Joel Casamayor (37-5-1, 22 KO) bardzo źle zaczął walkę z Robertem Guerrero (27-1-1, 18 KO). Szczególnie słaba w wykonaniu Kubańczyka była runda druga, kiedy najpierw dostał ostrzeżenie za przytrzymywanie, a chwilę potem zapoznał się z deskami po długim lewym prostym rywala.
Robert był również blisko wygranej przed czasem w szóstym i siódmym starciu. Wtedy również naruszał Joela po akcji prawy-lewy prosty. Doświadczony Kubańczyk, mistrz olimpijski sprzed osiemnastu lat potrafi się jednak bronić jak mało kto i klinczami przetrwał kryzys. Sam natomiast ostro finiszował w ostatnich minutach, a w dziesiątej odsłonie skontrował Guerrero prawym prostym tak skutecznie, że tym razem to on był liczony. Finisz okazał się niestety spóźniony i "Duch" wygrał na kartach wszystkich sędziów, którzy punktowali 97:90 i dwukrotnie 98:89.
Sakio Bika (28-4-2, 19 KO) mógł bardzo szybko skończyć swoją walkę z Jeanem Paulem Mendy (29-0-1, 16 KO) w ramach eliminatora federacji IBF, ale poniosły go emocje i został zdyskwalifikowany za cios, gdy rywal znajdował się już w pozycji horyzontalnej.
- Jestem naprawdę zawiedziony i rozczarowany. Byłem podekscytowany i bardzo podniecony, dlatego też nie zwróciłem uwagi na to, że on już klęczał na macie. Zależało mi na dużych walkach, a tak naprawdę zrobiłem w ten sposób duży krok w tył. Jestem bardzo rozczarowany - mówił zaraz po pojedynku "Skorpion". Jego ofiara została odwieziona do szpitala. I tak oto półprzytomny Francuz zyskał status pretendenta do pasa mistrzowskiego...
- Marzę o walce z Maidaną, by zamknąć w końcu mu usta. Jemu i innym ludziom. Dzięki moim umiejętnościom oraz dzięki długiemu zasięgu ramion wiem, że pobiłbym go. Nie wierzę by on mógł poradzić sobie z moją szybkością - mówi Amir Khan (23-1, 17 KO), który już za kilka godzin zasiądzie w "Mandalay Bay Resort & Casino" w Las Vegas by z bliska obejrzeć swojego potencjalnego rywala w przyszłości, czyli lepszego z dwójki Juan Diaz vs Juan Manuel Marquez.
23-letni Anglik wyznał, iż nie tylko Argentyńczyk znajduje się na jego celowniku - Także pojedynek z Katsidisem byłby bardzo interesujący. Styl robi walkę, a nasze style w połączeniu dałyby niesamowite widowisko. W kategorii junior półśredniej jest sporo opcji i możliwości na organizację dużych walk. Jest przecież Marquez, jest Victor Ortiz, więc zobaczymy co będzie. Przekazałem moim promotorom listę zawodników, z którymi chciałbym się zmierzyć. Boks to biznes i zobaczymy co będzie dla mnie najlepszą opcją - zakończył Khan.
- Minął 9 tydzień treningów. Z pośród wielu zajęć treningowych, które miałem w ostatnim okresie zapamiętam zupełnie nowe ćwiczenia siłowe. Trener od przygotowania siłowego Tyler Woodman, zaaplikował mi ciekawe ale bardzo wyczerpujące ćwiczenie. Celem tych ćwiczeń, było wzmocnienie siły ciosu a także wzmocnienie nóg. Siłę ciosów według recepty mistrza olimpijskiego Jerzego Kuleja można znacznie wzmocnić prostym ćwiczeniem z użyciem młotka i pieńka dębowego. Mój trener zmodyfikował to i zamiast młotka wręczył mi młot, a zamiast pieńka wielką oponę. Waliłem w tę oponę z całej siły, ledwo utrzymując trzonek w dłoniach. I tak doszło do realizacji planu treningowego zalecanego od czasów Papy Stamma - pisze na swoim blogu Tomasz Adamek (41-1, 27 KO), który już za niespełna 3 tygodnie stanie do pojedynku z wysokim Michaelem Grantem (46-3, 34 KO).
