|
13-12-2006 Jakub Fitrzyk: Pojawiłeś się na ostatniej gali Hammer'a, której głównym wydarzeniem była walka o Mistrzostwo Świata wersji IBF między Krzysztofem „Diablo” Włodarczykiem a Steve'm „USS” Cunnighamem. Jak oceniasz organizację i oprawę gali? Co Ci się podobało a do czego mógłbyś się „przyczepić”?Mariusz Wach: Fajna gala. Ciężko jest w ogóle zorganizować tak poważną walkę, tak poważnej organizacji. Wyrazy uznania dla Andrzeja Wasilewskiego za zorganizowanie takiej gali w Polsce. Wszystko było dobrze. Niektóre pojedynki mogłyby być lepsze, ale wiesz, tak się boksuje jak na to przeciwnicy pozwalają. JF: Po walce Krzysztofa z Imamu Mayfieldem nie milkły głosy, że pojedynek był ustawiany. Teraz również. Jedni widzieli bardzo dużą przewagę punktową Cunnighama, inni 2-3 punktowe prowadzenie Włodarczyka. Kto według Ciebie powinien zostać prawdziwym championem? MW: Kurcze, tak jak powiedziałeś, niektórzy widzieli duże prowadzenie Cunnighama, inni wygraną Włodarczyka. Podobnie jak sędziowie. Jeden dał 9 czy 10 punktowe zwycięstwo dla Cunnighama, dwóch pozostałych widziało to odwrotnie. Była bardzo duża rozbieżność. Włodarczyk na pewno nie mógł przegrać tej walki. Pojedynek był bardzo wyrównany, ale myślę, że Krzysiek słusznie wygrał. JF: Czym zaskoczył Cię Amerykanin, a czym Polak? MW: Spodziewałem się po Amerykaninie, że będzie bardziej agresywnie boksował, że będzie atakował seriami ciosów. A Krzysiek? Myślę, że miał taką taktykę, na początku za podwójną gardą, dać się wystrzelać przeciwnikowi, a w drugiej części walki ruszyć na niego. Włodarczyk mógł zadawać więcej ciosów, ale było ok. JF: Ze strony obozu „USS” padły oskarżenia. Ludzie z jego teamu mieli pretensje do organizatorów, że nie przeprowadzili kontroli antydopingowej, zmusili Steve’a do walki w rękawicach, których nie używa, a także o to, że promotor „Diablo” rozmawiał z sędziami punktowymi. Jak sądzisz, czy miało to jakiś wpływ na wynik pojedynku? MW: Myślę, że kontrola powinna być. W Stanach po każdej walce, nawet nie o tytuł, zawodnicy poddawani są kontroli. Nie ma tak, że sobie ktoś nie pójdzie. Zaraz po walce przy ringu stoi gość odpowiedzialny za to wszystko, zabiera za rękę zawodnika do szatni, później do toalety i musi sikać. Na pewno jest to niedopatrzenie, tyle, że nie wiem kogo…ciężko powiedzieć. A rękawice? To trzeba by było sprawdzić w tych wszystkich umowach. Też się na tym za bardzo nie znam. Odpowiednie rękawice zapewnia organizator, a zawodnicy powinni się dostosować do tych wszystkich wymogów. JF: Nie wiem jak Ty, ale ja osobiście byłem bardzo zawiedziony frekwencją na gali. Hala ledwo wypełniła się w połowie podczas gdy na meczach stołecznych klubów piłkarskich, które nie osiągają żadnych sukcesów na arenie międzynarodowej zjawia się po kilka tysięcy kibiców. Czyżby słaba reklama? MW: Reklama też na pewno zawiodła. Jest to również specyfika dużych miast. Ludzie siedzą w pubach, knajpach, zajmują się czymś innym. A w takich małych miastach jak Ostróda takie wydarzenie to jest przeżycie dla ludzi. Taka gala zdarza się tam raz na rok, dwa, tyle że w takich małych miasteczkach trudno jest o jakąś większą halę. Ludzie w Warszawie mają po prostu inne zajęcia niż boks. Chociaż przy ringu było dużo ludzi. Na trybunach dużo mniej. Chodzi tu też