Ahmet Oener, promotor Odlaniera Solisa (16-0, 12 KO), jest bardzo zadowolony z przebiegu rozmów podczas 48. Konwencji World Boxing Council w Cancun (Meksyk). Oener wyznaje, że zawzięcie walczył o natychmiastowe prawo pretendenta do pojedynku z mistrzem, by dać wszystkim do zrozumienia, że jego podopieczny nie boi się Witalija Kliczko (41-2, 38 KO) i w przeciwieństwie do Wałujewa, Powietkina czy Haye'a, aż pali się do walki z Ukraińcem.
- Rozwiązanie bardzo nas cieszy. Chcieliśmy zapewnić sobie prawo do natychmiastowej walki z Witalijem, bo dużo mówi się ostatnio o jego planach na zakończenie kariery. Solis to nie jest żaden Powietkin, ani Haye, którzy robią wszystko, by uniknąć braci Kliczko i czekają tylko, aż ci pokończą kariery. Solis od dawna czeka na swoją szansę i chce osobiście odprawić Witalija na sportową emeryturę. Kliczko od dawna robi wszystko, co w jego mocy, by uniknąć tej walki, bo zdaje sobie sprawę, że właśnie Solis jest tym, który może go pokonać. Teraz Odlanier skoncentruje się na znokautowaniu Austina, a potem zrobi kolejny krok i zostanie mistrzem świata wagi ciężkiej - powiedział Oener.

9 grudnia podczas gali Adamek vs Maddalone swój piętnasty występ zaliczy Przemek Majewski (14-0, 9 KO). Jego rywalem będzie mocno bijący Eddie Caminero (7-3, 7 KO), który na swoim rozkładzie ma już niepokonanego pięściarza.
Co ciekawe "Piorun" (taki pseudonim nosi Caminero) zaczął boskować w wieku…25 lat! Jak przyznał Amerykanin, treningi rozpoczął ponieważ miał nadwagę i ważył blisko 100 kg.
- Podczas przygotowań do walki z Majewskim sparuję z pięściarzami o podobnych warunkach fizycznych do Polaka. Jestem bardzo silnym zawodnikiem i głęboko wierzę w moją moc. Jaką zastosuję taktykę? Będę dużo pracował ciosami prostymi. Zamierzam zwyciężyć Przemka i kontynuować serię zwycięstw.
Bokser z Massachusetts do tej pory przegrywał trzykrotnie, w tym dwa razy przed czasem. Jak tłumaczy swoje potknięcia?
Daniel Urbański (18-5-3, 5 KO) poznał swojego rywala, z którym zmierzy się 12 listopada na gali Underground Boxing Show 2 w Wieliczce. Będzie nim 26. letni Niemiec Viktor Dick (12-10, 5 KO).
Pojedynek zakontraktowano na 10. rund, a jego stawką będzie wakujący tytuł WBC Baltic wagi średniej. Największym sukcesem Niemca jak do tej pory, była niespodziewana wygrana Gogim Knezevicem (19-3-1, 9 KO) w pojedynku o wakujący pas WBF Intercontinental wagi średniej.
Wygląda na to, że piątkowy pojedynek z Oscarem Leonem (28-13, 18 KO) może być dla Jose Miguela Cotto (31-2-1, 23 KO) ostatnim w kategorii junior półśredniej. Starszy brat jednego z czołowych pięściarzy P4P ma duże problemy ze schodzeniem do limitu 140 funtów i planuje w przyszłym roku przenieść się do dywizji półśredniej. Cotto podjął decyzję pomimo intratnej propozycji stoczenia walki z Victorem Ortizem (28-2-1, 22 KO).
- Rozumiem, że junior półśrednia jest dla mnie obecnie najlepsza ze względu na mój wzrost, ale osiąganie limitu jest dla mnie zbyt trudne. Wygląda na to, że teraz będę walczył w półśredniej. Mam już 33 lata i moje ciało nie jest już jak kiedyś - oznajmił Cotto, który na początku obozu przygotowawczego ważył aż 196 funtów.
