- To nie była moja najtrudniejsza walka w życiu, ale dzięki niej zobaczyłem co znaczy w boksie doświadczenie. Ja go ciągle nabieram i staję się dzięki temu coraz lepszym pięściarzem - powiedział zaraz po zakończeniu wygranej przez KO w siódmej rundzie walki na gali w Silver Spurs Arena w Kissomme ciągle niepokonany pięściarz wagi średniej, Przemek Majewski (14-0, 9 KO).
Dla Polaka z Radomia, który walką z Joe Gomezem (17-3, 8 KO) otwierał przekaz telewizyjny pay-per-view z walki o tytuł mistrza świata wagi piórkowej, może być to przełomowe zwycięstwo w karierze. - Na pewno będziemy chcieli pokazywać takich pięściarzy jak Majewski - twardych, idących do przodu. Decyzja pokazania Przemka w naszym głównym przekazie okazała się ryzykowna, ale się opłaciła - powiedział Doug Jacobs, prezydent Integrated Sports Media, firmy PPV prowadzacej przekaz z walki Majewskiego. Krótko po zwycięstwie, rozmawiałem z rozradowanym Polakiem:
- Przemek, co w tej walce wychodziło Ci najlepiej?
Przemek Majewski: Przyznam, że zawsze bardzo krytycznie na siebie patrzę i raczej staram się zapamiętywać błędy. Ich popełniłem dziś zbyt dużo, ale to dla mnie kolejna lekcja jak wiele daje doświadczenie. Bylem lepszy od Gomeza, ale on potrafił wychodzić z trudnych sytuacji dzięki właśnie doświadczeniu. Ponad 20 walk zawodowych, setka amatorskich - to u niego procentowało. Ja zostałem zawodowcem po tylko czternastu walkach w "amatorce"...
- Jesteś pięściarzem, który potrafi wykrzesać z siebie maksimum siły i umiejętności w przełomowych momentach walk. Tak było na przykład w czwartej rundzie.
PM: Miałem chwilę kryzysu w czwartej rundzie, ale kiedy się rozluźniłem, wszystko wróciło do normy, zacząłem swój prawdziwy boks. Dobrze pracował lewy prosty, który już wcześniej powinien mi dawać przewagę. Ale Gomez był przebiegły, wiedział, że będę się starał skrócić dystans, uderzać seriami i chciał mnie wciągnąć w pułapkę. Trener przypominał mi bym nie polował na jedno uderzenie, jeden cios, tylko go złamał psychicznie i fizycznie. Złamałem Gomeza w szóstej, siódma to było już tylko dokończenie.
- Mam dla Shannona wiele respektu za to, co dzisiaj pokazał. On ma naprawdę ogromne serce do tego sportu. Po każdej rundzie schodziłem do narożnika i myślałem, mój Boże, kiedy on wreszcie padnie - mówił z uznaniem o swoim rywalu Witalij Kliczko (41-2, 38 KO), który po wyjątkowo brutalnym i jednostronnym pojedynku pokonał Shannona Briggsa (51-6-1, 45 KO).
- Walczyłem już z tak wielkimi bokserami jak George Foreman czy Lennox Lewis, ale to Witalij jest najwspanialszym pięściarzem, z którym miałem do czynienia. Kliczko jest nie tylko silny, ma również niesamowicie szybkie ręce. Ze swojej strony mam tylko nadzieję, że znów będę miał szansę przyjechać do Niemiec i zmierzyć się z jego bratem, Władimirem - skomentował swój występ Briggs, po czym wszedł do karetki i pojechał na obserwację do szpitala.
Kilkadziesiąt minut po efektownym występie Przemka Majewskiego, na ring w Kissimmee wyszedł Wilfredo Vazquez Jr (20-0-1, 17 KO). Mistrz świata federacji WBO w wadze super koguciej przez pierwsze trzy rundy był oszukiwany przez sprytnego Ivana Hernandeza (28-5-1, 17 KO), który z defensywy, ciosami prostymi, karcił jego chaotyczne ataki.
