Niestety, w dzisiejszych czasach wielu kibiców pięściarstwa narzeka, nie bez powodów zresztą, na nudne i bezbarwne pojedynki rozgrywane w najcięższej kategorii wagowej. Dużo większą popularnością cieszą się niższe wagi, których przedstawiciele dostarczają o niebo więcej emocji, niż ich ciężsi koledzy. Królewska dywizja nie zawsze była jednak tak przewidywalna i nudna. Poniżej przedstawiamy 10 największych niespodzianek w historii wagi ciężkiej. Biorąc pod uwagę dzisiejsze zmagania, każdy bokserski fan wspomina je z łezką w oku.
1. Mike Tyson (50-6, 44 KO) vs James Buster Douglas (38-6-1, 25 KO).
Jak powszechnie wiadomo, chyba nikt nie dawał wówczas Douglasowi większych szans na zwycięstwo. Był to błąd. W 10. rundzie "Żelazny Mike" padł na deski ringu w Tokio, a świat zaniemówił z wrażenia. Niewątpliwie jedna z największych bokserskich niespodzianek.
2. Muhammad Ali (56-5, 37 KO) vs George Foreman (76-5, 68 KO).
Bokserski klasyk i dreszczowiec w jednym. Foreman wydawał się wtedy nie do pokonania. Jednakże Ali po raz kolejny udowodnił, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, nokautując twardego jak skała "Big" George'a w ósmym starciu. To właśnie między innymi za sprawą tego pojedynku zyskał przydomek "The Greatest".
W naszej historycznej wędrówce przez największe amatorskie ringi świata nadszedł czas na dwa efektowne - zakończone nokautami w 3 starciu - finały pięściarskiego turnieju Igrzysk Olimpijskich w Montrealu w 1976 r. W finale kat. średniej (75 kg) Michael Spinks pokonał reprezentującego ZSRR Rufata Riskijewa a w wadze półciężkiej (81 kg) Leon Spinks po niezwykłym thrillerze znokautował Kubańczyka Sixto Sorię.
Były mistrz WBC w wadze półśredniej, Carlos Manuel Baldomir (45-12-6, 14 KO), nie zamierza podkładać się idącemu jak burza Saulowi Alvarezowi (33-0-1, 25 KO). 18 września, na gali PPV, której głównym daniem będzie starcie Mosley-Mora, 39-letni Argentyńczyk zaboksuje z o połowę młodszym "Canelo" o pas WBC Silver kategorii junior średniej.
- Jestem mężczyzną, a to jeszcze dzieciak. Załatwię go jak chłopca. Nie powinien się jednak martwić, bo po tej walce stanie się facetem. To dobry pięściarz i przyszły mistrz, ale dopiero lanie, które mu sprawię, zrobi z niego prawdziwego mężczyznę - zapewnia Baldomir.
Krótko po ogłoszeniu zarządzenia federacji WBO, głos zabrał jeden z najbardziej zainteresowanych, Michael Katsidis (27-2, 21 KO).
- Bardzo cieszy mnie decyzja WBO. Tym razem moim przeciwnikiem ma być elitarny wojownik i zapewniam, że nasza walka będzie jedną z najlepszych w historii tego sportu. Wiem, że Amir Khan dokładnie przyglądał się walce Marqueza z Diazem, ale mam dla niego radę. Marquez jest mój, a jeśli się z tym nie zgadzasz, to możemy przedyskutować to w Anglii. Byłem tam ostatnio i chętnie wybiorę się po raz drugi - oznajmił 29-letni "The Great".
Kilkanaście dni temu Dominick Guinn (33-6-1, 22 KO) wyzwał na pojedynek championa federacji WBA, Davida Haye'a (24-1, 22 KO). Propozycja Amerykanina pozostała bez odpowiedzi, więc Dominick po raz kolejny zabrał głos, dodając do swojej listy życzeń Aleksandra Powietkina (19-0, 14 KO).