- Naprawdę jest mi ciężko. Wiem, że chcieli dać mi walkę z Victorem Ortizem, ale nie stać mnie na takie poświęcenie i nie poradzę sobie ponownie z tak ciężkim treningiem. Poczekam na inne oferty. Na piątkową walkę zgodziłem się, bo byłem przekonany, że waga nie będzie problemem. Wciąż mam o 6-7 funtów za dużo, ale może uda mi się zgubić je do oficjalnego ważenia - wyznał 33-letni Portorykańczyk.
Ostatni pojedynek Cotto stoczył w maju i przegrał wówczas z Saul Alvarezem (34-0-1, 26 KO) przez techniczny nokaut w dziewiątej rundzie, choć w pierwszej sam był blisko zastopowania młodego Meksykanina.
- Wtedy była to dla mnie zbyt wysoka kategoria wagowa, a pomimo tego miałem go na skraju nokautu. Zraniłem go, ale nie byłem w stanie dokończyć dzieła - przyznaje Cotto.
Już w sobotę gala w Limerick. Z tej okazji firma UNIBET proponuje zakłady na dwie walki tego wieczoru.
W pierwszej potyczce - o wakujący pas mistrza Europy kategorii super koguciej, Paul Hyland (18-1, 5 KO) zmierzy się z Willie Caseyem (10-0, 6 KO). Za zwycięstwo tego pierwszego UNIBET płaci w stosunku 2,45 do jednego, a za wygraną Caseya dostaniemy 1,55. Za trafnie wytypowany remis pomnożymy swoje pieniądze 26 razy. Obstawiać można również czas trwania tej potyczki. Granicę stanowi dziewięć i pół rundy i jeżeli walka potrwa dłużej, a my tak obstawimy, wzbogacimy się w stosunku 1,50, a jeżeli skończy się szybciej, stawka wynosi 2,40.
TYPUJ, WYGRYWAJ I ZARABIAJ Z UNIBETEM!
O tytuł mistrza Irlandii dywizji super średniej skrzyżują rękawice Anthony Fitzgerald (9-2, 2 KO) oraz Lee Murtagh (27-11-1, 0 KO). Tak oto stawka na Fitzgeralda wynosi 1,05, na Murtagha 8,00, a na remis 35,00.
Wracając jeszcze do rywalizacji Caseya z Hylandem mamy inne możliwości - oto one:
Casey przed czasem - 3,25
Casey na punkty - 3,00
Hyland przed czasem - 5,50
Hyland na punkty - 3,25
David Haye (24-1, 22 KO), mistrz WBA w wadze ciężkiej, jest przekonany, że jego najbliższy przeciwnik, Audley Harrison (27-4, 20 KO), wymyśla rozmaite historie w celu podbudowania pewności siebie przed planowanym na 13 listopada starciem na M.E.N. Arena w Manchesterze. Niedawno Harrison zdradził, że "Hayemaker" podczas sesji sparingowej z Tony Thompsonem (34-2, 22 KO) znalazł się na deskach. Wpierw rewelacjom zaprzeczył sam Haye, a następnie 39-letni "Tiger" wyznał, że champion jest w rewelacyjnej formie i znakomicie radził sobie podczas sparingów.
- Audley chciałby wierzyć w to, że byłem na deskach, ale to mit. Bez takich rewelacji on nie będzie czuł się komfortowo. Jeżeli naprawdę chce w to wierzyć, to nie ma sprawy. Jeśli będzie spał lepiej, myśląc, że leżałem na macie ringu, to powiedzcie mu, że padałem 500 razy. On ma urojenia - twierdzi Haye.
- Cieszę się, że Audley ma teraz swoje pięć minut sławy. Mam nadzieję, że zbierze wszystkie wycinki z gazet i zamknie je w jednym albumie, który będzie mógł oglądać w Los Angeles. Nie powinien jednak dodawać tam zdjęć z walki, bo jego bezwładne ciało zepsuje obraz całości. Poznałem go w wieku 17 lat. Sparowałem z nim w czasach amatorskich. Rozmawiałem z nim w cztery oczy i znam jego słabe punkty. Naprawdę wiem jak do niego dotrzeć i wiem też co zrobić, by zadać mu ból - zapewnia brytyjski champion.
