Paweł Wolak (27-1, 17 KO) wciąż nie wyobraża sobie normalnego życia bez pracy na budowie. Bardzo często pracuje na nocnych zmianach, tak właśnie było tydzień temu, w nocy z czwartku na piątek. "Wściekły Byk" rozpoczął tego dnia pracę o 22:00 wieczorem, skończył o 6:00, po czym zaraz po pracy przyjechał do Global Boxing Gym na trening. Tam oprócz rutynowego treningu, czekał na niego sparing partner, Ossie Duran (25-8-2, 9 KO). Ghanijczyk przygotowywał się wtedy do walki z Matt'em Vandą (43-12, 23 KO), którego w zeszły piątek wypunktował na gali w New Jersey. Zapraszamy na 3 rundy sparingu "Wściekłego Byka" z Duranem.
Wszystkim naszym czytelnikom przypominamy o rozpoczętym wczoraj konkursie, w którym do wygrania są trzy podwójne wejściówki na galę Wojak Boxing Night w Nysie. Głównym wydarzeniem wieczoru będzie starcie o mistrzostwo świata federacji WBF w wadze junior ciężkiej pomiędzy Pawłem Kołodziejem (26-0, 15 KO) a Johnem McClainem (25-8-2, 17 KO). 20 listopada publiczności w Nysie zaprezentuje się również niedawny pretendent do pasa IBF w kategorii półśredniej Rafał Jackiewicz (36-9-1, 18 KO). Rywalem Polaka będzie Nelson Lara (15-3-3, 8 KO).
Aby dać sobie szansę na wygranie jednego z trzech podwójnych zaproszeń na galę, wystarczy odpowiedzieć na pytanie: Którą galą boksu zawodowego z cyklu "Wojak Boxing Night" będzie gala w Nysie? Prawidłowe odpowiedzić prosimy przesyłać na adres konkurs@bokser.org. Na Wasze maile czekamy do godziny 22:00 w poniedziałek. Wyniki konkursu pojawią się na naszej stronie we wtorek. Życzymy dobrej zabawy i powodzenia!
Kolejny dobry i efektowny występ Brandona Riosa (26-0-1, 19 KO). Posiadający prawa pretendenta do tronu WBA wagi lekkiej Amerykanin wystąpił gościnnie w dywizji junior półśredniej i zastopował w piątej rundzie Omri Lowthera (14-3, 10 KO).
Od pierwszej minuty ostro do roboty wziął się Rios (na zdjęciu). Lowther ograniczał się tylko do bicia z kontry, a przewaga Brandona rosła coraz bardziej. W końcówce czwartego starcia zranił rywala kombinacją lewy na dół, lewy na górę, jednak przeciwnik zdołał jeszcze wyjść z opresji. W piątej odsłonie Rios trafił długim prawym prostym, doskoczył do zamroczonego Lowthera i po kilu kolejnych ciosach z narożnika rywala poleciał ręcznik na znak poddania.
- Bez wcześniejszego i odpowiedniego przygotowania przystąpiłem do obozu treningowego wierząc, że naprawdę mogę wygrać. Nie chcę jednak szukać żadnych wymówek. Złapał mnie po prostu dobrym ciosem. Mój plan był taki, by przycisnąć go w późniejszych rundach, ale nie wyszło - powiedział po nieudanej próbie zdobycia tytułu mistrza świata wagi ciężkiej Audley Harrison (27-5, 20 KO).
Mistrz olimpijski z Sydney przyznał, że nie wie co dalej będzie z jego karierą - Muszę usiąść na spokojnie i wszystko sobie przemyśleć. Miałem świetny obóz przygotowawczy i czułem się naprawdę dobrze. To miała być moja noc, ale niestety nie była. Muszę teraz wszystko przemyśleć, bo nie osiągnąłem w zawodowej karierze tego, co zamierzałem - zakończył Harrison.
W sobotę 13 listopada odbyła się I kolejka Międzynarodowej Bundesligi Bokserskiej 2010/2011. Poznański Klub Bokserski zadebiutował w Bundeslidze w ubiegłym sezonie i rywalizując ze zmiennym szczęściem z drużynami z Niemiec i Holandii zajął ostatecznie 5 miejsce w grupie. Drużyna zebrała jednak cenne doświadczenia, które miejmy nadzieję zaowocują w rozpoczynającym się sezonie.
W tym roku do rozgrywek zgłosiły się tylko cztery drużyny, z Niemiec, Holandii, Danii i Polski. W pierwszym meczu PKB Poznań zremisował na wyjeździe 12:12 z drużyną z Danii - Boxteam Nord. Przed meczem odbyły się dwie przedwalki z udziałem zawodników PKB Poznań.