VIDEO. TYLER WOODMAN - TRENER ADAMKA OD PRZYGOTOWANIA SIŁOWO-KONDYCYJNEGO >>
- Inne ćwiczenia miały rozwijać mięsnie nóg a ćwiczenia, które wykonywałem bardziej przeznaczone były dla strongmana. Pchałem i ciągnąłem różne żelastwa a pot zalewał mi oczy. Wszystko to miało sens i odniosło pozytywny wpływ na rzeźbę moich mięsni rąk i nóg. Ćwiczenia siłowe uzupełniam pływaniem, bieganiem. Niezależnie od biegania trener zaaplikował mi dalej ćwiczenia na schodach elektrycznych i tak wchodzę na setki pięter, każdego dnia. Wszystko to sprawia, że utrzymują swoją stałą wagę ciała tj.100 do 102 kg.
- Nie wiem czy Haye będzie teraz walczyć z Harrisonom, czy też z kimś innym. Spoglądam tylko w przyszłość i mam plany, aby zostać mistrzem świata, daj Boże, jeszcze raz - powiedział nam Rusłan Czagajew (26-1-1, 17 KO), który po majowym zwycięstwie nad Kalim Meehanem zyskał status oficjalnego pretendenta do walki o pas mistrza świata organizacji WBA. 31-letni Uzbek nie wie jeszcze, kiedy mógłby się odbyć jego pojedynek z Davidem Haye'em, ale wydaje się być pełen nadziei na ponowne znalezienie się w gronie mistrzów kategorii ciężkiej.
- Jestem bardzo szczęśliwy. Khoren okazał się wymagającym pretendentem. Cały czas popełniam sporo błędów, jednak ciężko pracuję nad tym, by było ich jak najmniej - mówił wczoraj po pierwszej udanej obronie pasa WBA kategorii super średniej Dimitri Sartison (27-1, 17 KO).
W dużo gorszych nastrojach był natomiast jego rywal, Khoren Gevor (31-5, 16 KO), który już po raz trzeci próbował zdobyć mistrzostwo świata - Dałem gównianą walkę. Nie ruszałem się dobrze, za to on boksował bardzo mądrze i nie pozostało mi nic innego, jak tylko mu pogratulować. Pokazał się z dobrej strony, ale cały czas uważam, iż był najłatwiejszym do pokonania z mistrzów, z którymni się spotkałem - zakończył wściekły na siebie Gevor.
Po efektownym występie przeciwko Danielowi Jacobsowi akcje Dimitri Piroga (17-0, 14 KO) bardzo wzrosły. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bowiem już teraz dyskutowany jest pojedynek Rosjanina z championem federacji WBC, Sergio Martinezem (45-2-2, 24 KO). Do takiej walki mogłoby dojść 2 października, kiedy stacja HBO wyznaczyła Argentyńczykowi datę kolejnej potyczki. W tej sprawie rozmawiali już nawet promotorzy obu pięściarzy - Artie Pelullo (Dimitri) oraz Lou DiBella (Sergio).
- Zadzwoniłem do niego pogratulować mu wygranej. Wymieniliśmy kilka zdań na temat takiej walki, ponieważ Pirog i Martinez mogliby dać świetne widowisko - potwierdził te rewelacje DiBella. Tak więc jeśli Paul Williams nie wujdzie w pierwszą sobotę października naprzeciw Martineza, najprawdopodobniej uczyni to nowy mistrz wagi średniej według WBO, Dimitri Pirog.
Niczym Arthur Abraham swoją walkę przegrał przed momentem zwycięzca trzeciej edycji programu "The Contender", Sakio Bika (28-4-2, 19 KO).
Kameruńczyk już w pierwszej minucie rzucił na deski Jeana Paula Mendy (29-0-1, 16 KO), ale gdy ten jeszcze klęczał, nieoczekiwanie "Skorpion" pociągnął jeszcze potwornym podbródkiem, nokautując ciężko bezbronnego Francuza. Doświadczony sędzia Joe Cortez nie miał żadnych wątpliwości i zdyskwalifikował Bikę. Tym samym półprzytomny Mendy został oficjalnym pretendentem federacji IBF kategorii super średniej.