Dopiero od czwartego starcia Vazquez złapał właściwy rytm i zaczął dobierać się do skóry pretendenta. Zepchnięty do głębokiej obrony Hernandez tylko w siódmej odsłonie postawił się kilka razy championowi, jednak miał już coraz mniej sił, a po końcu dziesiątej rundy nie wiedział już gdzie jest jego narożnik.
Vazquez wyczuł swój moment i już na początku kolejnego starcia rzucił się na rywala by dokończyć dzieło zniszczenia, a sędzia po 50. sekundach zastopował pojedynek, ratując bezbronnego już wtedy Ivana. Tym samym Wilfredo po raz drugi obronił tytuł mistrza świata.

W miniony piątek Antonio Tarver (28-6, 19 KO) zadebiutował w wadze ciężkiej. "Magic Man" uporał się na punkty z nieobliczalnym Nagy Aguilerą (16-5, 11 KO). Były mistrz dywizji półciężkiej jest umiarkowanie zadowolony z tego występu i wierzy, że będzie znaczącą postacią w najcięższej kategorii.
Tymczasem ogromne chęci do walki z 41-latkiem wykazuje Travis Kauffman (20-1, 16 KO). Znacznie młodszy zawodnik stwierdził, że Tarver powinien spotkać się w ringu właśnie z nim. "Wielka Nadzieja Białych" ma argument w postaci błyskawicznego nokautu, jaki sprawił Aguilerze w czasach amatorskich.
- Chcę walczyć z Antonio Tarverem, który pokonał Nagy Aguilerę na pełnym dystansie. Ja zastopowałem tego zawodnika w przeciągu piętnastu sekund, walcząc w wielkich rękawicach i w ochronnych kaskach na międzynarodowym turnieju w 2004 roku. Antonio, potrzebujesz walki z prawdziwym ‘ciężkim’! - prowokuje Kauffman.

Pomimo iż większość specjalistów nie za bardzo była skłonna do pochwał dla Antonio Tarvera (28-6, 19 KO) po jego debiucie w wadze ciężkiej, to jednak sam pięściarz wydaje się być zadowolony ze swojej postawy.
- Wydaję mi się, że wyglądałem naprawdę bardzo dobrze w tej walce. W ogóle nie było widać w moich poczynaniach dłuższej przerwy jaką miałem. Nie otrzymałem za dużo ciosów, ani nie byłem zraniony. Zrobiłem dokładnie to, co sobie założyliśmy wcześniej. Wróciłem w wadze ciężkiej i tu już zostanę. Teraz jestem bokserem wagi ciężkiej - powiedział były trzykrotny mistrz świata dywizji półciężkiej, który w piątkowy wieczór wypunktował Nagy'ego Aguilerę.
Zwycięski champion federacji WBC w kategorii ciężkiej, Witalij Kliczko (41-2, 38 KO), podczas konferencji prasowej wyznał, że najbardziej zależy mu teraz na unifikacyjnym pojedynku z Davidem Haye (24-1, 22 KO) - posiadaczem mistrzowskiego tytułu WBA, który zarazem jest ostatnim pasem nienależącym jeszcze do żadnego z braci Kliczko.
- To ostatni z czterech najważniejszych tytułów i nie ukrywam, że bardzo mi na nim zależy. Nie wierzcie w to, co rozpowiada Haye. Nasza oferta jest bardzo prosta, proponujemy równy podział zysków bez żadnych wpisów małym druczkiem - oświadczył 39-letni "Dr. Ironfist".
- Jeżeli moje ciało w dalszym ciągu będzie sprawować się tak znakomicie, jak w ostatnich dwóch latach, to nie widzę nikogo, kto mógłby mnie pokonać. Nadal będę najsilniejszym pięściarzem wagi ciężkiej i tylko mój brat może się ze mną równać - powiedział Witalij.
Guillermo Jones (37-3-2, 29 KO) ponad dwa lata czekał na pierwszą obronę pasa WBA kategorii cruiser, a kiedy w końcu pokonał na początku października Walery Brudowa, szybko poznał datę kolejnego występu.
Według informacji w jego ojczystej Panamie, Jones stanie do drugiej obrony swojego tytułu 17 grudnia w Miami, gdzie wielką galę zamierza zorganizować promujący go Don King. Na chwilę obecną nie jest jeszcze znane nazwisko pretendenta.
