| |
27-09-2006
Michał Koper:
Tomek, 7 października walczysz z Paulem Briggsem, jak przebiega obóz przygotowawczy, jesteś zadowolony?
Tomasz Adamek:
Wszystko jest dobrze. Dziękuję Bogu, że jestem zdrowy, to najważniejsze. Jestem przygotowany już dziś by walczyć. Buddy już w piątek mówił, że jestem gotowy do walki.
MK:
Żadnego złamanego nosa?
TA:
Nie, wszystko jest OK. Jutro sparuję 5 rund, myślę, że w czwartek lub piątek będzie już ostatnich pięć rund. Szybkie treningi, szybkość, tarcze, siłę już odpuściłem, nie idę na siłownię w tym tygodniu. Teraz już tylko regulacja wagi, końcowy trening z Byddy’m na tarczy 2-3 rundy. Można powiedzieć końcówka.
MK:
Co powiesz o sparingpartnerach?
TA:
To są dobrzy przeciwnicy. W Ameryce nie ma nic bez pracy. Jeżeli płacisz zawodnikom, to dają z siebie wszystko. Wiedzą, że jeśli będą sparować dobrze, będą sparować kilka tygodni, jeżeli sparować będą źle, to za tydzień pojadą do domu. Dają z siebie wszystko. Ja jestem z nich zadowolony, to jest najważniejsze.
MK:
Wiem, że sparowałeś z Saundersem, który trenował kiedyś z Briggsem…
TA:
Jeszcze jutro będę z nim sparował.
MK:
Daje ci to dobre przygotowanie pod kątem Briggsa?
TA:
Wiesz, on mówi, że jestem bardzo szybki i że bardzo się musi namęczyć walcząc ze mną. Jest wolniejszy, a ja nie bije słabo, także mówi, że sparing ze mną jest dla niego jak walka. Mówi, że jestem w bardzo dobrej dyspozycji, że bardzo dobrze chodzi moja lewa ręka i że mam te rękę bardzo silną.
MK:
Jak wyglądasz z wagą? Wiem, że prze Ulrichem były z tym małe problemy…
TA:
Ważę 81-82 kilo. Dzisiaj po treningu ważyłem 81. Niżej nie schodzę, bo to jest moja waga. Mogę zrobić limit nawet dzisiaj, wystarczy pobiegać- tutaj jest bardzo gorąco. Jeszcze zostało 1,5 tygodnia, bez problemu zrobię te 2 kilogramy.
MK:
Chciałem spytać o długą przerwę, jaką miałeś po Ulrichu. Są zawodnicy, którzy po długiej przerwie potrafią się rewelacyjnie zaprezentować. Liachowicz zdeklasował Brewstera po ponad rocznej przerwie, De La Hoya znokautował Mayorgę. Jak jest z tobą? Jak oceniasz wpływ prawie rocznej przerwy na swoją formę?
TA:
Nie dostrzegam żadnej różnicy w porównaniu z ostatnią walką. Wszedłem trochę z Byddy’m znów w amerykański boks, zejścia w dół, serie ciosów. Poza tym ja trenowałem przed przyjazdem tutaj. To nie wyglądało tak, że w międzyczasie zająłem się czymś zupełnie innym. Codziennie trenowałem, biegałem, „robiłem worki” w mojej salce. Jeździłem do Warszawy na sparingi; cały czas miałem kontakt z boksem. Zobacz, że moja waga w ogóle nie poszła do góry, ja naturalnie ważę 84 kilo. Nawet Buddy, zaraz po moim przyjeździe, zauważył, że jest jestem w formie. Myślę, że z tej przerwy będą nawet korzyści, bo jestem teraz głodny walki.
MK:
Podobno w trakcie przerwy trenowałeś nad siłą…
TA:
Ja zawsze czuję się silny. Jeśli dobrze trafię, wszystko jedno czy lewą czy prawą ręką, każdego mogę przewrócić- sparingpartnerzy tutaj wiedzą o tym dobrze. Buddy też zauważa podczas ćwiczeń na tarczy, że bardzo mocno biję z prawej ręki. Jestem bardzo dobrze przygotowany fizycznie.
MK:
Właśnie, porozmawiajmy o Buddy’m. Rozmawiałem ostatnio z Jacqui Snow piszącą dla East Side Boxing na twój temat i Jacqui wyraziła zaniepokojenie tym, że pracujesz z McGirtrem. Nie wiedzie mu się ostatnio najlepiej, przegrał z Gatti, Tarverem, Brewsterem. Jak ci się z nim pracuje?
