W piątkowy wieczór Randall Bailey (41-7, 36 KO) był na dobrej drodze do wygrania drugiego z rzędu eliminatora IBF, lecz przykry incydent z drugiej rundy spowodował, że jego walka z Saidem Ouali (27-3, 19 KO) została uznana za nieodbytą.
W pierwszej odsłonie, gdy "Knockout King" rzucił na deski marokańskiego przeciwnika, belgijscy fani na Lotto Arena w Antwerpii przeżywali deja vu sprzed kilku miesięcy. Po dziesięciu sekundach "Prince" wciąż nie podnosił się z maty ringu, lecz sędzia liczył go bardzo powoli i wznowił walkę dopiero po upływie 17-18 sekund od nokdaunu. Gong uratował jednak podopiecznego Mayweather Promotions.
- Gdy rzucam kogoś na deski, wiem gdzie jest neutralny narożnik. To moja praca. Gdy zadawałem ten cios, wiedziałem, że go trafię. Potem mój rywal leżał na plecach i podziwiał sufit, a sędzia liczył go przez co najmniej 15 sekund - żalił się w szatni Bailey. Ringowy zarzeka się, że przedłużał liczanie, by upewnić się, że Amerykanin jest w neutralnym narożniku.
Ouali przetrwał pierwszą rundę, ale w drugiej znów wylądował na deskach. Tym razem jednak Marokańczyk nie był tak zamroczony. Zdołał wstać i podjąć dalszą walkę. Chwilę później doszło do wypadku, kiedy podczas klinczu Bailey podniósł rywala w górę, odwrócił się z nim, a ten wypadł ponad linami.
OUALI WYPADA Z RINGU - REAKCJA FLOYDA MAYWEATHERA I KOMENTARZ RANDALLA BAILEY
- Nie wiedziałem nawet jak się tam znalazł. Jestem bardzo zawiedziony. Ciężko trenowałem i wiedziałem jak ważna jest dla mnie ta walka. Zrobiłem co trzeba, byłem bliski wygranej przez nokaut - wyznał rozczarowany całą sytuacją Amerykanin. Ouali dostał pięć minut na dojście do siebie, lecz nie był w stanie kontynuować walki. Pojedynek został uznany za nieodbyty.
- Chcemy to jakoś rozwiązać. Już rozmawialiśmy z włodarzami IBF. Ouali posmakował siły ciosu Randalla i za chwilę mógł być jego kolejną ofiarą. Bailey ma najtwardsze pięści spośród wszystkich puncherów w tym sporcie - powiedział Lou DiBella, promotor "Knockout Kinga".
Już 19 grudnia w Białymstoku dojdzie do bardzo ciekawie zapowiadającego się pojedynku rewanżowego, w którym zmierzą sie kończący karierę Dariusz Snarski (31-31-2, 6 KO) i Krzysztof Cieślak (16-1 5 KO), który teoretycznie wraca na ring po ogłoszonej decyzji o zakończeniu przygody z boksem. W pierwszym pojedynku, który miał miejsce 10 października w Łomiankach po budzącej wiele kontrowersji decyzji sędziów "zwyciężył" Cieślak.
Snarski twierdzi, że jest w jeszcze lepszej formie niż przed dwoma miesiącami. Cieślak odgraża się, że pokusi się o nokaut w zbliżającej się walce... Jak zwykle w takich sytuacjach, na ringu okaże się, kto miał rację.
- Było trochę nerwówki przed galą, ale chodziło jedynie o sprawy organizacyjne, teraz już wszystko jest poukładane. Forma fizyczna jest jeszcze lepsza niż przed Łomiankami. Cieślak wiecznie krzyczy, że wygra przez nokaut. Niech lepiej sam uważa, aby nie dostał KO, bo nic więcej i tak się przez te dwa miesiące nie nauczył. Najwyżej może mu przybyć trochę więcej woli walki, skoro mówi, że mocniej potrenował - powiedział "Snara".
