W ostatnią środę mistrz IBO wagi junior ciężkiej Danny Green (31-3, 27 KO) wypunktował na dystansie 12 rund BJ Floresa (24-1-1, 15 KO) broniąc po raz czwarty swojego pasa. Flores dał jedną z najcięższych walk Greenowi w ostatnim czasie i już myśli o rewanżu z Australijczykiem.
- Pamiętam jak Marcus Beyer dał mu rewanż, dlatego myślę, że po ostatniej walce, którą daliśmy kibicom team Greena powinien zgodzić się na rewanż w moim przypadku. Wystarczyło spojrzeć na niego po pojedynku by wiedzieć jaką miał ciężką przeprawę. Zobaczcie jak wyglądało jego oko, policzek, podbródek. Mimo, że ludzie myśleli, że jestem kolejnym bokserem z Ameryki, który tylko dużo mówi, ja ciągle szedłem do przodu i ani razu nie byłem zamroczony. Ludzie powinni być zgodni, dałem mu najcięższą walkę od bardzo dawna. Rewanż byłby na tą chwilę najodpowiedniejszą opcją - twierdzi Flores.
Już tylko godziny dzielą nas od bardzo ciekawego meczu bokserskiego w ramach międzynarodowej Bundesligi, w którym na ringu w poznańskiej hali Arena zmierzą się drużyny miejscowego PKB oraz niemieckiego klubu Velberter BC 22. Gospodarze stoją przed niezwykle trudnym zadaniem, gdyż podejmują u siebie drużynę mistrzów Niemiec, triumfatorów w rozgrywkach Bundesligi w sezonie 2009/2010.
OGLĄDAJ NA ŻYWO - JUŻ DZIŚ OD 11.00>>
Kibice mogą spodziewać się sporej dawki emocji. Już w pierwszej walce, w kategorii 56 kg, poznański pięściarz Marek Jędrzejewski będzie musiał stawić czoło jednemu z faworytów drużyny gości, mistrzowi Unii Europejskiej z 2009 roku oraz aktualnemu mistrzowi Europy, Denisowi Makarovowi. Warto podkreślić, że w drodze do europejskiego złota, Makarov pokonał m.in. byłego mistrza świata w wadze koguciej (2007) i vice-mistrza w piórkowej (2009), Siergieja Wodopjanowa. Niemiecki zawodnik ma w swoim dorobku także tytuł mistrzowski swojego kraju oraz brązowy medal mistrzostw Europy z 2008 roku. Jędrzejewskiego, młodzieżowego mistrza Polski z ubiegłego roku, czeka więc bardzo trudna przeprawa. A to będzie dopiero początek sporej dawki sportowych emocji na poznańskim ringu.
Na gali w UIC Pavilion w Chicago, pochodzący z Radomia Andrzej Fonfara (15-2, 6 KO) błyskawicznie rozprawił się z silnym Anthonym Doughty (9-2, 8 KO). Pojedynek trwał zaledwie 23 sekundy i zakończył się brutalnym nokautem.
Doughty rozpoczął z wigorem, lecz nim zdążył przeprowadzić składną akcję, znalazł się na deskach po kombinacji lewy-prawy. Anthony padł jak rażony gromem i spędził na macie ringu kilka kolejnych minut.
Dla 23-letniego Polaka, który również poprzednie dwie walki zakończył zwycięstwami przed czasem, była to najszybsza wygrana w karierze.
Vanes Martirosyan (28-0, 17 KO) i Julio Chavez Jr (41-0-1, 30 KO) wspólnie trenują w "Wild Card Gym" pod okiem Freddie Roacha. Vanes (na zdjęciu) nie ukrywa, iż jest pod wrażeniem postępów "Cesarza" jakie zrobił w ostatnim okresie.
- Chavez wygląda w gymie naprawdę bardzo dobrze. Jeszcze nigdy moim zdaniem nie był w takiej formie i wygląda na zupełnie innego zawodnika niż był jeszcze jakiś czas temu - komplementuje swojego kolegę Martirosyan.