Wbrew informacjom, jakie pojawiały się w ostatnim czasie, Manny Pacquiao (51-3-2, 38 KO) zapewnia, że jest przygotowany na sto procent do walki z Antonio Margarito (38-6, 27 KO). Pojedynek, którego stawką będzie tytuł WBC w wadze junior średniej, odbędzie się 13 listopada na obiekcie Cowboys Stadium w Arlingotn (stan Teksas).
- Nie mam się o co niepokoić, jestem przygotowany na sto procent. Wiem, że Margarito będzie starał się zwyciężyć, ale ja zamierzam odbyć wspaniałą walkę ku uciesze widzów. Mam nadzieję, że wszyscy oglądający będą zadowoleni - mówi 31-letni Filipińczyk, dla którego starcie z Margarito będzie szansą wywalczenia pasa mistrzowskiego w szóstej (nie liczymy pasa IBO w wadze junior półśredniej) kategorii wagowej.
Podczas oficjalnej ceremonii ważenia przed jutrzejszą walkę Mateusz Masternak (20-0, 15 KO) okazał się lżejszy od Ismaila Abdoula (36-18-2, 14 KO).
"Master" wniósł na skalę 88.1 kilograma, przy 90.3 Belga. Przypomnijmy, że stawką ich pojedynku będzie wakujący, międzynarodowy pas federacji IBO kategorii cruiser.
Już w najbliższą sobotę w Las Vegas dojdzie do długo wyczekiwanej przez wszystkich walki między gwiazdą wagi piórkowej Juanem Manuelem Lopezem (29-0, 26 KO), a byłym mistrzem w dwóch dywizjach wagowych Rafaelem Marquezem (39-5, 35 KO). Lopez opowiedział mediom o swojej ekscytacji przed walką oraz o tym, że jest już bardzo bliski osiągnięcia limitu wagowego.
- Jestem bardzo podekscytowany będąc już w Las Vegas. Dziś ważę 130 funtów, zatem do osiągnięcia limitu pozostały mi tylko 4 funty. Jestem już gotów - zapewnił Juanma.
Gwiazda Portoryko została również zapytana o to czy jest to największa ze wszystkich walk, do których w tym momencie mogli doprowadzić jego promotorzy.
- Z całą pewnością. Yuriorkis Gamboa czy Celestino Caballero są wielkimi wojownikami jednak nie mają oni renomy Marqueza. Zresztą Caballero nie jest już nawet mistrzem - odpowiedział Lopez.
Już 20 listopada na Boardwalk Hall w Atlantic City Paul Williams (39-1, 27 KO) da rewanż mistrzowi WBC wagi średniej, Sergio Martinezowi (45-2-2, 24 KO), za pojedynek sprzed jedenastu miesięcy, kiedy to po dwunastu wyrównanych rundach dwóch z trzech sędziów punktowych (wbrew opinii większości obserwatorów) opowiedziało się za Amerykaninem.
- Zamierzam zabrać mu tytuł. Pokonałem go raz, więc teraz powinno być łatwiej. On będzie musiał się ze mną bić. Przez cały czas będę wywierał presję - zapowiada 29-letni Williams.
Kilka tygodni temu "Punisher" bardzo uszczypliwie stwierdził, że Floyd Mayweather Jr. (41-0, 25 KO) nie odważy się na walkę z nim, bo bije się tylko z kobietami. Teraz samozwańczy najbardziej unikany pięściarz świata żałuje, że wypowiedział tamte słowa.
