Parę dni temu niepokonany "lekki" Brandon Rios (26-0-1, 19 KO) bardzo niepochlebnie wypowiadał się na temat swojego byłego kolegi z kadry Victora Ortiza (28-2-2, 22 KO), który w zeszła sobotę po ciężkiej walce zremisował z Lamontem Petersonem (28-1-1, 14 KO). Dziś Ortiz odpowiedział na prowokację i zaprosił rok starszego Riosa do ringu.
- To jest właśnie to czego on nie mógł znieść od czasu kiedy byliśmy dziećmi. Ja miałem siedem tytułów krajowych, on nie. Co można zauważyć? On jest nadal dzieckiem. Niektórzy dorastają, inni nie. Nigdy tak o nim nie myślałem, zawsze wierzyłem, że on pewnego dnia dorośnie. Jeśli on już chce zakończyć swoją karierę, niech da mi znać. On szuka dużej wypłaty i ze mną może ją dostać. Nie skupiam się na tym, mam ważniejsze sprawy. Jednak jeśli chce coś sobie udowodnić, niech wskoczy do super lekkiej i spotkamy się w ringu - zakończył Ortiz.
Pod koniec października Avtandil Khurtsidze (22-2-2, 13 KO) stoczył bardzo wyrównaną i zdaniem wielu wygraną walkę z Hassanem N'Dam N'Jikamem. Sędziowie byli innego zdania i to Francuz zdobył tytuł mistrza świata federacji WBA kategorii średniej w wersji tymczasowej.
31-letni Gruzin utrzymał drugą pozycję w rankingu WBA i chcąc jak najszybciej dostać ponowną szansę zaboksowania o mistrzostwo świata, w powrocie zmierzy się z bardzo trudnym rywalem. Będzie nim trzynasty w zestawieniu WBA Giovanni Lorenzo (29-3, 21 KO), który na początku września przegrał jednogłośnie na punkty z pełnoprawnym championem WBA, Felixem Sturmem. Do ich pojedynku dojdzie w Tibilisi 12 marca.
Były pretendent do pasa WBA w wadze junior półśredniej, Dmitrij Salita (31-1, 16 KO), w najbliższy czwartek, w Roseland Ballroom w Nowym Jorku, zmierzy się z Jamesem Wayką (16-9-1, 8 KO). Pierwotnie rywalem "Gwiazdy Dawida" miał być Mike Anchondo (30-3, 19 KO), który jednak musiał wycofać się z powodu choroby.
Pojedynek został zakontraktowany na osiem rund, lecz witryna fightnews donosi, że organizatorzy mają nadzieję na wprowadzenie poprawki, dzięki której pięściarze przeboksują dziesięć starć. Wówczas w stawce mógłby znaleźć się wakujący pas IBA International w kategorii półśredniej.
Choć kontrakty nie zostały jeszcze podpisane, z tonu kolejnych wypowiedzi Shane'a Mosleya (46-6-1, 39 KO) można wywnioskować, że nie obawia się on pominięcia przez obóz Manny'ego Pacquiao (52-3-2, 38 KO). Pojedynek najprawdopodobniej odbędzie się 16 kwietnia na MGM Grand w Las Vegas.
Amerykanin oglądał na żywo ostatnią walkę "Pacmana' i twierdzi, że wychwycił kilka błędów, które notorycznie powtarza filipiński król P4P. Naturalnie "Sugar" nie zamierza wyciągać wszystkich asów z rękawa, ale nie ulega wątpliwości, że ma on na myśli nienajwyższą odporność Manny'ego na ciosy w tułów.
- Myślę, że każdy widział Manny'ego w tarapatach w szóstej rundzie walki z Margarito. Oczywiście Pacquiao to wspaniały pięściarz. Wielki wojownik obdarzony niezwykłą szybkością. Czeka nas arcyciekawe starcie - powiedział Mosley.
39-letni Amerykanin uważa, że jego ciosy zrobią na Pacquiao jeszcze większe wrażenie niż te, które zadał Meksykanin.
- Można było bardziej go przycisnąć, ciosy na korpus to świetna taktyka na Manny'ego. Jestem silniejszy od Margarito, więc moje uderzenia mogą zrobić mu jeszcze większą krzywdę. Będzie miał spore problemy - zapewnia Mosley.
Mistrz WBA w kategorii junior średniej, Miguel Cotto (35-2, 28 KO, ma dość bezczynności i zamierza wrócić na ring wcześniej niż w połowie przyszłego roku. Możliwe, że Portorykańczyk najbliższą walkę stoczy 12 maja. Emanuel Steward, trener "Junito" podał listę czterech potecjalnych kandydatów na przeciwnika dla Cotto.
