Szef grupy Top Rank, Bob Arum, potwierdził, że Manny Pacquiao (52-3-2, 38 KO) zainkasował od 20 do 25 milionów dolarów za walkę z Antonio Margarito (38-7, 27 KO).
- Kwota wyniesie w granicach 20-25 milionów dolarów. W najgorszym wypadku będzie to 20 milionów - oświadczył Arum.
Policzono, że za każdą przeboksowaną rundę "Pacman" zarobił 2 miliony. Każda minuta walki z Meksykaninem była warta 694,000, a każda sekunda 11,574. Za każdy z 474 ciosów, którymi Manny trafił "Tony'ego", Filipińczyk zainkasował 52,742 dolarów. Przed walką Pacquiao miał zagwarantowane 15 milionów, ale dzięki dobrej sprzedaży PPV, kwota podskoczyła o kolejnych kilka milionów.
- Najlepsze dopiero przed nami. Liczby ze sprzedaży transmisji tylko potwierdzają, że popularność Manny'ego w Stanach i na całym świecie wciąż się nie zmienia - zakończył promotor.
Zapraszamy na drugą z pięciu części nagrania z zamkniętego treningu Tomasza Adamka (42-1, 27 KO), który wraz ze swoim szkoleniowcem Rogerem Bloodworth'em przygotowuje się do walki z Vinnym Maddalone (33-6, 24 KO). Do pojedynku dojdzie 9 grudnia w dobrze znanej kibicom Polaka hali Prudential Center, w amerykańskim Newark.
Na ringu grudziądzkiego "Startu", dzisiaj rozpocznie się Puchar Polski Kobiet. Do walki stanie 81 zawodniczek, które walczyć będą o puchary. Najsłabiej obstawiona jest kategoria wiekowa Juniorek, na pewno na to wpływ miały próbne matury, które obecnie odbywają się w szkołach.
W opinii trenerów, zawodniczki które zgłosiły się do zawodów, są dobrze przygotowane i na pewno emocjonujących walk nie zabraknie. Zmagania pięściarek bacznie obserwować będą trenerzy Kadr Narodowych Kobiet - panowie Leszek Piotrowski i Marek Węgierski. Dzisiaj w serii popołudniowej odbędzie się 12 pojedynków, zestawienie par w rozwinięciu.
Król wagi lekkiej był zszokowany słowami Manny'ego Pacquiao (52-3-2, 38 KO), który stwierdził, że fani nie chcą jego trzeciej walki z "Dinamitą" i woleliby obejrzeć go w starciu z kolejnym rosłym pięściarzem pokroju Margarito. Juan Manuel Marquez (51-5-1, 37 KO) nie może przyjąć do wiadomości, że Filipińczyk w pierwszej kolejności stawia Mayweathera, Mosleya i Berto.
- Nie mogę w to uwierzyć. Powiedział, że fani nie chcą naszej walki, ale bardzo się myli. Każdy chce zobaczyć nasze trzecie starcie. Ludzie pytają mnie kiedy znów zmierzę się z Pacquiao. To on nie chce tej walki, to on przede mną ucieka. Nie wiem czy te słowa wyszły z jego ust. Może włodarze Top Rank mówią mu takie rzeczy, coś nie jest tak - powiedział 37-letni Marquez, który w najbliższą sobotę na ringu w Las Vegas zmierzy się z Michaelem Katsidisem (27-2, 22 KO).
Freddie Roach, który już czterokrotnie był wybierany trenerem roku, usłyszał od dziennikarzy pytanie "W czyim narożniku stanąłbyś, gdyby doszło do walki Pacquiao-Khan?". Obydwaj pięściarze przygotowują się do swoich pojedynków pod okiem Roacha. Prywatnie Manny i Amir się przyjaźnią, ale niewykluczone, że dojdzie do ich walki, jeżeli obydwaj dalej będą odnosić imponujące zwycięstwa.
Amir Khan (23-1, 17 KO) zamierza przenieść się do kategorii półśredniej w końcówce przyszłego roku. Kilka tygodni temu sparował z Mannym Pacquiao (52-3-2, 38 KO) na Filipinach i Roach zauważył wówczas, że różnica między nimi zaczyna się zmniejszać.
- Nie ma między nimi już tak wielkiej różnicy jak kiedyś. Były dni, kiedy jeden lub drugi zyskiwał przewagę - oznajmił szkoleniowiec. Roach zamierza zrobić wszystko co w jego mocy, by nie dopuścić do ich walki, ale jeżeli decyzja zapadnie, opowie się po stronie Manny'ego.