- Żałuję tamtej wypowiedzi. To wyszło pod wpływem chwili. Nigdy więcej nie powiem niczego podobnego. Jesteśmy profesjonalistami. To jego życie osobiste i nie będę się tym zajmował. Mimo wszystko chętnie się z nim zmierzę. W życiu każdego człowieka może zdarzyć się wiele złych rzeczy. Można wpaść w tarapaty przebywając z przyjaciółmi i na wiele innych sposobów - powiedział olbrzym krążący pomiędzy wagami półśrednią, a średnią.
Już 13 listopada dojdzie do długo oczekiwanego pojedynku, w którym o wakujący pas WBC w wadze junior średniej powalczą Manny Pacquiao (51-3-2, 38 KO) i Antonio Margarito (38-6, 27 KO). Unibet, jak większość kibiców bokserskich skłania się ku wygranej "Pacmana", za którego zwycięstwo można otrzymać zwrot z inwestycji 12% (112 zł za postawione każde 100 zł). W przypadku trafnego wytypowania wygranej Margarito, wygrana jest znacznie wyższa, za każde postawione 100 zł zwycięzca takiego zakładu otrzyma 550 zł.
Walka wzbudza dużo emocji, dlatego dla swoich klientów Unibet przygotował zakłady dodatkowe, dzięki którym można się również założyć kiedy zakończy się ten pojedynek. W swoich ostatnich 10 walkach, Filipińczyk 6 razy kończył walkę przed gongiem kończącym pojedynek, dokładnie taki sam bilans zanotował Meksykanin, który również przegrał 2 z ostatnich 10 pojedynków.
Wyrastający na kolejną gwiazdę wagi półciężkiej Nathan Cleverly (20-0, 10 KO) czuje się zaszczycony tym, ile uwagi poświęca mu mistrz IBF - Tavoris Cloud (21-0, 18 KO). Niepokonany Walijczyk przygotowuje się obecnie do pojedynku o tymczasowy pas WBO, o który 11 grudnia zaboksuje z Alejandro Lakatosem (31-5-2, 23 KO). Tymczasem Amerykanin, który najwyraźniej ani trochę nie obawia się Fulgencio Zunigi (24-4-1, 21 KO), z którym zmierzy się 17 grudnia, grozi mu przyjechaniem do Wielkiej Brytanii i znokautowaniem go na oczach fanów.
- Nie wiem skąd to się bierze, ale cieszy mnie cała ta sytuacja. Czuję się wyróżniony tym faktem, ale Cloud najwyraźniej chodzi z głową w chmurach, skoro marzy o pokonaniu mnie. Straszy mnie, zapowiadając, że skończy moją karierę, ale gdy nadejdzie właściwy czas, stanie się dokładnie odwrotnie. Imponują mi jego zwycięstwa nad Glenem Johnsonem i Clintonem Woodsem, lecz ja jestem młody i wciąż się rozwijam. Nie mam nic więcej do powiedzenia, muszę skupić się na mojej walce z Lakatosem. Tymczasem życzę Cloudowi powodzenia w starciu z Zunigą - powiedział Cleverly.
Już w najbliższą sobotę, były trzykrotny mistrz świata Zab Judah (39-6, 27 KO) zmierzy się z Argentyńczykiem Lucasem Matthysse (27-0, 25 KO). Pozdrowienia dla czytelników BOKSER.ORG ze środowej konferencji prasowej w Global Boxing Gym, w North Bergen.
Młodzi zawodnicy klubu Boks Poznań mieli niedawno okazję sprawdzenia swoich umiejętności podczas walk sparingowych, prowadzonych w ringu przez doświadczonego sędziego Mariusza Górnego, wybranego przez federację AIBA najlepszym sędzią boksu amatorskiego na świecie w roku 2009. Sędzia Górny jest prawdziwym pasjonatem, w pełni oddanym pięściarstwu i mimo zaszczytnego tytułu "mistrza świata wśród sędziów", poświęca swój wolny czas na pracę z młodzieżą. Sparing z udziałem sędziego ringowego jest cennym doświadczeniem, zwłaszcza dla najmłodszych wychowanków Boks Poznań i miejmy nadzieję, że zaprocentuje w ich kolejnych startach. Prezentujemy sparing Patryka Szymańskiego (64 kg, białe rękawice) i Mateusza Zajcherta (70 kg, czerwone rękawice), prowadzony w ringu przez sędziego Mariusza Górnego.
