Trenowany przez Freddiego Roacha Vanes Martirosyan (28-0, 17 KO) rozgląda się za dużą walką. Ormianin z amerykańskim paszportem póki co występuje w kategorii do 154 funtów, lecz jest zainteresowany starciem z byłym dominatorem wagi średniej - Kelly Pavlikiem (36-2, 32 KO). "Nightmare" nie pogardziłby również możliwością zaboksowania o należący do Felixa Sturma (33-2-1, 14 KO) pas WBA w limicie 160 funtów.
- Wiem, że Pavlik szuka rywala. Chętnie się z nim zmierzę. Doszły mnie słuchy, że Cintron odmówił Sturmowi. Felix też jest na mojej liście, jeśli odważy się wyjść ze mną do ringu - powiedział 24-letni pięściarz.
Martirosyan nie zamierza toczyć więcej rankingowych walk i chce, by jego najbliższym przeciwnikiem był ktoś ze ścisłej czołówki.
- Poza Kellym i Sturmem jest jeszcze wiele innych ciekawych opcji. Być może zawalczę z Cotto. Dzinziruk i Williams to równie ciekawi rywale. Wezmę każdy duży pojedynek. Gdzie ci wszyscy czołowi zawodnicy mają jaja? Martwią się tylko o pieniądze. Ja mogę bić się z każdym - twierdzi Vanes.
Rob Calloway (70-12-2, 57 KO) mimo 41 lat nadal próbuje swoich sił w zawodowym boksie. Amerykanin, który występuje w kategorii ciężkiej i junior ciężkiej, 6 sierpnia stoczy pojedynek numer 85 w swojej karierze! "All-American Prizefighter" przegrał ostatnie dwie walki, jego pogromcami okazali się Shannon Briggs i Paweł Kołodziej. Najbliższym oponentem boksera z USA będzie Travis Fulton (14-24, 14 KO), który może "pochwalić się" serią 9 przegranych z rzędu. Zawodnik ten w swojej karierze walczył z takimi rywalami jak: Chazz Witherspoon, Lou Savarese, Travis Walker i Albert Sosnowski. Ze wszystkimi przegrywał dość boleśnie, bo przed czasem.
Pojedynek między pięściarzami ze Stanów Zjednoczonych odbędzie się na dystansie 6 rund. Należy wspomnieć, że obaj panowie stanęli naprzeciw siebie w przeszłości. W 2005 roku Calloway wygrał przez TKO w 2 rundzie.
Przygotowujący się do wrześniowego występu
Tyson Fury (11-0, 9 KO) oświadczył, że bez zastanowienia zastąpi Dereka Chisorę (13-0, 8 KO) lub Sama Sextona (13-1, 6 KO), jeżeli któryś z nich nabawi się kontuzji lub z jakiekolwiek innego powodu zrezygnuje z występu na organizowanej przez Franka Warrena gali "Magnificent Seven".
- W razie nagłego wypadku mogę wskoczyć w puste miejsce i zaboksować 18 września na LG Arena w Birgmingham. Jestem gotowy. Tydzień później mam walkę, więc i tak będę w formie. Będę gotowy i mogę pokonać któregokolwiek z nich. W razie czego nie będę wyłączał telefonu - powiedział 22-letni olbrzym z Wilmslow.
Do dwóch ciekawych pojedynków dojdzie jutro na gali w Tepic (Meksyk). W pierwszym z nich Jorge Arce (54-6-1, 41 KO), były mistrz trzech kategorii wagowych, zmierzy się z Martinem Castillo (35-3, 18 KO) - byłym posiadaczem pasa WBA w wadze super muszej. Obydwaj Meksykanie wnieśli na wagę po 120 funtów.
Po "Travieso" do ringu wyjdzie Simphiwe Nongqayi (16-0-1, 6 KO), który w drugiej obronie tytułu IBF wagi super muszej zaboksuje z Juanem Alberto Rosasem (31-5, 25 KO). Pretendent bez problemu zmieścił się w limicie 115 funtów. Większe problemy miał champion, który dopiero przy trzecim podejściu zanotował maksymalny dopuszczalny wynik.
Czempion WBC kategorii ciężkiej Witalij Kliczko (40-2, 38 KO), nie potwierdził finalizacji negocjacji na walkę z Shannonem Briggsem (51-5-1, 45 KO), który rozpowiada w mediach, że jego walka z Ukraińcem jest pewna. Amerykanin powiedział prasie, że otrzymał już kontrakt na tę walkę, natomiast Kliczko stwierdził, że prace nad kontraktem wciąż trwają. Do walki pięściarzy, może dojść już w październiku.