- Stanąłbym w narożniku Manny'ego Pacquiao - zapewnia twórca największych sukcesów Filipińczyka.
- Zaprosiliśmy na Święto Dziękczynienia do siebie mojego trenera Rogera Blodwoortha. Jego obecność pozwoliła na wymianę poglądów i ustalenie priorytetów na przyszłość. Co prawda czeka mnie jeszcze jedna w tym roku walka z Vinny Maddalone ale wierzę, że zrobiliśmy wszystko, aby ją wygrać efektownie. Będzie to czwarta walka rankingowa w tym roku, która pozwoli mi na potwierdzenie moich aspiracji do walki o tytuł i pas w HW w 2011 roku. Niezależnie od różnych medialnych doniesień, chcę zapewnić fanów boksu, że zrobimy wszystko, aby najpóźniej jesienią 2011 roku doprowadzić do walki o pas. Z którym z mistrzów wejdę do ringu to sprawa dalej otwarta. Więcej szczegółów na ten temat nie zna nikt, nawet najlepsza wróżka. Spodziewam się jednak, że negocjacje w tej sprawie będą trwały długie miesiące. Osiągnięcie porozumienia i podpisanie kontraktu, będzie zależało od pracy promotorów, telewizji i prawników - pisze na swoim blogu Tomasz Adamek (42-1, 27 KO).
- W 2011 roku zrobię wszystko, aby stanąć w ringu i przywieźć do Polski pas, tak jak to zrobiłem po zdobyciu pasa IBF i THE RING. Walka o pas wymaga jednak rozwagi, przygotowań, dobrego zdrowia i podpisanego kontraktu z aktualnym mistrzem. To wszystko jest bardzo trudne, ale możliwe.
Rośnie grono chętnych do walki z Sergio Gabrielem Martinezem (46-2-2, 25 KO). Pokaźną grupkę zasilił ostatnio Julio Cesar Chavez Jr. (41-0-1, 30 KO), posiadacz pasa WBC Silver w wadze średniej, który 4 grudnia zmierzy się z Pawłem Wolakiem (27-1, 17 KO).
Syn meksykańskiej legendy oglądał ostatni pojedynek Martineza i jak cały bokserski świat, przecierał oczy ze zdumienia, gdy "Maravilla" już w drugiej rundzie ciężko znokautował znakomitego Paula Williamsa (39-2, 27 KO).
- Byłem zdumiony. Nie przypuszczałem, że walka może zakończyć się tak szybko. Uważam, że Williams za bardzo się odsłaniał i nie utrudniał zadania Martinezowi, pozostawiając szczękę bez jakiejkolwiek ochrony. W boksie ważne jest przygotowanie i zachowanie koncentracji, bo jeden cios może zakończyć walkę właśnie w taki sposób - powiedział 24-letni Chavez.
Pod okiem Freddiego Roacha młody Julio wyraźnie nabrał pewności siebie i uznał, że najwyższy czas na walki z poważnymi przeciwnikami. Chavez oznajmił, że bardzo chętnie zmierzyłby się z Argentyńczykiem, ale rozumie, że po walce z Wolakiem powinien starać się o prawo do pojedynku z mistrzem WBA w wadze junior średniej - Miguelem Cotto (35-2, 28 KO).
- Chciałbym zaboksować z Martinezem. To wielki mistrz, ale mój promotor już wybrał dla mnie drogę i rozumiem, że w pierwszej kolejności będę musiał bić się z Cotto. Wykorzystam wszystkie nadarzające się możliwości, by osiągać następne cele - zakończył Meksykanin, który ma nadzieję, że w przypadku zwycięstwa nad Wolakiem, a później Cotto, stanie się na tyle gorącym nazwiskiem, że będzie mógł zabiegać o pojedynek z Martinezem.
29 stycznia w Nowym Jorku dojdzie do ciekawej konfrontacji w wadze ciężkiej. W zakontraktowanym na dwanaście rund pojedynku zmierzą się Jason Gavern (19-7-4, 8 KO) i były rywal Andrzeja Gołoty, Mike Mollo (20-3-1, 12 KO).
Mollo w ostatnim występie tylko zremisował z Gary Gomezem, natomiast Gavern (na zdjęciu) jest nieaktywny od pół roku, kiedy dość niespodziewanie zremisował z faworyzowanym Johnathonem Banksem.
