Bardzo męczył się Kevin McBride (35-7-1, 29 KO) w pierwszym pojedynku turnieju Prizefighter. Irlandczyk po trzech zaciętych rundach pokonał niejednogłośnie na punkty (29:28, 29:28, 28:29) Franklina Egobi (15-4, 10 KO).
Shane McPhilbin (3-1, 3 KO) zaskoczył nizwyciężonego dotąd Declana Timlina (7-1, 4 KO), złapał do w drugim starciu serią kilku ciosów, na które nie było żadnej odpowiedzi i sędzia przerwał potyczkę, ogłaszając zwycięstwo McPhilbina przez TKO.
W innym ćwierćfinale jeden z faworytów imprezy, Matt Skelton (24-5, 20 KO), przez niemal dziewięć minut górował nad Ali Adamsem (9-3-1, 3 KO) i dopiero w samej końcówce odpuścił mu trochę i pozwolił trochę poszaleć. Po ostatnim gongu sędziowie punktowali dwukrotnie 30:27 oraz 29:28.
Nie zawiódł też drugi z wielkich faworytów - Michael Sprott (33-15, 17 KO). Doświadczony bokser z Reading był lepszy w każdej z trzech rund od Danny'ego Hughesa (7-2-2, 2 KO), wygrywając na wszystkich kartach punktowych 30:27.
Sporo kontrowersji w pierwszym półfinale. Matt Skelton (25-5, 20 KO) wygrał wyraźnie pierwszą rundę, ale w drugiej nadział się na kontrę Kevina McBride'a (35-8-1, 29 KO) i poleciał na deski. Sędzia jednak nie zaliczył nokdaunu, uznając wszystko za przypadkową "wywrotkę". W końcówce Skelton doszedł do siebie i niezłym finiszem zapewnił sobie wygraną u wszystkich sędziów 29:28.
Michael Sprott (34-15, 17 KO) dołączył do Skeltona w finale, pokonując jednogłośną decyzją Shane'a McPhilbina (3-2, 3 KO). Pierwsze trzy minuty stały pod znakiem obustronnych wymian, lecz w samej końcówca Sprott skontrował mocno rywala potężnym sierpem. W drugiej i trzeciej odsłonie Michael boksował już spokojniej, pewnie punktując schematycznego oponenta. Sędziowie zgodnie typowali przewagę Sprotta 30:27.
Fritz Sdunek, wieloletni szkoleniowiec Witalija Kliczki (40-2, 38 KO) poinformował, że głównym zadaniem, jakie stawia obecnie przed 39-letnim Ukraińcem jest ćwiczenie obrony przed nagłymi i niespodziewanymi atakami przeciwnika. Doświadczony trener chce w ten sposób przygotować mistrza świata WBC w wadze ciężkiej do zaplanowanej na 16 października w Hamburgu walki z Shannonem Briggsem (51-5-1, 45 KO), który słynie z nokautującego ciosu.
- W celu poprawienia szybkości na zgrupowanie zaprosiliśmy bardzo szybkich zawodników. Podczas sparingów z nimi Witalij nauczył się o wiele szybciej pracować na nogach. W ringu pojawia się cztery razy w tygodniu, do zakończenia przygotowań będzie miał za sobą ponad 120 rund sparingowych. Myślę, że w pierwszej fazie walki pozwoli „wyszumieć się” Shannonowi, a inicjatywę przejmie w drugiej części pojedynku - przewiduje Niemiec.
Mistrz świata WBC sparuje łącznie z czterema pięściarzami. Dwaj z nich są już bardzo dobrze znani w świecie zawodowego boksu. Mowa o mistrzu Europy wersji EBA Aleksandrze Austinowie (21-0, 16 KO) oraz Oli Afolabim (14-2-3, 6 KO), który podpisał niedawno kontrakt z grupą braci Kliczko i 11 września zmierzy się z Sandro Siproszwilim (24-6, 11 KO). W ringu zobaczymy też Ustinowa, którego przeciwnik nie jest jeszcze znany.
