28-11-2007

Przemek Garczarczyk: - Kiedy po raz pierwszy poznałeś Mike’a?
Sam Colonna: Sam Colonna: Znałem go od dziecka, wychował się pięć minut od mojego domu. Nasze rodziny pochodzą z Sycylii, a my Sycylijczycy zawsze trzymamy się razem. Jego wujek jest jednym z moich najlepszych przyjaciół, a Mike i ja naprawdę się lubimy.

PG: - Andrzej Gołota powiedział po jednym z treningów, pół żartem, pół serio, że ty zawsze będziesz cenił bardziej wasze sycylijskie więzy krwi z Mollo, niż to, że jesteś jego trenerem...
SC: SC: Typowe poczucie humoru Andrzeja. Głupoty. Prowadziłem Mike’a Mollo w początkowej fazie kariery, a potem, kiedy sam nie wiedział czego chce, odsunąłem się od jego treningów. Jeździł do trenerów na Florydę, później był przez dłuższy czas w Kalifornii – zawsze coś mu się nie podobało, nie mógł znaleźć wspólnego języka z ludźmi z narożnika. Przed rokiem się ustatkował, a do walki z McBride przygotowywał się z moimi trenerami, pomagałem mu znaleźć odpowiednich sparingpartnerów. Podobnie było przed walką z Arturem Binkowskim.

PG: - Co skłoniło cię byś rozpocząć z nim w 2000 roku zawodowe treningi?
SC: SC: Znałem go od dziecka, później jako niezłego chicagowskiego amatora. Rozbijał się na ulicach , więc wujek przysłał go do mnie do Windy City Gym, żeby się chłopak wyszalał. Zawsze miał w sobie mnóstwo energii, miał mocny cios z obu rąk. Chciał być jak Rocky Marciano.

PG: - A miał szanse?
SC: SC: Nie, bo Rocky miał szczekę z betonu, a Mike ma szczękę z papieru. Jak walczył z DaVarrylem Williamsonem, to powiedziałem dziennikarzom, że obaj nie potrafią przyjąć ciosu i wygra ten, który pierwszy trafi. Pierwszy trafił DaVarryl i było po Mollo. Na treningach kładli go w Windy City bokserzy walczący o dwie kategorie niżej, z półciężkiej. Znam Mike’a, jak chyba żadnego z pięściarzy poza Gołotą. Na dodatek jego obecnym trenerem jest facet, którego... ja trenowałem, Mike „The Fly” Garcia.

PG: - Czego Gołota powinien sie bać?
SC: SC: Pierwszych trzech rund, lewego sierpowego i skracania dystansu. Mollo walczy jak wściekły, przestraszony pies. Musi atakować, bo to jedyne co podpowiada mu strach. Mike w ringu to 100 procent instynktu, nawet nie słucham tego jak bardzo się „rozwinął taktycznie” - to bajki. Jak zda sobie sprawę, że minęło 9 minut, a Gołota ciągle stoi i ciągle go bije, to nie będzie wiedział co zrobić, będzie po walce. Ten pojedynek nie potrwa dłużej niż 7-8 rund, tutaj punktowi nie będą potrzebni. Albo przez nokaut wygra Gołota, albo Mollo.

PG: - W 1996 roku zapytałem Lou Duvę, który miał w stajni „Main Events” zarówno Andrzeja jak Davida Tuę, czy kiedykolwiek ustawił ich na wspólny sparing. Lou powiedział, że nigdy tego nie zrobi, bo Gołota by wybił lewym prostym Davidowi na zawsze boks z głowy. Nie porównuję Tuy do Mollo, bo to inna skala, ale walczą podobnie.
SC: SC: Dziesięć lat temu postawiłby dom, samochód i wszystko co mam na to, że Gołota wygra z Mollo. Jakbym przegrał, mógłbym żyć w kartonie pod mostem. Ale to było 10 lat temu. To inny Gołota, po kontuzjach, mający 40 lat na karku. Ja sam nie wiem, dlaczego Andrzej nie ma sloganu reklamowego: „Zobaczcie jak walę po łbie waszych pięściarzy mając do pomocy tylko jedną rękę! Jednoręki bokser wygrywa z dwuręcznymi!”. To by się super sprzedało. Bo taka jest prawda – w porównaniu do dawnego Andrzeja, on walczy jedną w pełni zdrową ręką.

PG: - Ale i tak będziesz mu kazał mu kontrolować sytuację lewym prostym, walczyć spokojnie...
SC: SC... właśnie, że nie! Jak Andrzej wróci z nart w Kolorado, to czekać będzie już na niego trzech sparingpartnerów mających naśladować Mollo. Zadaniem Andrzeja będzie się nimi bić od pierwszej sekundy pierwszej rundy. Bić się i trafiać.

PG: - Takim sposobem dajesz Mollo szansę na trafienie Andrzeja jednym ze swoich, jak sam przyznajesz silnych ciosów z obu rąk, niwelujesz przewagę techniczną Gołoty. Trener Mollo na pewno marzy o tym, że takiego Gołotę zobaczy 19 stycznia w Madison Square Garden!
SC: SC: A na co mam czekać? Że Andrzej znowu mnie nie będzie słuchał, tak jak było z McBride? Jeśli będzie się od początku walki bił z Mollo, to ma szansę przetrzymać te swoje dwie pierwsze, zawsze kryzysowe rundy, a przy okazji trafić Mike’a. Co będzie dalej jestem spokojny. Jak stanie na ringu i pozwoli się bez walki trafiać, to walka szybko się skończy. Powiedzmy szczerze - gdyby w ostatniej walce z McBride miał w pierwszych 120 sekundach za rywala kogoś, kto zamiast bić jeden cios czy dwa uderzy kombinacją czterech-pięciu, to byłoby po Andrzeju w pierwszej rundzie. Próbowałem przez lata wszystkiego, by go rozgrzać, rozkręcić w szatni do walki od pierwszych sekund. Jeszcze mi się to nie udało. Chyba, że spróbuję tego, co proponuje żona Andrzeja, Mariola – dam w mu w szatni sparingpartnera. Nikt nie pracuje na treningach lepiej i ciężej niż Andrzej. Dam ci przykład. Trenujemy miesiąc, a kiedy w Chicago były mistrzostwa świata i kiedy niektóre walki Polaków zaczynały się o drugiej, czasami nie mogłem rozpoczynać treningów jak zwykle o 11 przed południem, bo Andrzej by nie zdążył ich zobaczyć. Każdy inny zawodnik, wiedząc, że walkę ma dopiero w styczniu powiedziałby: „OK, ten dzień odpuszczamy”. Nie Gołota. Chciał trenować w tych dniach o 5 rano czyli musiał wstać godzinę wcześniej. Umówiliśmy się, że będę gotowy na szóstą. Jak przyjechałem o 5.55 rano, on już stał przed drzwiami sali. Andrzej to treningowa bestia. Najwyższy czas żeby był bestią kiedy włączą się światła reflektorów.

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © GARCZARCZYK