Blisko cztery lata temu Derric Rossy (25-2, 14 KO) i Eddie Chambers (35-2, 18 KO) - dwóch niepokonanych wówczas zawodników, spotkało się po raz pierwszy. Dość gładko zwyciężył wtedy "Szybki Eddie", ale w sumie nic dziwnego, bowiem Rossy miał na koncie piętnaście zawodowych i dziesięć amatorskich walk na koncie, a znany był bardziej jako obiecujący obrońca futbolu amerykańskiego. Ta porażka go nie zniechęciła i z czasem zaczął nabierać tak potrzebnego mu doświadczenia, a także zbił osiem kilogramów, dzięki czemu bardziej przypomina teraz boksera, a nie obrońcę w futbolu amrykańskim.
Co prawda konkretnej daty ich rewanżu jeszcze nie ma, ale federacja IBF wyznaczyła ich do walki eliminacyjnej, na co obaj wyrazili zgodę. 30-letni Derric nie ukrywa, że pała żądzą rewanżu i zrobi wszystko, by tym razem to jego rękę podniósł sędzia po walce.
- W tamtym pojedynku walczył zupełnie inny zawodnik. W ogóle nie miałem żadnego doświadczenia, a on mnie łatwo pobił i udowodnił, że potrzebuję jeszcze sporo się nauczyć. Pracowałem nad tym bardzo ciężko i nadszedł czas by to pokazać. To moja szansa i nie zamierzam jej przespać. Sprowadzę pas mistrza świata wagi ciężkiej z powrotem do USA - zapowiada ambitny Rossy, który w ubiegłym roku zaskoczył wszystkich przekonywującym zwycięstwem nad Carlem Davisem Drumondem.
Już na początku 2011 roku, a dokładniej 29 stycznia, wszystkich kibiców bokserskich czeka nie lada gratka. Będzie nią pojedynek Devona Alexandra (21-0, 13 KO) z Timothym Bradleyem (26-0, 11 KO). Zarówno pochodzący z Saint Louis 23-letni ‘Aleksander Wielki’, jak i jego starszy o 4 lata oponent z Kalifornii są na ringach zawodowych niepokonani i przez wielu ekspertów uznani zostali za najlepszych w swojej dywizji.
Początkowo ten świetnie zapowiadający się pojedynek miał odbyć się w domu Alexandra w Saint Louis. Ostatecznie jednak do starcia dojdzie w Silverdome w Pontiac, które znajduje się niedaleko potężnego Detroit.
- Miejsce naszej walki nie ma dla mnie żadnego znaczenia - stwierdza Devon. - Oczywiście jeżeli walczył bym na własnych śmieciach, to mógłbym liczyć na wsparcie kibiców, ale i tak gdziekolwiek byśmy się nie spotkali to ja zostanę zwycięzcą.
Wcześniej już parokrotnie próbowano doprowadzić do konfrontacji obydwu pięściarzy, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. Alexander, który jest czempionem federacji WBC i IBF w junior półśredniej, za wszystko obwinia swojego najbliższego rywala - mistrza WBO.
- To Timothy wykręcał się jak mógł od pojedynku ze mną. Najpierw stwierdził, że jestem nikim w boksie, potem gdy zdobyłem pasy zarzucał mi, że jestem mało popularny. Zauważcie jednak, że to za walkę ze mną zarobi swój pierwszy milion dolców. Jak więc może wygadywać takie bzdury?! - pyta retorycznie oburzony mańkut.
- Tomek chyba będzie tym mistrzem świata wagi ciężkiej – mówi w "Magazynie Sportowym" bezpłatnym dodatku do "Przeglądu Sportowego" menedżer Adamka Ziggy Rozalski.
– Z Gołotą próbowaliśmy wszystkich sposobów na świecie, ale nie wyszło. Była popularność, pieniądze, ale zabrakło tytułu. Tomkowi może się udać, bo to najlepszy polski bokser. Swoją drogą, Adamek chyba zostanie w USA po zakończeniu kariery, a przynajmniej tego chcą jego żona i dzieci. Otworzy jakiś biznes… Czy się do tego nadaje? Każdy się nadaje, jeśli chce mu się pracować. Otworzysz firmę i musisz jej pilnować, cokolwiek to jest, nawet budka z hot dogami. Mam przyjaciół, którzy na czymś takim zarabiają pięćset czy sześćset tysięcy dolarów rocznie. Bo pilnują sprawy. Adamek też dałby radę, bo jest pracowity – zapewnia Rozalski. On sam pilnował sprawy. Dziś ma w garażu ferrari California. Kupił, bo chciały córki. Ma przebiegu może dwieście mil, bo sam nim nie jeździ.