chyba o popularność boksu w Polsce. JF: Apropo Hammer Knockout Promotions. W ciągu kilku lat wyrosła na naprawdę mocną stajnie. Zaryzykuje stwierdzenie, że najlepszą na polskim rynku. Dlaczego nie zdecydowałeś się walczyć w pod jej skrzydłami i wybrałeś Boxing Europe & Glormax? MW: Tak wyszło. Po prostu zaproponowali na tamten czas lepsze warunki i wybrałem ich. JF: Na Torwarze wystąpił jeden z bardziej perspektywicznych, polskich zawodników młodego pokolenia, mianowicie 19-letni Andrzej Wawrzyk, to Twoja waga. Widzisz w nim potencjał? MW: Na pewno. To młody zawodnik. Będzie teraz robił w boksie zawodowym duże postępy. Będzie się uczył boksu zawodowego od podstaw. W sumie w amatorstwie, w juniorach nie miał teraz co do roboty. Nie wiadomo jak by mu szło w seniorach…Myślę, że kawał dobrego boksera z niego będzie i będziemy mieli z niego „uciechę”. JF: Oboje pochodzicie z Krakowa. Spotkałeś się z nim kiedykolwiek na sparingu kiedy jeszcze byliście amatorami? MW: Sparowałem z nim jak już byłem zawodowcem. Technicznie jest dobry, tylko brakuje mu jeszcze siły. Musi jeszcze nad nią popracować. JF: Porozmawiajmy trochę o realiach USA. Miałeś okazje walczyć w Boardwalk Hall- jednej z najbardziej znanych hal na świecie przy komplecie publiczności. Jakie to było dla Ciebie przeżycie? MW: W pierwszej wersji miałem boksować na początku tej gali, ale później zmieniły się plany i zawalczyłem tuż przed walką wieczoru, kiedy hala był wypełniona praktycznie po brzegi. W Polsce przychodzi na walki 2-3 tys. ludzi a tam było coś koło 13 tys. Duża różnica. Bardzo duże przeżycie. JF: Swego czasu pracowałeś z bardzo znanym trenerem Al Certo, z którym polscy kibice pięściarstwa nie mają dobrych wspomnień. Zaskoczył Cię czymś szczególnym? MW: Nie, normalny trener, bardzo w porządku się zachowywał, pomagał nam w treningach. Bardzo miły facet. JF: Mimo wszystko Twoim głównym trenerem jest Andrzej Gmitruk, chyba najlepszy szkoleniowiec w Polsce, odkrywca talentu Adamka. Co dają Ci zajęcia z Andrzejem? MW: Andrzej ma bardzo duże doświadczenie z boksu amatorskiego, prowadził reprezentacje Polski, Norwegii. ”Siedzi” już parę lat w boksie zawodowym. Gołotę prowadził na olimpiadzie, zdobyli medal przecież. A co mi dają zajęcia z Andrzejem? Na pewno na początku pomógł mi „przestawić” się z boksu amatorskiego na zawodowy. Teraz eliminujemy jeszcze błędy, które pozostały. Trenuję również z swoim drugim trenerem Jurkiem Baranieckim, z którym również bardzo dobrze układa mi się współpraca. Myślę, że będzie coraz lepiej. JF: W Internecie krążyło dużo plotek na temat twoich wygranych sparingów ze znanymi i dobrymi pięściarzami. Opowiesz mi z kim sparowałeś i z jakim rezultatem? MW: Sparing to sparing, to nie jest walka, nie ma żadnego sędziowania. Sparowałem np. z Chagaevem, Chrisem Byrdem, kiedy przygotowywał się do walki z Kliczko. Bardzo dobrze mi się z nim sparowało. Nie można mówić czy się wygrywało czy przegrywało. Sparingi dobrze wyglądały. Wszyscy byli zadowoleni. JF: Masz na koncie 12 walk zawodowych, ale tylko 5 pojedynków zakończyłeś przed regulaminowym czasem. Z czego to wynika? MW: Muszę jeszcze popracować nad dynamiką, precyzją uderzenia. Siłę mam, ale nie potrafię tego do końca wykorzystać. Nie bije jeszcze z pełnego skrętu. Ale pracujemy nad