Yuri Foreman (28-0, 8 KO) - czempion WBA w wadze junior średniej i Miguel Angel Cotto (34-2, 27 KO) - były trzykrotny mistrz świata w dwóch kategoriach, podczas wczorajszego ważenia bez problemów zmieścili się w limicie 154 funtów.
Foreman wniósł na wagę maksymalny dopuszczalny wynik, a jego rywal był o pół funta lżejszy. W ostatnich kilku tygodniach zarówno Cotto, jak i jego nowy szkoleniowiec, Emanuel Steward, podkreślali, że "Junito" będzie ważył nie więcej niż 150 funtów.
Dla 29-letniego Izraelczyka dzisiejsza walka będzie pierwszą obroną trofeum zdobytego w listopadzie ubiegłego roku, kiedy to wypunktował Daniela Santosa (32-4-1, 23 KO). Cotto w swoim ostatnim pojedynku stracił pas federacji WBO w kategorii półśredniej. Portorykańczyk został zastopowany przez Manny'ego Pacquiao (51-3-2, 38 KO) na dwie minuty przed ostatnim gongiem.
Zapraszamy na wywiad z legendarnym anonserem Michaelem Bufferem. Zapytaliśmy sympatycznego Amerykanina o początki jego kariery i jak wspomina największe walki, a w ich kontekście padło nazwisko Andrzej Gołota. Let's get ready ...
KIM JEST MICHAEL BUFFER >>
MICHAEL BUFFER O KLICZKO-SOSNOWSKI >>
MICHAEL BUFFER PO WALCE KLICZKO-SOSNOWSKI >>
LET'S GET READY FOR BOKSER.ORG >>
Trzy przegrane i jedna wygrana – oto bilans eliminacyjnych pojedynków biało-czerwonych z pierwszego dnia moskiewskich ME.
Jako pierwszy z Polaków na mistrzowskim ringu wystąpił Łukasz Maszczyk (48 kg), który zmierzył się ze swoim starym rywalem Jose Kelvinem de la Nieve Linaresem(ESP). Niestety po trzech rundach wynik punktowy był korzystny dla Hiszpana – 6:1 – i to aktualny wciąż wicemistrz Starego Kontynentu awansował do dalszej strefy zmagań.
Yoan Pablo Hernandez (22-1, 11 KO) pokazał przez osiem rund kawał dobrego i technicznego boksu, ale nie wystarczyło to na znokautowanie niezwykle twardego Zacka Page'a (20-29-2, 7 KO), który ma już na koncie kilka niespodzianek.
Leworęczny Kubańczyk (WBC #5, WBA #8, IBF #5, WBO #11) ładnie chodził na nogach, wyprzedzał swojego rywala i był dużo dokładniejszy, jednak ani razu poważniej mu nie zagroził. Starczyło to mimo wszystko na wyraźne zwycięstwo 80:72 na wszystkich kartach.
Trzy lata po przegranej walce o mistrzostwo świata wagi średniej z Felixem Sturmem (patrz foto), dziesiąte zwycięstwo z rzędu zanotował Noe Gonzalez Alcoba (24-1, 16 KO).
31-letni pięściarz z Urugwaju najpierw w sierpniu ubiegłego roku zszokował świat znokautowaniem w czwartej rundzie byłego championa, Mariano Carrery, a dziś w nocy równie brutalnie, tylko w szóstej odsłonie, rozprawił się z Michi Munozem (22-5, 15 KO). Dzięki tej świetnej serii Alcoba jest już notowany przez federację WBA na dziewiątym, a przez IBF na trzynastym miejscu.
W Moskwie zakończyła się ceremonia losowania XXXVIII Mistrzostw Europy w Boksie (Elite). Dla nikogo interesującego się boksem w jego olimpijskiej odmianie nie jest tajemnicą, że jest to ważny element każdego turnieju. Od niego bowiem zależy, czy droga do medalowego podium związana będzie z koniecznością krzyżowania rękawic z przedstawicielami pięściarskiej elity, czy też pozwoli na chwilę oddechu w starciu z zawodnikami prezentującymi nieco mniejszy stopień wtajemniczenia bokserskiego.