- Haye nie jest gotowy na Kliczkę. Czuję, żemógłbym go znokautować do końca szóstej rundy. Chciałbym się spotkać z Davidem lub Aleksandrem Powietkinem. Wyjdę do walki z nimi i znokautuję obu. Nie możecie się wiecznie ukrywać - zakończył Guinn, który w ostatnim występie zastopował Terrella Nelsona w siódmym starciu.
Federacja World Boxing Organization chce, by mistrz wagi lekkiej, Juan Manuel Marquez (51-5-1, 37 KO), zmierzył się z posiadaczem tymczasowego tytułu - Michaelem Katsidisem (27-2, 21 KO). Obozy pięściarzy mają 30 dni na dojście do porozumienia. Tradycyjnie, jeżeli umowa nie zostanie zawarta, odbędzie się przetarg. Negocjacje nie powinny być jednak szczególnie kłopotliwe - obydwaj wojownicy promowani są przez Golden Boy Promotions.
Meksykański champion nie ma więc wiele czasu na podjęcie decyzji dotyczącej dalszej kariery. Marquez jest jednym z głównych kandydatów na rywala dla wracającego w grudniu Amira Khana (23-1, 17 KO), do którego należy pas WBA w limicie do 140 funtów. Jeśli "Dinamita" odmówi stoczenia walki z Katsidisem, Australijczyk zostanie pełnoprawnym mistrzem WBO.
Serdecznie zapraszamy na drugi cykl nagrań video, w których zaprezentujemy fragmenty przygotowania siłowo-kondycyjnego Tomasza Adamka (41-1, 27 KO) do walki z Michaelem Grantem (46-3, 34 KO). Pojedynek odbędzie się 21. sierpnia w Newark. Najlepszy polski pięściarz trenuje pod okiem trenera Tylora Woodmana.
TOMASZ ADAMEK NA TRENINGU Z ROGEREM BLOODWORTHEM >>
WYWIAD Z TRENEREM TYLEREM WOODMANEM >>
TOMASZ ADAMEK - SERWIS SPECJALNY >>
Niezwykle efektowne zwycięstwo Mariusza Wacha (22-0, 10 KO) nad Christianem Hammerem (7-2, 4 KO) powoli zaczyna owocować coraz ciekawszymi propozycjami współpracy, składanymi "Polskiemu Olbrzymowi" przez możnych kategorii ciężkiej.
Już 10 sierpnia sympatyczny pięściarz z Krakowa wyrusza do USA na zaproszenie Samuela Petera (34-3, 27 KO), by przez 4 tygodnie pomagać Nigeryjczykowi w przygotowaniach do planowanego na 11 września mistrzowskiego pojedynku z Władimirem Kliczko (54-3, 48 KO).
O szczegółach związanych z pobytem naszego pięściarza za Wielką Wodą będziemy Was szczegółowo informować na łamach BOKSER.ORG.
Porażka z rąk Floyda Mayweathera Jr. (41-0, 25 KO) nie wpłynęła negatywnie na aspiracje starzejącego się Shane'a Mosleya (46-6, 39 KO), który już 18 września w Staples Center (Los Angeles, Kalifornia) zmierzy się z Sergio Morą (22-1-1, 6 KO). "Sugar" nie lekceważy zwycięzcy pierwszej edycji "Contendera", lecz planami wybiega już daleko w przyszłość. Jeżeli Mosley zdoła pokonać "Latynoskiego Węża", w następnym starciu chciałby zaboksować z mistrzem WBC wagi średniej - Sergio Martinezem (45-2-2, 24 KO).
- Sergio Mora nie jest łatwym przeciwnikiem, pokonał przecież Vernona Forresta. Ma nade mną znaczną przewagę w warunkach fizycznych. Jeżeli go pokonam, chciałbym zmierzyć się z Sergio Martinezem. Poza tym, przecież Manny Pacquiao też może pokonać Margarito, a wówczas moglibyśmy zaboksować w limicie wagi średniej - powiedział blisko 39-letni Mosley.
