Już dzisiaj w nocy na ringu w Quebec w Kanadzie może dojść do historycznego wydarzenia. Żywa bokserska legenda, Bernard Hopkins (51-5-1, 32 KO), który w styczniu będzie obchodził 46. urodziny, zmierzy się z ulubieńcem miejscowej publiczności i młodszym o 18 lat Jeanem Pascalem (26-1, 16 KO). Stawką pojedynku rozgrywanego w kategorii półciężkiej będą należące do mistrza z Kanady pasy federacji WBC i IBO.
Kiedy noszący przydomek ‘Egzekutor’ Hopkins zaczynał swoją profesjonalną karierę, jego dzisiejszy przeciwnik miał 5 lat. Było to 11 października 1988 roku w Atlantic City.
- Pięć lat! - wykrzykuje zaskoczony Bernard. - Kurde, to nieźle. Nie wiedziałem o tym, ale to tylko dowód na to jak wielkim talentem obdarzył mnie Bóg. Dlatego teraz jestem gotowy na Pascala i wszyscy ci, którzy mnie znają, wiedzą, że najlepsze walki toczę wtedy, gdy jestem przyparty do muru.
- Jestem strasznie podekscytowany tym starciem. Nie czułem czegoś takiego od wielu już lat - zapewnia ‘Egzekutor’. - Pokażę dzisiaj całemu światu na co mnie jeszcze stać i rozpocznę kolejny rozdział w moim życiu.
Warto dodać, że wówczas, w 1988 roku, Bernard przegrał z Clintonem Mitchellem. Mało kto się wtedy spodziewał, że po tak pechowym początku pięściarz z Filadelfii odniesie w przyszłości tak wielkie i spektakularne sukcesy. Lista jego ofiar jest bardzo długa i można na niej znaleźć takie światowe gwiazdy jak Glen Johnson, Felix Trinidad, William Joppy, Oscar De La Hoya, Howard Eastman, Antonio Tarver, Ronald Wright, czy Kelly Pavlik. Hopkins na wiele lat bezdyskusyjnie zdominował kategorię średnią, stając się jej prawdziwym władcą.
Tavoris Cloud (22-0, 18 KO) pokonał jednogłośną decyzją sędziów Fulgencio Zunigę (24-5-1, 21 KO) i po raz drugi obronił tytuł mistrza świata wagi półciężkiej według federacji IBF.
Champion od początku zdominował challengera ciosami prostymi, lecz mocno bijący Kolumbijczyk cały czas pozostawał groźny. Amerykanin przekonał się o tym w czwartej rundzie, gdy nadział się na jego kontrę.
Do końca obaj bokserzy podjęli otwartą wymianę, z których najczęściej lepiej wychodził większy i silniejszy fizycznie Cloud. W ostatnim starciu po kombinacji zakończonej lewym sierpowym Zuniga był nawet liczony, jednak na zastopowanie go mistrzowi zabrakło już czasu.
Po ostatnim gongu sędziowie jednogłośnie opowiedzieli się za Tavorisem, punktując 116:109, 117:108 i 118:108.

Podczas oficjalnego ważenia przed galą w Tijuanie, Erik Morales (50-6, 35 KO) wniósł na wagę 139,7 funta, a jego rywal, Francisco Lorenzo (35-8, 16 KO), był odrobinę lżejszy i ważył nieco ponad 138 funtów. Stawką pojedynku będzie należący do Meksykanina pas WBC Silver w kategorii junior półśredniej.
Odlanier Solis (17-0, 12 KO) pokonał przez dyskwalifikację Raya Austina (28-5-4, 18 KO) i zyskał status oficjalnego pretendenta do tronu WBC wagi ciężkiej, na którym zasiada Witalij Kliczko.
Od pierwszej minuty przewagę zyskał Kubańczyk. Skracał dystans i z bliska swoimi ciosami sierpowymi nękał wyższego o głowę rywala. Amerykanin co prawda próbował długim lewym prostym utrzymać go daleko od siebie, jednak wraz z upływem czasu wychodziło mu to coraz gorzej.
Na dobrą sprawę początek końca nastąpił już w piątej rundzie, kiedy jeden z mocnych sierpów Odlaniera powalił rywala na deski. Od tego czasu jego przewaga systematycznie się powiększała. W dziesiątym starciu zmęczony Austin zaczął faulować. Najpierw próbował wypchnąć Solisa poza ring, a po gongu kończącym tę odsłonę uderzył jeszcze go, za co został natychmiast zdyskwalifikowany.
