- Podoba mi się już sama idea walki z Władimirem Kliczko. Bardzo na nią czekaliśmy i bardzo chcemy tej walki. Jestem przekonany, że Aleksander zwycięży - jeszcze kilka dni temu zapewniał nas Władimir Hriunow, menedżer Aleksandra Powietkina (19-0, 14 KO), który 11. września miał zmierzyć się z Władimirem Kliczko (54-3, 48 KO). Dziś już wiadomo, że Powietkin nie przystąpi do tego pojedynku z powodu "niewolniczego kontraktu", jaki podobno został przygotowany przez grupę braci Kliczko. Miejsce Rosjanina na ringu we Frankfurcie zajmie Samuel Peter (34-3, 27 KO).
Mistrz dwóch kategorii wagowych, Koki Kameda (23-1, 15 KO), udanie zadebiutował w wadze super muszej, nokautując Cecilio Santosa (24-15-3, 14 KO). Walka skończyła się w czwartej rundzie. Zły chłopiec japońskiego boksu ma na celu zdobycie pasa w trzeciej dywizji. Dotychczas nie dokonał tego żaden pięściarz pochodzący z Kraju Kwitnącej Wiśni.
Jego młodszy brat, Daiki Kameda (17-2, 11 KO), w walce wieczoru gładko wypunktował Rosendo Vegę (16-6, 11 KO) na dystansie dziesięciu rund. Daiki (na zdjęciu po lewej) dzierży pas federacji WBA w wadze muszej, lecz nie był on stawką dzisiejszego pojedynku. 25 września 21-letni Japończyk stanie do pierwszej obrony tytułu, a jego rywalem będzie Takefumi Sakata (36-5-2, 17 KO).
W bułgarskim mieście Jamboł zakończyły się wczoraj 8. Mistrzostwa Europy Uczniów (European Schoolboys Championships), w którym rywalizowały 13 i 14-letnie amatorskie nadzieje - niestety bez udziału reprezentantów Polski.
Turniej przeprowadzono w 18 kategoriach wagowych (od 38,5 kg do +76 kg). Najlepiej zaprezentowali się młodzi Rosjanie, zdobywając 9 złotych, 3 srebrne i 3 brązowe medale. Poza nimi tytuły mistrzowskie stały się udziałem pięściarzy z Azerbejdżanu, Bułgarii i Turcji (po 2) oraz Anglii, Izraela i Ukrainy (po 1).
Ostatni występ Timothy Bradleya (26-0, 11 KO) nie zrobił wrażenia na Freddiem Roachu. Przed tygodniem "Desert Storm" gładko wypunktował niezłego Luisa Carlosa Abregu (29-1, 23 KO) i natychmiast po walce rzucił wyzwanie Manny'emu Pacquiao (51-3-2, 38 KO). Roach woli jednak, by Bradley zmierzył się z Amirem Khanem (23-1, 17 KO). Charyzmatyczny szkoleniowiec jest przekonany, że jego podopieczny z łatwością uporałby się z 26-letnim Amerykaninem. Roach zgodził się również z ostatnią wypowiedzią Kevina Cunninghama, który twierdzi, że nazwiska Pacquiao i Bradley nie powinny być nawet wymieniane w jednym zdaniu.
- Timothy Bradley walczył jak menel. Pomimo tego jest dobry w wadze junior półśredniej. Chciałbym zobaczyć go z Amirem. Khan bez wątpienia by go zniszczył, ale Manny zdemolowałby Bradleya w ciągu jednej rundy. Timothy miał przed soba przewidywalnego kolesia i nie wiedział co z nim zrobić. Zawiodłem się na tym pojedynku. Nic się tam nie działo. Bradley vs Pacquiao? To chyba żart, oni są z dwóch innych światów - powiedział Roach.
