoczył pojedynek w tym czasie, a wie, że w grę wchodzi tylko maj i czerwiec. Miałbym więc dwie walki w jeszcze krótszym odstępie. Ta opcja odpada - twierdzi Haye.
Władimir Kliczko (55-3, 49 KO), do którego należą pasy federacji IBF, WBO i IBO w wadze ciężkiej, wyznał, że mistrz WBA, David Haye, (25-1, 23 KO) nie chciał walczyć z jego starszym bratem Witalijem Kliczko (41-2, 38 KO), uznając, że "Dr. Ironfist" bije zbyt mocno.
- Haye powiedział, że nie chce bić się z Witalijem. Mój brat bije zbyt mocno, więc Haye nie zamierza podejmować ryzyka i woli zmierzyć się ze mną. To prawda, nasza walka odbędzie się 2 lipca - zapewnia Kliczko.
Wpierw jednak Władimira czeka pojedynek rozgrzewkowy. 30 kwietnia "Dr. Steelhammer"zmierzy się z mało doświadczonym Dereckiem Chisorą (14-0, 9 KO), któremu nikt nie daje większych szans na zwycięstwo.
- Nie chcę zardzewieć, muszę być aktywny. Ostatni raz walczyłem we wrześniu. 30 kwietnia zmierzę się z Chisorą. To ten Brytyjczyk, z którym miałem bić się w grudniu - powiedział Ukrainiec.
Zapowiadany nieoficjalnie na końcowkę stycznia powrót Jamesa Toneya (72-6-3, 44 KO) między liny przeciągnie się do 24 lutego, ale tym razem już chyba oficjalnie. Były mistrz świata wagi średniej, super średniej, cruiser, a przez kilka dni nawet ciężkiej (tytuł odebrany za doping przyp. Redakcja) ciężko trenuje by powrocić w wieku 42. lat do jak najwyższej formy.
- Wystąpię 24 lutego w Kalifornii, a stawką pojedynku będzie pierwsza obrona należącego do mnie pasa IBA. Nie znamy jeszcze nazwiska mojego rywala, lecz dla mnie najważniejszy będzie sam powrót. Chciałbym wystąpić jeszcze dwa razy, a potem pod koniec lata spotkać się z Antonio Tarverem. Nasza walka byłaby dużym wydarzeniem. Nie mogę już go słuchać i dam mu lekcję boksu. Znokautuję go - odgraża się Toney.
Julio Cesar Chavez Jr. (41-0-1, 30 KO), który od kilku tygodni przygotowuje się do powrotu na ring, 29 stycznia zmierzy się z Billym Lyellem (22-8, 4 KO). Zaledwie niezły Amerykanin z pewnością nie jest rywalem o jakim marzył młody Meksykanin, lecz w swej karierze lubi sprawiać niespodzianki - jedną z nich było zwycięstwo w walce z Johnem Duddy, który w owym czasie był jeszcze niepokonany i przymierzano go do pojedynku z Kellym Pavlikiem.
W styczniu ubiegłego roku Lyell dostał szansę walki o pas IBF w wadze średniej, lecz Sebastian Sylvester okazał się dla niego zbyt mocny i zastopował go w dziesiątej odsłonie. Teraz 26-letni mieszkaniec Youngstown ma posłużyć synowi meksykańskiej legendy boksu za ostatni test przed planowaną na 26 marca walką o tymczasowy pas WBC.
- W końcu nadeszła ta chwila i stanę do walki o tytuł mistrza świata federacji WBC przeciwko Włodarczykowi - mówi podekscytowany Francisco Palacios (20-0, 13 KO), który już 2 kwietnia zmierzy się z naszym Krzysztofem Włodarczykiem (44-2-1, 32 KO) w obligatoryjnej obronie Polaka z oficjalnym pretendentem.