- Wciąż negocjujemy z obozem Briggsa. Kiedy wszystko ustalimy, i gdy kontrakt będzie gotowy, poinformujemy o tym. Jeśli nie uda nam się wszystkiego uzgodnić, będziemy szukać innego przeciwnika. Na ten moment, jest duża szansa, że do tej walki dojdzie - powiedział Kliczko stacji BBC.
Mało okazale wyglądał powrót Juana Carlosa Gomeza (48-2, 36 KO) do grupy Universum. Były król kategorii cruiser i okrzyknięty najlepszym technikiem wagi ciężkiej Kubańczyk wygrał co prawda każdą z ośmiu rund z groźnym Zackiem Page'em (21-30-2, 7 KO), ale pojedynek toczony był w wyjątkowo niskim tempie i okazał się bardzo nudny.
Po ostatnim gongu wszyscy sędziowie widzieli wygraną Gomeza 80:72.
Po dwóch porażkach z rzędu w końcu ważne zwycięstwo zanotował były mistrz świata federacji WBO kategorii super średniej, Karoly Balzsay (22-2, 16 KO).
Węgier przez cztery rundy obijał prawym prostym niedawnego rywala Piotrka Wilczewskiego, Aziza Daari (24-15-4, 20 KO). Już w końcówce czwartego starcia wstrznąsnął nim kombinacją prawy-lewy prosty. Daari jeszcze wtedy ustał, ale po identycznej takiej akcji w piątej odsłonie został już wyliczony do dziesięciu.
Warto przy okazji wspomnieć, iż Balzsay sparował przed tym pojedynkiem właśnie z "Wilkiem".
Jeszcze kilka tygodni temu Delvin Rodriguez (25-5-2, 14 KO) głośno krzyczał, że został oszukany w walce z Rafałem Jackiewiczem, a tymczasem dziś w nocy przydarzyła mu się przykra wpadka z Ashleyem Theophanem (27-4-1, 7 KO). Dużo niższy Anglik cały czas nacierał na swojego rywala, tymczasem Rodriguez starał się utrzymać go na dystans długim lewym prostym. Wychodziło mu to nawet nieźle, ale był tego wieczoru dziwnie ospały i mało aktywny, co znalazło odbicie na kartach sędziowskich. Pierwszy widział remis 95:95, ale dwóch pozostałych punktowało 96:94 na korzyść Ashleya.
W innej ciekawej walce Andy Lee (22-1, 16 KO) znokautował w piątej rundzie Jamesa Cooka (11-4-1, 8 KO).
Dimitri Sartison (27-1, 17 KO) stoczył chyba najlepszą walkę w karierze i pokonał pewnie na punkty Khorena Gevora (31-5, 16 KO), broniąc tym samym tytuł mistrza świata federacji WBA kategorii super średniej.
Champion zaskoczony trochę szalonym atakiem pretendenta przespał pierwsze starcie, ale już od drugiego przyjął świetną taktykę i głównie dzięki doskonałej pracy nóg zupełnie zneutralizował wariackie ataki rywala. Dimitri przepuszczał obszerne sierpy Gevora bądź zbierał je na blok i kontrował co chwilę wolniejszego przeciwnika.
W czwartej odsłonie przepuścił właśnie w ten sposób lewy sierp Khorena, sam trafił prawym sierpem i pretendenta przed upadkiem uratowały dopiero liny. To uderzenie nie tylko zamroczyło Ormianina, ale również mocno podbiło jego prawe oko. Trochę zdezorientowany Gevor dostał ostrzeżenie w szóstej rundzie za cios poniżej pasa, a w siódmej znów był na skraju nokautu po prawym krzyżowym mistrza. Do końca pojedynku warunki dyktował boksujący jak profesor Sartison i pewnie dowiózł zwycięstwo do końca. Po ostatnim gongu sędziowie jednogłośnie wytypowali jego wygraną punktując 115:112, 117:110 i 117:109.
Na koniec lipca, mamy dla Was kolejny konkurs ze zdjęciem, Nagrodą dla zwycięzcy jest książka "Została Legenda" o F. Stammie. Pytania konkursowe, na które należy odpowiadać w komentarzach brzmią: Jacy zawodnicy stoją na podium? Jakie to zawody? W którym roku je zorganizowano i gdzie? Jak zwykle wygrywa ta osoba, która najszybciej poda odpowiedzi na wszystkie pytania.
Aleksander Dimitrenko (30-1, 20 KO) triumfalnie powrócił po porażce z rąk Eddie Chambersa, wygrywając przed momentem przez TKO w piątej rundzie z wybitnie bojaźliwym Jaroslawem Zaworotnym (14-5, 12 KO).
