70-TKA MISTRZA JERZEGO KULEJA

Wszystko zaczęło się na Ostatnim Groszu – jednej z najbiedniejszych częstochowskich dzielnic. To właśnie tutaj mieszkali państwo Irena i Mieczysław Kulejowie, którzy 19 października 1940r. – w trudnych wojennych czasach – mieli swoją chwilę rodzinnego szczęścia, jaką były narodziny syna, któremu na chrzcie nadano imię Jerzy.

Czy obdarzając swojego potomka imieniem legendarnego pogromcy smoka (św. Jerzego) państwo Kulejowie mogli przypuszczać, że wpisują w ten sposób w jego życiowe losy chwałę jednego z najwybitniejszych polskich pięściarzy, którego wielkie zwycięstwa na zawsze zapisały się złotymi zgłoskami na kartach światowej historii szlachetnej szermierki na pięści? Z pewnością nie, bo zawierucha wojenna nie pozwalała na snucie wielkich planów. Ludzie w tamtych dramatycznych czasach chcieli mieć tylko pewność, że mogą spokojnie oczekiwać jutra, a dla swoich pociech pragnęli po prostu lepszego losu od tego, z którym sami musieli się zmagać.

Dzieciństwo małego Jurka nie było więc beztroskie, tylko pełne brutalnych doświadczeń, związanych z okresem w jakim wzrastał . Dodatkowo – w relacjach z rówieśnikami – jego skromne warunki fizyczne wcale nie stanowiły atutu, który mógłby  ułatwiać w jakikolwiek sposób skuteczność  podejmowanych przez niego działań o pozycję w grupie. Cóż z tego, że był sprytny, zwinny i szybki. Był niższy i wątlejszy od większości swoich kolegów. Tak więc w bezpośrednich starciach zazwyczaj stał na straconej pozycji.  Mimo tego  – z perspektywy czasu – trzeba stwierdzić, że chociaż Jerzy Kulej nie otrzymał od losu fizycznych atrybutów przynależnych herosom, to jednak otrzymał coś znacznie cenniejszego – prawdziwie mistrzowski charakter, który zawiódł go na szczyty ringowej sławy. Ale ta dopiero miała nadejść.

Póki co, mały Jurek – gnębiony  przez los i silniejszych kolegów – zdecydował się, za radą swojego przyjaciela z dziecinnych lat Stefana Pali, na podjęcie treningów pięściarskich w częstochowskim Starcie, gdzie trenerem był Wincenty Szyiński. Doświadczony szkoleniowiec przyjął niepozornego z wyglądu kandydata na przyszłego mistrza pięści bardzo ciepło, otaczając go nie tylko  trenerską, ale przede wszystkim ojcowską wręcz opieką. Tak właśnie zaczęła się droga Jerzego Kuleja na pięściarski Olimp. Był to wrzesień 1955r.

PIERWSZE ZWYCIĘSTWA

Na treningi pięściarskie – które odbywały się trzy razy w tygodniu po dwie godziny – Jurek uczęszczał niezwykle sumiennie. Z zapałem ćwiczył wszystkie akcje, jakich uczył się na zajęciach, oczekując cierpliwie na swój ringowy debiut w oficjalnym pojedynku.

Wreszcie doczekał się – został zgłoszony do udziału w Pierwszym kroku Bokserskim w wadze muszej, który odbywał się w hali częstochowskiego Ogniwa. Prawdziwa publiczność, sędziowie oceniający walkę i atmosfera zawodów – to wszystko działało na Jerzego Kuleja bardzo mobilizująco, ale obok tego pojawiła się także trema. Jak wypadnie? Czy będzie potrafił zaprezentować w swojej pierwszej prawdziwej walce to wszystko, czego nauczył się dotąd na treningach?

Już podczas swojego debiutanckiego występu zrozumiał jak wielką rolę w tej materii odgrywa trener. Sekundujący mu w narożniku Wincenty Szyiński doskonale wypełniał swoją rolę i Jurek, który dokładnie wykonywał polecenia swojego opiekuna – choć wcale nie był uważany za faworyta – zszedł z ringu jako triumfator. Jego radość była ogromna, bo i smak pięściarskiego zwycięstwa ma swoją wymowę, którą zrozumieć mogą tylko ci, których rękę po zakończonej walce sędziowie ringowi podnoszoną  do góry. Co się wtedy czuje? Tego po prostu nie da się wypowiedzieć.