Znaleźli się na niej Vanes Martirosyan (28-0, 17 KO), Paweł Wolak (28-1, 18 KO) i brat "Canelo" - Rigoberto Alvarez (26-2, 19 KO). Ostatni jest mistrz IBF w limicie 154 funtów - Cornelius Bundrage (30-4, 18 KO), który również jest podopiecznym Stewarda.
Marcowa walka ma być dla Cotto rozgrzewką przed rewanżowym starciem z Antonio Margarito (38-7, 27 KO), które może odbyć się w lipcu. Jeżeli portorykański mistrz trzech kategorii wagowych zdoła pokonać "Tony'ego" to w końcówce roku prawdopodobnie zmierzy się z Sergio Martinezem (46-2-2, 25 KO) - obecnym królem dywizji średniej.
Niektóre źródła donodzą, że właśnie polski pięściarz jest najpoważniejszym kandydatem do walki z Cotto. Tę sytuację stara się odmienić usilnie promujący własne nazwisko Martirosyan.
- Słyszałem, że mówi się o mojej walce z Cotto. Mamy zaboksować 12 marca. Mam nadzieję, że to wypali. Cotto to jedyny mistrz, który ma tyle odwagi, by wyjść ze mną do ringu. Od dawna czekam na wielką walkę. Gdy dostanę szansę, pokażę na co mnie stać - powiedział Vanes.
12 listopada Mariusz Wach zastopował Galena Browna (33-15-1, 20 KO) w czwartej rundzie. Teraz Amerykanin stanie naprzeciw innego niepokonanego boksera - Tysona Fury (12-0, 9 KO), a to wszystko już w sobotę podczas gali Hopkins vs Pascal.
Pojedynek zakontraktowano na osiem rund, choć znając możliwości obu panów, najprawdopodobniej skończy się dużo szybciej.
Jak dowiedział się serwis Eurosport.pl Tomasz Adamek wróci na ring 9 kwietnia i niewykluczone, że skrzyżuje rękawice z... Albertem Sosnowskim. "Dragon" jest podobno jednym z trzech kandydatów do starcia z "Góralem" Gilowic. Jednak nie doszło jeszcze do rozmów z samym zawodnikiem.
Adamek w wywiadzie dla Eurosport.pl powiedział, że jego przeciwnikiem będzie ktoś znajdujący się na wysokiej pozycji w rankingu IBF. Jak udało się nam dowiedzieć, w grę wchodzi przede wszystkim konfrontacja z "Nigeryjskim Koszmarem" Samuelem Peterem (34-4, 27 KO). Wstępne rozmowy zostały już rozpoczęte.
Drugą opcją, mimo że Adamek zaprzeczył, jest Francuz Jean-Marc Mormeck (36-4, 22 KO). Podobno obóz Polaka był mocno zainteresowany starciem z Royem Jonesem Jr., ale gdyby do walki doszło w Polsce, to jest to mało prawdopodobne. Po pierwsze Amerykanin chciałby ogromnych pieniędzy. Po drugie, nie da się ukryć, że zawodnik, który zapewne kosztem i tak słabej już formy próbowałby przybrać na masie przynajmniej do 90-93 kg, nie da atrakcyjnej walki. W swoich dwóch ostatnich pojedynkach Jones zaprezentował się fatalnie i musiał uznać wyższość Danny'ego Greena i Bernarda Hopkinsa.
Ale największym hitem może być starcie "Górala" z Albertem Sosnowskim. W przeszłości "Dragon" kilka razy mówił, że chciałby się zmierzyć z Adamkiem, przy tym dając do zrozumienia, że pięściarz z Gilowic nie jest prawdziwym ciężkim i będzie mu trudno odnieść sukces.
Toyota Motor Manufacturing Poland w Wałbrzychu, ApuleNGO oraz Urząd Miejski w Wałbrzychu organizują aukcję charytatywną, w której licytowane są rękawice bokserskie z autografem Dariusza Michalczewskiego. Cały dochód z aukcji przeznaczony będzie na sfinansowanie obiadów dla potrzebujących tego dzieci w wałbrzyskich szkołach.
WIĘCEJ INFORMACJI O LICYTACJI >>
Licytacja organizowana jest w ramach akcji "Syta Zima". Ma ona na celu sfinansowanie obiadów dzieciom z wałbrzyskich szkół podstawowych. Dzieci te należą do rodzin o niskim dochodzie, a jednocześnie nie otrzymujących pomocy społecznej. Według wyliczeń, pomocy potrzebuje 673 uczniów, a kwota jaką trzeba zebrać aby zrealizować ten szczytny cel, to 306 215 zł.
Niezwykła gratka dla polskich kibiców boksu. Platforma cyfrowa Polsatu w zbliżający się weekend znów przyszykowała prezent dla fanów szermierki na pięści.