Byłemu mistrzowi świata w wadze ciężkiej, Mike’owi Tysonowi (50-6, 44 KO) wytoczono proces sądowy na 115 milionów dolarów za niezgodne z prawem używanie pseudonimu „Żelazny Mike”. Oskarżycielem jest kolega po fachu Amerykanina, 49-letni Mike Landrum, który twierdzi, że pseudonim opatentował w roku 1983 po przejściu na zawodowstwo, podczas gdy Tyson rozpoczął profesjonalną karierę dopiero dwa lata później.
Zdaniem Landruma, który na zawodowym ringu wygrał sześć razy w dziesięciu walkach, pseudonim „Żelazny Mike” należy do niego, a Tyson bezprawnie wykorzystywał go na przestrzeni niemal 20 lat. Oskarżyciel utrzymuje, że z tego wzlędu nie mógł otrzymywać dobrych ofert pojedynków oraz odpowiedniego wsparcia sponsorskiego. Adwokaci Tysona poinformowali, że nie otrzymali jeszcze oficjalnych pism sądowych, niemniej są przekonani, że cała sprawa nie może zagrażać interesom ich klienta.
Zapraszamy na drugą część wywiadu z mistrzem federacji IBF kategorii cruiser, Steve'em Cunninghamem (23-2, 12 KO).
- Od niedawna jesteś zawodnikiem Sauerlanda. Ostatnio na ten temat wypowiedziałeś się tak: "to jest ryzykowne, ale mądre"
Steve Cunningham: U boksera jest tak, że podpisujesz kontrakt z promotorem, ale tak naprawdę za nim stoi firma. Firma z adwokatami i tym podobne, bokser sam w sobie też jest jak firma. Dostaje się wtedy tyle papierów, których w ogóle się nie rozumie. Po dziesięciu latach w branży niektórych pojęć do dziś w kontraktach nie znam i pytam się co to ma być. Na końcu zadaję sobie pytanie, czy cele, które ma promotor są celami pięściarza. A u Sauerlanda widzę dużą przyszłość.
- Dlaczego?
SC: Oni dostali pięściarza, który jest w swoim najlepszym okresie, a ja w zamian jestem w grupie, która ma mnóstwo kibiców, gal i dobry kontrakt z telewizją. Również bardzo mnie zaskoczyło jak Sauerland podszedł do mojej osoby, z dużym szacunkiem.
107 zawodniczek z 20 państw stanęło na starcie V. Mistrzostw Unii Europejskiej Kobiet (Elite), które odbywają się w węgierskiej miejscowości Keszthely.
W pojedynkach eliminacyjnych unijnego championatu – już pierwszego dnia – aż cztery nasze reprezentantki zmierzyły się z zawodniczkami Turcji. Ponadto jedna z Polek skrzyżowała rękawice z Bułgarką, a jedna z Portugalką. Tak więc bez cienia przesady można stwierdzić, że na węgierskim ringu byliśmy świadkami meczu polsko-tureckiego, który ostatecznie zakończył się korzystnym bilansem dla naszej drużyny. Chociaż obok czterech eliminacyjnych zwycięstw Polki zanotowały także dwie przegrane. Oto wyniki walk naszych reprezentantek:
- Grupa promotorska braci Kliczko, K2 wyszła z propozycją walki w tym samym dniu, kiedy na konferencji prasowej we Frankfurcie nie pojawił się Powietkin – poniformował Samuel Peter (34-3, 27 KO), najbliższy rywal Władimira Kliczki (54-3, 48 KO) w walce o pasy IBF, IBO oraz WBO w wadze ciężkiej. – Myślę, że Władimir już wtedy zrozumiał, że Aleksander nie wyjdzie na ring przeciwko niemu. Lecz ja nie jestem taki jak on. Jestem zawsze gotowy do walki – powiedział „Koszmar”. Nigeryjczyk zapowiedział również, że w pojedynku rewanżowym zamierza szybko zwyciężyć Władimira przez nokaut.