Manny Pacquiao (52-3-2, 38 KO) do swojej bogatej kolekcji dorzucił teraz tytuł mistrza świata federacji WBC kategorii junior średniej. Genialny Filipińczyk pokonał zdecydowanie na punkty heroicznego Antonio Margarito (38-7, 27 KO) 119:109, 120:108 i 118:110.
"Pac-Man" od początku zyskał sporą przewagę, choć w pierwszych akcjach nie trafiał swoim firmowym lewym krzyżowym. Wchodził mu za to krótki prawy sierp i to nim karcił początkowo swojego rywala. Margarito znany jest jednak z niesamowitego charakteru i w drugiej rundzie ostro ruszył na Manny'ego. Dwukrotnie trafił prawym sierpowym i choć przyjął dużo więcej, to jego ciosy wydawały się robić większe wrażenie. W trzeciej odsłonie Pacquiao znów dzięki niewyobrażalnej szybkości swoich rąk przejął kontrolę nad pojedynkiem, a w czwartej był nawet blisko zwycięstwa przed czasem. Zachwiał Meksykaninem prawym sierpem, natychmiast doskoczył i władował na głowę "Tony'ego" przynajmniej dziesięć kolejnych bomb, po czym... Margarito postukał się rękawicami po głowie i ruszył poszukać odwetu. Po ostrym laniu w piątej rundzie, w szóstej Antonio nieoczekiwanie zranił Pacquiao lewym hakiem w okolice żeber. Manny aż przykucnął, a potem wyraźnie bronił do przerwy prawego boku.
Meksykanin do końca walki niczym sęp podążał za swoją ofiarą, jednak w drugiej części potyczki przewaga "Pac-Mana" już tylko się powiększała. Margarito od piątego starcia był już strasznie porozbijany, a w jedenastej odsłonie po kolejnej morderczej serii Many'ego jego twarz była wręcz zmasakrowana. W pewnym momencie po zadaniu kolejnego straszliwego sierpa na głowę rywala Pacquiao aż spojrzał wymownie na sędziego, lecz najwidoczniej pan Laurence Cole uznał, że tak bohaterska postawa musi zostać wynagrodzona i pozwolił Margarito dokończyć pojedynek.
Antonio na pewno stracił kilka miesięcy życia, ale odkupił z nawiązką swoje grzechy przeszłości. Pacquiao natomiast udowodnił, że jest nie tylko najlepszym dziś pięściarzem bez podziału na kategorie, a być może nawet najlepszym bokserem w historii tej dyscypliny.
Bob Sheridan to jeden z najsłynniejszych, o ile nie najsłynniejszy na świecie komentator walk bokserskich. Komentuje od początku lat 70., a w roku 2004 znalazł się w bokserskiej galerii sław (World Boxing Hall of Fame). Na żywo oglądał i komentował ponad 10.000 walk, i nieprawdopodobną liczbę 895 walk o mistrzostwo świata. "Colonel" prowadził sprawozdanie między innymi z walki Aliego z Formanem w Afryce, która nosi słynną nazwę "Rumble in the Jungle". Zapraszamy na ostatnią, trzecią część wywiadu z "Pułkownikiem".
Bardzo przeciętnie zaprezentował się Guillermo Rigondeaux (7-0, 5 KO) w zakończonym przed chwilą pojedynku z Ricardo Cordobą (37-3-2, 23 KO). Ostatecznie po dwunastu nudnych rundach Kubańczyk wygrał niejednogłośną decyzją sędziów, dzięki czemu zdobył tytuł mistrza świata wagi super koguciej federacji WBA w wersji tymczasowej.
Guillermo zaczął trochę nerwowo i nie wyczuwał dystansu. Z upływem minut wszystko zaczęło lepiej funkcjonować i jego ciosy z doskoku dochodziły celu. W czwartym starciu dwukrotny mistrz olimpijski po prawym prostym na górę mocno trafił lewym hakiem w okolice wątroby i Cordoba musiał przyklęknąć by dojść do siebie. To był dobry okres dla Kubańczyka, jednak w końcówce szóstej odsłony po odczepnym prawym rywala podparł się ręką, co naturalnie w myśl przepisów zostało sklasyfikowane jako nokdaun i tym razem to Rigondeaux był liczony do ośmiu. Trochę wytrąciło go to z równowagi i na kilka minut stracił koncepcję walki.
Ostatnie cztery rundy to pokaz bajecznej pracy nóg Kubańczyka, która niestety jednak nie została poparta zadawaniem ciosów. Wszystko wyglądało nudnawo i trochę przypominało zmagania bokserów amatorskich, dlatego przed tym wybitnym zawodnikiem na pewno jeszcze sporo pracy. Tym razem wystarczyło to do zwycięstwa, bowiem sędziowie stosunkiem głosów dwa do jednego (114:112, 112:114, 117:109) opowiedzieli się za wygraną Guillermo, lecz tym występem nowych kibiców raczej Kubańczyk nie zdobył...