Czekając na ostateczny eliminator WBC, Marco Antonio Rubio (48-5-1, 41 KO) stoczy rozgrzewkową walkę z niepokonanym Wilsonem Santaną (11-0, 7 KO). Pojedynek odbędzie się 1 stycznia w Torreon (Meksyk).
Niesplamiony rekord dominikańskiego pięściarza nie powinien jednak nikogo zwodzić - występujący w wadze półciężkiej Santana nigdy nie walczył z żadnym solidnym pięściarzem, a nawet jego dotychczasowi przeciwnicy nierzadko sprawiali mu kłopoty.
30-letni "El Veneno" nie powinien mieć najmniejszych kłopotów z odniesieniem kolejnego zwycięstwa. Federacja World Boxing Council wyznaczyła już jego i Davida Lemieux (24-0, 23 KO) do ostatecznego eliminatora w kategorii średniej. Pojedynek może odbyć się w końcówce lutego lub na początku marca.
Frank Warren, promotor Derecka Chisory (14-0, 9 KO) podzielił się swoimi odczuciami odnośnie odwołanej walki między jego podopiecznym a mistrzem świata federacji IBF, IBO i WBO Władimirem Kliczką (55-3, 49 KO). Warren zdradził również, jakie są jego oczekiwania i względem ukraińskiego obrońcy tytułów. Brytyjczyk oznajmił, że nie będzie mieć pretensji, jeśli Kliczko na następnego rywala zamiast Chisory wybierze posiadacza pasa WBA Davida Haye'a (25-1, 23 KO).
- W kontrakcie istnieje punkt, według którego Kliczko może zrezygnować z walki - powiedział Warren w wywiadzie udzielonemu korespondentowi The Daily Star. - Miała to być dobrowolna obrona tytułu dla Władimira i najlepszy pojedynek, jaki mogliśmy zorganizować Derekcowi. Nie wiem, jak postąpi obóz Kliczki. Władimir ma miesiąc na to, aby przemyśleć swoje dalsze działania. Wyzwanie rzucił mu David Haye i jeśli Kliczko wybierze walkę unifikacyjną, zrozumiem to. Przecież na tej walce można zarobić mnóstwo pieniędzy. Bardzo współczuję Dereckowi. Jeśli jednak Kliczko wybierze na przeciwnika kogoś innego niż Haye'a, oznaczać to będzie, że Dereck mocno nastraszył Władimira - uważą brytyjski promotor.
Warren poinformował również, że w przypadku odmowy walki z 26-letnim Chisorą, osiem lat starszy Ukrainiec powinien pokryć wydatki obozu Brytyjczyka na przygotowania do walki, która miała odbyć się 11 grudnia w Mannheim. Promotor zaznaczył jednak, że nie wspólnie z "Del Boyem" na pewno nie będą mogli liczyć na wypłatę pełnego honorarium. Warren przypuszcza, że jeśli "Dr Stalowa Pięść" zdecyduje się na walkę z Haye'em, to będzie naciskał na zorganizowanie walki w Niemczech, nie zaś na stadionie Wembley w Londynie. Nieoficjalnie mówi się, że tę drugą lokalizację będzie sugerował Brytyjczyk.
Jose Morales, ojciec legendarnego "El Terrible", zapewnia, że jego syn jest w wybornej formie przed sobotnim pojedynkiem z Jorge Barriosem (50-4-2, 35 KO). Walka odbędzie się w Caliente Racetrack w Tijuanie.
Dla Erika Moralesa (50-6, 35 KO) będzie to trzeci występ w tym roku. Meksykanin zakończył karierę w sierpniu 2007 roku, by powrócić niemal trzy lata później. Mistrz trzech kategorii wygrał dwie kolejne walki i zdobył pas WBC Silver w dywizji junior półśredniej. Właśnie to trofeum będzie stawką sobotniej potyczki.
