Były absolutny mistrz świata w wadze ciężkiej Lennox Lewis (41-2-1, 32 KO) zdementował pogłoski o swoim powrocie na ring. 45-letni Brytyjczyk wyjaśnił również, dlaczego nie zdecydował się stoczyć rewanżowego pojedynku z Witalijem Kliczką (41-2, 38 KO), a zamiast tego zakończył sportową karierę.
- Ciągle jestem pytany o to, dlaczego po walce z Kliczką odszedłem z boksu, odmówiwszy rewanżu starszemu Kliczce. Przyczyna była taka, że w ringu nie miałem już nic do udowodnienia. Witalij nie groził zjedzeniem moich dzieci i nie ciągnął mnie za nogawkę jak Mike Tyson. Kiedy zastanowiłem się, czy warto po raz kolejny walczyć z Kliczką, pojawiła się myśl: "Popatrzcie, zo zrobiłem z jego twarzą, samemu będąc w nienajlepszej formie fizycznej. Do czego może dojść, jeśli dobrze się przygotuję?" Jeśli chodzi o mój prowrót na ring, to te doniesienia są nieprawdziwe. Mam 45 lat i z żalem patrzę na takich pięściarzy jak Evander Holyfield, Hasim Rahman czy Shannon Briggs, na daremno próbujących przywrócić miniony czas - mówi Lewis.
Przypomnijmy, że w 2003 roku Lewis pokonał Kliczkę przez techniczny nokaut w szóstej rundzie. Walkę przerwano z powodu głębokiego rozcięcia łuku brwiowego Ukraińca, który w tamtym momencie wygrywał na punkty 58:56 u wszystkich sędziów punktowych.
W dniach 10-12 grudnia w Elblągu odbędzie się Turniej Bokserski Grand Prix o Puchar PZB. Zawody są również eliminacją do Mistrzostw polski w boksie 2011. Zmagania czołowych polskich pięściarzy będzie można za darmo oglądać w hali MOS, w Elblągu przy ul. Kościuszki 77a.
Turniej rozpocznie się od ćwierćfinałów, w piątek od godziny 17:00. W sobotę czekają nas półfinały rozgrywane w dwóch turach, pierwsza od godziny 11:00, druga od godziny 17:00. Finał odbędzie się w niedzielę, początek o godzinie 11:00.

Lewy prosty Juana Manuela Marqueza (52-5-1, 38 KO) był kluczem do zwycięstwa nad dzielnym i odważnym Michaelem Katsidisem (27-3, 22 KO).

Stojący za podwójną gardą Arthur Abraham (31-2, 25 KO) i punktujący go Carl Froch (27-1, 20 KO) - to zdjęcie najlepiej oddaje obraz zakończonej przed chwilą w Helsinkach walki w ramach turnieju "Super Six".
Po ekscytujących i trudnych do punktowania dziesięciu rundach Jason Litzau (28-2, 21 KO) pokonał niejednogłośną decyzją Celestino Caballero (34-3, 23 KO).
Od pierwszej do ostatniej minuty obaj pięściarze wymieniali się ciężkimi ciosami. Początek pojedynku należał co prawda do faworyzowanego Caballero, ale Litzau (na zdjęciu) z czasem zaczął sobie radzić coraz lepiej z przewagą w warunkach fizycznych rywala i trafiał go z doskoku bezpośrednim prawym prostym bądź lewym sierpowym.
Po ostatnim gongu sędziowie punktowali 94:96, 96:94 i 97:93 na korzyść Jasona.
Carl Froch (27-1, 20 KO) pokonał po dwunastu rundach Arthura Abrahama (31-2, 25 KO) i zdobył wakujący tytuł mistrza świata federacji WBC kategorii super średniej. Po ostatnim gongu sędziowie punktowali 119:109 i dwukrotnie 120:108 na korzyść "Kobry".