Podczas piątkowej gali w Kalifornii, gdzie walką wieczoru była obowiązkowa obrona pasa WBA w wadze półciężkiej, należącego do Beibuta Szumenowa, znakomicie zaprezentował się również jego bliski przyjaciel, pochodzący z Uzbekistanu Gajrat Ahmedow (15-0-1, 10 KO), walczący w tej samej kategorii wagowej. Uzbek, będący 4-krotnym amatorskim mistrzem swojego kraju, jest promowany przez należącą do Szumenowa i jego brata Czingisa firmę KZ Event Productions, a jego piątkowy występ był już kolejnym, poprzedzającym walkę kazachskiego mistrza WBA. Ostatnio występował w jednej z walk poprzedzających pojedynek jego przyjaciela i promotora na gali w Las Vegas, w styczniu tego roku, kiedy Szumenow dość kontrowersyjnie zrewanżował się Campillo i zdobył tytuł mistrzowski. Wcześniej walczył także na galach Szumenowa w Kazachstanie.
31-letni Ahmedow, urodzony w Andiżanie, z którego pochodzi także były mistrz świata wagi ciężkiej, Rusłan Czagajew, nie odniósł większych sukcesów międzynarodowych na amatorskim ringu, zanim przeszedł na zawodowstwo w 2004 roku. Początkowo występował wyłącznie na galach w Austrii, gdzie zaledwie w pół roku odniósł sześć zwycięstw, jednak jak zazwyczaj to bywa na wstępnym etapie kariery profesjonalnego pięściarza, konfrontowano go z bardzo słabymi przeciwnikami. Ahmedow w odróżnieniu od wielu pięściarzy ze wschodu, nie trafił jednak na europejskim rynku pod opiekę dobrego promotora, co zakończyło się dla niego dwuletnim rozbratem z boksem. Zdecydował się kontynuować karierę w ojczyźnie, gdzie wystąpił na kilku galach, oraz w Rosji i Kazachstanie. Tam poznał i zaprzyjaźnił się z Szumenowem, dzięki któremu otrzymał szansę wypłynięcia na szersze wody, z ringami azjatyckimi żegnając się walką na gali w Astanie, gdzie jego protektor przegrał pierwszy pojedynek z Campillo, a on sam znokautował już w drugiej rundzie Kenijczyka Douglasa Otieno, zdobywając pasy PABA i WBC Asian.
Włoski "półśredni", Luciano Abis (29-2-2, 13 KO), znany w Polsce z ubiegłorocznej przegranej w Lublinie walki z Rafałem Jackiewiczem (obaj na zdjęciu), zdobył wczoraj na swoim ringu w Quartu Sant'Elena na Sardynii wakujący pas mistrza Unii Europejskiej (EBU-EU).
W walce wieczoru Abis pokonał przez techniczną decyzję w ósmym starciu anonimowego Belga Kobe Vandekerkhove (18-9-2, 6 KO). Do czasu zakończenia pojedynku Włoch prowadził wyraźnie na wszystkich kartach punktowych.

Bardzo dobry niegdyś amator, Yordanis Despaigne (6-0, 4 KO), 18 sierpnia stoczy kolejną zawodową walkę. Jego oponentem będzie niepokonany Frank Paines (11-0, 10 KO). Mimo świetnego rekordu Paines nie jest znany szerszej publiczności. Wystarczy wspomnieć, że Kolumbijczyk ma na rozkładzie aż 9 zawodników z ujemnym bilansem walk.
Przypomnijmy, że Kubańczyk w ostatniej walce zwyciężył na punkty Richarda Halla (29-8, 27 KO). Podczas amatorskiej kariery Despaigne pokonał m.in. Jeana Pascala i Karoly’a Balzsay'a
11. września miało dojść do walki o pasy mistrzowskie wagi ciężkiej WBO, IBF oraz IBO pomiędzy Władimirem Kliczko (54-3, 47 KO) a Aleksandrem Powietkinem (19-0, 14 KO). Do pojedynku nie dojdzie, ponieważ Rosjanin nie podpisał kontraktu z grupą K2, która wygrała przetarg na walkę. Przedstawiciele Sauerland Event nazwali tę umowę "niewolniczą", a dzisiaj ujawniono w mediach kilka punktów spornych.