Przypomnijmy, że Julio już 4 grudnia skrzyżuje rękawice z zawsze groźnym Alfonso Gomezem (22-4-2, 11 KO) na dystansie dwunastu rund.
Żadnych problemów nie miał Tomasz Hutkowski (19-0-2, 13 KO) z pokonaniem bardzo kiepskiego Antonio Pedro Quigangę (14-20-2, 8 KO).
Polak kontrolował sytuację od pierwszej sekundy, celnie kontrując chaotycznie atakującego rywala. W ostatnich sekundach drugiej rundy Hutkowski rzucił przeciwnika na deski prawym krzyżowym, ale Portugalczyka uratował gong, który zabrzmiał zaraz po liczeniu.
Koniec nastąpił w trzecim starciu, gdy Tomek złapał Quigangę w narożniku serią ciosów. Wszystko zakończył krótki lewy sierpowy na skroń, po którym Portugalczyk został wyliczony do dziesięciu.
A tak swoją drogą, to dla dziesiątego zawodnika w rankingu federacji WBC kategorii cruiser był to zdecydowanie za słaby przeciwnik...
43-letni John McClain (25-9-2, 17 KO) przed walką z Pawłem Kołodziejem (27-0, 16 KO) odgrażał się, że Polaka spotka podobny los jak Przemysława Saletę, którego w 1994 roku Amerykanin znokautował w 1. rundzie walki. Jak mieliśmy się okazję przekonać, z dawnej siły McClaina nie zostało wiele. 30-letni Kołodziej odniósł gładkie zwycięstwo, nokautując przeciwnika już w 3. rundzie podczas walki wieczoru gali Wojak Boxing Night w Nysie.
Pierwsza runda pojedynku nie zapowiadała tak szybkiego zakończenia. Pięściarze wzajemnie czarowali się, zadając bardzo mało ciosów. W drugiej odsłonie przewaga „Harnasia” zaczęła się powoli uwidaczniać, do tego stopnia, że w przerwie przed trzecią rundą szkoleniowiec Kołodzieja Fiodor Łapin stwierdził: „McClain nie ma nic, poza tym, że bajeruje”. Kołodziej wiedział już najwyraźniej, że rywal wielkiej krzywdy mu nie zrobi, więc od początku trzeciego starcia zaatakował agresywnie i niedługo później McClain poleciał na deski po długim lewym prostym. Amerykanin chyba sam nie mógł uwierzyć w to, że sędzia ringowy Mirosław Brózio postanowił nie przerywać walki i wkrótce ponownie znalazł się na macie, bardziej po zderzeniu z Kołodziejem, niż po ciosie Polaka. Egzekucja została odroczona tylko na kilkadziesiąt sekund. Po serii dość chaotycznych uderzeń Kołodzieja, 43-latek ponownie zapoznał się z deskami i nie próbował już z nich się podnieść.
Pochodzący z Krynicy pięściarz odniósł 27. zawodowe zwycięstwo, za które odebrał pas WBC Baltic w kategorii junior ciężkiej. Niewykluczone, że już w 2011 roku wysoko notowany w rankingach czołowych federacji Kołodziej powalczy o kolejne trofeum, tym razem pas światowej organizacji.
Karol Proksa: Jak się zaczęła Pana przygoda z boksem,jak Pan trafił do boksu?
Jan Ryl: Na trening bokserski zaprowadzili mnie koledzy z klasy w 1965 roku. Był to KS Śląsk-Świętochłowice. Miałem wtedy 15 lat i 44 kg wagi. Pierwszą walkę stoczyłem po dwóch treningach bokserskich, w lidze juniorów na wyjeździe z Kleofasem Katowice. Walka odbyła się w wadze papierowej, walkę wygrałem.
- W jakim klubie trenowało się Panu najlepiej, gdzie atmosfera do pracy była najlepsza?
JR: Najlepiej trenowało mi się w moim pierwszym klubie, bo nie było presji o wynik. Był to klub 3. ligowy, więc nie było takiej presji.