- Wszystko idzie zgodnie z planem. Już nie możemy doczekać się walki. Wiele uwagi poświęcamy treningom szybkościowym. Pilnujemy wagi, więc nie powinno być żadnych problemów. Barrios to trudny rywal. Czeka nas trudna walka. Argentyńczycy zawsze dają z siebie wszystko. Ciężko pracowaliśmy, by być przygotowanym na wszystko. Erik jest gotowy i pewny, że po ostatnim gongu jego ręce uniosą się górę w geście tryumfu - powiedział ojciec pięściarza.
Grupa Global boxing Promotions podjęła współpracę z inną grupą, Pandora Promotions, na której czele stoi Maureen Shea, ekspięściarka zawodowa. Pierwszą wspólną galę z cyklu "Brooklyn Explosion", obie grupy wydadzą już 13 stycznia, a w walce wieczoru, na dystansie 8-rund zaboksuje Alicia Ashley (15-9-1,1 KO).
- Niewielu promotorów podjęłoby się ryzyka, aby w walce wieczoru wystawić kobietę. Wiele razy dostawałam szansę od różnych promotorów, teraz sama jako promotor, chce dać szansę innym utalentowanym dziewczynom - powiedział pochodząca z Bronxu Maureen Shea.
- Licia jest bardzo twarda i zdeterminowaną wojowniczką. Nie bez przypadku, Marcela Acuna zwakowała swój tytuł WBC, byle tylko nie spotkać się w rewanżu z Ashley - powiedziała Shea.
To, że Shane Mosley (46-6-1, 39 KO) będzie kolejnym przeciwnikiem Manny'ego Pacquiao (52-3-2, 38 KO) wydaje się być przesądzone. Jedynym bardziej atrakcyjnym przeciwnikiem byłby Floyd Mayweather Jr. (41-0, 25 KO), ale "Money" nie pali się do walki i być może już nigdy nie wyjdzie do ringu.
- Jestem drugi na liście, zaraz za Floydem. On ma na głowie wiele innych rzeczy, więc wybór pada na mnie. Wygląda na to, że 16 kwietnia będę walczył z Mannym. Cieszę się, że dostaję tę szansę. Wierzę, że wszystko zostanie wkrótce dopięte i zmierzymy się na MGM Grand w Las Vegas - powiedział Mosley.
39-letni Amerykanin nie wierzy w pogłoski, jakoby "Pacman" miał wspomagać się nielegalnymi środkami. Takie plotki zaczęli rozsiewać Floyd Mayweather Senior i Roger Mayweather, gdy prowadzone były negocjacje przed walką Manny vs Money.
- Manny to bardzo aktywny pięściarz, który w dodatku ma czym uderzyć. Teraz wielu oskarża go o zażywanie środków dopingujących, ale nikt nigdy niczego mu nie udowodnił. Ciężko trenuje, przeszedł kilka kategorii w górę i nadal daje z siebie wszystko. To prawdziwy wojownik. Uwielbiam bić się z takimi bokserami, bo sam kocham ostrą walkę - zakończył "Sugar Shane".
Szef Golden Boy Promotions, Oscar De La Hoya, zamierza w przyszłym roku doprowadzić do walki Amira Khan (24-1, 17 KO) z Floydem Mayweatherem Jr. (41-0, 25 KO). Oscar uważa, że 24-letni mistrz WBA dywizji junior półśredniej dowiódł już swej wartości i zasługuje na szansę od jednego z najlepszych pięściarzy bez podziału na kategorie wagowe.
- Mayweather chce walczyć. Amir już od pewnego czasu rzuca mu wyzwanie. Teraz powinien odpocząć i dojść do siebie, ale jest już gotowy na walki z najlepszymi - powiedział "Złoty Chłopiec".
Pojedynek Mayweather-Khan odbędzie się nie wcześniej niż w połowie przyszłego roku. W kwietniu Amir zaboksuje w Anglii, a jego rywalem może być Zab Judah (40-6, 27 KO).