Wszystko zacznie się już w piątek w nocy. Od godziny 2:00 na Polsacie Sport Extra bezpośrednia transmisja z gali w Miami, gdzie głównym wydarzeniem będzie walka Odlaniera Solisa z Rayem Austinem.
W sobotę na Polsacie Sport od godziny 19:30 gala w Berlinie i długo wyczekiwana potyczka Denisa Lebiediewa z Marco Huckiem. Potem szybka kawka i od 1:00 - znów na Polsacie Sport Extra, transmisja z Kanady i gala z udziałem Bernarda Hopkinsa oraz Jeana Pascala.
54 pięściarzy z 21 klubów wystąpiło w miniony weekend w turnieju bokserskim Grand Prix o Puchar Polskiego Związku Bokserskiego w Elblągu. W walce uznanej za najciekawszą, zmierzyli się dwaj elbląscy bokserzy. W emocjonującym pojedynku w kategorii 75 kg, Michał Łoniewski (Kontra Elbląg) pokonał niejednogłośnie Adama Kośmidra (Tygrys Elbląg).
Drugi turniej z cyklu Grand Prix PZB, który był także eliminacją do przyszłorocznych indywidualnych mistrzostw Polski, odbył się w hali MOS przy ul. Kościuszki. W piątek rozegrano eliminacje, w sobotę półfinały, natomiast w niedzielę finały. W sobotę uroczystego otwarcia turnieju dokonał nowy prezydent Elbląga, Grzegorz Nowaczyk.
Bardzo dobrze w turnieju wypadli bokserzy elbląskich klubów. Najlepszym zawodnikiem turnieju uznano zwycięzcę kategorii średniej, 21-letniego Michała Łoniewskiego z Kontry Elbląg, który w finale pokonał niejednogłośnie na punkty, o dwa lata młodszego Adama Kośmidera (Tygrys Elbląg). W nagrodę otrzymał wieżę SONY z MP3, ufundowaną przez sponsora turnieju - właściciela Agencji Reklamowej GABO i wydawcę serwisu info.elblag.pl.
Fundacja Darka "Tigera" Michalczewskiego "Równe Szanse" od lat wspiera najmłodszych adeptów naszej ulubionej dyscypliny, ale również pływaków, piłkarzy, kolarzy. Ostatnio jednak Fundację napotkały kłopoty związane z niewywiązywaniem się marki Foodcare, dotychczasowego producenta napoju energetycznego Tiger, ze swoich dotychczasowych zobowiązań zapisanych w umowie. W związku z tym rozwiązano dotychczasową współpracę, a nową firmą mającą prawa do produkcji, dystrybucji oraz promocji napoju Tiger Energy Drink została firma Maspex i od teraz to ona będzie partnerem Fundacji.
- Dzięki Tiger Energy Drink pomagamy młodym sportowcom poprzez szkolenie trenerów, organizowanie obozów, zimowisk i kolonii sportowych. Fundujemy kilkadziesiąt stypendiów rocznie dla najbardziej potrzebujących podopiecznych. Z powodu niewywiązania się z zobowiązań przez firmę Foodcare, Fundacja została zmuszona do m.in. do wstrzymania ważnej inwestycji, której celem jest stworzenie ośrodka przygotowań przedolimpijskich w Słupsku - mówi Darek "Tiger" Michalczewski.
Pozbawienie Fundacji środków finansowych na dalsze działania, zmusiło jej założycieli do poszukiwania nowego licencjonobiorcy. Nowym parnerem i firmą upoważnioną do wyłącznego używania oznaczenia TIGER i wykorzystywania wizerunku Dariusza "Tigera" Michalczewskiego do promocji produktów została firma Maspex.
- Sąd swoimi postanowieniami zakazał firmie Foodcare, do czasu prawomocnego zakończenia postępowania, produkcji, sprzedaży, promocji oraz innych form wprowadzania do obrotu produktów energetycznych zawierających jakiekolwiek oznaczenia z elementem "TIGER". Taka decyzja sądu pokazuje, że roszczenia Fundacji mają mocne podstawy. Tiger jest tylko jeden i tak zostanie do końca. Pracowałem na to całe moje życie - zakończył były wieloletni mistrz wagi półciężkiej. Na temat współpracy wypowiedział się również prezes zarządu firmy Maspex.
- Fundacja "Równe Szanse" zwróciła się do nas z ofertą współpracy. Z punktu widzenia biznesowego, uznaliśmy tę propozycję za wartą rozważenia. Mając dobre doświadczenia w produkcji, sprzedaży oraz promocji produktów wykorzystujących licencję, zdecydowaliśmy się na podpisanie umowy o współpracy - powiedział Krzysztof Pawiński.