W następnym, finałowym już pojedynku Jerzy Kulej zdobył kolejne – bardzo ważne – doświadczenie. Przekonał się na własnej skórze, że sama wola zwycięstwa nie zawsze jest receptą na sukces, że może  usztywnić zawodnika i w efekcie stać się przyczyną przegranej. Tak właśnie było i tym razem.

Na szczęście ta porażka nie załamała Kuleja, który zaczął sięgać po coraz bardziej znaczące sukcesy. W 1956r.  został mistrzem Częstochowy w wadze koguciej. Rok później był już mistrzem Śląska juniorów i wystartował w strefowych mistrzostwach Polski juniorów, które odbywały się w Elblągu. Start ten jednak zakończył się przegraną i do rodzinnej Częstochowy wracał bez medalu.

W kolejnym sezonie po raz drugi wywalczył juniorskie mistrzostwo Śląska i w bardzo dobrym stylu sięgnął w Warszawie po mistrzostwo Polski w wadze piórkowej w tej grupie wiekowej. Przedtem – startując zwycięsko na turnieju w Lublinie – poznał legendarnego polskiego szkoleniowca Feliksa Stamma, który w późniejszych sezonach wielokrotnie sekundował mu podczas najważniejszych walk na ringach całego świata.

DEBIUT W REPREZENTACJI I LEKCJA POKORY

Zanim jeszcze Jerzy Kulej przywdział na warszawskim ringu szarfę mistrza Polski juniorów dostąpił zaszczytu reprezentowania barw narodowych w oficjalnym meczu międzypaństwowym z Jugosławią. Spotkanie odbywało się w Bydgoszczy, a niespełna 18-letni Jurek skrzyżował wówczas rękawice z bardzo groźnym  Viticem, który w ringu wydawał się być pewnym kandydatem do zwycięstwa. Po pierwszym starciu tego pojedynku, w którym Vitic obijał bezkarnie częstochowianina wszystko wskazywało na to, że rywal Polaka zakończy tę walkę sukcesem. Losy pojedynku diametralnie zmieniły się w kolejnej odsłonie, w której Kulej po kapitalnej i trudnej technicznie akcji posłał swojego rywala na deski. Zaraz potem Polak przejął inicjatywę i nie oddał jej już aż do końcowego gongu. Zwycięstwo stało się faktem, a rozradowana bydgoska publiczność owacyjnie odśpiewała młodemu debiutantowi „Sto lat”. Polska pokonała Jugosławię 18:2.

Po udanym występie w meczu z Jugosławią i zdobyciu tytułu mistrza Polski juniorów Jerzy Kulej, za namową swojego wychowawcy Wincentego Szyińskiego przeniósł się do Warszawy. Doświadczony szkoleniowiec doskonale zdawał sobie sprawę, że jego uczeń – będąc pięściarskim diamentem czystej wody – potrzebuje dla właściwego rozwoju swojego talentu wypłynięcia na szersze wody. Wysłał więc ofertę zmiany barw klubowych Kuleja do Poznania, ale odpowiedzi nie otrzymał nigdy.

Wówczas zdecydował się na wysłanie kolejnego listu w tej sprawie – tym razem do Warszawy. I to był strzał w przysłowiową „dziesiątkę”. Jurek w ten sposób najpierw znalazł się w warszawskiej Starówce – klubie zaprzyjaźnionym z częstochowskim Startem, a potem przeniósł się do Gwardii Warszawa, której barw bronił aż do końca swojej zawodniczej kariery.

Od tego momentu wydawało się, że wielka kariera stoi już przed nim otworem. Liczne zwycięstwa w kolejnych pojedynkach i bardzo dobra dyspozycja na zgrupowaniach kadry narodowej sprawiły, że Feliks Stamm postanowił włączyć Jerzego Kuleja do składu reprezentacyjnego na mistrzostwa Europy, które w 1959r. odbywały się w malowniczo położonej Lucernie (SUI). Był to turniej, który dla całej polskiej reprezentacji zakończył się wielkim sukcesem. Polska zwyciężyła zarówno w klasyfikacji medalowej, jak i zespołowej. Tytuły mistrzowskie wywalczyli: Jerzy Adamski (piórkowa), Leszek Drogosz (półśrednia) i Zbigniew Pietrzykowski (półciężka). Wicemistrzami Starego Kontynentu zostali: Henryk Dampc (lekkośrednia) i Tadeusz Walasek (średnia). Ponadto Zygmunt Zawadzki (kogucia) i Władysław Jędrzejewski (ciężka) wywalczyli brązowe medale.

