|
27-10-2006 Jarosław Drozd: Steve, dziękuję Ci za znalezienie wolnego czasu na wywiad, którym zainteresowanych jest wielu kibiców boksu w Polsce. Muszę Ci się przyznać, że zainteresowanie Twoją osobą w naszym kraju staje się z każdym dniem coraz większe i będzie tak do 25 listopada...Steve Cunningham: Nie mogę się doczekać tej walki i spotkania z polskimi kibicami. Jesteście słynni w Stanach z wielkiego upodobania do tego sportu i świetnego kibicowania rodakom. JD: Byłeś zaskoczony, gdy Don King zapowiedział Ci, że swój pierwszy w karierze pojedynek mistrzowski będziesz musiał stoczyć w dalekiej Polsce? SC: Właściwie to nie. Może trochę. Wiedzieliśmy, że Krzysztof jest następny w kolejce, więc taka możliwość zawsze istniała. JD: W Chicago mialeś już okazję poznać Krzysztofa i jego promotora, Andrzeja Wasilewskiego. Jak wspominasz to spotkanie? SC: Było wspaniale. To przyjemni, przyjacielscy ludzie. Prawdziwi ludzie sportu. JD: Krzysztof Włodarczyk nie był dla Ciebie wymarzonym przeciwnikiem. Podobno bardziej zależało Ci na walce z kimś z czwórki: Jones, Bell, Mormeck i Godfrey. SC: Cóż, jak się jest mistrzem świata [Steve nadal nim nie jest - przyp. JD], trzeba walczyć z całym światem, więc wychodzę do ringu kiedy trzeba i już. JD: Bell tu i ówdzie wspominał o tym, że jesteś pierwszy w kolejce do niego. Dlaczego nie doszło do Waszej walki? SC: Bóg jeden wie, co się kryje w ludzkim sercu, więc mogę powtórzyć tylko to, co powiedział sam Bell: problemy z zębami. JD: W wywiadzie, którego udzieliłeś Davidovi Robertsowi powiedziałeś, że cieszysz się, że będziesz mógł walczyć z Krzysztofem w jego ojczyźnie, bo przez to wiesz, że się nie wycofa. Potwierdzam - nie wycofa się. To twardziel...Jak oceniasz swojego rywala? SC: Po jego rekordzie widać, że to twardy gość i że dobrze wie, co robi. JD: Widziałeś taśmy z jego walkami? Która podobała Ci się najbardziej? SC: Widziałem tylko urywki jednej walki. Z tego, co zaobserwowałem, dobrze kombinuje. JD: To będzie dla Ciebie trudna walka także z innego powodu. Najprawdopodobniej nikt w hali (poza Twoim teamem) nie nie będzie Ci kibicował. Nie usztywni Cię taka sytuacja? SC: Wiesz, Bóg mówi, że poprzez Chrystusa, który mnie umacnia, mogę zdziałać wszystko, więc jadę do Polski z tą myślą i z gotowością, by zabrać się do roboty. JD: Nie widziano Cię w ringu od stycznia. Co robiłeś przez tak długi czas, by utrzymać swoją formę? SC: Boks to moja praca, więc jestem na siłowni dzień w dzień, czy walczę, czy nie, bo nigdy nie wiadomo, kiedy mogę zostać wezwany do roboty. JD: Na jakim etapie przygotowań do walki jesteś obecnie? SC: Wszystko idzie dobrze, sparringi też, mój nastrój również. JD: Do boksu trafiłeś dopiero w 1994 r. dzięki służbie wojskowej. Możesz opisać nam okoliczności, które sprawiły, że z żolnierza stałeś się bokserem-żołnierzem? SC: No, jako dzieciak wiecznie się tłukłem na ulicach Filadelfii. Parę razy byłem na treningach bokserskich, ale dopiero kiedy wstąpiłem do Marynarki Wojennej, dostałem świetną okazję do treningów. Miałem mnóstwo wolnego czasu i bezproblemowy dostęp do sprzętu i trenerów. JD: Podobno w swojej pierwszej w życiu oficjalnej walce pokonałeś ówczesnego mistrza Marynarki Wojennej USA wagi półcieżkiej! Powiedz mi, czy to efekt Twojego talentu i wielkich możliwości, czy kiepskiej konkurencji? SC: Walka była dobra, wyrównana, mogę przyznać, że nie wygrałem jej dzięki umiejętnościom, bo wtedy w ogóle jeszcze nie wiedziałem, co i jak. Po prostu zależało mi na zwycięstwie bardziej, niż jemu. JD: Służyłeś 4 lata w Marynarce Wojennej USA (piechota morska). W jakich misjach bojowych brałeś udział? SC: Tylko w półrocznym rejsie do Europy: Morze Śródziemne, Czerwone, Kanał