Trzynaście miesięcy temu Wojciech Bartnik (26-4-1, 10 KO) oraz Marcel Erler (9-9-1, 5 KO) spotkali się po raz pierwszy. Wówczas po ośmiu jednostronnych i trzeba przyznać trochę nudnych rundach wygrał Polak. Teraz w Berlinie doszło do rewanżu.
Tym razem nasz ostatni medalista olimpijski nie dał już rywalowi żadnych szans, wygrywając przed czasem w trzeciej rundzie. Tym samym Bartnik obronił wywalczony w Katowicach prowincjonalny pas EPBA kategorii cruiser.
Szef Golden Boy Promotions, a niegdyś wybitny zawodnik Oscar De la Hoya wypowiedział się dziś na temat jednego ze swoich najbardziej utalentowanych podopiecznych, Amira Khana (24-1, 17 KO), który w ostatnią sobotę pokonał argentyńskiego punchera Marcosa Rene Maidanę (29-2, 27 KO).
- Amir może być gwiazdą pokroju Ricky'ego Hattona. Jego wygrana nad Maidaną oznacza, że jego kolejna walka w Vegas może być wielka. Możemy już mówić o pojedynkach MGM Grand, gdzie Ricky porywał tłumy. Amir jest na dobrej drodze by mu dorównać. Jest młody, ma dopiero 24 lata, ciągle się uczy i niedługo będzie gotów walczyć z najlepszymi. Myślę że walka z Mayweatherem może się odbyć pod koniec przyszłego roku. Khan jest niesamowity zawodnikiem, nie ma co do tego wątpliwości. Musi dalej ciężko trenować, wygrywać i tak dojdzie na szczyt. On ma wszystko by stać się kimś wielkim, ma charyzmę zarówno w ringu jak i poza nim. To właśnie pomoże mu by zostać zapamiętanym przez kibiców - powiedzial De la Hoya, który wypowiedział się na temat ewentualnej konfrontacji z Breidisem Prescottem (23-2, 19 KO), który jest odpowiedzialny za jednyną porażkę Khana.
- Rewanż jest jak najbardziej możliwy. Jestem jak najbardziej za tym pojedynkiem, bo nie ma nic przyjemniejszego niż zmazać plamę ze swego rekordu - zakończył De la Hoya.
Mający za sobą sukcesy zarówno na ringach polskich jak i niemieckich Marek Tomala (7-2, 3 KO) nie jest już zawodnikiem grupy Universum. Zawodnik odrzucił propozycję przedłużenia umowy o kolejne trzy lata.
- W kontrakcie był zapis gwarantujący Markowi od czterech do sześciu walk rocznie, tymczasem w ostatnich dwóch latach wystąpił tylko czterokrotnie - tłumaczy taką decyzję ojciec i menadżer boksera, Franek Tomala.
Tomala po dwóch porażkach z rzędu w maju udanie zrewanżował się Sebastianowi Koeberowi, byłemu medaliście olimpijskiemu. Mimo wszystko nie mógł liczyć na propozycję ciekawych walk, dlatego też zdecydował się na taki a nie inny ruch.
Słynny niemiecki trener Fritz Sdunek wypowiedział się na temat nadchodzącej walki o mistrzostwo świata federacji WBO w kategorii junior ciężkiej pomiędzy obrońcą tytułu Marco Huckiem (30-1, 23 KO) a Denisem Lebiediewem (21-0, 16 KO). Zdaniem szkoleniowca, 18 grudnia w berlińskiej Max Schmelling Halle, 26-letni Niemiec bośniackiego pochodzenia może mieć sporo problemów z zachowaniem swojego pasa.
- Hucka czeka bardzo ciężka walka. Za faworyta uważam Lebiediewa, który ostatnim pojedynku w bardzo przekonujący sposób pokonał Aleksiejewa. Zawsze wierzyłem, że Aleksiejew zostanie mistrzem świata. Niestety, nie wyszło. Jeśli chodzi o walkę Hucka z Afolabim, to Brytyjczyk do szóstej rundy udowadniał, że może pokonać rywala. W czwartym starciu o mały włos nie znokautował Hucka, ale wypuścił szansę z rąk. Dlatego Afolabi słusznie przegrał na punkty - twierdzi wieloletni szkoleniowiec niemieckiej grupy Universum, współtwórca wielkich sukcesów Dariusza Michalczewskiego.
