Kanadyjski junior ciężki, Troy Ross (23-2, 16 KO), nie może pogodzić się z krzywdzącym go wynikiem wczorajszej walki o pas IBF. Po trzech trudnych do punktowania rundach, w czwartej dwukrotny olimpijczyk posłał Steve'a Cunninghama (23-2, 12 KO) na deski, lecz chwilę później sam przyjął cios, po którym utworzyło się bardzo nieprzyjemne rozcięcie pod jego lewym okiem.
Powtórki wykazały, że uraz powstal po nieczystym uderzeniu, podczas którego kciuk Cunninghama otarł dolną część oka Rossa. Kanadyjczyk uważa, że techniczny nokaut jest pomyłką sędziego i najwłaściwsze w tej sytuacji byłoby podliczenie punktów po czterech starciach.

Były mistrz świata WBC w kategorii junior muszej, Edgar Sosa (38-6, 22 KO), wczorajszej nocy dopisał do rekordu przekonywujące zwycięstwo. Jego rywalem był Roberto Carlos Leyva (27-12-1, 21 KO), który niegdyś posiadał pas IBF.
Sosa zakończył walkę ekspresowo, nokautując rodaka w drugiej rundzie. Była to pierwsza walka ex mistrza WBC od momentu porażki z Rodelem Mayolem (26-2-2, 20 KO). W tamtej walce Meksykanin zmagał się z kontuzją kości policzkowej.
Ormianin Vanes Martirosyan (28-0, 17 KO) wygrał poprzez jednogłośnią decyzję sędziów swoje starcie z Joe Greene (22-1, 14 KO) i nadal może się legitymować rekordem bez porażki. Pojedynek poprzedzający walke Cotto - Foreman był toczony w dość intensywnym tempie jednak żadna ze stron nie posiadała znaczącej przewagi. Częściej trafiał jednak Martirosyan a Greene swoje ataki przeprowadzał dość chaotycznie.
W ostatniej 10 rundzie po kombinacji lewy-prawy ze strony ormianina, Greene zachiwał się i lekko dotknął maty ringu. Sędzia główny zdecydował się liczyć amerykanina, co mogło być decyzją trochę zbyt pochopną - jednak nie zmieniąjącą ogólnego stanu rzeczy.
W Kowiel na Ukrainie zakończył się czwórmecz drużyn z Mołdawii, Polski, Rosji, Ukrainy. Najlepszym zespołem okazała się Rosja, która po zwycięstwie nad Polską 15:5, pokonała także Ukrainę 12:4 oraz Mołdawię 12:4. Ukraina po przegranej z Rosją pokonała Mołdawię 12:4 i Polskę 13:7. Natomiast nasze zawodniczki po przegranych z Rosją i Ukrainą wygrały z Mołdawią 11:3. Mołdawianki przegrały wszystkie trzy spotkania.
Przed kilkoma godzinami Miguel Angel Cotto (35-2, 28 KO) dołączył do grona portorykańskich mistrzów w trzech kategoriach wagowych. "Junito" może jednak mówić o sporym szczęściu, bo to nie jego ciosy, a śliska mata ringu dokonała dzieła zniszczenia. Pojedynek zakończył się w dziewiątym starciu, gdy Yuri Foreman (28-1, 8 KO) upadł po raz kolejny i według sędziego Arthura Mercante Jr. nie był w stanie kontynuować walki.
Na konferencji prasowej 29-letni Cotto wyraził zadowolenie ze swego występu i współpracy z nowym szkoleniowcem - Emanuelem Stewardem. W najbliższym czasie nowy mistrz WBA wagi junior średniej zamierza czekać na oferty, z których wybierze najbardziej korzystną finansowo. Cotto nie wyklucza też zejścia do limitu 147 funtów.
- Mój lewy prosty znów działa idealnie. Poruszam się w ringu tak płynnie, jak kiedyś. Cios, którym zakończyłem walkę - lewy hak na wątrobę - też wchodził jak za dawnych czasów. W czwartej rundzie za mało używałem lewego prostego i dlatego Yuri Foreman zyskał wówczas przewagę. Czuję się dobrze w junior średniej, lecz boks to dla mnie biznes. Jeżeli lepsza oferta nadejdzie z półśredniej, to wrócę do limitu 147 funtów - powiedział Cotto.
Jak podaje witryna boxrec.com, już 15 czerwca dojdzie do konfrontacji pomiędzy Oliverem McCallem (54-9, 37 KO) i Timurem Ibragimovem (27-2-1, 15 KO). Sensacyjny pogromca Lennoxa Lewisa ma już 45 lat, mimo to ani myśli o zakończeniu kariery.