- Ludzie się patrzą jakbyś miał trzy łby. Jest recesja, a tu nowe ferrari. Moje dziewczyny czasem pojadą na myjnię i to wszystko - dodaje.
Swoje kolejne zwycięstwo na gali w Białymstoku odniósł 23-letni Bartłomiej Wańczyk (8-0, 4 KO) boksujący w grupie Boxing Team Piecobiogaz Poznań. Jego oponentem był Andrei Nurchinski (2-1, 0 KO), a starcie trwało pełen dystans 4 rund. Mieliśmy przyjemność porozmawiać z nim tuż po pojedynku o samym przebiegu walki jak i o jego przyszłości.
Adam Jarecki: Bartek, jesteś po walce w Białymstoku, mocno porozbijałeś rywala, skończył pojedynek mając całą twarz we krwi, jednak trzeba przyznać, że walczył do końca.
Bartłomiej Wańczyk: Starcie dosyć ciężkie, rywal cały czas atakował, młody, ambitny Białorusin. Miał dwa wygrane pojedynki i z tego co widziałem, walczył nawet o jakiś tytuł na Białorusi na dystansie 8 rund. Spodziewałem się ciężkiej przeprawy, jednak cały czas nie słucham trenera, za co chciałem go przeprosić. Podawał mi dobre wskazówki, a ja niestety cały czas wdawałem się w wymiany.
- Białorusin walczył dość nieczysto, chaotycznie, bił nasadami, za co nawet został mu odjęty punkt. Mocno Ci to przeszkadzało?
BW: Kilka ciosów faktycznie lekko mnie zakręciło, boksował strasznie niewygodnie, wpadał z ciosami, ale to moja wina, że nie zaboksowałem lepiej w defensywie. Mam jednak nadzieję, że z każdą walką będę lepiej ustawiony taktycznie, a do tego będę słuchał swojego trenera.

Poznaliśmy już najbliższego rywala Kubrata Pulewa (10-0, 5 KO). Oponentem dla bardzo odważnie prowadzonego ciężkiego z Bułgarii będzie przeciętny, jednak mocno bijący Jarosław Zavorotny (14-5, 12 KO). Dla "Kobry" będzie to prawdopodobnie ostatni występ na dystansie 8 rund.
Zavorotny to były pretendent do mistrzostwa Europy, który przegrał swoją szansę z Aleksandrem Dimitrenką. Ponadto w rekordzie Ukraińca ciężko odnaleźć wartościowe zwycięstwa. Ciekawostką jest, że pięściarz ten sparował niegdyś z Andrzejem Wawrzykiem. Wydaje się, że bułgarski prospekt spokojnie dopisze kolejne zwycięstwo do swojego bilansu.
Głównym wydarzeniem tej gali będą mistrzowskie walki Steve’a Cunninghama z Enadem Liciną i Sebastiana Sylvestra z Mehdi Bouadlą.

Zabawa sylwestrowa i świętowanie Nowego Roku nie będą przebiegały zbyt hucznie dla mistrza świata federacji WBA Beibuta Szumenowa (10-1, 6 KO) oraz czempiona WBO Juergena Braehmera (36-2, 29 KO). Wymienienych pięściarzy już 8 stycznia w kazachskim Szykmencie czeka unifikacyjny pojedynek w kategorii półciężkiej.
Lou DiBella wyznał, że mistrz WBC w kategorii półśredniej, Andre Berto (27-0, 21 KO), chętnie zmierzy się z championem WBA wyższej dywizji - Miguelem Cotto (35-2, 28 KO). Portorykańczyk ma już datę najbliższego pojedynku. 12 marca wystąpi na MGM Grand w Las Vegas. Berto był jednym z kandydatów do walki z Pacquiao, lecz ostatecznie wybór padł na bardziej popularnego Shane'a Mosleya.
- Gdy Pacquiao dogadał się z Mosleyem straciliśmy dwie możliwości. Kiedy w grę nie wchodzą ci dwaj, naprawdę niewiele można zrobić w półśredniej. Jest kilku chłopaków z junior półśredniej, ale nas interesuje Cotto. Nie żądamy wielkich pieniędzy. Bob Arum ma mój numer. Możemy łatwo się dogadać, ale nie sądzę, by Arum chciał tej walki - powiedział DiBella.