- "Sasza" potrzebuje więcej czasu na podszlifowanie paru rzeczy - wypłynęło z obozu Aleksandra Powietkina (20-0, 15 KO), który dokładnie za dwa tygodnie miał w Rostocku stoczyć kolejny pojedynek.
Przypomnijmy, że były mistrz olimpijski pokonał wczoraj przez nokaut w piątej rundzie Teke Oruha.
Damian Jonak (28-0-1, 19 KO) wygrał na punkty z Jose Luisem Cruzem (41-7-2, 33 KO) z Meksyku w walce o pas mistrza Baltic WBC w wadze junior średniej podczas sobotniej gali boksu w Legionowie. Po zwycięstwie w rozmowie z Onet.pl ujawnił, że nie takiego scenariusza pojedynku się spodziewał.
- Po pierwsze gratuluję zwycięstwa. Spodziewał się pan, że ta walka będzie tak wyglądała?
Damian Jonak: Nie ukrywam, że myślałem, że będzie to zdecydowanie trudniejszy pojedynek. Jednak po dwóch rundach wiedziałem, że jeżeli będę zachowywał konsekwencję w działaniu i będę realizował swoich trenerów i narożnika walka będzie przebiegała pod moje dyktando.
Damian Jonak (28-0-1, 19 KO) po fenomelnalnym w swoim wykonaniu pojedynku pewnie pokonał renomowanego rywala z Meksyku Jose Luisa Cruza (41-7-2, 33 KO). Sędziowie punktowali: 99-90, 100-90 i 99-91 dla Damiana. Stawką walki był pas WBC Baltic w kategorii junior średniej.
Bardzo liczyliśmy na dobry występ Damiana Jonaka, jednak to co zobaczyli kibice w Legionowie oraz widzowie przed telewizorami przeszło najśmielsze oczekiwania. Polak zdeklasował rywala, który toczył wyrównane boje m. in z Shanem Mosleyem. Od pierwszej rundy było widać, że obaj są świetnie przygotowani do walki i imponują szybkością. Było równiez widać, że mocną stroną Jonaka będzie lewy prosty. Damian był skoncentrowany i nie dawał się trafiać, punktując pojedynczymi ciosami Meksykanina. 2 i 3 runda z lekką przewagą Polaka, który trafiał prawymi zamachowymi po lewym prostym. Cruz także trafiał, ale były to pojedyncze, nie mogące nic zrobić uderzenia. 4 runda była ostatnią w której Cruz wydawał się jeszcze efektywnie groźny. Było widać, że Jonak czasami zostawał po skręcie i była tam szansa dla Cruza.
Od połowy walki Jonak zaczął zdecydowanie wyprzedzać rywala, zadawał dużo mocnych ciosów. Po dwóch lewych prostych i potężnym prawym sierpie pierwszy raz poważniej naruszył Cruza, który był wyraźnie pozbawiony już pewności siebie. Po twarzy Cruza było widać, że przyjął już sporo mocnych uderzeń. Już do 7 rundy na miękkich nogach wychodził Meksykanin a Jonak regularnie punktował bardzo szybkim lewym prostym. Doszło również do niecodzienniej sytuacji, gdy sędzia ringowy Daniel Vad de Wiele zaliczył deski na skutek śliskiej maty ringu. 8, 9 i 10 runda to absolutna dominacja Jonaka. Polak powtarzał kombinacje ciosów, które sprawiały, że Cruz nieustannie był zagrożony deskami. Jose Luis Cruz uniósł co prawda ręce w geście triumfu po zakończeniu walki, jednak cieszył się chyba z tego, że dotrwał do końcowego gongu.
Damian Jonak pokazał świetnie przygotowanie taktyczne i fizyczne. Pod każdym względem był lepszy od bardziej rutynowanego rywala. Miejmy nadzieję, że ten świetny pojedynek otworzy przed Damianem drogę do światowej kariery.