Bardzo dobre widowisko, szczególnie w drugiej połowie pojedynku, stworzyli broniący pasa WBO kategorii super średniej Robert Stieglitz (39-2, 23 KO) oraz pretendujący do tego tytułu Enrique Ornelas (30-7, 20 KO).
Pierwsze dwie rundy należały do championa. Dobrze operował lewym prostym, ustawiając sobie przeciwnika na prawą rękę. W trzeciej nadział się jednak na kontrę po akcji prawy na prawy, a w czwartej został zraniony lewym podbródkowym. Stieglitz zamiast się bić powrócił w piątej i szóstej odsłonie do tego, co robił najlepiej, czyli lewego prostego, ponownie przejmując inicjatywę.
Nie ustrzegł się natomiast błędu w siódmym starciu i o mały włos nie przypłacił tego porażką. Ornelas wystrzelił najpierw lewym sierpowym, poprawił długim prawym prostym i pod Robertem ugięły się aż nogi. Kilkanaście sekund później Enrique znów zachwiał mistrzem, tym razem lewym podbródkowym. Potem przez pół minuty zasypywał bezbronnego Niemca mocnymi uderzeniami i gdy ten był już półprzytomny, Meksykanina dopadła zadyszka, przez co nie zdążył dokończyć dzieła zniszczenia. Mistrz natomiast schodził do narożnika z podbitym i krwawiącym lewym okiem.
W ósmej rundzie obaj odpoczywali, ale Stieglitz w dziewiątej, dziesiątej i jedenastej zepchnął rywala do głębokiej defensywy. Bił mocno, lecz przede wszystkim celnie. Trafiał po dole, lewym sierpem i prawym prostym. Ornelas rzucił wszystko na jedną kartę w dwunastej odsłonie i znów był blisko zwycięstwa przed czasem. Przed dwie minuty obijał szalonymi sierpami Stieglitza, jednak ten znów przetrwał ciężkie chwile, a w samej końcówce próbował nawet zatrzeć złe wrażenie swoim atakiem.
Po ostatnim gongu trójka sędziów zgodnie wypunktowała pojedynek 117:111 na korzyść Stieglitza, który naprawdę sporo musiał się napracować by po raz trzeci obronić swój tytuł.
18 grudnia w Berlinie dojdzie do pasjonującego starcia na szczycie wagi junior ciężkiej pomiędzy mistrzem świata federacji WBO Marco Huckiem (30-1, 23 KO) oraz oficjalnym pretendentem do jego pasa, Denisem Lebiediewem (21-0, 16 KO).
Menadżer Rosjanina wyjawił właśnie, że obie strony zgodziły się na serię testów dopingowych według zasad WADA, czyli światowej organizacji antydopingowej.
Promotor mistrza świata federacji WBO w wadze junior średniej Siergieja Dzinziruka (37-0, 23 KO) poinformował, że jego podopieczny wyjdzie na ring na początku 2011 roku. Gary Shaw zdradził również, że obecnie prowadzone są negocjacje odnośnie daty oraz wyboru przeciwnika z wiodącą amerykańską stacją HBO, która zainteresowana jest pokazywaniem pojedynków Ukraińca.
Według promotora 34-letniego pięściarza, potencjalnymi rywalami Ukraińca są mistrz świata WBA w wadze junior średniej Miguel Cotto, zwycięzca rewanżowej walki pomiędzy Sergio Martinezem (mistz WBC w wadze średniej) a Paulem Williamsem, Vanes Martirosjan oraz Kermit Cintron. - Przed nikim nie uciekamy – oświadczył Shaw. Pas mistrza świata WBO Dzinziruk dzierży już od 2005 roku, kiedy to na punkty wygrał z Danielem Santosem. Od tego czasu stoczył pięć obron swojego tytułu. Ostatnia miała miejsce w maju, kiedy po półtorarocznej przerwie Dzinziruk pokonał Daniela Dawsona przez techniczny nokaut w 3. rundzie.
