09-08-2007

Jarosław Drozd: Paweł, właśnie dobiega końca Twój pobyt w Polsce. Powiedz co przez ten krótki czas zdażyłeś tu zobaczyć?
Paweł Wolak: Niewiele. Jestem w Polsce właściwie od kilku dni. Po przylocie do Warszawy natychmiast pojechałem na Przystanek Woodstock do Kostrzynia, na specjalne zaproszenie Jurka Owsiaka, a stamtąd w sobotę wyruszyłem w drogę w moje rodzinne strony. Do jutra rano (czwartku - przyp. JD) jestem gościem mojej cioci w okolicach Mielca

JD: A teraz czas na gratulacje. Jak powszechnie wiadomo 14 września będziesz główna postacią gali bokserskiej w Nowym Jorku, na której przyjdzie Ci się zmierzyć z rutynowanym Robertem Frazierem.
PW: Tak, bardzo sie cieszę, że będę z nim walczył. Wiem, że jest to zawodnik niezwykle doświadczony. Ma 34 lata i 45 walk w rekordzie. M.in. przeboksował przez pełny dystans z Winky Wrightem i Sechew`em Powellem, a to już niezła wizytówka. Nadchodzący pojedynek traktuję w kategoriach wielkiej nauki. Tylko poprzez walki z takimi klasowymi rywalami będę w stanie się dalej boksersko rozwijać.

JD: Czy byłbyś gotów przyjechać do Polski aby na którejś gali zaprezentować się bokserskiej publiczności?
PW: Marzy mi się występ na gali bokserskiej w Polsce. Mam nadzieję, że pojawią się okoliczności, które pozwolą mi to marzenie zrealizować. Mam w kraju liczną rodzinę, która śledzi moją karierę i wiem, że każdy z nich chciałby przeżyć choć jeden mój występ na żywo. Jestem gotów przyjechać tu ponownie w styczniu, bądź w lutym przyszłego roku, jakkolwiek pojedynek, który miałbym tu stoczyć musiałby mieć sens ze sportowego punktu widzenia. Osiągnąłem już pewien pułap, a po pojedynku z Frazierem nie będzie mi wypadało walczyć z journeymanami. W razie konieczności mój menedżer jest w stanie przywieźć dla mnie dobrego rywala zza Oceanu.

JD: Ile dajesz sobie czasu na to by zdobyć pas którejś z poważniejszych organizacji?
PW: We wrześniu skończę 26 lat, ale wierz mi, że czuję się ...młodziej. Przypominam, że zacząłem boksować w wieku 17 lat i stoczyłem zaledwie 50 walk amatorskich. Myślę, że dla okrzepnięcia i ustabilizowania moich umiejętności potrzebuję około 1,5 roku. Prawdopodobnie wówczas przyjdzie czas na wybór większego promotora (wówczas kończy się także kontrakt Pawła z dotychczasowym menedżerem, Ivanem Edwardsem - przyp. JD). Wiem, że już dzisiaj oglądają mnie ludzie Dona Kinga, Lou DiBelli, Main Events czy z Top Ranks. Cierpliwie czekam na moment kiedy któryś z nich da mi szansę walki o prestiżowy pas. Z jednym z wyżej wymienionych mógłbym podpisać kontrakt już dzisiaj, ale na zaproponowanych warunkach raczej nie zrealizowałbym swoich marzeń w czasie takim jaki sobie wymarzyłem.

JD: Jeszcze nie tak dawno pisano, że masz przejść pod "opiekę" Ziggi Rozalskiego, menedżera Andrzeja Gołoty. Czy do waszej współpracy już doszło, lub może dojdzie?
PW: Wiem, że Ziggi się mną interesuje i bardzo cenię sobie jego dotychczasową pomoc. To dzięki niemu miałem możliwość boksowania na gali Arturo Gattiego w Atlantic City. Jeśli chodzi o ewentualną współpracę w przyszłości, nie wykluczam jej, choć - jak dotąd - nie rozmawialiśmy o tym.

