Jak można było się spodziewać, słabszy występ w sobotę Devona Alexandra (21-0, 13 KO) został szybko skomantowany przez jego wroga internetowego numer jeden, Timothy Bradleya (26-0, 11 KO).
- Ten chłopak nie jest gotowy by walczyć z kimś takim jak ja. Jego słabości zostały właśnie obnażone. Za każdym razem gdy coś zrobisz, on zawsze chce czymś odpowiedzieć, dlatego łatwo go kontrować. Nie jestem pewien, bo może miał słabszy dzień, ale zebrał w tym pojedynku sporo, a ja zauważyłem naprawdę u niego sporo błędów - mówił śmiejąc się mistrz świata federacji WBO w wadze junior półśredniej.
- To właśnie starałem się wszystkim wytłumaczyć. Juan Urango jest tak wolny, że nic nie jest w stanie zrobić, a Kotelnik ma szybkie ręcę, ale nie ma takiej pracy nóg jak ja. Do tego jestem szybszy niż Kotelnik i wyprowadzam więcej kombinacji niż on. Wywieram także większą presję niż Kotelnik, więc skoro on był zdolny zrobić to wszystko, to teraz wyobraźcie sobie, co ja mógłbym zrobić tej nocy z Alexandrem? - zakończył triumfujący Bradley.
Świeżo upieczony mistrz Europy w wadze ciężkiej Aleksander Dimitrenko (30-1, 20 KO) zmierzy się z Audleyem Harrisonem (27-4, 20 KO) w pierwszej obronie tytułu. Brytyjczyk został wytypowany przez EBU jako obowiązkowy pretendent do pasa. Obozy pięściarzy mają czas do 3 września, aby dojść do porozumienia w sprawie pojedynku. Jeśli strony nie dojdą do konsensusu, wówczas o organizacji walki rozstrzygnie konkurs ofert.
28-letni Ukrainiec mistrzem Europy został nieco ponad tydzień temu w Hamburgu, gładko pokonując rodaka, Jarosława Zaworotnego. 38-letni Harrison, mistrz olimpijski z Sydney również może się pochwalić tym trofeum - w kwietniu bieżącego roku znokautował Michaela Sprotta, jednak w niedługim czasie po tym pojedynku zwakował pas. Ostatnio Brytyjczyk był przymierzany do starcia z Davidem Haye’em o pas wersji WBA w kategorii ciężkiej.
Kilka tygodniu temu zawodnicy z stajni bokserskiej Sport Events Steinforth wprowadzili się do nowego gymu w Magdeburgu. Co ciekawe, sami zakasali rękawy, aby go odświeżyć.
- Warunki w nowym gymie są rewelacyjne. To fajna odmiana pomiędzy treningami - powiedział mistrz świata IBF, Jan Zaveck (29-1, 17 KO).
Już 4 września w nowiutkiej "Sportpark Arena" w Ljubljanie, która pomieści 14 tys. kibiców, nasz pretendent do tytułu, Rafał Jackiewicz (36-8-1, 18 KO) skrzyżuje rękawice z Janem Zaveckiem ze Słowenii.
Przed walką wieczoru pomiędzy Andrijem Kotelnikiem (31-4-1, 13 KO) a Devonem Alexandrem (21-0, 13 KO) w Saint Louis, Don King zaprosił na ring Floyda Mayweathera, Evandera Holyfielda, Ahmeta Oenera i Selcuka Aydina. King ma bowiem w planach wypromowanie "Mini Tysona" Aydine'a w USA, w tym celu podpisał z grupą Arena kontrakt na współpromocję tego pięściarza.
- Jesteśmy po rozmowach z Donem Kingem, będziemy razem współpracować. On wciąż należy do najbardziej wpływowych promotorów na świecie. Oprócz Aydina i mnie, do ringu wyszli również Floyd Mayweather i Evander Holyfield, co pokazuje jak King nas traktuje. Aydine ma doskonały styl boksowania, który Amerykanie kochają. Jest ofensywnym i bardzo agresywnym pięściarzem. Walki Aydina będą też odbywały się w Turcji, lecz z pięściarzami pokroju Mayweather, Pacquiao czy Berto będziemy musieli walczyć w Stanach Zjednoczonych - mówi zadowolony z wyprawy promotor Aydine, Ahmet Oener.