Krzysztof Włodarczyk (44-2-1, 32 KO) musi w drugiej obronie pasa WBC kategorii cruiser zmierzyć się z Francisco Palaciosem (20-0, 13 KO). Promotor "Diablo", Andrzej Wasilewski przyznał, że chciałby zorganizować ten pojedynek w styczniu.
Póki co odbędzie się przetarg na organizację walki. Termin wyznaczono na 22 listopada i jeżeli do tego czasu obie strony się nie dogadają, wówczas o wszystkim zadecyduje licytacja - kto da więcej?
W ostatniej chwili doszło do zmiany przeciwnika Dariusza Sęka (8-0-1, 3 KO) przed piątkową galą w Chełmie. Rywalem polskiego pięściarza nie będzie Czech Jindrych Velecky, ale pochodzący z Niemiec Steve Kroekel (12-16-2, 5 KO). Dla 24-letniego Sęka będzie to drugi występ w kategorii półciężkiej.
Po raz ostatni Sęk walczył 17 września w Olsztynie, kiedy to nieszczęśliwie zremisował pojedynek z Seyedinem Syroosem. Inicjatywa od pierwszych sekund należała do Polaka, który był bliski zwycięstwa przez nokaut. Jednak jeszcze w pierwszej rundzie Sęk doznał bardzo głębokiego rozcięcia łuku brwiowego i sędzia ringowy był zmuszony do przerwania pojedynku.
Wczoraj odbyła się konferencja prasowa, promująca sobotnią galę, na której w walce wieczorku spotkają się były trzykrotny mistrz świata Zab Judah (39-6, 27 KO) z Argentyńczykiem Lucasem Matthysse (27-0, 25 KO).
- Wraz z powrotem Zaba Judah do zawodowego boksu, naszym celem jest odzyskanie dla niego pasa mistrza świata. Głęboko wierzymy, że ma ku temu wszelkie możliwości - zapewniła promotor pięściarza, Kathy Duva.
- Okres przygotowawczy przepracowałem bardzo ciężko, zrobię wszystko by zwycięstwo w tej walce zabrać ze sobą do Argentyny. Szybkość trenowałem z Sergio Martinezem, on wprowadził mnie w świat treningu na jeszcze wyższym poziomie. To czego się przy nim nauczyłem, zaowocuje w sobotniej walce. Szybkość Zaba nie będzie miała większego znaczenia podczas naszej walki. W ringu będę tylko ja i on, nikt mu nie będzie mógł pomóc, zniszczę go - zapowiedział buńczucznie niepokonany Matthysse.
- Przede wszystkim dziękuje mojemu przeciwnikowi, że podjął się walki ze mną. Każdy z nas wychodzi do ringu, mając jakiś plan. Gdy on będzie próbował zrealizować swój, zapewniam was, że moje ręce są wciąż bardzo szybkie i nie straciły mocy. W ringu czuję się świetnie, jestem gotów na każdy scenariusz. Słyszałem, że strategią Matthysse jest próba zmęczenia mnie. Cóż mogę na to odpowiedzieć, gdy trenowałem do tej walki bardzo ciężko. Nie ma takich szans, aby Zab się zmęczył - odpowiedział Judah.
