Sensacyjne odwołanie walki o mistrzostwo Europy w wadze ciężkiej, spowodowane rzekomym zasłabnięciem Aleksandra Dimitrienki (30-1, 20 KO) w szatni, na kilkadziesiąt minut przed pojedynkiem, będzie jeszcze z pewnością długo komentowane. Można także żywić nadzieję, że cała sprawa zostanie gruntownie zbadana przez federację EBU, której pas Dimitrienko miał bronić w starciu z Albertem Sosnowskim (46-3-1, 28 KO).
Sprawa jest tym bardziej zaskakująca, że w szatni Dimitrienki działy się rzeczy doprawdy rzadko spotykane w zawodowym boksie. Pięściarz, który miał przystąpić do jednego z najważniejszych i najtrudniejszych pojedynków w swojej karierze, został pozostawiony zupełnie sam, a w dodatku na kilkadziesiąt minut przed pojedynkiem nie rozpoczęto nawet procedury bandażowania rąk, o rozgrzewce nie wspominając. Zastanawiające jest również upublicznienie przez organizatorów nagrania z szatni, pokazującego Dimitrienkę mającego wyraźne problemy z utrzymaniem równowagi i bezradnie przekładającego torbę sportową z miejsca na miejsce. Mistrz Europy podobno zasłabł chwilę później i leżał nieprzytomny kilka minut sam w szatni, a następnie na noszach opuścił halę w Schwerinie. Pojawiły się także pierwsze komentarze na konferencji prasowej.
Aleksy Kuziemski (19-2, 4 KO) po porażce z Dmitrijem Suchockim powróci na ring 19 grudnia, podczas gali organizowanej w Białymstoku przez grupę Boxing Production. Na tejże gali, głównym wydarzeniem wieczoru będzie rewanż Dariusza Snarskiego z Krzysztofem Cieślakiem.
Rywalem Kuziemskiego będzie Estończyk Dmitri Protkunas (11-33-2, 1 KO). Będzie to druga walka, którą w swojej karierze Aleksy stoczy w Polsce. Wcześniej walczył na gali Diamond Boxing Night w Katowicach z Larsem Buchholzem.
Prawdziwy thriller zgotował swoim fanom Paweł Wolak (28-1, 18 KO). Po nienajlepszej pierwszej rundzie, w której polski pięściarz przyjął bardzo dużo silnych podbródkowych od szybszego Jose Pinzona (18-2-1, 12 KO), nastąpiła jeszcze gorsza druga odsłona. Atakujący Wolak nadział się na mocny cios Meksykanina i padł na deski. "Wściekły Byk" wstał bardzo szybko, ale nie ulegało wątpliwości, że odczuł to uderzenie. Rozsądek nakazywał klincz i ostrożność w defensywie, ale Wolak dał się ponieść emocjom i wdał się w ostrą wymianę, w której przyjmował kolejne mocne ciosy. Polak zdawał się być zraniony, ale kontynuował atak aż do gongu.
Od trzeciej rundy wszystko wyglądało już znacznie lepiej. Pinzon nie wytrzymał tempa i zaczął słabnąć, a Wolak nie przestawał nacierać. "Wściekły Byk" wygrał to i następne starcie, a w końcówce piątej odsłony przełamał zmęczonego rywala. Meksykanin dotrwał do gongu, ale jasne stało się, że Polak nie odpuści i w końcu go dopadnie. Nie udało się to w rundzie szóstej, choć nokaut przez cały czas wisiał w powietrzu. Wolak parł przed siebie i zasypywał Pinzona ciosami sierpowymi z obydwu rąk. Pojedynek zakończył się w siódmej odsłonie, kiedy Meksykanin przyjął potężny prawy sierpowy, po którym upadłby na deski, gdyby nie przytrzymał się przeciwnika. Sędzia Jack Reiss był jednak bardzo blisko i widząc odpływającego "Barretasa", postanowił wkroczyć i przerwać walkę. Decyzja może wydawać się nieco przedwczesna, ale Pinzon stawał się coraz bardziej bezradny i ringowy zapewne oszczędził mu wielu mocnych ciosów.