Freddie Roach, trener Manny'ego Pacquiao (52-3-2, 38 KO) uważa, że Robert Garcia powinien poddać Antonio Margarito (38-7, 27 KO) w ósmej, dziewiątej rundzie. Filipińczyk zadał niezliczoną ilość ciężkich ciosów w sobotnią noc w Cowboys Stadium w Arlington. Po 12-rundach oczy Meksykanina były przeraźliwie zapuchnięte i dosłownie pozamykane. Cała twarz wyglądała niepokojąco, Meksykanin nabawił się z pewnością kilku trwałych urazów. Jednak nikt nie może odebrać mu woli walki i pozytywnego wrażenia jakie po sobie pozostawił.
- Byłem przekonany, że będzie chciał się wycofać, ale on ma wielkie jaja. Jednakże jestem głęboko przekonany, że rola trenera to przede wszystkim chronić zawodnika. Jego narożnik powinien go ochronić. On prawdopodobnie nigdy już nie zawalczy. Margarito przyjął zbyt dużo niepotrzebnych ciosów i przeżył za dużo zbędnego bólu. Jak dla mnie to było niepotrzebne lanie - powiedział Roach.
- Po 8 rundach był koniec, to było już wystarczające. To było najgorsze lanie jakie kiedykolwiek Manny sprawił któremuś z pięściarzy. Skumulowała się niewiarygodna ilość zadanych ciosów. Ja wiem, że Margarito to niezwykle twardy i wytrzymały gość, on się nie poddaje. Jednak narożnik powinien chronić zdrowie zawodnika i czasami podjąć decyzję sprzeczną z jego zdaniem, dla jego dobra. Nie rozumiem dlaczego nie przerwali tej walki - podsumował trener "Pacmana".
Utalentowany Brytyjczyk, Kell Brook (22-0, 15 KO), już 11 grudnia ponownie zaprezentuje się w ringu. Przeciwnikiem 24-latka z Sheffield będzie doświadczony Michael Clark (40-5-1, 18 KO), a do spotkania dojdzie na ringu w Liverpoolu podczas gali Franka Warrena. Stawką potyczki będzie należący do Kella tytuł federacji WBO Inter-Continental.
Występujący w kategorii półśredniej Brook, uważany jest przez znawców bokserskich za przyszłą gwiazdę swojej dywizji. Chłopak którego idolem jest ‘Prince’ Naseem Hamed, znany jest polskim kibicom głównie z pokonania Krzysztofa Bieniasa. W ringu cechuje go doskonała koordynacja połączona z niesamowitym luzem i wyczuciem dystansu. Co bardzo istotne, Kell ma także czym uderzyć, o czym przekonało się 15 jego ringowych przeciwników, z którymi młody bokser wygrał przed czasem.
Jednakże 11 grudnia Brooka czekać będzie pierwszy poważny test w zawodowej karierze. Naprzeciw niego stanie bowiem 37-letni Clark, który dotychczas występował w wadze lekkiej. Pochodzący z miasta Columbus w stanie Ohio pięściarz znany jest głównie z programu ‘Contender’. Natomiast europejskim kibicom z przegranej walki o pas WBO z dobrym znajomym Macieja Zegana, Arturem Grigorianem, do której doszło w 1999 roku. Jest to zawodnik twardy, nieustępliwy i mimo iż nie posiada piorunującego ciosu to jednak w swojej karierze uporał się z wieloma obiecującymi bokserami.
Biorąc po uwagę możliwości obydwu pięściarzy, przy całym szacunku dla Amerykanina, wydaje się mało prawdopodobne, aby zatrzymał on karierę rozpędzonego Brytyjczyka. Brook musi jednakże uporać się z nim w sposób na tyle przekonywujący, aby w następnej kolejce jego promotorzy bez cienia strachu sprowadzali mu coraz to bardziej wymagających oponentów. Tylko tak bowiem ‘Kid’ będzie się rozwijał, a w niedalekiej przyszłości kto wie, może zajmie miejsce swojego idola ‘Princa’?
Nie tylko pomocnicy pięściarzy, ale i przedstawiciele Teksańskiej Komisji Bokserskiej (TBC) będą osobiście uczestniczyć przy bandażowaniu rąk przed głównym pojedynkiem wieczoru w teksańskim Arlington, w którym zmierzą się Manny Pacquiao (51-3-2, 38 KO) i Antonio Margarito (38-6, 27 KO). Stawką walki, która odbędzie się na słynnym obiekcie Cowboys Stadium będzie wakujący tytuł federacji WBC w kategorii junior średniej.
