01-03-2007

Robert Krzak: - Polskie tabloidy i bokserskie strony internetowe rozpisywały się na temat Twojego konfliktu z pięściarzem wagi ciężkiej, Marcinem Najmanem, który odgrażał się, że gdy Cię spotka, to da Ci niezłego łupnia. Tymczasem w Warszawie, podczas oficjalnego ważenia Włodarczyka i Cunninghama przed ich walką o mistrzostwo świata IBF, widziałem was obu w jednej sali i do żadnych ekscesów nie doszło.
Przemysław Saleta: - Bo dojść nie mogło. Wcześniej, gdy na Konfrontacji Sztuk Walki podszedłem do kolegi, by się z nim przywitać, zauważyłem siedzącego obok Marcina. Nie tylko mnie nie zaatakował, choćby złym słowem, ale zrobił się czerwony jak burak, a później chciał się ze mną pogodzić przed kamerami TV - taki z niego fighter. Najman nadużył mojego zaufania i obecnie jest dla mnie nikim. Oskarżał mnie o różne rzeczy tylko po to, by było wymienione jego nazwisko. Chcąc się wypromować zapomniał, jak zabrałem go na swój koszt na dwa miesiące do USA, gdzie - zamiast solidnie trenować - wolał wylegiwać się w łóżku. Ale w sumie dobrze, że zajął się boksem. Co prawda jest bardziej bokserem marketingowym niż zawodowym, ale lepsze to niż ściąganie haraczy.

RK: - Najman nie był jedynym, który opowiadał, że masz problemy. W środowisku bokserskim krążyła plotka, że jesteś ścigany listem gończym w USA.
PS: - Słyszę dużo różnych, czasem kuriozalnych, plotek na mój temat. A to taka sama prawda jak to, że ludzie z miasta, od których rzekomo pożyczyłem dużo pieniędzy, wydali na mnie wyrok. Czy naprawdę myślisz, że, mając takie problemy, pokazywałbym się w miejscach publicznych, i to bez ochrony?

RK: - Zweryfikujmy jeszcze jedną plotkę. Podobno zarabiałeś na życie, stojąc na "bramce" w jednym z nocnych klubów na Florydzie.
PS: - To kolejne wyssane z palca brednie. W całym swoim życiu tylko raz pracowałem na "bramce" i miało to miejsce w Polsce- przez 1 miesiąc w 1987 roku. W Stanach skupiałem się głównie na swoich treningach bokserskich i trenowaniu ludzi, którzy traktują boks i kick-boxing jako fitness, czyli nie myślą o karierze, lecz wyłącznie o dobrej formie i zdrowiu. Na Florydzie, która, mając sprzyjający klimat i piękne krajobrazy, staje się alternatywnym dla Hollywood centrum filmowym, brałem udział w castingach i otrzymałem propozycje zagrania w filmach. Oczywiście, nie miały to być jakieś superprodukcje, lecz filmy klasy B, czy nawet C. Zdaję sobie sprawę, że nie miałem w nich grać ze względu na aktorski talent, lecz dzięki posturze i sukcesom w kick-boxingu, w końcu byłem mistrzem świata zawodowców. Ponieważ, zgodnie z deklaracjami mojego menedżera Kennetha Saluta, miałem toczyć kolejne walki bokserskie, m. in. ze znajdującym się w czołówce wagi ciężkiej DaVaryllem Williamsonem, nie chciałem rozpraszać energii i zrezygnowałem udziału w tych przedsięwzięciach. Później okazało się, że do pojedynków nie doszło, ale tak to w bokserskim biznesie bywa.

RK: - Także w Polsce nie doszło ostatnio do zapowiadanych w mediach Twoich pojedynków - w Krakowie i Ostrołęce. Czy ten splot niekorzystnych okoliczności sprawi, że zdecydujesz się na zakończenie kariery?
PS: - Planuję tylko jeszcze jeden pożegnalny pojedynek - warszawskiej restauracji Champion's. Będzie to impreza wyłącznie dla zaproszonych gości.