Już w przyszłą sobotę do kolejnego pojedynku stanie brytyjski prospekt wagi super średniej James DeGale (8-0, 6 KO), a jego oponentem będzie Paul Smith (29-1, 15 KO). DeGale nigdy nie walczył na dystansie dłuższym niż 5 rund, w przeciwieństwie do Smitha, który już parokrotnie boksował na dłuższych dystansach, jednak James nie widzi w tym żadnego problemu i jest spokojny o swoją wygraną.
- Nie mam żadnych obaw o to jak pójdzie mi w późniejszych rundach. Jestem spokojny o swoją kondycję, potrafiłem już tyle przeboksować w gymie. Uwierzcie mi, będę dla niego za szybki, za silny i za sprytny. Oglądałem jego dwie ostatnie walki i nie rozumiem czemu on jest takim optymistą przed pojedynkiem ze mną. Jedyną jego przewagą jest doświadczenie - powiedział DeGale.
Wczorajszego wieczora na gali w Manchesterze kolejne zwycięstwo na swe konto zapisał niedoszły rywal naszego Grzesia Proksy, Ryan Rhodes (45-4, 31 KO). Były mistrz Europy nie dał najmniejszych szans niepokonanemu dotąd Rocky'emu Juniorowi (11-1, 6 KO) i znokautował go w drugiej rundzie.
Rhodes był lepszy praktycznie w każdym aspekcie bokserskiego rzemiosła. W pierwszej rundzie był on bardziej aktywny od Brazylijczyka, a co najważniejsze bardziej precyzyjny, ładnie trafiał ciosami na korpus, które Junior odczuwał. W połowie drugiej rundy Anglik ładnie skontrował przeciwnika uderzając krótkim lewym sierpem i Rocky pierwszy raz zapoznał się z deskami. Chwilę później Rhodes podkręcił tempo i przy linach zasypał serią prostych na głowę, a mocny lewy pod prawy łokieć zmusił Brazylijczyka do przyklęknięcia. Cios był na tyle mocny, że Rocky dał się wyliczyć. Po walce Rhodes powiedział, że rok 2011 będzie dla niego przełomowy i liczy, że po tej walce będzie miał więcej okazji do pokazania się w ringu.
Na walce pojawił się również Ricky Hatton, który zajmuje się promocją Anglika. Co ciekawe wyraźnie widać, że Ricky zrzucił pare kilo i po ostatniej aferze związanej z zażywaniem kokainy prowadzi się znacznie lepiej.
Na gali w Anaheim imponujące zwycięstwo odniósł Miguel Angel Garcia (24-0, 20 KO), który w piątej rundzie znokautował byłego pretendenta do tronu WBO w kategorii super piórkowej - Oliviera Lontchi (18-2-2, 8 KO).
Niespełna 23-letni "Mikey" rzucił przeciwnika na deski kombinacją lewy-prawy prosty. Pochodzący z Kamerunu pięściarz zdołał jeszcze powstać, ale chwilę później Garcia przypuścił kolejny atak, po którym Lontchi przyklęknął i dał się wyliczyć.
Po jednostronnym pojedynku Saul Alvarez (35-0-1, 26 KO) dopisał do swojego konta kolejne cenne zwycięstwo. Młody Meksykanin całkowicie zdominował doświadczonego Lovemore N'Dou (48-12-2, 31 KO), wygrywając rundę po rundzie. Ostatecznie po ostatnim gongu sędziowie jednogłośnie opowiedzieli się za wygraną Alvareza w stosunku 119:109 i dwukrotnie 120:108.
Tego samego wieczoru Daniel Ponce De Leon (41-2, 34 KO) zastopował w siódmym starciu Sergio Medinę (35-4, 20 KO).
Po wczorajszym efektownym zwycięstwie niesamowitego Nonito Donaire (25-1, 17 KO) nad byłym mistrzem WBA wagi koguciej Władimirem Sidorenko (22-3-2, 7 KO) już planowana jest konfrontacja Filipińczyka z mistrzem WBO i WBC w wadze koguciej Fernando Montielem (43-2, 33 KO). Do potyczki miałoby dojść 19 lutego, a transmisją pojedynku jest zainteresowana telewizja HBO. Donaire twierdzi, że po wczorajszej walce z Ukraińcem jest gotów na walkę z Montielem.