Solis ma teraz zapewniony bój ze starszym z braci Kliczko do końca marca.
Już jutro dojdzie do rewanżowej walki Dariusza Snarskiego (31-31-2, 6 KO) z Krzysztofem Cieślakiem (16-1, 5 KO), po tym jak Polski Związek Bokserski nakazał walkę rewanżową, jeszcze przed zakończeniem tego roku. Stawką pojedynku jest pas WBF i tytuł Międzynarodowego Mistrza Polski wagi lekkiej.
Dzisiaj w Białymstoku odbyła sie oficjalna ceremonia ważenia. Snarski okazał się cięższy, wniósł na wagę 61,1 kg, gdy jego przeciwnik 60,2 kg. Oprócz tego ciekawego pojedynku, w ringu zobaczymy Roberta Swierzbinskiego (2-0, 1 KO) , Aleksa Kuziemskiego (19-2, 4 KO), Bartłomieja Wańczyka (7-0, 4 KO) oraz Khavazhy'ego Khatsygau (1-0, 1 KO). W Białymstoku nie zadebiutuje Kamil Łaszczyk, który na 3 dni przed galą nabawił się grypy jelitowej. Wkrótce więcej informacji i materiały video z ceremonii ważenia.
Pozostałe wyniki ważenia:
Robert Swierzbinski (73,8 kg) - Ruslan Rodivich ( 74,1 kg), waga średnia
Aleksy Kuziemski (79,4 kg) - Dmitri Protkunas (77,8 kg), waga półciężka
Bartłomiej Wańczyk (62,7 kg) - Andrei Sudas (61,7 kg kg), waga junior półśrednia
Khavazhy Khatsygau (59,0 kg) - Mihails Sakara (59,8 kg), waga super piórkowa
Kreowany niegdyś na przyszłego mistrza wagi ciężkiej Aleksander Powietkin (21-0, 15 KO) przed chwilą wygrał kolejny pojedynek, lecz i tym razem nie zachwycił. Już tylko nieliczni, najbardziej zagorzali fani Rosjanina mogą wierzyć, że 31-letni pięściarz zdoła pokonać braci Kliczko i "oczyścić" królewską kategorię.
Mistrz olimpijski z Aten kontrolował przebieg pojedynku, lecz trzeba przyznać, że Nicolai Firtha (19-8-1, 8 KO) nie postawił mu wysokiej poprzeczki. "Sasza" rozpoczął bardzo dobrze, lecz z czasem wyraźnie osłabł. Po dziesięciu, momentami zaciętych rundach, sędziowie jednogłośnie opowiedzieli się za Powietkinem (98-92, 100-90 i 99-91).
Kiedy po ucieczce z Kuby Odlanier Solis (17-0, 12 KO) przechodził na zawodowstwo, wszyscy kibice i znawcy bokserscy zadawali sobie tylko jedno pytanie. Brzmiało ono nie czy, a kiedy ten fenomenalny pięściarz zdobędzie zawodowe mistrzostwo świata.
Po tym co Odlanier osiągnął na ringach amatorskich spodziewano się, że jako zawodowiec dokona wręcz cudów. Przypomnijmy tylko najważniejsze sukcesy 30-latka z Havany. Solis 4-krotnie wywalczył mistrzostwo świata, (w tym raz jako junior), w 2004 roku w Atenach zdobył złoto olimpijskie, a w 1999 złoto igrzysk panamerykańskich. 6 razy piastował tytuł mistrza Kuby. W sumie stoczył około 347 walk z czego tylko 12 przegrał. Dwukrotnie jego wyższość musiał uznać inny światowy gwiazdor ringów amatorskich, doskonały Felix Savon, a także między innymi Sultan Ibragimov, David Haye, Kubrat Pulev, czy Rosjanin Alexander Alekseev.
Niestety na razie ‘La Sombra’ prezentuje się zdecydowanie poniżej oczekiwań. Mimo iż jest niepokonany, a jego dotychczasowy rekord 17 zwycięstw, w tym 12 przed czasem robi wrażenie, to jednak występem takim jak wczorajszy Kubańczyk srogo rozczarowuje.