Gdy Władimir Kliczko (55-3, 49 KO) wycofał się z walki z Dereckiem Chisorą, (14-0, 9 KO), niedoszły pretendent nie krył rozczarowania. Od samego początku mówiło się, że "Dr. Steelhammer" może symulować kontuzję, by w pierwszej kolejności stoczyć walkę unifikacyjną z Davidem Haye (25-1, 23 KO).
- Słowo "rozczarowany" nie oddaje tego co teraz czuję - powiedział "Del Boy". - Mamy ważny kontrakt, więc Kliczko powinien podać nową datę lub zapłacić mi za pozwolenie na inną walkę. Wracam na ring w lutym i za jakiś czas wywalczę sobie prawo do pojedynku z nim. Nie poddam się tak łatwo. Obydwaj ciężko trenowaliśmy, obydwaj byliśmy gotowi. Siła i szybkość byłyby po mojej stronie, więc wiecie jakby się to skończyło.
Chisora zamierza wspólnie z Frankiem Warrenem zastanowić się dokładnie nad następnym krokiem. Pięściarz nie ukrywa, że chciałby zaboksować z Witalijem Kliczko (41-2, 38 KO), skoro młodszy z braci nie może z nim walczyć.
- Chcę zawojować tę kategorię. Za mną stoi cała Afryka. Kochają mnie w Londynie i w Zimbabwe. W Wielkiej Brytanii nie było tak wielkiej walki. Amerykańscy kibice rozumieją, że chciałem wnieść coś innego, niż moi poprzednicy. Skoro Władimir nie może, to chciałbym zmierzyć się z Witalijem. Z każdym dniem jestem lepszy. Muszę walczyć. Trzy pojedynki w roku to za mało. Czułbym, że tracę czas - powiedział Dereck.
Wytrzymując nawałnicę ciosów i wielki kryzys w dziesiątej rundzie pojedynku z Marcosem Maidaną (29-2, 27 KO), mistrz WBA w wadze junior półśredniej, Amir Khan (24-1, 17 KO), udowodnił, że jego szczęka nie jest ze szkła, a on sam ma wielkie serce do walki.
Champion znakomicie unikał ciosów rywala przez pierwsze dziewięć rund, lecz w dziesiątej odsłonie Argentyńczyk zranił go obszernym prawym sierpowym i rozpoczęło się polowanie. Maidana gonił zamroczonego Khana i za każdym razem gdy go dopadał, lokował na jego szczęce kolejne ciosy. Amir przyjął w tej rundzie naprawdę sporo i był na skraju nokautu, lecz nie poddał się i dotrwał do gongu nie padając nawet na deski.
Freddie Roach, trener mistrza, wyznał, że zastanawiał się nad poddaniem swojego podopiecznego, ale w przerwie między dziesiątą, a jedenastą rundą, Khan był w pełni świadomy i nie zamierzał się poddawać.
- Przyszło mi to do głowy, ale rozmawiałem z nim w przerwie między rundami i on doskonale wiedział gdzie jest. Nie chciał się poddawać. Mam nadzieję, że ostatni raz widzimy go w takich tarapatach. Pokazał, że jest naprawdę twardy. Amir pokazał, że ma jaja. Ludzie mówili, że jest szklany i podda się, gdy zaczną się kłopoty. Udowodnił im, że się mylą. Khan ma wielkie serce do walki, podobnie Maidana, który był dużo lepszy, niż mogłem się spodziewać - powiedział Roach.
W zeszłą sobotę brytyjski prospekt wagi półśredniej Kell Brook (23-0, 16 KO) zanotował kolejne imponujące zwycięstwo nokautując już w drugiej rundzie Philipa Koteya (21-6-2, 15 KO). Kell już od jakiegoś czasu prowokuje innego Brytyjczyka, Amira Khana (24-1, 17 KO) i dziś po raz kolejny wyzwał go na pojedynek opowiadając przy tym o swoich planach odnośnie swojej kariery, w której chce dorównać byłemu wielkiemu mistrzowi Naseemowi Hamedowi.