Jednak dla samego Jerzego Kuleja, który bardzo chciał zwyciężyć mistrzostwa zakończyły się niepowodzeniem. Co prawda w swoim inauguracyjnym występie Polak w dobrym stylu pokonał Rumuna Constantina Dumitrescu, jednak w następnej walce – której stawką był już medal – przegrał z  Pierro Brandim z Włoch. Po uzyskaniu w pierwszej rundzie przewagi punktowej i mając rywala w knock-downie w kolejnych starciach Polak dał się ponieść młodzieńczej fantazji, zapominając zupełnie o sztuce pięściarskiej. Pragnienie zwycięstwa i świadomość jego bliskości były tak wielkie, że nie potrafił nawet zastosować się do porad „Papy” Stamma. I chociaż tylko nieznacznie, bo w stosunku 2:3, to jednak walkę przegrał i odpadł z turnieju. Włoch po prostu wykazał w tym spotkaniu więcej ringowego doświadczenia. Zmienił od drugiej odsłony taktykę i dzięki temu zwyciężył.

Była to dla Jerzego Kuleja swoista lekcja pięściarskiej pokory, po której nadszedł czas wielkiej próby charakteru, bowiem na kolejną szansę udziału w mistrzostwach Europy musiał czekać aż do 1963r. W tym okresie po raz pierwszy wystartował na krajowym ringu w dorosłych już mistrzostwach Polski, zdobywając brązowy medal (Warszawa – 1960).

ZŁOTA SERIA

Można zastanawiać się, co by było gdyby Jerzy Kulej pojechał na Igrzyska Olimpijskie do Rzymu (1960r.) oraz na mistrzostwa Europy w Belgradzie (1961r.). Przecież w tych sezonach na krajowym ringu niezwykle rzadko schodził z ringu pokonany, a po brązie MP w roku olimpijskim w następnych mistrzostwach kraju, które w 1961r. odbyły się we Wrocławiu, po raz pierwszy zdobył złoty medal w swojej koronnej wadze – lekkopółśredniej. Na swoim koncie miał wtedy 115 pojedynków, 93 wygrał, 19 przegrał i 3 zremisował. Od tego czasu zresztą w każdych następnych mistrzostwach kraju,  w których występował, niezmiennie sięgał po medal z najszlachetniejszego kruszcu. A jednak zarówno do Rzymu, jak i do Belgradu pojechał wielki rywal ringowy Kuleja – Marian Kasprzyk, który z obu tych turniejów wracał z brązowymi medalami.

Czy Jerzy Kulej na tych zawodach dotarłby do medalowego podium i jakie zdobyłby medale – tego  nie dowiemy się nigdy. Wiemy jednak, że po otrzymaniu kolejnej szansy, jaką był udział w mistrzostwach Europy w Moskwie (1963r.) Jerzy Kulej udowodnił, że jest prawdziwym mistrzem pięści i że dojrzał do swojego mistrzostwa, bowiem we wszystkich następnych startach w kontynentalnych championatach (Berlin Wsch. – 1965, Rzym – 1967) oraz na Igrzyskach Olimpijskich (Tokio – 1964, Meksyk – 1968) niezmiennie docierał do walk decydujących o tytule mistrzowskim. Z tych pięciu finałów aż cztery zakończyły się jego zwycięstwem.
Pierwsze miało miejsce w Moskwie, gdzie w drodze do tytułu mistrzowskiego pokonał pewnie nie tylko Bruno Arcariego (ITA), późniejszego mistrza świata zawodowców, ale przede wszystkim w sposób nie podlegający dyskusji zdetronizował broniącego tytułu wywalczonego w Belgradzie Alojzego Tuminsza (SU), który występował przecież na własnym ringu.