Już tylko trzy tygodnie zostało do zaplanowanej na 21. sierpnia gali w Prudential Center w Newark, na której walką wieczoru będzie pojedynek Tomasza Adamka (41-1, 27 KO) z Michaelem Grantem (46-3, 34 KO). Znane są już kolejne nazwiska pięściarzy, którzy wystąpią na tejże gali, w związku z tym pojawił się nowy plakat reklamujący to wydarzenie.
ZOBACZ NOWY PLAKAT NA ADAMEK-GRANT >>
Informowaliśmy już wcześniej, że swój piąty pojedynek, tym razem u boku "Górala", stoczy Adam Kownacki (4-0, 4 KO). Kolumbijczyk Joel Julio (35-4, 31 KO) zawalczy z Amerykaninem Jamaalem Davisem (12-6, 6 KO) w kategorii półśredniej. W kategorii lekkopółśredniej, zobaczymy Amerykanina Sadama Ali (8-0, 4 KO), dla którego będzie to już 3 występ w Prudential Center, w jego krótkiej karierze zawodowej. W limicie kategorii super lekkiej zaboksuje Amerykanin Jeremy Bryan (13-1, 6 KO). Natomiast w kategorii lekkiej, zobaczymy dwie walki, w obu będzie to debiut na zawodowym ringu. W pierwszej walce zaboksuje Tyrone Lucky, w drugiej Shem Pagan, ich przeciwnicy nie są jeszcze znani.
Dimitri Pirog (17-0, 14 KO) znokautował w piątym starciu Daniela Jacobsa (20-1, 17 KO), sięgając po wakujący pas federacji WBO wagi średniej.
30-letni Rosjanin od pierwszej sekundy ostro ruszył na rywala, wywierając na nim presję. W pierwszej odsłonie kilka razy trafił lewym prostym, ale już w drugiej był blisko "czasówki", kiedy trafił najpierw bardzo mocno prawym krzyżowym, a chwilę potem lewym podbródkiem. Jacobs szybko się pozbierał i nieoczekiwanie przejął inicjatywę w trzeciej rundzie, kilka razy kontrując Piroga. Wszystko wróciło do normy w czwartym starciu, a w piątym było już po wszystkim. Dimitri zmienił pozycję na mańkuta, zapędził przeciwnika do lin, tam zamarkował lewy sierp, zrobił zakrok prawą nogą i wystrzelił niespodziewanie prawym prostym. Zdezorientowany Jacobs przyjął ten cios na brodę, padł twarzą na matę, a sędzia doliczając do sześciu i widząc brak reakzji ze strony Amerykanina przerwał liczenie i ogłosił zwycięstwo Piroga przez nokaut.
Federacja IBF uwzględniła decyzję o wyrzuceniu Aleksandra Powietkina (19-0, 14 KO) z pozycji oficjalnego challengera. Ludzie odpowiedzialni za ranking tej organizacji sklasyfikowali go na jedenastym miejscu w wadze ciężkiej. Pierwsza lokata została zwakowana. Tomasz Adamek (41-1, 27 KO) jest trzeci, tylko z Samuelem Peterem (34-3, 27 KO).
Oto czołowa piętnastka dywizji ciężkiej według IBF:
1 - wakat, 2 - Samuel Peter, 3 - Tomasz Adamek, 4 - Denis Bojcow, 5 - Eddie Chambers, 6 - Rusłan Czagajew, 7 - Nikolai Wałujew, 8 - Aleksander Dimitrenko, 9 - Jean Marc Mormeck, 10 - Jonathon Banks, 11 - Aleksander Powietkin, 12 - Chris Arreola, 13 - Odlanier Solis, 14 - Derrick Rossy, 15 - Nagy Agulera.