W lutym bieżącego roku u Francesco Pianety (21-0-1, 13 KO) zdiagnozowano raka jądra. Po ponad pół rocznym leczeniu i przebyciu operacji chirurgicznej oraz serii chemioterapii, pięściarz wrócił do zdrowia i dziś udanie powrócił na ring.
Na gali w Berlinie były przeciwnik Alberta Sosnowskiego już w pierwszej odsłonie znokautował 42-letniego Mike'a Middletona (13-20-1, 5 KO). Po minucie od rozpoczęcia Pianeta zranił przeciwnika ciosem z prawej ręki i posłał na deski lewym hakiem na wątrobę. Walka zakończyła się po siedemdziesięciu sekundach.
Na gali w Berlinie
Yoan Pablo Hernandez (23-1, 12 KO) znokautował Alego Ismaiłowa (18-4-1, 13 KO) już w pierwszej rundzie eliminatora WBA w kategorii junior ciężkiej.
36-letni Azer od początku starał się wywrzeć presję na wyższym przeciwniku, lecz niewiele wynikało z jego ataków. Przez pierwsze dwie minuty Kubańczyk też nie odpowiadał niczym szczególnym, aż w końcu potężnym ciosem zranił Ismaiłowa, który chwilę później, po kolejnym uderzeniu, wyleciał z ringu przy okazji zaplątując się w liny. Francuski sędzia wyliczył go do dziesięciu i zakończył walkę, gdy uwikłany w liny Ismaiłow wciąż próbował powstać. Azer zdawał się być gotowy do kontynuowania, lecz po prostu zabrakło mu czasu na uwolnienie się.
Zwycięski Hernandez został oficjalnym pretendentem do tytułu federacji WBA. Wkrótce zmierzy się z tymczasowym mistrzem, Stevem Hereliusem (21-1-1, 12 KO) lub pełnoprawnym championem - Guillermo Jonesem (37-3-2, 29 KO).
Już jutro rewanż, na który czekają wszyscy polscy kibice. 10 października na gali w Łomiankach Krzysztof Cieślak (16-1, 5 KO) pokonał po kontrowersyjnym werdykcie niejednogłośnie na punkty ringowego weterana Darka Snarskiego (31-31-2, 6 KO). Tym razem do pojedynku dojdzie w Białymstoku, rodzinnym mieście popularnego "Snary". Na ceremonii ważenia mieliśmy okazję porozmawiać z zwycięzcą poprzedniego pojedynku.
Adam Jarecki: Krzysiek, już jutro wielki rewanż z Darkiem Snarskim. Jak Twoja forma fizyczna, czy przygotowania przebiegały bez zakłóceń? No i najważniejsze, jak forma psychiczna? Po ostatnim pojedynku ciążyła na Tobie spora presja...
Krzysztof Cieślak: Wszystko okaże się jutro. Uwierzcie, jestem bardzo dobrze przygotowany, nie miałem nawet problemów z wagą. W ostatniej walce miałem nadwagę, a teraz miałem kilogram poniżej limitu, to coś znaczy. Trenowałem bardzo ciężko i przyjechałem do Białegostoku po zwycięstwo.
- Co dalej, jeśli wygrałbyś tą walkę? Po gali w Łomiankach mówiłeś, że kończysz karierę, później zmieniłeś zdanie. Widać, że nabrałeś nowej motywacji do treningów.
KC: Ciężko powiedzieć, czas pokaże. Co mnie zmotywowało? Wziąłem się w garść, zauważyłem, że ciężko jest w Polsce zoorganizować sobie porządne warunki do treningów - trenerów, przygotowania. Jednak mi się to udało bez promotora i jestem w świetnej formie.
Jutro dobiegnie końca niespełna 30-letnia kariera pięściarska Dariusza Snarskiego (31-31-2, 6 KO). "Snara" twierdzi, że jest przygotowany jeszcze lepiej niż miało to miejsce w Łomiankach, gdzie zdecydowanie górował nad 16 lat młodszym Cieślakiem. Dariusz Snarski nie przewiduje innej możliwośći niż swoje zwycięstwo, co byłoby miłym uwieńczeniem długiej kariery z którą związana jest niejedna historia.
-Pełnego luzu nie ma, bo to nie działa zawsze dobrze. Jest trochę emocji, trochę głodu (śmiech), ponieważ trzeba było zadbać o dobrą sylwetkę. Przed samą walką nie można już mocno trenować, teraz nabierałem świeżości. W ostateczności nie miałem żadnych problemów z wagą, jest dobrze. Nie mam zamiaru zdradzać jak będę walczył, wszyscy zobaczą co się będzie działo w ringu. Nie przewiduję innego zakończenia walki niż moje zwycięstwo. Na własnym ringu muszę wygrać ja i tak będzie!- powiedział Dariusz Snarski.
