17-08-2006

Jarosław Drozd: Lisa, Ty i Sandra opiekujecie się bratem właściwie od dnia jego powrotu do domu po tragicznej w skutkach walce z Nigelem Bennem (25 lutego 1995 r. w Londynie). Jak wygląda dzisiaj stan zdrowia Geralda i czy są jakieś nadzieje na to, że może się jeszcze poprawić?
Lisa McClellan-Jordan: Stan Geralda uległ wielkiej poprawie od czasu jego powrotu do kraju, ale całą rodziną modlimy się o dalsze postępy, bo nadzieja nie gaśnie nigdy.

JD: Zajmujecie się z Geraldem codziennie przez pełne 24 godziny od ponad 11 lat. Jak godzicie stałą opiekę z pracą, życiem rodzinnym i towarzyskim?
LM: To część codziennych obowiązków, które jako krewni zdecydowaliśmy się na siebie wziąść.

JD: Uczęszczasz do szkoły pielęgniarskiej. Czy ma to związek ze stanem zdrowia brata, czy to powołanie?
LM: Pielęgniarstwem zajmuję się od ukończenia liceum.

JD: Opowiedzcie mi o Waszej rodzinie. Urodziliście się i mieszkacie we Freeport (Illinois). Co to za miejsce i jak się tam mieszka?
LM: Freeport to mała miejscowość, bardzo rodzinna, życie płynie tu powoli. Jak wspomniałeś, rodzina McClellan pochodzi z tego miasta, tu się wychowaliśmy. Większość krewnych wciąż tu mieszka i regularnie się widujemy.

JD: W jaki sposób rozpoczęła się przygoda Geralda z boksem? Kiedy postanowił, że zostanie bokserem?
LM: Nasz ojciec Emmitt kupił Geraldowi pierwszą parę rękawic bokserskich, kiedy miał on siedem lat i od tego wszystko się zaczęło. W roku 1984 przeprowadziliśmy się całą rodziną do Erie w Pensylwanii i Gerald wstąpił tam do młodzieżowej drużyny bokserskiej

JD: Jak zareagowała na to najbliższa rodzina? Czy Wasi rodzice łatwo zaakceptowali wybór sali bokserskiej zamiast np. boiska do koszykówki? Kiedy oglądam stare walki Geralda trudno nie zauważyć, że był wspaniale zbudowanym atletą. Myślę, że gdyby nie zaczął uprawiać boksu z pewnością odnosiłby sukcesy w jakiejś innej dyscyplinie sportu.
LM: Ojciec Geralda wciągnął go w boks, więc bardzo się cieszył z sukcesów syna.

JD: W młodości Gerald trenował pitbulle do walk. Podobiznę swojego ulubieńca o imieniu "Deuce" wytatuował sobie na ramieniu. Jakie jeszcze hobby miał Twój brat?
LM: Gerald miał wiele zainteresowań, m. in. samochody wyścigowe, grę w bilard, lubił też spędzać czas z rodziną.

JD: Wasz kuzyn, Donnie Penelton jest nadal zawodowym pięściarzem. Czy jeszcze ktoś z Waszej najbliższej rodziny uprawiał wyczynowo sport?
LM: Nie.

JD: Kto był największym sportowym idolem Geralda?
LM: Tommy Hearns.

JD: Od początku kariery jednym z największych ringowych atutów Geralda była odporna na ciosy szczęka. W wieku 16 lat stoczył podobno pojedynek sparringowy ze swoim idolem Tommy Hearnsem. Po kilku ciosach "Hitman" rozbił mu nos, który zaczął krwawić. Gerald zdenerwowany zrzucił z głowy kask i zaatakował mistrza, zadając grad ciosów. Tommy zadał wówczas cios po którym młodzian nie powinien wstać, ale po Geraldzie to uderzenie tylko spłynęło. Czy to prawdziwa historia?
LM: Owszem, ale nie był wtedy szesnastolatkiem. Do tej walki doszło, gdy miał dwadzieścia lat.

JD: W czasach kariery amatorskiej Gerald większość czasu spędził poza Freeport. Konkretnie w Milwaukee trenując w Dr. Martin Luther King Center. Dlaczego nie w Chicago?
LM: Postanowił wrócić, by trenować, bo mieszkaliśmy w Milwaukee i tam też zaczął trenować.

