Mimo, iż podczas konferencji prasowej zostało powiedziane, że Vitali Kliczko (39-2, 37 KO) nie będzie udzielał indywidualnych wywiadów, nam udało się nakłonić mistrza świata wagi ciężkiej federacji WBC na kilka szybkich pytań. Serdecznie zapraszamy.
Już dzisiaj kapitan Manchesteru United, Rio Ferdinand poprowadzi ‘Czerwone Diabły’ przeciwko Bayernowi Monachium. Zapewne niewielu jego kibiców wie, że jako młody chłopak, 31-letni zawodnik, również kapitan reprezentacji Anglii, bardzo chciał zostać bokserem.
Rio dorastał w południowym Londynie, w dzielnicy Peckham. Tuż obok w Bermonsdey, wychowywał się mistrz świata federacji WBA, w wadze ciężkiej David Haye (23-1, 21 KO). Obaj panowie dobrze się znają i dlatego, w najbliższą sobotę, najpierw ‘Haymaker’ zasiądzie na Old Trafford, aby dopingować Ferdinanda podczas meczu z Chelsea. Natomiast późnym wieczorem role się odwrócą i to Rio będzie podziwiał w akcji Davida, w czasie jego starcia z Johnem Ruizem (44-8-1, 30 KO).
- Myślę, że Haye będzie jak Rooney. Zaatakuje od pierwszej rundy i nie przestanie, aż zwycięży. Jeżeli o mnie chodzi, to bardzo lubię boks i dużo trenowałem w młodym wieku. Jednakże przyznam się szczerze, że kiedy zobaczyłem, jak ciężki jest to sport i w między czasie odkryłem swoje zdolności piłkarskie, to wybrałem i poświęciłem się tylko piłce. Czasami myślę, że jeżeli bym nadal trenował boks, to byłbym kimś w rodzaju Mayweathera. Miałbym świetną obronę i byłbym takim spryciarzem w ringu.
Już w tę sobotę mistrz świata federacji WBA, David Haye (23-1, 21 KO), spróbuje udowodnić wszystkim sceptycznie nastawionym do niego kibicom, że naprawdę chce zostać zbawicielem wagi ciężkiej. Na swojej drodze, spotka Johna Ruiza (44-8-1), którego wypada mu pokonać w sposób o wiele bardziej przekonujący, niż miało to miejsce w starciu z olbrzymim Nikolay’em Valuevem.
Do potyczki 29- letniego ‘Hayemakera’ z 38- letnim ‘Milczkiem’, pozostało już tylko kilka dni. Jak spędza czas znany z ciętego języka, mocnego ciosu i niekonwencjonalnych metod promowania swoich pojedynków (podkoszulek z odciętymi głowami braci Kliczko), ambitny Anglik? Pracuje jako reporter i wydaje magazyn.
Robert Helenius (12-0, 7 KO) ma za sobą świetną serię zwycięstw nad - kolejno: Tarasem Bidenko, Lamonem Brewsterem oraz w sobotę z Gbenga Oloukunem. Te ostatnie przypłacił jednak poważną kontuzją prawej dłoni i nie będzie mógł trenować od ośmiu do dwunastu tygodni.
26-letni Fin został doceniony przez ludzi układających ranking federacji WBA, którzy w lutowym zestawieniu wagi ciężkiej sklasyfikowali go na wysokim, dwunastym miejscu. Czekamy więc na powrót tego dwumetrowego kolosa i kolejne jego walki.
Pomimo nieustannych medialnych spekulacji dotyczących ewentualnego pojedynku mistrza świata federacji WBA – Davida Haye'a (23-1, 21 KO) przeciwko któremuś z braci Kliczko, całkiem prawdopodobnym jest, iż w przypadku wygranej w sobotnim pojedynku z Johnem Ruizem, "Hayemaker" musiał będzie po raz drugi stawić czoła gigantowi z Rosji – Nikołajowi Wałujewowi (50-2, 34 KO). Sytuacja spowodowana jest faktem, że kontrakt na pierwsze starcie obydwu ciężkich, który odbył się w listopadzie ubiegłego roku, zawiera klauzulę rewanżu, jeśli Wałujew – ówczesny czempion, poniósłby w walce porażkę.
- Liczymy na rewanż późnym latem bieżącego roku – wyjawia osoba związana z obozem mierzącej 213 centymetrów "Bestii ze Wschodu". Taka ewentualność oddaliłaby na jakiś czas perspektywę elektryzującej walki między Haye'm a jednym z braci Kliczko, których zresztą niezmiennie łączy spora antypatia w stosunku do 29-letniego mistrza WBA.