Jak dowiedziała się redakcja BOKSER.ORG, wbrew wcześniejszym doniesieniom innych źródeł Tomasz Adamek (43-1, 28 KO) jednak stoczy walkę w Polsce. "Góral" zaboksuje 16 kwietnia w katowickim "Spodku".
Co jeszcze ważniejsze, pojedynek ten - tak jak zapowiadaliśmy już wczoraj, będzie częścią eliminacji do tytułu federacji IBF wagi ciężkiej. Na chwilę obecną rywal jeszcze nie jest znany, choć poważnym kandydatem wydaje się być Samuel Peter. Więcej informacji już wkrótce...
Zdaniem Michaela Buffera, najbardziej znanego anonsera ringowego na świecie, dzisiejsza gala boksu w Berlinie zapowiada się frapująco. 66-letni, lecz wciąż cieszący się wspaniałą formą Amerykanin oczekuje znakomitego widowiska przede wszystkim w głównym wydarzeniu wieczoru, w którym Marco Huck (30-1, 20 KO) zmierzy się z Denisem Lebiediewem (21-0, 16 KO). Stawką walki będzie należący do tego pierwszego mistrzowski pas federacji WBO w wadze junior ciężkiej.
- W programie gali jest sporo ciekawych pojedynków. Niepokonany Lebiediew będzie bardzo, bardzo ciężkim rywalem dla Marco Hucka. Dzisiejszego wieczoru spodziewam się naprawdę znakomitej walki. Kto wygra? Powinienem pozostać neutralny, ci pięściarze to moi przyjaciele. Będę kibicował obydwu i niech wygra lepszy - powiedział Buffer, z którego ust kibice zgromadzeni w berlińskiej Max Schmelling Halle z pewnością usłyszą firmowy okrzyk "let's get ready to rumble" ("przygotujmy się na grzmoty").
Bardzo odważnie prowadzony prospekt wagi ciężkiej, Kubrat Pulew (10-0, 5 KO), przed chwilą pokonał kolejnego znanego przeciwnika - byłego mistrza Europy, Paolo Vidoza (26-10, 15 KO).
29-letni Bułgar zdominował przeciwnika i wygrał wszystkie osiem rund, lecz nie potrafił znokautować Włocha. Sam z kolei w trzeciej odsłonie dał się mocno trafić, lecz szybko doszedł do siebie i do końca nie dał się już zaskoczyć.
Pulew zaczął rozbijać otłuszczonego przeciwnika ciosami na korpus, ale doświadczony Vidoz dotrwał do końca, a po ostatnim gongu wyraził nawet przekonanie, że walka może zakończyć się remisem... Innego zdania byli sędziowie, którzy jednomyślnie wskazali na "Kobrę" (3 razy 80-72).
Jedyny polski reprezentant w Bundeslidze, klub PKB Poznań łatwo rozprawił się z holenderskim Windmil-Boxenteam Niederlande, wygrywając całe spotkanie 15:7. Mecz nietypowo odbył się w Koninie, ponieważ poznańska Arena była zarezerwowana na termin meczu Bundesligi.
WYNIKI MECZU PKB POZNAŃ vs WINDMIL-BOXTEAM NIEDERLANDE >>
W Koninie publiczność dopisała, zjawiło się ponad 300 kibiców, co zapełniło całą halę. W całym meczu, w tylko jednym pojedynku poznaniacy musieli zadowolić się remisem. Wszystkie pozostałe walki wygrali.
- Liczę, że Powietkin znokautuje Firthę w ciągu pierwszych pięciu rund - mówi Wilfried Sauerland, niemiecki promotor i główny organizator dzisiejszej gali boksu w Berlinie, podczas której swoje umiejętności w starciu z Nicolaiem Firthą (19-7-1, 8 KO) zaprezentuje mistrz olimpijski z 2004 roku Aleksander Powietkin (20-0, 15 KO). Głównym wydarzeniem wieczoru będzie starcie o pas WBO pomiędzy Marco Huckiem i Denisem Lebiediewem.