DENIS LEBIEDIEW O WALCE Z HUCKIEM DLA BOKSER.ORG >>
Przypomnijmy, że obecnie Sdunek współpracuje z mistrzem świata WBC w wadze ciężkiej Witalijem Kliczką (41-2, 38 KO) oraz Olą Afolabim (15-2-3, 6 KO), który po twardej walce uległ Huckowi na punkty w grudniu ubiegłego roku. Wcześniej Sdunek trenował Aleksandra Aleksiejewa (19-2, 17 KO), który w pojedynku eliminacyjnym do pasa WBO (lipiec 2010 roku w Schwerinie) został znokautowany w drugiej rundzie przed Lebiediewa.
Brytyjska legenda boksu, Prince Naseem Hamed, wyraża obawę o zdrowie Amira Khana (24-1, 17 KO), który podczas sobotniej walki z Marcosem Maidaną (29-2, 27 KO) przyjął całą masę mocnych ciosów. W dziesiątej rundzie Khan był mocno zraniony i przez blisko dwie minuty argentyński pretendent gonił go po ringu i zarzucał całymi seriami ciosów. Amir przetrwał kryzys i zasłużenie wygrał na punkty. Hamed nie chce jednak oglądać młodego pięściarza w tak trudnych walkach.
- Takie pojedynki skracają karierę. Kiepsko wyglądało to w kilku ostatnich rundach. Nie chcę oglądać go w takich walkach. Cieszę się, że wygrał, ale musiałem patrzeć jak mój bliski przyjaciel niepotrzebnie obrywa potężne ciosy. Nigdy więcej nie chcę tego oglądać - powiedział Hamed.
Nie zmienia to jednak faktu, że Prince jest pod wrażeniem. W połowie dziesiątej odsłony nie spodziewał się, że Khan zdoła dotrwać choćby do końca tego starcia, a Amir przeboksował jeszcze kolejne dwie rundy.
- Uczono mnie, że jeśli nie będę dawał się trafiać, będę miał długą karierę, lecz jeżeli będę dużo obrywał, to skończy się ona szybko. Amir ma ogromne serce do walki, być może ma w sobie nawet dwa. Nie wiem jak on tego dokonał - wyznał 36-letni dziś Hamed, który już ponad osiem lat temu zawiesił rękawice na kołku...
Tuż po swoim sobotnim występie, mistrz świata WBA, Amir Khan (24-1, 17 KO), zebrał w swoim kraju same pochlebne opinie. Brytyjska prasa zgodnie podkreśla olbrzymie serce do walki 24-latka z Boltonu, jak również odporność na ciosy i wielkie umiejętności. Trzeba przyznać, że z trudnym testem w postaci argentyńskiego króla nokautów, ‘King Khan’ poradził sobie bardzo dobrze.
O tym jak ciężki był to sprawdzian, niech świadczy fakt, iż zaraz po walce Amir udał się do szpitala, gdzie przeszedł badania głowy. Na której, zwłaszcza w 10 rundzie, eksplodowały potężne bomby.
- W szpitalu, tak na wszelki wypadek, zrobiono mi prześwietlenie. Wszystko trwało około 40 minut - opowiada Khan. - Po walce czułem się dobrze, ale pewności nigdy za wiele, zwłaszcza po 12 rundach takich jak te.
Do Las Vegas Amir przybył jako obiecujący podopieczny Freddiego Roacha, nieznany szerszej amerykańskiej publiczności. Po bitwie, którą stoczył, opuszcza je jako gwiazda z dumnie uniesioną głową. Trzecia obrona mistrzowskiego pasa WBA była najtrudniejszą w jego dotychczasowej karierze, ale udowodniła wszystkim, że ten uważany przez wielu za marketingowy wytwór pięściarz, ma jaja i serce lwa. Mimo wielu powodów do zadowolenia, Amirowi daleko do samouwielbienia.
Czołowy polski pięściarz wagi ciężkiej Mariusz Wach (23-0, 11 KO), gdy dowiedział się o planach zorganizowania walki Tomasza Adamka (43-1, 28 KO) z Albertem Sosnowskim (46-3-1, 28 KO), jeszcze przed zdementowaniem tej wiadomości przez promotora "Dragona", skomentował ją w mocnych słowach.
- Zanim Sosnowski zabierze się za Adamka, niech najpierw upora się ze mną. Jestem gotów stoczyć z nim walkę kiedy chce i gdzie zechce, choćby w windzie - wyzywająco powiedział Wach, który w najbliższych dniach ponownie wyleci do USA, gdzie pod okiem słynnego Michaela Moorera, byłego mistrza świata wagi ciężkiej, będzie przygotowywał się do swojego kolejnego pojedynku. Polskiego Giganta zobaczymy ponownie w ringu już 19 lutego, w walce, której stawką będzie zapewne mistrzowski pas Ameryki Północnej, lub inny tytuł regionalny. Przeciwnika Wacha poznamy już niebawem.