Niepokonany Vanes Martirosyan (28-0, 17 KO) od wielu miesięcy rozpaczliwie szuka swojej szansy na walkę z kimś ze ścisłej czołówki kategorii junior średniej. Obecnie "Koszmar" jest rozważany jako potencjalny przeciwnik mistrza WBA - Miguela Cotto (35-2, 28 KO). Wiele wskazuje na to, że Portorykańczyk wybierze Pawła Wolaka (28-1, 18 KO) lub Ricardo Mayorgę (29-7-1, 23 KO), a wtedy Vanes chętnie zmierzy się z królem wyższej dywizji - Sergio Martinezem (46-2-2, 25 KO).
- Wiem, że Martinez nie ma rywala na 12 marca. Jeżeli nie dostanę Cotto, jestem gotowy zmierzyć się z "Maravillą". Kategoria średnia nie jest problemem. Jeśli Cotto wybierze kogoś innego, chętnie zaboksuję z Martinezem - powiedział trenowany przez Freddiego Roacha Ormianin z amerykańskim paszportem.
Tomasz Adamek i były mistrz świata wszech wag wersji WBC Samuel Peter otrzymali propozycję walki od federacji IBF. Na razie trwają rozmowy wagi ciężkiej między przedstawicielami zawodników: z jednej strony biznesmenem z branży samochodowej Polakiem Ziggym Rozalskim, z drugiej budowlańcem Bułgarem Iwaiło Gocewem.
- Za dużo żądają pieniędzy. Ciężko to idzie - mówi Rozalski.
Stawką pojedynku byłaby pozycja nr 2 w rankingu IBF oraz pojedynek z nr 1, czyli zwycięzcą walki między Eddiem Chambersem a Derrikiem Rossym. Potem zostałby już tylko mistrz IBF, czyli Władimir Kliczko.
- To jest nasza droga. Chcę doprowadzić do tego, aby mistrz musiał ze mną walczyć - mówi Adamek, który otwarcie przyznaje, że zrezygnował z mocno krytykowanego pomysłu pojedynku z Royem Jonesem Jr.
W zakończonym przed chwilą pojedynku Lolenga Mock (30-12-1, 12 KO) pokonał na wyjeździe na punkty Lorenzo Di Giacomo (40-4-1, 20 KO), broniąc tym samym tytuł mistrza Unii Europejskiej (EU) kategorii super średniej.
Od początku do końca obraz walki się praktycznie nie zmieniał. Trochę ograniczony technicznie, ale bardzo silny reprezentant Danii nacierał agresywnie na swojego rywala, natomiast Di Giacomo z obrony bił ciosami kontrującymi. Początkowo Włochowi wychodziło to nawet nieźle, jednak z biegiem czasu przewagę zaczął zyskiwać czarnoskóry pięściarz z Kongo, od blisko dekady reprezentujący barwy Danii. Poczuł się jednak zbyt pewnie i w końcówce dziewiątej rundy nadział się na mocny lewy sierpowy przeciwnika, po którym przeleciał przez cały ring i zatrzymał się dopiero na linach po drugiej stronie.
Ostatnie minuty znów należały do niego, czym przypieczętował swoje zwycięstwo. Tak więc Lolenga Mock pozostał championem Unii Europejskiej.
Jak poinformował Władimir Hriunow, menedżer Denisa Lebiediewa (21-1, 16 KO), rosyjski pięściarz swoją kolejną walkę stoczy pod koniec lutego bądź na początku marca w Wielkiej Brytanii. Na razie nie wiadomo, z kim miałby walczyć 31-letni Rosjanin, można się jednak spodziewać, że po pierwszej porażce w karierze, Lebiediew nie będzie musiał krzyżować rękawic z bardzo wymagającym przeciwnikiem.
Na konferencji prasowej po sobotniej walce Huck-Lebiediew, promotor Wilfried Sauerland oznajmił, że chętnie widziałby Rosjanina w ewentualnym turnieju Super Six bądź Super Four w wadze junior ciężkiej. Co na to menedżer Lebiediewa, któremu nie udało się w sobotę odebrać pasa WBO Huckowi? - Mam poważne wątpliwości, czy po tak ciężkim doświadczeniu Marco kiedykolwiek zechce jeszcze walczyć z Denisem – mówi Hriunow, nie przejawiając wielkiej wiary w słowa szefa Sauerland Event.