30 sierpnia po 10-miesięcznej przerwie na ring wróci mistrz świata WBA World w wadze półśredniej Wiaczesław Senczenko (30-0, 20 KO), który w głównej walce wieczoru bokserskiego w Doniecku zmierzy się z Charlie’m Jose Navarro (18-3, 13 KO) z Wenezueli. Walka z notowanym na 12. miejscu rankingu Navarro będzie dla Ukraińca drugą obroną tytułu. Gala organizowana jest przez grupę promotorską Jurija Rubana.
Dla Senczenki (na zdjęciu z lewej) będzie to 31. walka na zawodowym ringu i … 26. stoczona w Doniecku. Mistrzowskie trofeum Ukrainiec zdobył półtora roku temu pokonując swojego rodaka, Jurija Nużnienkę (30-2-1, 14 KO). W pierwszej obronie pasa łatwo wypunktował Japończyka Motoki Sasaki (34-8-1, 21 KO) i raczej trudno przypuszczać, aby większy opór mógł mu sprawić najbliższy rywal.
Po kiepskim występie przed własną publicznością Devon Alexander (21-0, 13 KO), mistrz WBC i IBF w wadze junior półśredniej, nie szukał wymówek. W sobotę 23-letni Amerykanin nieznacznie pokonał na punkty Andrija Kotelnika (31-4-1, 13 KO), choć wynik równie dobrze mógł pójść w drugą stronę.
- Daję sobie D- za ten występ. Wiem, że mogłem zaprezentować się wiele lepiej. Nie szukam wymówek. Jestem prawdziwym mistrzem i po prostu miałem gorszy dzień. Wiedzieliśmy, że Kotelnik bedzie gotowy i czeka mnie trudne zadanie. To była dobra walka w jego wykonaniu, ale ani razu mnie nie zranił. Trafiał mnie, owszem, ale jego ciosy nie robiły na mnie wrażenia. To doświadczony pięściarz i często wybijał mnie z rytmu, ale mam mocną szczękę i nie wyrządził mi żadnej krzywdy. Po wyjściu do ringu dziwnie się zablokowałem i nie ruszałem się tyle co zwykle, przez co nie wypalił plan, który sobie założyliśmy. Jestem swoim pierwszym krytykiem. Dokładnie przeanalizuję błędy z tej walki, wiem, że było ich wiele. Wciąż się uczę i nie powtarzam tych samych błędów. Nie wykonywałem poleceń mojego trenera, nie wiem co się stało. Chciałem wypaść jak najlepiej przed swoimi kibicami, ale nic z tego nie wyszło. Chyba nie poradziłem sobie z presją - przyznał Alexander.
Młody champion nie zamierza jednak zmieniać planów i nadal chce, by jego najbliższym przeciwnikiem był Timothy Bradley (26-0, 11 KO), do którego należy pas WBO.
- Następny będzie Bradley. Ta walka jest do zrobienia, zobaczymy czy on podejmie wyzwanie. Obiecuję wszystkim fanom, że nigdy więcej nie zobaczą mnie tak bezradnego. Chce udowodnić to, pokonując Bradleya - oznajmił Devon.
Niestety, ale wszystko wskazuje na to, że Adam Kownacki (4-0, 4 KO) zamiast walczyć 21. sierpnia u boku Tomasza Adamka, przez najbliższe 6 tygodni musi zapomnieć o boksie. Wszystko w związku z pęknięciem kości lewej ręki. Ambitny pięściarz w ringu, w ostatnią sobotę, podczas gry w koszykówkę, niefortunnie doprowadził do kontuzji.
- Jest mi bardzo przykro i chcę przeprosić wszystkich kibiców, jak i Mariusza Kołodzieja, za to że nie wystąpię na najbliższej gali. Praktycznie każdą sobotę, po normalnym pięściarskim treningu spędzałem grając w koszykówkę z solidnymi i wymagającymi zawodnikami. Przy mojej wadze, łatwiej podczas gry traciłem zbędne kilogramy. Podczas gry w koszykówkę, czułem że poprawiam swoją szybkość i kondycję, trenując przy tym inne partie mięśni, niż przy treningu bokserskim. Ułamek sekundy, moja nieuwaga, i jestem wykluczony z walki. Jeszcze raz przepraszam wszystkich, którzy włożyli tak dużo pracy w moje przygotowanie. Pocieszam się tylko tym, że to pękniecie, a nie złamanie kości, no i na szczęście to lewa ręka - powiedział nam zmartwiony "Baby Face".