Podobnie jak w przypadku dobrych produkcji filmowych, również i w boksie po niesamowitych pojedynkach widzowie żądają kolejnych porcji adrenaliny i emocji. Dlatego dzisiaj w nocy na ringu w Atlantic City dojdzie do długo oczekiwanego rewanżu pomiędzy Paulem Williamsem (39-1, 27 KO) a Sergio Gabrielem Martinezem (45-2-2, 24 KO).
Prawie rok temu obaj zawodnicy spotkali się dokładnie w tym samym miejscu, a z ich pięści posypały się iskry. Walka, którą stoczyli, była piękna i zarazem bardzo brutalna. Już w pierwszej rundzie zarówno Sergio, jak i Paul znaleźli się na deskach, a w kolejnych odsłonach szala zwycięstwa przechylała się raz na jedną, raz na drugą stronę. Ostatecznie zwyciężył 29-letni „Punisher”, ale wrażenie, jakie zostawił po sobie jego starszy o 6 lat przeciwnik z Argentyny, było niesamowite.
Warto przypomnieć, że Sergio przystąpił wówczas do pojedynku „z łapanki”. Na trzy tygodnie przed walką z Williamsem, z powodu kontuzji dłoni zrezygnował z niej Kelly Pavlik. „Maravilla” bez wachania podjął rękawice i stoczył z faworyzowanym Amerykaninem prawdziwą wojnę. Niedługo później bez żadnych skrupułów zdetronizował powracającego króla wagi średniej Pavlika, odbierając mu pasy federacji WBO i WBC.
Roger Bloodworth, szkoleniowiec Tomasza Adamka (42-1, 27 KO) z szacunkiem wypowiedział się o najbliższym rywalu Polaka, Vinnym Maddalone (33-6, 24 KO). Amerykanin twierdzi, że Maddalone jest groźnym zawodnikiem, ale jeśli jego podopiecznemu nie przytrafią się niespodziewane problemy kondycyjne, to niespełna 34-letni „Góral” odniesie pewne zwycięstwo.
- Kiedy decydowaliśmy się na tę walkę, wiedzieliśmy, że Maddalone będzie ciężkim rywalem. Obejrzeliśmy jego walki z Mormeckiem i Holyfieldem. Jego taktyka na walkę z Tomkiem nie będzie dla nas niespodzianką. Nieustannie napiera do przodu, narzuca presję, wyprowadza sporo ciosów. Dlatego Tomek musi być dobrze przygotowany. Myślę, że kluczem do zwycięstwa Tomka będzie wytrzymanie pojedynku pod względem kondycyjnym - przewiduje amerykański trener Adamka.
- W porównaniu z ostatnim obozem przygotowawczym Tomek jest trochę szybszy. Jest też bardziej rozluźniony w momencie wyprowadzania ciosów. Z każdym kolejnym obozem Tomek jest coraz lepszym pięściarzem. Swoją wartość udowodni po raz kolejny w najbliższej walce – zapowiada Bloodworth. Do starcia Adamka z Maddalone dojdzie 9 grudnia w dobrze znanej kibicom Polaka hali Prudential Center w amerykańskim Newark.
Jesteśmy już po oficjalnej ceremonii ważenia przed szalenie interesującą potyczką rewanżową Sergio Martineza (45-2-2, 24 KO) z Paulem Williamsem (39-1, 27 KO). Choć stawką tej walki będzie należący do boksera z Argentyny pas WBC kategorii średniej, to obaj panowie zgodzili się wystąpić w umówionym limicie 158. funtów.
Podczas ważenia okazało się, że Martinez wniósł na skalę 157.5 funta, czyli 71.44 kilograma. Pretendent okazał się lżejszy, ważąc dokładnie 156 funtów, czyli 70.76 kilograma.
Przypomnijmy polskim kibicom pięściarstwa, że bezpośrednią relację z gali w Atlantic City przeprowadzi Polsat Sport Extra. Początek transmisji już od godziny 3:00.
