30-01-2008

Łukasz Minkiewicz: 9 lutego zmierzy się pan z Węgrem Gaborem Halaszem, jakie znaczenie będzie miała ta potyczka?
Krzysztof 'Diablo Włodarczyk: Traktuję to jako przetarcie. Teoretycznie jest to walka eliminacyjna do pojedynku o mistrzostwo świata, ale nie będzie to typowy eliminator. Obecnie każdą walkę bierze się pod uwagę w kontekście dalszych pojedynków, na przykład o mistrzostwo. Liczę, że bój z Węgrem przybliży mnie do takiej rywalizacji. Wiem, że rozmowy w tej sprawie są już prowadzone i być może na przełomie półrocza będę znał przeciwnika. Byłby to walka o mistrzostwo federacji WBA.

LM: A co z kontuzją łokcia?
KW: - No czuję to kłucie i ból, ale jak wezmę zastrzyk, to będę w stanie stanąć na ringu. Jeśli do walki o mistrzowski pas nie dojdzie, to wtedy przejdę operację. Wykluczy mnie ona na co najmniej cztery miesiące.

LM: Wracając do Gabora Halasza. Poza bilansem 30 walk i 10 porażek, co pan o nim wie?
KW: Nie będę ściemniał. Praktycznie nic.

LM: To ile planuje pan rund?
KW: - Zakontraktowanych jest 10. Nie chodzi o to, żeby wygrać przed czasem, choć jeśli nadarzy się taka okazja, to postaram się ją wykorzystać. Nie będę jednak zapowiadał, w której rundzie. Trzeba zaznaczyć, że zawodnicy, których przysłowiowo określa się jako "średniaków", w Stanach Zjednoczonych bardzo się pożąda. Najczęściej są to bowiem ambitni i bardzo niebezpieczni rywale. Trzeba się z nimi bardziej liczyć, bo nigdy nie wiadomo na co takiego stać. Dlatego idę z nim walczyć na sto procent i nie zamierzam go lekceważyć.

LM: Łączy was to, że obaj przegraliście z Pavlem Melkomianem
KW: - Ja tamtej walki nie przegrałem, a zostałem po prostu oszukany. Ale zdarza się. No cóż sprawdzimy z Gaborem, który z nas był trudniejszym rywalem dla Melkomiana.

LM: Lubi pan takie walki, trochę z doskoku?
KW: - Jest mi to obojętne, bo nie koncentruje się na jakimś silnym punkcie rywala czy jego wyćwiczonej akcji. Mnie zależy na tym, żeby samemu nie zrobić frajerskiego błędu. Po prostu rozegrać to jak najlepiej i wygrać.

LM: Ale przeciwnika marzenie na pewno pan ma.
KW: - No, jest paru. Takim mistrzem nad mistrzami w mojej kategorii wagowej jest David Haye, z którym przegrał Tomek Bonin. Chciałbym się z nim spróbować.

LM: Może Steve Cunnigham, z którym stracił pan pas mistrza świata IBF?
KW: A kto by nie chciał. To świetny zawodnik. Mam nadzieję, że za jakiś czas dostanę szansę. Nieważne na jakiej ziemi. Z nim jestem w stanie walczyć wszędzie. Wiem, że jest to możliwe.

LM: Podobała się panu walka Andrzeja Gołoty z Mikem Mollo?
KW: - Średnio na jeża. Tyle błędów, co popełnił Gołota, i prawych, które przyjął. Przecież on dał sobie "zakleić" całe oko. Mollo to nie jest rywal na 12, a na maksymalnie osiem rund. Wiem, bo z nim trenowałem. Gołota nie powinien się tyle czasu z nim bawić. Poza tym ciągle opadała mu lewa ręka, a to dobrze nie wróży. Na pewno jego atutem było świetne przygotowanie kondycyjne. Daję mu 30-40 proc. szans na zdobycie pasa mistrza świata.

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © GAZETA