Następnie w 1964r., boksując w stolicy Kraju Kwitnącej Wiśni – Tokio, po pięciu porywających pojedynkach sięgnął po mistrzostwo olimpijskie w wadze lekkopółśredniej, wpisując się na Listę Nieśmiertelnych, czyli zwycięzców agonów sięgających swoją tradycją Starożytnej Grecji.

W 1965r.  – w Berlinie Wsch. – obronił mistrzostwo Europy, udowadniając, że wciąż jest najlepszy na Starym Kontynencie.

Dodatkowo w 1966r. podczas Turnieju Przedolimpijskiego w Meksyku w imponującym stylu wywalczył złoty medal, pokonując kolejno:  Stojczewa (BUL) przez poddanie w 3 rundzie, Betancourta (CUB) przez nokaut w 3 rundzie (Kubańczyk po tej walce zakończył swoją przygodę z boksem),  W. Frołowa (SU) oraz w finale Vasile (ROM).

Z kolei podczas rzymskich mistrzostw Europy w 1967r. – rozgrywanych w Pallazo dello Sport – boksując w tej samej hali, w której walczono o pięściarskie laury podczas Igrzysk Olimpijskich w 1960r. zdobył srebrny medal i tytuł wicemistrzowski, ulegając nieznacznie w decydującym starciu swojemu staremu rywalowi Waleremu Frołowowi (SU).

Wreszcie w 1968r. w Meksyku, startując po raz drugi na Igrzyskach Olimpijskich ponownie stanął na najwyższym stopniu mistrzowskiego podium, po raz drugi wpisując się na Listę Nieśmiertelnych. Tym razem jednak zwycięstwa nie przychodziły Polakowi tak łatwo, jak przed czterema laty w Tokio. Ponadto w pojedynku finałowym z Enrique Reguefirosem (CUB) Jerzy Kulej po raz pierwszy w życiu  poznał na własnej skórze, a raczej szczęce, smak silnego trafienia. Na szczęście obyło się bez niezbyt przyjemnej wycieczki na deski ringu i konieczności liczenia. W kolejnych starciach jednak szala zwycięstwa przechylała się raz na jedną raz na drugą stronę.

Ostatecznie – po zaciętej i morderczej walce – wygraną przyznano naszemu reprezentantowi, który mógł cieszyć się ze zdobycia kolejnego tytułu mistrza olimpijskiego w boksie, co do dziś dnia pozostaje dla ringowych następów Jerzego Kuleja w naszym kraju niedoścignionym osiągnięciem.

Dla podwójnego już mistrza olimpijskiego osiągnięcie to ma jeszcze inną wartość. Mianowicie na kilka miesięcy przed Igrzyskami uległ on poważnemu wypadkowi samochodowemu, który wydawał się eliminować go z udziału w meksykańskich zmaganiach. W tak trudnej sytuacji Kulej jednak pokazał jak prawdziwy mistrz pokonuje słabość kontuzjowanego poważnie własnego organizmu. Potem udowodnił, że jest w stanie przygotować się należycie do wielkiego sportowego wyzwania. Wreszcie pokazał, że potrafi pokonać w ringu wszystkich rywali stojących mu na drodze do olimpijskiego złota.

ZEJŚCIE Z RINGU

Po sukcesie w Meksyku Jerzy Kulej zaczął coraz częściej rozmyślać o zakończeniu kariery zawodniczej. Jeszcze dwukrotnie w latach 1969 i 1970 sięgnął po mistrzostwo Polski. W końcu zdecydował, że nadszedł czas na zawieszenie rękawic na kołku. Pożegnanie odbyło się w lutym 1971r. podczas jednego ze spotkań ligowych warszawskiej Gwardii. Był to kolejny pokaz prawdziwego mistrzostwa, bowiem wielką sztuką jest zwyciężać, ale jeszcze większą jest umiejętność zejścia ze sportowej areny zmagań we właściwym momencie, a Jerzy Kulej potrafił dokonać obu tych rzeczy.

Po zakończeniu kariery, mając wreszcie trochę czasu na naukę Jerzy Kulej skończył studia. Potem z wciąż wielką wiarą we własne możliwości podejmował różne życiowe i zawodowe wyzwania: był więc szkoleniowcem – prowadząc m.in. młodzieżową kadrę narodową – prowadził też działalność gospodarczą, występował w filmie, był parlamentarzystą oraz do chwili obecnej jest telewizyjnym komentatorem walk bokserskich.