Od czasu do czasu, na łamach jednej z brytyjskich gazet poświęconych tematyce bokserskiej, mistrz świata wagi ciężkiej, David Haye (24-1, 22 KO), dzieli się z kibicami pięściarstwa swoimi przemyśleniami. Oto jak londyński champion federacji WBA uzasadnił wybór swojego najbliższego oponenta, rodaka Audleya Harrisona (27-4, 20 KO), z którym 13 listopada stanie oko w oko na ringu w Manchesterze.
David Haye:
"Kiedy przyjrzymy się bliżej karierze wielkiego Lennoxa Lewisa, nie sposób odmówić mu talentu i ringowej klasy. Jego rewanżowe zwycięstwo nad Hasimem Rahmanem i Oliverem McCallem pokazało również, jak wielki ma charakter i serce do walki. Pojedynki z Evanderem Holyfieldem i Mike Tysonem wykreowały go na wielkiego mistrza i międzynarodową gwiazdę. Trzeba również pamiętać, że zwyciężał wielu wartościowych i utalentowanych pretendentów, takich jak choćby David Tua, Shannon Briggs, czy Andrzej Gołota.
Starcie dwóch niepokonanych mistrzów świata w kategorii junior półśredniej zostało w końcu sfinalizowane. Timothy Bradley (26-0, 11 KO) ostatecznie podpisał kontrakt na walkę z Devonem Alexandrem (21-0, 13 KO). Stawką pojedynku, który odbędzie się 29 stycznia, będzie należący do Bradleya (na zdjęciu) pas WBO oraz posiadany przez Alexandra tytuł WBC. Transmisję potyczki w USA przeprowadzi telewizja HBO.
Aby walka mogła się odbyć, Alexander musiał zrezygnować z obowiązkowej obrony pasa IBF. Za odmowę pojedynku z Kaizerem Mabuzą (23-6-3, 14 KO), oficjalnym pretendentem do tego tytułu, włodarze IBF zamierzają w najbliższym czasie pozbawić 23-letniego Amerykanina swojego trofeum.
Bokserski świat czeka już niecierpliwie na powrót między liny wielkiej nadziei kategorii junior średniej, Jamesa Kirklanda (25-0, 22 KO). Jak się okazuje, po dłuższej odsiadce i 21. miesiącach bez oficjalnego występu, 26-letni zawodnik z Texasu zaboksuje 11 grudnia podczas gali w Las Vegas, gdzie głównym wydarzeniem będzie potyczka Amira Khana z Marcosem Rene Maidaną.
Jak informuje menadżer boksera, Cameron Dunkin, rywalem Kirklanda będzie Delray Raines (18-8-1, 13 KO).
- Delray to dobry wybór, ponieważ jest pięściarzem praworęcznym, silnym, nie będzie uciekać, no i będzie wywierać nieustanną presję na Jamesie, a tego właśnie potrzebujemy po tak długiej przerwie - skomentował taki a nie inny wybór przeciwnika Dunkin.
Michael Sprott (35-15, 17 KO) pokonał w wielkim finale Matta Skeltona (25-6, 20 KO), wygrywając turniej "Prizefighter" i inkasując za ten wieczór 32 tysiące funtów. Przy okazji zrewanżował się Skeltonowi za dwie wcześniejsze porażki z 2004 oraz 2007 roku.
Pierwsze dwie rundy należały do bardziej ruchliwego Michaela. Skelton czekał na jeden, mocny cios, ale doczekać się nie mógł. Ostro finiszował więc w ostatniej odsłonie, jednak pewny siebie Sprott ograniczał się wtedy tylko do lewego prostego, bezpiecznie "dowożąc" wygraną do końca. Po ostatnim gongu sędziowie nie byli jednomyślni, punktując zwycięstwo Sprotta w stosunku dwa do jednego - 29:28, 28:29 i 29:28.