Były mistrz świata federacji WBA w wadze ciężkiej Nikołaj Wałujew (50-2, 34 KO) wypowiedział się na temat możliwości organizacji pojedynku oczekiwanego przez kibiców boksu na całym świecie pomiędzy Davidem Haye'em (25-1, 23 KO) a Witalijem Kliczką (41-2, 38 KO) lub jego bratem Władimirem (55-3, 49 KO). 37-letni Rosjanin uważa, że do takiej potyczki nigdy nie dojdzie, ponieważ w obliczu wysokich dochodów za walki w Wielkiej Brytanii (Haye) i w Niemczech (bracia Kliczko) żadnej ze stron nie opłaci się ryzyko porażki w walce unifikacyjnej.
- Dla mnie sprawa jest jasna. Walki Kliczków z Hay'em nie będzie. Trzeba wziąć pod uwagę, że boks to dla nich biznes. Bracia Kliczko wiedzą, jak się bogacić, Haye również. Mam wrażenie, że w kwestii walki unifikacyjnej zwyczajnie nie będą potrafili dojść do porozumienia. Bracia lubią mieć nad wszystkim stuprocentową kontrolę, co dla nikogo nie jest tajemnicą. Tymczasem rozmawiając z Haye'em, sytuacji nijak nie da się kontrolować. Brytyjczyk nigdy się na to nie zgodzi, podobnie jak zgodzić nie mogłem się ja - mówi Wałujew.
- Dzięki posiadaniu mistrzowskiego pasa, pozycja Haye'a w negocjacjach jest bardzo silna. Jeszcze wtedy, gdy byłem mistrzem świata mówiłem, że temat walki z Witalijem lub Władimirem będzie aktualny tylko wówczas, gdy stracę tytuł. Jak zapowiadałem, tak się stało. Witalij wiedział doskonale, że walcząc z mistrzem świata, honorarium będzie musiało być podzielone w stosunku 50 do 50, co jest sprawiedliwym rozwiązaniem. Wtedy jednak nie było mowy o pojedynku - opowiada pięściarz, który po raz ostatni na ringu pojawił się w listopadzie 2009 roku. Wałujew przegrał wówczas z Haye'em i stracił pas WBA. W ostatnich tygodniach przeszedł operację ramienia, w pierwszej połowie grudnia czeka go kolejny zabieg, tym razem dłoni. Wciąż nie wiadomo, czy "Bestia ze Wschodu" zdoła powrócić do uprawiania boksu.
Julio Cesar Chavez Junior (41-0-1, 30 KO) w ostatnim wywiadzie wspomniał, że chętnie zmierzyłby się z mistrzem WBC wagi średniej - Sergio Gabrielem Martinezem (46-2-2, 25 KO), gdyby udało mu się pokonać Pawła Wolaka (27-1, 17 KO), a następnie przesunąć lub wygrać walkę z Miguelem Cotto (35-2, 28 KO).
CHAVEZ: NAJPIERW COTTO, POTEM MARTINEZ
Lou DiBella, promotor Argentyńczyka, uważa, że doprowadzenie do pojedynku Martinez-Chavez byłoby wyrokiem śmierci dla 24-letniego Meksykanina.
- Julio Cesar Chavez Jr. z Sergio Martinezem? Wolne żarty. Mogliby mnie za to aresztować. To byłoby promowanie morderstwa - skwitował DiBella.
Po federacjach WBC, WBA i WBO, teraz ostatnia wielka organizacja boksu zawodowego - IBF, ogłosiła swój listopadowy ranking. Znalazło się w nim miejsce dla siedmiu Polaków.
W wadze ciężkiej najwyżej stoją akcję Tomasza Adamka (42-1, 27 KO). Co prawda nasz "Góral" jest trzeci, ale pierwsze dwa miejsca są nieobstawione. Przypomnijmy, iż nasz najlepszy pięściarz już 9 grudnia skrzyżuje rękawice w Prudential Center w Newark z Vinnym Maddalone (33-6, 24 KO).
W kategorii cruiser w zestawieniu zadebiutował na piętnastej pozycji Mateusz Masternak (21-0, 15 KO). Jeszcze wyżej stoją akcje Pawła Kołodzieja (27-0, 16 KO), który jest szósty.
Również dwóch naszych rodaków zagościło w rankingu dywizji półciężkiej. Pomimo porażki w ostatnim występie Aleksy Kuziemski (19-2, 4 KO) utrzymał się w piętnastce. Pięściarz z Białegostoku powróci między liny już 19 grudnia w swoim mieście. Lepiej mają się akcje Dawida Kosteckiego (35-1, 24 KO). "Cygan" notowany jest na szóstej pozycji, choć trzeba też zaznaczyć, że pierwsze i drugie miejsce nie jest obstawione, więc można śmiało mówić, iż Dawid jest tak naprawdę czwarty.