Wciąż ma w sobie wiele energii, którą można by było obdzielić co najmniej kilka innych osób. I  niezmiennie emanuje młodzieńczą pasją. Po prostu w natłoku licznie podejmowanych działań Jerzy Kulej – mimo ukończenia właśnie 70-ciu lat – nie ma czasu się zestarzeć. Czego więc przy tej okrągłej rocznicy urodzin można życzyć tak zacnemu Jubilatowi? Wszystkiego, wszystkiego najlepszego!!!

NOTA BIOGRAFICZNA

JERZY ZDZISŁAW KULEJ (ur. 19.10.1940r. w Częstochowie). Zawodnik Startu Częstochowa i Gwardii Warszawa.  Dwukrotny mistrz olimpijski (Tokio – 1964 i Meksyk 1968). Dwukrotny mistrz Europy (Moskwa 1963 i Berlin Wsch. – 1965) oraz srebrny medalista ME (Rzym – 1967). Ośmiokrotny mistrz Polski (1961, 1962, 1963, 1964, 1965, 1967, 1969, 1970) oraz brązowy medalista MP (1960). Mistrz Polski Juniorów (1958). Stoczył 36 walk w oficjalnych meczach reprezentacji Polski  w latach 1958-70 (28 zwyc., 8 por.).  Dwukrotnie wystąpił w młodzieżowej reprezentacji Polski 1959-1962 (2 zwyc.) i jeden raz w reprezentacji Polski juniorów (1 zwyc.). Stoczył 348 walk. 317 wygrał, 25 przegrał i 6 zremisował. Laureat Nagrody im. Aleksandra Rekszy – 1995r.

 

 

 

 

BILANS POJEDYNKÓW JERZEGO KULEJA W TURNIEJACH MISTRZOWSKICH

IGRZYSKA OLIMPIJSKIE

W dwóch startach na Igrzyskach Olimpijskich Jerzy Kulej – jako jedyny polski pięściarz – wywalczył dwa złote medale. Na olimpijskim ringu stoczył 10 walk, zwyciężając wszystkie.

IGRZYSKA XVIII OLIMPIADY – TOKIO 11-23.10.1964r.
Waga lekkopółśrednia
Eliminacje: Roberto Amaya (ARG) – zwyc.
Eliminacje: Dick McTaggart (G.B.) – zwyc.
Ćwierćfinał: Josif Mihalic (ROM) – zwyc.
Półfinał: Eddie Blay (GHA) – zwyc.
Finał: Jewgienij Frołow (SU) – zwyc. Zdobył złoty medal.

IGRZYSKA XIX OLIMPIADY – MEXICO CITY 13-26.10.1968r.
Waga lekkopółśrednia
Eliminacje: Janos Kajdi (HUN) – zwyc.
Eliminacje: Giambaptista Capretti (ITA) – zwyc.
Ćwierćfinał: Peter Tiepold (GDR) – zwyc.
Półfinał: Arto Nilsson (FIN) – zwyc.
Finał: Enrique Requeiferos (CUB) – zwyc. Zdobył złoty medal.

MISTRZOSTWA EUROPY

Jerzy Kulej czterokrotnie startował w mistrzostwach Europy, zdobywając dwa złote i jeden srebrny medal. Na turniejach o kontynentalny championat  stoczył 15 walk, zwyciężył 13 i 2 przegrał.

XIII ME LUCERNA  23-31.05.1959r.
Waga lekkopółśrednia
Eliminacje: Constantin Dumitrescu (ROM) – zwyc.
Ćwierćfinał: Pierro Brandi (ITA) – przegrał. Włoch wywalczył srebrny medal.