Wiaczesław Glażkow (7-0, 5 KO) w czasach amatorskich zdobywał srebrne medale mistrzostw Europy i świata, a podczas Igrzysk Olimpijskich w Pekinie wywalczył brąz w kategorii super ciężkiej. Drugim brązowym medalistą olimpijskich zmagań w tej dywizji był David Price (8-0, 6 KO). Wczoraj obaj dopisali do swoich rekordów wygrane przed czasem.
Glażkow tak porozbijał przez sześć minut Aziza Rahmonova (6-4, 3 KO), że ten pozostał w narożniku, nie wychodząc do trzeciego starcia. Z kolei Price (na zdjęciu) jako pierwszy potrafił zwyciężyć przed czasem bardzo twardego Romana Suchaterina (6-16, 2 KO) z Białorusi. Mierzący ponad dwa metry 27-letni Anglik zastopował rywala pod koniec siódmej rundy.
Witalij Kliczko (41-2, 38 KO) miał bardzo uważać na pierwsze minuty walki, tymczasem to on niespodziewanie już od samego początku rzucił się na Shannona Briggsa (51-6-1, 45 KO). Mistrz świata federacji WBC stanął szeroko na nogach i gdy tylko Amerykanin próbował bliżej podejść, Witalij był już w bezpiecznej odległości. Na głowie Shannona co chwilę lądował długi prawy prosty, a a czasem doszedł do tego lewy sierp bity w dziwnej płaszczyźnie. Briggs zmienił taktykę od czwartego starcia i skoncentrował się na prawym haku po dole, lecz na Kliczce nie robiło to żadnego wrażenia. To, co działo się od końcówki piątej rundy, można śmiało nazwać masakrą.
Już w końcówce tej odsłony Witalij najpierw dwukrotnie przymierzył prawym prostym, poprawił lewym sierpowym i tylko sobie znanym sposobem pretendent ustał te bomby. W szóstej odsłonie było jeszcze gorzej, a w siódmej po prawym sierpowym championa Amerykanin bezwładnie zawisł na linach, po czym... zabrzmiał gong.
W ósmej i dziewiątej rundzie powtórka z rozrywki. Głowa Briggsa odskakiwał co chwilę do tyłu, sędzia Ian John Lewis cały czas przyglądał się pokrwawionemu, zdemolowanemu Shannonowi, a on po każdym ciosie tylko przytakiwał i ciągle coś mówił do swojego kata. Dziesiąte starcie przejdzie do historii jako jedno z najbrutalniejszych w ostatnich latach. Pretendent przez trzy minuty robił za worek treningowy, krwawił z łuku brwiowego i ust, Ukrainiec bił ile miał tylko sił, a Shannon ciągle stał. Tak było już do końca i bohaterski Briggs przegrał "tylko" na punkty. Po ostatnim gongu sędziowie typowali 120:107, 120:107 i 120:105. Tak oto potyczka Kliczki z Briggsem przejdzie do historii jako jeden z najbardziej jednostronnych pojedynków jaki toczył się o mistrzostwo świata.
Witalij Kliczko pokonał w Hamburgu Shannona Briggsa po dwunastu rundach jatki, która była walką o tytuł mistrza świata WBC. Za zwycięstwo Witalij zarobił około 5 milionów dolarów, a jego rywal musiał się zadowolić sumą dziesięciokrotnie mniejszą. Był to jednak przede wszystkim klasyczny przypadek, kiedy boksera trzeba ratować przed sobą samym, a sędzia nie ma pojęcia jaka jest jego rola w ringu.
Już po trzeciej rundzie gościnnie komentujący dla ESPN3 walkę Kliczki Dan Rafael zwrócił uwage na fakt, że jej końcowy wynik jest "tak bardzo przewidywalny, że ekipa Witalija już teraz powinna zacząć negocjacje z Tomkiem Adamkiem". Rafael dodał również, iż wiele wskazuje na to, że walka z Polakiem nie tylko jest przewidywana w pierwszym kwartale 2011 roku, ale w odróźnieniu od poprzednich walk braci Kliczko, ma odbyć się na terenie Stanów Zjednoczonych. W ostatnich trzech rundach dziewięciokrotnie komentator-bokser BJ Flores, który niedługo sam będzie walczył o tytuł mistrza świata w wadze junior ciężkiej zadawał, coraz bardziej desperackie pytanie: "dlaczego ta walka jeszcze trwa, dlaczego nie została przerwana!".