Dopiero co pisaliśmy o absencji Jorge Barriosa, a już poznaliśmy nowego rywala Erika Moralesa (50-6, 35 KO). Ostatecznie będzie nim Francisco Lorenzo (35-8, 16 KO), znany przede wszystkim z dwóch walk z Humberto Soto. Jedną z nich Lorenzo (na zdjęciu) nawet wygrał, po dość kontrowersyjnej dyskwalifikacji rywala.
Przypomnijmy, iż sobotni występ będzie trzecią walką dla Moralesa po powrocie ze sportowej emerytury.
Już w sobotę na Pepsi Coliseum w Quebec City (Kanada) Jean Pascal (26-1, 16 KO) stanie do walki z legendarnym Bernardem Hopkinsem (51-5-1, 32 KO). Stawką tego pojedynku będą pasy WBC, IBO i magazynu "The Ring" w kategorii półciężkiej.
Najstarszym pięściarzem, który zdobył tytuł mistrza świata jest jak dotąd George Foreman, jednak 18 grudnia "Kat" będzie o 38 dni starszy od Foremana, który w listopadzie 1994 roku niespodziewanie znokautował Michaela Moorera.
- Różnica między nami polega na tym, że Foremanowi nikt nie dawał szans. Był skazywany na porażkę. W moim przypadku jest zdecydowanie inaczej. Ludzie nie tylko wiedzą, że mogę wygrać. Są przekonani, że mogę dać kolejny wielki pokaz boksu i zamierzam udowodnić to w sobotę - powiedział zbliżający się do 46. urodzin Hopkins.
Po byłym wieloletnim mistrzu świata nie widać wieku. "Kat" wygrał pięć z sześciu ostatnich walk, a jedyna porażka była dość kontrowersyjna i równie dobrze zwycięstwo mogło wtedy przypaść Amerykaninowi. W końcówce 2008 roku Hopkins dał lekcję boksu Kelly'emu Pavlikowi - ówczesnemu królowi wagi średniej, który jest od niego młodszy o 17 lat. Pascal jest jeszcze młodszy od "Ducha", więc różnica wieku wzrosła do blisko dwóch dekad.
- Młodość mi nie przeszkadza. Walczyłem z młodymi. Z kolei Pascal nigdy nie bił się z kimś takim, jak ja. Przyjeżdżam na jego teren, by odebrać mu mistrzowskie pasy. Cała presja jest po jego stronie. Gdy wyjdziemy do ringu, on zobaczy, że w przeciwległym narożniku stoi wspaniały pięściarz - zakończył Hopkins.
Dzisiaj na gali w Budapeszcie, Kamil Młodziński (1-0) udanie zadebiutował na ringu zawodowym. W swoim pierwszy 4-rundowym pojedynku, Kamil pewnie wygrał na punkty, a jego rywalem był Węgier Karoly Lakatos (9-26-1, 4 KO).
KAMIL MŁODZIŃSKI vs ALEKSANDER NADOLNY >>
Wychowanek Jawor Team'u trzykrotnie zdobywał mistrzostwo Polski. Dwa razy został też wybrany najlepszym zawodnikiem tej imprezy. Pomimo młodego wieku może się też pochwalić dużą liczbą amatorskich walk: stoczył ich 146, z czego aż 123 wygrał.
Breidis Prescott (23-2, 19 KO), kolumbijski puncher znany głównie z tego, że we wrześniu 2008 roku znokautował Amira Khana (24-1, 17 KO) w niespełna sześćdziesiąt sekund, chętnie po raz kolejny wybierze się do Wielkiej Brytanii i zapowiada, że znów błyskawicznie roztrzygnie walkę na swoją korzyść.
- Khan powiedział, że wybrał Maidanę, by zemścić się za nokaut, jaki mu zafundowałem. To nie ma jednak żadnego sensu, bo to nie Maidana rzucał go na deski po kilkudziesięciu sekundach walki - powiedział 27-letni Prescott.
Dumnie nazywający siebie "KHANquerorem" Kolumbijczyk wychodzi więc z propozycją rewanżu...
- Jeżeli Khan naprawdę chce oczyścić nazwisko i wziąć odwet, powinniśmy zmierzyć się raz jeszcze. Przyjadę na jego teren i znokautuję go po raz drugi. On prawdopodobnie to wie, więc nie zdziwcie się, jeśli wybierze innego przeciwnika - zakończył Breidis.
Jeden z promotorów Prescotta, Lou DiBella, również uważa, że Khan powinien po raz drugi wyjść do ringu z Kolumbijczykiem. To jedyna metoda na zmazanie plamy z przeszłości.