Niezależnie jednak od tego typu spekulacji każdą walkę trzeba wygrać w ringu i nieważne jest, czy pokonało się zawodnika teoretycznie słabszego, czy kandydata do medalu. Przez wiele lat mówiło się, że podczas wielkich turniejów częstokroć dochodziło do przedwczesnych finałów, toczonych w fazach eliminacyjnych przez najlepszych w danych kategoriach wagowych zawodników, co pozbawiało najlepszych możliwości zdobywania medali. W stolicy Rosji po raz pierwszy zastosowano więc rozstawienie zawodników – po 4 w każdej kategorii. Z Polaków rozstawionym został w kat. 48 kg Łukasz Maszczyk.
Oleg Platov (29-1, 23 KO) ciosami na korpus rozmontował obronę Gbenga Oloukuna (18-6, 11 KO) i zastopował go ostatecznie w szóstej rundzie.
Po niezłym początku, Nigeryjczyk w ostatnich sekundach pierwszej odsłony już dwukrotnie był liczony - najpierw po prawym haku na żebra, a potem po prawym prostym w to samo miejsce. Sytuacja powtórzyła się pod koniec drugiego starcia, kiedy niemal równo z gongiem po zainkasowaniu prawego haka na dół Oloukun znów przyklęknął.
Były mistrz Afryki w boksie amatorskim powrócił do gry w trzeciej i czwartej rundzie, ale w końcówce piątej "deja vue" i kolejny nokdaun po prawym haku pod lewy łokieć. Ta sama akcja zakończyła pojedynek, tylko już w szóstym starciu, kiedy Gbenga nie był w stanie już się podnieść.
Prawdopodobnie 16 lipca znany z pierwszej edycji "Contendera" Ishe Smith (21-4, 9 KO) sprawdzi dobrze rokującego średniego - Fernando Guerrero (18-0, 15 KO). Pojedynek odbędzie się w Memphis (Tennessee).
23-letni Guerrero ma przed sobą trudny test. Smith jest bardzo niewygodnym przeciwnikiem, niełatwo go trafić i przegrywa walki głównie przez niewielką aktywność w ofensywie. W pojedynku z nim nienajlepiej prezentowali się Sechew Powell (26-2, 15 KO), Joel Julio (35-4, 31 KO), Paweł Wolak (26-1, 17 KO) i ostatnio Daniel Jacobs (20-0, 17 KO).
Trener Manny'ego Pacquiao (51-3-2, 38 KO), Freddie Roach wyraził swoją opinię na temat najbliższej przyszłości swojego podopiecznego. Roach chce, aby 'Pacman' w pierwszej kolejności znokautował Floyda Mayweathera (41-0, 25 KO), a później Juana Manuela Marqueza (50-5-1, 37 KO).
- Mam nadzieję, że jak najszybciej dojdzie do pojedynku Manny'ego z Mayweatherem, chciałbym zobaczyć jak Pacquiao zamknie tą gadatliwą gębę. Kiedy Manny się z nim rozprawi zrobimy kolejną walkę z Marquezem. Po tych walkach "Pacman" będzie mógł przejść na sportową emeryturę - powiedział Roach, który uważa, że do pojedynku Pacquiao z Mayweatherem powinno dojść ze względu na kibiców.
- Chciałbym, aby doszło do tej potyczki, kibice na całym świecie pragną tej walki. Mi jako trenerowi jest to obojętne, ponieważ na każdego przeciwnika jestem w stanie dobrze przygotować Manny'ego, ale fanom ta walka się należy - zakończył trener.
Juan Carlos Gomez dopisał do swojego imponującego rekordu kolejne zwycięstwo, odniesione jednak w niezbyt imponującym stylu. Oezcan Cetinkaya nie był dla niego równorzędnym przeciwnikiem, a całą walkę można potraktować bardziej jako publiczny sparing niż poważną rywalizację. Niestety w przypadku Gomeza taka sytuacja ma miejsce nie pierwszy raz. Były mistrz najbardziej prestiżowej federacji WBC w wadze cruiser, kiedyś odprawiający większość swoich oponentów przed czasem, najwyraźniej nie może odnaleźć się w kategorii ciężkiej. Po jego kolejnej bezbarwnej walce zadaję sobie pytanie, które pojawiło się z pewnością w głowach wielu kibiców, pytanie o przyszłość Czarnej Pantery w królewskiej wadze.