Po pierwszej, rozpoznawczej rundzie, w której Froch dobrze radził sobie boksując w defensywie i wyprowadzając ataki z kontry, przyjmowane jednak przez Abrahama na gardę, w drugiej Anglik podkręcił tempo, kilka razy trafiając mocno swojego rywala na korpus. W trzeciej rundzie Froch przeszedł do ofensywy zdecydowanie wygrywając to starcie, choć i Abraham przypuścił pierwszy, bardziej zdecydowany atak w tej walce. Król Artur zaskakiwał jednak pasywnością i choć większość ciosów "Kobry" przyjmował na gardę, to jednak przegrywał wyraźnie kolejne starcia na punkty, mimo napomnień otrzymywanych w narożniku. Po sześciu rundach dominacja Frocha była już przytlaczająca i tym dziwniejsza była bierna postawa Abrahama.
Dziewięć lat musiał czekać Freddy Hernandez (29-2, 20 KO) na szansę powalczenia o tytuł mistrza świata, a kiedy już w końcu dostał ów szansę, wszystko potrwało dla niego zaledwie dwie minuty.
Wyższy pretendent podążał za Andre Berto (27-0, 21 KO), a ten nagle z doskoku chybił co prawda lewym sierpowym, lecz poprawił natychmiast prawym krzyżowym bitym ze skrętem tułowia. Cios doszedł celu, czyli brody Hernandeza. Ten zdołał jeszcze co prawda powstać, jednak był cały czas mocno zamroczony i sędzia Russell Mora słusznie przerwał rywalizację. Tym samym Berto po raz piąty obronił pas federacji WBC kategorii półśredniej.
Juan Manuel Marquez (52-5-1, 38 KO) był na skraju nokautu, ale pozbierał się i sam zastopował dzielnego Michaela Katsidisa (27-3, 22 KO), podtrzymując swoje szanse na stoczenie trzeciej walki z Mannym Pacquiao.
Wszystko zaczęło się tak jak miało się zacząć, czyli od huraganowych ataków Australijczyka i genialnych kontr Meksykanina. Przez siedem minut obraz walki się nie zmieniał, aż nagle Katsidis zamarkował prawy sierp by wystrzelić potężnym lewym sierpowym, po którym Marquez bezwładnie padł na matę ringu. Wydawało się, że jest już po wszystkim, ale Juan z wielkim trudem zdołał powstać i choć nogi się jeszcze pod nim uginały, podjął morderczą wymianę z rywalem.
Rundy od czwartej do siódmej wyglądały identycznie. Marquez bił znacznie celniej, szczególnie lewym prostym i lewym podbródkowym, jednak sierpy Michaela choć w większości niecelne, to gdy już dochodziły do celu, robiły większe wrażenie i cały czas groziły ciężkim nokautem. Ostatnie pół minuty piątego starcia poderwały wszystkich kibiców z miejsc, a ci bliżej ringu aż łapali się za głowy widząc blisko 30-sekundową, obustronną kanonadę, gdzie niemal każdy cios blokowany był... twarzą przez jednego i drugiego boksera. Naturalnie obrońca tytułu WBA i WBO wagi lekkiej nie stronił od lewych haków w okolice wątroby rywala, które z czasem osłabiły szalonego Australijczyka. Już w końcówce ósmej odsłony widać było u niego poważny kryzys. Zaraz po przerwie Marquez ruszył po swoje i po dwóch minutach niezłego lania sędzia Kenny Bayless wyratował dzielnego Katsidisa przed ciężkim nokautem.
- Katsidis to świetny zawodnik i musiałem się sporo dziś napracować by wygrać - komplementował swojego rywala zaraz po ogłoszeniu werdyktu Juan Manuel Marquez (52-5-1, 38 KO).
W wywiadzie z Larry Merchantem z HBO Meksykanin nadal jednak najwięcej miejsca poświęcał Manny'emu Pacquiao (52-3-2, 38 KO), z którym raz zremisował, a raz przegrał.
- Pacquiao cały czas mnie unika, a ja natomiast czekam ciągle na nasze trzecie spotkanie. Nigdy nie unikałem ciężkich walk, jak na przykład tej z Katsidisem, jednak wciąż liczę na to, że spotkam się z Pacquiao po raz trzeci - powiedział 37-letni już Marquez.
Bardzo możliwe, iż ostatecznie dojdzie do wielkiej trylogii, ponieważ kilka dni temu trener "Pac-Mana", Freddie Roach wyznał - Najbardziej mi zależy na trzeciej walce z Marquezem, by raz na zawsze zamknąć mu gębę.