Nasz jedyny półfinalista Akademickich Mistrzostw Świata – Łukasz Maszczyk (49 kilogramów) niestety przegrał z Purevdorjem Serdamą (MGL) 0:5 i nie awansował do finałowego starcia mongolskiego championatu.
Pozostaje cieszyć się więc brązowym medalem.
Do dwóch interesujących pojedynków doszło dziś w nocy. Niepokonany Danny Garcia (19-0, 13 KO) potwierdził swoją przynależność do czołówki wagi półśredniej, nokautując w czwartej rundzie cenionego Mike'a Arnaoutisa (22-7-2, 10 KO). Wszystko zaczęło się już w końcówce trzeciego starcia, kiedy Garcia (na zdjęciu) posłał rywala na deski akcją prawy prosty- lewy sierp. Greka uratował jeszcze gong, ale zaraz po przerwie Danny tą samą kombinacją znokautował Arnaoutisa.
Z kolei we Francji piętnasty w rankingu federacji WBO dywizji półciężkiej Nadjib Mohammedi (23-1, 12 KO) zwyciężył przez TKO w trzeciej rundzie Djamela Selini (22-10-1, 14 KO). Co prawda 25-letni Mohammedi przeważał od początku, jednak o jego sukcesie zadecydowałą kontuzja łokcia przeciwnika, przez którą był nizdolny do kontynuowania rywalizacji.
Kelly Pavlik (36-2, 32 KO) bardzo przykłada się do treningów, by najbliższym występem uciszyć krytyków. 13 listopada na gali PPV w Arlington, "Duch" zmierzy się z Bryanem Verą (17-5, 11 KO), który do dziś odcina kupony po wygranej na loterii, jak nazwać dziś można jego zwycięstwo przez TKO 7 nad bardzo utalentowanym Irlandczykiem - Andym Lee (24-1, 18).
Pojedynek Pavlik-Vera odbędzie się w umownym limicie 164 funtów. Jedno ze źródeł boxingscene donosi, że już dziś Kelly jest tylko nieznacznie cięższy (ok. 168 funtów), choć dopiero wchodzi w decydującą fazę przygotowań. Podczas sesji sparingowych Pavlik prezentuje się znakomicie. Jest szybki i silny, a jego ciosy wywierają ogromne wrażenie na przeciwnikach. Efektowne zwycięstwo nad Verą przybliży "Ducha" do walki o tytuł.
Bukmacherzy nie mają wątpliwości - czwartą edycję turnieju Prizefighter wygra Matt Skelton bądź Michael Sprott. Innego zdania jest za to Derek Chisora (14-0, 9 KO), który obstawia w roli faworyta swojego etatowego sparingpartnera, Ali Adamsa (9-2-1, 3 KO).
Zadanie przed nim trudne, ponieważ urodzony w Iraku Adams już w pierwszej rundzie trafi właśnie na Skeltona, a nawet jeśli go pokona, to w półfinale czekać już będzie na niego Sprott.
A wracając do Adamsa i jego szans na zwycięstwo ze Skeltonem, firma UNIBET nie daje mu większych szans, płacąc za jego wygraną w stosunku cztery do jednego.
Mistrz świata WBA w wadze junior półśredniej Amir Khan (23-1, 17 KO) dotarł już do filipińskiego Baguio, gdzie będzie odbywał przygotowania do zaplanowanej na 11 grudnia w Las Vegas walki z Marcosem Rene Maidaną (29-1, 27 KO). Reprezentujący Wielką Brytanię bokser będzie pracował wspólnie z Mannym Pacquiao (51-3-2, 38 KO), uznawanym za najlepszego boksera bez podziału na kategorie oraz ze szkoleniowcem Freddie’em Roachem. Filipińczyk i jego trener już od kilku tygodni przygotowują się do starcia o pas WBC kategorii junior średniej z Antonio Margarito (38-6, 27 KO), które czeka ich 13 listopada na obiekcie Cowboys Stadium w teksańskim Darlington.