Dlatego poza znakomitym Witalijem i potwornie ambitnym z wielkim sercem Shannonem, absolutnie negatywnymi bohaterami tego pojedynku był brytyjski sędzia ringowy Ian-John Lewis oraz narożnik Briggsa. Praktycznie od siódmej rundy walka zamieniła się w jatkę, w której jedynym pytaniem było czy Kliczko skatuje do nieprzytomności rywala i kiedy to się stanie. Już w drugiej rundzie, na 19 silnych ciosów Witalija, Shannon odpowiedział... jednym. W dziesiątej rundzie Shannon potrafił trafić Witalija tylko dwoma słabymi uderzeniami, przyjmując aż 30 potwornie silnych ciosów w głowę. Statystyka ostatnich sześciu rund - 222 trafione ciosy Witalija, 32 Briggsa - to najbardziej jednostronne osiemnaście ostatnich minut boksu w historii walk o mistrzostwo świata wagi ciężkiej. Pozostałe liczby sa równie przerażające: ogólna liczba trafionych ciosów - Kliczko 302 (42 proc.), Briggs 73 (23 proc.); liczba tzw. power punches (silnych ciosów) - Kliczko: 171 (53 proc!), Briggs 39 (28 proc).
- W tej walce nie pokazałem swoich prawdziwych możliwości. Zbyt długo stałem i czekałem, tracąc niepotrzebnie czas - wspomina swój pojedynek z "Góralem" Michael Grant (46-4, 34 KO).
- W tej chwili staramy się doprowadzić do walki z Chrisem Arreolą. Dzwoniliśmy kilka razy w tej sprawie do jego obozu, ale specjalnie nie było odpowiedzi. Do nas natomiast dzwoniono z Francji, z propozycją spotkania z Jeanem Marciem Mormeckiem - zdradził Amerykanin tajemnice o swoich najbliższych planach. Wracając jeszcze do sierpniowej potyczki z Tomkiem Adamkiem, Michael powiedział - Ma naprawdę bardzo szybkie ręce, ale nie ma wystarczającej siły ciosów by zagrozić jednemu z panujących mistrzów świata. Jeżeli wyjdzie naprzeciw Kliczki, to tylko po to, żeby zarobić, bo nie ma z nim szans - zakończył Grant.
Przypomnijmy, iż amerykański dwumetrowiec przegrał 21 sierpnia z Polakiem wysoko u wszystkich sędziów - 111:117, 111:118 i 110:118.
Jeden z największych "walczaków" ostatnich lat, Omar Sheika (30-10, 21 KO), po piątkowej porażce z Adrianem Diaconu postanowił zakończyć karierę. Amerykanin z palestyńskimi korzeniami przegrał jednogłośnie na punkty, choć w drugiej rundzie miał rywala na deskach.
- Na mnie przyszedł już chyba czas. To smutne, bo nie chciałem odchodzić w ten sposób. Taka walka była dla mnie szansą powrotu na szczyt, a nie mogę zaczynać wszystkiego od nowa - powiedział 33-letni pięściarz.
Przypomnijmy, że Sheika czterokrotnie stawał przed szansą zdobycia mistrzostwa świata i o mały włos sześć lat temu ta sztuka mu się nie udała. Stoczył wówczas kapitalny i wyrównany bój z wynoszonych pod niebiosa Jeffem Lacy, przegrywając, zdaniem niektórych niesłusznie, nieznacznie na punkty. Na swojej drodze spotykał tak wielkich bokserów jak Joe Calzaghe i Roy Jones Jr, a jego dwa pojedynki ze Scottem Pembertonem przejdą na pewno do historii tej dyscypliny jako jedne z najlepszych. Na liście pokonanych przez niego zawodników widnieją za to tak znane nazwiska jak Simon Brown czy Glen Johnson.
Po porażce w eliminatorze do tronu IBF Curtis Stevens (21-3, 15 KO) odpoczywa już dziewięć miesięcy. Amerykanin powrócił już jednak do treningów i kolejny pojedynek stoczy 20 listopada podczas gali w Nowym Jorku.