- Nie pozwolimy na to, aby K2 dyktowało wszystkie warunki. Naturalnie zgadzamy się na podpisanie umowy, ale takiej, która jest standardową umową na obowiązkową obronę tytułu mistrzowskiego. Zamiast tego otrzymaliśmy 26. stronicową umowę, która ignorowała te standardy - stwierdził Kalle Sauerland.
Sporne punkty kontraktu:
- Powietkin musi być obecny na wspólnych bądź osobnych konferencjach prasowych, otwartych treningach.
- Jeśli Powietkin nie pojawi się na konferencjach prasowych organizowanych przez K2, zostanie obciążony umowną karą w wysokości 250.000 dolarów.
- K2 nie zapewnia Powietkinowi na konferencje prasowe transportu, wyżywienia i akomodacji.
- K2 nie zapewnia Powietkinowi polisy ubezpieczeniowej na zdrowie i życie, nie bierze też na siebie ewentualnych kosztów leczenia pięściarza, które mogłoby nastąpić wskutek obrażeń odniesionych w trakcie pojedynku.
- Powietkin musi użyć rękawic dostarczonych przez K2, wyprodukowanych przez firmę Grant. Rękawice maja też być używane podczas treningów otwartych.
Pierwsza walka Juana Manuela Marqueza (50-5-1, 37 KO) i Juana Diaza (35-3, 17 KO) z pewnością należała do jednych z najlepszych w ostatniej dekadzie. Już w najbliższą sobotę, siedemnaście miesięcy po pierwszym spotkaniu, obaj bokserzy znów skrzyżują rękawice na ringu w "Mandalay Bay Resort & Casino" w Las Vegas. Broniący pasów WBA oraz WBO kategorii lekkiej Meksykanin jest przekonany o swoim zwycięstwie i jak sam twierdzi, walka będzie jeszcze lepsza niż ta z lutego ubiegłego roku.
- Nie mam żadnych problemów z uzyskaniem limitu wagi lekkiej. Mam nawet nadzieję, że wniosę na skalę 200 gram poniżej wymaganego limitu, bo właśnie wtedy czuję się najlepiej. Zamierzam pokazać się z dobrej strony i odnieść zwycięstwo dla całego Meksyku. To będzie jeszcze lepsze widowisko niż za pierwszym razem, a wszystko zakończy się nokautem. Moim nokautem - powiedział między innymi Marquez, odnosząc się również do plotek na temat jego ewentualnego pojedynku z Amirem Khanem pod koniec roku - W tej chwili koncentruję się wyłącznie na Diazie, ale tytuł mistrza świata w czterech różnych dywizjach to coś, co chciałbym zrealizować. Chciałbym być pierwszym zawodnikiem z Meksyku, któremu udała się ta sztuka i jest to dla mnie naprawdę ważna sprawa. Potem usiądziemy z obozem Khana do rozmów, jednak teraz muszę najpierw obronić swoje pasy z Diazem - zakończył obchodzący niedługo 37. urodziny pięściarz.
Polscy kibice będą mieli możliwość obejrzenia tej potyczki za pośrednictwem Polsatu Sport Extra. Początek bezpośredniej transmisji już od godziny 2:00.
Zapraszamy na typowy trening Pawła Wolaka (27-1, 17 KO), który zaraz po pracy na budowie, pędzi na trening w IKE&Randy's Boxing Gym. Większość ludzi myśli, że pięściarz Top Rank, jednej z najsłynniejszych grup bokserskich, trenuje w pięknej, wspaniale wyposażonej, klimatyzowanej sali. Tak jednak nie jest. "Wściekły Byk" szuka motywacji i trenuje w getcie, na sali w której ciężko wytrzymać fetor, bez prysznica.
PAWEŁ WOLAK - WYWIAD >>
PAWEŁ WOLAK - SERWIS SPECJALNY >>
Ramon Garcia Hirales (13-1-1, 8 KO) pokonał dziś w nocy Johnriela Casimero (14-1, 8 KO), odbierając mu tym samym pas WBO kategorii junior muszej w wersji tymczasowej. Po ostatnim gongu sędziowie orzekli niejednogłośnie wygraną pretendenta punktując 115:113, 113:115 i 115:113.