tym wszystkim. Z walki na walkę będzie coraz lepiej. JF: 16 grudnia w Poznaniu stoczysz pojedynek z Zoltan'em Beresem. Przygotowania przebiegły zgodnie z planem? MW: Tak, właśnie niedawno wróciłem ze sparingów z Niemiec. Sparowałem tam z bardzo silnym zawodnikiem- Goranem Gogicem, który będzie walczył 15 grudnia. JF: Towarzyszą Ci jakieś większe emocje przed walką? MW: Nie, na razie jest spokój. Pewnie parę dni przed galą zacznę myśleć o walce i o tym wszystkim. Teraz to na spokojnie wszystko przebiega. JF: Powróćmy jeszcze na chwilę do Twojej walki z jedynym pogromcą Alberta Sosnowskiego- Arthur'em Cookiem. Kanadyjczyk nie wyszedł do 10 starcia z powodu kontuzji. Jak wspominasz tamten pojedynek? MW: Przeciwnik niższy ode mnie, dążył do półdystansu. Dużo klinczy było, walka nie porywająca, ale było parę momentów emocjonujących. Od 5 rundy opadał z sił. To była tylko kwestia czasu. Kilka ciosów i było po walce. Było lepiej niż sądziłem. JF: Saleta kontra Wach? Mrzonki kibiców czy coś do zrealizowania? MW: Na pewno jest to do zrealizowania. To było by dobre dla kibiców i dla mnie. Mam na razie 12 walk i taki pojedynek to byłoby coś. Przemek Saleta, były mistrz Europy, ma około 40 walk zawodowych z czego większość wygranych z bardzo dobrymi zawodnikami. I w rankingach bym podskoczył, no i doświadczenia nabrał. Taka walka każdemu by coś dała. I kibicowi i mi osobiście. JF: Do boksu trafiłeś bardzo późno, bo w wieku ok. 20 lat. Co było głównym bodźcem do podjęcia treningu? MW: Poszedłem na trening z przypadku, z kolegami. Po prostu nie mieliśmy co w domu robić. JF: Słyszałem, że kiedyś dorabiałeś sobie jako „bramkarz”… MW: Też. Na dyskotekach stałem, nawet za barem drinki nalewałem... JF: To niebezpieczna fucha? MW: Bardzo niebezpieczna. Są takie momenty, że przez miesiąc się nic nie dzieje, a przyjdzie taki okres, że naprawdę trzeba się dużo napracować. Teraz w dzisiejszych czasach nie wiadomo z kim ma się do czynienia. Nie wiadomo co ktoś trzyma w kieszeni. Dostaniesz kijem albo nożem w głowę i po karierze. Teraz na pewno nie pisałbym się do takiej pracy. JF: Użyłeś kiedykolwiek pięści żeby uspokoić jakiegoś niegrzecznego delikwenta? MW: Za małolata zdarzały się jakieś ekscesy, ale tylko z przymusu, nigdy pierwszy nie atakowałem. JF: Przechodząc do grona profesjonalistów powiedziałeś, że chcesz zostać Mistrzem Świata, to bardzo trudne zadanie… MW: Na pewno, każdy zawodnik w każdej dyscyplinie sportu tak mówi i takie ma marzenia. Tylko trzeba te marzenia zrealizować. Krok po kroku. Nie da się zostać po roku mistrzem świata. Tak jak Tomek Adamek. Pracował na sukces 6 lat. On tego chciał i do tego dążył. Tak samo jest ze mną. Na razie to wygląda, jak wygląda. Mam na razie 5 walk skończonych przed czasem, ale moja kariera będzie się dopiero rozwijała. Coraz lepsi zawodnicy, coraz mocniejsze sparingi. Myślę, że za parę lat kibice będą zadowoleni ze mnie i z mojego boksu. JF: A właśnie, ostatnio Gołota coś opowiadał, że chce jeszcze wrócić… Będziesz mu kibicował jeśli wyjdzie ponownie do ringu? MW: Pewnie. Prawie wszystkie jego walki oglądałem. Nie spałem nocami żeby oglądnąć Andrzeja. Będą emocje, nieprzespane noce. Czy wreszcie zostanie Mistrzem Świata czy nie? Na pewno będę mu kibicował. |
|||
| WWW.BOKSER.ORG | © KUBA | ||