Siedemnaście miesięcy po pierwszym spotkaniu, Juan Manuel Marquez (51-5-1, 37 KO) ponownie udowodnił Juanowi Diazowi (35-4, 17 KO) swą wyższość w bokserskim rzemiośle.
Zaczęło się jednak nietypowo, bowiem znany z furiackich ataków Amerykanin czekał na Meksykanina na środku ringu, celnie bił lewym prostym oraz prawym sierpem nad lewą ręką rywala. Marquez zranił Juana w drugiej minucie lewym podbródkowym, lecz nie poszedł za ciosem, za co zapłacił karę, bowiem jeszcze przed gongiem kończącym pierwszą odsłonę zainkasował mocny lewy sierp i dwa kolejne z prawej ręki. W pierwszych trzech rundach nieoczekiwanie warunki dyktował Diaz, jednak Juan szybko wyciągnął wnioski i od czwartego starcia niczym profesor karcił bezradnego, dziesięć lat młodszego Diaza. Szczególnie niebezpieczny był prawy krzyżowy oraz lewy podbródek, a rozpędzony i rozluźniony Marquez łączył nawet te ciosy w serie kilku i kilkunastu uderzeń. Naturalnie Diaz cały czas starał się odpowiadać, ale trochę ustępował przeciwnikowi w przygotowaniu szybkościowym, a jak wiemy "trochę" na tym poziomie to bardzo dużo.
Diaz podkręcił jeszcze tempo w ostatniej odsłonie i szaleńczym atakiem próbował odwrócić losy tego pojedynku na swoją korzyść. Marquez nie dał sobie zrobić większej krzywdy, chociaż walkę zakończył z praktycznie zamkniętym z opuchlizny prawym okiem. Po ostatnim gongu sędziowie punktowali jego wygraną 118:110, 117:111 i 116:112, dzięki czemu obronił tytuł mistrza świata wagi lekkiej organizacji WBO oraz WBA.
- Jestem dumny z własnego występu i gotowy do walki z każdym. Juan przystąpił do tego pojedynku z inną taktyką. Za pierwszym razem to on był agresorem, teraz więcej myślał i lepiej boksował. Z kimkolwiek będę się miał zmierzyć, na pewno będę gotowy. Kiedy się przygotowujesz w ten sposób co ja, wiek nie ma znaczenia. Myślę poważnie o przenosinach do kategorii junior półśredniej, by zostać pierwszym Meksykaninem, który wywalczył tytuł mistrza świata w czterech różnych dywizjach - powiedział na konferencji prasowej po wczorajszym pojedynku genialny Juan Manuel Marquez (51-5-1, 37 KO).
W trochę gorszych nastrojach był Juan Diaz (35-4, 17 KO), ale i on nie rozpacza nad swoim losem - To po prostu nie była moja noc. Marquez jest wspaniałym pięściarzem, przyszłym członkiem "Galerii Sław" i dla mnie to, że mogłem z nim dwukrotnie stanąć w ringu, jest wielkim honorem.Wracam do domu na dłuższą przerwę, ponieważ przygotowywałem się aż jedenaście tygodni i dałem dziś z siebie wszystko - zakończył Diaz.
Jorge Linares (29-1, 18 KO) maksymalnie wykorzystał przewagę w warunkach fizycznych nad Rocky Juarezem (28-7-1, 20 KO), skutecznie obijając go z dystansu długim lewym prostym. Warto również zaznaczyć bajeczną pracę nóg, dzięki czemu pięściarz z Wenezueli mógł utrzymać swojego przeciwnika daleko i bezpiecznie od siebie.
Linares w piątej rundzie był nawet bliski wygranej przed czasem. Dziesięć sekund przed zakończeniem tej odsłony po lewym prostym wystrzelił nieoczekiwanie lewym podbródkiem, Juarez dostał na skroń i wstrząśnięty poleciał na matę ringu. Wstał jeszcze zamroczony na osiem, ale na jego szczęście zabrzmiał gong. Były mistrz świata amatorów i srebrny medalista olimpijski z Sydney do końca ósmej rundy zbierał niezłe lanie, ale w ostatnich dwóch odsłonach jeszcze raz dzielnie zaatakował, zmazując trochę obraz jednostronnego pojedynku. Sędziowie nie mieli oczywiście problemów z wytypowaniej zwycięzcy, punktując 97:92 oraz dwukrotnie 99:90 - oczywiście na korzyść Linaresa.