Po dwunastu rundach Silvio Branco (61-10-2, 37 KO) pokonał swojego rodaka, Vicenzo Rossitto (39-7-2, 23 KO), broniąc tym samym międzynarodowy pas federacji WBC kategorii cruiser.
44-letni Branco (WBC #9) w pierwszej odsłonie był nieuchwytny dla Rossitto (WBC #21), punktując go notorycznie lewym prostym. Zdeprymowany takim obrotem sprawy Vicenzo w drugim starciu zmienił pozycję na mańkuta, ale nie przyniosło to żadnych rezultatów. W trzeciej rundzie Silvio wstrząsnął nim krótkim prawym sierpem w okolice ucha, ale młodszy o dokładnie dekadę Rossitto cały czas parł do przodu.
Kolejne minuty były już trochę bardziej wyrównane, choć dobra praca nóg i celny lewy prosty cały czas faworyzowały dwukrotnego mistrza świata wagi półciężkiej. Rossitto miał dobrą rundę dziewiątą, lecz podrażniony Branco w dziesiątej spuścił mu niezłe lanie. Najpierw trafił prawym podbródkowym, a gdy zorientował się, że rywal jest zamroczony, dodał jeszcze kilkanaście ciosów i sędzia jak najbardziej miał prawo poddać wtedy młodszego Włocha. Ten jednak jak zwykle pokazał swój charakter i do końca "rzucał" obszernymi sierpami, licząc na łut szczęścia.
Moja słaba znajomość języka włoskiego nie pozwoliła mi na odsłuchanie dokładnej punktacji, ale raczej była ona wysoka na korzyść Silvio. Ciekawe, czy teraz powróci temat jego możliwej potyczki z naszym Łukaszem Janikiem (21-1, 12 KO), który w ostatnim zestawieniu WBC plasuje się na piętnastej pozycji.
Karol Proksa: Wróciłaś niedawno z wyjazdu do USA, jak tam było?
Lidia Fidura: 12 listopada w piątek wylecieliśmy do Nowego Jorku, spędziliśmy tam 3 dni które przyniosły nam wiele atrakcji. W dzień przylotu zastaliśmy zaproszeni na kolację do restauracji Kominek na Polskiej dzielnicy Greenpoint, gdzie przywitała nas organizacja "Polish-American Sports Association" która zorganizowała nam pobyt w NY. Kolejny dzień rozpoczęliśmy treningiem w Global Boxing Gym, w New Jersey, gdzie przywitała nas Maureen Shea, aktualna Mistrzyni w boksie zawodowym, posiadaczka pasa NABF. Maureen przygotowywała Hillary Swank do roli w filmie Clinta Eastwooda pt.:"Million Dollar Baby", cieszę się że ją poznałam. Wracając do Global Gym, to jest to nowy i bardzo nowoczesny obiekt sportowy, przede wszystkim przeznaczony do treningów bokserskich ale nie tylko. Sala wyposażona jest w nowoczesny sprzęt do ćwiczeń siłowych kondycyjnych, szybkościowych, wytrzymałościowych. Na sali są trzy ringi oraz klatka do treningów MMA. Po treningu wybraliśmy się na małe zwiedzanie Nowego Jorku i zakupy, na które nie było zbyt wiele czasu.
Wieczorem zastaliśmy zaproszeni na Uroczysty Bal z okazji urodzin Polskiego radia w New Jersey, gdzie głównym gościem był Tomasz Adamek, byli także inny Polscy zawodowi pięściarze m.in. Mariusz Wach, Piotr Wilczewski, Paweł Wolak i inni... W niedzielę ostatniego dnia pobytu po porannym treningu, brałyśmy udział w Mszy Św. w Polskim Kościele na Brooklynie. Resztę dnia poświeciłyśmy na zakupy i odpoczynek. W poniedziałek rano czekał nas 5 godzinny lot do Kalifornii, gdzie w dniach 16-21 listopada w Oxnard brałyśmy udział w Międzynarodowym Turnieju Bokserskim "Rond Robin". Stoczyłam tam 4 walki z utytułowanymi zawodniczkami, championkami USA i wszystkie walki wygrałam zdobywając złoty medal. Sumując zdobyliśmy jeden złoty i dwa srebrne medale, tym samym zostaliśmy uznani za najlepszą drużynę turnieju i zdobyliśmy złoty puchar dla najlepszego Teamu. Pobyt w USA uważam za krótki ale bardzo owocny i udany. Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś będę miała okazje zaboksować na amerykańskim ringu.