Sueski, Włochy, Malta, parę innych miejsc, ale tak naprawdę to nie była żadna wojenna historia. JD: Porozmawiajmy o Twojej karierze amatorskiej. W 1998 r. wygrałeś National Golden Gloves. czy to największy amatorski sukces Steve`a Cunninghama? SC: Cóż, wtedy marzyło mi się więcej, ale teraz, kiedy już jest po wszystkim uważam, że to faktycznie był szczyt. Tak naprawdę nie wiedziałem nawet, co to znaczy zdobyć mistrzostwo kraju, póki nie było po wszystkim. JD: Przegrałeś rywalizację o miejsce w kadrze USA na olimpiadę w Sydney. W decydującym pojedynku sędziowie uznali, że byłeś gorszym bokserem od ówczesnego mistrza świata, Michaela Simmsa. Czy to był sprawiedliwy werdykt? SC: Jedni uważali, że tak. Wielu innych, w tym ja, kłóciłoby się z werdyktem, ale tak postanowili sędziowie. JD: Stoczyłeś 55 amatorskich walk. Jaki był ich bilans? Naliczyłem Ci przynajmniej 7 porażek: z Olanda Andersonem, Danielem Edouardem, DeAndreyem Abronem, Terrance Johnsonem i Michaelem Simmsem i dwukrotnie z Shaunem George`m... SC: Myślę, że to by się zgadzało, choć pewności nie mam. Kurczę, nieźle się przygotowałeś do tego wywiadu! JD: Co zadecydowało o tym, że postanowiłeś zostać zawodowcem? SC: Cóż, miałem zamiar dostać się do reprezentacji olimpijskiej i dopiero potem przejść na zawodowstwo, ale przegrałem z Simmsem i nie było mnie stać na wyjazdy na inne turnieje kwalifikacyjne, więc doszliśmy do wniosku, że sensownie będzie przejść na kontrakt zawodowy. JD: W nowej sportowej rzeczywistości narzuciłeś sobie ostre tempo walk. Po 11 miesiącach miałeś już na swoim koncie 11 zwycięstw, w tym 8 przed czasem i 4 w pierwszej rundzie. Na kolejne 8 walk potrzebowałeś już 4 lat. Skąd taka nagła dysproporcja? SC: No, w tych czasach, kiedy walczyłem tak chyba co miesiąc, miałem kontrakt z drobnym promotorem, Andy Zeluewskim, który urodził się i wychował w Polsce, ale mieszka w Chicago. Kiedy już u niego nazbierałem sobie 11 zwycięstw, nadszedł czas przejść do większych walk u mocniejszego promotora, więc podpisałem kontrakt z Donem Kingiem, a ponieważ ma on tylu zawodników, a niewiele gal, dlatego spadła mi liczba walk. JD: Od kiedy współpracujesz z Richie Giachettim i jak oceniasz jego metody pracy? SC: Zaczęliśmy współpracę w 2001 r. Richie jest świetny w tym fachu, to naprawdę inteligentny nauczyciel boksu. Mam dla niego olbrzymi respekt. JD: Twój trener znany jest z tego, że świetnie przygotowuje swoich zawodników pod względem kondycyjnym. Potwierdziłeś to w wielu walkach trwających 8-12 rund. Czy można powiedzieć, że wytrzymałość jest największą zaletą Steve`a Cunninghama? SC: Przede wszystkim, moim największym atutem jest Bóg. Bez niego wszystko, czego zdołałbym dokonać na jakimkolwiek polu nie miałoby znaczenia. Poza tym dla osiągnięcia sukcesu na ringu kondycja, umiejętności techniczne i wszystko inne są równie istotne. JD: Zanosi się więc na piękny i emocjonujący pojedynek, bo Włodarczyk rozkręca się z rundy na rundę a jego ciosy z czasem stają się coraz bardziej destrukcyjne. SC: Owszem, szykuje się bardzo ciekawa walka. JD: Imponujesz muskulaturą, ale siła Twojego ciosu nie ma jak dotąd odzwierciedlenia w osiągniętych wynikach. Od 5-ciu lat przed czasem wygrałeś tylko dwie walki. Na pewno jesteś zadowolony z siły swojego ciosu? SC: Nie narzekam na brak mocy. Wygrana przez nokaut, czy na punkty to tak czy inaczej wygrana. JD: Najbardziej spektakularnym Twoim zwycięstwem było pokonanie Guillermo Jonesa. Jak oceniłbyś ten pojedynek z perspektywy czasu? SC: Myślę, że to była świetna walka: ja pokonałem Jonesa, a potem on wygrał z Kelvinem Davisem i Wayne`m Braithwaite'em przez nokaut. To dobrze wpłynęło na mój wizerunek. Miałem wielką ochotę na