Jedenasty w wadze junior średniej jest Paweł Wolak (27-1, 17 KO). O "Wściekłym byku" zrobiło się głośno dwa dni temu, kiedy okazało się, że wskoczył na miejsce kontuzjowanego Alfonso Gomeza i już 4 grudnia zmierzy się ze świetnym Julio Cesarem Chavezem Jr (41-0-1, 30 KO). Dla ambitnego Polaka mieszkającego na stałe w USA jest to niewątpliwie życiowa szansa i potencjalne zwycięstwo otworzyłoby mu furtkę do wielkiej kariery.
Ostatnim Polakiem wyróżnionym przez IBF jest były mistrz Europy kategorii półśredniej, Rafał Jackiewicz (37-9-1, 18 KO). Po nieudanym ataku na tytuł mistrza świata "Wojownik" wygrał w ubiegłą sobotę z Ronny McFieldem, co zapewniło Rafałowi wciąż wysokie, piąte miejsce.
Juan Manuel Marquez (51-5-1, 37 KO) jest jedynym obecnie aktywnym pięściarzem, który walczył i z Floydem Mayweatherem Jr. (41-0, 25 KO), i z Mannym Pacquiao (52-3-2, 38 KO). W 2004 roku "Dinamita" wywalczył remis w pierwszym pojedynku z "Pacmanem", a cztery lata późnie minimalnie przegrał na punkty w rewanżu. Przed rokiem Meksykanin zmierzył się z Mayweatherem, lecz został przez niego całkowicie zdominowany na dystansie dwunastu rund.
- Mayweather jest bez wątpienia najlepszy na świecie. Jest lepszy technicznie od Pacquiao, więcej potrafi. Jego ciosy są niewyobrażalnie szybkie. Ma też wspaniałą defensywę, w której nie mogłem znaleźć żadnej luki, przez co tak trudno go trafić - stwierdził 37-letni Marquez.
Z opinią "Dinamity" zgadza się król wagi średniej - Sergio Gabriel Martinez (46-2-2, 25 KO), który również wyżej ceni szczelną obronę Floyda, niż niepowtarzalne umiejętności ofensywne "Pacmana".
- Mayweather ma od zawsze kapitalną obronę, a Pacquiao wykształcił ją w sobie dopiero teraz, gdy musi bić się z dużo silniejszymi przeciwnikami. W całej swojej karierze "Money" nigdy nie przyjął mocnego ciosu, co odróżnia go od Manny'ego. Moim celem numer jeden jest walka z najlepszym pięściarzem bez podziału na kategorie wagowe, a obecnie jest nim Floyd Mayweather - powiedział "Maravilla".
Jeden z najlepszych pięściarzy bez podziału na kategorie wagowe, Celestino Caballero (34-2, 23 KO), w pogoni za opłacalną walką z poważnym przeciwnikiem musi przenieść się dwie dywizje wyżej. "Pelenchin", który w 2008 roku zunifikował pasy IBF i WBA w wadze super koguciej, kilka miesięcy temu rzucił wyzwanie największym nazwiskom kategorii piórkowej. Ani Juan Manuel Lopez (30-0, 27 KO), ani Yuriorkis Gamboa (19-0, 15 KO) nie zdecydowali się podjąć rzuconej rękawicy. Zainteresowania starciem z Caballero nie przejawia też Chris John (43-0-2, 22 KO), więc pochodzący z Panamy pięściarz zdecydował się pójść jeszcze dalej i już w najbliższą sobotę, na gali Marquez-Katsidis, zaboksuje z Jasonem Litzau (27-2, 21 KO).
- Nadal zależy mi na walce z którymkolwiek mistrzem wagi piórkowej. Mam nadzieję, że w końcu jeden się zgodzi. Mogę też walczyć z Wilfredo Vazquezem Juniorem, skoro on wyzywa mnie na pojedynek. Nasza walka musiałaby się odbyć w limicie wagi piórkowej, bo obawiam się, że nie dam już rady zejść do super koguciej. Jeżeli wynegocjujemy dobre warunki, to jestem gotów. Pragnę jednak zaznaczyć, że na pierwszym miejscu jest Lopez, a za nim Gamboa. Jeżeli żaden z nich nie zechce się ze mną bić, to chętnie powalczę z Vazquezem - powiedział "Pelenchin".