- Wczorajszy pojedynek był moim najlepszym od bardzo dawna. W starciu z Darczinianem po prostu dobrze trafiłem. Dziś to była kompletna dominacja. Walka, która ma się odbyć 19 lutego to jest to na co czekałem długi czas, potrzebuje tej konfrontacji. Teraz jestem gotowy na Montiela! - oznajmił Donaire. Zadowolenia z jego postawy nie ukrywał również jego trener Robert Garcia.
- Nonito był świetny. Wczoraj pokazał całą gamę swoich umiejętności. Był balans, praca nóg, szybkość i siła - powiedział Garcia.
Po piętnastu miesiącach absencji w końcu na ring powrócił Chris John (44-0-2, 22 KO). Mistrz świata federacji WBA kategorii piórkowej obronił przed chwilą swój tytuł, pokonując u siebie w Indonezji Fernando Davida Saucedo (38-5-3, 1 KO).
John (na zdjęciu) był po prostu za silny dla pretendenta, który w wymianach cios za cios ustępował wyraźnie fizycznie championowi. Chris z czasem coraz bardziej spychał rywala do obrony, a w samej końcówce pojedynek był już wyjątkowo jednostronny. Po gongu kończącym dwunaste starcie sędziowie jednogłośnie opowiedzieli się za Johnem w stosunku 119:109 i dwukrotnie 120:108.
Jean Marc Mormeck (36-4, 22 KO), były mistrz wagi junior ciężkiej, wyzywa na pojedynek swego ostatniego pogromcę - Davida Haye (25-1, 23 KO). 38-letni Francuz w ciągu ostatniego roku stoczył trzy walki w kategorii ciężkiej i uważa się za gotowego do pojedynku o mistrzowski tytuł.
- Skoro Haye utrzymuje, że nie boi się nikogo, to powinien przyjechać do Paryża i dać mi rewanż. Jest mistrzem WBA w wadze ciężkiej i potrafię to uszanować. Mimo tego uważam, że niczego nie udowodnił od kiedy przeniósł się do wyższej kategorii - powiedział Mormeck.
"The Marksman" jest przekonany, że po kilkumiesięcznym treningu z najlepszymi sparingpartnerami byłby gotów do walki z "Hayemakerem".
- Dajcie mi trzy lub cztery miesiące na odpowiednie przygotowania i będę gotowy. Brałem udział w ośmiu mistrzowskich walkach, wygrałem sześć z nich. Haye bije bardzo mocno, ale można go pokonać - zapewnia Jean Marc.
W zakończonym przed momentem pojedynku na gali w Anaheim, Nonito Donaire (25-1, 17 KO) nie dał najmniejszych szans Władimirowi Sidorenko (22-3-2, 7 KO) i zdemolował go w przeciągu niespełna czterech rund.
Od pierwszych sekund walki widoczna była zdecydowana przewaga szybkości rosłego jak na tę kategorię Filipińczyka. Donaire niebezpiecznie trafiał swoim firmowym kontrującym lewym sierpowym i dwukrotnie zranił 34-letniego Ukraińca. Gdy wydawać się mogło, że obydwaj pięściarze czekają już na gong kończący pierwszą odsłonę, Donaire wystrzelił serią lewy-prawy sierpowy i Sidorenko po raz pierwszy znalazł się na deskach.
W drugiej rundzie Ukrainiec boksował znacznie lepiej i ani przez chwilę nie był zagrożony, choć przegrał również to starcie. "Filipino Flash" postanowił się nie spieszyć i na pełnym luzie popisywał się swoim kunsztem. W trzeciej rundzie Donaire był już bardziej agresywny, co przyniosło kolejny nokdaun. Sidorenko zaatakował prawym prostym, lecz Nonito wykonał swój popisowy numer, cofając się o krok i strzelając lewym sierpowym na szczękę, po którym jego rywal po raz drugi zapoznał się z deskami.
Z czasem dzielny Ukrainiec był coraz bardziej rozbijany, a po zakończeniu trzeciej odsłony sedzia ringowy zapytał go czy wszystko w porządku. Czwarte starcie przyniosło roztrzygnięcie. Poobijany Sidorenko nie był już w stanie atakować, a Donaire powoli zaczął przymierzać się do zadania ostatecznego ciosu. W końcu nadarzyła się okazja i Filipińczyk trafił kombinacją lewy-prawy, po której jego przeciwnik najpierw odskoczył, a potem przyklęknął. Sędzia spojrzał na zakrwawionego Ukraińca, któremu ostatnia akcja Donaire najwyraźniej złamała nos i postanowił poddać go bez liczenia.