Rok 2010 nie był dla Nonito Donaire (24-1 16 KO) szczególnie udany. Filipińczyk dotychczas walczył dwukrotnie i choć obydwie walki wygrał przed czasem, to jednak klasa jego rywali pozostawia wiele do życzenia. W lutym Nonito kompletnie zdominował znacznie mniejszego Manuela Vargasa i zafundował mu klasyczny nokaut w trzecim starciu. Meksykanin był jednak tylko późnym zastępstwem za Gersona Guerrero, który nie przeszedł lekarskich badań. Później Donaire wyzwał na pojedynek Fernando Montiela (43-2-2, 33 KO) i Vica Darchinyana (35-2-1, 27 KO), lecz ostatecznie musiał zadowolić się młodym i niedoświadczonym Hernanem Marquezem (28-2, 21 KO). Przed walką zawiedziony Nonito opowiadał, że rozpaczliwie szuka motywacji, a sam przeciwnik nie dodaje mu siły potrzebnej do zrzucenia wagi (która między walkami rzekomo oscyluje na granicy 140 funtów). Donaire pokonał młodego Meksykanina przez TKO w ósmej odsłonie i ogłosił, że przenosi się do kategorii koguciej.
4 grudnia na gali Chavez-Gomez, Donaire zaboksuje z bardzo dobrym Władimirem Sidorenko (22-2-2, 7 KO), a zwycięstwo znacznie przybliży go do pojedynku z innym czołowym pięściarzem P4P - Fernando "Cochulito" Montielem.
- Sparingi przebiegają nieźle. Wszystko działa bez zarzutu, a to dla mnie bardzo ważne. Dzięki temu będę mógł lepiej się przygotować. Mogę walczyć z każdym. Teraz mam kontrakt na pojedynek z Sidorenko i choć jest on dobrym pięściarzem, to zamierzam go pokonać i udowodnić wszystkim, że jestem gotowy na Montiela. Na niego też przyjdzie czas - w lutym. Trenerzy przeprowadzą rozpoznanie, powiedzą mi co lubi robić mój przeciwnik, a potem opracujemy taktykę. Gdy wychodzę do ringu, to staram się uczynić mój styl maksymalnie niewygodnym dla przeciwnika. Dzięki temu zyskuję przewagę i rozpoczynam dominację - powiedział blisko 28-letni "Filipino Flash".
Frankie ‘Funtime’ Gavin (8-0, 7 KO) w 2007 roku jako amator wywalczył w Chicago złoty medal mistrzostw świata. W drodze na najwyższy stopień podium pokonał między innymi świetnego Rosjanina Aleksieja Tiszczenko, który do czasu spotkania z Gawinem nie zaznał smaku porażki przez 4 lata. Po przejściu na zawodowstwo w roku 2009, 25-latek z Birmingham idzie przez zawodowe ringi jak burza. W swojej ostatniej potyczce, ten utalentowany mańkut zdemolował Michaela Kelly'ego, zdobywając tym samym tytuł mistrza Irlandii w wadze junior półśredniej. Poniżej prezentujemy wywiad z tym obiecującym zawodnikiem, o którym w niedalekiej już przyszłości na pewno będzie głośno.
- Co sądzisz o swoim najbliższym przeciwniku Deanie Harrisowie, z którym 11 grudnia stoczysz walkę o wakujący pas federacji WBO Inter-Continental?
Frankie Gavin: Znam go, bo sparowałem już z nim kiedyś. To silny fizycznie zawodnik z dobrymi umiejętnościami. Na pewno będzie to dla mnie wymagający pojedynek. Z pewnością jednak to on ma więcej do zyskania niż ja. Jeżeli jakimś cudem uda mu się mnie pokonać, to zyska naprawdę sporo. Wiem, że walczył ostatnio z Paulem McCloskeyem, ale ten zastopował go już w czwartej rundzie. Dlatego jestem spokojny o wynik naszego starcia. Zdaję sobie sprawę, że nie mam jeszcze prawie żadnego doświadczenia, ale za to posiadam spore umiejętności. Jestem szybszy niż on i mam czym uderzyć. Jeżeli on wejdzie do ringu z wizją wygranej, to po kilku sekundach będzie w wielkim szoku (śmiech).