Ostatnią walkę "Atomic Bull" stoczył w październiku 2009 roku, wygrywając jednogłośnie na punkty z Lancem Whitakerem. O 10 lat młodszy Uzbek ma serię 6 wygranych z rzędu, w tym m.in. zwycięstwo nad Timo Hoffmannem. Na miejsce tej walki organizatorzy wybrali Seminole Hard Rock Hotel w Hollywood.

Zapraszamy do lektury wywiadu z Michaelem Katsidisem (27-2, 22 KO). Ambitny Australijczyk 15 maja pokonał Kevina Mitchella (31-1, 23 KO) i zdobył tymczasowe trofeum WBO w kategorii lekkiej. "Wspaniały" opowiada o kilku aspektach walki z Brytyjczykiem, o domniemanej potyczce z Amirem Khanem i nie tylko.
O wygranej nad Kevinem Mitchellem:
- Byłem szczęśliwy z tego wyniku. Trenowałem bardzo ciężko pod okiem trenera Brendona Smitha, więc oczywiście jesteśmy zadowoleni z efektów tej pracy.
Przed kilkoma godzinami Steve Cunningham (23-2, 12 KO) zadebiutował pod banderą Sauerland Event, odzyskując w kontrowersyjnych okolicznościach pas IBF w wadze junior ciężkiej. Krótko po zakończeniu tej walki nowy promotor Amerykanina, Kalle Sauerland, potwierdził, że w planach są pojedynki unifikacyjne z Marco Huckiem (29-1, 22 KO) i Krzysztofem Włodarczykiem (43-2-1, 32 KO), które być może odbędą się na zasadach turnieju.
- Nazywajcie to jak chcecie. Super Six, Super Four, czy też zwykłe walki unifikacyjne. Gwarantuję, że to się odbędzie - powiedział Sauerland.
Prezydent Top Rank, Bob Arum, potwierdza, że Manny Pacquiao (51-3-2, 38 KO) bardzo chce wyjść do ringu z Floydem Mayweatherem Juniorem (41-0, 25 KO). Filipiński gwiazdor zgodził się na wszystkie warunki, jakie "Money" postawił na początku roku. "Pacman" przystanie na tzw. olimpijskie testy antydopingowe, podział zysków w stosunku 50-50 i Las Vegas jako miejsce, w którym walka miałaby się odbyć.
Do być może największego pojedynku w historii boksu Arum zamierza doprowadzić w połowie listopada. Teraz promotor oczekuje na odpowiedź z obozu Mayweathera.
- Piłka jest po jego stronie. Może zdecydować się na tę walkę lub odmówić nie podając powodu. Decyzja leży w jego rękach. Dużo rozmawiałem z Mannym o tej sytuacji i wiem jak bardzo jest zdeterminowany, by zwabić Mayweathera do ringu. Zgodził się nawet na te bzdurne dodatkowe testy. To głupota, ale Manny zrobi wszystko, by Floyd zechciał z nim walczyć. Mieszkam w Vegas, więc to dla mnie nie problem. "Pacman" też nie ma nic przeciwko. Tak jak mówiłem, on zgodzi się na wszystko. Są przyczyny, dla których walka odbędzie się właśnie w Vegas - powiedział Arum.
Mistrz dwóch kategorii wagowych, Koki Kameda (22-1, 14 KO), po utracie pasa WBC w limicie do 112 funtów, zamierza przenieść się do wagi super muszej. Najbliższą walkę 23-letni Japończyk stoczy w końcówce lipca.
Kameda ma teraz na celowniku czempiona WBA Interim - Nonito Donaire (23-1, 15 KO), posiadacza pasa WBO - Jorge Arce (54-6-1, 41 KO) i mistrza WBC/ WBA - Vica Darchinyana (35-2-1, 27 KO).
- Mam coraz większe kłopoty ze zbijaniem wagi. Najwyższy czas przenieść się do super muszej - oświadczył Kameda.
Przez osiem dni trwało zgrupowanie w Cetniewie. Karolina Michalczuk razem z 16 reprezentantami Polski realizowali szczegółowy plan treningowy. - Pracowaliśmy cztery razy dziennie. Był to intensywne treningi opierające się głównie na technice. Rano był rozruch, trucht i trochę techniki. Drugi trening typowo specjalistyczny i sparingi. Po południu technika albo przybory a wieczorem odnowa biologiczna i zajęcia na basenie - opowiada szkoleniowiec klubu Paco Władysław Maciejewski.