Pierwsze osiem minut upłynęło pod znakiem lewego prostego "Saszy" i podwójnej gardy jego rywala. W ostatnich sekundach trzeciego starcia Dimitrenko zranił swojego rodaka prawym podbródkowym, ale na dokończenie dzieła zniszczenia zabrakło czasu. Po kolejnej nudnej rundzie, w przerwie przed piątą odsłoną poddenerwowany Michael Timm nakazał swojemu podopiecznemu agresywniejszy boks. Aleksander kiwnął głową, wyszedł na piątą rundę, doskoczył do przestraszonego przeciwnika i po minucie było już po wszystkim. Dimitrenko nowym mistrzem Europy wagi ciężkiej.
Po ośmiu jednostronnych rundach Mariusz Cendrowski (20-2-2, 7 KO) pewnie wypunktował Bronislava Kubina (10-3, 5 KO). Sędziowie widzieli wygraną Polaka w stosunku 79:74 i dwukrotnie 79:73, choć tak naprawdę ciężko było doszukać się tego jednego starcia na korzyść Czecha.
Mariusz od początku polował na prawy krzyżowy nad ciągle opuszczoną lewą ręką rywala. W trzeciej odsłonie Wrocławianin zaczął bić ładnie lewym hakiem na korpus rywala, na którym te ciosy robiły wyraźnie wrażenie i tak naprawdę trudno powiedzieć dlaczego zaprzestał tych uderzeń od czwartej rundy, trochę za bardzo polując na nokaut po jednym ciosie. Wszystko jednak starczyło do spokojnego, jubileuszowego zwycięstwa.
Gary Shaw nie czekał długo z odpowiedzią na słowa Jacka Loewa, który na łamach boxingscene stwierdził, że jego podopieczny, Kelly Pavlik (36-2, 32 KO), chętnie zaboksuje z Alfredo Angulo (19-1, 16 KO) w limicie wagi średniej lub z Chadem Dawsonem (29-0, 17 KO) w kategorii półciężkiej.
- To dla nich nie problem. Każdy z nich może bić się z Pavlikiem. Angulo może przybrać trochę masy, a Dawson jest w stanie zejść kilka funtów w dół. Czekamy na ofertę od Top Rank. Wszystko załatwi jeden telefon - powiedział Shaw.
Jan Zaveck (29-1, 17 KO) jest bardzo pewny swego przed pierwszą obroną pasa IBF kategorii półśredniej z Rafałem Jackiewiczem (36-8-1, 18 KO). Słoweniec wydawał się być oburzonym słowami Polaka, który zapewnił, że pas mistrza świata przywiezie do Polski.
RAFAŁ JACKIEWICZ O WALCE Z ZAVECKIEM >>
- Rafał Jackiewicz prawdopodobnie stracił kontakt z rzeczywistością. Inaczej nie mogę określić jego słów. Sprowadzę go z powrotem na ziemię i wyślę z powrotem do domu, bez pasa - powiedział Słoweniec.
JAN ZAVECK O WALCE Z JACKIEWICZEM >>
- Zaveck jest mistrzem świata i obroni swój tytuł. Jak przystało na prawdziwego czempiona, nie przyniesie nam wstydu - zapewniał Ulf Steinforth, menedżer Zavecka.
Zapraszamy na wywiad z trenerem Tylerem Woodmanem, który zajmuje się przygotowaniem siłowo-kondycyjnym Tomasza Adamka (41-1, 27 KO). "Góral" już za trzy tygodnie stanie do walki z Michaelem Grantem (46-3, 34 KO).
Dzisiejszej nocy mistrz WBA i WBO w wadze lekkiej, Juan Manuel Marquez (50-5-1, 37 KO), wróci na ring po porażce z Floydem Mayweatherem Jr. (41-0, 25 KO). Rywalem "Dinamity" będzie Juan Diaz (35-3, 17 KO). Panowie po raz pierwszy spotkali się w lutym 2009 roku. Znakomity Meksykanin przełamał wówczas atakującego "Baby Bulla", stopując go w końcówce dziewiątej rundy. Do czasu przerwania pojedynek był jednak niesamowicie wyrównany. Champion wniósł dziś na wagę 133,5 funta. Nieco cięższy był Diaz, który zanotował maksymalny dopuszczalny wynik.