Curtis Stevens (21-3, 15 KO) od czasu styczniowej porażki z Jesse Brinkleyem nie wychodził już pomiędzy liny, ale wszystko wskazuje na to, że ten wciąż młody, 25-letni bokser z Brownsville w Nowym Jorku niedługo powróci do gry.
- Przez cały obóz przygotowawczy i całą walkę z Brinkleyem nastawiałem się na nokaut i to był błąd. Myślałem tylko nokaut, nokaut, a potrafię przecież świetnie boksować - wciąż wspomina poprzedni występ Stevens dodając zaraz, że poważnie myśli o zbiciu wagi do kategorii średniej - Najprawdopodobniej wrócę jeszcze we wrześniu, mam nadzieję, że już 10 września. Ostro teraz trenuję i to co zdarzyło się w styczniu nie przytrafi się mi już nigdy, naprawdę nigdy - zakończył Curtis.
Wczoraj w siedzibie Polskiego Komitetu Olimpijskiego odbyło się ślubowanie uczestników I Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich Singapur 2010, które rozegrane zostaną w tym malowniczym państwie-mieście w dniach: 14-26.08.2010r. Młodzi reprezentanci naszego kraju, którzy po złożeniu ślubowania otrzymali olimpijskie nominacje, teraz wyruszają do miejsca sportowych zmagań. W składzie polskiej reprezentacji udającej się do Singapuru są także przedstawiciele pięściarstwa. Są to zawodnik Dawid Michelus (54 kg) i jego szkoleniowiec Sławomir Nowicki.
Wychowanek pilskiego Sokoła (ur. w 1993r.) to aktualny mistrz Polski jun. (Wałcz – 2010) oraz brązowy medalista młodzieżowych mistrzostw świata (Baku – 2010). Właśnie wywalczenie miejsca na podium tegorocznych MMŚ zapewniło Michelusowi udział w singapurskich zmaganiach. Tym samym wychowanek Sławomira Nowickiego został pierwszym olimpijczykiem rodem z Piły. I to jest olbrzymi sukces samego pięściarza, jego trenera i całego polskiego boksu.
Freddie Roach, trener mistrza WBA w wadze junior półśredniej - Amira Khana (23-1, 17 KO), wypowiedział się na temat najbliższej walki swego podopiecznego, dodając przy okazji kilka cierpkich słów pod adresem jednego z najlepszych pięściarzy w limicie do 140 funtów - Tima Bradleya (26-0, 11 KO).
- Marquez miał szansę zostać pierwszym Meksykaninem z pasami w czterech różnych kategoriach. Dostał od nas ofertę i odmówił. Nie wiem jak będzie tym razem - powiedział Roach.
Niemal cała czołówka wagi junior półśredniej krytykuje Khana za dobór przeciwników i szklaną szczękę. Roach nie obawia się jednak o swego pupila i nie widzie nikogo, kto mógłby go pokonać.
- Bradley mówi o Mannym, ale powinien teraz martwić się Amirem, który jest lepszy od każdego z tych krzykaczy i ma więcej doświadczenia z kariery amatorskiej. Jeśli oni wszyscy są tacy dobrze, to czemu żaden nie przywiózł medalu z Olimpiady? Nie boję się o Amira, w tej dywizji nikt mu nie zagraża. Weźmiemy każdego, kogo zaproponuje nam Richard Schaefer. To bardzo mocna kategoria, są rywale, ale niełatwo skłonić ich do walki - twierdzi szkoleniowiec.
Podczas sobotniej gali w St. Louis doszło do sporej niespodzianki, kiedy lokalny ulubieniec, Cory Spinks (37-6, 11 KO), został zastopowany przez weterana Corneliusa Bundrage (30-4, 18 KO) w pierwszej obronie pasa IBF wagi junior średniej. Dla 37-letniego "K9" była to pierwsza w karierze walka o mistrzowski tytuł.