- Włodarczyk jest na pewno silnym zawodnikiem. Dwukrotnie bił się z Cunninghamem, z czego raz wygrał, tak więc jest naprawdę wielkim mistrzem. Boksuje do tego poprawnie technicznie, jednak 2 kwietnia zabiorę mu pas i przywiozę z powrotem do USA. Muszę wywierać na nim nieustanną presję. Pobiję go tak mocno, że sędziowie nie będą mieli żadnych wątpliwości. Mam nadzieję, że będzie dobrze przygotowany, bo chcę mierzyć się tylko z najlepszymi i nastawiam się na dobrą walkę. Pomagam obecnie w przygotowaniach jako sparingpartner Eddie Chambersowi, co na pewno również i mi pomoże w zbudowaniu formy. Jak zdobędę ten tytuł, wówczas przyjdą i duże pieniądze - stwierdził pewny siebie Palacios, któremu kilka dni przed potyczką z naszym "Diablo" urodzi się pierwsze dziecko. Zapytany o sparingpartnerów, pięściarz z Portoryko nie ukrywał, że zależałoby mu na współpracy ze znanym "journeymanem" wagi ciężkiej oraz cruiser, Zackiem Page'em.
- Zdobędę ten tytuł dla wszystkich Amerykanów i Portorykańczyków - zakończył najbliższy rywal jedynego na chwilę obecną polskiego mistrza świata.
11 marca w Atlancie dojdzie do ciekawej gali - pierwszej z cyklu “Latin Championship Night”. Ma ona odbywać się regularnie co miesiąc, a już pierwsza zapowiada wielkie emocje.
W głównej walce wieczoru na pewno wystąpi jeden z najlepszych bokserów świata, którzy nigdy nie zdobyli tytułu mistrza świata, czyli boksujący w wadze średniej Zahir Raheem (31-3, 18 KO) - pogromca między innymi Erika Moralesa.
Najprawdopodobniej kibice w Atlancie zobaczą również "średniego" Hectora Camacho Jr (52-4-1, 28 KO) oraz "ciężkiego" Fresa Oquendo (32-7, 21 KO). Na zdjęciu Zahir Raheem.
Sobotnia gala w Kazachstanie uratowana. Przypomnijmy, że pojutrze Beibut Szumenow (10-1, 6 KO) - mistrz świata federacji WBA, miał spotkać się w unifikacyjnym pojedynku wagi półciężkiej z championem według WBO Jurgenem Brahmerem, ale tego złapały problemy żołądkowe i wycofał się z potyczki.
Organizatorzy w pośpiechu zaczęli szukać następce Brahmera i znaleźli. Naprzeciw Szumenowa w sobotę stanie trzykrotny mistrz świata wagi średniej, już trochę podstarzały William Joppy (39-6-2, 30 KO). Wszystko ułożyło się pomyślnie, ponieważ Amerykanin podczas tego samego wieczoru miał skrzyżować rękawice z niepokonanym Uzbekiem Gajratem Ahmedowem (15-0-1, 10 KO).
Joppy ma znane nazwisko w świecie boksu, ale w ostatnich trzech występach zanotował dwie porażki i jeden remis, tak więc Szumenow wydaje się być zdecydowanym faworytem.
Sfrustrowany David Price (8-0, 6 KO), brązowy medalista olimpijski z Pekinu uważa siebie za następcę Davida Haye'a na scenie brytyjskiej, pod warunkiem tylko, że którykolwiek z mocnych rywali odważy się z nim spotkać. Przypomnijmy, iż ponad dwumetrowy Anglik był jednym ze sparingpartnerów Alberta Sosnowskiego przed jego majową potyczką z Witalijem Kliczko.
27-letni pięściarz jest wściekły, ponieważ z powodu porażki przed czasem w półfinale olimpijskim z Roberto Cammarelle niedowiarki wciąż zarzucają mu, iż nie potrafi przyjąć mocnego ciosu od rywala.