Jeden z najwybitniejszych trenerów świata, Emanuel Steward będzie trenerem Miguela Cotto (34-2, 27 KO), kiedy ten stanie w ringu walcząc z mistrzem świata federacji WBA w wadze junior średniej Yuri Foremanem (28-0, 8 KO). Walka odbędzie się 5 czerwca na stadionie Jankesów w Nowym Jorku. Jest to dosyć niezręczna sytuacja, gdyż o usługi legendarnego trenera starał się również Foreman, którego propozycję Steward odrzucił na rzecz byłego dominatora wagi półśredniej.
Jest to również pierwszy pojedynek Cotto od dotkliwej porażki z rąk 'Pacmana', która odbyła się w listopadzie zeszłego roku. Warto przypomnieć, iż Miguel Cotto był mistrzem świata w dwóch kategoriach wagowych - junior półśredniej oraz półśredniej, pokonując w przeszłości takich zawodników jak Shane Mosley, Zab Judah czy Joshua Clottey. Natomiast Emanuel Steward był trenerem między innymi Thomasa Hearnsa, Julio Cesara Chaveza, Oscara De la Hoyi oraz obecnego mistrza wagi ciężkiej federacji IBF, WBO, IBO Wladimira Kliczko. Mimo, iż Yuri Foreman, który jest rówieśnikiem Miguella (oboje mają 29 lat) nie może pochwalić się takim dorobkiem, na pewno jest ciekawym i szybkim zawodnikiem. Należ się spodziewać, że mistrzowskiego pasa nie odda bez walki.
Menedżer braci Kliczko, Bernd Boente onzajmił, że mistrz świata federacji IBF oraz WBO – Władimir Kliczko (54-3, 48 KO), wbrew niektórym doniesieniom mediów oraz obozu oficjalnego pretendenta do pasa IBF – Aleksandra Powietkina (19-0, 14 KO), nie będzie unikał potyczki z 30-letnim Rosjaninem.
- Wydaje mi się, że Sauerland nie chciałby już teraz pojedynku Powietkina z Kliczką – mówi Boente. - Widocznie rozumie, że jego zawodnik nie ma szans zwyciężyć w tej walce i szuka dla Powietkina jakiegoś rozwiązania, aby zyskać na czasie i lepiej przygotować się do walki. W swojej ostatniej potyczce z Javierem Morą niczego wielkiego nie pokazał. Jednak jesteśmy gotowi do pojedynku z nim, nawet po okresie letnim. Jeśli okaże się, że Powietkin z jakiegoś powodu, urazu bądź innej przyczyny, nie może walczyć - nie będzie problemu. W każdym razie chcemy pojedynku z Powietkinem i nie będziemy robić wymówek, aby uwolnić od niego Władimira - twierdzi menedżer, którego polscy sympatycy boksu lepiej mogli poznać w dniu wczorajszym, kiedy to uczestniczył w konferencji prasowej dotyczącej walki Witalij Kliczko-Albert Sosnowski.
Mick Hennessy, promotor mistrza WBC w kategorii superśredniej - Carla Frocha (26-0, 20 KO), jest spokojny o formę swego podopiecznego przed starciami z Mikkelem Kesslerem (42-2, 32 KO) i Arthurem Abrahamem (31-1, 25 KO).
Walka z Duńczykiem będzie dla "Kobry" trzecią obroną mistrzowskiego pasa. Na niekorzyść Brytyjczyka powinien zadziałać fakt, że pojedynek odbędzie się w Herning, które niemal w całości wypełnią kibice Kesslera.
- Będąc perfekcjonistą w każdym calu, Carl zdaje sobie sprawę z tego jak niebezpieczny jest zdesperowany Kessler - powiedział Hennessy. - On nigdy nie będzie groźniejszy, niż 17 kwietnia w Herning.
- Stracił wszystko. Jeśli pozwoli sobie na jeszcze jedną porażkę, to wypadnie z Super Six - twierdzi promotor. - Oczekujemy więc, że będzie w kapitalnej formie. To będzie Kessler głodny sukcesów, a nie wieloletni mistrz.
Podczas spotkania wszystkich promotorów Super Six z włodarzami telewizji Showtime poruszane były rozmaite tematy. Lou DiBella, opiekun Allana Greena (29-1, 20 KO), komentuje zaskakujące wyniki dotychczasowych walk.