- W sobotę Khan pokazał umiejętności i serce do walki. Czas udowodnić to w starciu z człowiekiem, który jako jedyny potrafił go przełamać. Amir powinien podjąć próbę zmazania plamy na honorze - uważa DiBella.
Tego samego zdania jest Leon Margules - drugi kopromotor Breidisa.
- Nie bijesz się z niedźwiedziem polarnym, by udowodnić, że możesz pokonać tygrysa. To dwie zupełnie inne walki. Amir może wziąć odwet, wychodząc do ringu z Breidisem Prescottem i nikim innym - powiedział szef Warriors Boxing.
Sampson Lewkowicz, doradca Sergio Martineza (46-2-2, 25 KO), twierdzi, że jego podopieczny może 12 marca stoczyć pojedynek z Sebastianem Zbikiem (30-0, 10 KO). Tego samego dnia do ringu wróci Miguel Cotto (35-2, 28 KO), który być może zaboksuje z Pawłem Wolakiem (28-1, 18 KO). Póki co nie ma żadnych informacji, jakoby te dwie walki miały odbyć się na tej samej gali.
Bardzo prawdopodobne jest jednak, że HBO zamierza pokazać obydwu gwiazdorów tego samego wieczoru. Zwycięzcy pojedynków (w domyśle Martinez i Cotto) mogliby w końcówce roku stoczyć walkę, której tryumfator dołączyłby do Pacquiao i Mayweathera i zasilił elitarną grupę pięściarzy gwarantującym olbrzymie liczby wykupionych transmisji PPV.
Nie dojdzie do zapowiadanej na sobotę walki Erika Moralesa (50-6, 35 KO) z Jorge Barriosem (50-4-1, 35 KO). Wszystko dlatego, że pięściarz z Argentyny po prostu nie dojedzie na galę.
Przypomnijmy, że Barrios (na zdjęciu) w styczniu spowodował wypadek samochodowy, w którym zginęła kobieta w ciąży. Właśnie w związku z problemami prawnymi nie może opuszczać ojczyzny. W tej chwili trwają poszukiwania nowego rywala dla Moralesa, jednak brana jest również pod uwagę taka opcja, że zostanie odwołany cały wieczór.
W zeszłą sobotę na ringu w Las Vegas mistrz WBA wagi junior półśredniej Amir Khan (24-1, 17 KO) pokonał jednogłośnie na punkty mocno bijącego Marcosa Rene Maidanę (29-2, 27 KO), jednak w dziesiątej rundzie był w sporych opałach, a jego trener Freddie Roach myślał nawet nad rzuceniem ręcznika. Dziś w wypowiedzi dla prasy Amir przyznał, że był zamroczony, jednak nie na tyle by nie myśleć trzeźwo.
- On trafiał mnie swoimi najmocniejszymi ciosami i nie był w stanie mnie porządnie zamroczyć. Kiedy trafił mnie ciosem w dziesiątej rundzie, wiedziałem gdzie jestem. Byłem pod presją i byłem "podłączony", a na dodatek on uderzał mnie w tył głowy o co miałem pretensję, jednak powróciłem i pokazałem, że mam serce do walki - powiedział Khan, który twierdzi również, że punktacja sędziowska była zbyt niska.
- Obejrzałem pojedynek dwukrotnie i twierdzę, że punktacja była zbyt niska dla mnie. Kiedy zobaczyłem walkę, myślałem, że wygrałem przekonywająco. Dużo jego ciosów trafiało w moją gardę, a ja trafiałem dużo precyzyjniej - zakończył Khan.
Krzysztof Zbarski, promotor Alberta Sosnowskiego (46-3-1, 28 KO) szybko rozwiał nadzieje tych kibiców, którzy chcieliby zobaczyć "Dragona" w starciu z Tomaszem Adamkiem (43-1, 28 KO).
- W najbliższym czasie nie jesteśmy zainteresowani taką walką - powiedział Super Expressowi Krzysztof Zbarski, promotor Sosnowskiego.
Mistrz świata organizacji WBA w wadze ciężkiej David Haye (25-1, 23 KO) wyraził przekonanie, że najbardziej oczekiwana walka bokserska w wadze ciężkiej przeciwko posiadaczowi pasów IBF, IBO i WBO Władimirowi Kliczce (55-3, 49 KO) w końcu się odbędzie.
- Nasza strona dokłada wszelkich starań, aby pojedynek odbył się i jestem przekonany, że tak się stanie. Jak mówiłem wcześniej, zamierzam odejść z boksu w następnym roku, dlatego stacie z Kliczką powinno dojść do skutku. Na tę walkę czeka się na całym świecie. Być może jest to jedyny pojedynek, który może pomóc Kliczce w przejściu do historii. W tej chwili nie ma się czym poszczycić. Jego brat Witalij może przynajmniej powiedzieć, że walczył z Lennoxem Lewisem. Władimir nigdy nie brał udziału w takiej znacząćej potyczce. Jedynym przeciwnikiem, z którym może zmierzyć się o przejście do historii jestem ja - oznajmił Haye, który pas mistrzowski WBA posiada od listopada ubiegłego roku, kiedy to pokonał na punkty Nikołaja Wałujewa.