Pięściarz odnosi jednak wrażenie, że pojedynek z Wilfredo Vazquezem Jr. (20-0-1, 17 KO) jest odrobinę przedwczesny dla młodego Portorykańczyka, który poza dwudziestoma walkami na zawodowych ringach nie ma żadnego doświadczenia (brak kariery amatorskiej).
- Właśnie dlatego wolałbym Juanmę albo Gamboę. Mają większe doświadczenie, więc moją dać ciekawszą walkę, niż nieopierzony Vazquez - uważa 34-letni Caballero.
W drugiej obronie pasa WBC kategorii super piórkowej Witalij Tajbert (20-2, 6 KO) stracił go na rzecz dawnego championa niższej dywizji, Takahiro Aoha (20-2-1, 9 KO).
Przez pierwsze sześć minut Niemiec kontrolował wydarzenia w ringu, ale w trzeciej rundzie nadział się na mocny lewy prosty Japończyka, po którym padł na deski. Od tego momentu Aoh (na zdjęciu) przejął inicjatywę, wygrywając u wszystkich sędziów. Po ostatnim gongu punktowali oni 115:112, 117:112 i 116:110 na korzyść challengera.
- Po raz pierwszy w karierze byłem liczony. Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia, natomiast kontuzja prawej ręki już tak. Doznałem urazu już w drugim starciu i gdybym miał sprawne obie ręce, na pewno wygrałbym tę walkę, dlatego bardzo chcę rewanżu - powiedział zaraz po ostatnim gongu Tajbert.
19 grudnia w Białymstoku dojdzie do rewanżowego pojedynku pomiędzy Dariuszem Snarskim (31-31-2, 6 KO) i Krzysztofem Cieślakiem (16-1, 5 KO). Walka budzi emocje wśród kibiców głównie ze względu na kontrowersyjny werdykt pierwszej walki w Łomianek. Przypomnijmy, że Krzysztof Cieślak w ocenie większości kibiców i ekspertów wygrał najwyżej trzy rundy. Jednak nie przeszkodziło to sędziom punktowym ogłosić go zwycięzcą. Zapraszamy na krótką rozmowę z jednym z bohaterów grudniowej gali Dariuszem Snarskim.
Marcin Łądka: Witaj Darek! Opowiedz o przygotowaniach do ostatniego pojedynku w karierze.
Dariusz Snarski: Przygotowania idą pomyślnie, trenuje u siebie w Białymstoku. Razem ze mną trenują Piotr Wilczewski i Dariusz Sęk, którzy szflifują formę przed galą w Grodzisku Maz. Trenuje też z Kamilem Łaszczykiem, mieliśmy dwa sparingi zadaniowe. Jest to bardzo utalentowany chłopak, ale musi być prowadzony spokojnie i rozważnie jako profi. Łaszczyk powinien sobie spokojnie poradzić w debiucie z Andriejem Nurchinskim. W następnym tygodniu będę sparował z Alieksiejem Valchanem z Białorusi, a później ostatni spraring z Khacyhau Khawazhi. Kontuzje na całe szczęście mnie omijają.
Łukasz Maszczyk dostał angaż w lidze zawodowej World Series of Boxing (WSB), będzie występował w barwach południowokoreańskiego zespołu Incheon Red Wings. Łukasz powalczy już w najbliższą sobotę, w meczu 2. kolejki przeciwko Beijing Dragons. Polski pięściarz zastąpi Seo Dong Sika, który w inauguracyjnym pojedynku w kategorii koguciej przegrał na punkty z Kazachem Kanatem Abutalipowem (Astana Arlans).
Oprócz Łukasza, Polskę reprezentują sędzia Mariusz Górny oraz supervisor Adam Kusior. W rozgrywkach ligi WSB startuje 12 ekip, które są podzielone na 3 grupy kontynentalne. W fazie sezonu zasadniczego, każda ekipa rozgrywa 12 meczów, po dwa razy spotka się u siebie i na wyjeździe ze wszystkimi z kontynentalnych rywali. Walka w lidze punktowana jest jak w boksie zawodowym, pięściarze walczą 5 rund po 3 minuty.
Freddie Roach, trener Manny'ego Pacquiao (52-3-2, 38 KO), wyznał, że mistrz WBC w wadze półśredniej, Andre Berto (26-0, 20 KO), znajduje się bardzo wysoko na liście potencjalnych rywali filipińskiego gwiazdora. Już w najbliższą sobotę na MGM Grand w Las Vegas Berto stanie do piątej obrony tytułu, a jego rywalem będzie Freddy Hernandez (29-1, 20 KO). Roach ma swoje powody, by stawiać pochodzącego z Haiti pięściarza nad gwiazdami kategorii junior półśredniej, jak Timothy Bradley i Devon Alexander.
