Piotr Wilczewski (22-1, 7 KO) ryzykował sporo wychodząc na ring z 15-stym bokserem rankingu WBO Curtisem Stevensem (21-2, 15 KO). Niestety nie opłaciło się i Polak przegrał przez TKO w trzecim starciu.
Już pół minuty przed końcem pierwszej rundy "Wilku" padł na matę po krótkim lewym podbródkowym Amerykanina. Mocno zamroczony bokser z Dzierżoniowa klinczami dotrwał do gongu, wrócił do narożnika i wrócił do gry w drugiej odsłonie, którą niewątpliwie wygrał.
Tak jak można było się spodziewać Tomasz Adamek (38-1, 26 KO) dość łatwo rozprawił się z Bobby Gunnem (21-4-1, 18 KO).
Już pierwszy cios w walce, odczepny lewy sierpowy, wstrząsnął pretendentem i zwiastował szybki nokaut. "Góral" nie spieszył się jednak i spokojnie rozbijał rywala swoim firmowym lewym prostym. W drugiej odsłonie obijany Gunn wystrzelił kilka razy lewym sierpowym bitym z całego ciała, ale Tomek albo unikał tych ciosów, albo prawa ręka na czas wracała na swoje miejsce i blokowała te uderzenia.
Tak jak zapowiedział, tak zrobił... Joseph Agbeko (27-1, 22 KO) obronił tytuł mistrza świata wagi koguciej federacji IBF po wygranej nad absolutnym królem niższej kategorii - super-muszej. Faworyzowany Vic Darchinyan (32-2-1, 26 KO) od pierwszej minuty rzucił się na broniącego pasa Agbeko i wywiązała się wojna na wyniszczenie. Po trzech rundach wymiany ciężkich ciosów, którą Vic okupił rozcięciem nad lewym okiem, od czwartej champion zaczął przełamywać rywala.
Nagłówek zabrzmiał jakby chodziło o kolejny tom przygód bohatera książek Alfreda Szklarskiego lub nawiązanie do ponadprzeciętnej religijności Tomasza Adamka. Chodzi jednak o postawienie hipotezy o pewnej - możliwej - analogii między karierą aktualnego czempiona IBF wagi cruiser, czyli "Tomka" i legendarnym już mistrzem tej federacji, Evanderem Holyfieldem ("Świętym").
Warto przy tej okazji wspomnieć, że International Boxing Federation, czyli IBF, w ubiegłym roku obchodziła jubileusz 25-lecia. Pod koniec 1983 r. została powołana do życia z inicjatywy jej pierwszego prezydenta, Boba Lee, który po przegraniu z Gilberto Mendozą wyborów na szefa World Boxing Association, czyli WBA, w oparciu o słynnego promotora Boba Aruma i innych mniej znanych menedżerów postanowił o utworzeniu trzeciej - wówczas - siły zawodowego boksu.
Dla Mateusza Masternaka (14-0, 9 KO) walka z Mazurem Ali (6-4, 3 KO) miała być potwierdzeniem rozwoju jego talentu i próbą odpowiedzi przynajmniej na niektóre pytania. Odpowiedź będzie pozytywna. 22-latek ma potencjał na dobrego zawodnika, nie boi się konfrontacji, ale ciągle brakuje mu ringowego obycia i walki z zawodnikami, którzy wymuszaliby na nim rozwój umiejętności.
"Ten chłopak potrafi uderzyć, jak na 22-latka celnie bije i jak popracuje nad szybkością zadawanych uderzeń, będzie groźny."- mówił siedzący obok mnie Pat English z "Main Events", który z boksem przez duże "B" ma do czynienia przez ostatnie 25 lat. Polak chyba zbyt ostrożnie i pasywnie- szczególnie w pierwszych dwóch rundach- podszedł do Alego, który widać było, że potrafi "strzelić" ciosem, ale tylko jednym i na dodatek takim, którego łatwo było wyłapać. Wystarczyły szybsze kombinacje bite na korpus i głowę- Egipcjanin zaczął się odkrywać. Walczący już na luzie "Master", wykorzystał opuszczoną lewą rękę Alego, trafił go szybkim prawym prostym, później lewym na korpus i było po walce.
