02-06-2007

Przemek Garczarczyk: - Pojawiła się plotka, opublikowana w niektórych polskich mediach, że Barretowi udało się ciebie położyć na deski...
Andrzej Gołota: - To Monte się już musi podbudowywać faktem, że nawet jak się poślizgnę, to on sobie zalicza nokdaun na sparingu? Niczego takiego nie było, nie pamiętam. Szkoda, że nie pochwalił się jak w drugim, sparingu, kiedy wreszcie zjawił się w Vero Beach, dostał tak mocną prawą, po której nie wiedział gdzie jest? Pewnie nie...

PG: - Jesteś zadowolony z przebiegu prawie siedmiotygodniowego obozu treningowego w Vero Beach?
AG: - Nie do końca. Za mało miałem rund sparingowych, chyba niewiele ponad dwadzieścia. Barrett nie był za chętny, a mój drugi sparinpartner chyba nie do końca wiedział, czego się po nim Buddy spodziewał, bo już po kilku rundach ze mną był lekko przestraszony. Ostatniego dnia sparingów jeszcze uderzyłem z prawej tak nieszczęśliwie, że mi spuchł łokieć. Nie było na szczęście tragedii, ale przez kilka godzin łokieć nie wyglądał zbyt dobrze. Teraz czas na krótkie spotkanie z Andrzejem Gmitrukiem w Wiśle, ale to raczej będzie aklimatyzacja niż trening. Na ten ostatni już za późno, niczego więcej niż umiem już się nie nauczę. Później już Katowice i coś, czego najbardziej nie lubię - czekanie na walkę.

PG: - McGirt mówił, że oczekuje od ciebie większej agresji na ringu, że chce zrobić z ciebie bardziej pięściarza narzucającego tempo od pierwszej minuty, niż kontrującego...
AG: - Zobaczymy, ale na Batesie mogę porę rzeczy popróbować. On ma pseudonium Bestia, to zabawię się w poskramiacza. Kibicie nie będą rozczarowani.

PG: - Fani boksu zadawali ci na lotnisku pytanie, z którym będziesz się spotykał przez cały pobyt, do samej walki 9 czerwca - dlaczego wróciłeś?
AG: - A dlaczego nie? Gdyby jeden czy drugi trener powiedzieli mi, żebym dał sobie spokój, tak bym zrobił. Nie robię tego dla pieniędzy, bo tych wystarczy mnie i mojej rodzinie do końca życia. Wychodzę znowu na ring bo jeszcze mogę na nim coś zrobić.

PG: - Dodatkowa presja bo walczysz w Polsce?
AG: - Mam wielu polskich kibiców, także w Stanach, więc czy walczę tutaj, czy gdziekolwiek w Ameryce, to jestem takim samym bokserem, presja jest taka sama. Ale oczywiście walczyć w moim rodzinnym kraju to zawsze coś specjalnego. Ciekawe jak przyjmą mnie Katowice...

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © INTERIA