- Tamci mają już zakontraktowane walki na początek przyszłego roku. Berto bije się w sobotę, ale nie ma żadnych dalszych planów. Poza tym jest większy od zawodników z limitu 140 funtów - powiedział Roach.
Szkoleniowiec uważa, że 27-letni Berto będzie odpowiednim rywalem dla Pacquiao, lecz zaznacza, że ostateczny wybór najprawdopodobniej padnie na pięściarza, który będzie mógł wygenerować największe zyski z walki.
- Jest młody, szybki i silny. Nie jest typem puncherem, ale i tak pojedynek z nim będzie sporym wyzwaniem. Chcemy zrobić najbardziej opłacalną walkę, Bob dokładnie wszystko sprawdzi i przeliczy. W chwili obecnej dobieramy przeciwników pod względem ich atrakcyjności marketingowej - wyznał trener.
Menadżer Ivan Edwards poinformował redakcję BOKSER.ORG o szczegółach walki Pawła Wolaka (27-1, 17 KO) z Julio Cesarem Chavezem Jr (41-0-1, 30 KO), do której, przypomnijmy, dojdzie 4 grudnia. Otóż stawka jest jeszcze większa niż tylko potencjalne zwycięstwo nad synem legendarnego "Cesarza".
Dziś podjęto decyzję, że zwycięzca tej konfrontacji zostanie oficjalnym pretendentem do tytułu mistrza świata federacji WBA kategorii junior średniej, sławnego Miguela Angela Cotto (35-2, 28 KO). Pomimo iż Wolak skrzyżuje rękawice z Chavezem w limicie wagi średniej, w razie zwycięstwa będzie miał zapewniony bój właśnie z Cotto, jedną z największych gwiazd zawodowego boksu ostatnich lat.
- A jednak wyszło na moje. Jestem gotowy na wojnę z Chavezem. Cały czas trenuję i nie będę musiał zrzucać wagi, więc będę silny gdy wyjdziemy do ringu - powiedział zaraz po ogłoszeniu całej sprawy Polak.
Były wieloletni mistrz wagi koguciej, Hozumi Hasegawa (29-3, 12 KO), po porażce z rąk Fernando Montiela (43-2-2, 33 KO) zdecydował się na przejście dwie kategorie wyżej. Przed momentem na gali w Nikon Gaishi Hall 29-letni mańkut wypunktował Juana Carlosa Burgosa (25-1, 18 KO) na dystansie dwunastu rund i zdobył pas WBC w dywizji piórkowej.
Po ostatnim gongu wszyscy sędziowie jednogłośnie opowiedzieli się za Japończykiem (116-111, 117-110, 117-110).
Mistrz dwóch kategorii wagowych, Jorge Linares (30-1, 19 KO), mozolnie odbudowuje karierę po błyskawicznej porażce z rąk Juana Carlosa Salgado (22-1-1, 16 KO). W 2010 roku "Złoty Chłopiec" odniósł trzy cenne zwycięstwa - najpierw pokonał podstarzałego Francisco Lorenzo, potem nadspodziewanie łatwo uporał się z Rockym Juarezem, a w ostatniej walce zwyciężył innego mistrza dwóch dywizji - Jesusa Chaveza.
Linares nie ma sprecyzowanych planów i nie wyklucza powrotu do Japonii, gdzie spędził większą część swojej zawodowej kariery. Pochodzący z Wenezueli pięściarz marzy też o wyjeździe do Stanów Zjednoczonych, które umożliwią mu szansę podbicia nowego rynku.
- Mamy wiele możliwości, moi ludzie segregują je i przedstawiają mi najlepsze opcje. Chciałbym pojechać do Ameryki, bo tam mnie jeszcze nie znają. Mógłbym nauczyć się nowego języka, a poza tym w Azji brakuje pięściarzy, którzy mogą mi pomóc w dalszym rozwoju. W Stanach aż roi się od sparingpartnerów - powiedział Linares.
"Złoty Chłopiec" chce walczyć z najlepszymi pięściarzami wagi lekkiej. Na jego celowniku znajdują się Juan Diaz i Juan Manuel Marquez.
- Chciałbym się z nimi zmierzyć. To światowa liga, a ja jestem gotowy na walki z najlepszymi. Guerrero i Katsidis to kolejne dobre opcje, ale ten drugi ma przed sobą pojedynek z Marquezem, więc dopiero po weekendzie będziemy wiedzieli czy coś z tego będzie - zakończył 25-letni pięściarz.