- Przyszły rok będzie dla mnie przełomowy. Chcę zostać mistrzem świata i zdominować wagę półśrednią. Znam Naseema Hameda od dziecka i zawsze mu powtarzałem, że jestem stworzony do wielkich rzeczy. Chcę być tak wielką gwiazdą jak on i mieć swoje walki w Madison Square Garden. Słyszałem, że Amir Khan chce z czasem przenieść się do wagi półśredniej. Jeśli będę mistrzem zapewne będzie chciał pojedynku ze mną. Zniszczę go jeśli on odważy się ze mną zaboksować - zapowiedział Brook.
Zadowolenia ze swojego występu nie krył Amir Khan (24-1, 17 KO), który po raz trzeci obronił pas WBA w kategorii junior półśredniej.
- To była trudna walka, ale pokazałem, że jestem naprawdę twardy. Krytycy zarzucali mi, że mam szklaną szczękę, ale w tej walce przyjąłem mnóstwo ciosów i przetrwałem wielki kryzys, więc udowodniłem im, że się mylili - powiedział Khan.
Amir komplementował również swojego przeciwnika - Marcosa Maidanę (29-2, 27 KO).
- Jest bardzo silny. Bił naprawdę mocno i całą noc testował moją szczękę. Na szczęście udowodniłem, że potrafię przyjąć cios od prawdziwego punchera - oświadczył 24-letni champion.
- Szczerze mówiąc, w ogóle nie trenuję mojego głosu. Nie piję żadnych specjalnych płynów, tym bardziej surowego żółtka jajek. Kiedy przychodzi odpowiedni moment, po prostu mówię to, co powinienem. I chwała Bogu, dobrze mi to wychodzi - mówi Michael Buffer, najpopularniejszy anonser ringowy na świecie. Pierwsza walka o mistrzostwo świata, jaką zapowiadał Amerykanin, miała miejsce w 1982 roku w kasynie Playboya w Atlantic City. - Towarzyszyło mi wtedy jedno uczucie - strach i tylko strach. Nigdy nie zapomnę tego wrażenia - opowiada Buffer.
66-letni anonser boksem zainteresował się podczas swojej przygody z wojskiem w latach sześćdziesiątych. Buffer służył wówczas w morskiej flocie Stanów Zjednoczonych. - Odbyłem trzy lata służby w czasie wojny w Wietnamie. Dzięki Bogu te trzy lata były dla mnie spokojne i nie musiałem lecieć do Wietnamu. Podczas służby zacząłem trenować boks. Całkiem dobrze mi szło, ale ostatecznie nie zostałem pięściarzem - mówi Amerykanin.
MICHAEL BUFFER O SWOJEJ KARIERZE W ROZMOWIE Z BOKSER.ORG >>
- Czy ubezpieczyłem swoje struny głosowe? Rzeczywiście, kilka lat temu zrobiłem to. Długo się zastanawiałem, ponieważ ubezpieczenie kosztowało mnie kupę pieniędzy (śmiech). Kiedy umowa się skończyła, postanowiłem nie ubezpieczać się po raz drugi. Nie sądzę, aby to miało sens. W ciągu tych wszystkich lat, odpukać, moje struny głosowe ani razu mnie nie zawiodły. Wierzę im - wyjaśnia Buffer, którego firmowy okrzyk podczas zapowiadania głównych walk gal bokserskich brzmi: "Let's get ready to rumble" (Przygotujmy się na grzmoty).

Jeden z najbardziej utalentowanych bokserów amatorskich ostatnich lat podpisał kontrakt zawodowy. Kamil Młodziński – bo o nim mowa – zdecydował się na profesjonalna karierę ze względu na lepsze warunki finansowe i możliwości rozwoju.
„W boksie amatorskim nie ma pieniędzy. Jestem już dorosłym człowiekiem i mam swoje wydatki, nie mogę walczyć wyłącznie o medale. Poza tym jako zawodowiec będę współpracował z najlepszymi trenerami i sparował z prawdziwymi profesjonalistami. Jako amator nie miałem takich możliwości” tłumaczy dwudziestoletni pięściarz z Mysłowic.