Doradca 31-letniego Pacquiao Mike Koncz już w piątek poinformował, że bandaże i rękawice pięściarzy zostaną poddane wnikliwej ekspertyzie po zaplanowanym na 12 rund starciu. Skąd taka szczegółowość komisji? Wszystko za sprawą incydentu ze stycznia 2009 roku, kiedy to po pojedynku 32-letniego Margarito z Shane'em Mosleyem stwierdzono, że bandaże Meksykanina zostały "wzmocnione" substancją, która spowodowała, że stały się twardsze i tym samym bardziej niebezpieczne dla rywala. Za swój czyn "Tony" został ukarany ponad roczną dyskwalifikacją na walki w stanie California.
Statystyki ciosów najlepiej oddają to, co kilkanaście godzin temu działo się na ringu w Arlington. Poza ciosami prostymi Manny Pacquiao (52-3-2, 38 KO) wyraźnie dominował nad dzielnym Antonio Margarito (38-7, 27 KO), pewnie wygrywając jednogłośną decyzją sędziów.
A oto wybrane statystyki z tego pojedynku:
ciosy ogółem (zadana/celne):
Pacquiao 1069/474 - 44%, Margarito 817/229 - 28%
ciosy proste:
Pacquiao 356/63 - 18%, Margarito 505/94 - 19%
Tak zwane silne ciosy:
Pacquiao 713/411 - 58%, Margarito 312/135 - 43%
W styczniu 2009 roku Antonio Margarito (38-7, 27 KO) został zastopowany przez Shane'a Mosleya (46-6-1, 39 KO), ale to dziś w nocy dostał największe lanie w swoim życiu. Genialny Manny Pacquiao (52-3-2, 38 KO) przez jedenaście rund rozbijał twarz Meksykanina, która w ostatnich minutach walki przypominała krwawą maskę. Filipińczyk zlitował się nad bezbronnym, ale ambitnym przeciwnikiem i pozwolił mu dotrwać do ostatniego gongu, oszczędzając go w dwunastej odsłonie.
- Dopóki nie pojawiło się rozcięcie, szło mi naprawdę dobrze. Jestem Meksykaninem, walczę do końca. Tym razem zawiodłem Meksyk, ale ja nigdy się nie poddaję - powiedział 32-letni "Tony".
Swoim heroicznym występem Margarito zamazał nieco plamę na honorze, jaką bez wątpienia była próba oszustwa przed walką z Mosleyem. Meksykanin został wówczas ukarany odebraniem licencji uprawniającej do toczenia pojedynków na terenie Stanów Zjednoczonych.
- Tony to wojownik. Nigdy nie pozwoliłby mi na przerwanie walki - wyznał jego obecny trener, Roberto Garcia.
Ukrainiec Sergiej Fedczenko (26-1, 13 KO) przed własną publicznością gładko wypunktował dawnego mistrza świata DeMarcusa Corleya (37-15-1, 22 KO) i zdobył wakujący pas WBO European w wadze junior półśredniej.
Amerykanin, który w sierpniu dał dobrą walkę z Marcosem Rene Maidaną (29-1, 27 KO), rozpoczął bardzo agresywnie. Corley zadawał dużo ciosów, a jego rywal ograniczał się do lewego prostego. 36-letni mańkut okazał sie dla Sergieja bardzo niewygodnim przeciwnikiem. Dopiero od dziewiątej rundy zarysowała się wyraźna przewaga Ukraińca, który lepiej wytrzymał walkę kondycyjnie. Po ostatnim gongu wydawało się, że wynik jest sprawą otwartą, ale ściany nieco pomogły i Fedczenko wygrał wysoko u każdego z sędziów (120-110, 117-113, 119-110).
Na tej samej gali wystąpił również Wiaczesław Użełkow (23-1, 14 KO), który udanie powrócił po przegranej w walce o pas WBA wagi półciężkiej, gładko pokonując słabego przeciwnika.
Podczas zeszłotygodniowego zjazdu AIBA wybrano najlepszych bokserów amatorskich tego roku. Statuetki wręczył świeżo wybrany na drugą kadencję prezydent Ching-Kuo Wu. W kategorii mężczyzn zwycięzcą wybrany został Artur Beterbijew (na zdjęciu) z Rosji. Ten 25-latek to aktualny mistrz Europy i Świata w wadze do 81 kilogramów. W finale Mistrzostw Europy w Moskwie pokonał przez RSC w pierwszej rundzie na oczach rosyjskich kibiców francuza Abdelkadera Bouhenia, któremu nie dał nawet szans na zdobycie punktu.
Wśród kobiet statuetkę otrzymała już po raz drugi z rzędu Katie Taylor z Irlandii. Podczas tegorocznych Mistrzostw Świata w Barbados wygrała z Cheng Dong z Chin i zdobyła już trzeci tytuł MŚ wagi lekkiej. Co ciekawe, była to jej setna wygrana walka na sto sześć odbytych. Po tym jak otrzymała owe wyróżnienie powiedziała parę słów w ramach podziękowań.