Podczas 48. Konwencji WBC w Cancun, Witalij Kliczko (41-2, 38 KO) poprosił o możliwość stoczenia dobrowolnej walki w obronie tytułu przed kolejnym pojedynkiem z obowiązkowym pretendentem. 39-letni "Dr. Ironfist" oczekiwał przyzwolenia na marcowy pojedynek w Madison Square Garden z Tomaszem Adamkiem. Ostateczny eliminator do pasa WBC odbędzie się 17 grudnia, a zmierzą się w nim Odlanier Solis (16-0, 12 KO) i Ray Austin (28-4-4, 18 KO). Promotorzy dwóch najwyżej sklasyfikowanych pięściarzy, Don King i Ahmet Oener, natychmiast zaprotestowali, żądając zapewnienia, że zwycięzca grudniowej potyczki od razu dostanie szansę od Ukraińca i nie będzie musiał toczyć po drodze dodatkowych walk. Na poparcie swych słów King przypomniał, że w 2008 roku Samuel Peter nie dostał od WBC szansy na dobrowolną obronę i musiał w pierwszej kolejności zmierzyć się z wracającym Kliczko. Swój apel legendarny promotor zakończył odwołaniem do godności federacji.
Argumenty Dona trafiły do większości zgromadzonych, ale prezydent WBC, Jose Sulaiman, wyraził aprobatę dla prośby Kliczko, tłumacząc, że w ten sposób dwie walki o mistrzowski pas mogłyby odbyć się na przestrzeni zaledwie czterech miesięcy (z Adamkiem w marcu i zwycięzcą eliminatora w czerwcu). Bardzo emocjonalna dyskusja zakończyła się małym skandalem, kiedy Sulaiman zadeklarował chęć odejścia w obliczu braku zrozumienia ze strony najbliższych przyjaciół. Później prezydent federacji przeprosił i kontynuował posiedzenie.
Ostatecznie zawarto ugodę i zwycięzca eliminatora musi w ciągu 100 dni dostać szansę od mistrza, przy czym obydwie strony będą miały tylko 11 dni na zawarcie umowy, nim ogłoszony zostanie przetarg. Jeżeli jednak grudniowa walka zakończy się remisem lub jej zwycięzca odniesie poważne urazy, wówczas Kliczko dostanie zgodę na stoczenie dobrowolnej obrony w marcu.
Teddy Atlas, szkoleniowiec czołowego zawodnika wagi ciężkiej Aleksandra Powietkina odpowiedział na pytanie, czy rzeczywiście mamy do czynienia z kryzysem w boksie zawodowym. Amerykanin uważa, że w świecie pięściarstwa króluje korupcja, która przekłada się na nie odpowiadający faktycznemu stanowi rzeczy wygląd rankingów światowych organizacji.
- Trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Jeśli występują jeszcze zawodnicy pokroju Pacquiao lub Mayweathera, to ich walki chciałby oglądać każdy. Jednak takich pojedynków nie jest dużo. Mało jest silnych bokserów, którzy wyrażają chęć toczenia walk z równymi sobie. Najlepsi praktycznie nie walczą z najlepszymi. W wadze ciężkiej pojawia się sporo zawodników z dobrymi, ale napompowanymi rekordami. Bardzo mało jest walk, które przykuwają uwagę mas - uważa Amerykanin, który poza "trenerką" jest również cenionym ekspertem stacji ESPN.
- W tej chwili mamy do czynienia z sytuacją, w której aby stać się sławnym, nie trzeba mieć znakomitych umiejętności. Wystarczy mieć promotora, który potrafi organizować walki z odpowiednimi rywalami itd. W boksie rządzą skorumpowane organizacje, które są w stanie umieścić w pierwszej piątce rankingów boksera, którego prawdziwe miejsce jest w drugiej setce. I robią to tylko dlatego, że ktoś im za to zapłacił. Problem leży też w tym, że nie istnieją krajowe komisje, które regulowałyby działania bokserskich federacji - twierdzi szkoleniowiec Powietkina.
Obecny na 48. Konwencji WBC promotor Yvon Michel wróci do Kanady z dobrymi wieściami dla swych podopiecznych. David Lemieux (24-0, 23 KO) prawdopodobnie już 3 grudnia zmierzy się z Marco Antonio Rubio (48-5-1, 41 KO) w eliminatorze do tronu WBC w wadze średniej.