- Jeśli ostatni rywale Powietkina - Mora i Oruh byli bokserami czwartego i trzeciego rzędu, to Firtha jest o kolejny poziom wyżej. Poziom trudności podnosi się. Firtha to zdrowy i wysoki facet, pod względem warunków fizycznych przypomina Kliczkę. Z niecierpliwością czekam na sobotnią walkę - mówi Sauerland.
Choć Sauerland nie krytykuje otwarcie Teddy'ego Atlasa, amerykańskiego trenera Powietkina, to nie wydaje się być zwolennikiem jego współpracy z 32-letnim Rosjaninem. - Nie mam nic przeciwko Atlasowi, ale zwyczajnie nie mogę zrozumieć, dlaczego Powietkin nie pracuje z trenerem Biełowem. Przecież zawsze szło im razem dobrze. Dlatego nie widzę konieczności, aby Aleksander ciągle trenował w Stanach. Biełow jest szkoleniowcem tego typu, który bardzo odpowiada Powietkinowi. Dla przykładu, kiedy Władimir Kliczko zaczął trenować z Emanuelem Stewardem, to w pierwszych walkach również nie szło mu tak gładko. Steward potrafił jednak dopasować do Kliczki najbardziej odpowiadający mu styl walki - tłumaczy niemiecki promotor.
Zwycięstwo sprzed dziewięciu dni nad Vinnym Maddalone umocniło Tomasza Adamka (43-1, 28 KO) na pierwszym miejscu w rankingu federacji WBO wagi ciężkiej. "Góral" zostawił za swoimi plecami takie sławy boksu jak David Tua czy Aleksander Powietkin. Przypomnijmy, że były mistrz świata kategorii półciężkiej i cruiser powróci na ring 16 kwietnia w katowickim "Spodku" z nieznanym jeszcze rywalem.
W kategorii junior ciężkiej widnieją nazwiska dwóch naszych rodaków - Paweł Kołodziej (27-0, 16 KO) jest jedenasty, a cztery oczka niżej plasuje się Mateusz Masternak (21-0, 15 KO).
W dywizji półciężkiej pomimo porażki w ostatnim występie wciąż wysoko stoją akcje Aleksa Kuziemskiego (19-2, 4 KO). Pięściarz z Białegostoku jest piętnasty, a już jutro w swoim mieście będzie miał okazję do poprawienia swojego bilansu, gdy spotka się z przeciętnym Dmitrijem Protkunasem (11-33-2, 1 KO).
Dwunasty w kategorii junior średniej jest zamieszkały na stałe w USA Paweł Wolak (28-1, 18 KO). Do tego "Wściekły byk" wyrasta powoli na najpoważniejszego rywala dla sławnego Miguela Cotto, z którym miałby się zmierzyć na początku maja.
Ostatnim Polakiem w najnowszym rankingu WBO jest boksujący w wadze półśredniej Rafał Jackiewicz (37-9-1, 18 KO). Zajmujący dwunastą pozycję "Wojownik" powrócił udanie w zeszłym miesiącu po porażce o tytuł mistrza świata, wygrywając w Nysie z Ronny McFieldem.
Być może już wkrótce Amir Khan (24-1, 17 KO) zostanie odznaczony tytułem super championa przez federacją World Boxing Association. 11 grudnia Brytyjczyk obronił mistrzowski pas w starciu z obowiązkowym pretendentem - Marcosem Rene Maidaną (29-2, 27 KO). Po dwunastu rundach sędziowie przyznali zwycięstwo Amirowi, lecz pokonany Argentyńczyk zaprezentował się na tyle dobrze, że w najnowszym rankingu WBA znajdzie się na pierwszym miejscu, z którego zepchnie Victora Ortiza (28-2-2, 22 KO).
Gdy Khan zostanie super championem, wkrótce dwaj najwyżej notowani pięściarze staną do walki o tytuł WBA Regular. Maidana i Ortiz zmierzyli się już w czerwcu ubiegłego roku. Wówczas górą był "El Chino", który mimo trzech nokdaunów i straty punktowej (45-48 po pięciu rundach) zastopował młodego Amerykanina w szóstej odsłonie. Rewanż jest jak najbardziej wskazany, choć po ostatnim występie Ortiza można wywnioskować, że nie nauczył się on jeszcze odpowiednio rozkładać sił i nadal nie potrafi boksować mądrze.