TA:
Bardzo dobrze, świetnie się dogadujemy od samego początku. Pierwszy tydzień był taki zapoznawczy, było parę uwag z jego strony, ale teraz jest wszystko OK. Wracając do porażek, ja pytałem o te sytuacje Byddy’ego. Gatti to już była końcówka kariery, kontuzje, on dużo nie sparował, Brewtser miał sporą nadwagę, Tarver zrzucał 25 funtów, podobno bardzo słabo trenował. Trener pewnych rzeczy też nie może przeskoczyć. Jeżeli przychodzę do gym’u, widzą, że jestem szczupły i szybki, widzą, że moja ręka bije bardzo mocno, szybko chodzi, widzą, że jestem w formie, to trener może wtedy ode mnie czegoś wymagać. Jeżeli natomiast przychodzisz bez formy na dwa miesiące przed walką o mistrzostwo świata, to nawet najlepszy trener ci nie pomoże. Zawodnik powinien podchodzić do sportu profesjonalnie.
MK:
Jak różni się podejście do treningu Colonny i McGirta?
TA:
Na pewno podstawowa różnica jest taka, że McGirt był w przeszłości bokserem. Walczył wiele lat, ma doświadczenie. Bardzo mi się u niego na przykład podoba „odpuszczanie” treningu, jest trening mocny, ale jest i trening luźny. W Chicago mi tego brakowało, byłem przemęczony, tym bardziej, że miałem kontuzję. McGirt dobrze reguluje trening, czuję, że dobrze podpowiada mi na sparingu, jestem zadowolony. Nie zmienił mi tutaj stylu, robię to, co robiłem, parę rzeczy dołożył, ale nie za dużo. Widzę, że facet ma pojęcie. Tak, jak mówiłem, był dobrym bokserem, teraz trenuje wielu dobrych zawodników. Jestem zadowolony ze współpracy z Buddy’m.
MK:
A jak wygląda sytuacja z Andrzejem Gmitrukiem? Wiadomo, miał problemy zdrowotne. Czy on jakoś nadzoruje twoje treningi?
TA:
Wcześniej było ustalone, że wszystkim zajmuje się Andrzej, ale niestety zachorował. Buddy wziął wszystko na siebie. Ziggy powiedział mu: „Ty jesteś za wszystko odpowiedzialny przy tej walce, jesteś odpowiedzialny za przygotowanie Tomka” i Buddy wziął wszystko na siebie.
MK:
Oglądałem ostatnio wywiad w Briggsem, w którym stwierdził, że przy nowym trenerze zaczął wreszcie boksować, przestał być już tylko ringowym zabijaką. Z drugiej strony, widziałem jego ostatnią walkę (z Clavero) i nie zauważyłem u niego jakichś kolosalnych postępów. Czy myślisz, że jest w stanie cię czymś zaskoczyć?
TA:
Ja też widziałem tę walkę i zdziwiłem się, że on zmienił styl. Wydaje mi się, że jako puncher był groźniejszy. W tej walce nic ciekawego nie pokazał. Nie wiem, czy ta zmiana trenera wyszła mu na dobre. Nie chce go oceniać, bo spotkamy się 7-go. Ja chcę po prostu wygrać, najważniejsze jest dla mnie zwycięstwo. Ten ostatni pojedynek Briggsa nie był za ciekawy. Nie wiem jak się będzie przygotowywał, wiem, że miał jakiś konflikt z trenerem 4 tygodnie temu… Szczerze mówiąc nie interesuje mnie to za bardzo, mnie interesuje moje przygotowanie i moja walka, ja liczę na siebie i wierzę, że Bóg da mi siłę, by zwyciężyć. Chcę się dobrze pokazać w HBO i polskim kibicom.
MK:
No właśnie, to będzie pierwsza twoja walka w amerykańskiej telewizji. Czy czujesz w związku z tym dodatkową presję?
TA:
Wiesz, mnie po prostu cieszy, że będą mnie mieli okazję zobaczyć kibice. Będę się starał walczyć jak najlepiej, jak zawsze z resztą. Tak było w Niemczech, tak było w Chicago, gdzie przecież miałem problemy zdrowotne- wyszedłem i przy tysiącach ludzi walczyłem, także nie jest to dla mnie jakieś większe obciążenie. Tym bardziej, że cieszy mnie to, że będę pokazany w Ameryce, bo w końcu o to mi chodzi, by dostać kontrakt z telewizją. Jeżeli wszystko dobrze pójdzie, dostanę go.
MK:
Chciałbym jeszcze wrócić do pierwszej walki z Briggsem. To była bardzo krwawa walka. Dlaczego? Czy dlatego, że Briggs postawił ci tak trudne warunki, czy było raczej związane z kontuzją, której nabawiłeś się w trakcie przygotowań?
TA:
Wiesz to była moja najcięższa walka w życiu. 4 tygodnie przed walką złamałem nos. Zaczął się goić dopiero po jakichś 2 tygodniach. Potem w trakcie walki pękł na nowo, dławiłem się krwią, bardzo ciężko było walczyć. Wygrałem wiarą. Wiara czyni cuda. Było ciężko, ale wygrałem i pokazałem, że Polak potrafi.