- Chciałam podziękować AIBA za tę nagrodę. To dla mnie wielki zaszczyt być uważaną za najlepszą zawodniczkę wśród kobiet na całym świecie. Jestem szczęśliwa, że boks kobiecy będzie gościł na najbliższej olimpiadzie w Londynie już za dwa lata. W Londynie pokażemy na co stać boks w naszym wykonaniu - oznajmiła Taylor.
Ostatnim wyróżnieniem była nagroda dla najlepszego młodzieżowca, która powędrowała do Shabana Shahpalangova z Azerbejdżanu. Jest on aktualnym młodzieżowym Mistrzem Świata wagi muszej, a tytuł ten zdobył podczas Młodzieżowych Mistrzostw Świata w Baku w tym roku w kwietniu.
Kreowany przez niektórych na przyszłą gwiazdę kategorii półśredniej Mike Jones (23-0, 18 KO) przeżywał bardzo trudne chwile, ale ostatecznie pokonał po trochę kontrowersyjnym werdykcie dwa do remisu walecznego Jesusa Soto Karassa (24-5-3, 16 KO).
Początkowo nic nie zapowiadało takiego obrotu spraw. Jones w pierwszym starciu dwukrotnie skarcił Jesusa kontrą z prawej ręki, a w drugim po zadaniu prawego podbródkowego dopadł do rywala i w minutę zadał kilkadziesiąt ciosów, z których przynajmniej połowa doszła do celu. Karass przypłacił tę nawałnicę rozcięciem obu łuków brwiowych, ale z kolei Mike ledwo co łapał oddech. Jesus zauważył to i od trzeciej rundy, jak na Meksykanina przystało, zaczął konsekwentnie obijać tułów rywala. Jones miał wyraźny kryzys i dał się zepchnąć do głębokiej defensywy. Po krótkim zrywie w piątej odsłonie wszystko wróciło do normy i Karass cały czas nacierał na wyczerpanego oponenta.
Na swoje szczęście Amerykanin doszedł do siebie w samej końcówce i wygrał rzutem na taśmę dwie ostatnie odsłony. Mimo wszystko wydawało się to spóźnionym trochę finiszem. Po ostatnim gongu jeden sędzia typował remis 94:94, a dwóch pozostałych widziało przewagę Jonesa - 95:94 i 97:93, choć ten ostatni werdykt z pewnością jest mocno naciąganą punktacją.
Tym samym Mike Jones (WBC/IBF #4, WBA/WBO #2) obronił pasy NABA i WBO NABO kategorii półśredniej, dorzucając jeszcze do kolekcji tytuł WBC Continental Americas.
- Goran to twardziel i świetnie się z nim bawiłem w oktagonie. Przez cały pojedynek się uśmiechał, co było świetną sprawą. W trzeciej rundzie byłem bliski jego wykończenia, lecz się nie udało - powiedział po zwycięskiej dla siebie walce Krzysztof Soszyński (25-11-1).
WSZYSTKO O MMA I UFC NA SPORTY-WALKI.ORG
Urodzony w Stalowej Woli zawodnik wagi półciężkiej pokonał dziś w nocy Gorana Reljica (8-3) podczas gali UFC 122.
Zgodnie z przewidywaniami ekspertów, filigranowy Manny Pacquiao (52-3-2, 38 KO) kompletnie zdominował ambitnego Antonio Margarito (38-7, 27 KO) i po dwunastu rundach wygrał bardzo wysoko na punkty. Jeszcze w pierwszej połowie walki pod prawym okiem Meksykanina pojawiło się rozcięcie, które kilkanaście minut później przerodziło się w głęboką ranę. "Pacman" bezlitośnie obijał niezwykle odpornego rywala przez jedenaście rund, lecz postanowił nie znęcać się nad nim w ostatniej odsłonie i pozwolił rozbitemu "Tony'emu" dotrwać do gongu kończącego walkę.
- Zlitowałem się nad nim. Wyglądał, jakby miał na sobie krwawą maskę. Chciałem, by sędzia uważnie mu się przyjrzał. W dwunastej rundzie nie szukałem już nokautu, chciałem tylko dokończyć walkę. W narożniku dostałem instrukcje, by ostrożnie przeboksować to starcie - powiedział "Pacman".
Filipińczyk, który w dzisiejszym pojedynku zdobył pas WBC w dywizji junior średniej, jest najbardziej utytułowanym pięściarzem w historii. Nikt poza nim nie zdobył tytułów mistrzowskich w ośmiu kategoriach wagowych.
- Dałem z siebie wszystko, by wygrać tę walkę. Nie spodziwałem się, że on będzie taki dobry - przyznał Pacquiao.

W tym temacie możecie wymieniać się poglądami na temat zaplanowanej za kilka godzin potyczki Antonio Margarito (38-6, 27 KO) z genialnym Mannym Pacquiao (51-3-2, 38 KO).
