Kolejna gala z cyklu Wojak Boxing Night miała być przede wszystkim wielkim show Dawida Kosteckiego, który pojedynkiem z solidnym i doświadczonym Włochem Cichello chciał pokazać, że jest już gotów na o wiele poważniejsze wyzwania. Tak też się stało, jednak to nie walka „Cygana” okazała się być głównym wydarzeniem wieczoru. Wszystko i wszystkich przyćmiła wypowiedź Krzysztofa Włodarczyka, zaproszonego do studia telewizyjnego w roli eksperta, który w ordynarny sposób zarzucił Mateuszowi Masternakowi stosowanie nielegalnych substancji wspomagających. Medialne pyskówki, utarczki pomiędzy bokserami, towarzyszą tej dyscyplinie sportu już od długich lat; są normalnym, w pewnych granicach powszechnie akceptowanym , a nawet przez wielu lubianym zjawiskiem. Szeroko rozumiany show pomaga nakręcić zarówno koniunkturę, jak i emocje wokół konkretnego pojedynku. Jednak wczorajsze słowa popularnego „Diablo”, budzące u wielu fanów niesmak, wręcz wymuszają pytanie: „Czy aby o taki show chodzi nam wszystkim?”
Gospodarz studia, Paweł Wójcik, wywołując temat Masternaka, zapewne liczył, że zaproszeni do programu Paweł Kołodziej i Krzysztof Włodarczyk w ciekawy, charakterystyczny dla bokserów sposób ustosunkują się do osoby Mateusza - zwłaszcza że ten, we wcześniejszych wypowiedziach sugerował możliwość stocznia pojedynku zarówno z jednym, jak i drugim. Niemniej cytowane dziś przez wiele serwisów słowa „Diablo”: „Niech najpierw sobie powyciska wągry na plecach. Niech on się lepiej motywuje, a nie pije jakieś mleko z dodatkami” przerosły chyba najśmielsze oczekiwania redaktora. Fakt, trudno było się spodziewać, że pięściarz grupy BKP, na antenie telewizyjnej oskarży innego zawodnika o stosowanie dopingu, a przy okazji obrzydzi kolację widzom zgromadzonym przed telewizorami. Całe zdarzenie budzi tym większe politowanie, gdy prześledzi się genezę sporu Masternak vs grupa Andrzeja Wasilewskiego. Słynny wywiad, jakiego swego czasu Master udzielił portalowi Bokser.Org – w moim odczuciu nawet niekontrowersyjny – stał się punktem zapalnym tego dziwacznego sporu, w którym część pięściarzy BKP namaściła samych siebie na obrońców 'polskiej szkoły boksu' (Brzmi dumnie, prawda?). Artur Szpilka czy Łukasz Janik sugerowali w mediach, że chętnie spotkają się w ringu z buńczucznym podopiecznym Andrzeja Gmitruka. Masternak stał się zadrą w oku, choć we wspomnianym już wywiadzie nie obraził nikogo bezpośrednio, ani też nie wymienił żadnego konkretnego nazwiska. Po jego łatwym zwycięstwie nad Łukaszem Janikiem, konflikt przybrał jeszcze bardziej na sile, a wczorajsze wynurzenia „Diablo” zdają się sugerować, że koniec tych utarczek nie nastąpi szybko.
Często fachowcy czy sami zawodnicy zarzucającą polskim kibicom, że nie rozumieją specyfiki boksu, zwłaszcza jeśli chodzi o tak zwaną sferę medialną. To prawda: fani czasem zbyt dosłownie biorą do siebie popularny „trash-talk”, przesadnie emocjonalnie reagują na wypowiedzi bokserów, wylewają potoki niepotrzebnego chamstwa. Nie raz i nie dwa, zdarza się nam usłyszeć sakramentalne: „Nie ma się czym emocjonować, bo na Zachodzie czy w Ameryce to przecież normalne.” Tak, zgodzę się z tym, że wielu sympatyków pięściarstwa w naszym kraju zupełnie nie orientuje się w kulisach tego sportu. Niemniej, wczoraj uświadomiłem sobie, że w tej samej materii jeszcze gorsze wyczucie ma część polskich pięściarzy. Zastanawiam się co by się działo, gdyby tacy zawodnicy jak Krzysztof Włodarczyk czy Rafał Jackiewicz, egzystowali i prowadzi swoje kariery w warunkach amerykańskich. Co zrobiłby „Diablo”, gdyby obojętnie jaki bokser wyzwał go na pojedynek - nie tak jak Master: grzecznie i spokojnie, ale w stylu na przykład Jamesa Toneya: ostro, bezpardonowo? Co w odpowiedzi Włodarczyk kazałby wycisnąć takiemu śmiałkowi? I skąd? Jak zareagowałby Jackiewicz, gdyby funkcjonował w realiach USA i miał okazję czytać opinie użytkowników tamtejszych for internetowych - często o wiele bardziej dosadnych i krzywdzących. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że próbowałby namierzyć każdego takiego krytykanta, następnie odwiedzałby go osobiście i siłą skłaniał, najpierw do przyodziania się w różowy, obcisły, lateksowy strój, a potem wymuszał na nim pewną czynność fizjologiczną, koniecznie z ukierunkowaniem w stronę nogawki.
Poziom show, wynika z kilku różnych czynników. Ważna jest klasa sportowa zawodników, prestiż, stawka pojedynku, jak i przede wszystkim realia w jakich się takowe pokazowe widowisko tworzy. Medialne wojenki pomiędzy bokserami, będące w USA standardem są zwykle o wiele bardziej naładowane emocjami niż ma to miejsce w przypadku starć o znaczeniu powiedzmy regionalnym (Vide Polska). Mają swój specyficzny klimat i generalnie dotyczą pewnego utartego, naszkicowanego obszaru. Nie tak dawno świat emocjonował się konfrontacją Floyda Mayweathera z Mannym Pacquaio, a konkretniej zarzutów wystosowywanych przez obóz Amerykanina w stosunku do oponenta. Czy ktoś z was jest sobie w stanie wyobrazić sytuację, w której Floyd Mayweather na antenie HBO, krzyczy do mikrofonu: „Pacquaio ty sobie powyciskaj lepiej te wągry”? Ja jakoś nie potrafię. Tam po prostu świetnie wyczuwa się granicę pomiędzy brutalną, ale nadającą się do telewizji pokazówką, a przaśno-buraczanym pseudoshow. O ile w Stanach Zjednoczonych widzowie są bardziej przyzwyczajeni do takich konfrontacji medialnych, to u nas lwia część kibiców nie orientuje się w tego typu sytuacjach, nie zna dokładnie konfliktów pomiędzy promotorami, zawodnikami. Boks zawodowy w Polsce, to towar dopiero wprowadzany na poważną skalę na rynek, a trudno wyrobić dobrą markę produktowi, którego w pewien sposób definiują już „kibice pedały” i „wągry”.