RK: - Kończyłeś bokserską karierę co najmniej dwa razy, ale jednak zawsze wracałeś...
PS: - Tym razem nie za bardzo mam motywację. Poprzednio motywowała mnie perspektywa walki o tytuł mistrza Europy oraz pojedynek z Andrzejem Gołotą. Teraz nikt nie zapłaci mi 200, czy nawet 100 tysięcy dolarów za największą choćby walkę. Poza tym, nie chcę służyć do nabijania rekordów młodym wilczkom. Oczywiście, gdyby pojawiła się realna szansa walki z Gołotą, na pewno bym się zastanawiał ze względu na historyczny wymiar takiego pojedynku. Trenuję regularnie i solidnie, bo mam taki nawyk, nie piję alkoholu, i nie zamierzam tego zmieniać. Znam swoją ringową wartość i naprawdę wierzę, że stać mnie na zwycięstwo z Andrzejem. W tym roku w Stanach wielokrotnie toczyłem wyrównane sparingi z tak znakomitymi zawodnikami, jak aktualny mistrz WBO, Shannon Briggs, Jameel McCline, Sułtan Ibragimow i Chris Byrd. Natomiast Gołota ma problemy z lewą ręką i miał bardzo długi rozbrat z boksem - pewnie nie sparował od czasu przygotowań do walki z Brewsterem. Jazda na nartach i trening na siłowni to za mało, choć podobno wygląda na faceta w niezłej formie. A, poza tym, to on w tym pojedynku byłby pod większą presją, a to mu zdecydowanie nie służy.

RK: - Ponieważ do szumnie zapowiadanych Twoich walk z Gołotą nie doszło już dwukrotnie, można domniemywać, że na "poważnym" ringu już Cię nie zobaczymy. Chyba, że zdecydujesz się utrzeć nosa któremuś z czołowych polskich "ciężkich"...
PS: - Otrzymałem propozycję stoczenia pojedynku z Mariuszem Wachem, ale nie jestem zainteresowany.

RK: - Czyżbyś potwierdzał pogłoski, że podczas waszego ostatniego sparingu Wach był wyraźnie lepszy?
PS: - Ja po prostu nie mam w takiej walce nic do wygrania. Podobnie jak w pojedynkach z Sosnowskim (mimo szansy zdobycia pasa WBF) czy Boninem. Może gdyby zgadzała się kasa...

RK: - Ale, choć wielokrotnie mówiłeś, że nie zostaniesz promotorem czy menedżerem, nie wycofasz się z bokserskiego biznesu?
PS: - Na pewno, jeśli otrzymam propozycje, nadal będę komentował boks w telewizji. Niedawno zacząłem pisać artykuły dla "Dziennika". Ponadto pracuję nad pomysłami programów poświęconych sportom walki. Wprawdzie nie chcę zajmować się trenowaniem pięściarzy zawodowych, ale chętnie w dalszym ciągu będę zajmował się ludźmi, którzy traktują trening bokserski jako relaks. Nie są mi potrzebne napięcia nieodłącznie związane z rywalizacją w naszym małym bokserskim piekiełku. Zresztą, swoją przyszłość bardziej wiążę ze Stanami niż z Polską. W USA ludzie oceniają cię na podstawie jakości twojej pracy, a nie sugerują się plotkami. Muszę przyznać, że bycie osobą publiczną w Polsce stało się dla mnie męczące. Zacząłem cenić sobie anonimowość, a o nią znacznie łatwiej za Oceanem. Oczywiście, będę regularnie przylatywał do Polski, nie tylko w celach zawodowych, bo przecież w kraju mieszkają moje dwie córki i rodzice, ale częściej będę przebywał w USA, prawdopodobnie głównie w Nowym Jorku, do którego zamierzam się przenieść. W NYC jest więcej możliwości związanych z show-biznesem, a poza tym jest on bliżej Polski.

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © DUNCAN