Khan bardzo chwali pracę z Fredie’em Roachem oraz trenerem od przygotowania fizycznego Alexem Arizą. - Freddie okazuje mi dużą uwagę, co czyni mnie jeszcze jeszcze lepszym technicznie i bardziej głodnym boksu . Z kolei trener Alex Ariza utrzymuje mnie w świetnej kondycji i robi wszystko, abym mógł wyprowadzać ciosy do dwunastej rundy – cieszy się 23-letni pięściarz, bardzo zadowolony z pobytu na Filipinach. – Pacqiuao już dawno zapraszał mnie do swojego kraju. Wspaniale było przyjechać tutaj, spotkać się z Mannym, z jego teamem oraz rodakami.
- Uważam Manny'ego za najlepszego boksera na świecie. Jestem przekonany, że ktokolwiek nie stanąłby w ringu naprzeciw niego, to zostałby pokonany. Posiada takie nawyki, szybkość i pracę nóg, jakich nie ma żaden inny pięściarz. Walka z Margarito będzie twarda, ale jestem zdania, że Manny wykończy go w ósmej bądź dziewiątej rundzie. Pacquiao to zawodnik o wiele wyższej klasy, jest silniejszy. Manny jest wspaniałym, przyjacielskim facetem, ale kiedy znajdzie się w ringu, wówczas staje się prawdziwym zwierzęciem – twierdzi Khan, srebrny medalista olimpijski z Aten.
Kilka awansów zanotowali nasi bokserzy w najnowszym rankingu federacji WBC. Coraz więcej naszych rodaków w czołówce kategorii cruiser, gdzie na tronie zasiada przecież Krzysztof Włodarczyk, ale po kolei:
W wadze ciężkiej czwarty jest Tomasz Adamek (42-1, 27 KO), który przygotowuje się do potyczki z Vinnym Maddalone (33-6, 24 KO) już 9 grudnia. Szybka wygrana nad Paulem Butlinem zaprocentowała też awansem Alberta Sosnowskiego (46-3-1, 28 KO), który jest aktualnie trzynasty. Dwudziesty w tym zestawieniu jest Andrzej Wawrzyk (20-0, 10 KO).
W kategorii cruiser, gdzie championem pozostaje "Diablo", szósta lokata przypadła w udziale Pawłowi Kołodziejowi (26-0, 15 KO). Ósmy jest natomiast młodzieżowy mistrz świata, Tomasz Hutkowski (18-0-2, 12 KO), a dziewiąty promowany na następce Adamka, efektowny Mateusz Masternak (20-0, 15 KO). Największą niespodzianką jest natomiast awans aż na trzynastą pozycję Łukasza Janika (20-1, 11 KO), który jedyną porażkę poniósł przecież z rąk właśnie Masternaka.
Równie tłoczno w dywizji półciężkiej, gdzie widnieją cztery nazwiska naszych rodaków. Trzydziesty jest walczący za oceanem Andrzej Fonfara (14-2, 5 KO), którego za pięć tygodni czeka potyczka z mocno bijącym Anthony Doughtym. 21. jest nasz ostatni medalista mistrzostw świata, Aleksy Kuziemski (19-1, 4 KO), a oczko wyżej niesprawdzony jeszcze na ringach zawodowych Paweł Głażewski (13-0, 4 KO). Tego ostatniego czeka jednak pierwszy poważny test 12 listopada, gdy stanie naprzeciw Czecha o znajomym nazwisku - Tomasem Adamkiem (16-3-1, 6 KO). Najwyżej stoją akcje Dawida Kosteckiego (34-1, 23 KO). Popularny "Cygan" utrzymał trzecie miejsce.
