Kilka tygodni temu kibice boksu w Polsce byli świadkami niecodziennego wydarzenia. Damian Jonak niespodziewanie opuścił szeregi Bullit Knockout Promotions, by dalszą część kariery kontynuować pod skrzydłami... Andrzeja Grajewskiego. Dla mnie cała sytuacja jest mocno niezrozumiała. Jestem zdania, że nie był to dobry krok.
Po sporej dawce informacji, którą zafundowali nam Andrzej Wasilewski oraz Andrzej Grajewski, każdy mógł sobie wyrobić własne zdanie na temat zaistniałej sytuacji. Każda ze stron przekonywała do swych racji, które moim zdaniem są po stronie szefa BKP. Sam bohater całego zamieszania milczał. Do wczoraj.
Damian wydał oświadczenie, które dla mnie jest wielkim rozczarowaniem. Nie wyjaśnia powodów swojej decyzji, nie przybliża jej kibicom boksu. Są w nim tylko suche słowa o walce z Cendrowskim i podziękowania dla obecnego promotora (tylko czy to nie za duże słowo?), przyjaciół oraz... Solidarności. I to wszystko. A gdzie się podział BKP?
Nawe jeśli Jonak rozstał się ze swoja dotychczasową grupą w nienajlepszych nastrojach uważam, że powinien podziękować całemu sztabowi "Bullita", choćby przez grzeczność i dobre wychowanie. Odniosłem bowiem wrażenie, że za dotychczasową karierę Damiana odpowiadają koledzy i związek zawodowy, a nie ludzie z BKP, dzięki którym może pochwalić się takim, a nie innym rekordem. Ktoś tu chyba zapomniał, że był notowany w rankingu federacji WBC, że dzierżył pas młodzieżowy tejże organizacji oraz mógł żyć na ponadprzeciętnym poziomie.
Nic chce tu wyjść na piewce sukcesu BKP, ale spójrzmy gdzie byłby Damian gdyby Andrzej Wasilewski nie przygarnąłby go do swojej grupy. Moim zdaniem są dwie opcje. Pierwsza, boksuje amatorsko za nędzne pieniądze. Druga, pracuje ciężko w kopalni, w weekendy stojąc na "bramce" w jednej ze śląskich dyskotek. Żaden z tych scenariuszy nie sprawiłby, że nazwisko Jonak byłoby obecnie rozpoznawalne. Żaden nie pozwoliłby mu żyć na poziomie, który gwarantował mu kontrakt z BKP.
Chcę też napisać wprost, że nie jestem negatywnie nastawiony do Damiana. Wręcz przeciwnie. Zawsze mu kibicowałem i darzyłem go sympatią. Nie rozumiem tylko jego decyzji i nie pochwalam tego, że w oświadczeniu zapomniał o osobach, którym zawdzięcza to co do tej pory osiągnął.
Chciałbym, aby jego kariera rozwijała się, tak jak do tej pory. Boję się jednak, że podąży ona w zupełnie innym kierunku i z czasem Jonak zrozumie, że popełnił błąd. Boję się, że jego przygoda z Andrzejem Grajewskim zakończy się podobnie, jak Tomka Adamka z Bogusławem Bagsikiem. Ktoś obiecywał "złote góry", po czym nagle czar prysł.