Młodziński urodził się 20 lat temu w Tychach. Na salkę bokserską trafił w wieku dwunastu lat i od razu zapałał miłością do tego sportu. Z uwagi na pociąg do rywalizacji po drodze zajmował się jeszcze innymi dyscyplinami: grywał w tenisa stołowego, w piłkę nożną i siatkówkę. Można więć powiedzieć, że sport ma we krwi. Pierwsze sukcesy amatorskie bokser zawdzięcza trenerowi Robertowi Kopytkowi. „To wspaniały człowiek, który dużo mnie nauczył. Jestem mu bardzo wdzięczny” – komentuje Kamil.
W sobotę, na siedem dni przed wyczekiwaną przez kibiców walką, Jean Pascal (26-1, 16 KO) i Bernard Hopkins (51-5-1, 32 KO) zostali kontrolnie zważeni. Limit wynosił 184 funty, lecz obydwaj pięściarze byli sporo lżejsi i są już blisko zejścia do wymaganych 175.
Pascal, mistrz federacji WBC i IBO, który jest również uznawany za najlepszego pięściarza kategorii półciężkiej przez prestiżowy magazyn "The Ring", wniósł na wagę 181,8 funta, czyli 82,5 kg.
Z kolei legendarny "Kat" na ringu w Montrealu stanie przed szansą zostania najstarszym pięściarzem, który zdobył mistrzowski tytuł. Dotychczasowym rekordzistą jest George Foreman, lecz Hopkins 18 grudnia będzie od niego starszy... Podczas ważenia były wieloletni dominator wagi średniej zanotował 179 funtów, czyli 81,2 kg.
Ekscytujący pojedynek znajdującego się w szczytowej formie kanadyjskiego championa z jednym z najwybitniejszych pięściarzy w historii tej dyscypliny odbędzie się na Pepsi Coliseum w Quebec City. Faworytem jest Pascal, ale stary wyjadacz Hopkins zawstydzał już wielu znacznie młodszych od siebie pięściarzy, udzielając im przy tym bolesnych lekcji boksu.
Mistrz WBA w wadze półśredniej, Wiaczesław Senczenko (31-0, 20 KO), wprost pali się do walki z wyrastającym na gwiazdę Saulem Alvarezem (35-0-1, 26 KO). Ukrainiec jest jednym z dwóch najpoważniejszych kandydatów na przeciwnika dla "Canelo". Obok 33-letniego Senczenki, pod uwagę brany jest również Matthew Hatton (41-4-2, 16 KO) - obecny mistrz Europy.
Ze względu na rozpoznawalne nazwisko, Brytyjczyk wydaje się mieć większe szanse na walkę z młodym Meksykaninem. Eric Gomez z Golden Boy oświadczył, że decyzja jeszcze nie zapadła.
Na początku nowego roku, pięściarze Ochikara Gmitruk Team, polecą do USA, konkretnie do Global Boxing Gym, aby przejść sesje sparingowe.
Najprawdopodobniej w wyprawie wezmą udział zawodnicy z najmniejszym stażem ringowym. Wszystko odbędzie się w ramach działalności fundacji i programu rozwoju i promowania polskiego boksu za Oceanem.
Program obejmie też zawodników amatorskich, jednak najmłodsi i najzdolniejszy dostaną szansę w okresie wakacyjnym, gdyż wszyscy są uczniami i szkoła ogranicza możliwości czasowe. Program będzie obejmował wszystkie grupy promotorskie bez podziału na mniejszych i większych, każdy będzie traktowany tak samo. W pierwszych dniach nowego roku ruszy strona internetowa fundacji, która będzie zawierała program, cele i dane kontaktowe. Mariusz Kołodziej także pomyślał o swoim europejskim Oddziale Global Boxing Promotion, który będzie oficjalnym przedstawicielstwem w Europie i będzie nosił nazwę Global Boxing Europe.