- To była trudna walka. W końcu Walker w swoim rekordzie ma więcej zwycięstw przez nokaut, niż ja zawodowych pojedynków – powiedział były mistrz świata federacji WBA w wadze ciężkiej Rusłan Czagajew (27-1-1, 17 KO), który w piątkowy wieczór w Hamburgu pokonał na punkty Travisa Walkera (34-6-1, 28 KO). 32-letni Uzbek od maja posiada status oficjalnego pretendenta do pasa WBA, należącego do Davida Haye'a (25-1, 23 KO). Pięściarz zapowiada, że z Brytyjczykiem chciałby spotkać się na wiosnę 2011 roku.
- Biorąc pod uwagę długość mojego obozu przygotowawczego, to walkę oceniam całkiem dobrze. Nazwisko swojego rywala poznałem dopiero na dwa tygodnie przed galą. Niepotrzebnie nastawiłem się na nokaut, a przecież wiadomo, że do walk nie powinno się podchodzić w ten sposób. Swoje zrobiła oczekująca nokautu publiczność oraz walki moich kolegów, którzy wcześniej dość szybko rzucali na deski swoich przeciwników – ocenia pięściarz niemieckiej grupy Universum.
Kryzysowych momentów nie miałem, ale jeden podbródkowy odczułem dość mocno. Kilka razy mocno trafiłem Walkera, ale wychodzi na to, że nie trafiałem tam, gdzie powinienem. Chciałem go „zabić”, a zamiast tego powinienem boksować. Mimo wszystko jestem zadowolony – tych osiem rund dało mi więcej doświadczenia, niż miesiące treningów. Muszę walczyć częściej i poprawiać swoje błędy – twierdzi Czagajew.
Bardzo popularny tester prospektów wag junior średniej i średniej, Ishe Smith (22-5, 10 KO), nie będzie najbliższym rywalem Davida Lemieux (24-0, 23 KO). Do gali w Bell Centre w Montrealu zostały niespełna dwa tygodnie, a młody kanadyjski puncher nie zna jeszcze nazwiska rywala.
32-letni Smith nie zdecydował się na walkę, bo dostał za mało czasu na przygotowanie.
- Ludzie pytają mnie czy będę walczył z Lemieux. Odpowiedź brzmi: "Nie". Chcę tej walki, ale nie będę gotowy na 3 grudnia - wyznał "Sugar Shay".
Lemieux będzie uważnie przyglądał się rewanżowej walce Martinez-Williams. Młody pięściarz, który w kwietniu zaboksuje z Marco Antonio Rubio (48-5-1, 41 KO) w eliminatorze WBC, zapewnia, że nie będzie się zastanawiał, kiedy dostanie ofertę od zwycięzcy dzisiejszej potyczki.
Jak poinformował na antenie Polsatu Sport Andrzej Wasilewski, jego obóz doszedł do porozumienia z Donem Kingiem w sprawie organizacji obowiązkowej obrony pasa WBC kategorii cruiser przez Krzysztofa Włodarczyka (44-2-1, 32 KO). Przypomnijmy, iż "Diablo" jest zobligowany do spotkania z oficjalnym pretendentem tej federacji, Francisco Palaciosem (20-0, 13 KO).
Reprezentujący interesy pięściarza z Portoryko King zgodził się na propozycję polskiej strony i Palacios (na zdjęciu) przyjedzie na walkę do Polski.
Do tego pojedynku najprawdopodobniej dojdzie 2 kwietnia. Przypomnijmy, że dla Włodarczyka będzie to druga obrona pasa WBC, który zdobył 15 maja tego roku pokonując Włocha Giacobbe Fragomeniego.
Trochę ponad dwa miesiące po nieudanym ataku na tron IBF kategorii półśredniej, efektownie i udanie powrócił przed momentem Rafał Jackiewicz (37-9-1, 18 KO). Polak po ośmiu fajnych rundach wypunktował jednogłośną decyzją sędziów Ronny McFielda (13-8-2, 10 KO).