Zwycięski Nonito udowodnił niedowiarkom, że jest jednym z najlepszych pięściarzy bez podziału na kategorie wagowe. Fani już zacierają ręce na myśl o planowanej na 19 lutego potyczce Donaire-Montiel. Po tak znakomitym występie Filipińczyk wyrasta nie tyle na równorzędnego rywala dla Meksykanina, ale nawet na faworyta tego elektryzującego pojedynku.
Kolejne zwycięstwo na zawodowych ringach odniósł jeden z największych prospektów wagi cruiser Lateef Kayode (15-0, 14 KO). Jego przeciwnikiem był Ed Perry (18-5-2, 11 KO), a walka mimo tego, że zakończyła się przez nokaut w szóstej rundzie, nie była łatwa dla Kayode.
Przez pierwsze rundy Perry dzielnie wchodził w wymiany z faworyzowanym Nigeryjczykiem, jednak ten szybko znalazł rozwiązanie jak przełamać przeciwnika. Kluczem do wygranej okazały się ciosy na korpus i w czwartej rundzie Perry pierwszy raz zapoznał się z deskami. Walkę zakończyła kombinacja ciosów na głowę i korpus, po których Perry nie był zdolny do kontynuowania walki.
Po ty jak sędzia przerwał walkę Pawła Wolaka (28-1, 18 KO) z Jose Pinzonem (18-2-1, 12 KO), pojawiło się wiele spekulacji, czy pojedynek nie został przerwany za szybko. Publiczność zgromadzona na gali w Anaheim długo nie mogła się pogodzić z przerwaniem walki w 7. rundzie, gwiżdżąc i bucząc.
Okazuje się jednak, że sędzia ringowy przerywając walkę zachował się bardzo trzeźwo, przerywając napór i dominację "Wściekłego Byka", który po przebudzeniu się z nieszczęsnej 2. rundy, systematycznie demolował meksykańskiego wojownika. Jose Pinzon kilkadziesiąt minut po walce stracił przytomność i został przewieziony do szpitala w Anheim, w Kalifornii.
Jeszcze dziś, wywiad z Pawłem Wolakiem ...
Jak informowaliśmy kilka godzin temu, Aleksander Dimitrenko (30-1, 20 KO) opuścił szpital w Schwerinie. 28-letni pięściarz zwrócił się do kibiców za pośrednictwem strony internetowej grupy Universum. Przypomnijmy, że wczoraj wieczorem Niemiec ukraińskiego pochodzenia miał stoczyć walkę w obronie pasa mistrza Europy z Albertem Sosnowskim (46-3-1, 28 KO), jednak na kilkadziesiąt minut przed pojedynkiem stracił przytomność w szatni.
- Czuję się juz lepiej. Czekam na orzeczenia lekarzy, a jutro w Hamburgu przejdę dodatkowe badania. Mam nadzieję, że dowiem się, dlaczego tak się stało.Coś takiego jeszcze mi się nie zdarzyło. Przepraszam kibiców zgromadzonych w hali i przed ekranami telewizorów. Chcę wyzdrowieć jak najszybciej i stoczyć tę walkę. Chce obronić mój tytuł tak szybko, jak będzie to tylko możliwe - obiecuje Dimitrenko.
Nie milkną echa odwołania wczorajszej potyczki o mistrzostwo wagi ciężkiej Starego Kontynentu między Aleksandrem Dimitrienką (30-1, 20 KO), a naszym Albertem Sosnowskim (46-3-1, 28 KO). Na temat sensacyjnego zasłabnięcia wypowiedział się promotor Aleksandra Klaus-Peter Kohl, który podejrzewa, że przyczyną złego stanu zdrowia swojego podopiecznego może być zatrucie pokarmowe.
- Byłem w szatni do ostatniej chwili przed tym jak Sasza upadł. Leżał bezwładnie na ziemi. Istnieje możliwość, że zaszkodziło mu jedzenie, ponieważ był bardzo nieswój. Aleksander powtarzał w kółko, że chce walczyć, jednak nie mogliśmy do tego dopuścić - powiedział Kohl, a na temat stanu zdrowia wypowiedział się również lekarz ringowy, dr Christopher Goetz.