Dziś w nocy swoją pierwszą porażkę od ponad sześciu lat poniósł Celestino Caballero (34-3, 23 KO). Sprawcą chyba największej bokserskiej niespodzianki roku był Jason Litzau (28-2, 21 KO). Walka obfitowała w wymiany ciężkich ciosów i zakończyła się niejednogłośną decyzją sędziowską w stosunku 94:96, 96:94 i 97:93 na korzyść skazywanego na porażkę Jasona. Promotor Caballero, słynny Lou DiBella powiedział dziś prasie, że w kontrakcie nie było klauzuli na temat ewentualnego rewanżu, jednak będzie starał się doprowadzić do ponownej konfrontacji obu zawodników.
- Nie mieliśmy zapisu w kontrakcie na temat rewanżowego pojedynku, jednak ponowne spotkanie obu pięściarzy będzie tym do czego teraz będę chciał doprowadzić - powiedział DiBella tuż po zakończeniu konferencji prasowej.
Po efektownym zwycięstwie nad Ivanem Calderonem dziś w nocy znów dobrze zaprezentował się Giovani Segura (26-1-1, 22 KO). Meksykanin awansował do kategorii muszej i zastopował Manuela Vargasa (28-7-1, 13 KO).
Segura (na zdjęciu) wygrywał rundę po rundzie, a na twarzy jego rywala coraz bardziej widać było ślady walki. Gdy na początku siódmego starcia pękł mu dodatkowo lewy łuk brwiowy, w przerwie przed kolejną odsłoną pojedynek został zastopowany przez doktora.
Podczas tej samej gali Miguel Vazquez (27-3, 12 KO) po raz pierwszy obronił tytuł mistrza świata federacji IBF w wadze lekkiej. Jego potyczka z Ricardo Dominguezem (32-7-2, 20 KO) była wyjątkowo jednostronna, o czym najlepiej świadczy punktacja - 118:110, 119:109 i 120:108.
Mistrz WBC w wadze półśredniej, Andre Berto (27-0, 21 KO), potrzebował dwóch minut na znokautowanie Freddy'ego Hernandeza (29-2, 20 KO) w piątej obronie tytułu. Po potężnym ciosie z prawej ręki Meksykanin zdołał jeszcze powstać, ale sędzia ringowy nie dopuścił go do dalszej walki. Berto jest jednym z kandydatów na rywala Manny'ego Pacquiao (52-3-2, 38 KO). Lou DiBella uważa, że jego pięściarz jest już gotowy na pojedynek z królem P4P.
- Berto był świetny. Zrobił co musiał. Hernandez nigdy nie przegrał przed czasem. Jego jedyna porażka jest sprzed pięciu lat. Berto ma teraz nowy argument przetargowy przy rozmowach z ludźmi Pacquiao. Teraz kolej na ruch Manny'ego - powiedział DiBella.
Promotor zdaje sobie sprawę, że kontrkandydatami Berto są Shane Mosley (46-6-1, 39 KO) i Juan Manuel Marquez (52-5-1, 38 KO), ale przekonuje, że żaden z nich nie będzie takim wyzwaniem jak jego podopieczny.
- Wiem, że pod uwagę brani są też Mosley i Marquez. Porównajmy ostatnie dwa występy Shane'a i ostatnie dwie walki Berto. Kogo wolelibyście zobaczyć w ringu z Pacquiao. Marquez wygrał wojnę z Katsidisem, ale to nie jest waga półśrednia. Jest zbyt mały, by walczyć z Pacquiao w limicie 147 funtów - stwierdza DiBella.