Początek walki należał do lepiej ułożonego boksersko mistrza. Od piątej rundy jednak Hirales (na zdjęciu) znacznie podkręcił tempo, a przede wszystkim lepiej odnajdywał się w półdystansie, gdzie często trafiał podbródkami i krótkimi sierpami. Końcówka należała już do niego i właśnie ona zapewniła mu od dzisiaj status nowego championa.
Łatwe zwycięstwo zanotował za to syn "Cesarza", Omar Chavez (23-0-1, 16 KO), który już w drugim starciu znokautował Miguela Angela Galindo (16-25-2, 9 KO).

KUP TERAZ OFICJALNY ROCZNIK POLSKIEGO BOKSU 2009 >>
Paweł Wolak poleca Oficjalny Rocznik Polskiego Boksu 2009, książka jest wciąż do nabycia w cenie 59,00 zł. w zaprzyjaźnionym sklepie internetowym. Niebawem rusza również sprzedaż w Ameryce Północnej, rocznik będzie można zamawiać za pośrednictwem naszego redakcyjnego kolegi Marcina Filipowskiego. Wszelkie pytania i zamówienia prosimy kierować na adres e-mail: marcin.filipowski@bokser.org.
TOMASZ ADAMEK POLECA ROCZNIK >>
ADAM KOWNACKI POLECA ROCZNIK >>
ALBERT SOSNOWSKI O KSIĄŻCE >>
ANDRZEJ GMITRUK O KSIĄŻCE >>
GRZEGORZ PROKSA O KSIĄŻCE >>
DARIUSZ SNARSKI POLECA ROCZNIK >>
MARIUSZ WACH POLECA ROCZNIK >>
TOMASZ BABILOŃSKI O KSIĄŻCE >>
OFICJELE PZB O KSIĄŻCE >>
MICHAEL BUFFER POLECA ROCZNIK >>
Jhonny Gonzalez (45-7, 39 KO) od marca jest oficjalnym pretendentem federacji WBC w wadze piórkowej. Czekając na walkę o pas, ten były champion kategorii koguciej powalczył dziś w nocy u siebie w Meksyku i już w drugiej rundzie zastopował Aristidesa Pereza (17-3-1, 10 KO). Wszystko zapoczątkował lewy hak w okolice wątroby, a zakończył lewy sierpowy na głowę.
Po walce Gonzalez wyznał w wywiadzie, że zamierza niedługo jeszcze raz stanąć w ringu, a potem zmierzyć się ze zwycięzcą wrześniowej potyczki pomiędzy mistrzem WBC, Elio Rojasem (22-1, 13 KO), a liderem organizacji WBA, Yuriorkisem Gamboą (18-0, 15 KO).
2 sierpnia 1980 r. w finale wagi ciężkiej (+81 kg) Igrzysk w Moskwie, kubańska legenda, Teofilo Stevenson, pokonał Piotra Zajewa sięgając po trzeci w karierze złoty medal olimpijski. Niewykluczone, że wygrałby po raz czwarty, ale w maju 1984 r. ZSRR i państwa satelickie (poza Rumunią) zbojkotowały olimpiadę w Los Angeles, rewanżując się za bojkot wcześniejszych igrzysk w Moskwie przez Zachód...
Szybki wywiad z utalentowanym zawodnikiem kategorii średniej Mattem Korobowem (11-0, 8 KO). 27-letni pięściarz urodzony w odległym rosyjskim Orotukanie jako amator dwukrotnie wywalczył złoty medal mistrzostw świata (2005 i 2007 rok). Dwukrotnie stawał także na najwyższym stopniu podium w mistrzostwach Europy (2001 i 2006 rok). Tymczasem poznajmy bliżej niepokonanego mańkuta. Dowiedzmy się między innymi, jaki przeciwnik sprawił mu najwięcej problemów, co robiłby gdyby nie był zawodowym bokserem i kogo uważa za aktualnie najlepszego pięściarza na świecie.