- On miał bardzo niskie ciśnienie krwi i płytki oddech. Jego ręce były mocno zaciśnięte. Nawet, gdyby jego stan się ustabilizował, nie mogliśmy wpuścić go do ringu. Priorytetem jest, żeby ustalić w szpitalu co było przyczyną zasłabnięcia - powiedział Goetz.
Michael Koncz, doradca Manny'ego Pacquiao (52-3-2, 38 KO), jest przekonany, że filipiński król boksu zawodowego zapisze się w historii jako pierwszy pięściarz, który znokautował Shane'a Mosleya (46-6-1, 39 KO). Pojedynek nie został jeszcze zakontraktowany, ale wiele wskazuje na to, że odbędzie się 16 kwietnia w MGM Grand w Las Vegas.
W maju "Sugar", mimo dobrych pierwszych dwóch rund, został wysoko wypunktowany przez Floyda Mayweathera Jr. (41-0, 25 KO). Koncz uważa, że Mosley nie wytrzyma dwunastu rund z "Pacmanem".
- Mayweather potrzebował pełnych dwunastu rund, ale Manny zakończy to szybciej. Pacquiao jako pierwszy zastopuje Mosleya. Shane jest groźny w pierwszych trzech rundach, potem Manny zacznie go rozbijać i w końcu go złamie - zapewnia Koncz.
Na Estadio Beto Avila w Veracruz, były mistrz WBO w kategorii super koguciej, Daniel Ponce De Leon (41-2, 34 KO), zanotował kolejne zwycięstwo. Tym razem meksykański król nokautu zastopował Argentyńczyka Sergio Manuela Medinę (35-4, 20 KO). Pojedynek zakończył się w siódmej odsłonie, kiedy po kombinacji mocnych ciosów "Rocky" wylądował na deskach. Medina zdołał co prawda powstać, ale sędzia nie dopuścił go do dalszej walki.
Celem Ponce De Leona jest rewanż na Juanie Manuelu Lopezie (30-0, 27 KO), który we wrześniu 2008 roku odebrał mu mistrzowski tytuł, nokautując go już w pierwszym starciu. Po tamtej porażce Meksykanin wygrał siedem kolejnych walk, w tym cztery przed czasem.
Redaktorzy BOKSER.ORG obecni na gali w Schwerinie spotkali dziś w hotelu Aleksandra Dimitrenkę (30-1, 20 KO), który poproszony o komentarz do wczorajszego zajścia, nie był zbyt rozmowny, ale zapewniał o dobrym samopoczuciu. - Wszystko jest OK, jestem zdrowy - powiedział mistrz Europy w wadze ciężkiej.
Wczoraj wieczorem Dimitrenko podobno czuł się jednak znacznie gorzej i jego domniemane zasłabnięcie w szatni na kilkadziesiąt minut przed pojedynkiem z Albertem Sosnowskim (46-3-1, 28 KO) w obronie pasa EBU, było przyczyną odwołania głównej walki wieczoru. Warto dodać, że dzięki nagraniom z szatni wyemitowanym w TV wiemy, że całe zajście miało miejsce jeszcze w trakcie (lub tuż po) walki Rahima Czakijewa z Łukaszem Rusiewiczem, a przed walką Manuela Charra z Zackiem Pagem. Na nagraniu telewizyjnym widać bowiem obu pięściarzy wchodzących na chwilę do szatni, w której leży nieprzytomny Dimitrenko, ubranych w spodenki i z nałożonymi rękawicami. Wobec tego jeszcze bardziej zaskakujący jest fakt, że Dimitrenko został odwieziony do szpitala dopiero kilkadziesiąt minut później.
Szef grupy Universum, a zarazem promotor Aleksandra Dimitrienki (30-1, 20 KO), Klaus-Peter Kohl zapowiedział, że będzie chciał jak najszybciej doprowadzić do walki 'Saszy' z Albertem Sosnowskim (46-3-1, 28 KO). Przypominamy, że pojedynek wymienionych wyżej bokserów nie doszedł do skutku wczoraj z powodu utraty przytomności Dimitreniki.
- Postaramy się doprowadzić do tego starcia najszybciej jak to jest możliwe. Oczywiście musimy poczekać na wyniki badań Alexandra, ale wstępnie planujemy, że walka dojdzie do skutku na początku 2011 roku - mówił Kohl. Tymczasem sam zainteresowany deklaruje, iż czuje się już o wiele lepiej.
