Oscar De La Hoya był równie wielkim zawodnikiem, jak potem promotorem. Niedawno przedłużył współpracę z platformą DAZN i opowiedział trochę o swojej działalności w roli promotora.
- Kiedy pięściarze wdrapują się na szczyt, nagle zapominają o wszystkim i wszystkich, którzy im po drodze pomogli w tej drodze. Liczą się wtedy tylko dolary, nie ma żadnej lojalności. Przerabiałem to wiele razy. Kiedy przechodziłem na tę drugą stronę i zakładałem swoją grupę, najlepszą możliwą radę dał mi najlepszy promotor w historii, czyli Bob Arum. Powiedział mi wtedy: "Oscar, nigdy nie zakochuj się w swoich zawodnikach, bo na końcu każdy z nich złamie ci serce". I tak było, ale ja już to dawno przerobiłem i nie cierpię już jak kiedyś. Postawiłem grubą kreskę. A życie pokazało mi, jak bardzo zawodnicy są niewdzięczni i jak krótką mają pamięć - powiedział szef stajni Golden Boy Promotions.
- Żałuję tylko jednego, mianowicie sprzedaży magazynu The Ring. Mocno dbałem o jego integralność. Kiedy pojawił się Turki Alalshikh byłem przekonany, że sprzedaję go osobie, która naprawdę troszczy się o ten sport i będzie dbać o jego integralność, ale, jak widać, chyba się myliłem. Te wszystkie rankingi The Ring są już nieaktualne i tak naprawdę nie mają większego znaczenia. Bo nie ma w nich już żadnej uczciwości. Pas magazynu The Ring przez ponad sto lat był czymś najważniejszym, dziś na dobrą sprawę można go wyrzucić do kosza na śmieci. Nie jestem gościem, który rozpamiętuję przeszłość, ale tej jednej rzeczy żałuję. Niepotrzebnie sprzedawałem The Ring właśnie tym ludziom - dodał De La Hoya.