XV ME MOSKWA 26.05.-02.06.1963r.
Waga lekkopółśrednia
Eliminacje: Wilfred Ruhl (GDR) – zwyc.
Ćwierćfinał: Ladislav Mehovic (TCH) – zwyc.
Półfinał: Bruno Arcari (ITA) – zwyc.
Finał: Alojz Tuminsz (SU) – zwyc. Zdobył złoty medal

XVI ME BERLIN WSCH. 22-29.05.1965r.
Waga lekkopółśrednia
Eliminacje: John Kenneth Hawkins (ENG) – zwyc.
Eliminacje: Istvan Toth (HUN) – zwyc.
Ćwierćfinał: Jewgienij Frołow (SU) – zwyc.
Półfinał: Ermano Fasoli (ITA) – zwyc.
Finał: Preben Ramussen (DEN) – zwyc. Zdobył złoty medal

XVII ME RZYM 25.05.02.06.1967r.
Waga lekkopółśrednia
Eliminacje: Nery Joyce (SCO) – zwyc.
Ćwierćfinał: Vladimir Kutchera (TCH) – zwyc.
Półfinał: Janos Kajdi (HUN) – zwyc.
Finał: Walery Frołow (SU) – przegr. Zdobył srebrny medal.

MISTRZOSTWA POLSKI

W turniejach o Indywidualne Mistrzostwo Polski Seniorów Jerzy Kulej startował 9-krotnie. Zdobył 8 złotych i jeden brązowy medal. Stoczył 36 walk. Zwyciężył 35 i 1 przegrał.

XXXI MISTRZOSTWA POLSKI – WARSZAWA 16-22.05.1960r.
Waga lekkopółśrednia
Eliminacje: M. Bartosiewicz (OZB Olsztyn) – zwyc.
Ćwierćfinał: M. Kasprzyk (OZB Śląsk) – zwyc.
Półfinał: Józef Piński (OZB Szczecin) – przegr. Zdobył brązowy medal.

XXXII MISTRZOSTWA POLSKI – WROCŁAW 18-23.04.1961r.
Waga lekkopółśrednia
Eliminacje: Witkowski (OZB Wrocław) – zwyc.
Ćwierćfinał: Nowski (OZB Kielce) – zwyc.
Półfinał: M. Kasprzyk (OZB Śląsk) – zwyc.
Finał: H. Wojciechowski (OZB Gdańsk) – zwyc. Zdobył złoty medal.

XXXIII MISTRZOSTWA POLSKI – RZESZÓW 12-18.03.1962r.
Waga lekkopółśrednia
Eliminacje: Kiedrowski (OZB Bydgoszcz) – zwyc.
Ćwierćfinał: Wilczyński (OZB Zielona Góra) – zwyc.
Półfinał: Szado (OZB Rzeszów) – zwyc.
Finał: Józef Piński (OZB Szczecin) – zwyc. Zdobył złoty medal.

XXXIV MISTRZOSTWA POLSKI – WARSZAWA 15-22.07.1963r.
Waga lekkopółśrednia
Eliminacje: Loch (OZB Kiecle) – zwyc.
Ćwierćfinał: B.  Kościuczyk (OZB Białystok) – zwyc.
Półfinał: W.  Bażan (OZB Warszawa) – zwyc.
Finał: R. Rybski (OZB Bydgoszcz) – zwyc. Zdobył złoty medal.

XXXV MISTRZOSTWA POLSKI – BYDGOSZCZ  5-12.07.1964r.
Waga lekkopółśrednia
Eliminacje: Srama (Kraków woj.) – zwyc.
Eliminacje: W. Bażan (OZB Warszawa) – zwyc.
Ćwierćfinał: Rybski (OZB Bydgoszcz) – zwyc.
Półfinał: Fąfara (OZB Kraków) – zwyc.
Finał: Modrzakowski (OZB Katowice) – zwyc. Zdobył złoty medal.

XXXVI MISTRZOSTWA POLSKI – KRAKÓW 5-11.04.1965r.
Waga lekkopółśrednia
Eliminacje: Ciuka (OZB Wrocław) – zwyc.
Ćwierćfinał: Fąfara (OZB Kraków) – zwyc.
Półfinał: Piątek (OZB Lublin) – zwyc.
Finał: Bielecki (OZB Rzeszów) – zwyc. Zdobył złoty medal.

XXXVII MISTRZOSTWA POLSKI – ŁÓDŹ 15-22.10.1967r.
Waga lekkopółśrednia
Eliminacje: Paluchowicz (OZB Katowice) – zwyc.
Ćwierćfinał: Fijak (OZB Zielona Góra) – zwyc.
Półfinał: Rynkiewicz (OZB Łódź) – zwyc.
Finał: L. Żeleźniak (Wrocław woj.) – zwyc. Zdobył złoty medal.