- Teraz czuję się już dobrze. Jutro w Hamburgu przejdę serię badań. Mam nadzieję, że dowiem się co było przyczyną mojego zasłabnięcia - powiedział mistrz Europy w wadze ciężkiej, Alexander Dimitrienko.
Wczorajszej nocy podczas na gali w Anaheim swoją kolejną walkę stoczył prospekt wagi piórkowej, niespełna 23-letni Miguel Angel Garcia (24-0, 20KO). Jego przeciwnik Olivier Lontchi (18-2-2, 8 KO) musiał uznać jego wyższość przegrywająć w 5 rundzie przez nokaut. Promotor Miguela, Cameron Dunkin odbył podobno wstępne rozmowy z Top Rank w sprawie skonfrontowania swego podopiecznego z gwiazdą wagi piórkowej Juanem Manuelem Lopezem (30-0, 27 KO).
- Rozmawiałem z Bobem Arumem czy podoba mu się pomysł takiej walki. "Mikey" walczył dziś w nocy. Chciałbym, aby powrócił na ring w marcu kiedy "Juanma" stoczy kolejny pojedynek. Następnie Miguel zawalczyłby w czerwcu. Do konfrontacji Lopeza z Garcią mogłoby dojść we wrześniu w Las Vegas. Lopez jest gotów boksować wszędzie, a walka zawodnika z Puerto Rico z Meksykaninem sprzeda się dobrze. To mogłoby być wielkie wydarzenie - twierdzi Dunkin.
Dereck Chisora (14-0, 9 KO), który już w najbliższą sobotę zmierzy się z Władimirem Kliczko (55-3, 49 KO), zapowiada, że nie będzie przebierał w środkach i jest gotów posunąć się do wszystkiego, byle tylko pokonać ukraińskiego championa.
- Przyjmę wszystko co on ma mi zaoferowania. Wypowiem mu wojnę. Nie dam mu odetchnąć. Większość jego rywali poddaje się i przyjmuje kolejne lewe proste. Ja będę go gonił - zapewnia blisko 27-letni "Del Boy".
- Gdy walczysz z mistrzem, musisz być gotowy na wszystko. Ja nie cofnę się przed niczym. Przyjmę każdy jego cios i odpowiem moim. Zrobię wszystko co w mojej mocy, będę bił go się da. On ma w arsenale tylko dwie akcje - są to kombinacja lewy-prawy i lewy sierpowy. Bez lewego prostego nie ma nic. To nie będzie czysta walka. Będę go ścigał i maltretował - zapowiada Chisora.
Znany z ciętego języka pięściarz prowokuje Ukraińca, mając nadzieję, że w końcu uda się wyprowadzić mistrza z równowagi.
- Zapytałem go czy bardziej kocha swoją dziewczynę, czy mistrzowskie pasy. Nie potrafił odpowiedzieć. To jak "Piękna i bestia". Gdy jego dziewczyna mnie zobaczy, rzuci go i odejdzie ze mną - powiedział pretendent.
Około godziny 22:05 Aleksander Dimitrenko (30-1, 20 KO) zasłabł w szatni i jeśli wierzyć plotkom, przez dwie minuty leżał nieprzytomny. Albert Sosnowski (46-3-1, 28 KO) wyszedł na ring, ale tylko po to, by podziękować kibicom za przyjazd... Jak poinformował nas promotor "Dragona" - Krzysztof Zbarski, w przyszłym tygodniu spotka się z przedstawicielami grupy Universum by na spokojnie porozmawiać o zaistniałej sytuacji.
W walce wieczoru na Honda Center w Anaheim (Kalifornia) Meksykanin Humberto Soto (54-7-2, 32 KO) po raz trzeci obronił pas WBC w kategorii lekkiej. Po dwunastu bardzo zaciętych rundach "La Zorrita" okazał się minimalnie lepszy od ograniczonego boksersko, lecz niezwykle ambitnego Urbano Antillona (28-2, 20 KO).
