16-04-2008

Paweł Matusik: Maciek, pierwszego czerwca w Józefowie masz się spotkać z Dariuszem Snarskim w zaplanowanym na osiem rund pojedynku. Od ostatniego poniedziałku rozpocząłeś przygotowania w rodzinnym Wrocławiu. Na czym kolejno się skupisz ?
Maciej Zegan: Przede wszystkim na technice i powrocie do starego stylu boksowania. Bez podwójnej gardy, gdzie zawodnik jest łatwiejszy do trafienia. Bardzo dużo rozmawiam z moim trenerem Zygmuntem Gosiewskim i będziemy wracać do większej ilości, teoretycznie lżejszych uderzeń. Choć potrafię uderzyć bardzo mocno…

PM: Dlaczego Snarski ?
MZ: Bo gada głupoty na bokser.org. Nie wiem jak ten gnój mógł powiedzieć cokolwiek o mojej mamie, która jest naprawdę ciężko chora do tego stopnia, że jest regularnie dializowana.

PM: Już od pewnego czasu zauważyłem, ze zmieniłeś styl boksowania. Zawsze charakterystycznie, bardzo efektywnie biłeś lewy-prawy prosty. Na pewno od walki w Katowicach zacząłeś być bardziej gibki, bujać się na boki i … przygrywać.
MZ: Chce wrócić do korzeni mojego najlepszego okresu. Styl zawodowy i amatorski to dwa zupełnie różne rodzaje boksu. Mój boks, o którym mówisz to był styl amatorski ekstremalnie przystosowany do zawodowstwa. Tak naprawdę to był „złoty środek”, ten bity w tępo lewy-prawy. Faktycznie, choćby po pobycie w Cleveland u trenera od Kinga, Kubańczyka Claudio Lopeza (to właśnie ten trener, razem z cutmanem Guillermo Jonesem stali w narożniku Maćka podczas walki z Fullerem – przyp. PM) starałem się przystosować do bardziej amerykańskiego stylu boksu. Będę od tego odchodzić…

PM: Maciej, biłeś się o WBO, w eliminatorze IBF. W amatorstwie potrafiłeś pobić na punkty takich zawodników jak Ukrainiec Andrej Kotelnik, Kubańczyk Arnaldo Juan Mesa, Węgier Miklos Varga, Algierczyk Noureddine Medjehoud czy absolutną gwiazdę Uzbeka Mohammeda Abdullajewa. To naprawdę budzi szacunek. Przeszedłeś na zawodowstwo w Anglii u wówczas bardzo mocnego promotora rodem z Cypru – Panosa Eliadesa i flagową Panix Europe. Dziś przegrałeś w słabym stylu trzy ostatnie walki, a o przetrwanie bijesz się z yourneymanem. Jak Ty to widzisz ?
MZ: Ja wiem, że to brzmi banalnie, ale to jest boks. Choćby walka z Fullerem. Za dużo emocji, trochę się podpaliłem w pierwszej rundzie trafiłem go lewą i on to poczuł. Potem dostałem w błędnik i było po walce… to jest boks. Wielcy mistrzowie też przygrywają. Jeśli chodzi o moje życie to mam różne sprawy, ale gdy przygotowuje się do pojedynku to wszystko odchodzi na bok i koncentruje się w 110%. Spytaj trenera Łapina lub Gmitruka czy kiedyś odpuszczałem na treningach. Ja bardzo kocham ten sport, boks to moja pasja.

PM: Co chciałbyś na zakończenie powiedzieć kibicom ?
MZ: Pozdrawiam wszystkich kibiców z bokser.org i tych, którzy za mnie trzymają kciuki, a wiem, że są tacy.

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © Paweł Matusik