Do sparingów Karolina próbowała swoich sił z wyjątkową osobą. - Spotkała ją nielada przyjemność i zaszczyt bo sparowała z Łukaszem Maszczykiem i to aż cztery razy. Łukasz przygotowywał się do Mistrzostw Europy. Na pewno korzyść była obopulna. Atmosfera na zgrupowaniu przebiegała bardzo pozytywnie - mówi z uśmiechem trener. Technika i taktyka to podstawowe zadania, które realizowała Karolina. - Zwracaliśmy uwagę na to, żeby zadawać pojedyncze, silne ciosy. Serie ciosów takich, które będą widoczne dla sędziów – podkreśla.
Na ringu w Neubrandenburgu Mariusz Cendrowski odniósł zwycięstwo, które należy docenić podwójnie, jeżeli spojrzymy na nie z perspektywy całej gali, organizowanej przez znanego niemieckiego promotora, Wilfrieda Sauerlanda. Niemieckie gale bokserskie słyną z kontrowersyjnych werdyktów, a o poziomie tych kontrowersji świadczy panujący w środowisku pięściarskim pogląd, że aby wygrać na niemieckim ringu z miejscowym zawodnikiem, trzeba go znokautować. Przekonało się o tym zresztą w przeszłości także kilku Polaków, ewidentnie skrzywdzonych punktowymi wynikami. Wczorajsza gala Sauerlanda stała się kolejną, która zapisze się w historii bardzo dyskusyjnymi werdyktami sędziowskimi. Na tym tle walka polskiego pięściarza z faworytem gospodarzy, rozstrzygnięta na punkty na korzyść naszego zawodnika, zdecydowanie określa wartość jego zwycięstwa.
Thomas Troelenberg, wczorajszy rywal Cendrowskiego, pochodzący z Meklemburgii, a więc walczący na swoim terenie, w oczach gospodarzy i organizatorów gali był z pewnością faworytem. Cendrowski miał zapewne być pierwszym poważnym sprawdzianem młodego niemieckiego pięściarza, z przesadą kreowanego na następcę mistrza świata IBF wagi średniej, Sebastiana Sylwestra. Ze strony Sauerlanda było to odważne posunięcie, gdyż umiejętności doświadczonego Polaka były mu z pewnością znane, choćby ze sparingów, w których Cendrowski uczestniczył ostatnio na zgrupowaniu niemieckiego teamu. Być może jednak niemiecki promotor nie przyglądał się tym sparingom zbyt uważnie, albo formę polskiego pięściarza oceniał w oparciu o bardzo przeciętny przebieg jego ostatniej walki sprzed trzech miesięcy. Niesłusznie, ponieważ gdyby przeanalizował wcześniejszą walkę wrocławianina z faworyzowanym Damianem Jonakiem, de facto wygraną jedną ręką (choć ogłoszono krzywdzący remis…), zorientowałby się zapewne, że wystawiając swojego zawodnika przeciw Cendrowskiemu, zawiesza poprzeczkę zbyt wysoko. Może jednak nie była to niewiedza, ale chłodna kalkulacja? Wiadomo, że polski pięściarz nie dysponuje piorunującym ciosem, zatem być może na tym opierała się nadzieja na sukces młodego Niemca. Ja również byłem przekonany, że Cendrowski musi znokautować lub przynajmniej kilka razy rzucić na deski swojego rywala, aby wygrać tę walkę, w przeciwnym razie przegra na punkty. Przekonanie to podzielał prawdopodobnie trener Cendrowskiego, który przed ogłoszeniem werdyktu prosił swojego podopiecznego o spokojne zachowanie, jakby przeczuwając wiszący w powietrzu skandal…
Sebastian Sylvester (33-3-1, 16 KO) zremisował z Romanem Karmazinem (40-3-2, 26 KO), dzięki czemu utrzymał się na tronie IBF wagi średniej.
Pierwsze dwie rundy należały do Niemca, który pokazał to, co potrafi najlepiej, czyli szczelna garda i długi lewy prosty. Dopiero w trzeciej odsłonie Karmazin stał się aktywniejszy i zabrał się za odrabianie punktów. Wygrał starcie numer sześć i siedem, ale nie miał najlepszego dnia, nie mogąc szczególnie znaleźć recepty na lewą rękę rywala. Champion najlepszy okres miał w dziesiątej odsłonie, gdy do lewej ręki dołożył również prawy prosty i prawy sierp, co znalazło odbicie na twarzy Rosjanina i zapuchniętym lewym oku. Roman ostro finiszował w ostatnich trzech minutach, co dało mu w ostatecznym rozrachunku remis. Sędziowie punktowali 117:111, 111:118 oraz 114:114.