- Gdzie mielibyśmy się zmierzyć? Tam, gdzie będzie najdogodniej, gdzie walka przynieisie najwięcej pieniędzy. Oglądanie walki Amira Khana w Las Vegas było olbrzymią przyjemnością i sam chciałbym uczestniczyć w takim wydarzeniu. Chciałbym przyjechać do Las Vegas, wystąpić w słynnej hali i podarować kibicom widowisko, godne wyłożenia sporych pieniędzy na bilety. Negocjacje idą w bardzo dobrym kierunku i jestem przekonany, że walka dojdzie do skutku - zdradził 30-letni Brytyjczyk, który ostatnią walkę stoczył 13 listopada w Manchesterze. Haye pokonał wówczas przez techniczny nokaut w trzeciej rundzie swojego rodaka Audleya Harrisona.
Organizacja PRIDE miała wiele pomysłów na promocję swojej marki, wiele z nich spełzło na niczym, choć zapowiadały się bardzo dobrze. Sztandarowym przykładem tego typu działań jest Mike Tyson i jego walka dla PRIDE w Stanach Zjednoczonych.
Miał być to hit marketingowi, a Tyson miał zapewnić swym nazwiskiem wysoką popularność. Sam Mike był żywo zainteresowany pomysłem, a PRIDE było niemal gotowe organizować światowe "tour" Tysona. Negocjacje były bardzo burzliwe. Dochodziło do wielu spotkań, lecz kiedy tylko coś ustalono, poszczególne firmy narzekały, że godzi to w ich interesy. Nie było zgody co do tego gdzie walki miałyby się odbyć - w grę wchodziły Stany Zjednoczone i Japonia.
WIĘCEJ O MMA I INNYCH SPORTACH NA SPORTY-WALKI.ORG >>
Pierwsze spotkanie Sakakibary i Mike'a miało miejsce w kwietniu 2006 w Chinach. To właśnie Sakakibarze przyszedł do głowy pomysł z "world tour". Jego pojedynki miały być meczami bokserskimi, pierwszy z Mirko Crocopem (27-8-2), a drugi ze słynnym Fedorem Emelianenko (31-2) - dwoma fighterami, którzy mieli zmierzyć się z Tysonem na ringu PRIDE. W planach walki miały się odbywać również w Rosji, Chinach lub innych krajach Europy. Wybór miejsca do organizacji "tour" był więc przedmiotem największych negocjacji. Ostatecznie nic nie zorganizowano, a walki Tysona jako fightera MMA pozostały niespełnionym marzeniem fanów. Nikt więcej nie próbwał łączyć Mike'a z takimi nazwiskami sportów walki jak Fedor Emelianenko.
Krzysztof Srogosz: Kiedy dowiemy się, z kim powalczy Pan w przyszłym roku?
Tomasz Adamek: Myślę, że dość prędko. Nie wiadomo jeszcze czy to będzie Polska 9 kwietnia w Katowicach, czy 16 kwietnia w Prudential Center w Newark. Musimy poczekać kilka dni. Prezes Polstatu chce walki na polskiej ziemi.
- A Pan chciałby pojedynku w naszym kraju?
TA: Jestem Polakiem i zaboksować raz na półtora roku w ojczyźnie to byłaby dla mnie wielka przyjemność. Fajnie jest pokazać się przed rodakami. Teraz wszystko jednak zależy od sponsorów. Wiem, że Polsat jest mocno zainteresowany. Jeszcze w poniedziałek Ziggy Rozalski (zajmuje się interesami Adamka - przyp. red.) ma rozmawiać z prezesem tej telewizji. Będą się umawiać na spotkanie. Być może także ja przyjadę do Polski nawet w ten piątek. To zależy od tego, czy prezes Solorz będzie dostępny. Czas pokaże, co się stanie.
- Wiadomo kim będzie przeciwnik?
TA: To musiałby być ktoś z czołówki rankingu IBF (Derrick Rossy, Eddie Chambers. Samuel Peter). Taka walka nie będzie łatwa i tania. Wiadomo, że tacy pięściarze mocno się cenią. Potrzebny jest zatem możny sponsor, a telewizja bez wątpienia nim jest. Będziemy niebawem bić się o pozycję numer 1 w rankingu, czyli o miejsce dla pretendenta do walki o tytuł mistrzowski.