XL MISTRZOSTWA POLSKI – MIELEC 23-30.03.1969r.
Waga lekkopółśrednia
Eliminacje: Sobański (OZB Szczecin) – zwyc.
Ćwierćfinał: Dębniak (OZB Poznań) – zwyc.
Półfinał: Rynkiewicz (OZB Łódź) – zwyc.
Finał: Petek (OZB Lublin) – zwyc. Zdobył złoty medal.

XLI MISTRZOSTWA POLSKI – OPOLE 26.04.-03.05.1970r.
Waga lekkopółśrednia
Eliminacje: S. Hafka (OZB Bydgoszcz) – zwyc.
Ćwierćfinał: W Buras (OZB Kielce) – zwyc.
Półfinał: G. Bohosiewicz (OZB Kraków) – zwyc.
Finał: R. Petek (OZB Lublin) – zwyc. Zdobył złoty medal.

Download:
FLVMP43GP

Dodaj do:    Dodaj do Facebook.com Dodaj do Google+ Dodaj do Twitter.com Translate to English

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
 Autor komentarza: glaude
Data: 19-10-2010 09:22:44 
.
Wszystkiego najlepszego i dużo zdrowia.
.
 Autor komentarza: DarekR
Data: 19-10-2010 09:33:39 
100 lat mistrzu ;] Powiem Wam, że jak kiedyś nie lubiłem naszego duetu komentatorskiego K K , tak teraz już przywykłem i jak by to ktoś inny komentował w Polsacie, to była by lipa mała. No jeszcze Pana Pindere lubię posłuchać jak komentuje.
 Autor komentarza: Deter
Data: 19-10-2010 10:21:48 
Redaktorze, cóż to za dziwoląg "70-TKA"?! Czy umiejętność pisania liczebników jest aż tak trudna?


100 lat Jurku! :)
A jeśli chodzi o komentarz, to wolałbym duet Pindera, Kostyra.
 Autor komentarza: Marek321
Data: 19-10-2010 11:11:13 
Panie Jerzy niech pan się nie zmienia! ;-)
 Autor komentarza: KOSTROMA
Data: 19-10-2010 11:41:00 
100 lat!
 Autor komentarza: Artur1969
Data: 19-10-2010 12:02:29 
100 lat mistrzu i dzięki za wspólną fotkę;)
 Autor komentarza: markos12345
Data: 19-10-2010 12:51:57 
naj naj naj 100 lat wielki człowieku :)
 Autor komentarza: Emilio
Data: 19-10-2010 13:27:53 
100 lat mistrzu!!!
 Autor komentarza: RaFIChWdP
Data: 19-10-2010 13:32:04 
100lat 100 lat ciekawe czy marcin najman zrobi bibe ,,,koledze,,
 Autor komentarza: jerry
Data: 19-10-2010 16:41:38 
Mistrzu przede wszystkim zdrowia ...pozdrawia stary harcerz z Lykowa nad Warta kiedys ...a obecnie na emigracji ...jerry
 Autor komentarza: dlanas3
Data: 19-10-2010 20:36:40 
Wielki MISTRZU!!! WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO PRZEDE WSZYSTKIM ZDROWIA I JESZCZE RAZ ZDROWIA!! POCIECHY Z MŁODEGO POKOLENIA POLSKICH ZAWODNIKÓW SZLACHETNEJ SZERMIERKI NA PIĘŚCI I JESZCZE CO NAJMNIEJ 200 LAT ŻYCIA Z TAKĄ WERWĄ JAK PAN DO DZIŚ REPREZENTUJE! ZA WSZYSTKO SERDECZNIE DZIĘKUJE I MAM NADZIEJĘ, ŻE RÓWNIEŻ WSZYSCY POLACY DZIĘKUJĄ, CO PEWNIE JEST OCZYWISTE.(WIELKI SZACUNEK ZA TAK OGROMNE OSIĄGNIĘCIA I TAKI CHARAKTER)
 Autor komentarza: Ghostbuster
Data: 19-10-2010 23:09:53 
wszystkiego najlepszego panie Jurku:)
 Autor komentarza: omus79
Data: 20-10-2010 17:38:29 
bandzior ze zdjęcia :]] wszystkiego dobrego Panie Jurku - drugiej 70tki. pozdr
 
Aby móc komentować, musisz być zarejestrowanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.