Na Yankee Stadium w nowojorskim Bronxie, Yuri Foreman (28-1, 8 KO) w bardzo pechowy sposób stracił mistrzowski pas WBA wagi junior średniej na rzecz Miguela Cotto (35-2, 28 KO).
Upadek na śliskiej od wody macie ringu odnowił stary uraz kolana Izraelczyka. Pomimo tego Foreman pokazał licznie zgromadzonej publiczności wielkie serce do walki i zdecydował się na kontynuowanie pojedynku nawet po próbie poddania go przez własny narożnik.
- Fizycznie czułem się dobrze. Muszę tylko trochę odpocząć i wrócę do gymu. Jeżeli chodzi o kolano, to przy tym feralnym upadku odnowił mi się stary uraz. Zawsze noszę tam ochraniacz, by unikać takich sytuacji, ale tym razem miałem wielkiego pecha. Zrobiło się duże zamieszanie, podczas którego Arthur Mercante Jr. zapytał mnie czy chcę kontynuować. Odparłem: "Oczywiście, że tak", bo nie dopuszczałem do siebie myśli, że to mogłoby się skończyć tak wcześnie. Wciąż zadawałem przecież ciosy. Myślałem optymistycznie - wyznał 29-letni Foreman.
Joe Grier, szkoleniowiec Yuri Foremana (28-1, 8 KO), podczas konferencji prasowej opowiedział jak w jego oczach wyglądała walka z Miguelem Cotto (35-2, 28 KO) po feralnym upadku podopiecznego.
- Kiedy tylko zobaczyłem jak upada i próbuje powstać, wiedziałem, że to poważna kontuzja. Nie sądziłem jednak, że to może być koniec. On ma niezwykłe serce do walki, to nie mogło sie wtedy skończyć. Gdy jednak obrywał coraz mocniej zrozumiałem, że nie poradzi sobie z Cotto nie będąc sobą. Niemobilny Yuri nie miał szans w tym pojedynku. On wciąż odpowiadał, nawet nie myślał o końcu, ale miałem dość oglądania jak Cotto bezkarnie go obskakuje i bije z każdej pozycji. Rzucając ręcznik chciałem oszczędzić mu cierpienia i przykrości. Przy takiej kontuzji ryzyko ciężkiego nokautu było ogromne, a on nawet nie mógł unikać ciosów - twierdzi Grier.
- Ten obiekt jest doprawdy wspaniały. Yankee Stadium - te dwa słowa powinny wystarczyć za cały opis. Dla każdego zaangażowanego w ten projekt, było to wspaniałe doświadczenie - powiedział po gali Bob Arum, prezydent Top Rank.
Yuri Foreman (28-1, 8 KO) stracił w swojej pierwszej obronie swój mistrzowski pas federacji WBA na rzecz Miguela Cotto (35-2, 28 KO). Dotychczasowy champion walczył w ringu nietylko ze swoim oponentem ale także z bardzo śliskim ringiem, który powodował co chwile upadki Izlaelczyka. Trzeba przyznać, że okoliczności które towarzyszyły tej walce były bardzo dramatyczne i wcześniej niespotykane.
Początek był nerowy w wykonaniu Foremana. Widać było, że ma respekt przed utytułowanym przeciwnikiem i przez pierwsze trzy starcia champion był w defensywie a walkę głównie prowadził swoim bardzo dobrym lewym prostym.
Witalij Kliczko (40-2, 38 KO), mistrz federacji WBC w wadze ciężkiej, po raz kolejny atakuje czempiona WBA - Davida Haye (24-1, 22 KO), twierdząc, że Brytyjczyk panicznie boi się braci. "Dr. Ironfist" nie zamierza dłużej czekać i zapowiada powrót do ringu przed końcem 2010 roku.
- Haye wciąż się boi. Pewnie zdaje sobie sprawę, że wszystko się skończy, gdy wejdzie między liny z jednym z nas. Przedstawiliśmy ofertę, ale on ucieka. Potrafi tylko głośno krzyczeć. Bardzo chciałbym dodać mu jakoś odwagi, bo zależy mi na tej walce. Jestem gotowy do znokautowania go i zabrania pasa WBA - powiedział blisko 39-letni Witalij.
Zapraszamy na wywiad dla Polskiego Radia z Tomaszem Adamkiem (41-1, 27 KO), który wykorzystuje na relaks ostatnie chwile przed rozpoczęciem przygotowań do pojedynku z Michaelem Grantem (46-3, 34 KO).

