07-01-2007

pap.pl: Łatwiej kierować Związkiem czy prowadzić reprezentację jako trener?
Adam Kusior: To nieporównywalne funkcje. Już jako trener kadry zajmowałem się wieloma sprawami organizacyjnymi, m.in. szukaniem u sponsorów pieniędzy na premie dla zawodników.

PAP: Praca społecznego szefa PZB jest mocno absorbująca?
AK: - Codziennie muszę poświęcić kilka godzin, aby Związek prawidłowo funkcjonował. Poza tym jestem we władzach europejskiej federacji bokserskiej EABA oraz Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Jako szkoleniowiec spędzałem więcej czasu poza domem, bowiem trzy czwarte w roku.

PAP: - Minął półmetek Pana kadencji. Jakie było największe wyzwanie?
AK: - Z pewnością likwidacja około 300-tysięcznego długu, jaki pozostał po poprzedniej ekipie. Dzięki współpracy wielu osób i firm wyszliśmy na prostą, choć było ciężko

PAP: Sytuacja była katastrofalna?
AK: - Istniała groźba wstrzymania dotacji dla PZB z Ministerstwa Sportu. Związek mógł praktycznie przestać istnieć.

PAP: - W jaki sposób przyciąga Pan sponsorów do Związku?
AK: - To moja tajemnica. A tak na poważnie, nasi pięściarze odnoszą coraz więcej sukcesów. Szczególnie udany poprzedni rok był dla kobiet. Na mistrzostwach świata podopieczne Leszka Piotrowskiego zdobyły trzy medale, a na warszawskich mistrzostwach Europy - siedem.

PAP: - Zawód sprawili seniorzy.
AK: - Po drodze do ME w Płowdiw wygrywali mecze towarzyskie, turnieje międzynarodowe, ale w Bułgarii spisali się poniżej oczekiwań.

PAP: - Na warunki do pracy nie mogą narzekać?
AK: -Utworzyliśmy w Warszawie drugi ośrodek szkolenia olimpijskiego, na ul. Rozbrat. Na co dzień mają zapewnioną fachową opiekę, nie tylko szkoleniową, ale i medyczną. Nasi przedstawiciele są w różnych komisjach EABA, bo znają się na swojej robocie. Co ważne, pięściarze nie mogą narzekać zbytnio też na zarobki. Kilku zawodników i zawodniczek otrzymuje stypendia z Ministerstwa Sportu oraz Ministerstwa Edukacji Narodowej. Wszyscy uczestnicy zgrupowania w Zakopanem, które właśnie się rozpoczęło, otrzymają wynagrodzenia na poziomie sparingpartnerów. Plus dochodzą pieniądze pozyskiwane od samorządów i z klubów, w których występują.

PAP: - Właśnie pieniądze są powodem, że część zawodników podpisuje zawodowe kontrakty?
AK: - Wydaje im się, że występy w gronie zawodowców sprawią, iż otrzymają górę pieniędzy. Niestety, tak nie ma. Na początku 2006 roku, chcąc zabezpieczyć się przed "ucieczką" zawodników do grup profesjonalnych, podpisywali oni ze Związkiem specjalne umowy.

PAP: - Wszyscy je podpisali?
AK: - Nie. Andrzej Wawrzyk oszukał nas, bo tłumaczył, iż musi z kimś się skonsultować. Natomiast Łukasz Janik od początku kręcił. Jemu dziwię się szczególnie, bowiem jako amator mógł zarabiać dobre pieniądze.

PAP: -Obaj są już zawodowcami. Jak PZB zamierza zatrzymywać najzdolniejszych zawodników?
AK: - Problem dostrzegła też sejmowa komisja kultury fizycznej i sportu. Odbyło się spotkanie z kilkoma polskimi promotorami zawodowymi. Musi powstać zapis ustawowy, który będzie chronił interesy naszego i innych związków sportowych. Na razie będziemy zawierali z zawodnikami umowy cywilno-prawne. Chciałbym podkreślić, że w PZB bardzo dobrze działa wydział boksu zawodowego kierowany przez Andrzeja Parzęckiego. Część pieniędzy wypracowanych przez ten wydział przeznaczanych jest na szkolenie reprezentacji kadetów.

PAP: - Zainteresowanie boksem amatorskim wzrośnie?
AK: Uważam, że tak. Jesteśmy blisko podpisania umowy z Telewizją Polską na transmisje z najważniejszych imprez, jak mistrzostwa Polski czy turniej Stamma. Poza tym w 2007 roku w Warszawie odbędą się mistrzostwa Unii Europejskiej juniorów.

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © PAP