- Przed rozpoczęciem turnieju faworytem był Mikkel Kessler, ale zaznał porażki już w pierwszym starciu - wspomina DiBella. - Za pewniaka uznano wtedy Arthura Abrahama, który brutalnie znokautował Jermaina Taylora w pojedynku otwierającym rywalizację. W ubiegłą sobotę Dirrell udzielił Niemcowi srogiej lekcji boksu, więc za faworyta uważa się teraz Andre Warda. Jeśli jednak 19 czerwca Allan Green pokona Warda, to wszystko znowu wywróci się do góry nogami.
DiBella twierdzi, że Green ma duże szanse i nie należy go skreślać. "Ghost Dog" zastąpił Taylora, który wycofał się po nokaucie z rąk Abrahama.
- Green jest tak pewny siebie, że zgodził się na walkę w Oakland, gdzie Ward ma swoich kibiców - powiedział promotor. - Allan wie, że zdoła wykorzystać największą słabość Warda, czyli jego szczękę. Jeśli wygra przez nokaut, to zdobędzie trzy punkty, a to stawia go w jednym rzędzie z Abrahamem.
Coraz gorętsza atmosfera towarzyszy ostatnim przygotowaniom do sobotniej gali na M.E.N. Arena w Manchesterze. David Haye (23-1, 21 KO) stanie do pierwszej obrony zdobytego na Nikołaju Wałujewie pasa WBA w wadze ciężkiej, a jego przeciwnikiem będzie wyznaczony przez federację pretendent - były dwukrotny mistrz świata, John Ruiz (44-8-1, 30 KO).
Słynący z kontrowersyjnych wypowiedzi i zachowań Anglik twierdzi, że jego przeciwnik nie zabiera ze sobą rodziny, bo nie chce by jego najbliżsi patrzyli na nieuchronnie zbliżającą się egzekucję.
- Ja też nie brałbym rodziny, gdyby mieli patrzeć jak ktoś ścina mi głowę - powiedział 29-letni "Hayemaker". - Ruiz zostanie znokautowany i w podświadomości zaczyna zdawać sobie z tego sprawę. Dlatego jego rodzina zostaje w domu. Jestem prawdziwym wojownikiem. Jeżeli czeka mnie wyczerpujący pojedynek, to jestem na niego gotowy. Ruiz skończy nieprzytomny.
Haye zapowiada więc, że powtórzy to, czego do tej pory nie zdołał uczynić nikt poza Davidem Tuą.
- Spodziewam się, że będzie to trudna noc - mówi Haye. - Będą wielkie emocje, ale to ja go znokautuję.
Piotr Wilczewski (25-1, 8 KO) , który 9 kwietnia w rodzinnym Dzierżoniowie stoczy kolejną zawodową walkę, poznał przeciwnika. Rywalem 31-letniego Polaka będzie doświadczony Francuz Aziz Daari (24-13-4, 20KO). Stawką pojedynku będzie pas WBF International. Popularny "Wilk" w piątek kończy sparingi z Mikkelem Kesslerem, które mają miejsce w Danii. Po tym bardzo rozwijającym doświadczeniu, czas na powrót do Polski, krótki odpoczynek oraz łapanie świeżości. 37-letni Aziz to bardzo groźny rywal i jeżeli jest przygotowany, to zazwyczaj kończy swoje wygrane walki przed czasem.
- Wiem, że Francuz mocno bije, ale jestem na to przygotowany. Sparingi z Mikkelem dały mi bardzo dużo. Jestem w dobrej formie, nie mam kontuzji, waga jest OK. Trzeba wyjść i wygrać, ludzie na mnie liczą, boksuję u siebie - powiedział Wilczewski.
PIOTR WILCZEWSKI - SERWIS SPECJALNY >>
Walka w Dzierżoniowie jest bardzo ważna dla "Wilka", gdyż pojawiło się kilka ciekawych propozycji. Jedna z nich, to starcie o pas IBF Inter-Continental na jednej z Włoskich gal pod koniec maja. Jednak cała sprawa będzie dyskutowana po 9-kwietnia i obowiązkowym zwycięstwie Polaka nad Azizem.
- Dostałem telefon w tej sprawie. Jest możliwość zaboksowania o pas IBF Inter-Continental. Jednak to tylko propozycja, możliwości są zawsze, ale wszystko musi być potwierdzone na papierze. Teraz żyje najbliższą walką i tylko to mnie interesuje - oświadczył Wilczewski.
Nieobecny na zawodowych ringach od czterech lat Fabrice Tiozzo (48-2, 32 KO) znów myśli o powrocie do czynnego uprawiania sportu. Ponad rok temu mówiło się dużo o jego ewentualnej potyczce z rodakiem Jeanem Marciem Mormeckiem, ale obie strony nie doszły do porozumienia w kwestiach finansowych.