Gomez wydaje się potwierdzać istnienie zjawiska, które można określić kubańskim syndromem, dotykającym szczególnie pięściarzy cięższych kategorii. Zawodnicy z „wyspy jak wulkan gorącej”, dysponujący znakomitym przygotowaniem z czasów amatorskich, często zaniedbują treningi wierząc, że nieprzeciętne umiejętności i wrodzony talent pozwolą im pokazać wyższość w ringu bez ciężkiej pracy. Wystarczy rzut oka na otłuszczone sylwetki Gomeza czy Solisa, aby przekonać się, że nie wylewają oni zbyt wiele potu w trakcie przygotowań do walki. Kubańscy pięściarze przyzwyczajeni do pobłażliwego traktowania przez komunistyczny reżim Castro, dla którego byli jedną z nielicznych wizytówek i powodów do dumy, do niedawna dominujący na ringach amatorskich, po ucieczce do wolnego świata przenoszą nawyki nie pasujące do boksu zawodowego. Są zresztą traktowani jak wielkie gwiazdy, zanim udowodnią swój potencjał w poważnej ringowej rywalizacji. Świadczy o tym casus Odlaniera Solisa, który nie pokonał jeszcze żadnego liczącego się pięściarza wagi ciężkiej, a już po zaledwie 16 stoczonych walkach przymierzany jest do pojedynku o mistrzostwo królewskiej kategorii. Nic dziwnego, że w takiej sytuacji woda sodowa może uderzyć do głowy.
Na pewno nie tak wyobrażał sobie dzisiejszą walkę nasz dobry znajomy, Steve Cunningham (23-2, 12 KO). Amerykanin zaczął pojedynek z Troyem Rossem (23-2, 16 KO) bardzo ostro, chcąc wykorzystać miażdżącą przewagę w zasięgu ramion. Mańkut z Kanady nie zamierzał jednak łatwo oddać skóry i z doskoku groźnie bił lewym sierpem i hakiem.
Pierwsze trzy starcia były dość trudne do punktowania, ale w czwartym Ross po dwóch prawych zaskoczył "Cunna" lewym prostym na szczękę, po którym Steve znalazł się na deskach. Szybko powstał i chwilę potem skontrował rozpędzonego Troya bezpośrednim prawym. To był decydujący moment tej potyczki, bowiem cios ten rozciął tak brzydko oko Kanadyjczyka, że uniemożliwił mu kontynuowanie walki i sędzia po gongu rozpoczynającym piątą odsłonę po konsultacji z lekarzem ogłosił wygraną Cunninghama przez TKO, dzięki czemu zdobył on już po raz drugi w karierze tytuł mistrza świata federacji IBF.
Yudel Jhonson (7-0, 5 KO) to kolejny kubański "uciekinier", który ma szansę podbić bokserski świat. Srebrny medalista olimpijski z Aten po przejściu na ringi zawodowe przeniósł się do wagi junior średniej i już w siódmym występie spotkał się z niezłym Juliano Ramosem (16-4, 13 KO).
Na początku Jhonson nie mógł wejść w rytm walki, lecz z biegiem czasu zyskiwał coraz większą przewagę. Bijący z odwrotnej pozycji Yudel udowodnił na dobre swą wyższość w ósmym starciu, kiedy po prawym prostym wystrzelił długim lewym na szczękę rywala. Ten co prawda zdołał się jeszcze podnieść, lecz sędzia zdecydował o przerwaniu pojedynku.