Manny Pacquiao (51-3-2, 38 KO) odebrał nagrodę przyznawaną przez Boxing Writers Association of America (BWAA), czyli amerykańskie stowarzyszenie dziennikarzy piszących o boksie. Aktualny mistrz świata WBO wagi półśredniej otrzymał wyróżnienia w dwóch kategoriach: "Najlepszego Boksera Roku 2009" i "Najlepszego Boksera minionej dekady". Razem z nim wyróżniony został także jego trener, Freddie Roach, który zdaniem amerykańskich żurnalistów okazał się najlepszym szkoleniowcem minionego roku.
Polski “Wściekły Byk” wygrał na Yankee Stadium - Nieustępliwy jak Paweł Wolak.
Kariera Jamesa Moore’a (17-3, 10 KO), 32-letniego Irlandczyka mieszkającego w Nowym Jorku, byłego brązowego medalisty mistrzostw świata została powstrzymana osiemnaście miesięcy temu w Atlantic City, kiedy przegrał z Yuri Foremanem. Półtora roku później, 27-letni Paweł Wolak (27-1, 17 KO), Polak mieszkający w New Jersey, zadbał o to by ją praktycznie zakończyć, wygrywając z nim po dziesięciu rundach na Yankee Stadium jednogłośnie na punkty (dwukrotnie 97-93 oraz 96-94). W głównej walce pierwszego bokserskiego wieczoru na Yankee Stadium na nowojorskim Bronksie od 34 lat, Miguel Cotto (35-2, 28 KO) wygrał przez nokaut w 9. rundzie z dotychczasowym mistrzem WBA, Yuri Foremanem (28-1, 8 KO). Foremanowi, żydowskiemu rabinowi urodzonemu na Białorusi, w siódmej rundzie odnowiła się kontuzja kolana, ale zdecydował się na kontynuacje walki.
Moore liczył w tej walce na to, że wykorzysta przewagę wzrostu i zasięgu ramion, nie pozwalając “Wściekłemu Bykowi” na skrócenie dystansu. W pierwszej rundzie Moore potrafił jeszcze powstrzymać nieustanną presję Wolaka kilkoma celnymi ciosami podbródkowymi. Nawet jednak, kiedy Moore trafiał Pawła niezłymi, łatwymi do wychwycenia przez sędziów punktowych uderzeniami, Polak z amerykańskim paszportem i tak potrafił ich zadać więcej, nawet jeśli nie wyrządzały rywalowi specjalnej krzywdy.
Z przyjemnością ogłaszamy zwycięzcę konkursu zorganizowanego przez BOKSER.ORG i Adamek Team. Nagrody w postaci koszulki oraz czapki Adamek Team otrzymuje czytelnik zalogowany pod nickiem:
• Daro603
Poprawna odpowiedź na konkursowe pytanie:
W którym roku Tomasz Adamek zdobył medal na mistrzostwach Europy w boksie amatorskim?
- W 1998 roku.
Gratulacje dla zwycięzcy! Nagrody zostaną wysłane w ciągu najbliższych dni.
Znany z twardych pięści Selcuk Aydin (20-0, 15 KO) zdobył "srebrny" pas federacji WBC kategorii półśredniej po kontrowersyjnej wygranej punktowej nad Ionutem Dan Ionem (26-1, 14 KO). Po ostatnim gongu sędziowie punktowali 114:113, 114:113 i 111:116.
Początek walki był wyrównany, może nawet z lekkim wskazaniem na silniejszego fizycznie Turka, ale od połowy pojedynku zdecydowanie przeważał już Rumun, który dzięki wspaniałej pracy nóg oszukiwał co chwilę prymitywnie atakującego Aydina. Wyjątkiem była ósma runda, kiedy Selcuk trafił mocno, a "Jo Jo Dan" był chwilę zamroczony. Szybko się jednak pozbierał i już do końca przeważał - mimo to przegrał...
Mieszkający na stałe w USA w stanie New Jersey ale pochodzący z Polski Paweł Wolak (27-1, 17 KO) odniósł kolejne zwycięstwo po bardzo przyzwoitej walce. "Wściekły Byk" pokonał przez jednegłośną decyzję sędziów Irlandczyka Jamesa Moore (17-3, 10 KO).
Ostatecznie sędziowie punktowali dwa razy 97-93 oraz 96-94 dla Wolaka. Warto dodać, że to był kolejny pojedynek z udziałem naszego pięściarza (po Albercie Sosnowskim) który był toczony na pięknym stadionie sportowym Yankee Stadium w Nowym Jorku.