Przed walką wieczoru kibice będą mieli okazję zobaczyć kilka innych ciekawych starć. Dwaj niepokonani średni, Daniel Jacobs (20-0, 17 KO) i Dmitrij Pirog (16-0, 13 KO), zaboksują o wakujący pas WBO. Były pretendent do tronu kategorii super średniej - Sakio Bika (28-3-2, 19 KO) w eliminatorze IBF zmierzy się z Jean Paulem Mendy (28-0-1, 16 KO). Waleczny Rocky Juarez (28-6-1, 20 KO) stanie oko w oko z Jorge Linaresem (28-1, 18 KO), a starzejący się Joel Casamayor (37-4-1, 22 KO) postara się o niespodziankę w starciu z Robertem Guerrero (26-1-1, 18 KO). Na gali zaprezentują się również młodziutki junior półśredni - Frankie Gomez (4-0, 4 KO) i mający szanse namieszać w czołówce super średniej George Groves (9-0, 7 KO). Tak silny undercard w ostatnim dniu miesiąca choć trochę zrekompensuje kibicom słaby boksersko lipiec.
Ubiegłoroczny mistrz świata amatorów, Jack Culcay (6-0, 4 KO), kontynuuje serię zwycięstw na ringach zawodowych. Zakontraktowany na sześć rund bój z Ionutem Trandafirem Ilie (13-5-1, 1 KO) zakończył się już w czwartej, gdy nie mogący się dobrać do szczelnie chronionej głowy rywala Niemiec uderzył kilka razy mocniej po dole.
Wszystko zaczął lewy hal na wątrobę. Po liczeniu do ośmiu, Culcay doprowadził Rumuna do drugiego nokdaunu tym razem prawym hakiem. Koniec nastąpił wraz z trzecią wizytą Ilie na macie, a to za sprawą prawego podbródkowego Jacka.
Sebastian Zbik (30-0, 10 KO) po raz trzeci obronił pas WBC wagi średniej w wersji tymczasowej, pokonując przed momentem w Hamburgu niezwyciężonego dotąd Jorge Sebastiana Heilanda (16-1, 8 KO). Sędziowie jednogłośnie opowiedzieli się za Niemcem, punktując 116:111 i dwukrotnie 117:111.
Zbik kontrolował walkę od początku, o czym może świadczyć punktacja po czwartej (40:36, 40:36, 38:38) i ósmej (79:73, 79:73, 78:74) rundzie. Pierwsze cztery odsłony to świetne kontry championa, szczelna garda i chaotyczne ataki pretendenta. Szaleńcze ataki pięściarza z Argentyny przyniosły w końcu efekt w piątej i szóstej rundzie, gdy Zbik pod nawałnicą ogromnej ilości ciosów rywala dał się zepchnąć do obrony, ale już od siódmego starcia wszystko wróciło do normy. Sebastian często trafiał bezpośrednim prawym i to właśnie okazało się kluczem do sukcesu. Argentyńczyk okazał się surowym technicznie zawodnikiem, ale wydolności mogliby mu pozazdrościć nawet najlepsi bokserzy niższych kategorii. To jednak nie starczyło na dobrze poukładanego Zbika, który po raz kolejny wyzwał do walki Sergio Martineza.
Zbliżający się do 37. urodzin Juan Manuel Marquez (50-5-1, 37 KO) po porażce z rąk Floyda Mayweathera postanowił wrócić do limitu wagi lekkiej. Już za kilkadziesiąt godzin na ringu w Las Vegas Meksykanin da rewanż Juanowi Diazowi (35-3, 17 KO), którego przed rokiem znokautował w dziewiątej odsłonie "Walki Roku".
- Mam nadzieję, że Diaz będzie dobrzy przygotowany. Życzę mu powodzenia. To będzie trudna walka. On miał motywację trenując do tego pojedynku. Chce zrewanżować mi się za ubiegłoroczny nokaut. Myślę, że nasze drugie starcie będzie jeszcze lepsze - powiedział Marquez.
"Juanma" ma nadzieję, że zwycięstwo przybliży go do trzeciej walki z Mannym Pacquiao (51-3-2, 38 KO). Meksykanin walczył z obydwoma najlepszymi zawodnikami P4P i porównuje ich wady oraz zalety.
- Walka z Mayweatherem nauczyła mnie, że nie mam czego szukać z tak dużymi pięściarzami. Teraz w lekkiej czuję się dużo silniejszy. Mam nadzieję, że pokonanie Diaza zapewni mi trzeci pojedynek z Pacquiao. Nie wiem czemu jeszcze nie doszło do tego starcia. Manny bije mocniej od Floyda i chyba ma niewielką przewagę w szybkości. Z kolei Mayweather ma kapitalną obronę. Jest nie do przejścia - twierdzi Meksykanin.
- Chcę, by ludzie zapamiętali mnie jako wielkiego wojownika i zrobię wszystko, by tak się stało. Moja motywacja do treningów płynie z tego postanowienia - oznajmił champion.