Na chwilę obecną były pogromca Piotrka WIlczewskiego nie poznał jeszcze nazwiska rywala, z którym miałby się zmierzyć. Wiadomo tylko tyle, że piąty w rankingu federacji IBF kategorii super średniej Stevens zaboksuje na dystansie ośmiu rund.
Wczoraj byliśmy świadkami wielkiego święta dla fanów boksu. W wielu miejscowościach rozgrywane były mecze i turnieje bokserskie. Było na czym pięściarskie oko zawiesić, a jak padały ciosy w najciekawszych walkach, zobaczyć podczas transmisji tv. My jednak uwagę skupiliśmy na meczu rozgrywanym w Szamotułach Polska-Anglia.
Przed meczem trener angielskiej drużyny powiedział, że jego zespół przyjechał zaprezentować przede wszystkim widowiskowy boks, oparty na dobrej pracy nóg. Jeden z Polskich trenerów Jerzy Ziętek powiedział, że nie praca nóg a głowa odegra kluczą rolę.
Przy blisko pół tysięcznej wielkopolskiej widowni, bardzo żywiołowo reagującej, Polacy wznieśli się na wyżyny i wygrali dość pewnie większość pojedynków. Z bardzo dobrej strony zaprezentowały się dziewczęta z Chojnic, pokonały o 14 lat starsze koleżanki. Na słowa pochwały zasłużył również ich klubowy kolego Kuba Wijata, który przez cała walkę niemiłosiernie "obijał" Anglika kończąc walkę lewym sierpowym, po którym długo nie mógł powstać jego rywal - powiedział Jerzy Baraniecki jeden z organizatorów widowiska.
Za dwie godziny do ringu w Silver Spurs Arena w Kissimmee na Florydzie wyjdzie Przemysław Majewski (13-0, 8 KO), a jego rywalem będzie Amerykanin Joseph Gomez (17-2-1, 8 KO). "The Machine" występuje w wadze średniej i będzie to najcięższa waga na całej gali. Ponieważ walki odbywają się w niższych kategoriach, aby uatrakcyjnić pojedynki, organizatorzy z Florydy zdecydowali się zmniejszyć ring z 20 do 18 stóp.
PRZEMYSŁAW MAJEWSKI - WYWIADY, WIDEO, ZDJĘCIA >>
Gala transmitowana będzie przez Integrated Sports Media, największą firmę PPV w USA. Do wczoraj rozeszło się ponad 4 tysiące biletów, które były wystawione na sprzedaż w cenach 502, 202, 102, 52 i 27 dolarów. Będzie to pierwszy występ Majewskiego w nowej grupie promocyjnej Global Boxing Promotion.
- Moje całe doświadczenie z mańkutami przez osiem lat zawodowej kariery, to 45 sekund z Aleksandrem Gurowem. Dlatego właśnie moim głównym sparingpartnerem jest Tony Thompson - zdradził przygotowujący się do potyczki z Audleyem Harrisonem mistrz federacji WBA, David Haye (24-1, 22 KO).
- Jestem przekonany, że Thompson jest najlepszym na świecie leworęcznym bokserem wagi ciężkiej - zakończył "Hayemaker". Na zdjęciu Thompson nacierający na Chazza Witherspoona.
Julio Cesar Miranda (34-5-1, 27 KO) obronił dziś w nocy po raz drugi tytuł mistrza świata federacji WBO kategorii muszej.
30-letni Meksykanin złapał w drugiej rundzie Michaela Arango (31-10-3, 25 KO) serią ciosów, którą zakończył potężny lewy sierpowy na głowę pretendenta. Wszystko trwało łącznie cztery i pół minuty.
Wczoraj wieczorem Witalij Kliczko (41-2, 38 KO) odprawił z kwitkiem kolejnego oponenta, który śmiał porwać się na należący do niego tytuł mistrza świata wszechwag. Jak na razie wszyscy znawcy bokserscy zgodnie stwierdzają, że na dzień dzisiejszy brak jest w kategorii ciężkiej pięściarzy, którzy byliby w stanie zdetronizować dwie ukraińskie wieże. Jednakże w najnowszym numerze jednego z angielskich magazynów bokserskich, dziennikarze zadali pytanie, kto w bliższej lub dalszej przyszłości mógłby zająć ich miejsce? O odpowiedź poproszono czterech panów, których nazwiska szanujący się kibic boksu powinien kojarzyć aż nader dobrze. Oto co powiedzieli.