- Wiek rozpoczęcia treningów bokserskich?
Matt Korobow: Miałem wtedy siedem lat.
- Pierwsze bokserskie wspomnienie?
MK: Dwie przegrane walki finałowe w jakimś turnieju, kiedy miałem osiem lat. To była dla mnie prawdziwa tragedia (śmiech), pamiętam jak płakałem i nie chciałem więcej trenować. Jednakże szybko się pozbierałem i boksuję do dzisiaj.
Kibice boksu musieli to już słyszeć milion razy: "Walka ostatniej szansy!", "Teraz albo nigdy!" - takie frazesy w przypadku pojedynków pięściarskich to niestety nadużywany standard. Ale nie w przypadku najbliższego rywala Tomasza Adamka (41-1, 27 KO), "Big" Michaela Granta (46-3, 34 KO), który z tego, który przed 11 laty miał być przyszłością amerykańskiego boksu, zamienił się w pięściarza, który nigdy nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Żeby odpowiedzieć na pytanie: czego Grantowi zabrakło i jak wielka jest stawka jego walki 21 sierpnia w Newarku z "Góralem" , trzeba przypomnieć sobie kim go przedwcześnie w USA okrzyczano...
"The Next Big Thing"
Grant zdobył brązowy medal na narodowym turnieju Złotych Rękawic w USA, przechodząc na zawodowstwo w 1994 roku. Kiedy miał już na koncie 26 zwycięstw (18 nokautów) nikt jeszcze w niego nie wierzył. To wszystko zmieniło się cztery lata później, po debiutanckiej walce na HBO z Nigeryjczykiem Davidem Izonem. Nikt do dzisiaj nie wie, jakim sposobem słynący z mocnego ciosu Izonritei ani razu nie zdołał trafić Granta, ale kiedy po piątej rundzie tym znokautowanym był Izon, świat - a przynajmniej Ameryka - już wiedział, kto będzie następcą takich bokserów jak George Foreman, Leon Spinks czy Joe Frazier. - "Zabraliśmy go National Football League, zrobimy z niego mistrza boksu" - to wtedy po raz pierwszy usłyszałem o Grancie, czytając entuzjastyczne komentarze na łamach "USA Today" i "Sports Illustrated". Kiedy kilka miesięcy później, także przez nokaut, tym razem w dziewiątej rundzie "Big" wygrał z Obedem Sullivanem, nikt nie miał już wątpliwości - Michael Grant, chłopak z Chicago, który wypowiada się bardziej jak grzeczny członek chóru kościelnego, a nie zabijaka, jest "The Next Big Thing", nie tylko nadzieją, ale pewną przyszłością światowego boksu wagi ciężkiej. Dla porównania - był rok 1998, Tomek Adamek miał 22 lata i wtedy jeszcze zastanawiał się czy nie pojechać na olimpiadę do Sydney, nie mając na koncie ani jednej zawodowej walki...
Natychmiast po nieudanej i remisowej walce Davida Tuy z Monte Barrettem głos zabrał Chauncy Welliver (43-5-5, 14 KO), który rzucił wyzwanie "Terminatorowi". Argumentował to w ten sposób, iż obaj pochodzą z tego samego rejonu (Nowa Zelandia i Samoa), a także obaj są wysoko sklasyfikowani przez federację WBO - Tua na drugim miejscu, Chauncy na dziesiątym.
Czy do takiego pojedynku dojdzie, trudno powiedzieć, ale na pewno Welliver uczynił pierwszy krok w tym kierunku, pokonując dziś w nocy Joella Godfreya (9-4-1, 5 KO). 27-letni Chauncy cały czas napierał na swojego rywala, wykorzystując ponad 20 kilogramów przewagi w masie ciała. Godfrey z kolei boksował ciosami kontrującymi i kilka razy nawet ustrzelił przeciwnika, lecz po ostatnim gongu sędziowie jednogłośnie opowiedzieli się Welliverem punktując 115:113 i dwukrotnie 117:111.