Cristobal Cruz (39-11-1, 23 KO) po raz drugi obronił tytuł IBF kategorii piórkowej po zwycięstwie nad Jorge Solisem (37-2-2, 27 KO), rewanżując się przy okazji za porażkę sprzed blisko sześciu lat. Pretendent został ukarany odjęciem dwóch punktów za ciosy poniżej pasa, co mogło kosztować go porażkę. Sędziowie jednomyślnie wytypowali zwycięstwo championa 114-110, 113-110 i 113-111.
Tomasz Adamek (38-1, 26 KO) z pasem federacji IBF oraz magazynu The Ring.
Mateusz Masternak (14-0, 9 KO) zastopował w zakończonym przed chwilą pojedynku Mazura Alego (6-4, 3 KO).
Pierwsze sześć minut to ogólne rozpoznanie, ale już od trzeciego starcia Polak systematycznie zaczął podkręcać tempo i zyskiwać coraz większą przewagę. Na przeciwniku coraz większe wrażenie robiły lewe haki na wątrobę, po których Ali zaczął opuszczać wysoko dotąd podniesione ręce. Koniec nastąpił w rundzie piątej, kiedy "Master" najpierw posłał rywala prawym prostym, a zaraz potem dopadł w narożniku i sędzia Randy Newman przerwał niechybną egzekucję.
Sebastian Zbik (27-0, 10 KO) wywalczył tymczasowy tytuł mistrza świata federacji WBC wagi średniej po zwycięstwie nad Domenico Spadą (29-2, 14 KO). Włoch był agresorem w tym pojedynku, nadawał ton wydarzeń w ringu, ale po dwunastu rundach sędziowie wypunktowali zgodnie w stosunku 115-114 zwycięstwo Zbika.
W konfrontacji dwóch byłych mistrzów świata Steve Cunningham (22-2, 11 KO) pokonał na punkty Wayne'a Braithwaite'a (23-4, 19 KO). Pojedynek z cyklu bokser kontra puncher - poza pierwszym starciem przebiegał pod dyktando niedawnego rywala Tomka Adamka, który wygrał jednogłośnym werdyktem 119-109, 118-110, 117-111, dzięki czemu został oficjalnym challengerem dla zwycięzcy dzisiejszej walki Adamek vs Gunn.
Podczas gali Agbeko vs Darchinyan rozegrano trzy walki eliminacyjne. W pierwszej, o czym już pisaliśmy, Wayne Braithwaite musiał uznać wyższość Steve'a Cunninghama, który zapewnił sobie rewanż z Tomkiem Adamkiem.
Antonio DeMarco (22-1-1, 16 KO / WBC #1) zastopował w dziewiątej rundzie Angesa Adjaho (25-2, 14 KO / WBC #2) w walce, gdzie stawką był status oficjalnego challengera dla mistrza WBC wagi lekkiej Edwina Valero.
Steve Cunningham (22-2, 11 KO) w końcu zapewnił sobie to, o co zabiegał od kilku miesięcy. Pokonując wczoraj w eliminatorze do pasa IBF kategorii junior ciężkiej Wayne'a Braithwaite'a (23-4, 19 KO), Amerykanin wywalczył sobie prawo do rewanżowego starcia z Tomaszem Adamkiem (38-1, 26 KO). Cunningham był bardzo zadowolony ze swojego wczorajszego występu, który był jednocześnie debiutem "USS" pod wodzą Naazima Richardsona.
- Oceniłbym swój występ na siedem i pół w skali do dziesięciu. Dałem się złapać kilka razy uderzeniami, których się spodziewałem, ale nie mogę narzekać. Po raz kolejny udowodniłem, że jestem najlepszym pięściarzem kategorii junior ciężkiej na świecie - powiedział Cunningham.
Wcześniej Amerykanin zapewnił, że po wygranej nad Braithwaitem nie będzie chciał żadnych walk na przetarcie, a na jego celowniku znajduje się już tylko Adamek. W pierwszym starciu pomiędzy tymi pięściarzami, które odbyło się w grudniu ubiegłego roku, lepszy okazał się Polak. "Góral" trzykrotnie posyłał na deski Cuninnghama, a pojedynek został obwołany przez światowe media jedną z najlepszych walk 2008 roku.