- Nie spodobało mi się gdy on mówił przed walką, że wyśle mnie z powrotem na Kubę. Ja więc wysłałem go z powrotem do Cleveland, gdzie mają same krowy - mówił po walce nowy pretendent do tronu WBC wagi ciężkiej Odlanier Solis (17-0, 12 KO) - Nawet się nie zmęczyłem. Postępowałem zgodnie z przyjętą wcześniej taktyką - zakończył utytułowany na ringach amatorskich Kubańczyk.
- On pokona Witalija Kliczkę. Pokazał naprawdę sporo i widzę go jako przyszłego mistrza świata - komplementował swojego przeciwnika już po spotkaniu Ray Austin (28-5-4, 18 KO).
Dzisiaj PKB Poznań, jeden z najmocniejszych polskich klubów amatorskich, jedyny występujący w Bundeslidze, podejmuje w Koninie holenderski klub Windmil-Boxteam Niederlande.
ZESTAWIENIE PAR NA MECZ POZNAŃSKI KLUB BOKSERSKI – WINDMIL-BOXTEAM NIEDERLANDE >>
Klub z Poznania w niemieckiej lidze spisuje się znakomicie. W poprzednim starciu klub z Poznania otarł sie o sensację. Uległ nieznacznie (wynik 11:12) faworytowi rozgrywek, niepokonanemu w ubiegłym sezonie, drużynowemu mistrzowi Niemiec Velberter BC 22.
Zdaniem wielu pięściarskich ekspertów, walka z Denisem Lebiediewem będzie jedną z najtrudniejszych w karierze mistrza świata federacji WBO w wadze junior ciężkiej Marco Hucka. 31-letni Rosjanin spodziewa się, że w walce, która odbędzie się w sobotni wieczór w Berlinie, niemiecki przeciwnik może uciekać się do nieczystych zagrań, do czego zdążył już przyzwyczaić. Aby radzić sobie z faulami 26-letniego Hucka, Lebiediew sparował ze swoimi przyjaciółmi, Fiodorem i Aleksandrem Emelianienko, jednymi z najsłynniejszych zawodników MMA na świecie. Podopieczny Walerego Biełowa do walki podchodzi spokojnie i zapewnia, że do Rosji zabierze ze sobą nie jeden, a dwa pasy.
- Decyzja o tym, że pańska walka z Huckiem odbędzie się 18 grudnia została ogłoszona na początku listopada. Czasu na dobre przygotowania było w sam raz?
Denis Lebiediew: Czasu miałem wystarczająco dużo. Wszystko odbyło się zgodnie z planem. Mogę powiedzieć szczerze, że pracowaliśmy jak należy.
- Na początku sparingów w Rosji pomagali panu znani zawodnicy MMA Fiodor i Aleksander Emelianienko.
DL: Bracia Emelianienko to moi bliscy przyjaciele. Przede wszystkim uczyli mnie w jaki sposób "rewanżować się" pięściarzowi walczącemu nieczysto. Sądzę, że po tego typu zajęciach będę w stanie stawić odpowiedni opór Huckowi. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że zdarza mu się boksować nieczysto.
- Jak dokładnie wyglądały pańskie sparingi z braćmi? Walczyliście tylko w stójce, czy również w parterze?
DL: Podczas treningów tylko w stójce, a poza nimi także w parterze. To drugie robiłem dla przyjemności, starałem się trochę poduczyć dla samego siebie.
Na gali w Miami po ponad dwuletniej przerwie powrócił Ricardo Mayorga (29-7-1, 23 KO). Były mistrz dwóch kategorii wagowych w dziewiątej rundzie zastopował Michaela Walkera (19-6-2, 12 KO). Przed pojedynkiem obowiązywał umowny limit, ale prawdopodobnie "El Matador" na stałe przeniesie się do dywizji średniej.
Długa przerwa od boksu szybko dała o sobie znać. Słynący z agresji Mayorga pozwalał przeciwnikowi na przejmowanie inicjatywy. W swoim stylu Nikaraguańczyk ostentacyjnie odsłaniał się i przyjmował mocne ciosy bez zmrużenia okiem, igrając z widownią.
W drugiej połowie walki Ricardo zaczął bić na korpus i mocno spowolnił Walkera. Na początku dziewiątej rundy Mayorga zanotował w końcu nokdaun, ale sędzia odjął mu punkt za uderzenie Amerykanina, gdy ten był już na deskach. Walker wstał, a 37-letni "El Matador" raz jeszcze przycisnął go i zakończył pojedynek.