Bj Flores (24-1-1, 15 KO) nie spełnił swych obietnic o znokautowaniu Danny'ego Greena (31-3, 27 KO) i po wyrównanych dwunastu rundach przegrał na punkty. Amerykanin docenia taktykę, jaką obrał jego przeciwnik i ma nadzieję na rewanż w połowie przyszłego roku.
- Wyszło nie tak, jak planowaliśmy. Danny zawsze był agresorem, a tym razem boksował mądrze i ograniczał się do kontr. Gdy atakował, trafiałem go ciosami z lewej ręki, ale on szybko się zorientował i zmienił taktykę - powiedział 31-letni Flores.
Pojedynek zakończył się nieoczekiwanie wysokim (118-111, 118-110, 117-112) zwycięstwem Austalijczyka. Flores uważa, że walka była remisowa.
- Wiele lokalnych gazet widziało remis lub wygraną jednym punktem. Stoczyliśmy bardzo wyrównany bój, a żeby odnieść zwycięstwo, musiałbym bardziej go zdominować. Jestem zadowolony, że daliśmy kibicom świetne widowisko. Chciałbym raz jeszcze pogratulować Danny'emu. Wciąż liczę na rewanż, prowadzimy rozmowy i być może nasze drugie starcie odbędzie się latem. On powiedział, że była to najtrudniejsza walka w jego karierze. Nie byłem w ringu od 15 miesiecy i to mogło zaważyć na mojej dyspozycji. Nie szukam jednak wymówek, teraz wiem już, że mogę mierzyć się z najlepszymi - oznajmił "El Peligroso".
Menadżer Antonio Margarito (38-7, 27 KO) - Sergio Diaz poinformował, że jego zawodnik przed czerwcową konfrontacją z Miguelem Cotto (35-2, 28 KO) chce stoczyć jeszcze walkę na przetarcie ze słabszym rywalem w marcu.
Przypomnijmy, iż ustalono już wstępną datę rewanżu Margarito z Cotto na 11 czerwca, choć tak naprawdę nie zaczęto jeszcze żadnych konkretnych rozmów.
- Antonio wspomniał, że bardzo chciałby stoczyć walkę jeszcze w marcu. On dosłownie nie może się już doczekać wznowienia treningów, jednak jesteśmy świadomi tego, że on jeszcze trochę musi odpocząć - powiedział Diaz.
Arthur Abraham (31-1, 25 KO) okazał się minmalnie cięższy od Carla Frocha (26-1, 20 KO) podczas oficajalnej ceremonii ważenia przed pojedynkiem o wakujący tytuł mistrza świata federacji WBC w wadze super średniej. Abraham wniósł na wagę 76,2 kg, podczas gdy jego rywal o 400 gramów mniej. Starcie będące częścią turnieju Super Six odbędzie się już jutro w Helsinkach.
Po pokonaniu Paula Williamsa (39-2, 27 KO), król wagi średniej - Sergio Martinez (46-2-2, 25 KO) przebiera w ofertach i szuka przeciwnika, który pozwoli mu wspiąć się na szczyt rankingu P4P. Jednym z pięściarzy przymierzanych do walki z Argentyńczykiem jest mistrz WBO - Dmitrij Pirog (17-0, 14 KO).
Kilka dni temu Lou DiBella, promotor Martineza, powiedział, że ta walka nie ma sensu, bo HBO nie zapłaci wielkich pieniędzy za starcie z anonimowym w Stanach rosyjskim championem. Tego samego zdania jest "Maravilla", który uważa, że walkę z Pirogiem za krok wstecz.
- Walka z takim przeciwnikiem nie wywinduje mnie w rankingach P4P. Pojedynek z nim nie ma dla mnie sensu. Mam 35 lat i nie zostało mi wiele czasu na spełnienie marzenia o zostaniu najlepszym pięściarzem bez podziału na kategorie wagowe. Muszę patrzeć przed siebie, a nie wstecz. Muszę racjonalnie podejmować kolejne decyzje - oświadczył Martinez.
Albert Sosnowski (46-3-1, 28 KO) kończy przygotowania do pojedynku o mistrzostwo Europy z Aleksandrem Dimitrenką (30-1, 20 KO). Podopieczny Fiodora Łapina zdradza, że decyzja grupy Universum o organizacji walki w dniu 4 grudnia była dla niego pewnym zaskoczeniem, w związku z czym nie mógł przepracować pełnego okresu przygotowawczego. 31-letni pięściarz jest jednak optymistą i wierzy, że kilka tygodni treningów wystarczy, aby za osiem dni w Schwerinie móc cieszyć się z wywalczenia pasa mistrza Europy po raz drugi w karierze.