W tym temacie możecie wymieniać się swoimi poglądami na temat gali w Las Vegas oraz głównej walki wieczoru pomiędzy Juanem Manuelem Marquezem (51-5-1, 37 KO) i Michaelem Katsidisem (27-2, 22 KO).
Andre Ward (23-0, 13 KO) zanotował kolejne cenne zwycięstwo, choć Sakio Bika (28-5-2, 19 KO) postawił mu naprawdę ciężkie warunki. Co prawda sędziowie punktowali 120:108 i dwukrotnie 118:110, lecz ten rezultat absolutnie nie oddaje tego, co działo się w ringu.
Pretendent szczególnie w pierwszej fazie pojedynku radził sobie dobrze. Nacierał agresywnie na mistrza świata kategorii super średniej federacji WBA, a ten nieoczekiwanie podjął rękawice i wymieniał ciosy z silnym rywalem. Z czasem "Skorpion" zaczął tracić amunicję i nie licząc ostatniej rundy, druga połowa potyczki stała już pod znakiem przewagi Amerykanina.
W ostatnich trzech minutach Bika znów ruszył do szaleńczej ofensywy, ale Andre spokojnie doboksował do końca, odnosząc pewne zwycięstwo. Wygraną przypłacił za to rozcięciami obu łuków brwiowych, podobnie zresztą jak pokonany Sakio.
Łukasz Maszczyk (Incheon Red Wings) przegrał na punkty z Chińczykiem He Zhi Weiem (Pekin Dragons) w sobotnim meczu ligi zawodowej - World Series of Boxing (WSB). Na ringu w Makau, w spotkaniu 2. kolejki Konferencji Azjatyckiej, zwyciężył pekiński zespół 3:2.
26-letni Maszczyk (54 kg) jest jedynym polskim pięściarzem w nowych rozgrywkach bokserskich dla amatorów. Kilka dni temu podpisał kontrakt z przedstawicielem Korei Południowej. W składzie "Czerwonych Skrzydeł" zastąpił Seo Dong Sika, który w inauguracyjnym pojedynku uległ Kazachowi Kanatowi Abutalipowowi (Astana Arlans). W sobotę bokserzy Incheon Red Wings przegrali trzy pierwsze walki, a dopiero w najwyższych kategoriach wagowych triumfowali dwaj Algierczycy: Abdelhafid Benchabla (85 kg) i Chouaib Bouloudinats (+91 kg).
Siergiej Dzindziruk (37-0, 23 KO) to wielki mistrz kategorii junior średniej według federacji WBO i pomimo iż być może jest nawet najlepszym zawodnikiem swojej dywizji, świat cały czas go nie docenia. W barwach grupy Universum boksował często w walkach nie pokazywanych przez stację ZDF, a po zerwaniu kontraktu z Klausem Peterm Kohlem i wyjeździe do USA stoczył tylko jeden pojedynek i to z przeciętnym tak naprawdę Danielem Dawsonem (TKO 10).
Być może teraz w końcu otworzy się dla niego furtka do wielkich nazwisk, bo promotor Lou DiBella negocjuje właśnie szczegóły umowy jego potyczki ze znanym i cenionym w Ameryce Kermitem Cintronem (32-3-1, 28 KO), dwukrotnym championem wagi półśredniej.
To nie wszystko, ponieważ plan jest taki, że lepszy z dwójki Dzindziruk vs Cintron w kolejnym pojedynku miałby się zmierzyć z liderem dywizji średniej, Sergio Martinezem (46-2-2, 25 KO).
Zapraszamy na szybki wywiad z Erikiem Moralesem (50-6, 35 KO), jednym z najwspanialszych meksykańskich wojowników. 34-letni bokser z Tijuany to były mistrz świata w wadze super koguciej, piórkowej i super piórkowej. ‘El Terrible’ toczył ringowe wojny z najlepszymi bokserami świata, zawsze dając niezapomniane widowiska. Bez względu na dalszy rozwój jego kariery, meksykański czempion ma już zapewnione miejsce w słynnym ‘Hall of Fame’. Poniżej przedstawiamy krótki wywiad z pogromcą między innymi samego Manny'ego Pacquiao, czy Jesusa Chaveza.