JD: Wróćmy na moment do gali w Atlantic City. Jak czułeś się na tak wielkiej imprezie? Nie odczuwałes tremy z powodu licznej widowni, błysków tysięcy świateł i fleszy?
PW: Powiem Ci szczerze, że nie. Zawsze wychodzę do ringu maksymalnie skoncentrowany i nie widzę ludzi ani tego co się dookoła mnie dzieje. Gdy wchodzę między liny patrzę już tylko na mojego rywala. To on staje się celem. Jeśli chodzi o tremę, to z satysfakcją dostrzegam, że ludzie zaczynają mnie coraz bardziej doceniać. Wiedzą kim jestem i jakie cele sobie wyznaczam. To wpływa budująco na moją psychikę, wzmacnia ją, a mnie utwierdza w przekonaniu, że jestem w odpowiednim miejscu. W najbliższych miesiącach postaram się to dodatkowo wzmocnić. Chce jak najszybciej być uznawany za najlepszego pięściarza Nowego Jorku w mojej kategorii.

JD: Twój styl polega na zadawaniu dużej ilości mocnych ciosów, ale też na przyjmowaniu uderzeń. Czy jesteś gotowy zimenić tę taktykę na bardziej defensywną, gdy przyjdzie Ci walczyć z kimś, kto bije równie mocno, a nawet mocniej niż Ty?
PW: Każdy bokser ma swój styl. Ja najlepiej czuję się w ataku i myślę, że robię to na tyle dobrze i skutecznie, że nie ma co tu zmieniać. Oczywiście stale pracuję nad tym, by mój styl był coraz lepszy. Jeśli chodzi o odporność na ciosy, prawda jest taka, że jak dotąd - mimo iż inkasowałem przecież uderzenia w wielu walkach - to jednak jeszcze nikt nie trafił mnie na tyle mocno, bym poczuł się rozbity. Wiem, że kibice w Polsce martwili się moimi kontuzjami, ale wiedz, że żadna z nich nie była wynikiem uderzenia rękawicą, żadna nie była po ciosie. A widziałeś mój ostatni pojedynek? Nie miałem po nim nawet śladu walki na twarzy!

JD: Twoją silną stroną jest kondycja, która pozwala ci niszczyć przeciwników, zadając wielką ilość ciosów. Jak często i na jakim dystansie biega Paweł Wolak?
PW: Kondycja to rzeczywiście mój atut. Ostatnio walczę może krótko, ale uwierz mi, że jestem w stanie przygotować się na 12, 15, czy ile tam chcesz rund. Nieskromnie powiem, że ludzie od lat pracujący w Gleason`s Gym są pozytywnie zaskoczeni moją wydolnością, tym, że właściwie podczas całego treningu, przez 2-3 godziny jestem w ciągłym ruchu. Poza tym rano biegam ok. 5 mil (ok. 8 km - przyp. JD), potem mam siłownię i basen - i tak przez 6 dni w tygodniu. I zawsze na około 6 tygodni przed walką uciekam od świata. Nie ma mnie. Tylko trenuję.

JD: Czy miałeś możliwość sparrowania z kimś z czołówki?
PW: Sparruję z bardzo dobrymi zawodnikami, zarówno zawodowcami, jak i amatorami. Zdziwiłem się ostatnio jak ktoś w komentarzu na Waszej stronie powątpiewał w umiejętności i możliwości Danny Jacobsa, czy innych amatorskich mistrzów Golden Gloves. Na obecnym etapie mojej kariery mogę już sparrować z każdym liczącym się zawodnikiem. W Nowym Jorku ludzie mnie znają i cenią. Z wielkich pieściarzy swego czasu ćwiczyłem z Joshua Clottey`em, ale on obecnie trenuje na Bronxie.