- W tej chwili dopinamy ostatnie sprawy związane ze startem fundacji - mówi Marcin Mlak, przyszły szef Global Boxing Europe. - Rozmawiałem z trenerem Andrzejem Gmitrukiem, który zawsze wspiera takie inicjatywy, zgodził sie zostać w naszej fundacji "Ambasadorem Polskiego Boksu" na świecie. Pan Gmitruk obok Adamka, Michalczewskiego, Gołoty jest najbardziej rozpoznawalną postacią w światku bokserskim na całym globie.
- Chciałem bardzo podziękować Piotrkowi Wilczewskiemu, który mocno mnie wspiera i pomaga jak się da. Piotrek jest sercem całej fundacji, z pod jego ręki będą delegowani do wyjazdów najzdolniejsi amatorzy. Usiądę teraz z Piotrem na spokojnie i opracujemy wspólny plan działania na przyszły rok. Mariuszowi Kołodziejowi też dziękuję, choć każdy wie, że to dzięki niemu się dzieje i to on jest sprawcą tego pozytywnego zamieszania. Serdecznie dziękuję Andrzejowi Stachurze, właścicielowi Paco Lublin, który nam pomógł w przygotowaniach Kamila Łaszczyka i ma taką samą jak my, wizję rozwoju boksu w Polsce. Wyrazy uznania dla Dariusza Snarskiego, który był życzliwy i także pomógł nam w wielu sprawach. Specjalne podziękowania dla mecenasa Piotra Wojnowskiego, który służy poradą prawną i wspiera nasze działania.
- Mam nadzieję, że spotkam się niedługo z resztą promotorów i znajdziemy nić porozumienia, która pozwoli promować polski boks, bez względu na reprezentowane barwy. Zaraz po oficjalnym starcie fundacji, otwieramy przedstawicielstwo Global Boxing w Polsce, więc każdy będzie miał łatwy dostęp do firmy Mariusza Kołodzieja. Liczymy, że małe grupy zaczną się scalać i organizować fajne imprezy. Polska potrzebuje szerszego rynku. Nie interesuje nas polityka, jesteśmy ponad nią - zakończył Marcin Mlak.
Wczoraj w Prudential Center stoczyłem piątą walkę w wadze ciężkiej. Przed walką organizatorzy gali na moją prośbę uczcili minutą ciszy pamięć mojego pierwszego trenera, Stanisława Orlickiego, który zmarł w dniu 4 grudnia. Pamiętam moje pierwsze kroki w boksie amatorskim i pierwsze lekcje boksu, jakich udzielali mi trenerzy Stanisław Orlicki i Stefan Gawron. To dzięki nim rzuciłem piłkę nożną i zacząłem uprawiać boks.
Wielokrotnie w wywiadach mówiłem, że pracuje mi się znakomicie z trenerem Rogerem Blodwoorthem, a dowodem była wczorajsza taktyka i sposób walki w ringu. Roger pracując ze mną przez rok czasu skupił się na moich słabych stronach. Krok po kroku, cierpliwie aplikował mi jak profesor studentowi coraz to nowe ćwiczenia. Ta nasza współpraca od samego początku przekształciła się w przyjaźń. To samo łączyło mnie z poprzednim trenerem Andrzejem Gmitrukiem. Trener Gmitruk przez prawie 10 lat ukształtował mnie jako pięściarza i doprowadził do pierwszych sukcesów. Swój udział miał również trener Sam Colonna, który doprowadził mnie do pierwszego tytułu mistrza świata. Było po drodze wielu innych trenerów w boksie amatorskim trenerów, z których każdy miał wpływ na mój rozwój. Moja sportowa droga od trenera Stanisława Orlickiego do Rogera Blodwoortha jest długa i pełna życiowych doświadczeń.