James DeGale (9-0, 7 KO), nowy mistrz Wielkiej Brytanii w wadze super średniej, w najnowszym notowaniu federacji WBO znajduje się na piątej lokacie. Do końca przyszłego roku "Chunky" zamierza wskoczyć na pierwsze miejsce i zapewnić sobie walkę o mistrzowski pas.
- Zawsze mówiłem, że w 2012 roku chcę być mistrzem świata. W tej chwili wydaje się, że mogę zdobyć pas jeszcze szybciej, ale niezależnie od wszystkiego, po prostu muszę wygrywać przez najbliższe dwanaście miesięcy. Wiedziałem, że pokonanie Smitha pozwoli mi wskoczyć do czołówki. To dla mnie wymarzone zakończenie roku - powiedział 24-letni DeGale.
Frank Warren, wpływowy brytyjski promotor, twierdzi, że DeGale jest na tym etapie kariery znacznie bardziej rozwinięty od innych pięściarzy z którymi pracował. Mistrzem WBO jest Robert Stieglitz, a w rankingu "Chunky" znajduje się za plecami Andre Dirrella, Arthura Abrahama, Jean Paula Mendy oraz Renana St Juste.
- Z przyjemnością stoczę walkę z którymkolwiek z nich. Rozmawiałem z Frankiem Warrenem i mamy wielkie plany na przyszły rok. W pierwszej kolejności bardzo chętnie zmierzę się z Brzydkim Dzieciakiem (George Groves - przyp. red.), ale jeśli on znów odmówi, to poszukam rywali z europejskiej czołówki - zapewnia DeGale.
Kilka dni temu Amir Khan (24-1, 17 KO) wyraził przekonanie, że rewanżowa walka z Breidisem Prescottem (23-2, 19 KO) nie trwałaby dłużej niż trzy rundy i tym razem z całą pewnością role by się odwróciły.
We wrześniu 2008 roku Kolumbijczyk dość nieoczekiwanie znokautował późniejszego mistrza WBA w pierwszej odsłonie. Od tamtego czasu rozpowszechniła się teza o bardzo niskiej odporności Khana.
- Eksperci śmieją się z tej sytuacji. To naprawdę zabawne jak Amir próbuje uniknąć tego rewanżu. Wiem jak go pokonać i dlatego on woli próbować mnie ośmieszać w mediach, niż podpisać kontrakt. Prawdziwy mistrz nie mówi co by się stało gdyby doszło do walki, tylko wychodzi do ringu i pokazuje to - powiedział 27-letni Prescott.
- Po takiej porażce ludzie już zawsze będą w niego wątpić. Mógłby zachować się jak mężczyzna i spróbować pomścić tamto niepowodzenie. Lennox Lewis to zrobił. Wyszedl do Rahmana i McCalla, zastopował obu. Właśnie dlatego był wielkim mistrzem. Ale Amir nie jest Lennoxem i nigdy mnie nie pokona - oznajmił "Khnaqueror".
Na początku marca odbędzie się bardzo ciekawy pojedynek dwóch niepokonanych prospektów kategorii półciężkiej. Ismayl Syllakh (14-0, 12 KO) zmierzy się z Yordanisem Despaigne (8-0, 4 KO). 4 marca walkę na żywo wyemituje stacja ESPN2.
- Ten pojedynek to przedwczesne starcie o tytuł mistrza. Gdy Ismayl zdominuje rywala, a wiem, że to zrobi, cała czołówka zrozumie, że nadchodzi nowa gwiazda - powiedział manager Ukraińca, Ivaylo Gotzev.
Dzięki takim pojedynkom waga półciężka ma szanse wyjść z głębokiego dołka w jakim znalazła się, gdy najlepsi pięściarze tej dywizji przestali interesować się pasami, a potem zwyczajnie zaczęli się starzeć.
- Ismayl zamierza zaprezentować się ze swojej najlepszej strony i wiem, że poradzi sobie z Kubańczykiem. Ci, którzy zobaczą go po raz pierwszy, opiszą go dwoma słowami: "Muhammad Ali" - twierdzi Gotzev.
Hugo Fidel Cazares (34-6-2, 24 KO) sprawił sam sobie prezent pod choinkę i pokonał przed momentem Hiroyuki Hisatakę (19-9-1, 8 KO). Tym samym 32-letni Meksykanin już po raz trzeci obronił tytuł mistrza świata federacji WBA kategorii super muszej.
Silniejszy Cazares (na zdjęciu) zdominował walczącego u siebie pretendenta, co znalazło odbicie w i tak łaskawej dla Japończyka punktacji - 116:112 oraz dwukrotnie 117:111.