MK:
Pytam o Briggsa dlatego, że moim zdaniem w porównaniu z Ulrichem Briggs jest dość prymitywnym bokserem, a z Niemcem poradziłeś sobie znakomicie…
TA:
Wiesz, ja nigdy nie lekceważyłem i nie lekceważę nikogo, choćby to był nie wiem jak słaby zawodnik. Choćby setny z listy. Z każdym możesz wygrać z każdym możesz przegrać. Ja przede wszystkim przykładam się do treningów, trenuję ciężko, Buddy nie musi dawać mi wielu uwag, bo widzi, że się przykładam. Jestem profesjonalistą i podchodzę do tego sportu bardzo poważnie. Zdobyłem mistrzostwo świata ciężką pracą i tak będę pracował do końca mojej kariery. To jest boks, tu w grę wchodzi zdrowie i zdarzają się różne nieszczęścia, zwłaszcza, jeśli nie jesteś przygotowany do walki. Ja we krwi mam twardość i zaciętość, dlatego zawsze trenuję solidnie i ciężko.
MK:
Na twojej gali będzie również walczył Maciej Zegan w eliminatorze IBF wagi lekkiej. Masz od niego jakieś wiadomości?
TA:
Parę dni temu z nim rozmawiałem, mówił, że ciężko trenuje. Wie, że to jest dla niego szansa. Życzę mu, żeby wygrał, tym bardziej, że miał już kiedyś szansę na mistrzostwo świata i przegrał niesłusznie. Ta walka też nie będzie dla niego łatwa, bo przeciwnik nie jest przeciętny. Widziałem jego walki, to jest dobry zawodnik. Walka będzie ciekawa, życzę Maćkowi, by zwyciężył.
MK:
Z tego, co słyszałem, o tym, nad czym pracujesz z Buddym, to w ringu pokażesz raczej amerykańską szkołę boksu.
TA:
Na pewno będę walczył lewym prostym, bo Buddy zauważył od razu na pierwszej tarczy, że bardzo mocno i szybko biję lewą ręką. Także przednia ręka zostaje. Połączymy trochę amerykańskiej szkoły z polskim lewym prostym i myślę, że to będzie skutkowało w ringu.
MK:
Wielu twoich kibiców obawiało się o twoją opuszczoną lewą rękę, przez którą trochę ciosów Briggsa doszło celu w pierwszej walce…
TA:
Wiesz, trudno jest walczyć z tak ciężką kontuzją. Jeśli jesteś tak rozbity, to ta ręka ci sama opada. To była najtrudniejsza walka w mojej karierze, tak jak mówiłem, wygrałem ją wiarą, przetrwałem chorobę i zwyciężyłem. Myślę, że ta walka będzie ładna i czysta. Ja lubię czystą walkę, taką jak np. z Ulrichem.
MK:
Głośno było ostatnio o twoich problemach z promotorem. Gdyby nie istniały kwestie promotorów, kontraktów telewizyjnych, z kim chciałbyś się spotkać?
TA:
Nazwiska takie jak Roy Jones, Glen Johnson, Hopkins…Interesują się mną telewizje HBO i Showtime. Jeżeli wygram to będziemy walczyć niebawem. Będziemy na pewno robić walkę szybko, bo jestem bardzo głodny walki po tej przerwie. No ale myślami jestem teraz 7-go. Nie chcę się zastanawiać, co będzie za 4-5 miesięcy. Najważniejszy jest teraz 7 października.
MK:
Polacy w USA. W Stanach jesteś już chyba gwiazdą. Kiedyś przychodzili na Gołotę, teraz przychodzą na Adamka. Czy to ci pomaga? Czujesz ich wsparcie, czy podczas walki jesteś wyłączony?
TA:
Wychodząc do ringu widzisz kibiców, to na pewno pomaga, cieszę się, że kibice są na hali i przed telewizorami. No, ale w ringu musisz się wyłączyć i skupić tylko na walce.
MK:
Jeszcze pytanie osobiste. Masz dwie młode córki. Ostatnio mogliśmy np. obejrzeć Chrisa Byrda, który dostaje straszny łomot od Władimira Kliczko. Jego syn był w tym czasie w narożniku. To nie był miły widok. Jak ty na to patrzysz? Twoje córki oglądają twoje walki?
TA:
Ostatnią moją walkę oglądały. Tata stał na nogach i wszystko było OK. Łatwiej byłoby, gdyby to byli synowie, bo chłopcy maja mocniejszą psychikę. Córki wiedzą, że tata walczy, że tata się bije, ale na walki ich nie zabieram.
MK:
Pokusisz się o prognozę wyniku walki 7 października?
TA:
Ja wiem, że zwyciężę, wierzę w swoje zwycięstwo. Wierzę, że Bóg da mi siłę w tej walce i wszystko będzie dobrze.
|
|