W wadze super średniej jedynym naszym przedstawicielem jest 21. Piotrek Wilczewski (27-1, 9 KO), a w średniej 38. Grzegorz Proksa (21-0, 14 KO).
Czternastą lokatę w kategorii junior średniej zajmuje mieszkający na stałe w USA Paweł Wolak (27-1, 17 KO), a 25. wciąż niepokonany Damian Jonak (27-0-1, 19 KO).
31. w dywizji półśredniej jest Krzysztof Bienias (41-4, 16 KO), a ostatnim Polakiem we wrześniowym zestawieniu jest czterdziesty w wadze lekkiej Krzysztof Cieślak (15-1, 5 KO).
Chris Arreola (29-2, 25 KO) kolejny pojedynek stoczy 7 stycznia - poinformował jego trener, Henry Ramirez. Tym samym "Koszmar" rozpocznie sezon boksu 2011 na antenie ESPN2. Były rywal Tomka Adamka i pretendent do pasa WBC wagi ciężkiej uporał się już z kontuzją dłoni i wznowił treningi.
Na chwilę obecną nie wiadomo jeszcze kto będzie rywalem Arreoli, który w ostatniej walce pokonał w sierpniu wysoko na punkty Manuela Quezadę.
Richard Schaefer poinformował, że pojedynek między byłym mistrzem świata WBA w kategorii junior półśredniej Andrijem Kotelnikiem (31-4-1, 13 KO) a Victorem Ortizem (28-2-1, 22 KO) może nie dojść do skutku. Według prezydenta grupy Golden Boy Promotions, przyczyną fiaska negocjacji mogą być niedostateczne środki finansowe proponowane przez stację HBO.
Schaeffer planuje jeszcze spotkanie z kierownictwem kanału, niemniej szanse organizacji walki planowanej na 11 grudnia w Las Vegas ocenia jako niewielkie. Walka 32-letniego Kotelnika (na zdjęciu) z młodszym o 9 lat Ortizem miała być częścią wieczoru boksu, którego głównym wydarzeniem będzie pojedynek o tytuł WBA w wadze junior półśredniej pomiędzy Amirem Khanem (23-1, 17 KO) i Marcosem Rene Maidaną (29-1, 27 KO).
Po półtorarocznej przerwie ze sportowej emerytury powrócił przed momentem Thomas Ulrich (32-5, 22 KO). Były rywal Tomka Adamka oraz dwukrotny pretendent do tytułu mistrza świata znokautował w trzeciej rundzie Gyula Gaspara (12-9-1, 6 KO).
W głównej walce wieczoru w Hamburgu nadzieja niemieckiej kategorii cruiser, Lukas Schulz (8-0, 5 KO), pokonał jednogłośnie na punkty po ośmiu rundach niewygodnego i zawsze groźnego Juana Manuela Garaya (18-10, 11 KO).
Sylwetki Dariusza Michalczewskiego (48-2, 38 KO) nie trzeba przedstawiać żadnemu szanującemu się kibicowi boksu w Polsce i na świecie. Prezentujemy wywiad z najbardziej utytułowanym Polakiem w historii boksu zawodowego, w którym opowiada o początkach bokserskich treningów, owocnej karierze zawodowej oraz trudnościach, z jakimi zmaga się każdy pięściarz. „Tygrys” zdradza również, dlaczego nigdy nie doszło do jego walki z Royem Jonesem Jr, a także wyjaśnia, dlaczego w wywiadach nie szczędził gorzkich słów Andrzejowi Gołocie. Michalczewski dzieli się także swoimi odczuciami związanymi z karierą Tomasza Adamka i zdradza, dlaczego tak bardzo spodobało mu się bieganie maratonów. Życzymy przyjemnej lektury!
Adam Jarecki: Jak rozpoczęła się kariera dotychczas najlepszego zawodowca pochodzącego z Polski?