Paulie Malignaggi (28-4, 6 KO) zamierza w 2011 roku skrzyżować rękawice z mistrzem IBF w kategorii półśredniej - Janem Zaveckiem (30-1, 17 KO). W sobotę, na gali Pascal-Hopkins, "Magik" zadebiutował w limicie 140 funtów i zastopował Michaela Lozadę w szóstym starciu.
Słoweniec swoją ostatnią walkę stoczył we wrześniu. Malignaggi domyśla się, że Zaveck wkrótce będzie chciał wrócić między liny. Paulie ma nadzieję, że dostanie szansę od mistrza.
- Chcę walczyć z Zaveckiem o jego pas. Zdobyłem tytuł IBF w kategorii junior półśredniej, więc chciałbym wywalczyć go również w wyższej dywizji. On nie był w ringu od września, więc pewnie wkrótce będzie chciał stoczyć kolejny pojedynek. W jego rekordzie nie ma żadnego znanego nazwiska. Gdyby mnie pokonał, byłby bohaterem w swoim kraju. Wiem, że niektórzy mnie nienawidzą, twierdzą, że nie mam czym uderzyć i nie umiem się bić, ale to nie miałoby znaczenia, gdybym zdobył tytuł w drugiej kategorii wagowej - powiedział 30-letni Malignaggi.
Pod koniec sierpnia DeMarcus Corley (37-15-1, 22 KO) przegrał po naprawdę dobrym pojedynku z Marcosem Rene Maidaną, natomiast Lucas Martin Matthysse (27-1, 25 KO) miesiąc temu zdaniem wielu niezasłużenie uległ w starciu z Zabem Judah.
Teraz obaj pięściarze zmierzą się z sobą. Do ich konfrontacji dojdzie w ojczyźnie Matthysse - Argentynie. Corley (na zdjęciu) zmierzy się z reprezentantem gospodarzy 21 stycznia na dystansie dziesięciu rund.
Mariusz Wach (23-0, 11 KO) oficjalnie został pięściarzem grupy Global Boxing Promotions, we współpromocji z Prize Fight Promotions. Trzykrotny mistrz świata wagi ciężkiej Michael Moorer (52-4, 40 KO) będzie trenerem Polaka, który rozpoczyna przygotowania do kolejnej walki na terenie Stanów Zjednoczonych. W przyszłym tygodniu obaj wybierają się do Memphis w stanie Tennessee, gdzie rozpoczną obóz przygotowawczy.
- Jestem bardzo szczęśliwy wstępując do grup Global Boxing Promotions i Prize Fight Promotions. Zostawiłem rodzinę na święta, co jest dla mnie ogromnym wyrzeczeniem. Przyjechałem ciężko trenować i osiągnąć mój wymarzony cel, którym jest być pierwszym Polakiem, zdobywcą tytułu mistrza świata wagi ciężkiej. Z Michaelem Moorerem w narożniku, w 2011 roku chcę zrealizować swoje marzenia - powiedział "Polski Olbrzym".
- Wach ciężko pracuje na treningach, jest bardzo zdeterminowany i wie czego chce. Wierzę, że stać go na sięgnięcie po tytuł mistrza świata. Mariusz bardzo tego pragnie, a ja i cała nasza drużna jest tu po to, aby pomóc mu w realizacji tego marzenia - powiedział Mariusz Kołodziej, szef grupy Global Boxing Promotions.
Szczegóły oraz stawka pojedynku, zostaną upublicznione podczas konferencji prasowej, którą zaplanowano na 12 stycznia w Global Boxing Gym, w tej chwil trwają jeszcze negocjacje. Walka planowana jest na luty, a kontrakt promotorski podpisano na okres 2 lat.
Julio Cesar Chavez Jr. (41-0-1, 30 KO) zamierza stanąć do walki o tymczasowy pas WBC w kategorii średniej. Tytuł ten należy do Niemca Sebastiana Zbika (30-0, 10 KO). Pojedynek może odbyć się już 29 stycznia. Syn meksykańskiej legendy chce wraz ze swoim trenerem, Freddiem Roachem, wyjechać wysoko w góry i tam przez kilka tygodni przygotowywać się do powrotnej walki.