"Wojownik" zaczął pojedynek ładnie punktując lewym prostym, polując na na nokautujący cios prawą ręką. Szczelnie zakrytemu rywalowi obniżał gardę lewym hakiem na wątrobę, lecz pięściarz z Nikaragui cały czas dzielnie starał się odpowiadać. W piątym starciu nawet zepchnął na dłuższy czas Rafała na liny, ale ten po małej reprymendzie trenera Fiodora Łapina zdecydowanie wygrał trzy ostatnie odsłony. Walkę zakończył prawym podbródkowym, po którym McField wyraźnie był oszołomiony, ale z opresji wyratował go gong.
"Wojownik" wygrał, pokazał się z dobrej strony i zaczął chyba powolną, powrotną wspinaczkę na szczyty wagi półśredniej.
Juan Manuel Marquez (51-5-1, 37 KO) już za tydzień stanie do walki z zawsze efektownym Michaelem Katsidisem (27-2, 22 KO) - Jestem podekscytowany przed tym pojedynkiem, ponieważ jestem w świetnej formie i wiem, że wygram. Katsidis ma dokładnie taki styl boksowania, jaki sobie mogę tylko wymarzyć. Jest typem zawodnika, który cały czas idzie do przodu i lubi wymieniać ciosy, jednak moja szybkość pozwoli mi zwyciężyć - powiedział Maruez (na zdjęciu). Meksykanin właśnie zakończył sparingi i powoli zaczyna łapać świeżość.
Zapytany o możliwość stoczenia trzeciej potyczki z Mannym Pacquiao (52-3-2, 38 KO), Marquez odparł - Jestem na to więcej niż gotowy i jeśli byłaby taka potrzeba, mógłbym się z nim spotkać nawet jutro. On tak naprawdę nie chce mieć ze mną już nic wspólnego. Jest świetnym bokserem, lecz tak naprawdę już dwukrotnie go pobiłem. Za pierwszym razem był remis, za drugim razem wygrał na punkty, ale w rzeczywistości to ja dwukrotnie wtedy byłem lepszy - zakończył meksykański wojownik.
Mistrz świata federacji WBC w wadze ciężkiej Witalij Kliczko (41-2, 38 KO) poinformował, że chciałby jak najszybciej podjąć negocjacje z posiadaczem pasa WBA Davidem Haye’em (25-1, 23 KO). Ukrainiec ma nadzieję, że pomimo kłopotów, w których znalazł się Brytyjczyk po ostatniej walce, pięściarze będą mogli niedługo zasiąść do rozmów. – Haye musi się teraz tłumaczyć przed środowiskiem sportowym oraz komisją, która podejrzewa, że jego walka z Harrisonem była ustawiona. 22 tysiące ludzi, którzy kupili bilety na pojedynek, oraz setki tysięcy odbiorców, którzy zapłacili pieniądze, aby obejrzeć walkę w telewizji zastanawiają się teraz: czy aby starcie nie było ustawione? Ta potyczka bardziej przypominała aferę niż walkę. Haye nie ma w tej chwili możliwości, aby prowadzić rozmowy o następnej walce – powiedział 39-letni Kliczko.
„Dr Żelazna Pięść” wyraził jednak nadzieję, że w najbliższym czasie promotorzy zaczną rozmawiać o jego walce z Haye’em. – Mam nadzieję, że już niedługo siądziemy przy jednym stole. Robimy wszystko, aby wszyscy nakładali na Haye’a jak największą presję, ponieważ słyszeliśmy jego głośne zapewnienia, a wymówki Davida zawsze były bezpodstawne. Już dwa razy powinien był walczyć przeciwko mnie bądź Władimirowi i dwukrotnie znajdował jakieś przyczyny, aby nam odmówić. Najpierw kontuzja, o której istnieniu nie otrzymaliśmy żadnego lekarskiego zaświadczenia. Później kontrakt nazwał niewolniczym, chociaż wcześniej właśnie taką jego wersję podpisał na walkę z Władimirem. A w umowie zmieniły się tylko imiona – opowiada ukraiński mistrz świata.