Teraz Tiozzo, pogromca naszego Darka Michalczewskiego, zamierza powrócić do kategorii junior ciężkiej i stawić czoło aktualnemu championowi federacji WBO, Marco Huckowi (28-1, 21 KO).
Krzysztof Zimnoch (2-0, 2 KO) kolejną swoją walkę stoczy 30 kwietnia z nieznanym jeszcze rywalem podczas gali w Chicago. Na niej właśnie ogromną szansę dostanie w końcu Andrzej Fonfara (13-2, 4 KO), który zaboksuje o młodzieżowy tytuł federacji WBC kategorii półciężkiej. Naprzeciw Fonfary stanie mocno bijący Roger Cantrell (15-1, 8 KO), mający jedyną porażkę na koncie tylko ze wspaniałym Andre Wardem.
Ponadto bliski podpisania kontraktu z Hubertus Promotion jest młody Artur Lazarian. Jest to pięściarz niezwykle efektowny, występujący również w wadze półciężkiej. Niestety nie udało się go ściągnąć za ocean poprzez wizę sportową i teraz czynione są starania by przyznano mu wizę turystyczną. Niedługo więcej informacji na ten temat...
Z narożnika Tetryka
Konfrontacją polskich pięściarzy z reprezentacją USA interesowano się nie tylko w kraju; przyjazd polskich bokserów do Stanów poprzedziła w amerykańskim stylu zorganizowana reklama, w prasie mnóstwo miejsca poświęcono na charakterystyki zawodników, na spekulacje, typowania. Tymczasem polska ekipa po raz pierwszy, z różnym skutkiem, doświadczała uroków wyprawy za ocean..
1934. W podróży
Od dawna zapowiadany mecz bokserski Polska- Ameryka doszedł wreszcie do skutku. W czwartek rano odbywało się walne przygotowanie do wyjazdu, jak zakup sprzętu potrzebnego do treningów w czasie podróży statkiem. Z Warszawy wyjechaliśmy sleepingiem, w Poznaniu dołączyli do nas miejscowi pięściarze, prezes Baranowski i trener Stamm. Mimo późnej nocy żegnało nas spore grono sympatyków boksu.
Podróż mieliśmy spokojną i wygodną, władze graniczne specjalnie nas nie trudziły. Kłopotu z wyżywieniem też nie było, gdyż jedliśmy w wagonie restauracyjnym mając duży wybór dań, dobrą jakość i upragnione owoce.
Berlin minęliśmy o 9. rano. Przejeżdżając przez Dortmunt Rogalski zauważył, żeśmy się wszyscy lekko zarumienili.
W piątek wieczorem minęliśmy granicę Niemiec. Do Paryża przybyliśmy w sobotę rano, na Dworzec Północny, skąd udaliśmy się do hotelu. Po śniadaniu zwiedziliśmy autobusem miasto, niestety, tylko pobieżnie.
Powrót do hotelu i jazda na Dworzec St. Lazare zabrały nam niewiele czasu; w południe opuściliśmy Paryż jadąc w dalszą podróż do Cherboorga. Do portu przybyliśmy o 17. skąd holownik dostarczył nas na statek.
Ich walka z pewnością nie odbędzie się wcześniej, niż pod koniec 2010 roku, ale do pierwszego starcia promotorów doszło już wczoraj. Mowa oczywiście o dwóch amerykańskich medalistach olimpijskich z Aten - Andre Dirrellu (18-1, 13 KO) i Andre Wardzie (21-0, 13 KO), którzy skrzyżują rękawice w trzeciej rundzie fazy grupowej turnieju Super Six.
Wpierw jednak, 19 czerwca na Oracle Arena w Oakland (Kalifornia), Ward zmierzy się z Allanem Greenem (29-1, 20 KO) w pierwszej obronie pasa WBA w limicie do 168 funtów.
We wtorkowym spotkaniu uczestniczyli włodarze telewizji Showtime oraz wszyscy promotorzy Super Six - Dan Goossen, Gary Shaw, Lou DiBella, Mick Hennessy, Kalle Sauerland i Chris Meyer. Shaw i Goossen nie zdołali dojść do porozumienia w sprawie miejsca organizacji pojedynku swoich podopiecznych. Każdy z nich chce, by walka odbyła się na terenie jego zawodnika - w przypadku Warda byłoby to Oakland, dla Dirrella - Detroit w stanie Michigan, gdzie w ubiegłą sobotę dał lekcję boksu Arthurowi Abrahamowi (31-1, 25 KO).
