Przebudziłem się z zimowego letargu, a wraz ze mną mój blog. I jest to przebudzenie dość gwałtowne, a jego sprawcą stał się polski smok, choć nie ten z jaskini pod Wawelem. Albert „Dragon” Sosnowski, mistrz Europy wagi ciężkiej, stał się bohaterem największej chyba niespodzianki w historii zawodowego pięściarstwa w Polsce. Od wczoraj wszystkie media trąbią o jego planowanej na koniec maja w Gelsenkirchen, walce z Witalijem Kliczko, mistrzem świata królewskiej kategorii w najbardziej prestiżowej federacji. Tym co dodatkowo pobudziło moje zmrożone długą zimą zmysły kibica, stała się pewna matematyczna kalkulacja. Otóż teoretycznie jest możliwe, że do końca 2010 roku mistrzowskie trony wagi ciężkiej zostaną zdominowane przez… polskich pięściarzy!
Gdyby taki scenariusz został zaproponowany jeszcze kilka miesięcy temu, autor podobnych spekulacji zostałby odesłany do domu o gumowych ścianach. A jednak nieprawdopodobne stało się możliwe – w tym roku o mistrzowskie tytuły w wadze ciężkiej ma szansę walczyć dwóch polskich pięściarzy, Sosnowski i Adamek. Wyobraźmy sobie, jak Polacy dzielą między siebie mistrzowskie pasy, wyobraźmy sobie polską zmianę warty, po dominacji ukraińskich bliźniaków na szczycie pięściarskiego Olimpu… Niestety pora ochłonąć… Teoretyczna możliwość, ma znikome szanse praktycznej realizacji. Sosnowski jest co prawda znacznie lepszym pięściarzem niż wynikałoby to z wypowiedzi jego krytyków, czy niektórych sfrustrowanych byłych mistrzów świata, którym szansa na walkę z ukraińskim championem przeszła koło nosa. Jednak zwycięska walka z Paolo Vidozem, w której „Dragon” zdobył pas mistrza Europy, dobrze pokazuje pułap jego możliwości, zawieszony znacznie poniżej poziomu Kliczki. Druga z naszych polskich „nadziei”, Tomasz „Góral” Adamek, ma jeszcze dłuższą i również bardzo trudną drogę do mistrzowskiego tytułu, prowadzącą przez kalifornijski koszmar. Chris „Nightmare” Arreola może okazać się ostatnim snem polskiego pięściarza, choć szanse na zwycięstwo w tej walce rozkładają się znacznie bardziej równomiernie niż w przypadku „Wejścia Smoka w Gelsenkirchen”. Jednak nawet, jeśli przebudzenie z tego koszmaru okaże się dla Adamka pomyślne, czeka go arcytrudna przeprawa z jednym z dwóch potencjalnych rywali – bratem Witalija, Władimirem Kliczko, lub Davidem Haye. „Góral” ma wielkie serce do walki i równie duże umiejętności, ale te dwa szczyty przekraczają jego wspinaczkowe możliwości. Oczywiście jest także inna teoretyczna możliwość – prawdziwa polska walka tysiąclecia, o mistrzostwo wagi ciężkiej federacji WBC, w przypadku wcześniejszej wygranej Sosnowskiego, ale tego typu spekulacje zostawmy twórcom literatury science-fiction.
Powyższe spekulacje nie powinny wprawiać jednak w zły nastrój. Choć nie należy się łudzić, że w tym roku zobaczymy mistrzowski pas wagi ciężkiej w dłoniach polskiego pięściarza, to jednak sam fakt, że być może w odstępie kilku miesięcy dwóch naszych rodaków stanie do rywalizacji o najbardziej prestiżowe tytuły w zawodowym boksie, jest powodem do sporej satysfakcji. Jak wiele znaczy to dla popularyzacji zawodowego boksu nad Wisłą, nie muszę chyba wyjaśniać.