1. Ronnie Shields, trener.
- Myślę, że Kubańczyk Odlanier Solis. On jest aktualnie najlepszym zawodnikiem w ciężkiej, który nie ma jeszcze żadnego tytułu. Jest wielki, silny i posiada ogromne umiejętności. Jego jedynym problemem jest zbyt wysoka waga, która chyba go znacznie ogranicza. Mimo tego uważam, że jest najlepszy w wadze ciężkiej.
2. John Scully, trener, komentator telewizyjny.
- Śmiem twierdzić, że po erze braci Kliczko kolejnym interesującym zawodnikiem, którego karierę trzeba uważnie śledzić, jest Kubańczyk Odlanier Solis. Wielu ludzi pokłada także nadzieję w utalentowanym Tomaszu Adamku, jednak według mojej opinii on jest za mały aby zagrozić ukraińskim braciom.
3. Gary Shaw, promotor.
- Ja stawiam na walecznego Polaka Tomasza Adamka. On jest młody, niesamowicie szybki i umiejętnie prowadzony przez swój sztab szkoleniowy. Z walki na walkę prezentuje się coraz lepiej i stale robi spore postępy. Pytanie tylko, czy jest w stanie zwalić z tronów braci Kliczko? Według mnie, na dzień dzisiejszy nie ma nikogo takiego na świecie.
4. Danny Williams, były mistrz Wielkiej Brytanii w wadze ciężkiej.
- Według mnie Aleksander Powietkin jest przyszłościowym facetem i gościem, który zatrzęsie tą wagą w przyszłości. Do tej pory pokonał wielu wartościowych przeciwników, takich jak choćby na przykład Larry Donald. Oczywiście nie prezentuje jeszcze poziomu Władimira i Witalija, ale dajmy mu jeszcze rok, albo 18 miesięcy, a zobaczycie, że jego talent eksploduje.
Który z pytanych trafnie wytypował kolejną gwiazdę wagi ciężkiej, zmiennika dwóch Ukraińców? No cóż, aby się tego dowiedzieć, nie pozostaje nam nic innego, jak uzbroić się w cierpliwość i poczekać spokojnie kilka lat…
Słoneczna Floryda, Kissimmee, Silver Spurs Arena, pamiętne pechowe miejsce, gdzie 3 lutego 2007r Tomasz Adamek (42-1, 27 KO) poniósł swoją jedyną porażkę z rąk Chada Dawsona (29-1, 17 KO) dla Przemysława Majewskiego (14-0, 9 KO) okazało się bardzo szczęśliwe. Przeciwnik Polaka, Joseph Gomez (17-3-1, 8 KO) był bez szans. W zmniejszonym, bo o rozmiarze 18 stóp ringu brakowało mu miejsca przed gradem ciosów, którymi zasypywał go "The Machine".
Gomez to typowy twardy Meksykański wojownik, który w ringu wykazał się wieloma ciekawymi akcjami i dobrym ciosem, jednak nie wytrzymał do końca zaplanowanego na 8. rund pojedynku. Przy dużej liczbie celnych ciosów, które przyjmował od szybszego Przemka, Meksykanin został uratowany przed ciężkim nokautem przez sędziego, który przerwał walkę w połowie 7. rundy. Publiczność w większości latynoska, była zachwycona występem Przemka.
Tradycyjnie walka Przemka przyniosła wiele emocji i znalazła uznanie wśród kibiców, którzy za miejsca najbliższe ringu płacili 502 dolary. Debiut w barwach Global Boxing wypadł dla Przemka pomyślnie i jak zapewnia Mariusz Kołodziej, już wkrótce może czekać go szybki powrót na Florydę, w związku z propozycja stoczenia następnej walki. W grę wchodzi nawet pojedynek o pas mistrza świata wagi średniej federacji WBO.