- Decyzja o organizacji mojej walki z Dimitrenką już czwartego grudnia była dla nas pewnym zaskoczeniem. Wcześniej spodziewaliśmy się, że może odbyć się ona nawet w styczniu. Okazało się jednak, że jedyny wolny termin grupy Universum przypadał na 4 grudnia, więc na mocniejsze treningi mieliśmy praktycznie tylko miesiąc. W związku z tym odbyliśmy skróconą wersję przygotowań. W mojej karierze dość często zdarzały się tego typu sytuacje, więc i tym razem nie było problemu. Dodatkowe dwa, trzy tygodnie na pewno by się przydały, ale i tak mogę być zadowolony ze swojej formy. W najbliższych dniach powinienem odzyskać świeżość i szybkość, aby w Schwerinie skutecznie walczyć o wygraną - mówi Polak.
Przed majowym pojedynkiem z Witalijem Kliczką o mistrzostwo świata federacji WBC, Sosnowski sparował z rosłymi Jewgienijem Orłowem i Davidem Price'em. Podczas obecnych przygotowań "Dragonowi" pomagali inni zawodnicy. - Ze względu na krótki okres przygotowań musieliśmy zrezygnować z tych zawodników. Nie chcieliśmy też odbywać wyczerpujących sparingów. Zaprosiliśmy nieco słabszych zawodników niż Orłow i Price, ale bez problemu byli oni w stanie przeboksować ze mną sześć, osiem lub dziesięć rund. Założyliśmy też, że podczas sparingów zrezygnujemy z bijatyki, aby zamiast tego spokojnie popracować nad elementami, które będą nam szczególnie potrzebne w walce. Chodziło przede wszystkim o skracanie dystansu i umiejętność wywierania presji na rywalu. Dimitrenko jest dobrze ułożony technicznie, potrafi boksować lewym prostym, ale dużo słabiej radzi sobie właśnie wtedy, gdy musi walczyć pod presją - tłumaczy "Dragon.
Już 11 grudnia w Liverpoolu na 24-letniego Jamesa DeGale (8-0, 6 KO) będzie czekał mistrz Wielkiej Brytanii w wadze super średniej Paul Smith (29-1, 15 KO). Niewątpliwie złotego medalistę olimpijskiego czekać będzie w ringu wymagający test, wziąwszy pod uwagę fakt, iż podchodzi do niego po zaledwie 8 zawodowych pojedynkach. Mimo tego, utalentowany mańkut z Londynu wydaje się nie dostrzegać żadnego niebezpieczeństwa grożącego mu ze strony ulubieńca miejscowej publiczności. Poniżej prezentujemy wywiad z tym niezwykle obiecującym i pewnym siebie zawodnikiem, w którym opowiada dlaczego wybrał Smitha, jak wyglądają jego treningi, a także między innymi o tym, dlaczego nie lubi miasteczka Birmingham.
- Twój najbliższy przeciwnik, Paul Smith, to mistrz Wielkiej Brytanii w wadze super średniej, Brian Magee jest natomiast mistrzem Europy, a twój dobry znajomy z czasów amatorskich, George Groves, piastuje tytuł mistrza Wspólnoty Brytyjskiej. Kto zatem według ciebie jest z nich wszystkich najlepszy?
James DeGale:: Zdecydowanie Paul Smith jest najlepszym super średnim w naszym kraju. Dlatego ogromnie się cieszę, że dostałem od niego szansę, której nie zamierzam zmarnować. Przez dłuższy czas zabiegałem o tę walkę, wydzwaniałem do mojego promotora Franka Warrena i błagałem go ‘Dalej, proszę cię załatw mi tę walkę, chcę do końca tego roku zostać mistrzem Wielkiej Brytanii’, no i udało się. Dlatego teraz pozostaje mi tylko zrobić swoje czyli zdobyć ten pas. Wiem, że będzie ciężko, ale wiem także, że zdołam tego dokonać bo to ja jestem złotym medalistą olimpijskim i to ja jestem lepszym pięściarzem. W Liverpoolu będzie 10 tysięcy ludzi, mimo to nie czuję żadnej presji. Praktycznie od ostatniego mojego pojedynku nie wychodzę z sali treningowej i już teraz znajduję się w doskonałej formie. Pomyśl jak będę się prezentował za kilka tygodni, będę wprost niesamowity!