Starszy z braci Kliczko zapewnia, że umowa, którą zaproponuje Haye’owi, będzie sprawiedliwa. - Jeśli zaczniemy rozmawiać na zasadzie: ja otrzymuję dochód z tego źródła, a ty z drugiego, będzie to droga donikąd. Najwłaściwszy i najbardziej sprawiedliwy wariant to podział w stosunku 50:50. Jeśli zaś zaczniemy ustalać, kto z jakiego źródła zechce czerpać zyski, to negocjacji nie zakończymy do 2020 roku – stwierdził Kliczko, który ostatnią walkę stoczył 16 października w Hamburgu, w świetnym stylu pokonując na punkty Shannona Briggsa.
Były mistrz WBC w wadze półśredniej, Carlos Manuel Baldomir (46-13-6, 14 KO), powrócił wczoraj do ringu po wrześniowej porażce z rąk Saula Alvareza (34-0-1, 26 KO) i na gali w San Juan (Argentyna) niejednogłośnie na punkty pokonał Amilcara Edgardo Funesa (22-10, 17 KO).
39-letni "Tata" rozpoczął walkę całkiem nieźle, lecz osłabł w środkowych rundach i oddał inicjatywę młodszemu o 11 lat przeciwnikowi. Baldomir raz jeszcze pokazał serce do walki i przycisnął Funesa w ostatnich odsłonach, czym zasłużył na zwycięstwo. Po ostatnim gongu sędziowie punktowali: 99-93, 96-98 i 99-96.
Pogromca Zaba Judaha i Arturo Gattiego prawdopodobnie będzie kontynuował karierę w wadze junior średniej, choć nie prezentuje się w niej imponująco. Trudno wyobrazić sobie Baldomira w starciach z szeroką czołówką tej kategorii, a kolejna walka z młodym wilkiem pokroju "Canelo" zapewne zakończyłaby się kolejnym nokautem na ambitnym Argentyńczyku.
półciężka - Krzysztof Ceglarek (1-0) PKT 4 Artur Kadłubek (0-3)
junior średnia - Łukasz Janik (1-0) PKT 4 Adam Gawlik (0-13)
cruiser - Izuagbe Ugonoh (2-0, 2 KO) TKO 1 Pavel Habr (5-19-1, 4 KO)
cruiser - Tomasz Hutkowski (19-0-2, 13 KO) KO 3 Antonio Pedro Quiganga (14-20-2, 8 KO)
Polscy kibice dobrze kojarzą Bobby Gunna (21-4-1, 18 KO). Najpierw próbował odebrać pas mistrza świata Tomkowi Adamkowi, potem wyzywał na pojedynek Krzyśka Włodarczyka, a niedawno zaczął trenować w Global Boxing Gym Mariusza Kołodzieja.
Teraz "Celtycki wojownik" poznał rywala, z którym stoczy kolejną walkę. Będzie nim piętnasty w rankingu federacji WBA i IBF Ran Nakash (25-0, 18 KO).
Spotkanie zaplanowano na przełom stycznia i lutego, a dokładna data powinna zostać podana do opinii publicznej już niedługo.
W lutym 2008 roku Carlos Quintana (27-3, 21KO) jako pierwszy i jak dotąd jedyny pokonał Paula Williamsa (39-1, 27 KO). Cztery miesiące później w rewanżu poległ jednak już w pierwszej rundzie. Potem pomagał "Mścicielowi" w jego przygotowaniach do pierwszego pojedynku z Sergio Martinezem (45-2-2, 24 KO), z którym dzisiaj Williams zmierzy się po raz drugi.
Do tej walki Paul również przygotowywał się korzystając z pomocy Carlosa, a ten z kolei twierdzi, że w porównaniu z trzema poprzednimi kontaktami z Williamsem, teraz zrobił on wyraźne postępy.
- W porównaniu z ostatnim razem, gdy pomagałem mu w treningach do walki z Martinezem, Paul zrobił spore postępy w obronie i wydaje się teraz znacznie silniejszy, a do tego odrobinę szybszy - powiedział Quintana zaznaczając przy okazji, iż na stałe zamierza się przenieść do kategorii junior średniej.