Po zakończeniu walki z Audleyem Harrisonem, mistrz świata WBA w wagi ciężkiej David Haye (25-1, 23 KO) ogłosił, że w 2011 roku chciałby zmierzyć się w pojedynku unfikacyjnym z Witalijem Kliczką (41-2, 38 KO) bądź jego bratem Władimirem (55-3, 49 KO). Na odpowiedź menedżera ukraińskich braci Bernda Boente nie trzeba było długo czekać. Według Boente (na zdjęciu z lewej), walka odbędzie się tylko wtedy, kiedy każda ze stron otrzyma po 50 procent dochodów ze sprzedaży praw telewizyjnych na całym świecie.
Tymczasem Haye proponuje braciom sto procent dochodów z niemieckiej stacji RTL (minimum 3 miliony euro), sam zaś chce zachować całkowite prawa do zysków z transmisji walki w Wielkiej Brytanii (nie mniej niż 5 milionów dolarów). Boente informuje, że braci Kliczko taki podział nie interesuje. - Albo wszystkim podzielimy się po równo, albo walki nie będzie nigdy. Podział nie będzie równy, jeśli Haye otrzyma pieniądze ze sprzedaży pakietów pay-per-view telewizji Sky Sports, a my sporo mniej pieniędzy z RTL. Każda ze stron powinna włożyć coś do wspólnej kasy - stwierdził Boente, podkreślając, że umowa proponowana Haye'owi w przypadku jego wygranej nie będzie zobowiązywała go do rewanżu.
Bob Arum wyznał, że doprowadzenie do walki dwóch najlepszych pięściarzy bez podziału na kategorie wagowe będzie dla niego priorytetem w najbliższych tygodniach. Jego najsłynniejszy podopieczny, Manny Pacquiao (52-3-2, 38 KO), dzisiejszej nocy udowodnił swoją klasę, kompletnie rozbijając silnego jak tur Antonio Margarito (38-7, 27 KO). Kibice na całym świecie chcą teraz zobaczyć genialego Filipińczyka w walce z niepokonanym Floydem Mayweatherem Jr. (41-0, 25 KO).
Najpierw szef Top Rank musi jednak wybadać czy chimeryczny Amerykanin jest takim pojedynkiem zainteresowany. Potem należy rozwiązać największy obecnie problem Floyda - sytuację prawną. Arum, który dzięki swoim rozległym kontaktom zdołał przekonać członków Komisji Sportowej Stanu Nevada do przywrócenia "Tony'emu" licencji bokserskiej, może wydatnie pomóc (lub zaszkodzić) Mayweatherowi.
- My, tak jak wszyscy, też chcemy zobaczyć Manny'ego z Floydem. Póki co, nie wiemy jednak czy to wogóle możliwe. To w tej chwili priorytet. Najpierw sprawdzimy czy Floyd chce tej walki, a potem ustalimy, czy nie ma przeszkód, by pojedynek odbył się w Teksasie. Tym będziemy się zajmować przez najbliższe tygodnie - powiedział Arum.
Już dzisiaj w nocy 31-letni Manny Pacquiao (51-3-2, 38 KO) spróbuje po raz ósmy zdobyć tytuł mistrza świata w ósmej kategorii wagowej. Na przeszkodzie stanie mu Antonio Margarito (38-6, 27 KO), który z pewnością tanio swej skóry nie sprzeda. Niewielu jednak daje mu jakiekolwiek szanse na zwycięstwo z filipińskim wojownikiem. Z człowiekiem, który od czasów Muhammada Alego jest jedną z najjaskrawszych postaci w boksie zawodowym.
W swoim rodzinnym kraju Manny stał się wręcz Bogiem i wielu wróży mu w przyszłości zwycięstwo w wyścigu o fotel prezydencki. Biorąc pod uwagę to, że pięściarz ten chce jeszcze stoczyć jakieś trzy walki, a potem poświęcić się całkowicie polityce, wizja ta nie wydaje się być wcale utopijną mrzonką.
Kim jest ten sympatyczny mężczyzna z charakterystyczną bródką i wąsikami? Kim jest najlepszy pięściarz bez podziału na kategorie na naszej planecie? Bez wątpienia jest to człowiek z charyzmą i o ogromnym sercu, co udowadnia między innymi tym, że płaci za leczenie setek kompletnie obcych mu ludzi, których na to po prostu nie stać. Aby dowiedzieć się o nim czegoś więcej, musimy udać się na południową część Filipin i zagłębić w bezkresnej dżungli. Po długiej podróży dotrzemy do miejsca, gdzie urodził się przyszły champion. Do miejsca pięknego, ale pogrążonego w ogromnej biedzie, noszącego nazwę Kibawe.