Dzisiejszej nocy doszło do bardzo ciekawego spotkania w limicie kategorii średniej. Dmitri Pirog (17-0, 14 KO) znokautował w piątym starciu faworyta gospodarzy Daniela Jacobsa (20-1, 17 KO).
Niedługo po walce Rosjanin przyznał, że nie odczuwał ciosów zadawanych przez swojego oponenta i był przekonany, że w końcu uda mu się usadzić rywala na macie ringu. Należy wspomnieć, że do momentu przerwania pojedynku to właśnie "Złote Dziecko" z Nowego Jorku prowadziło na kartach punktowych (trójka sędziowska po czterech rundach punktowała 39-37 na korzyść Amerykanina).
- Jestem bardzo szczęśliwy i wdzięczny, że mogę zawieźć ten pas do moich fanów w Rosji. Danny uderzał bardzo szybko i ostro, ale ja nie czułem za bardzo tych ciosów. Zraniłem go w drugiej rundzie, wiedziałem więc, że mogę zrobić to ponownie – nie krył radości Pirog.
- Wszystko działo się za szybko. Dostałem cios, którego w ogóle nie widziałem… Nie zamierzam się tłumaczyć. Mam nadzieję, że wybaczycie mi i zaufacie ponownie. Wiem, że mogę wrócić i stać się mistrzem. Jeśli dam z siebie 100 procent, to jestem w stanie wykonać zadanie trochę lepiej – powiedział przegrany.
Broniący tytułu IBF kategorii super muszej Simphiwe Nongqayi (16-1-1, ) prowadził po pięciu rundach z Juanem Alberto Rosasem (32-5, 26 KO) na punkty, ale nie wytrzymał narzuconego przez pretendenta tempa i w szóstej odsłonie przyklęknął na kolano. Wstał co prawda na osiem, ale jego narożnik rzucił ręcznik na znak poddania. Pięściarz z RPA zdobył ten pas we wrześniu ubiegłego roku, pokonując wówczas Jorge Arce (55-6-1, 42 KO).
Arce również wystąpił na tej meksykańskiej gali i już w pierszym starciu znokautował ciosem na korpus Martina Castillo (35-4, 18 KO).

Już tylko kilka godzin dzieli nas od rewanżowej potyczki Juana Manuela Marqueza (50-5-1, 37 KO) z Juanem Diazem (35-3, 17 KO). Ich pierwsza walka została ogłoszona najlepszą w ubiegłym tygodniu, a i dzisiaj nie powinno zabraknąć emocji. W tym temacie możecie wymieniać się poglądami na temat tego pojedynku i całej gali z Las Vegas.

Tak jak za pierwszym razem, tak i dziś w nocy Juan Manuel Marquez (pr.) oraz Juan Diaz (l.) stworzyli świetne widowisko. Ponownie lepszy okazał się Meksykanin, wygrywając u wszystkich sędziów 118:110, 117:111 i 116:112. Stawką pojedynku były należące do Marqueza pasy WBO/WBA kategorii lekkiej.
Jeszcze przed rozpoczęciem zawodowej kariery Frankie Gomez (5-0, 5 KO) został namaszczony przez Oscara De La Hoyę na swojego następcę. Póki co ten 18-latek zdaje się potwierdzać ów teorię, wygrywając coraz szybciej swoje walki. Tym razem ofiarą zeszłorocznego finalisty mistrzostw świata (w wieku 17. lat przyp. Redakcja) został Ronnie Peterson (3-3, 3 KO).
Występujący w kategorii junior półśredniej Gomez załatwił wszystko w niewiele ponad dwie minuty. Najpierw zamknął rywala w narożniku, zamroczył krótkim lewym sierpowym, a akcję zakończył prawym podbródkowym, po którym sędzia Kenny Bayless mógł już tylko policzyć do dziesięciu.