JD: Czy Gerald w młodości toczył walki uliczne?
LM: Gerald używał pięści wyłącznie na ringu. Zawsze podchodził do boksu bardzo poważnie i dużo trenował.

JD: Trenerami Geralda byli Stan Johnson, Willie Brown i Emmanuel Steward. Ten ostatni twierdzi do dziś, że "G-Man" był najbardziej utalentowanym pieściarzem z którym kiedykolwiek pracował. Jak Gerald oceniał współpracę z tymi ludźmi?
LM: Stan Johnson - to nie był trener, a chłopiec na posyłki. Willie Brown - był w zespole na doczepkę. Emmanuel Stewart - był jak drugi ojciec - nie tylko menedżer i trener, lecz również przyjaciel.

JD: W czasie kariery amatorskiej Gerald rywalizował z Roy Jonesm jr. W 1988 r. w półfinale National Golden Gloves w Omaha pokonał go na punkty. Czy to była najlepsza i najważniejsza walka w karierze amatora?
LM: Nie mam pewności.

JD: W tym czasie o miejsce w amatorskiej reprezentacji USA rywalizowało wielu wspaniałych zawodników. To było bardzo utalentowane pokolenie pięściarzy: Roy, Frankie Liles, Tim Littles, Ray McElroy, Lamar Parks, Thomas Tate, Michael Moorer, czy James Toney. Z którym z nich Geraldowi walczyło się najtrudniej?
LM: Nie mam pewności.

JD: Widziałem fotografię zrobioną w 1988 r. w ośrodku treningowym "Sugara" Raya w Maryland. Gerald siedzi tam w towarzystwie Roya Jonesa i Michaela Warda. Czy, mimo iż rywalizowali z Royem w ringu, to poza nim byli kumplami?
LM: Geralda i Roya łączyła i wciąż łączy silna przyjaźń. Ramię w ramię wspinali się po szczeblach kariery amatorskiej.

JD: Czy już wówczas spodziewaliście się, że stawką walki rewanżowej z Royem będzie tytuł mistrza świata zawodowców? Większość fachowców uważa, że gdyby doszło do tej walki ponownie zwyciężyłby G-Man. Steward uważa, że walka trwałaby około 6 minut.
LM: Naturalnie kibicowałabym Geraldowi, jestem przecież jego siostrą.

JD: Po podpisaniu zawodowego kontraktu, Gerald zaczął trenować w Kronk Gym w Detroit. Jak bardzo zmieniło się jego życie?
LM: Nie, w jego życiu nie zaszły żadne zmiany.

JD: Zanim "G-Man" doszedł na szczyt musiał przełknąć gorycz dwóch porażek. Nie zniechęciło go to do boksu?
LM: Nie, pogłębiło to tylko jego detereminację, wzmocniło go.

JD: Promotor Don King nazywał Geralda miniaturowym Mike Tysonem. A sam Mike uznawał "G-Mana" za największego punchera na zawodowym ringu. Jakie były relacje między Geraldem a Kingiem i Tysonem?
LM: Tylko takie, że Don King był ich promotorem.

JD: Odważnym posunięciem Geralda była decyzja o wyjeździe do Anglii by odebrać pas mistrzowski John`owi Mugabi, uchodzącemu wówczas za "deadly" punchera. Ale to Gerald pożarł "Bestię" w 1 rundzie pojedynku i zdobył pas mistrza świata WBO. Podobno po walce Gerald płakał ze szczęścia?
LM: Owszem, rozpłakał się. Pierwszy raz w życiu widziałam, jak mój brat płacze.

JD: W czasie zawodowej kariery Gerald wiekszość walk wygrywał w 1-2 rundach. Jak było z jego kondycją? Podobno Steward bezskutecznie namawiał Go by oszczędzał swoich rywali i próbował przeboksować kilka rund więcej?
LM: Tak, to prawda.

JD: Komu najbardziej zależało na zorganizowaniu w 1995 r. walki z Nigelem Bennem? Geraldowi, Bennowi, Donowi Kingowi, czy federacji?
LM: Oczywiście, że Donowi Kingowi.

JD: Podobno przed walką w Londynie Gerald postawił na siebie u bukmacherów pewną sumę pieniędzy [w USA to nielegalny proceder - przyp. JD]. Był pewny zwycięstwa?
LM: Tak.