"Pacmana" pamiętają tutaj wszyscy. Jego rodzina była bardzo biedna - tak biedna, że puszka sardynek stanowiła dla niej prawdziwy luksus. Jako mały chłopiec Manny pomagał jej jak mógł sprzedając na ulicach papierosy. Od małego przejawiał także wrodzony talent sportowy. Wielu sąsiadów wspomina, jak godzinami biegał boso po kamienistych ścieżkach nie odczuwając najmniejszego zmęczenia. W końcu przypadkiem trafił do bokserskiej sali. Po wygraniu kilku amatorskich pojedynków Manny zostawił rodzinę i wyruszył do Manili, aby tam szukać szczęścia i fortuny.
Początki nie były łatwe. Najpierw spędzał kilkanaście godzin na budowie, gdzie pracował jako pomocnik, a wieczorami zawzięcie trenował. W końcu udało mu się podpisać kontrakt zawodowy. Miał wtedy zaledwie 16 lat.
Bardzo szybko jego ofensywny styl dał mu popularność i uznanie. Do Ameryki przybył w 2001 roku i trafił do Wild Card Boxing Club w Hollywood. Jej właścicielem i zarazem trenerem był niejaki Freddie Roach. Sam Filipińczyk nie wywarł na nim żadnego wrażenia, jednakże ten jeden z najlepszych trenerów na świecie przeczuwał, że w tym pięściarzu drzemie potężny potencjał. I nie pomylił się. Oto jak wspomina ich pierwsze spotkanie sam Freddie.
- Już po kilku treningach wiedziałem, że ten mały, chudy chłopak, kopie jak koń. W sumie nie zaimponował mi niczym szczególnym, ale miał w sobie to "coś" i postanowiłem, że mimo wszystko będę go trenował.
Kilka tygodni później jeden z bokserów złapał kontuzję i Manny bez wahania zgodził się go zastąpić. Bez problemów wygrał walkę i zdobył tym samym tytuł mistrza świata federacji IBF w kategorii super koguciej. Tak zaczęła się jego nieprawdopodobna podróż przez bokserskie ringi i kolejne kategorie wagowe. Na swojej drodze niszczył takie gwiazdy jak chociażby Eric Morales, Marco Antonio Barrera, Oscar De La Hoya, którego zdeklasował swoją szybkością, czy Ricky Hatton, którego znokautował ciosem uznawanym przez wielu za jeden z najwspanialszych w historii boksu zawodowego. Do pełni szczęścia brakuje mu tylko pojedynku z Floydem Mayweatherem Juniorem, który wydaje się być jedynym człowiekiem, będącym w stanie sprawić mu w ringu problemy.
Dzisiaj w nocy mamy okazję oglądać go w akcji po raz kolejny i nie przegapmy tego. Piękno boksu polega między innymi na jego nieprzewidywalności, dlatego większy i cięższy Margarito trzyma los w swoich pięściach. Jednakże bez względu na wynik Manny Pacquiao już jest legendą, dopisującą tylko do swojej historii kolejne rozdziały.
Zapewne wszystkich kibiców sympatycznego Filipińczyka ucieszy fakt, iż ukazała się właśnie jego biografia pod tytułem: ‘PacMan: Behind the Scenes with Manny Pacquiao-The Greatest Pound-for-Pound Fighter in the World’, napisaną przez Gary'ego Andrew Poole'a.
Pomimo dominacji w ogólnym zarysie walki Manny Pacquiao (52-3-2, 38 KO) przyznał, że w szóstej rundzie był na skraju porażki przed czasem, kiedy Antonio Margarito (38-7, 27 KO) zranił go lewym hakiem na wątrobę, a potem poprawił jeszcze kilkoma ciosami.
- W szóstym starciu trafił mnie bardzo mocno po dole i sprawił mi naprawdę sporo bólu. Miałem sporo szczęścia, że dotrwałem wtedy do końca tej rundy. To nie była dla mnie łatwa walka, a wręcz była najtrudniejsza w mojej dotychczasowej karierze. Margarito to prawdziwy twardziel z mocnym uderzeniem. Chciałem jednak dać kibicom dobre widowisko, dlatego też podejmowałem z nim otwartą wymianę - zakończył "Pac-Man".
- Podpisując umowę z braćmi Kliczko, człowiek całkowicie przechodzi pod ich władzę - mówi Nikołaj Wałujew (50-2, 34 KO), który rok temu przegrał z Davidem Haye'em (25-1, 23 KO) i stracił mistrzowski pas federacji WBA w wadze ciężkiej. Od tamtej pory nie wychodził już na ring. Kilka miesięcy temu mówiło się o pojedynku 37-letniego Wałujewa z Witalijem Kliczką (41-2, 38 KO), jednak z negocjacji nic nie wyszło. Jak twierdzi Rosjanin, warunki proponowane przez mistrza świata WBC były nie do przyjęcia. O trudnych negocjacjach z braćmi Kliczko, które pięściarz określa jako "piekielne męki", a także o przegranej z Haye'em i planach na przyszłość opowiada Wałujew w prezentowanym przez nas wywiadzie.
