|
22-12-2006 Marek Rugowski: Na samym wstępie chciałbym pogratulować Ci zwycięstwa nad "Super Stevem". Jak ocenisz swój występ w starciu z Conwayem? Czy uważasz, że zrobiłeś to, co do Ciebie należało, czy masz coś sobie do zarzucenia?Grzegorz Proksa: Witam i dziękuję. Na gorąco byłem zadowolony z wyniku, bo on był dla mnie najważniejszy. Wygrałem i sprawdziłem się w walce z bardzo dobrym rywalem. Jednak z tego co zobaczyłem na taśmie jestem kompletnie niezadowolony! I nie usprawiedliwia mnie nawet krótki okres przygotowawczy. MR: Jeszcze kilka tygodni przed ostatnią walką nic nie wskazywało na to, że w tym roku ujrzymy Cię w ringu. Co spowodowało, że zdecydowałeś się podjąć rękawice i to z rywalem, który nie był pewniakiem do pokonania? GP: Mój agent zadzwonił i zaproponował mi walkę w połowie grudnia. Rankingową. Doszliśmy do porozumienia, że nie warto mieć zbyt długiej przerwy i warto zaboksować jeszcze raz w tym roku. Początkowo moim rywalem miał być inny Brytyjczyk, ale nadarzyła się okazja walki ze Stevem. MR: Walka ta mogła równie dobrze na pewien czas zastopować Twoją karierę. Jeśli Steve wygrałby, mogłoby się okazać, że "nie taki Proksa mocny jak go malują". Czy nie obawiałeś się, że jeszcze nie czas na tak wymagającego przeciwnika? GP: W momencie jak dowiedziałem się o możliwości stoczenia walki z Conwayem zacząłem się bardzo grzać i choć fizycznie nie byłem w formie to jednak psychicznie czułem się świetnie i wiedziałem ze jeśli stoczę kilka ciężkich sparingów to będę w stanie wystarczająco przygotować się do zwycięstwa. Głosy z Polski, że za wcześnie na taka walkę tylko mnie mobilizowały! Kocham wyzwania, a ta walka to mi gwarantowała. MR: Sposób w jaki walczyłeś z Conwayem w zasadzie odbiegał od tego co prezentowałeś w poprzednich pojedynkach. Praktycznie w ogóle nie uderzałeś na korpus, co wcześniej czyniłeś z bardzo dobrym skutkiem. W Bethnal Green walczyłeś z kontry, było więcej balansu ciała, więcej wyczekiwania, pojawiły się również błędy w 5. oraz 6. rundzie. Czy "inne oblicze" Proksy to świadoma taktyka Laszlo Veresa? GP: Po części tak. Po za tym nie biłem często na korpus, bo Conway się świetnie zasłaniał. Po prostu nie było tam miejsca. Zauważyłem, że woli przyjmować ciosy na głowę niż na dół, co sam przyznał mi po walce. Analizował moje walki i wiedział, że mocno bije doły. Po za tym kiedyś był u nas sparingpartner z jego teamu na sparingach i złapałem go kilkakrotnie na "schaby". Tak więc miał rozeznanie. Słaba piąta runda wynikała z braku koncentracji. Pierwszy raz w życiu miałem taki doping i w sumie w pewnym momencie pojawiła się dekoncentracja, ale Laszlo szybko przywołał mnie do porządku i 6. runda była już w miarę. Dobre doświadczenie! MR: Twój rywal w wielu sytuacjach wydawał się bezradny. Można było odnieść wrażenie, że obrana taktyka była dla niego pełnym zaskoczeniem. Twój styl "nie leżał" mu, o czym podobno wspomniał tuż po walce, kiedy to zaprosił Cię na krótką rozmowę. Czy to prawda? GP: Tak, to prawda. Przyszedł do mnie do szatni zaraz po walce i spotkaliśmy się w hotelowej restauracji, chwilę rozmawialiśmy powiedział, że jak oglądał moje walki to ustalili z trenerem świetną taktykę, ale jak weszliśmy do klatki to już nic nie mógł zrobić. To bardzo miły, szczery chłopak, wymieniliśmy się telefonami, powiedział, że z uwagą będzie śledził moją karierę i jeśli tylko będę chciał, to przyleci na sparingi do Buda. Oniemiałem! MR: Ostatnie pytanie dotyczące pojedynku. Czy to Proksa był tak dobry, czy Conway tak słaby? GP: Myślę, że byłem w wystarczającej formie! Cieszy mnie to, bo wiem że nie pokazałem nawet połowy z tego co potrafię, a wystarczyło to na takiego kozaczka jakim jest niewątpliwie Steve. Co to będzie jak ja naprawdę będę miał formę...? MR: Za kilka dni święta Bożego Narodzenia oraz Nowy Rok. Jak spędzasz ten okres? W rodzinnym gronie, czy może urlop w towarzystwie żony? GP: Na Wigilię wybieram się z rodziną do rodziców, do rodzinnych Mysłowic. W te święta planuje odpocząć tylko z najbliższymi i nigdzie się nie wybieram. Za dużo tego jeżdżenia by było, a ja pragnę odpocząć przy domowym ognisku. MR: Zapewne od stycznia znów powrócisz do bokserskiego trybu życia, w Twoim przypadku objawiającym się wyjazdem na zgrupowania do Budapesztu. Na kiedy planowany jest start kolejnego cyklu treningowego? GP: Startuje od 1 stycznia. Plan treningowy jest w trakcie realizacji. Styczeń spędzę u siebie w Węgierskiej Górce, gdzie mam najlepsze trasy do budowania wydolności, w lutym wyjeżdżam już do Budapesztu. MR: Czy wstępnie możesz zdradzić nam Twoje ringowe plany na kolejny rok? Czy pozostajesz w wadze średniej? GP: Przechodzę do 69.8 kg. Plany ambitne jak zawsze. MR: Czy chciałbyś spotkać się z jakimś konkretnym zawodnikiem, czy generalnie zależy Ci, aby byli to solidni pięściarze, którzy pozwolą Ci się rozwinąć? GP: Tak! Chcę walki z kilkoma zawodnikami i wierzę, że dostane taką szanse w przyszłym roku! MR: Czy mógłbyś uchylić rąbka tajemnicy o jakich pięściarzy chodzi? GP: Niestety nie. O wszystkim dowiecie się w swoim czasie. MR: Nadchodzące 365 dni to kolejny bokserski rok pełen emocji. Czy masz może jakieś osobiste życzenia, co do walk, które chciałbyś obejrzeć? Może wygrana Wrighta z Taylorem, którzy startują w tej samej kategorii wagowej co ty? GP: Koncentruje się tylko na sobie, ale zawsze cieszy jak jakiś rodak wygrywa! Życzyłbym sobie i innym żeby utrzymali swoje pasy i pokusili się o kolejne... MR: Czego można życzyć Grzegorzowi Proksie w 2007 roku? GP: Zdrowia. MR: W takim razie życze Ci zdrowia oraz kolejnych sportowych oraz życiowych sukcesów w imieniu całej redakcji boxing.pl. Ostatnie pytanie: Czy jest coś co chciałbyś przekazać kibicom boksu w Polsce? GP: Zdrowych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia oraz samych sukcesów w nadchodzącym 2007 roku. Mój Czas nadejdzie! MR: Dziękuję za rozmowę. GP: Dziękuje, najlepszego! |
|||
| WWW.BOKSER.ORG | © BOXINGPL | ||