- Wiek rozpoczęcia treningów bokserskich?
Erik Morales: Miałem wtedy 5 lat.
- Pierwsze bokserskie wspomnienie?
EM: Niezbyt miłe. Przegrałem swoją pierwszą walkę po zaledwie 20 sekundach z powodu obfitego krwotoku z nosa.
- Co cię motywuje?
EM: Moją motywacją jest to, aby maksymalnie wykorzystać swoje bokserskie umiejętności.
- Najlepszy pięściarz wszechczasów?
EM: Myślę, że ja.
Były mistrz Europy, a obecnie pretendent do ponownego zdobycia tego tytułu Albert Sosnowski (46-3-1, 28 KO) przewiduje, że w pojedynku z Aleksandrem Dimitrenką (30-1, 20 KO) trudno będzie mu zwyciężyć na punkty ze względu na często stronnicze sędziowanie walk w Niemczech. 31-letni Polak zapowiada więc, że 4 grudnia w Schwerinie będzie szukał sposobu, aby znokautować o trzy lata młodszego Ukraińca z niemieckim paszportem i odebrać mu pas EBU w wadze ciężkiej.
- Nastawienie jest bojowe. Wiem, że otwiera się przede mną szansa powrotu do czołówki wagi ciężkiej. Zdaję sobie sprawę, że walcząc w Niemczech bardzo ciężko będzie wygrać na punkty. Sędziowie zazwyczaj sprzyjają gospodarzom, a dodatkowo to Dimitrenko jest mistrzem Europy. Wiadomo, jakie jest sędziowanie w Niemczech. Jako przykład mogę podać choćby moją walkę z Francesco Pianetą, którą zremisowałem, a w moim odczuciu powinienem zwyciężyć - wspomina "Dragon".
- Będę musiał narzucić na rywala presję, nie bawiąc się w szermierkę na pięści. Będę też szukał momentu, w którym będzie można odważnie zaatakować i wygrać walkę przez nokaut. Patrząc na walory fizyczne i techniczne, to większość z nich przemawia za Dimitrenką, ale boks to sport kontaktowy i jedna akcja może zadecydować o rezultacie walki - mówi Sosnowki, który swoje pierwsze mistrzostwo Europy zdobył w grudniu 2009 roku, pokonując na punkty Paolo Vidoza. Kilkanaście tygodni później warszawianin postanowił zwakować pas, przyjmując propozycję walki z Witalijem Kliczką o mistrzostwo świata wersji WBC.
Carl Froch (27-1, 20 KO) kontra Glen Johnson (51-14-2, 35 KO) oraz Andre Ward (23-0, 13 KO) vs Arthur Abraham (31-2, 25 KO) - tak wyglądają pary półfinałowe turnieju "Super Six".
- Wiedziałem, że tak go zdominuję - mówił zaraz po ogłoszeniu werdyktu Froch o swoim występie przeciw Abrahamowi - Kilka razy chciałem przyspieszyć i zaatakować całą serią, jednak słuchałem swojego narożnika i trzymałem się planu. To mogłoby być niebezpieczne, ponieważ Arthur bije naprawdę mocno - stwierdził Carl.
- Nie wiem co się stało. Dziś nic nie funkcjonowało tak jak powinno, a on po prostu okazał się tego wieczoru lepszym bokserem - stwierdził po walce wyraźnie podłamany drugą porażką z rzędu Abraham. A przecież o wygraną nad Wardem będzie chyba jeszcze trudniej...
Nie napracował się dziś w nocy Erislandy Lara (14-0, 9 KO). Występujący w wadze junior średniej Kubańczyk już na samym początku rzucił Tima Connorsa (10-2, 7 KO) na deski prawym prostym (jest mańkutem przyp. Redakcja). Zaraz po liczeniu poprawił już mocniej lewym prostym i było po walce. Wszystko trwało łącznie mniej niż sto sekund.
Straszną wpadkę zaliczył natomiast były król dywizji lekkiej, Nate Campbell (33-7-1, 25 KO). Amerykanin był dziś kompletnie bez formy i dał się wypunktować ruchliwemu Walterowi Estradzie (38-13-1, 25 KO). Po ośmiu rundach sędziowie typowali wygraną Kolumbijczyka stosunkiem głosów dwa do jednego - 75:76 i dwukrotnie 77:74.
