|
24-02-2008 Jarosław "Yaras72" Drozd: Przemku czy Patryku? Jak mam się do Ciebie zwracać?Przemek "Machine" Majewski: Mów mi Przemek. JD: Muszę Ci się przyznać, że podobnie jak większość kibiców znam Cię jedynie z relacji naszego współpracownika, Marcina Filipowskiego. Jest więc szansa, by dowiedzieć się wiecej u samego źródła. Skąd pochodzisz i od jak dawna mieszkasz za Oceanem? PM: Urodziłem się w Radomiu i tam się wychowałem. Większą część mojego życia spędziłem w małej wsi pod Radomiem. W Radomiu ukończyłem szkołę, technikum mechaniczne, jak i również studiowałem przez 2 lata na tamtejszej politechnice, na wydziale nauczycielskim - wychowanie fizyczne. Niestety 3-go roku nie ukończyłem, ponieważ mając 21 lat (2001 r.) wyjechałem do USA na program "student exchange, work and travel". Tak już zostałem i od tej pory moje losy toczą się tu, w Ameryce. JD: Zacząłeś dość późno trening bokserski. Co sprawiło, że nagle w Stanach zostałeś właśnie bokserem? PM: To dosyć ciekawa historia, ponieważ jako uczeń II klasy szkoły podstawowej zacząłem trenować zapasy w klubie sportowym "Orzeł Wierzbica" i kontynuowałem z dobrymi wynikami przez 8 lat. Po śmierci 64-letniego trenera Artura Kubisia nie było już nikogo kto mógłby mnie zmobilizować do treningów. Początek mojej przygody z boksem miał miejsce w roku 1999, kiedy wspólnie z przyjaciółmi Piotrkiem Raszką i Danielem Czpakiem otworzyliśmy sekcję bokserską w szkole podstawowej nr 14 w Radomiu. W stawianiu pierwszego kroku bokserskiego pomagał nam trener Andrzej Wójcik. Moja wycieczka do USA przerwała na dwa lata moją aktywność sportową. Ponieważ całe życie związany byłem ze sportem, tęsknota do niego i chęć rywalizacji sprawiły, że wróciłem na sportowy tor. Na początku trochę kulturystycznie podnosiłem ciężary, ale ciągle mi czegoś brakowało. Bardzo się ucieszyłem kiedy mój kolega Rafał Banasik przypadkowo natrafił na klub bokserski. I tak w Wilwood (NJ) w 2003 r. zaczęła się moja przygoda z boksem w USA. Po 6 miesiącach ciężkich treningów w roku 2004 bylem już pod opieką trenera Jamesa "Rocky" McCray`a i to on wystawił mnie do pierwszych amatorskich walk. Był to turniej "Golden Gloves" w Filadelfii. Moja amatorska kariera zakonczyła sie rokordem 11-2. Kiedy po przeniesieniu się siłowni bokserskiej, w Atlantic City poznałem mojego obecnego trenera, Billa Jonhsona, od razu wiedziałem, że to jest ten człowiek i że razem stworzymy dobrą drużynę. I oto jestem: zawodowy bokser z rekordem 7-0, 5 KO. JD: Masz obiecujący ringowy rekord. Czy to nie jest czas najwyższy, by związać się z jakąś grupą promotorską? PM: Jeszcze jest za wcześnie, żeby myśleć o związaniu się z grupą promotorską. Jak do tej pory nie mamy najmniejszych problemów z wstawianiem mnie na gale bokserskie w Nowym Jorku i w New Jersey. Ogólnie tym się zajmuje mój menedżer. Jego zadaniem jest dobieranie mi walk, a ja się koncentruję na przygotowaniach do nich. Otaczają mnie doświadczeni w biznesie bokserskim ludzie. Menedżer, trener i drugi trener - tworzymy razem świetną drużynę, pracujemy ciężko i dobrze się bawimy. Ufam im i kładę moją karierę bokserską w ich ręce, jakkolwiek ostateczna decyzja zawsze należy do mnie. JD: Jak określiłbyś swój styl walki? PM: Ciężko mi jest oceniać siebie, wolałbym raczej mówić jaki staram się być,a to, czy mi się to udaje zostawiam do oceny kibica. Jestem dynamiczny, agresywny, kibice mówią, że mam bardzo widowiskowy styl walki. W pojedynku lubię wyprowadzać duże ilości ciosów, uderzać kombinacjami i kontrować. JD: Nad jakimi elementami bokserskiego rzemiosła musisz jeszcze pracować? PM: To jest dobre pytanie i niekończąca się opowieść, bo zawsze będę coś poprawiał. Mój trener prowadzi mnie szczebel po szczeblu coraz wyżej. Teraz koncentrujemy się na pracy nóg, balansem i obroną. JD: A jak jest z kondycją? Pytanie jest zasadne, bo większość walk wygrywasz szybko przed czasem. PM: Kondycja i wytrzymałość są moją mocną stroną. Trenuję ciężko i stąd wziął się mój bokserski przydomek "The Machine". Tak mnie nazwali ludzie z mojej siłowni bokserskiej - "Machine never stop". JD: Wiem, że walczyłeś na jednej gali z Pawłem Wolakiemi i wiem, że razem można Was zobaczyć na różnych imprezach społeczno-kulturalnych w Nowym Jorku. Jesteście kumplami? PM: Tak, poznałem Pawła w ubiegłym roku na gali bokserskiej w New Jersey. Paweł jest bardzo sympatyczną osobą, z dużym poczuciem humoru, więc szybko się zaprzyjaźniliśmy. Oczywiście też łączy nasz wspolny temat "boks". Paweł jest dobrym pięściarzem, widzę jego dużą samodyscyplinę i dużą pasję do boksu. JD: Jestes coraz bardziej popularny w kręgach amerykańskiej Polonii. Czy to głównie Polacy przychodzą na twoje walki? PM: Mieszkam w New Jersey już długo i mam dosyć liczną grupę amerykańskich kibiców, którzy śledzą moją karierę jeszcze od czasów walk amatorskich. Przekonałem się jednak, że polscy kibice są najlepsi, ponieważ kibicują całym sercem, a to mnie mobilizuje. JD: Kto jest największym sportowym idolem Przemka Majewskiego? PM: Jako bokser oddaję wielki szacunek i poważanie polskim pięściarzom, bo wiem, że nie jest to łatwy chleb. Tak więc: Dariusz Michalczewski, Andrzej Gołota, Tomasz Adamek. Mam też duże uznanie dla Mariusza Pudzianowskiego za wielki duch walki i parcia do przodu. JD: Którego pięściarza, z wystepujących w Twojej kategorii szanujesz najbardziej? PM: Najlepszym pięściarzem wszechczasów wagi średniej jest Sugar Ray Robinson. 173-19, 108 KO - ten rekord mówi sam za siebie. Bardzo lubię Marvina Haglera, ten rytm i luz w ringu. Natomiast z aktywnych pięściarzy duże wrażenie wywarł na mnie Kelly Pavlik, w ringu bardzo aktywny, wyprowadzający dużą ilość ciosów i mający świetną kondycję. Jeżeli mowa o wadze średniej to bardzo imponuje mi obrona Winky Wrighta. Mam również wielu innych ulubionych pięściarzy, nie tylko z wagi średniej. JD: Miałbyś ochotę zaprezentować swoje umiejętności na jakiejś gali bokserskiej w Polsce? PM: Często o tym myślę i przyznam się, że moim marzeniem jest wystąpić na gali bokserskiej w Polsce, przed polską publicznością, rodziną, przyjaciółmi. JD: Kiedy po raz kolejny zobaczymy Cię w ringu? PM: Rozważamy teraz kilka dat na moją następną walkę. Biorąc pod uwagę, że jestem ciągle w dobrej kondycji po ostatniej walce, mogę prawdopodobnie wystąpić już 6 marca w Nowym Jorku na Manhattanie. JD: Chciałbyś coś przekazać za moim pośrednictwem swoim kibicom w Polsce? PM: Chciałbym podziękować moim kibicom za duże wsparcie i słowa, które motywują mnie, by dać z siebie jeszcze więcej na terningach i za wiarę w moje umiejętności oraz chęć parcia do przodu. Chciałbym złożyć duże podziękowania dla Piotra Raszki za skomponowanie utworu "Jestem tu po to, żeby wygrywać", ktory mnie opisuje. JD: W imieniu własnym i czytelników www.bokser.org dziękuję Ci serdecznie za wywiad. Życzę wielkiej zawodowej kariery. Mam nadzieję, że nie raz sprawisz nam wszystkim piękne i wzruszające chwile. PM: Dziękuję, pozdrawiam redakcję i wszystkich czytelników bokser.org. |
|||
| WWW.BOKSER.ORG | © YARAS72 | ||