Według Petera, nie warto wspominać poprzednich pojedynków przeciwko braciom Kliczko. – Nie byłem wówczas w formie. Miałem problemy z promotorami, jak również inne, które wpłynęły na mój stan psychiczny – powiedział Nigeryjczyk. – W terminie walk po prostu nie byłem do nich gotów. Co więcej, chyba trochę pożałowałem Witalija. Można powiedzieć, że oddałem mu pas za darmo. 11 września jego młodszy brat będzie spłacać ten dług. W ten wieczór zabiorę wszystkie pasy, które są w posiadania Władimira. Zamierzam go znokautować do trzeciej rundy włącznie. Zapewniam was, walka nie potrwa dwunastu rund, ponieważ do ringu wejdzie dwóch panczerów. Mam nadzieję, że Władimir nie będzie starał się mnie obejmować, jak miało to miejsce pięć lat temu w Atlantic City.
Odkąd HBO podjęło decyzję o pokazaniu gali Mosley-Mora w systemie PPV, "undercard" wciąż rośnie w siłę. Teraz organizatorzy pracują nad doprowadzeniem do starcia Daniela Ponce De Leona (39-2, 32 KO) z Miguelem Romanem (30-7, 22 KO).
Efektownie walczący, były mistrz WBO w wadze super koguciej, wygrał już pięć pojedynków po druzgocącej porażce z rąk Juana Manuela Lopeza (29-0 26 KO) i wkrótce może zawalczyć o jeden z liczących się pasów kategorii piórkowej, a być może dostanie nawet szansę zrewanżowania się "Juanmie", który wyraźnie unika Caballero i Gamboy.
Wczoraj w Saint Louis odbyła się ostatnia konferencja prasowa przed sobotnią galą boksu, głównym wydarzeniem której będzie pojedynek mistrza świata federacji WBC oraz IBF w wadze junior półśredniej między Devonem Alexandrem (20-0, 13 KO) oraz Andrijem Kotelnikiem (31-3-1, 13 KO), w przeszłości czempionem WBA. Poza pojedynkiem Amerykanina z Ukraińcem, w Saint Louis będzie można obejrzeć również walkę niepokonanego mistrza IBF w wadze półciężkiej Tavorisa Clouda (20-0, 18 KO) z Glenem Johnsonem (50-13-2, 34 KO) oraz starcie o pas tej samej federacji w wadze junior średniej pomiędzy Cory’m Spinksem (37-5, 11 KO) i Corneliusem Bundrage (29-4, 17 KO). Poniżej zamieszczamy wypowiedzi głównych bohaterów wieczoru.
Devon Alexander: Chciałbym podziękować Donowi Kingowi za danie kolejnej możliwości zademonstrowania mojego talentu. Kenny Cunningham to najlepszy trener na całym świecie. Na pierwszej konferencji prasowej powiedziałem, że wybieram się do Las Vegas na obóz przygotowawczy. Teraz jestem gotowy. Gotowy. Chcecie to zobaczyć? (zgina rękę i pokazuje swój biceps) – jestem gotowy.
Andrij Kotelnik: Doświadczam niecodziennych uczuć – bardzo mi się poszczęściło, że dostałem walkę w Saint Louis. Chciałbym podziękować Donowi Kingowi i HBO, którzy zorganizowali dla mnie tę walkę – najtrudniejszą walkę tego wieczoru. To dla mnie wielka chwała, aby wystąpić w głównym wydarzeniu gali, której bohaterami będą również takie supergwiazdy jak Cory Spinks i Glen Johnson. Nie jestem zaniepokojony wrogo nastawioną publicznością – umiem skupiać swoją uwagę wyłącznie na przeciwniku, nie zwracając jej na inne rzeczy. I jeszcze jedno... Przygotowałem dla Alexandra wielką niespodziankę.