- Jestem sfrustrowany. Kiedy przechodziłem na zawodowstwo krytycy mówili, że nie mam szczęki, ale jakoś nikt nie chciał ze mną walczyć. Tym bardziej mnie to denerwuje, bo wiem doskonale, że jestem już gotów by przejść na wyższy poziom i zrobić krok naprzód. Moim celem jest zdobycie tytułu brytyjskiego w połowie roku. Stać mnie już na to. David Haye powtarza, iż pod koniec roku chce skończyć karierę, a ja mogę go spokojnie zastąpić. Jestem naprawdę do tego zdolny, tylko ktoś musi mi dać najpierw szansę by to udowodnić. Mógłbym nabijać rekord kolejnymi zwycięstwami ze słabszymi zawodnikami, ale mi nie o to chodzi. Dużo mówi się o Tysonie Fury i Derecku Chisorze, a przecież oni wcale nie są lepsi ode mnie. Jestem młody, mam spore umiejętności i wierzę, że mogę osiągnąć najwyższy światowy poziom - powiedział Price, który kolejny pojedynek stoczy 22 stycznia z nieznanym jeszcze rywalem.
Powracając do wspólnych sparingów z naszym "Dragonem", Price wspomina - Nie tylko toczyłem wyrównane sparingi, ale radziłem sobie w nich nawet lepiej niż on - zakończył medalista olimpijski sprzed dwóch lat.
Oczy całego bokserskiego świata 9 kwietnia będą zwrócone na MGM Grand w Las Vegas, gdzie w wadze lekkiej dojdzie do starcia dwóch wielkich legend światowego boksu - Juana Manuela Marqueza (52-5-1, 38 KO) oraz Erika Moralesa (51-6, 35 KO). To jednak nie jedyna atrakcja tego wieczoru, bowiem z grupy Golden Boy Promotions wyciekła informacja o powrocie podczas tej gali wspaniałego mistrza kategorii junior średniej, Ronalda "Winky" Wrighta (51-5-1, 25 KO).
Obchodzący w tym roku 40. urodziny Wright ostatni raz wystąpił 21 miesięcy temu, kiedy musiał uznać wyższość Paula Williamsa (patrz foto). Miał potem jeszcze boksować z Grady Brewerem, lecz najpierw pojedynek przełożono, a potem "Winky" nabawił się poważnej kontuzji. Na chwilę obecną nie wiadomo jeszcze z kim przyjdzie mu się zmierzyć po powrocie, ale z pewnością powalczy w limicie kategorii średniej.
Szybki wywiad z mistrzem świata federacji WBO w kategorii junior półśredniej Timothym Bradleyem (26-0, 11 KO). Niepokonany 27-latek ze słonecznej Kalifornii jest przez wielu nazywany najzdolniejszym pięściarzem zawodowym w swojej dywizji wagowej. Już niedługo, bo 29 stycznia, będzie miał okazję to udowodnić, spotykając się w ringu z równie utalentowanym i głodnym sukcesów aktualnym mistrzem świata federacji WBC Devonem Alexandrem (21-0, 13 KO). Wszyscy kibice na całym świecie już zacierają ręce w oczekiwaniu na to starcie, a tymczasem poznajmy bliżej ‘Pustynną Burzę’.
- Wiek rozpoczęcia treningów bokserskich?
Timothy Bradley: Dziesięć lat.
- Pierwsze bokserskie wspomnienie?
TB: Moja pierwsza wizyta na sali treningowej. Poszedłem tam z moim tatą i pamiętam jak właściciel tej sali powiedział mi, że mam wszystko co potrzeba, aby kiedyś w przyszłości zostać mistrzem świata.
- Co cię inspiruje do treningów?
TB: Moja miłość do boksu, a także wiara we własne umiejętności, której nigdy mi nie brakowało. Oczywiście dużą inspiracją jest dla mnie także moja rodzina.
- Najlepszy pięściarz wszechczasów?
TB: Mam ich wielu, na przykład Evander Holyfield, Marvin Hagler, Roy Jones, Julio Cesar Chavez i mógłbym tak wymieniać bez końca (śmiech).