- Chcę jak najszybciej wrócić na ring. Mam nadzieję, że uda się zorganizować walkę ze Zbikiem. Mam wielkie plany i chcę rozpocząć kolejny rok od pojedynku o mistrzostwo świata. Szykuje się kapitalna walka, zależy mi na tym, by odbyła się w Meksyku. Czekam tylko na informację od Fernando Beltrana i mogę ruszać w góry, by wraz z Freddiem Roachem odpowiednio się przygotować. Słyszałem, że w marcu Martinez będzie bił się z Andym Lee. Ja swoją walkę stoczę 29 stycznia. Póki co negocjacje układają się po naszej myśli - powiedział Chavez.
Shawn Raysor, trener Tora Hamera (13-1, 9 KO), wyznał, że chętnie skonfrontuje swojego podopiecznego z brytyjskim prospektem - Tysonem Fury (13-0, 9 KO). Olbrzym z Winslow wróci między liny w lutym.
- Chciałbym, żeby ktoś zabrał mu "0" z rekordu. Tor może to zrobić. Tor Hamer vs Tyson Fury - czy to nie brzmi jak tytuł jakiegoś filmu o potworach? - powiedział Raysor.
Karierę Hamera kieruje Lou DiBella, który przekonuje, że zorganizowanie takiego pojedynku jest jak najbardziej możliwe.
- Mick Hennessy, promotor Tysona, to mój dobry przyjaciel. Możemy się dogadać - zapewnia DiBella.
W zeszły weekend, jedyny klub reprezentujący Polskę w Bundeslidze - PKB Poznań, łatwo rozprawił się z holenderskim Windmil-Boxenteam Niederlande, wygrywając całe spotkanie 15:7. Prezentujemy z tego meczu walkę w kategorii +91 kg, Denis Sloten Graaf vs Marcin Śnitko.
Po porażce z Tomkiem Adamkiem dłuższy okres Jason Estrada (16-3, 4 KO) nie robił praktycznie nic. Jak już Was informowaliśmy, Amerykanin w końcu powróci między liny 13 stycznia, ale dziś możemy także podać nazwisko jego rywala.
Będzie nim bardzo przeciętny Travis Fulton (14-25, 14 KO), który blisko sześć lat temu został zastopowany przez Alberta Sosnowskiego (TKO 2). Ich walkę zaplanowano co prawda na osiem rund, jednak znając możliwości obu zawodników najpewniej wszystko zakończy się znacznie wcześniej...
Mistrz świata federacji WBC w wadze ciężkiej Witalij Kliczko (41-2, 38 KO) został uznany za najlepszego pięściarza zawodowego w Niemczech za 2010 rok w ankiecie przeprowadzonej przez magazyn „Box-Sport”. Wyboru dokonali byli pięściarze oraz niemieccy dziennikarze.
39-letni Kliczko zebrał 1032 głosy i zaledwie o cztery oczka wyprzedził swojego młodszego brata Władimira (55-3, 49 KO), do którego należą pasy organizacji IBF, IBO i WBO. W kończącym się roku starszy z ukraińskich mistrzów odbył dwie obrony tytułu WBC. W maju znokautował w 10. rundzie Alberta Sosnowskiego, a w październiku wygrał na punkty z Shannonem Briggsem.
Trzecie miejsce w zestawieniu zajął mistrz świata federacji WBO w kategorii junior ciężkiej Marco Huck (31-1, 23 KO), który kilka dni temu pokonał na punkty Denisa Lebiediewa i zachował swoje trofeum. Wśród kobiet triumfowała Norweżka Cecilia Braehkus (16-0, 4 KO), a za najlepszego pięściarza amatorskiego uznano Niemca Arthura Brila.
W zeszły weekend, jedyny klub reprezentujący Polskę w Bundeslidze - PKB Poznań, łatwo rozprawił się z holenderskim Windmil-Boxenteam Niederlande, wygrywając całe spotkanie 15:7. Prezentujemy z tego meczu walkę w kategorii 91 kg, Tom Cohen vs Michał Gerlecki.
Freddie Roach uważa, że Shane Mosley (46-6-1, 39 KO) jest szczególnie niebezpieczny na samym początku walki. 39-letni Amerykanin 7 maja zmierzy się z Mannym Pacquiao (52-3-2, 38 KO). Stawką pojedynku będzie należący do Filipińczyka pas WBO w kategorii półśredniej.
- To nie jest łatwa walka. Mosley jest bardzo niebezpieczny w pierwszych rundach. Widzieliśmy co robił z Mayweatherem. Nikt nie wygląda dobrze w pojedynku z Sergio Morą, więc za tamten występ też nie można winić Shane'a. Nie możemy go lekceważyć. Mosley to twardziel. Ma mocną szczękę i szybkie ręce - ocenia Roach.