Dariusz Michalczewski: Boks towarzyszył mojej rodzinie całe życie - boksował mój wujek, boksował tata, dziadek był prezesem sekcji w Gedanii Gdańsk. Po śmierci ojca zaczęły się ze mną problemy, nie wiedziałem co ze sobą zrobić i mama postanowiła wysłać mnie na pierwszy trening do wujka, który był trenerem Stoczniowca.
- W ciągu całej pana kariery miał Pan aż 24 obrony pasa. Która z nich była najtrudniejsza?
DM: Walki same w sobie raz były cięższe, raz mniej, ale przede wszystkim ciężkie były przygotowania. Każda walka niosła za sobą taką samą presję psychiczną. Ale jakbym miał wymienić jakiegoś oponenta, który sprawił mi najwięcej problemów podczas obron pasa, to był nim chyba Virgil Hill. Obaj przyjęliśmy sporo ciosów.
Po odwołaniu walki Roya Jonesa Juniora odwołana została również cała gala organizowana przez grupę Square Ring, a wraz z nią kolejny występ Ismaila Sillakha (12-0, 11 KO). 25-letni Ukrainiec to bez wątpienia wschodząca gwiazda wagi półciężkiej, a jako iż był po sparingach z Richardem Hallem, Ola Afolabim oraz Andre Wardem, Sillakh wraz ze swoją drużyną za wszelką cenę chciał pokazać się w oficjalnym pojedynku.
Tak oto Ismail pokaże się dziś podczas gali w Sofii, gdzie na dystansie sześciu rund zmierzy się z twardym jak skała journeymanem z Łotwy, Jevgenijsem Andrejevsem (6-33).
WSCHODZĄCE GWIAZDY - ISMAIL SILLAKH- Nie powinno się walczyć bez żadnego czasu na aklimatyzację, ale z drugiej strony muszę gdzieś wyrzucić z siebie to wszystko, na co tak ciężko pracowałem. Naturalnie nie będzie to porywający pojedynek, a i rywal jest przeciętniakiem, jednak wciąż jest to lepsze niż pozostanie biernym - napisał na swojej stronie internetowej Sillakh.
Menedżer Iwaiło Gotzew, współpracujący z nigeryjskim pięściarzem Teke Oruhem (14-2-1, 6 KO), opowiedział o celach i zadaniach swojego podopiecznego w walce z Aleksandrem Powietkinem (19-0, 14 KO), która odbędzie się za tydzień w podmoskiewskim Czechowie. Gotzew zapowiada, że Oruh (na zdjęciu z lewej), dawny kolega Samuela Petera z reprezentacji Nigerii udaje się do Rosji z wielką nadzieją na zwycięstwo i bojowym nastawieniem.
- Oruha poznałem w 2000 roku, zaraz po igrzyskach olimpijskich – opowiada Gotzew. – Właśnie wtedy podpisałem kontrakt z Samuelem Peterem. Później zorganizowałem obóz treningowy w londyńskim Centrum Lennoxa Lewisa, na który zaprosiłem również Teke. Jest on przyjacielem Petera i byłym reprezentantem Nigerii. Pomogłem mu odbyć kilka walk. Od tego zaczęła się jego zawodowa kariera – kontynuuje menedżer, znany przede wszystkim ze współpracy z Peterem.
- Nie ma co patrzeć na to, że Teke nie ma zbyt wielu walk na zawodowym ringu, gdyż ciągle trenował i wciąż trenuje dużo. Najlepiej zapytać Władimira Kliczko, z którym sparował w pierwszych latach dekady. Teke prezentował się świetnie i wyglądał nawet lepiej od Ukraińca. Co do walki z Powietkinem, to oczywiście ma szanse na zwycięstwo. Zresztą, bokser, który mierzy więcej niż 190 centymetów i waży ponad 115 kilogramów, zawsze ma szansę na wygraną. W wadze ciężkiej jeden cios może decydować o wszystkim. Każdy ma prawo do marzeń. Marzeniem Teke jest zwyciężyć Powietkina. Wierzy w to i postara się tego dokonać. A wszyscy ci, którzy sceptycznie odnoszą się do jego osoby, nie znają się na boksie. Przecież Oruh zajmuje się boksem od 20 lat! Walkę będzie oglądało się świetnie. Mój pięściarz nastawia się na nokaut, wiedząc, że wygrać z Powietkinem na punkty w Rosji będzie bardzo trudno – zapowiada przedstawiciel 32-letniego zawodnika.