JD: Z uwagi na zainteresowanie polskich kibiców nie unikniemy kolejnego pytania. Czy uważasz się bardziej za Polaka czy Amerykanina?
PW: Czuję się w połowie Polakiem i w połowie Amerykaninem. W tej kwestii nie ma żadnej dyskusji. Urodziłem się wprawdzie w Polsce, ale od wielu lat mieszkam w Stanach. Tutaj chodziłem do szkoły, studiowałem, pracowałem, tutaj dostałem sportową szansę. Mam dwa paszporty, ale w ringu zawsze pojawiam się w biało-czerwonych barwach. Jeśli kiedyś będę wychodził do pojedynku o mistrzowstwo świata zadbam, by w ringu pojawiły się dwie flagi. Wiem, że w moim profilu na boxrec-u jest napisane, że jestem Amerykaninem, ale mój menedżer ma o to zadbać, by wprowadzo tam zapis informujący o podwójnym obywatelstwie.

JD: Naszych czytelników interesuje także nazwisko boksera na którym się wzorujesz?
PW: Na pierwszym miejscu na pewno postawiłbym Joe Fraziera. Podbudowuje mnie jego życiorys, fakt, że pochodził ze społecznych nizin i dzięki ciężkiej pracy potrafił wznieść się z najniższego pułapu na amerykański szczyt. Poza tym - rzecz jasna - cenię Joe za styl, wolę walki i umiejętności.

JD: Niektórym swoją zażartoscią w ringu przypominasz Dariusza Michalczewskiego. Czy kiedykolwiek oglądałeś jego walki?
PW: Widziałem tylko jeden pojedynek, ale bardzo dużo nim słyszałem. Wiem, że przed pojawieniem się w Niemczech braci Kliczko był tam numerem 1. Wiem, że przez lata był mistrzem świata i że boksował twardo i bardzo ambitnie. Miło mi, że są tacy, którzy uważają, że mamy podobne cechy.

JD: A Andrzej Gołota? Co sądzisz o wymiarze jego kariery?
PW: Moim zdaniem Gołota to wielki bokser. Oczywiście najbardziej zapadły mi w pamięci jego walki z Bowe`m. To właśnie one pokazały mi, że w tym sporcie można dokonać wielkich rzeczy, trafić z Polski na bokserskie salony Ameryki, zarobić wielkie pieniądze, zdobyć sławę i szacunek. Było mi miło, że Andrzej potrafił przylecieć do Nowego Jorku specjalnie na moją walkę. Gołota jest tu bardzo popularny i rozpoznawalny - nie tylko wśród Polaków. Mimo iż nie zdobył pasa mistrzowskiego uważam, że zrobił wielką bokserską karierę.

JD: Skończyłeś 4-letni college, zdobywając dyplom z zakresu zarządzania. To znaczy, że po zakończeniu kariery zasiądziesz za biurkiem?
PW: Absolutnie nie wyobrażam sobie tego. Moją pasją jest sport, a żywiołem praca na sali treningowej. Jak wiesz gdy zaczynałem karierę zawodowego boksera pracowałem w firmie jubilerskiej mojego wujka na Manhattanie. Teraz na szczeście mogę wszystko podporządkować boksowi. Kto wie co będę robił po zakończeniu kariery? Może zostanę trenerem?

JD: "Blood Has One Color-Krew Ma Jeden Kolor" to nazwa akcji, którą m.in. razem z Tobą i innymi przyjaciółmi będziemy popularyzować. Jak jest Twoja ocena tego pomysłu?
PW: Bardzo się cieszę, że razem się za to zabieramy, bo problem rasizmu w życiu, także tym sportowym jest. Bardzo mnie to boli i irytuje zarazem. Udział w tej akcji to mój ukłon w stronę przyjaciół i sąsiadów, którzy mają różną karnację skóry i są różnych wyznań. Rasizm jest w sporcie, jest tez i w boksie - między linami ringu i na kibicowskich trybunach. Znokautujmy go, wyrzućmy raz na zawsze i zacznijmy się szanować nawzajem. Myślę, że akcja odniesie skutek nie mniejszy niż znana w Polsce inicjatywa "Wykopmy rasizm ze stadionów".

JD: Dziękuje Ci serdecznie za rozmowę i mam nadzieję, że ponownie będziemy mieli okazje do pogadania po Twoim zwycięstwie nad Frazierem. Życze szybkiego i bezpiecznego powrotu do domu.
PW: Dziękuję za wszystko i pozdrawiam wszystkich moich kibiców w Polsce.

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © YARAS72