23-letnia Amanda Rodrigues, żona tragicznie zmarłego Arturo Gattiego, została zatrzymana przez brazylijską policję w charakterze podejrzanej o zabójstwo męża. Władze informują, że zeznania Rodriguez były niespójne, a kobieta nie potrafiła wytłumaczyć jak to się stało, że spędziła 10 godzin w jednym pokoju z ciałem pięściarza, nie zauważając, że ten już nie żyje.
Policja przypuszcza, że Gatti został uduszony paskiem od torebki, na której znaleziono plamy krwi. Ostatnie osoby, które widziały parę, twierdzą, że pomiędzy znajdującym się pod wpływem alkoholu byłym mistrzem świata a małżonką doszło do kłótni. Świadkowie dodają też, że oboje byli o siebie bardzo zazdrośni. Doniesienia o nienajlepszych relacjach potwierdza przyjaciel Kanadyjczyka, również były champion, Acelino Freitas, który twierdzi, że para zamierzała zdecydować się na separację.
Ta walka miała szansę stać się szlagierem wieczoru, ale jej przebieg został już rozstrzygnięty po 120 sekundach, kiedy po potężnym ciosie Curtisa Stevensa (23-2, 19 KO), wyraźnie nieprzygotowany do tempa i zaskoczonym tym co się dzieje na ringu Piotr Wilczewski (22-1, 7 KO), tylko cudem doszedł do siebie. Sędzia ringowy mógł już wtedy zatrzymać pojedynek bo wyraźnie było widać, że choć ambitny Polak pokazywał, że może walczyć, to przeżył to końca starcia tylko dzięki doświadczeniu i fakcie, że Stevens nie potrafił uwolnić się od trzymania.
"Chciałbym dedykować to zwycięstwo tragicznie zmarłemu Arturo Gattiemu. Znałem go osobiście, to był wielki mistrz, którego nam wszystkim będzie bardzo brakowało. Byłoby zaszczytem dla mnie pójść w jego ślady. Na razie mogę zagwarantowac kibicom jedno- że zawszę będę walczył dla nich, zawsze przygotowywał się na 100 procent.”- mówił na konferencji prasowej Tomasz Adamek (38-1, 26 KO), którego pewne, ani przez chwilę nie podlegające wątpliwości zwycięstwo nad poddanym po czwartej rundzie Bobby Gunnem (22-4, 14 KO) oklaskiwało prawie siedem tysięcy widzów w Prudential Center w Newarku. Jednym z nich był szef HBO Sports Kerry Davis, który chyba wreszcie przekonał się do Polaka, już na najbliższy poniedziałek umawiając się na rozmowy w sprawie następnej walki "Górala" z szefową firmy promocyjnej "Main Events", Kathy Duvą.
- Jestem w szoku. Oszołomiony całą tą sytuacją. Walczysz z facetem, idziesz z nim na wojnę i jest między wami szacunek. Ale ze mną i z Arturo to było coś więcej. Była między nami prawdziwa więź. Dlatego wiadomość o jego śmierci to jak utrata części samego siebie, tyle razem przeszliśmy w ringu. Byliśmy przyjaciółmi, bliskimi przyjaciółmi - mówi o tragicznie zmarłym Arturo Gattim jego największy ringowy rywal Micky Ward.
Wczoraj późnym wieczorem podczas gali w Nurburgringu Feliks Sturm (33-2-1, 14 KO) obronił tytuł mistrz świata federacji WBA kategorii średniej pokonując jednogłośnie (115-113, 115-113, 117-111) na punkty po ciekawej walce kolegę klubowego z Universum Box-Promotion Khorena Gevora (30-4, 16 KO).
Mimo, że Sturm bezsprzecznie zasłużył na wygraną to wiele serwisów bokserskich, zwłaszcza amerykańskich (spuśćmy zasłonę milczenia na to, które to) pisze o kontrowersyjnym werdykcie sędziów punktowych. Opinie na temat potyczki Sturm - Gevor niektórych "fachowców" dziwią tym bardziej, że nawet trener Gevora - Fritz Sdunek otwarcie akceptuje rozstrzygnięcie sobotniej walki swojego podopiecznego.
- Ostatnie rundy można dać Felixowi. Tak dużo rund, że zwycięstwo (Sturma) jest w porządku. - powiedział słynny niemiecki szkoleniowiec.