Kolejną dobrą wiadomością jest podniesienie rangi pojedynku pomiędzy mistrzem WBC, IBO i magazynu "The Ring" w kategorii półciężkiej - Jean Pascalem (26-1, 16 KO), a legendarnym Bernardem Hopkinsem (51-5-1, 32 KO), któremu WBC przyznała tytuł Champion Emeritus. Stawką planowanego na 18 grudnia pojedynku będzie pas WBC Diamond.
- Sądzę, że z braćmi Kliczko można powalczyć. Wcześniej czy później na każdego przeciwnika można znaleźć sposób. Trzeba tylko go szukać. Bracia wiedzą, że właśnie trwa ich okres, nie oznacza to jednak, że trzeba obawiać się walki z nimi - twierdzi Denis Bojcow (27-0, 22 KO), który po 10-miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją powróci na ring 19 listopada w Hamburgu. Mimo zaledwie 24 lat, zawodnik grupy Universum jest bardzo wysoko notowany w rankingach czołowych światowych federacji. W zestawieniach WBC i WBA zajmuje trzecie, a w rankingach IBF i WBO - czwarte lokaty. W obszernym wywiadzie, który polecamy Waszej uwadze, Rosjanin opowiada o pierwszych latach zawodowej kariery, zmaganiami z kontuzją prawej ręki oraz treningach pod okiem Fritza Sdunka i Artura Grigoriana. Z rozmowy z Bojcowem dowiecie się również jak "ciężki" o niezbyt imponującym wzroście (185 cm) powinien boksować z zawodnikami wyższymi - patrz Witalij i Władimir Kliczko.
- Na początku chciałbym zadać panu pytanie, które obecnie jest zadawane pewnie przez wszystkich: dlaczego odmówił pan udziału w turnieju federacji IBF? Przez kontuzję?
Denis Bojcow: Tak. Miałem kontuzję prawej ręki Zamiast brania udziału w takich poważnych sprawdzianach, powinienem tę rękę wypróbować w prostszej wale. Taki pojedynek stoczę w połowie listopada. Przeciwnik jeszcze nie jest znany.
- Bez dwóch zdań będzie pan obwiniany w Internecie o to, że odmówił pan IBF, a mimo wszystko toczy inne walki.
DB: Niech mnie obwiniają, skoro nie wiedzą w czym rzecz. Jak mogę podejść do poważnej walki nie wiedząc dokładnie, jak będzie sprawowała się moja prawa ręka? Pewnych walk jedną ręką się nie wygra. W tej chwili potrzebuję rywala, w walce z którym będę mógł sprawdzić swoją kontuzjowaną rękę w sytuacji bojowej, wiedząc przy tym, że nawet lewa ręka wystarczy do zwycięstwa. I tak proszę ludzi związanych z grupą promotorską Universum, aby nie dobierali mi przeciwników zupełnie słabych. Mówią mi, abym się nie spieszył, ale ja chcę boksować. Długo nie wychodziłem na ring, ręce po prosto palą się do roboty. Wierzę w siebie o wiele bardziej niż wcześniej.
Mistrz świata WBO kategorii junior ciężkiej Marco Huck (30-1, 23 KO) już 18 grudnia stanie do piątej obrony swojego tytułu z obowiązkowym pretendentem Denisem Lebiediewem (21-0, 16 KO). Do walki dojdzie w Max Schmeling Halle w Berlinie. 25-letni Niemiec o rywalu wypowiada się z szacunkiem, ale zapewnia, że to on będzie lepszy.
- Bardzo cieszę się, że zawalczę znów w Berlinie. Denis to bardzo mocny przeciwnik ze świetnym rekordem. Obaj jesteśmy bardzo silni i posiadamy potężny cios, dlatego kibice mogą oczekiwać wojny. Oczywiście obronię mój tytuł i zejdę z ringu jako zwycięzca - oznamił Huck.