Ostatecznie – jak wynika z oficjalnych dokumentów XXVIII ME – 230 zawodników z 42 krajów walczyć będzie na kontynentalnym championacie, który rozpoczął się właśnie w stolicy Rosji.W poszczególnych kategoriach wagowych rywalizować będzie następująca ilość pięściarzy: 48 kg – 12; 51 kg – 16; 54 kg – 23; 57 kg – 20; 60 kg – 22; 64 kg – 23; 69 kg – 24; 75 kg – 26; 81 kg – 27; 91 kg – 21; +91 kg – 16.Łukasz Maszczyk (48 kg) w swoim inauguracyjnym pojedynku zmierzy się z Jose Kelvinem de la Nieve Linaresem(ESP), który w Moskwie broni tytułu wicemistrza Starego Kontynentu, wywalczonego przed dwoma laty w Liverpoolu. Obaj rywale mają do wyrównania ze sobą pewne rachunki. Polak pokonał przecież Hiszpana w Pecsarze w Turnieju Kwalifikacyjnym do pekińskich Igrzysk Olimpijskich w 2008r. Natomiast Hiszpan triumfował w ćwierćfinale ME w Liverpoolu, gdzie sięgnął później po srebro. Zwycięzca tego pojedynku – już w walce o medal – spotka się z triumfatorem walki Ferhata Pehlivana (TUR) i Siarheia Lobana (BLR).
O szczęśliwym losowaniu z pewnością nie może mówić Andrzej Liczik (57 kg), który już w pierwszym swoim występie boksować będzie z Sergeyem Vodopyanovem (RUS) – mistrzem świata (Chicago – 2007) i wicemistrzem naszego globu sprzed roku (Mediolan). Polak na pewno będzie jednak walczył do końca o sukces. Zawodnik, który zakończy to starcie zwycięsko w boju o medal boksować będzie albo z Heybatullą Haljialiyevem (ARM), albo z Denisem Makarovem (GER).Rywalem Michała Chdeckiego (60 kg) w pierwszym pojedynku na moskiewskim ringu będzie Vazgen Safaryants (BLR) brązowy medalista ME z Plovdiv (2006) oraz wicemistrz Starego Kontynentu sprzed dwóch lat. Oba medale Białorusin wywalczył w wadze do 64 kg. Jeżeli Polak zwycięży, to w kolejnym występie, którego stawką będzie już medal – zmierzy się ze zwycięzcą starcia pomiędzy Arą Tuluzyanem (ARM) i Eugenem Burhardem (GER).
Steve Cunningham (22-2, 11 KO) już dziś stanie przed szansą zdobycia tytułu mistrza świata federacji IBF w kategorii junior ciężkiej. Podczas gali w Niemieckim Neubrandenburgu USS zmierzy się z Troyem Rossem (23-1, 16 KO). Amerykanin w wywiadzie dla niemieckiej witryny spox.com ujawnił dlaczego zdecydował się kontynuować karierę u naszych zachodnich sąsiadów. Według Cunninghama w Ameryce jest tylko kilku liczących się pięściarzy, których chce pokazywać telewizja.
- W Ameryce jest jedna stacja telewizyjna, która decyduje o wszystkim, promując tylko garstkę bokserów takich jak: Mayweather, Mosley czy Hopkins. Wszyscy inni mają małe szanse, aby dostać się do tej grupy. W Niemczech jest inaczej, tu liczy klasa sportowa zawodnika, a nie jego medialność. Nie ważne z jakiej jesteś wagi, jeśli dobrze boksujesz to ludzie chcą cię oglądać - powiedział Cunnigham.
Transmisję z gali w Neubrandenburgu przeprowadzi Polsat Sport Extra, początek 20.00.

W zakończonym przed chwilą pojedynku Mariusz Cendrowski (19-2-2, 7 KO) zwyciężył niepokonanego Thomasa Troelenberga (21-1, 10 KO). Jest to jedna z najcenniejszych wygranych w karierze polskiego pięściarza, na dodatek odniesiona w przekonywującym stylu.
Koniec tej walki mógł nastąpić w 5 starciu, jednak zawodnik urodzony w Lublinie nie zdołał wykończyć zamroczonego rywala. Na szczęście walka skończyła się happy endem i nasz rodak zwyciężył u wszystkich sędziów punktujących ten bój. Gratulacje!