Fritz Sdunek, trener mistrza WBC w wadze ciężkiej - Witalija Kliczko (41-2, 38 KO), podczas ubiegłonocnej konferencji prasowej wyraził uznanie dla pokonanego Shannona Briggsa (51-6-1, 45 KO). Nieludzka odporność Amerykanina wprawiła w osłupienie wszystkich członków teamu Kliczko, lecz szkoleniowiec ukraińskiego championa zapewnił, że w żadnym wypadku nie pozwoliłby swojemu podopiecznemu na kontynuowanie walki w tak niebezpiecznej sytuacji.
- Najważniejsze jest zdrowie. Gdyby mój zawodnik obrywał tak potężne ciosy i nie umiałby na nie odpowiadać, bez wahania przerwałbym walkę - zapewnił Sdunek.
Trener uważa, że w kilku przypadkach Briggs został uratowany przez gong kończący rundę. Szczególnie blisko nokautu Witalij był w końcówce szóstej odsłony, kiedy to, w opinii Fritza, dziesięć sekund zabrakło do wykończenia Amerykanina.
- To był naprawdę szybki i trudny pojedynek. Briggs wykazał się niespotykaną odpornością na ciosy. Żaden inny pięściarz nie przyjąłby tylu ciosów bez pójścia na deski. Gdyby szósta runda trwała o dziesięć sekund dłużej, Witalij wygrałby przed czasem - powiedział Sdunek.
Zmianie uległa data najbliższej walki chicagowskiego pięściarza Andrzeja Fonfary (14-2, 5 KO). Pierwotnie "Polski książę" miał walczyć 22 października, jednak gala Windy City Fight Night 13 została przeniesiona na 19 listopada.
Przeciwnik pozostaje bez zmian, będzie nim dwudziestodziewięcioletni Anthony Doughty (9-1, 8 KO). Bilety w cenie od 31 dolarów są już do nabycia w ticketmaster.com oraz w miejscu samej gali, czyli UIC Pavilon w Chicago.
Wczoraj odbyła się gala boksu zawodowego w Jaworznie organizowana przez Boxing Production Dariusza Snarskiego i MCK i Sportu w Jaworznie. W walce wieczoru Robert Gortat (10-0, 6 KO) pokonał w drugiej rundzie przez nokaut Białorusina Pavela Staravoitau (3-4-1, 2 KO). Gortat zdominował 10 lat młodszego rywala od pierszego gongu. Białorusin padł już po pierwszym prawym prostym Roberta. Rywal Polaka nabrał respektu i spoglądał co chwila na sekundanta sugerując mu, że ta walka już długo nie potrwa. Sędzia Włodzimierz Kromka przerwał ten nierówny pojedynek na początku drugiej rundy po kolejnym knockdownie. Pas BBU Robertowi zawiesił prezydent miasta Jaworzna Paweł Silbert. 29 października Roberta Gortata czeka walka z dużo bardziej wymagającym rywalem. Będzie nim ceniony jouneyman Łukasz Rusiewicz (8-9, 1 KO)
Robert Świerzbiński (2-0, 1 KO) wygrał swoją drugą zawodową walkę nokautując w 1. rundzie Andreia Charnou (6-1-1, 6 KO) z Białorusi. Rywal Polaka rzucił się do ataku, jednak po kontrującym lewym sierpowym padł na deski. Sędzia wyliczył do 8 i na skutek nie gotowości do dalszej walki ogłosił jej zakończenie. Robert po raz drugi udowodnił, że drzemie w nim potencjał do dobrych występów z dużo mocniejszymi rywalami.
Statystyki ciosów z pojedynku Witalij Kliczko (41-2, 38 KO) vs Shannon Briggs (51-6-1, 45 KO). Pierwsz liczba prezentuje liczbę trafionych ciosów, druga liczbę wyprowadzonych.
Ciosy wszystkie:
Kliczko: 302 / 727 (42% skuteczności)
Briggs: 73 / 316 (23%)
Ciosy proste:
Kliczko: 131 / 407 (32%)
Briggs: 34 / 179 (19%)
Ciosy mocne:
Kliczko: 171 / 320 (53%)
Briggs: 39 / 137 (28 %)