Sędzia ringowy przerwał pojedynek w połowie piątej rundy, gdy "Next Generation" wydał mu się zbyt zamroczony, by móc kontynuować. Z tą decyzją nie zgadzał się ani Spinks, ani jego trener - Buddy McGirt.
- Sędzia przerwał walkę, ale nie nie wiem dlaczego. Nie zgadzam się z tą decyzją. On mnie nawet nie uderzył, a odebrał mi tytuł - skarżył się były niekwestionowany champion wagi półśredniej.
- Cory to mistrz świata, więc należał mu się kredyt zaufania w takiej sytuacji - uważa McGirt.
- Spinks wyglądał na zranionego. Kręcił głową, jakby chciał powiedzieć, że ma dość. Na "8" cofnął się bezwładnie, więc postanowiłem uchronić go przed kolejnymi ciosami - powiedział sędzia Mark Nelson.
Cornelius Bundrage (30-4, 18 KO), nowy mistrz IBF w wadze junior średniej, wychodząc do ringu z Corym Spinksem (37-6, 11 KO) był przekonany, że zdoła pokonać przeciwnika przed czasem - tak przynajmniej stwierdził w wywiadzie po walce.
- Wiedziałem, że go dorwę. To była kwestia czasu. Teraz chciałbym walczyć z Mannym Pacquiao. Mam najlepszy team na świecie - mówił po ostatnim gongu 37-letni "K9".
Wynik walki nie zdziwił też jego szkoleniowca - znakomitego Emanuela Stewarda.
- To była dobra walka, choć mogła być nieco lepsza. Cornelius był za bardzo spięty. Wykonywał wiele niepotrzebnych ruchów i tracił energię. Walczy w jednej z najlepszych kategorii i z pewnością teraz posypią się korzystne dla niego oferty - uważa Steward.
Pięściarze wraz z trenerem Andrzejem Gmitrukiem podczas przygotowań w Ośrodku Olimpijskim w Cetniewie. Od lewej: M. Masternak, M. Sulęcki, N. Dąbrowski, D. Sęk.
Dwóch weteranów promotorskiego biznesu: 78-letni Don King oraz jego rówieśnik i główny konkurent na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci Bob Arum poinformowali ostatnio o tym, że mogą wspólnie zorganizować oczekiwany przez wszystkich miłośników boksu pojedynek pomiędzy Floydem Mayweatherem (41-0, 25 KO) i Manny’m Pacquiao (51-3-2, 38 KO). – Ja i Bob Arum dogadamy się w kwestii tej walki w jeden moment – zapewnił King. – Jeśli pracowałbym z Arumem w czasie poprzednich negocjacji, ta walka stałaby się już historią. Jestem gotów, aby zacząć negocjacje już teraz i dyskutować o promocji pojedynku. Będzie to dla nas bułka z masłem – zakończył ekscentryczny promotor. Arum podzielił optymizm Kinga, lecz zachował większą ostrożność w prognozach.
W zeszłym tygodniu King gościł Mayweathera w swoim biurze na Florydzie, a w sobotę „Money” uczestniczył w organizowanej przez promotora gali w Saint Louis. Niewykluczone, że w niedługim czasie zawodnik dołączy do stajni „Dziadka”. Według Kinga, niczego pięściarzowi nie proponował czekając na propozycje z drugiej strony. – Nie składałem mu propozycji. Jeśli zechce, to przyjdzie i znajdzie mnie – powiedział King. – Zawsze jestem dla niego dostępny. Rozumiem go, ponieważ jestem taką samą osobą jak on. Ja również wywodzę się z ludu i mówię jego językiem, językiem getta. Mogę zmniejszyć dystans, obcować z kimś i podzielać czyjś punkt widzenia, inaczej niż Haymon (menedżer Mayweathera) i Golden Boy. Mogę uczynić go narodowym mistrzem i zarobić dla niego tyle pieniędzy, ile jeszcze nigdy nie zarabiał. W tej chwili jest oczerniany, obwiniany i poniżany. Ludzie, którzy są z nim obecnie, patrzą na niego z góry i przysparzają mu wątpliwej reputacji i głupiej sławy. Nie dbają o niego.