David Tua (51-3-1, 43 KO) pokonał po dwunastu rundach jednogłośnie na punkty Friday'a Ahunanya (24-6-3, 13 KO), broniąc tym samym regionalnych pasów WBO Asia Pacific i WBO Oriental wagi ciężkiej. Wysoka punktacja wskazuje na to, że walka miała dość jednostronny przebieg, ale o szczegółach już wkrótce.
Trzeci na liście federacji WBO Tua wygrał u sędziów w stosunku 117:111, 119:109 i 120:108.
John Ruiz (44-8-1, 30 KO) kończy przygotowania do sobotniej walki o należący do Davida Haye (23-1, 21 KO) pas WBA w kategorii ciężkiej. Oto co "Quiet Man" miał do powiedzenia po otwartym treningu, który odbył przed kilkoma godzinami.
- Byłem zdziwiony, że Haye wygrał na punkty w Niemczech. Szczęście było po jego stronie. Gratuluję zwycięstwa nad Wałujewem. Wiedział co robić, by wygrać - mówił 38-letni Ruiz. - Haye wciąż nie jest jeszcze popularny w USA. Ludzie nie znają jeszcze jego nazwiska. Musi zmierzyć się z kimś, kto był już na szczycie. Tym kimś jestem ja. Przed walką może mówić co chce, ale liczy się to co zaprezentuje w ringu.
Ruiz opowiada też o współpracy z Miguelem Diazem.
- Wciąż nad czymś pracujemy i mamy nadzieję, że tym razem nam się powiedzie. Zobaczycie starego Ruiza, który więcej boksuje i bije, a mniej przytrzymuje. Dwa razy byłem mistrzem wszechwag, ilu ludzi może się tym pochwalić? Nie skupiam się na nim, lecz na sobie. On przygotuje się tak jak będzie umiał, ja również. Urodziłem się w USA, moja rodzina pochodzi z Portoryko. Mam dwie ojczyzny. Jestem pierwszym latynoskim mistrzem wagi ciężkiej, ale jednocześnie czuję się Amerykaninem. Nie boję się walczyć w Anglii. Stoczyłem tu sześć pojedynków, wszystkie wygrałem. Tutejsi kibice chcą po prostu oglądać dobre walki, nie zależy im na oglądaniu łatwych zwycięstw ich faworytów. Ja nigdy nikogo nie unikałem, podejmowałem wszystkie wyzwania i jestem z tego dumny.
Zapraszamy na wywiad po konferencji prasowej z Albertem Sosnowskim (45-2-1, 27 KO), który 29. maja zmierzy się Vitalijem Kliczko (39-2, 37 KO) w niemieckim Gelsenkirchen. Wkrótce wywiad z mistrzem świata wagi ciężkiej federacji WBC.
Danny Green (28-3, 25 KO), mistrz IBO wagi junior ciężkiej, z zainteresowaniem obejrzy sobotnią walkę swej ostatniej ofiary. 3 kwietnia Roy Jones Jr. (54-6, 40 KO) po siedemnastu latach ponownie zmierzy się z Bernardem Hopkinsem (50-5-1, 32 KO).
Australijczyk chciałby skrzyżować rękawice ze zwycięzcą tego pojedynku. Nawet jeśli Jones przegra z "Katem", to wciąż posiada ważną klauzulę dotyczącą rewanżu z Green'em na terenie USA. Tymczasem Danny przygotowuje się do starcia z Mannym Siacą (22-6, 19 KO), walka odbędzie się 14 kwietnia na Challenge Stadium w Perth (Australia).
- Chcę zobaczyć ten pojedynek. Bardzo ciekawi mnie co się wydarzy - mówi 37-letni Green. - Pokłóciłem się z Hopkinsem, ale w oglądaniu tej walki mam swój interes. Mogę zagwarantować, że nie zostanie znokautowany w pierwszej rundzie. Jeśli jednak Roy wygra z Bernardem to tym samym uczyni moje zwycięstwo jeszcze większym.
Taka walka byłaby zapewne ozdobą każdej gali boksu zawodowego w Polsce. Z jednej strony Piotr Wilczewski (25-1, 8 KO), kolejny nie do końca spełniony amator, któremu mimo niewątpliwie solidnej klasy nigdy nie udało się zdobyć medalu na jakiejkolwiek międzynarodowej imprezie rangi mistrzowskiej.
Z drugiej strony Karoly Balzsay (21-2, 15 KO) jeden z najwybitniejszych i najpopularniejszych węgierskich pięściarzy amatorskich przełomu wieków XX i XXI, wicemistrz Europy z 2002 r. Ale być może obaj panowie mieli okazję rywalizować już ze sobą w ringu?