W przyszłym tygodniu mistrz trzech kategorii wagowych, Erik Morales (50-6, 35 KO) wróci na salę treningową, by rozpocząć przygotowania do ostatniej tegorocznej walki, która odbędzie się 18 grudnia w Tijuanie. Wciąż nieznany jest przeciwnik Moralesa, wiadomo jednak, że na szali znajdzie się należący do "El Terrible" pas WBC Silver w kategorii junior półśredniej.
Legendarny meksykański wojownik wspomniał w jedynym z wywiadów, że jego pojedynek może zostać dołączony do transmisji gali PPV, podczas której Jean Pascal (26-1, 16 KO) zmierzy się z Bernardem Hopkinsem (51-5-1, 32 KO) w Kanadzie.
- Tak jak w poprzednich walkach, wyjdę między liny znakomicie przygotowany i dam wspaniały pokaz boksu - zapewnia 34-letni Morales, który w przyszłym roku zamierza stoczyć bój z inną ikoną Meksyku - Juanem Manuelem Marquezem (51-5-1, 37 KO).

Perspektywiczny rosyjski pięściarz Denis Bojcow (27-0, 22 KO) zakończył już rehabilitację po operacji ręki i przystąpił do regularnych treningów. Bez względu na długą przerwę w występach (24-letni Rosjanin po raz ostatni walczył w styczniu b. r. z Kelvinem Montinym), środowisko bokserskie w Niemczech domaga się, aby to właśnie jego wybrano na kolejnego przeciwnika Władimira Kliczki (55-3, 49 KO), którego następne starcie planowane jest na 11 grudnia.
- Jestem już zdrowy i oczywiście dążę do walki z Kliczką. Jednak w tym roku chciałbym odbyć tylko jedną walkę, nad której organizacją pracuje mój promotor. Jeśli z moją ręką wszystko będzie w porządku, to będę gotowy na spotkanie z Kliczką w 2011 roku - zapewnia Bojcow, pięściarz niemieckiej grupy Uniwersum.
W ramach spotkania z mediami, Bojcow odwiedził w czwartekj Berlin. - W Niemczech żyję już długo, ale jeszcze ani razu nie byłem w stolicy. Wykorzystałem więc okazję, aby zapoznać się z nią. Niestety, nie miałem zbyt wiele czasu i zdążyłem zobaczyć tylko Bramę Brandenburską i Reichstag, które bardzo mnie zaciekawiły. Możliwe, że za jakiś czas odbędę walkę właśnie w Berlinie. Bardzo bym sobie tego życzył - opowiada pięściarz.
Jak poinformowała Robina Tua, żona i menadżer w jednym Davida Tuy (51-3-2, 43 KO), jeden z najsławniejszych pięściarzy wagi ciężkiej tonie w długach. Bokser ma kłopoty z podatkami i jest winien państwu 2,2 miliona dolarów. W związku z tym zostały zamrożone trzy ostatnie jego wypłaty za walki z Shane'em Cameronem, Fridayem Ahunanyą oraz Monte Barrettem.
- Ludzie myślą, że David jest milionerem, tymczasem on będzie wychodzić do ringu wiedząc o tym, iż nic za to nie dostanie - powiedziała pani Robina.
Przypomnijmy, że całkiem niedawno Tua odrzucił ofertę walki z Władimirem Kliczko za 400 tysięcy dolarów.