rewanż. JD: Który z dotychczasowych rywali sprawił Ci najwięcej problemów w ringu? SC: Właśnie Jones, z dwóch powodów: po pierwsze boksuje lepiej, niż na to wygląda, a po drugie nie byłem przygotowany do tej walki na sto procent. Byłem bardzo zadowolony, że mogliśmy się zająć innymi rzeczami, a mimo wszystko wygrałem. JD: Twoje pojedynki z Guillermo Jonesem i Kelvinem Davisem pokazały, że równie dobrze radzisz sobie z bokserami wyższymi, jak i dużo niższymi od siebie. Od tego ostatniego byłeś wyższy o 20 cm - jak Ci się z nim boksowało? SC: Nie było problemów, zrobiłem dokładnie to, co wcześniej przećwiczyliśmy. JD: Kto jest Twoim bokserskim wzorem. Do którego z bokserow porównałbyś swój styl walki? SC: Jestem fanem boksu, więc lubię boks w wykonaniu wielu zawodników, ale moi faworyci to Chris Byrd, Floyd Mayweather jr., Bernard Hopkins, Oscar de la Hoya, można by tak ciągnąć jeszcze długo. JD: Włodarczyk w wywiadzie udzielonym dla naszej strony stwierdził, że jesteś bokserem walczącym podobnie do Imamu Mayfielda, choć dysponujesz większymi od niego umiejętnościami, ale i lżejszymi rekami? Jak to skomentujesz? SC: 25 listopada dowie się, jak jest naprawdę. JD: Poproszę Cię o jak najkrótsze scharakteryzowanie czołówki kategorii cruiser (Bell,Mormeck, Hill, Haye, Tokarev, Banks, Maccarinelli, Godfrey...). SC: Powiem tyle: wszyscy ci bokserzy to dobrzy zawodnicy o solidnych umiejętnościach, jeśli któryś z nich nie zdobył jeszcze pasa mistrzowskiego, ma na to szansę. Widziałem ich wszystkich w akcji. JD: Wiem, że nie utrzymujesz się tylko z boksu. Czym zajmujesz się zawodowo poza sportem? SC: Pracuję także jako model. Mam agenta w Nowym Jorku i pomiędzy walkami tak właśnie zarabiam na życie. JD: Opowiedz mi o tym jaki na co dzien jest Steve Cunningham? SC: Ojciec i mąż. Uwielbiam spędzać czas w domu z rodziną. Kiedy już skończę z boksem, ludzie wciąż będą mnie kochać za to, że jestem taki, jaki jestem. JD: Uchodzisz za człowieka bardzo religijnego. W jaki sposób Twoja głęboka, chrześcijańska duchowość pomaga Ci w karierze sportowej i w życiu osobistym? SC: To całe moje życie. Niczego nie zdziałam sam, wszystko dzieje się za pośrednictwem Boga, w imię Chrystusa. JD: Przy okazji zapytam Cię o zdrowie Twojej córeczki Kennedy. Czy wszystko z nią już w porządku? SC: Tak, jest już w domu od niemal trzech miesięcy, czuje się świetnie. Dziękuję za troskę. JD: Jakich znasz polskich bokserów? SC: Ma się rozumieć "Golata" [tak w oryginale - przyp. JD] - mam nadzieję, że nie przekręciłem jego nazwiska, z innymi już gorzej. JD: Z czym Ci się kojarzy Polska lub Polacy? SC: Wiem, że obłędnie kibicujecie swoim sportowcom, bokserom, piłkarzom itp., ale nie miałem jeszcze okazji poznać żadnych Polaków bliżej. JD: Kiedy zobaczymy Cię w Polsce? SC: 15 listopada. JD: Jakim wynikiem zakończy się konfrontacja Włodarczyk vs. Cunningham? Miałeś jakieś sny? SC: Nie bawię się w przepowiednie. Ale przyjeżdżam, by wygrać. JD: Dziękuję Ci serdecznie za wywiad. Mam nadzieję, że Twój pojedynek z Krzysztofem będzie wspominany w Polsce przez długie lata, z uwagi na jego wysoki sportowo poziom. Niech wygra lepszy. Przy tej okazji chciałbym Cię zapewnić, że polscy kibice kochają boks i potrafią docenić kunszt prawdziwych mistrzów. Do zobaczenia w Warszawie. Mam nadzieję, że się tam spotkamy! SC: Dzięki za danie mi tej okazji, by przywitać polskich kibiców boksu i innych zainteresowanych. Nie możemy się już doczekać wizyty w waszym kraju, chcemy zobaczyć, jak jest tam pięknie, przyjrzeć się temu, jak żyją Polacy. Jesteśmy wdzięczni promotorowi, że organizuje tę walkę w Polsce. Do zobaczenia za parę tygodni. Boże, błogosław Polskę. |
|||
| WWW.BOKSER.ORG | © YARAS72 | ||