Te wszystkie doświadczenia miałem wykorzystać wczoraj w ringu. Zrobiłem to, co zapowiadałem, podyktowałem swoje warunki w walce z Maddalone. Uniemożliwiłem mu zrealizowanie jego taktyki, czyli wojny w półdystansie z potężnymi cepami w tle. Jeden z dziennikarzy po walce powiedział mi, to nie Maddalone był dziś słaby, to Pan był dziś znakomity. Może jest w tym coś normalnego, bo w wywiadach zapowiadałem, że czuję się z dnia na dzień mocniejszy i szybszy. Plan szkoleniowy Rogera i plan taktyczny wykonałem perfekcyjnie. Już same słowa wypowiedziane przez Maddalone na konferencji po walce, sa potwierdzeniem mojego dalszego rozwoju.
Trener zwycięzcy wielkiej sobotniej batalii między Amirem Khanem (24-1, 17 KO), a Marcosem Maidaną (29-2, 27 KO), Freddie Roach zdradził dziś, że w dziesiątej rundzie, w której Khan zainkasował wiele potężnych ciosów, był bardzo blisko poddania swego podopiecznego, jednak gdy porozmawiał z nim w narożniku w przerwie między rundami wiedział, że jest on w stanie kontynuować pojedynek.
- Zapytałem go czy przerwać pojedynek. Nie wiem jak to możliwe, ale w przerwie między dziesiątą, a jedenastą rundą reagował tak jak powinien. Nie był zamroczony i wiedział gdzie jest. W dziesiątej widziałem również, że sędzia był bardzo blisko zatrzymania pojedynku, gdy Amir przyjął te potężne bomby. Jednak dobrze dla nas, że to Joe Cortez był w ringu. Nie poniosły go emocje i puścił starcie dalej - powiedział Roach.
Golden Boy Promotions ostrożnie układa plan na 2011 rok dla swojego najmłodszego gwiazdora - Saula Alvareza (35-0-1, 26 KO). Obóz Meksykanina chce, by "Canelo" stoczył w przyszłym roku cztery walki.
- Rozmawialiśmy już o tym i chcemy zorganizować mu cztery walki w przyszłym roku. W lutym lub marcu Alvarez wystąpi na gali w Los Angeles. Nokia Theatre, gdzie ma zaboksować, może pomieścić 8,000 kibiców. Canelo nauczył się już trochę angielskiego, teraz musi się nieco przyłożyć, by zacząć płynnie posługiwać się tym językiem. Amerykańscy kibice pokochają go wtedy jeszcze bardziej - powiedział Oscar De La Hoya.
- Trzy jego walki odbędą się na HBO, a jedna w Meksyku. Wciąż nie znamy najbliższego rywala Canelo, ale w grę wchodzą mistrz WBA, Senczenko i Matthew Hatton - wyznał prezydent Golden Boy Promotions.
W ostatnią sobotę w walce o wejście do finału turnieju w wadze koguciej Vic Darchinyan (35-3-1, 27 KO) minimalnie przegrał z Abnerem Maresem (21-0-1, 13 KO). Darchinyan rozpoczął znakomicie rzucając przeciwnika na deski już w drugiej odsłonie, a w czwartej Mares został ukarany odjęciem punktu za cios poniżej pasa. Później jednak Mares poważnie zabrał się za odrabianie strat dokładając do tego nokdaun w siódmej rundzie i ostatecznie sędziowie punktowali 115-111, 115-112 dla Meksykanina i 115-111 dla Darchinyana.
Team pięściarza urodzonego w Armenii ma zamiar wnieść protest odnośnie punktacji w sobotnim półfinałowym starciu turnieju. Zarówno Vic jak i jego promotor Gary Shaw nie zgadzają się z kartą punktową sędziego Toma McDonougha, który punktował 115-111 dla 25-letniego Maresa i wszystkie siedem ostatnich rund zapisał właśnie na jego korzyść. Shaw zamierza wraz ze swoimi prawnikami wystosować protest do Stanowej Komisji Bokserskiej oraz federacji WBC i IBO.
- Najlepszym wyjściem byłoby, gdyby nadano walce status nieodbytej lub zmieniono by wynik, jednak wszyscy wiemy jak to wygląda w boksie i ciężko powiedzieć czy odniesiemy jakikolwiek sukces - powiedział Shaw.