- Pierwsze, zasadnicze pytanie: co z pańskim operowanym ramieniem i kiedy odbędzie się kolejna operacja, tym razem prawej dłoni?
Nikołaj Wałujew: Nie lubię się na ten temat rozwodzić. Z ramieniem wszystko dobrze, powoli będę starał się je rozruszać. Operacja dłoni jest zaplanowana na grudzień. Odbędzie się znowu w Niemczech, jednak w innej klinice - nie w tej samej, w której operowano mnie miesiąc temu.
- Należy zatem rozumieć, że nie ma sensu rozmawiać teraz o dacie ewentualnego powrotu na ring. Niech pan jednak powie, czy jako rywal interesuje pana wyłącznie Witalij Kliczko?
NW: Tak, rzeczywiście. Poza Witalijem nie ma innych pięściarzy, których traktowałbym jak wyzwanie. Z drugiej strony doskonale rozumiem, że w przypadku powrotu będę musiał stoczyć jakieś walki "rozgrzewkowe". Jednak mówiąc ogólnie, nie interesują mnie walki z innymi rywalami. Inną kwestią jest, na ile nasza walka jest możliwa? Sądząc po zachowaniu Kliczki, jest on gotowy walczyć tylko na własnych warunkach i nie zamierza ustąpić nawet na pół kroku. Przez długi czas mi to nie pasowało, jednak ostatnim razem zgodziłem się, przede wszystkim dla zasady. Witalij mimo wszystko zdecydował, że nie opłaca mu się walka ze mną.
Obowiązkowy pretendent do pasa WBA i były posiadacz tytułu tej organizacji Rusłan Czagajew wyraził swoje rozczarowanie tym, co wczoraj w Manchesterze pokazał jego przyszły przeciwnik David Haye (25-1, 23 KO). 30-letni Brytyjczyk wygrał przez techniczny nokaut w trzeciej rundzie ze swoim rodakiem Audleyem Harrisonem (27-5, 20 KO), ale zdaniem "Białego Tysona" walka nie stała na mistrzowskim poziomie, a występ "Hayemakera" można uznać za rozczarowujący.
- Harrison nie robił nic. W ciągu trzech rund zobaczyłem może trzy ciosy proste i to wszystko. I to w mistrzowskim pojedynku! W pierwszych dwóch rundach Haye wyłącznie czekał. Jeśli wziąłby się za robotę wcześniej, to wszyscy wcześniej udaliby się do łóżek. Jestem rozczarowany, podobnie jak 22 tysiące oglądających tę walkę na żywo. Teraz czas na pojedynek dwóch pięściarzy, którzy pokonali Wałujewa - mój i Haye'a. Będzie to widowiskowa walka, na którą oczekuję z niecierpliwością, ponieważ Haye przegra. Będę dla niego pierwszym poważnym wyzwaniem w wadze ciężkiej. Byłem już mistrzem świata i znowu nim zostanę. Pas należy do mnie, a wspomnienia okoliczności, w których go straciłem, tylko dodają mi sił - twierdzi 32-letni Uzbek, który prawo do pojedynku o pas WBA wywalczył w maju, kiedy to w Rostocku wysoko na punkty pokonał Kaliego Meehana (36-4, 29 KO).
2 listopada na zjeździe AIBA w Kazachstanie nasz były prezes Polskiego Związku Bokserskiego, były trener kadry Polski i Szkocji Adam Kusior otrzymał prestiżowe wyróżnienie dla najlepszego oficjela technicznego na świecie AIBA - ITO (International Technical Official).
Zajmował się on zarówno całym sprzętem takim jak ring, rękawice, kaski oraz książeczkami bokserskimi podczas największych imprez boksu amatorskiego na świecie, między innymi podczas Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, MŚ seniorów, MŚ kobiet, akademickich MŚ i MŚ juniorów.
Oby takich wyróżnień dla Polaków jak to, lub tytuł Super Championa dla Darka Michalczewskiego.
- Patrząc od strony Audleya, to miał on przewagę warunków fizycznych, jest mańkutem, miał lepszy zasięg ramion, ale nie zrobił nic by postraszyć Haye'a. Lennox Lewis mógłby wam powiedzieć co robić z mniejszymi rywalami. Przede wszystkim punktować przednią ręką i bić mocno drugą, by zatrzymać nacierającego i niższego przeciwnika - komentował wczorajsze wydarzenia w Manchesterze były mistrz świata dwóch dywizji Ricky Hatton.
- Audley nie zrobił nic by zatrzymać Davida. Nie chcę kopać leżącego, lecz on tak dużo mówił przed walką. Gdy wychodzi się na ring, trzeba czymkolwiek postraszyć rywala, a on nie zrobił nic - powiedział między innymi Hatton.