Rusłan Czagajew (27-1-1, 17 KO), który ostatnio pokonał w niezbyt przekonującym stylu Travisa Walkera, nadal pozostaje obowiązkowym pretendentem dla mistrza WBA Davida Haye (25-1, 23 KO). Ich pojedynek powienien odbyć się przed 3 kwietnia 2011 roku, jednak na przeszkodzie stoją zdrowotne problemy uzbeckiego pretendenta, który jest nosicielem wirusa zapalenia wątroby typu B. Medyczny doradca federacji WBA, Calvin Inal-Singh uważa, że w tej sytuacji Czagajew nie powinien otrzymać możliwości stoczenia walki mistrzowskiej.
Viceprezydent WBA Gilberto Mendoza Jr. twierdzi natomiast, że David Haye ma prawo wymagać od pretendenta dodatkowych, obowiązkowych testów, które miałyby określić poziom ryzyka ewentualnego zakażenia podczas pojedynku. Z tego też powodu obóz Haye'a naciska na organizację walki w Wielkiej Brytanii, gdzie przepisy medyczne raczej nie pozwoliłyby Czagajewowi na wyjście do ringu. Natomiast grupa Universum, w której barwach występuje były mistrz świata wagi ciężkiej, szuka możliwości zorganizowania pojedynku poza Wyspami, gdzie obowiązują mniej restrykcyjne przepisy. Braku zainteresowania Haye'a starciem z Czagajewem nie można chyba tłumaczyć obawą przed uzbeckim pięściarzem, który w ostatnich swoich występach prezentował się bardzo przeciętnie, lecz raczej słabym wymiarem marketingowym takiej walki. Zdecydowanie większe pieniądze Haye może zarobić na walce z jednym z braci Kliczko, lub Tomaszem Adamkiem, a przecież jedynie wysokie honorarium i medialna sława są w stanie skłonić mistrza świata do podejmowania kolejnych wyzwań. Federacja WBA również jak widać nie pali się do wymuszenia na czempionie obowiązkowej obrony. Z tych względów jego walka z Czagajewem staje się coraz bardziej wątpliwa.
W Grudziądzu zakończyły się zawodu Pucharu Polski Kobiet w Boksie. W klasyfikacji klubowej pierwsze miejsce zajął KS CARBO Gliwice, wyprzedzając KS SKORPION Szczecin i KS POMORZANIN Toruń. Najlepszym Okręgowym Związkiem Bokserskim został okręg śląski.
Wśród seniorek, nagrodę najlepszej zawodniczki turnieju otrzymała Patrycja Nalepa z Wisły Kraków. Ona też stoczyła najładniejszą walkę finałową, pokonując Aleksandrę Paczkę z BKS Gorzów Wlkp. Wśród Juniorek, jako najlepszą zawodniczkę turnieju wskazano Beatę Koroniecką z Hetmana Białystok, w wśród Kadetek - Hannę Solecką z Fight Club Koszalin.

Według informacji podanych przez Scotta Shaffera, doradcę prawnego Sauerland Event, 5 marca dojdzie do walki pomiędzy pupilem duńskiej publiczności Brianem Nielsenem (64-2, 43 KO) i żywą legendą wagi ciężkiej Evanderem Holyfieldem (43-10-2, 28 KO).
W ojczyźnie "Super Briana" walka ta zapowiada jest jako wielkie wydarzenie, jednak prawdopodobnie wielkim będzie tylko z nazwy. Obaj panowie swój szczytowy okres mają zdecydowanie za sobą. Faworytem tej potyczki z pewnością będzie "Real Deal" mimo, że jest o 3 lata starszy od swojego oponenta.
Nielsen jest nieaktywny na bokserskich ringach od ponad ośmiu lat, kiedy to jednogłośnie na punkty zwyciężył Uriaha Granta. W przypadku Amerykanina sytuacja wygląda nieco korzystniej ponieważ ostatni swój występ zaliczył w kwietniu tego roku, zostawiając w pokonanym polu Fransa Bothę.