Od samego początku Antillon narzucił mordercze tempo. 28-letni wojownik cały czas nacierał, lecz sprytny Soto doskonale radził sobie, boksując z defensywy. Bardzo szybko z nosa pretendenta zaczęła wyciekać krew, niedługo później po zderzeniu głowami pojawiło się także rozcięcie przy jego prawym łuku brwiowym. W trzeciej odsłonie Soto zaczął obijać korpus rywala i taktyka ta zdawała się przynosić skutek, bo Antillon wyraźnie zwolnił. Była to jednak tylko chwilowa słabość i do samego końca challenger nie zdradzał już żadnych objawów zmęczenia.
Mistrz znakomicie kontrował ciosami podbródkowymi oraz sierpami na korpus, a gdy krążył dookoła rywala, kłuł go również wspaniałym lewym prostym. Sfrustrowany własną niemocą Antillon zaczął faulować, co poskutkowało utratą punktu. W drugiej połowie walki ciosy championa w końcu zaczęły dawać wymierny efekt i pretendent kilka razy był w sporych opałach. Najbliżej porażki przed czasem było chyba w dziesiątej odsłonie, ale tam Antillona wybawił gong.
W ostatnich dwóch rundach Urbano przyjął dziesiątki potężnych uderzeń, ale sprawiał wrażenie niezniszczalnego. Końcówka należała nawet do niego, lecz po ostatnim gongu nikt nie spodziewał się, że było tak blisko niespodzianki. Sędziowie jednogłośnie uznali wyższość Soto (115-112, 114-113 i 114-113), lecz jednopunktowe zwycięstwo mistrza oznacza, że o wyniku zadecydowała kara z pierwszej połowy walki. Gdyby nie seria niepotrzebnych fauli Antillona, pojedynek zakończyłby się remisem. W tym miejscu należy zaznaczyć, że punktacja nie oddawała przebiegu walki, w której zdecydowaną przewagę miał "La Zorrita".
Wyjaśnianie przyczyn zasłabnięcia Aleksandra Dimitrienki (30-1, 20 KO) zajmie co najmniej parę dni, tymczasem na antenie telewizji nSPORT HD padła z ust Andrzeja Grajewskiego pierwsza możliwa data zorganizowania powtórki pojedynku z Albertem Sosnowskim (46-3-1, 28 KO). Promotor podał datę 29 stycznia, być może wtedy właśnie planowana jest kolejna gala grupy Universum.
Przyczyny zasłabnięcia mistrza Europy trudno na razie wytłumaczyć, jednak ich wyjaśnienie wydaje się być podstawą do dalszych decyzji ze strony federacji EBU.
Trwa dobra passa Alexa Leapai (21-3-3, 16 KO). Tym razem ten były rugbysta wygrał co prawda na punkty, ale dopisał do swojego rekordu kolejne znane nazwisko - Darnella Wilsona (23-10-3, 20 KO).
Australijczyk i Amerykanin nie myśleli za dużo o obronie w tym pojedynku, przez co oglądało się go naprawdę dobrze. Leapai (na zdjęciu) górował nad rywalem warunkami fizycznymi i przeważał w większości z ośmiu rund, zapewniając sobie zwycięstwo u wszystkich sędziów - 78:74 oraz dwukrotnie 79:73. A przypomnijmy, że Alex jest notowany przez federację WBO na czternastym miejscu w zestawieniu wagi ciężkiej.
W dalszym ciągu nie milknął echa na temat przyczyny zasłabnięcia Alexandra Dimitrienki (30-1, 20 KO) tuż przed rozpoczęciem walki z Albertem Sosnowskim (46-3-1, 28 KO). Trener 'Saszy', Michael Timm mówił, że jest w wielkim szoku po tym jak zobaczył swojego podopiecznego w tak złym stanie.
- Ciężko mi w tej chwili cokolwiek powiedzieć. Nie mam pojęcia co było przyczyną zasłabnięcia 'Saszy'. Chwilę po odwołaniu walki zastanawiałem się, czy Alex w okresie przygotowawczym nie przyjął przypadkiem jakiegoś mocnego ciosu, jednak z całą pewnością mogę wykluczyć taki scenariusz - zapewniał Timm, który dodał, iż Dimitrienko pomimo złego stanu zdrowia chciał wyjść do ringu.
- Alexander nie chciał zawieść swoich kibiców, dlatego nosił się z zamiarem wyjścia między liny, lecz taka decyzja nie była by zbyt odpowiedzialna. Zdrowie 'Saszy' jest najważniejsze - zakończył trener.