JD: Czy Gerald był optymalnie przygotowany do walki z Bennem? Dlaczego przed walką sam wiązał bandaże na swoich dłoniach? Co w tym czasie robili ludzie z jego narożnika?
LM: Słyszałam już o tym wcześniej, ale nie wiem, czy to prawda.

JD: Po odejściu z Kronk Gerald podobno zmienił styl życia. M. in. nie przestrzegał tak rygorystycznie diety. Wg. Stewarda, przed walką z Bennem zajadał się podobno hamburgerami by podnieść wagę.
LM: Gerald "popuszczał sobie pasa" także kiedy trenował w Kronk.

JD: "G-Man" chciał przejść do historii wyrównując rekord legendarnego Joe Louisa w ilości 1-rundowych zwycięstw w walkach o tytuł mistrza świata. Był pewny, że znokautuje Anglika w ciągu pierwszych 3 minut walki. Gdyby nie nieuczciwy francuski arbiter Alfred Azaro prawdopodobnie by mu się to udało. Czy to prawda, że Kingowi i WBC najbardziej zależało na tym by pojedynek trwał dłużej niż 1 runda, stąd taka a nie inna postawa sędziego?
LM: O to należałoby zapytać sędziego.

JD: Czy oglądaliście na żywo walkę Geralda?
LM: Nie, nie widziałam tej walki po dzień dzisiejszy.

JD: W jaki sposób i po jakim czasie dowiedzieliście się o koszmarnym finale walki Geralda z Bennem?
LM: Kiedy Gerald był już w drodze do szpitala.

JD: Czy zaakceptowaliście decyzję Stana Johnsona o natychmiastowej operacji Geralda w londyńskiej klinice?
LM: To nie Stan podjął decyzję o operacji. Podjęła ją rodzina tu, w Stanach.

JD: Czy ktoś z Was poleciał do Londynu?
LM: "Ktoś" był przy Geraldzie przez cały czas jego pobytu w Londynie.

JD: Roy Jones jr. założył specjalny fundusz powierniczy dla Geralda, który gromadzi część jego dochodów z walk. Jednak Roy nigdy nie zdecydował się na to, by odwiedzić Geralda. Dlaczego?
LM: Roy zdecydował, że wizytę u Geralda odłoży do chwili, gdy zakończy karierę.

JD: Czy macie za złe trenerom i promotorowi Geralda, że w taki a nie inny sposób pokierowali jego karierą?
LM: Gerald podejmował wszystkie decyzje osobiście, był przecież dorosły.

JD: Jaki na co dzień jest Gerald?
LM: Życie codzienne Geralda przynosi mu wiele radości.

JD: Pamięta, że był mistrzem świata?
LM: Owszem, Gerald pamięta swoją karierę bokserską z detalami, w tym również walkę z Nigelem Bennem.

JD: Jaki ma kontakt ze swoimi synami i w jakim są wieku?
LM: Gerald ma trzech synów. Są to: Gerald junior (17 lat), Mandale (16 lat) i Forrest (12 lat). Kocha wszystkie swoje dzieci, jak każdy ojciec.

JD: Jak się zapatrujecie na ewentualna karierę bokserską któregoś z nich?
LM: Mandale trenuje boks już od jakichś pięciu lat i cała rodzina bardzo mocno popiera tę jego decyzję.

JD: Czy Gerald nadal interesuje się sportem? Wiem, że zabieracie go ze sobą na różne imprezy, które są organizowane we Freeport.
LM: Gerald był widzem na imprezach sportowych zarówno we Freeport, jak i poza miastem.

JD: Czy wraca jeszcze myślami do walki z Bennem?
LM: Nie.

JD: Czy Nigel Benn skontaktował się z Wami po tej walce?
LM: Owszem, ale wtedy nie byliśmy gotowi na taką rozmowę.

JD: Z czym lub z kim kojarzy się Wam Polska?
LM: Z ...zimną pogodą.

JD: Znacie jakiegoś polskiego boksera?
LM: Nie.

JD: Dziękuje serdecznie za wywiad. W imieniu wszystkich czytelników strony www.bokser.org życzę, aby rehabilitacja Geralda dawała coraz lepsze skutki, abyście nie tracili nadziei na lepsze dni i aby świat bokserski nigdy nie zapomniał o "G-Manie" - wspaniałym wojowniku ringu. Dzięki Wam Fani Geralda w Polsce dowiedzą się, że ich idol nadal walczy i nadal jest mistrzem.
LM: Dziękujemy również.

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © YARAS72